A ja mam wyrzuty sumienia po każdym posiłku ![]()
Podobne tematy
Ja też mam. To nie jest tak, że jem i czuję się tak samo, jak czuje się ktoś, kto tej choroby nie przeszedł.
Każdego wieczoru o tym myślę (a na wieczór jestem wstanie zjeść bardzo dużo czasami w porównaniu do całego dnia). Każdego dnia rodzą się w mojej głowie myśli - jutro ograniczę jedzenie, zjem mało. Odrzucam te myśli jak tylko mogę. Ważne, że mam energię do życia. Szczerze? Znienawidziłam uczucie głodu. Chociaż uczucie przejedzenia nie należy też do najlepszych, ale czasami mam te swoje napady.
No właśnie niedawno miałam napady obżarstwa i wieczorem jestem głodna
nie mogę spać w nocy ale wiem, że wieczorem nie mogę jeść. Raz nie jem wcale raz dużo i to się teraz tak waha u mnie
69 2014-04-29 08:48:15 Ostatnio edytowany przez sillence (2014-04-29 08:48:36)
To jest najgorsze, bo właśnie od tego się tyje. Organizm zaczyna wariować, metabolizm się psuje. Najważniejsze jest regularne odżywianie. Metabolizm wraca do normy i potem się nie tyje
. Mi od XXX czasu już waga zatrzymuje sie na 42 -44 kg, mimo że jem sporo słodkiego, czasami w fast-food'ach. Póki ciepło jest to staram się jeździć trochę na rowerze, na rolkach. Wyrzuty sumienia wtedy mniejsze
Ja do przystanku jeżdżę rowerem i ogolnie po szkole dużo. Ale czasem jestem tak wykończona tym, że śpię kilkanaście godzin
71 2014-04-29 11:18:05 Ostatnio edytowany przez Suzan_444 (2014-04-29 11:18:43)
Sophie wykonczysz w końcu swój organizm.
Piszecie, ze macie wyrzuty sumienia po jedzeniu. Rozumiem Was doskonale. Tez tak mialam a nawet czasem jeszcze mam. Jesli odczuwacie wine i strach to warto zajac sie aktywnoscia fizyczna. Jest lato. Weźcie psa (jesli macie), albo idzcie na rower, spedzajcie duzo czasu na swiezym powietrzu.
Tak jak pisze Sillence, waże jest regularne odzywianie. Ja na terapii przepracowywalam ten problem. Pamietam, ze sie buntowalam, gdy z terapeuta ustalalismy grafik zywieniowy. Na poczatku nie stosowalam sie do niego i tak naprawde mnie nie obchodzil. Po czasie jednak, gdy zaczelam jesc wedlug planu zywieniowego, waga trzymala sie na jednym poziomie.
Dzis wiem, ze terapeuta mial racje. ![]()
Tak tylko czy właśnie przez to się bardziej nie przytyje ![]()
Tak tylko czy właśnie przez to się bardziej nie przytyje
Wszystko zależy od twojego metabolizmu, od tego jak bardzo jesteś poniżej swojej wagi. Na pewno o wiele więcej przytyjesz nie jedząc prawie nic cały dzień i potem więcej wieczorem lub głodując przez parę dni, a potem normalnie. Organizm wtedy wariuje, odkłada jedzenie, metabolizm psuje się jeszcze bardziej.
Na początku się przytyje - wiadomo, lecz tylko do pewnego momentu. Potem waga się zatrzyma. Przecież im większa waga, to organizm potrzebuje więcej jedzenia, by przytyć, prawda? Więc jak będziesz jadła regularnie, przyzwyczaisz do tego swój organizm, to waga się zatrzyma.
