gonia pamietaj żadnych dołów, nie pogrążaj się sama bo jeszcze cię jakaś depresyjka dopadnie. A co do dzieci to one i tak wyczuwają, że jest coś nie tak. Wiesz co ja to powoli do tej całej sytuacji zaczynam podchodzić obojętnie i jemu też powiedziałam, że jest guzik wart skoro skacze z kwiatka na kwiatek, a przecież był tak bardzo zakochany w pierwszej kochance.
67 2009-09-14 09:59:13 Ostatnio edytowany przez shania (2009-09-14 09:59:45)
hej jesteście? Jakiś głupi dzień znow mam nie moc
. Jestem zmęczona i trace nadzieje na normalne życie. Musze sic do pracy i tez się boje choć warunki miałabym dobre. Jestem tak zmęczona tą sytuacją, ze mam ochotę się poddać. Kasiu dobrze zrobiłaś będzie Ci łatwiej podjąc decyzje. Gupek jeden, zaczynam nienawidzieć wszytkich facetów. Jak sie jakiś do mnie smoli to widze jak mu oczy wydrapuje.
Shaniu praca dobra sprawa, człowiek inaczej funkcjonuje i zapomina o swoich problemach. Dzień faktycznie kiepski, ale to może przez tą aure za oknem i dlatego nam sie udziela. Nie podawaj się, bo jesteś twardą kobietą:) A ja to też chyba zaczynam chorować na chłopowstręt hihihi.
Mam wielbiciela, ktory robi u mnie łazienke
, ma mój nr i pisze do mnie rózne róznosci niby miły, ale odrazu mu powiedziałąm ze mam serce z lodu i żeby nie robił sobie nadziei bo umrze z miłośći
))
Eeee no spoko trafił ci się wielbiciel. Czasem nawet serce z lodu można roztopić. Co ci zależy poflirtować:)
ehehheheeheh no ale nie, nie moge nawet flirtowac jakos
cześć shania
tak..tak...flircik malutki nikomu nie zaszkodził...a co do doła...nie wiem czemu tak się stało...myslałam że mam to za sobą ale cóż...może to nie takie proste
zaraz bede dziewczyny czekajcie ,przyszedł mąz ![]()
Rozumiem nabrałaś dystansu do facetów,całkiem normalna reakcja.A jak tam dzieciaczki,lepiej???
75 2009-09-14 10:20:14 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-09-14 10:20:59)
trzymamy kciuki shania :-)
a tak w ogóle nie wiadomo co ze zrezygnowanąąą ??? jakoś jest nieobecna ostatnio...
Ja też się zastanawiałam gdzie ona się podziewa,może wybrała się na jakiś wypadzik:) Ale pewnie niedługo się odezwie:)
Jestem. Córcia wczoraj płakała za tatą, jak mnie nie było to za mną troche, za mała na zagłebianie tematu staram sie jakos ja wspierac przynajmniej tym, że rozumiem, ze jej smutno. Dzis nawet poszła do przedszkola chętnie. Co do facetów to nawet nie dystans jestem zadziorna i czasem bezczelna pan flirciarz twierdzi, że nic nie chce ale za kawe pomaluje mi pokój i położy flizy na kominek
Mówie mu ze potem bedzie chciał sie ze mna na kawe umówic, a potem do kina, a potem pokazac kolekcje znaczków heheheheh.
kurde...też bym się wybrała na jakiś wypadzik...u mnie w pracy integracja jest na początku października...ale nie wiem czy pojadę???
Trza sie gonia zmusic, zawsze cos ciekawego moze sie zdarzyc nawet popatrzysz na inny krajobraz
A co ci zależy, kawa może być bez żadnych zobowiązań, tylko po to żeby się rozerwać
. A co do córci dla niej to jeszcze nowa sytuacja, ale myślę, że małymi kroczkami się do niej przyzwyczai i będzie ok.
81 2009-09-14 10:39:31 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-09-14 10:41:09)
no to shania...kawa tania...ale z kolekcją znaczków ?????? heheheheh..czemu nie ![]()
kurcze...nie wiem....zjazdy mi się akurat zaczynają na uczelni a robię ostatni semestr...
