Prosiłeś, więc oto jestem
(chyba zaczne pobierać opłaty
)
Sytuacja wygląda tak:
madame_r, Twój anioł, kobieta czysta i nieskalana, dobra i wspaniała otrzymała w Twoich oczach rysę. Czemu? Ponieważ Twoje WYOBRAŻENIE, tak, wyobrażenie, o niej zachwiało się pod wpływem rzeczywistości. Jakież to typowe.
madame_r stała się tym Aniołem w Twoich oczach w momencie, kiedy zaczęła Ci pozwalać na wszystko i pobłażać Ci. Tak jak to opisała, unikała kłótni, dopasowywała SIEBIE do tego związku, szła na kompromisy, po drodze dostała od Ciebie kopa w brzuch i obuchem po łbie, ale co tam! Przygarnęła Cię z powrotem, kiedy Ty sie "miotałeś".
Twoja ukochana popełniła standardowy, ale jakże brzemienny w skutkach bład polegający na podporządkowaniu się swojej miłości. Jednak, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, w pewnym momencie coś w niej pękło i stąd ta niewinna fascynacja kimś nowym.
TY dostajesz piany nie dlatego, że Ci zaufanie się zachwiało, nie dlatego, że Twoja "dziewica" okazała się "nieczysta", nie dlatego, ze masz złamane serce. Dostajesz piany ponieważ Twoja WŁASNOŚĆ i podporządkowana Ci kobieta wykazała się niesubordynacją i zainteresowała się innym osobnikiem, kiedy To Ty powinieneś być całym jej światem, wszechświatem i okolicami. Nawet nie jesteś smutny, jesteś WKURZONY.
Roztrząsasz tutaj już drugą stronę właściwie nie wiadomo czego, bo sytuacja jest prosta - ona nadal jest usłużna i chce z Tobą być (a może nie, tylko nie doczytałam), ale Ty masz teraz gigantyczny problem z zaufaniem.
Jakby to ująć... NIE MASZ zielonego pojęcia jak to jest żyć z kimś, kogo się kocha i czekać każdego dnia na wybuch bomby pt "nie kocham Cię już". Raz jej to zrobiłeś i pewnie nie specjalnie jej tą głupotę wynagrodziłeś. Pisałeś, ze mogła odejść, pewnie, ze mogą, ba! Powinna tak zrobić! Ale tego nie zrobiła. Ty też w zaistniałej sytuacji powinieneś odejść, w końcu coś Ci w tym związku nie pasuje, więc czemu nie odejdziesz?
Ogólnie oboje jesteście siebie warci.
Ty żeś się naczytał starej korespondencji, mniej lub bardziej bolesnej i teraz przeżywasz i się miotasz i w ogóle ego, duma i inne męskie choroby Ci cierpią.
Ona, jako osoba z wielką predyspozycją osoby "kochającej za bardzo" znosi Ciebie, Twoje humory i fochy w imię "miłości" i tak sobie trwacie o się miotacie.
Na koniec rada moja, bo pewnie o to Ci chodziło.
Dajcie sobie po buzi, idźcie do specjalisty/poradni i popracuję KONKRETNIE nad swoim związkiem, relacjami i oczekiwaniami.
ALBO, rozstańcie się raz a dobrze, pochodźcie oddzielnie do specjalistów i naprostujcie swoją psychikę, bo ani jedno, ani drugie w 100% normalne nie jest. A potem dajcie sobie szanse na normalne, zdrowe związki.
Dziękuję za uwagę 