Ja się bałam na początku tego, że będę tyła, tyła i tyła, że to się nie skończy. Pierw przytyłam bardzo szybko, to było do przewidzenia. Teraz (jak już do chyba nie raz wspomniałam) waga się utrzymuje, a wiem że jeszcze przytyję, bo nie wróciła do normy ![]()
Mam nadzieję, że dużo mi nie przybędzie
czasem myślę, że już mi to minęło i mogę jeść ale jak zjem to wraca to, że jestem gruba i znowu nie mogę na siebie patrzeć. Dzisiaj założyłam legginsy do szkoły kolorowe i wg mnie trochę grubo mi nogi wyglądały w nich. A tu mówią mi "ale Ty masz chude nogi" i to jest dziwne ja co innego i ludzie
bo Ty patrzysz na siebie przez pryzmat choroby. Inni patrzą obiektywnie
A wiesz, że kiedyś myslalam że ta choroba mnie nie dotyczy że jest odległa i na pewno nie będę chora bo jestem chuda. I później jak zaczęłam dorastac trochę przytylam i wszyscy mówili "o ale trochę się poprawiłas, przytylas" i to nie było złośliwe ale ja zaczęłam bać się że nie będę najchudsza a zawsze byłam i chyba tak to się zaczęło
Ja też ciągle byłam osobą szczupłą, a jadłam za dwóch - jak to pisałam w temacie. Jak czytałam jedną książkę o anoreksji, to dziwiłam się bardzo, jak można w ogóle znienawidzić jedzenie i doprowadzać się do takiego stanu.
A jednak. Na mnie to też zeszło. Nie cofniemy czasu.
Ja w dodatku sama nie wiem czy chce być zdrowa....
Ja póki mam chłopaka to wiem, że chce (wiem, powinnam walczyć dla siebie, ale mam straszny problem żeby siebie zaakceptować). Nie myślę o tym co jem i ile jem. Czasami i na chwile mi się zdarza. Zdarza mi się też planować jakieś diety, głodówki etc. Jednak to mija. Ja już nie mam siły do niczego, jest za bardzo chujowo, żebym jeszcze myślała o tym, że zjadłam za dużo i jak bardzo gruba jestem (choć na wagę wchodzę codziennie). Skupiam się na sesji, a do nauki muszę mieć energię i staram się nie myśleć o tym. Już tyle czasu minęło odkąd jem normalnie i już się do tego przyzwyczaiłam.
Szkoda, że tak wielu ludzi myśli, że ta choroba to wymysł. Nie wiedzą co przechodzi chory
81 2014-05-01 21:13:00 Ostatnio edytowany przez Black_dragon (2014-05-01 21:22:50)
Gdybyś miała taką rodzinę jak moja, to niepotrzebni by ci byli lekarze ani nikt. Opowiem swoją historię. We wczesnym dzieciństwie byłam niejadkiem i byłam chuda, może to dlatego, że moja mama nie umiała mnie karmić, wpychała na siłę i krzyczała jak jadłam, ale odkąd zamieszkała z nami babcia, polubiłam jedzenie bo ona umiała namówić. Tak po za tym lubiłam słodycze ale jakoś od nich tak nie tyłam. Może z wyjątkiem gdy w okolicy 3 klasy podst. rzeczywiście trochę się przejadłam, ale szybko schudłam, natomiast w wieku klasy 4-5 byłam szczupła ale miałam pucułowate policzki. po za tym mam skłonność do brzuszka, ale to po części dlatego, że mam lordozę. kiedyś koleżanka robiła bransoletki własnoręczne dla dziewczyn, dla mnie też ale nie do końca mnie lubiła i rzuciła żartem coś, że dla mnie będzie musiała zrobić większą. Poszłam do gimnazjum, kiedyś na niemieckim była zabawa opisywaliśmy kogoś z klasy a ktoś miał zgadnąć kto to. No i kolega opisywał naszą klasową koleżankę że grubsza, a wtedy usłyszałam jak moja koleżanka szepcze mojej "przyjaciółce" (przyjaciółce, aha) że to o mnie chodzi. A ja nie byłam gruba, tylko miałam nieco wystający brzuszek, bo mam lordozę. Kiedyś nawet po czasie, moja kuzynka zapytała