Nieee nawet kawa hehheheeh oferował mi przyjazń i ze mi pomoże, ze mnie nie zawiedzie
ale ja mu mówie ze juz mam przyjaciela. Poza tym nie ma zebów
z przodu hehehehehh. Kolezanka twierdzi, ze przynajmniej mnie nie pocharuje eeehhehheheheh
83 2009-09-14 10:42:49 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-09-14 10:43:49)
o jak nie ma zębów to nie zaczynaj...wygląda pewnie jak noworodek ![]()
zaraz będę...idę na fajeczkę ![]()
84 2009-09-14 10:44:45 Ostatnio edytowany przez shania (2009-09-14 10:45:12)
ehehheehhe no nie nie jeste w moim typie. Poza tym niech on nie sciemnia ze przyjazni chce bo na to trzeba długich lat. Bajere strzela jak nic ma chrapke na mnie i tyle - bzykac mu sie chce pewnie.
Widzę, ze wam chumorki się poprawiły, ale cóż ja już muszę spadać niestety, ale odezwę się wieczorkiem. Zaraz muszę iść po córę do szkoły i jeszcze na 12 do pracy, miłego dzionka dziewczyny. A przede wszystkim żadnych dołów. Buziol ![]()
no pa Ksienko odezwij się miłego dnia...:) No i znów mąz pisze na gg znow mnie do pionu stawia ![]()
narazie Kasia... wieczorkiem zajrzę na bank...
a Ciebie shania dlaczego mąż do pionu stawia hmmm...niech się sam do pionu ustawi...widzę że Ci spokoju nie daje co??? normalnie bym w mordę dała
Bo napisał przytocze "nawet sobie nie zdajesz sprawy jak dzieci to bardzo przezywają, ale tobie sie wydaje ze nic im nie jest i sobie poradza, tak poradza ale bedą mialy uraz, tak Ci sie tylko wydaje ze jest ok bo jestes z nimi i nic nie widzisz. A ty jestes szczesliwa i o to Ci teraz chodzi, za kilka lat zobaczysz efekty. Jak znam zycie to i tak masz juz przedyskutowane zdanie na ten temat, z doswiadczenia kogos, i mnie zaraz bedziesz sprowadzac do pionu ale to tez jest to ze Ci sie wydaje ze wszystko jest Ok."
filozof jasna cholera...teraz może będzie Cię jeszcze szantażował dziećmi...pewnie mysli że na dzieci Cię weźmie
a co do adoratora...jakby miał sprawne ząbki to małe bzykanko nikomu nie zaszkodziło...na poprawę humoru ![]()
90 2009-09-14 11:04:01 Ostatnio edytowany przez shania (2009-09-14 11:05:18)
On wie, ze to mój słaby punkt zaraz mam myślenice, zeby sie poświęcic i kazac mu wrocić tylko ja umrę w tym związku. Wiem maiłabym lekko z jego kasą, prościej, nie wiem czy lepiej. Po za tym nie zdaje sobie on sprawy, ze mnie to zmieniło i darlibyśmy koty bo ja już nie jestem niunia spokojna i potulna. .... A bzykanko oj hmmmm, ale nie z tym facetem. Jedyny kontakt fizyczny jaki teraz mam to z moim kolega wtedy kiedy płacze a on głaska mnie po głowie i stara sie jakoś wesprzec.
no i właśnie tego nie rozumiem...to jego zdaniem lepiej żyć w chorym związku...przecież dzieci nie będą patrzyły na miłość rodziców tylko na wiecznie awantury...on sam powienien dzieciom wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje i nie chcesz już z nim być...
faceci są anormalni...po prostu
92 2009-09-14 11:11:31 Ostatnio edytowany przez shania (2009-09-14 11:12:11)
Ale on im nie wytłumaczy, kiedys powiedział dzieciom, ze sie wyprowadza bo ja go nie lubię. Ciągle zwala na mnie winę, a dla niego takie rozmowy? hmm nie ma na tyle refleksyjności nie umie z nimi rozmawiac kiedys jeszcze im powiedział jak tłumaczyłam dzieciakom ze musi sie wyprowadzic, ze sobie poradzimy bedzie dobrze a on na to bedzie zle bo jak ktores zachoruje to co?..... masakra mówie, ze tyle razy go nie było bo był na wyjazdach dzieci w szpitalu i sobie poradziłam wiec i tym razem sobie poradze.
i tak trzymaj...tylko Ty tłumacz dzieciom całą zaistniałą sytuację...żeby nie miały broń Boże pretensji do Ciebie za kilka lat...
a Że sobie poradzisz to wiadome... każda z nas by sobie poradziła...gorzej z facetami...oni to przecież takie małe dzieci przez całe życie ![]()
A ty jak sobie radzisz?
ja jakoś...powoli...na razie z N. dobrze...chociaż w sobotę jak już pisałam mielismy mały zgrzyt...skończyło się oczywiście na niej i oczywiście ja zaczęłam temat
mam nadzieję że kiedyś mi to przejdzie...
Kurcze strasznie chcialabym zeby wszytko sie odwróciło. Nie moge przejśc spokojnie, nie dzis, nie teraz, nie dam rady. Może mnie tez przejdzie czasem tak bywa. To jest taki tragizm tego czynu, ze długo człowiek z tym walczy i niekiedy całe życie się zmienia.
ja też bym chciała żeby to się odwróciło...najgorsze jest to człowiek w sobie winy szuka...chociaż nie wiem czemu...ale mówię Ci jak sobie przypomnę, że on bzykał tę babę szlag mnie trafia...normalnie wyobrażam sobie co on do niej mówił w czasie seksu, po seksie...czy było mu dobrze z nią w łózku czy nie.... o matko to jakas popierdółka normalnie
98 2009-09-14 11:38:09 Ostatnio edytowany przez shania (2009-09-14 11:39:11)
Wierze!!!! i to z tym szukaniem winy to dla mnie jest najgorsze do przeskoczenia. Ja nawet nie wnikałam jak co ale takie obrazy miałam w głowie. Szlag mnie trafia bo mam nieodparte wrazenie, ze on zrobił to nie raz. Ta dziewucha ciągle miała z nim kontakt jak jeszcze chodzilismy razem. Dzwoniła sms zreszta mąz nie tylko od niej dostawał smsiki. Ciągle coś było a ja miałam nadzieje. Potem wyszło szydło z worka jak byliśmy małzenstwem, bolesne jest wiele rzeczy, ale najbardziej ze bardzo wtedy go potrzebowałam urodziło sie nam dziecko, ciągle mówił ze nie ma czasu a na bzykanie z nia znalazł czas!!!!!
99 2009-09-14 11:43:28 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-09-14 11:48:03)
u mnie przed slubem i kilka lat po ślubie było bosko...zawsze był wtedy kiedy go potrzebowałam... wszystko się zrąbało jak urodziła sie córa (5 lat temu)...trzy i pół roku temu umarła teściowa i .... do końca się spsuło...jakby jakiegoś kota dostał...po miesiącu od śmierci matki znalazł babę pod moją nieobecność (byłam nad morzem z dziećmi)...rozumiesz ja jego dzieciaki pilnuje a on pilnuje jakąś "Panią"...boli mnie jeszcze jedno....boję się że zrobili to w naszym łózku...on mówie że nie...ale ja nie wierzę
100 2009-09-14 11:49:43 Ostatnio edytowany przez shania (2009-09-14 11:51:01)
Hmmm wiesz ja tak sobie myśle, to ze potrzeba czasu to wiadome, zatrze sie wszytko troche czasu. Jeśli jest tak jak mówisz, ze zawsze mogłas liczyc na niego to dotrzecie do siebie. Czy ona tez uważa ze Wasze małzenstwo było udane? Co on teraz mówi jak go widzisz, jak "czytasz"..... u mnie nie zawsze było ok, mąz nie szalał, nie imprezował, tylko nie miał czasu tzn. nie potrafił go dla mnie znaleśc. Małżenstwo było przyspieszone, byłam w ciązy, ale wiedziałam gdzie moje miejsce i czego potrzebuje mój mąz. Pytam o Twojego męża, bo widzisz, dla mojego było bardzo dobrze dla mnie nie, a pomimo tego zdradził.
My też wzielismy slub kiedy byłam w 4 miesiącu ciąży, tylko my chcielismy mieć już wtedy dziecko....nie była to wpadka....nie zabezpieczaliśmy się wcale...
małżeństwo było udane do czasu...a teraz...widzę że mnie kocha...wiem że niechciałby mnie i dzieci stracić...wiem że w sytuacjach kryzysowych umie podtrzymac mnie na duchu i pomóc w każdej sytuacji...nawet tej najgorszej...tylko boli jedno w sytuacji kiedy był ten kryzys jak urodziła się córa to po prostu wypiął się na mnie i znalazł przyjaciołkę jak to on mówi...owszem jest i troche mojej winy bo za pomocą "łózka" próbowałam rozwiązać nasze problemy i niepotrzebnie to zrobiłam...mogłam zanleźć inne wyjście z sytuacjii
Hmm rozumiem ale wiesz ja myśle, ze przejdziecie to skoro daje Ci czas, a najważniejsze umiecie wesprzeć w każdej sytuacji to jest to bardzo ważne. Rozumiem co Cie boli ale jak mówisz było dobrze a nawet bardzo dobrze. Wiec wiecej przemawia za, a nie przeciw, tylko czas. Jak długo tak sie zmagasz??