mnie czemu ja się tak odchudzam, a ja na to że dlatego bo gruba byłam i mam uwaz, ona na to, że ja przecież wcale nie byłam gruba (ona sama jest szsczupła jakieś 50-parę kilo wagi). No i wogóle przykro mi było, tym bardziej, że to były moje koleżanki, z którymi często spędzałam czas i trzymałam. No i wtedy stało się coś, zakochałam się w kolesiu. A tak btw. to był straszny cham (ale charyzmatyczny, a co do przystojności to nawet nie był o dziwo) i mnie źle traktował. No a ja klapki na oczach i zakochana. Nie cierpiałam go i kochałam. Wtedy zaczęłam chudnąć. Bo jak się zakocham to mam problemy z jedzeniem. Chudłam, chudłam. Schudłam byłam szczupła. Ale stwierdziłam że mi się to spodobało i dalej chudłam. W końcu w całej klasie zaczęłam słynąć z tego, że jestem wiecznie na diecie. Miałam dużo pomysłowości w tym odchudzaniu. Jako dziecko byłam frytkofilem, ale chociaż jadłam dużo to mi w boki nie szło, może dlatego że ruch miałam, ale z drugiej strony nie jadłam często tylko raz na jakiś czas (dużo). No i kiedyś wpadłam sobie na pomysł, że jak za starych dobrych czasów zjem cała frytkownicę frytek na raz i to wszystko wyrzygam. No i zjadłam. Ale jak poszłam rzygać to okazało się, że nic nie chce się zwrócić xD Ja nie umiem wywoływać wymiotów na zawołanie. Leciała tylko ślina. No to już nie powtórzyłam tego. Ogólnie jak ktoś chciał spytać o dobre herbatki czy tabletki to walił do mnie. Po 16.15 nic nie jadłam. Mój posiłek wyglądał tak: śniadanie albo 2 połówki bułki z czymś tam albo jogurt. Obiad- z reguły zabierałam do pokoju, zwijałam w gazety a potem do śmietnika. A potem jak babcia skapnęła się co leży w śmieciach, to zaczęłam spuszczać ziemniaki w sedesie. Kolacja- zawsze 2 kanapki z czymś tam. Do tego tato całe życie dbał o to, abym miała w domu słodycze i kupował więc starając się docenić i jego starania, jadłam te słodycze. Jednak to wyglądało tak, że dzieliłam batonik na pół i jedna połówka na dziś a druga na jutro. Kiedyś tato zaczął tyle znosić że nie wiedziałam co z tym robić, tak przez 2 miesiące. Więc przez 2 miesiące jadłam same słodycze, i jedynie 1 mały posiłek niesłodyczowy dziennie albo i w ogóle. Autentycznie zaczęły mnie boleć zęby. Ale jak przestałam je jeśc to same przestały. Jak później poszłam do dentysty to nic nie było. Ogólnie to było tak, że jadłabym jeszcze mniej niż jadłam, ale jak zauważyli że jem mniej niż kiedyś, to byłam pilnowana, choć nie tak do końca. Jednak jadłam coś tam i specjalnie np. zamiast u siebie to przy kimś, żeby widzieli. A w głowie tylko jak tu zrobić żeby jeść jeszcze mniej. Znam dość dobrze talbele kaloryczne produktów do dziś. Moja najniższa waga nie była niska jak u rasowej anorektyczki, bo żeby zachować pozory jadłam przy rodzinie a wcale nie chciałam. Dodam, że nie czułam w ogóle smaku ani przyjemności z jedzenia, jadłam żeby jako tako trzymać zdrowie i dla pozorów. Pociłam się wtedy na rękach i nogach zimnym potem. Najniższa waga to 48 kg na 178cm wzrostu, ale ważyłam się z wieczora. Potem zaczęłam jeździć na rowerku stacjonarnym codziennie od pół do półtorej godziny. Pomimo że mało jadłam miałam tyle siły, że przejechać 12km to dla mnie była pestka. Dorobiłam się ładnych mięśni, ale przytyłam do 53 kg od tych mięśni właśnie. Postanowiłam rzucić rower i się po prostu odchudzać. Kiedyś na moje bierzmowanie