jakieś pare miesięcy...ze zdradą oczywiście...jestem już na dobrej drodze...jest lepiej niż było...tylko przychodzą momenty załamania..
wiele razem przeszliśmy...śmierć naszych matek (moja mama zmarła trzy dni po urodzeniu sie mojej córy na raka piersi)...zmagania finansowe...jego alkoholizm i w następstwie jego chorobę (cukrzyca)...wiem że do tamtej kobiety nic nie czuł...chociaż przyznał mi się że się w niej zauroczył...
To duzo zwaliło Ci się na głowe. Myślę ze się ułoży, skoro jest dobrze, a od czasu do czasu załamki będzie ich coraz mniej, a jak radzisz sobie z alkoholizmem?
na razie nic nie pije od 1,5 miesiąca...chodzi na leczenie...i jest dobrze( odpukac w niemalowane )
Znam troche problem, moj kolega tez jest alkoholikiem, był na leczeniu czasem jest ciezko mial kryzys, ale daje rade. Stąd moje pytanie. Musi być Ci bardzo cięzko, ale trzymam kciuki w koncu musi sie dobrze dziac.
wiesz 5 lat problemów to za dużo jak na mnie
uważam się za osobę odporną psychicznie ale czasem mam załamanie...dlatego też jestem na tym forum...bardzo mnie to cieszy...możńa sie wygadać ![]()
shaniu a gdzie Ty mieszkasz kochana???
108 2009-09-14 12:34:41 Ostatnio edytowany przez shania (2009-09-14 12:35:12)
hmmmm w królestwie SMOKA WAWELSKIEGO
ja tez sie ciesze ze trafiłam na to forum a Ty gdzie mieszkasz?
a w ogole jesteśmy z jednego roku ![]()
109 2009-09-14 12:36:21 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-09-14 12:37:21)
Ja...no cóż...tam gdzie Sejm i Senat...czyli w znienawidzonej przez całą Polskę Warszawie
ale to moje miasto i baaaarzdo je kocham...nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej ot co ![]()
wiesz wspaniała sprawa ten internet...tyle kilometrów nas dzieli a jednak ...gadamy sobie ![]()
no hehehheheh moze kiedyś zrobimy zlot czarownic hheeheheheh z naszego watku
taaa...gdzieś pośrodku Wisły
albo w Krakowie...dawno tam nie byłam...ostatni raz chyba w Liceum...a bardzo lubię SMOKA WAWELSKIEGO ![]()
Ty shania nie pracujesz chyba...zajmujesz się dziećmi ???
112 2009-09-14 12:50:55 Ostatnio edytowany przez shania (2009-09-14 12:58:46)
Tak nie pracuje narazie ale musze sie zebrac i ruszyc z miejsca strasznie sie boje. Byłam ok 6 lat w domu. Na razie zmykam, bede wieczorkiem, milego dnia.
Hej dziewczynki, moze na poczatek dzieki, dzieki ze jestescie, nie jestem sama, nie kazecie mi go /meza/ wywalic z zycia z serca, z domu, z rodziny /tak radza przyjaciolki oczywiscie te ktorych zwiazki sa raczej udane/. Co do mojej sytuacji, to wczoraj nie wytrzymalam, pierwszy raz dostalam histerii, doslownie ataku, wrzeszczalam na meza tak ze dzisiaj nie moge mowic, w dodatku to bylo przez tel i potem wieczorem na skipie /moj maz jest w Anglii/ nie pamietam czy wczesniej pisalam /wywrzeszczalam mu ze sie go brzydze, ze ma zrobic badania, ze nie wyobrazam sobie jak mam z nim isc teraz do lozka, ze chyba w prezerwatywie ktora sobie na glowie zawiaze, dusilam to w sobie tyle czasu, w koncu wybuchlam, kurde mam 37 lat, na prawde bardzo o siebie dbam, wygladam jak siostra mojego 18 letniego syna /tak mowia jego koledzy/ czego moj maz szuka u innych bab, na prawde od czasu jak jestem pewna ze ma kogoś widze siebie taka beznadziejna, zdjelam lustro w lazience i toalecie, zeby nie patrzec na siebie, wiem ze zachowuje sie jak szurnieta /slowa meza/ ale to jest silniejsze ode mnie, on zaprzecza wszystkiemu, mowi ze kocha mnie nad zycie ze dzieci, rodzina, ze takie tam, ze co ja wymyslam, wymyslam tak ,baba dzwoni do mnie, ja znajduje u niego dowody, oprocz tego podsluchalam rozmowe ktora prowadzil z nia, ludzie ja nie mam watpliwosci zadnych, malo tego uzmyslowilam sobie ze sytuacja z przed 4 i 2 lat gdy wypieral sie zdrad tez byly prawdziwe, tylko ja durna idiotka slepo ufalam, nawet nie chce pisac jaka bylam glupia bo samej siebie sie wstydze, powoli was czytam kochane, widze ze macie tez sytacje podobne do mojej, ja nie wiem jak ja mam teraz zyc, jak on przyjedzie, jak spac z nim w jednym lozku, nie mowie juz o sexie, bo na mysl o tym chce mi sie rzygac /sory.
wiesz kochana...każda z nas piszących tutaj przeżyła to samo...jak widzisz ja mam do tej pory momenty załamiania
bardzo dobrze że wybuchnęłaś i powiedziałaś co Ci na wątrobie leżało...ja nawet swojego mówiąc brzydko zlałam...
jak możesz sobie poradzić...wszystko zależy od tego czy jeszcze Ci na małżonku zależy...jeżeli tak to postaraj się mu wybaczyć..zapomnieć nie dasz rady...niestety
jezeli nie zależy Ci na nim to powinnaś rozstać się z nim...takie jest moje zdanie
a co do porad koleżanek i pseudo przyjaciołek...nie słuchaj ich bo faktycznie ich związki są może udane ale one też na pewno tego nie wiedzą...kazda z nich Ci powie że by nie wybaczyła... guzik prawda...nie była w takiej sytuacji i nie wie czy by wybaczyła czy nie...ja na szczęscie mam takich znajomych i przyjaciół którzy popierali moje zdanie czy było ono dla mnie dobre czy tez nie...
jedno pytanko macie dzieci czy nie???
GONIU tak mamy 4 letniego synka i syna z mojego pierwszego malzenstwa, wiesz, dobrze jest popisac z kims kto to przezyl, ja jestem w rozsypce totalnej, nie wiem jak teraz bedzie, niestety na moje nieszczescie wciaz kocham tego gada, ale nie wiem jak to bedzie on teraz jest daleko ale ja nie wyobrazam sobie juz jak bym mogla isc z nim do lozka JAK? Wiem ze to moze troche za intymne pytanie ale jak sobie Ty z tym poradzilas, pamietasz jak sie przemoglas i czy to nastapilo po jakims czasie odkad dowiedzialas sie ze zdradzil? ja nie moge sobie wyobrazic bliskosci z tym gadem, mysle ze bede sobie wyobrazac co on robil z tamta larwa/czy larwami.
Witajcie Dziewczyny!
Widze, że nowa netkafejka rozkręca się w niezłym tempie. Aż trudno dotrzymać wam kroku. ja nie mam niestety tyle czasu, żeby być z wami na bieżąco.
Ale chciałam Wam powiedzieć, ze pomimo mojej stosunkowo korzystnej sytuacji "po zdradzie" - tzn. mąż nieustająco walczy i czeka na moje wybaczenie - to jednak nie żyje mi się tak dobrze jak bym chciała. Jak tylko dochodzi do jakiego zgrzytu to patrzę na niego i wydaje mi się, że go nie lubie.
Pomimo, ze jestem bardzo wesoła z usposobienia, to ciagle nachodza mnie smuteczki. Wystarczy melancholijny kawałek muzyki o miłości a mnie już się przypomina, że kiedys też byłam ślepo i szczęśliwie zakochana, pełna ufności i wiary, że dostałam od życia coś pięknego - teraz to już nie dla mnie.
O łóżku nie wspomnę. On się stara jak może, a ja oczyma wyobraźni widzę jego jak się kocha z tą kobietą! I wszystkiego mi się odechciewa. I tak jak któraś z was napisała, mam obrzydzenie na myśl, że on robi ze mną to samo co robił z nią. I nie mogę się absolutnie przemóc, żeby robić mu to, co najbardziej zawsze lubił...same wiecie co.