musiałam zjeść kawałek ciasta i potem głowiłam się jak go spalić, jeździłam długo na rowerze. W klasie koleżanki powtarzały mi że jestem chuda, może za chuda, ale z drugiej strony podziwiały, nastała moda na odchudzanie, pytały mnie o sposoby. Kiedyś przebieraliśmy się na wf to wszystkie dziewczyny stanęły za mną, żeby podziwiać moje łopatki. Raz siedziałąm obok mojej niskiej i drobnej koleżanki w krótkim rękawku, popatrzyła na mój przegub dłoni, potem na swój, i rzecze "ale ty masz chude ręce", bo mój był w połowie taki jak jej. Jak bym miałą wyrazić swoją chudość to pasek od zegarka zapinałam na 1 zapięcie i jeszcze wszedł gruby długopis pod niego. A swoje ramie mogłam objąc albo prawie objąć bo dobrze nie pamiętam, palcami u ręki, tak że się stykały bądź prawie stykały. Kiedyś na przerwie koleżanki ganiały mnie po szkole z czekoladą i chciały ją we mnie wmusić. Wtedy jeszcze o anoreksji się tak dużo nie mówiło, ale jak poszłam do liceum to nastał ten czas i wtedy znajomi mamy zaczęli jej mówić, że ja coś taka za chuda i w ogóle. Mama wzięła to do siebie. Razem z babcią zaczęły wywierać na mnie wpływ i to ostry. W zasadzie, wtedy wszystko toczyło się wokół mojej wagi. Byłą rozmowem i tematem całego dnia. Jak brałam na kolację 2 kanapki to był temat że mam wziąć 3, obiad przy nich, sprawdzanie czy nie wymiotuję, babcia była na emeryturze więc miała czas mnie pilnować i nic innego do roboty. Nie było mowy o tym aby oszukiwać bo to się stało obsesją mojej rodziny. Przytyłam do 53-54kg jadłam obiad, śniadanie i kolację i czasem coś słodkiego ale ciągle dzieląc to na części. Podstawowe dania były, ale wciąż mi w głowie było odchudzanie. I pilnowanie ciągle było. No i nie wiem jak to się stało, ale w końcu sama zaczęłam się przełamywać i jeść z własnej przyjemności. Dziś pewnie nikt nie zgadnie co kiedyś ze mną było, nie trzeba mi było psychologa, psychiatry, szpitala, psychoterapeuty, wystarczyła moja rodzina. Na kompie mam parę zdjęć z okresu, gdy ważyłąm 53 a w albumie takie coś koło 49-50. Kiedyś oglądałam program o nastoletnich i dziecięcych anorektyczkach, dziewczyna była leczona i jak jadła kanapkę, to masło ściągała paznokciami i siedziało za nimi, albo wsmarowywała we... włosy. Jedna była pilnowana, ale jak szłą pod prysznic, to wykonywała ćwiczenia w łazience. Jedna nie piła nawet wody bo bała się, że od niej przytyje
Ja nigdy nie ważyłam więcej niż 47 kg. Teraz waze 44 kg mam 162 wzrostu. Dużo oglądałam o anoreksji i czytałam ale nie uważałam nigdy że jestem chora. U mnie rodzina w ogole prawie się nie interesuje mną. Ojciec to nawet nie wiem czy wie że taka choroba istnieje
Ja obecnie ważę ok. 43 kg przy wzroście 158 cm. Głownie to mięśnie, bo jeżdżę na rolkach, na rowerze, ćwiczyłam kiedyś, ćwiczę coś tam na brzuch czasami i na tyłek. Jem w ciągu dnia ok 1500-1800 kalorii. Czuję, że anoreksja została uśpiona i czuję się od niej wolna. Z depresją sobie nie radzę kompletnie czasami.
tez nie radze sobie z depresją. te lęki i natręctwa.... ale wiem, ze powoli anoreksja wygrywa ze mna bo wraca i ulegam jej
Musisz się leczyć inaczej Cię to wykończy
wiem, jednak nie wiem dlaczego coś mnie od tego odciąga
Dziewczyny mówiac o anoreksji jeszcze bardziej sie nakręcacie. I po co? I na co? Żadna z Wa nie powie mi, że tak nie jest - sama chorowalam więc wiem.