Wiem, że to jeszcze jest dość świeża sprawa, ale już nigdy nie wróci to co było. Płakać mi się chce.
Ale Was pozdrawiam, wiem , że jest nas więcej. A w jedności siła.
Macie jakiś pomysł na moje psychiczne zahamowania? Pozdrawiam
Na początku...owszem...miałam zahamowania...ale nie trwały one długo...chociaż pisałam o tym już wczesniej powtórzę jeszcze raz...do tej pory wyobrażam sobie co on robił z nią...powiedział mi co prawda co się wydarzyło między nimi w łóżku, jak to robili itd...może to mi pomogło że był ze mną szczery...nie wiem...wiem jedno że mó N. jest świetny w tych sprawach i tak naprawdę brakowało mi jego dotyku...pozatym chyba chciałam żeby mi udowodnił że jeszcze mu na mnie zależy...widziałam jak staral się mnie do tego łóżka zaciągnąć, wszystkimi mozliwymi sposobami
i nie powiem miło mnie to połechtało ![]()
ARIADNA
dzieki ze poruszylas temat /wiesz jaki/ ja jak juz napisalam o zdradzie /zdradach/ meza wiem od kilku miesiecy, chociaz pewna 100% jestem od jakichs 2 m-cy, mam podobne do twoich przemyslenia, nie wyobrazam sobie zebym miala kiedykolwiek zrobic mojemu mezowi /wiesz co/ po tym wszystkim, NIGDY, ABSOLUTNIE nigdy, ja mu o tym powiedzilam ze /dolownie/ nie wybrazam sobie abym miala wziasc do ust cos co wkladal innej w ***. Przepraszam ze jestem taka dosadna, mimo to moj maz mowi ze on jest w stanie zniesc wszystko, bylebym tylko nie zostawila go i nie odeszla, mam w nosie co on mysli, mam gdzies, czy bedzie mu dobrze czy nie, ja mu powiedzilam ze mozliwe ze w ogole juz sexu miedzy nami nie bedzie zadnego i niech idzie do tego szamba w ktorym sie taplal, moj uparcie wszystkiemu zaprzecza, mysle ze dlatego ze on mysli ze jak przyzna sie do wszystkiego to na pewno bedzie rozwod /wielokrotnie tak mowilam/ wiec idzie w zaparte.
a co do pomyłu na zahamowania...nie mam absolutnie żadnego....może jakiś specjalista od tych spraw...jakaś terapia...
GONIU no wlasnie, 2 miesiace temu moj maz byl w domu, a ja juz na 100 procent bylam pewna jego wyskokow, nie chcialam sexu, w koncu jakos w tym lozku wyladowalismy, kilka razy, nie wiem czy uwierzysz ale to mnie upewnilo ze mial cos z inna baba /babami/ po prostu dalo sie wyczuc, pewne zachowanie itd., nie moge o tym pisac bo jestem wsciekla ze w ogole sie z nim bzykalam, ja raczej nie bede w stanie z nim juz normalnie zyc, nie chce juz chyba, on blaga, placze, przekupuje mnie wszystkim, mam to gdzies, mowi ze zjezdza, ze wiecej nigdzie nie pojedzie, ze zmienia prace, mam to gdzies, brakuje mi jego dotyku, sexu tez wiadomo, ale nie dam rady, coraz silniej czuje ze nie dam rady, ja codziennie mu o tym mowie, kupilam wczesniej bilety na samolot mialam leciec z dzieckiem 3 tygodnie temu, nie polecialam, bilety przepadly, nie umiem juz chyba z nim zyc, myslalm ze ta sprawa bedzie przycichac, jak bedzie mijal czas, nie jest tak, czuje pogarde do niego, czuje pogarde do siebie, powiedzilam mu ze jak przyleci ma sie zatrzymac u swojej matki, bo nie chce zeby spal w domu, najlepiej by bylo jakby wcale nie przyjezdzal, on jest w szoku, tyle razem przeszlismy, on po prostu nie moze uwierzyc w to co sie dzieje.
121 2009-09-14 14:39:41 Ostatnio edytowany przez gonia-73 (2009-09-14 14:41:32)
to zrób tak jak pisałam wcześniej...rozstań się z nim...jeżeli masz się męczyć z nim, czuć do siebie i niego pogardę...zastanów się
nie wiem czy czytałaś etapy zdrady dodane na forum zdrad...dawałam parę postów wcześniej linka...to Ci pomoże troszkę ochłonąć...chyba mam nadzieję ![]()
GONIU nie nie czytalam tych etapow zdrady, poszperam na forum, nie wiem czy jakos dojde z soba do ładu, nie wiem, na prawde, w tym wszystkim sa jeszcze dzieci, maz probuje wmontowywac mnie w poczucie winy, ze niszcze rodzine, ze dzieciom ojca zabieram i takie tam, probuje grac na uczuciach, ale ja na razie nie potrafie trzezwo myslec, zaslepia mnie moja zlosc, nienawisc do niego, powiedzialam mu ze jak sobie wyobraza nasz zycie, ze zgotuje mu pieklo, ze moze zlozyc pozew o rozwod, a ja sie zgodze bez orzekania o winie, powiedzial mi ze nie pozwoli mi odejsc, na razie przysiadl na d***, jest milutki. Juz mu sie nie zdarza w weekendy ze telefon mu w nocy siadzie /tak czesto bywalo, albo internet nie dziala, teraz dziala wszystko, cud na Wyspach normalnie, zapytalam czy juz sie wystarczajaco wyszmacił, czy tez kochanka go rzucila, nadal mowi ze nic nie bylo, nadal klamie w zywe oczy do upadlego, powiedzilam mu ze obraza moja inteligencje, starszy syn mowi ze jak nie odbieram telefonu to blaga go zeby do mnie zadzwonil i zebym odebrala, obiecuje mu cuda a kiju za posrednictwo itd. Jeszcze dziecko miesza w ten swoj szambiarski proceder.
konfrontacji z nim nie unikniesz...dzieci w to niech absolutnie nie miesza...beszczelny...a wypierał sie będzie przez jakis czas...mój mimo dowodów wypierał sie dwa tygodnie...musisz kobieto ochłonąć i przestać już wariować...wycisz się...przynajmniej postaraj się...nerwy nie są dobrym doradcą...weź kalms...świetny na na takie stany...uspokaja i nie jestes po nim ospała...
No, przeczytalam te etapy zdrady, uff, niestety moje zachowanie potwierdza te prawdy, w dodatku u mnie doszly jeszcze klopoty zdrowotne, ze nie wspomne o tym zmeczeniu, Boże, ,co ten gad nam zgotowal, patrze na mojego malego synka i mysle sobie co bedzie dla niego lepsze, mysle ze spokojna mama, najgorsze z tego wszystkiego jest to ze ja go nigdy nie zdradzilam , nawet nie przyszloby mi to do glowy, chociaz nie byl ani moim pierwszym facetem, ani najlepszym w te rzeczy, po prostu go kochalam, dla mnie milosc to lojalnosc, poczucie odpowiedzialnosci, nie mysle tylkiem, nigdy nie myslam, tak sobie teraz analizuje to nasze zycie, wiele rzeczy teraz dopiero do mnie dociera, wiem juz ze wczesnej /pod koniec mojej ciazy i jak nasz synek mial kilka tygodni/ tez mial wyskok, jestem pewna teraz /wtedy tez dowiedzilam sie od jego kochanki, ale oczywiscie powiedzial ze ona jest chora i wymysla takie rzeczy zeby sie rozwiodl, no i wtedy uwierzylam bo poprostu nie wierzylam ze mozna byc takim ścierwem zeby uprawiać seks z kochanką wtedy, gdy zona jest w szpitalu albo gdy wlasny syn ma 3 tygodnie a zona w pologu, mysle ze dlatego jestem teraz taka wsciekla ze opadly mi klapki z oczu i dopiero teraz wiem kim naprawde jest moj maz, ze ja go poprostu nie znalam.
wiesz...dla każdej z nas miłość jest tym o czym napisałaś....dla faceta miłośc to kawałek tyłka (no zdarzają się przypadki że nie, ale wyjątki potwierdzają regułę
) a druga sprawa że tamte "Panie" też sa takie dobre jak oni...a ona jest mężatką czy też nie jest ???
Ta nie jest mezatką, poprzednia byla, wiesz ja jestem z tych ktore tych kobiet nie winia, lub winia w minimalnym stopniu, ja winie jedynie mojego meza, co za roznica z kim to zrobil, zrobil to i juz, jakby nie byla ta to bylaby inna, jest popyt jest podaz, nie wyzwalam jej chociaz zadzwonila do mnie i w sumie wiele kobiet by mnie usprawiedliwilo, ale co z tego bym miala, ach szkoda slow, powoli oswajam sie zmysla ze bede musiala sie rozwiesc, zaczynam widziec nasze zycie bez niego, niech idzie w dluga, nie mam zamiaru spedzic zycia na zastanawianiu sie ktora nastepna i kiedy, czuje sie tak jakby wytarl sobie o mnie nogi i bardzo chce aby juz to minelo, uczepilam sie mysli ze jak sie rozstaniemy to minie, odzyskam szacunek do siebie, wiare w ludzi.