Zajmijcie sie czyms wesolym. Nie wiem... Lubicie zwierzeta? JA kocham je bardzo i to wlasnie dzięki nim wiele zawdzieczam. Gdy bylam chora staralam sie jak najczesciej miec kontakt zwlaszcza z psami. Dzis wiem, ze gdybym wtedy miala wlasnego, nie chorowalabym kilka lat ale moze czas skrocilby sie do kilku miesiecy. W tym roku zamierzam wziąć czworonoga ze schroniska. Jestem pewna na 70%, ze choroba wtedy nie wroci. Ale to tylko i wylacznie moj sposob - po prostu jestem ogromnym milosnikiem zwierzat.
Zajmijcie sie wlasnymi pasjami, hobbhy - to naprawde pomaga. ![]()
88 2014-05-04 21:57:30 Ostatnio edytowany przez sillence (2014-05-04 22:00:22)
Hobby to rzecz, która pomaga się oderwać od myślenia ![]()
Macie rację ale jednak fajnie było wygadać się tutaj bo to też pomaga.
tym bardziej że jestem osoba, która nie lubi wychodzić z domu i woli posłuchać muzyki, poczytać, coś narysować niż imprezowac
Ooooo, rysujesz?
Ja tez. ![]()
A co przeważnie? Jesli chodzi o mnie, zazwyczaj są to konie i inne zwierzeta.
Czasem postacie z bajek. ![]()
Ja rysowałam kiedyś, ale dobra w tym nie byłam, więc przestałam.
Mnie ciągnie do fotografii, uwielbiam to, chociaż póki co czasu na to i weny brak.
Kiedyś tańczyłam w zespole tanecznym, potem z 2 razy byłam na jakiś kursach. Jazda na rowerze, na rolkach w ciepłe dni i jak jest czas pomaga zapomnieć o kaloriach, pozytywne napełnia energią.
Lubię też czytać książki jak tylko czas mam.
Dodatkowo prowadzę bloga ![]()
Fajnie, że macie takie zainteresowania dziewczyny
ja rysuje głównie postacie z bajek, krajobrazy, kiedyś zwierzęta ale teraz częściej właśnie bajkowe postacie
a czytać uwielbiam
Ja takze wiele czytam - kocham to
Kiedys bardzo dużo czytałam nt anoreksji, bulimii, teraz juz nie.
Zajęlam się pisaniem wlasnej ksiazki (nie o zab odzywiania). Obyczajowa. ![]()
Też czytałam takie książki
ale teraz czytam oko jelenia jest świetne naprawdę czytelnik przenosi się w świat bohaterów książki. Swoją zaczęłam pisać ale wyrzuciłam te strony zaczęłam nową i też nie wyszło więc póki co nie mam pomysłu ![]()
Zajęlam się pisaniem wlasnej ksiazki (nie o zab odzywiania). Obyczajowa.
Oo, a dało by rade jakoś przesłać? chętnie bym poczytała ;D
96 2014-05-06 12:29:07 Ostatnio edytowany przez Suzan_444 (2014-05-06 12:29:29)
Sillence na razie książka nie jest jeszcze gotowa. Naprawdę wiele jej brakuje, ale jakiś fragment mozna zawsze podesłać
Wiecie, ja mam od dziecka problem z tym, żeby uwierzyć w coś co jest mojego autorstwa. Czasem się dlatego zastanawiam, czy aby ksiazka ta naprawdę jest warta dalszego pisania.
Nie wiem czemu nie za bardzo wierze w to co robię:/. Pewnie wymagałoby to przepracowania z terapeutą
Na razie jednak sama musze sobie z tym poradzić.
Jak tam sobie kochane radzicie?
Suzan_444 fajnie by było jakbyś wysłała na email :DD
Ja niestety w łóżku z grypą i przez to trochę zaniedbuję ćwiczenia codzienne bo nie mam kompletnie siły. Masakra