Witajcie zaglądnełam na chwilke. Ludzik widzę, ze motasz się tak samo jak ja. I znow następny facet, ktory mówi, ze my rozbijamy rodzine!!!! Co do seksu, w moim przypadku na poczatku jeszcze sypiałam z mezem. Byłam w fazie negacji tego co sie stało i jakos szło do przodu. Potem tylko, jak zaczełam płakac i mówic ze jeszcze nie jestem gotowa przebaczyc, ze nie moge tak o chop i skakc po nim i być zadowolona. maz zaczął sie wsciekać, a ja odsuwać od niego. Próbowałam sie zblizyc, ale miałam myslenice, ze z nia to robił, i sam akt fizyczny był coraz trudniejszy. Potem przyszedł moment i zaczął robić mi awantury, ze jak mu nie dam to pojdzie i poszuka innej..... Potem były wakacje tam probowałam znowu, w jeden dzień, w drugi juz nie mogłam i znow zrobił mi awanture i tyle gorzkich słów padło z jego ust. Ostatnim razem nie chcialam sie z nim kochac tylko zeby mnie przytulił wtedy jeszcze spaliśmy, w jednym łozku a on ze dałabym sobie pomacać zabił tym wszytko od tamtego czasu spałam w osobnym pokoju - umarłam. To juz ponad rok jest cięzko ale daje rade, ale mam ogromny lęk przed jakimkolwiek zbliżeniem... tak zastanawia mnie to wszytko jak by był bardziej delikatny w obyciu......
Shania
no ale co jestes z nim wciaz? tzn. czy mieszkacie razem? u mnie jest tak ze ja na poczatku sypialam z nim, jakostam do tego nieszczesnego sexu dochodzilo ale z czasem jest tak ze juz jak nabralam pewnosci tych zdrad jak to juz w pelni do mnie dotarlo to odsunelam sie, nie chce go juz poprostu u mnie takich gadek ze pojdzie do innej itd. nie ma, u mnie sa blagania, wypieranie sie ze nic nie zrobil, nawet jakbym go z takiej osoby sciagnela to tez pewnie by mi wmawial ze mi sie wydaje /tak mu ostatnio powiedzialam/ probuje mnie osaczac finansowo, obiecuje cuda, ale ja juz mam w gdzieś te obietnice, chrzanię to, powiedzialam mu zeby se wetknal gdzies kase, ze nic od niego nie chce, to jego gadanie o tym jak on to mnie kocha, no smiac mi sie chce normalnie, od kilku miesiecy jak mowi ze ladnie wygladam albo jakies tam komplementy to rodzi we mnie zlosc i kaze mu prostytutkom te bajki opowiadac, normalnie koszmar.
A tak na marginesie moja kochana to cos ci napisze, ja kiedys pierwszy raz dowiedzilam sie od kochanki meza o jego 2 skokach w bok to przez 2 i pol roku nie spalismy w jednym lozku lub troszke dluzej, sex byl ale spalismy osobno, wtedy jakos tam mnie przekonal ze nieprawda ze nic nie bylo, do konca nie uwierzylam, moze chcialam poprostu wierzyc ze nie mozna byc takim bydlakiem zeby uprawiać seks z inną jak zona jest na podtrzymaniu albo jak w pologu pourodzeniu dziecka.
ludzik...ja zrobiłam podobnie jak Ty...tylko ja próbowałam wyegzekfować pewne rzeczy przez łóżko...i stało się...ale myślałam że tego nie zrobi...tym bardziej że nie szantażował mnie że kogoś znajdzie...ale cóż zrobił...dlatego mam w sobie pewne poczucie winy...
a co do finansów macie razem dziecko więc łaski nie robi...forsę dawać musi i już...przynajmniej na dzieci...więc niech cudów nie obiecuje...
apropo Twojej sytuacji co do tego że poszedł na bok kiedy Ty miałaś problemy z donoszeniem ciąży to kawała no cóż...chama i tyle...
nie dziwię Ci się że nie masz dla niego serca...