netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

117 odpowiedzi14 155 wyświetleńzałożony przez Tanika, 11.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 118 z 118 ]

66

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Benita72 napisał/a:

Nie chce tu krakac i czarnowidziec, ale gdybym ja w pewnym momencie naszego narzeczenstwa nie powiedzila mezowi, ze jego mamy jest stanowczo zbyt wiele w naszym zyciu i to sie MUSI skonczyc, pewnie bylabym na innej drodze zycia obecnie.

Najgorzej jest, gdy mamusia popiera synka w każdej sytuacji. Na przykład, autorka ze swoim chłopakiem pokłóci się o coś, on pobiegnie do mamy się poradzić i oczywiście "będzie miał rację", bo mama tak powie. To już kompletnie nie wróży nic dobrego. Ja znam starego konia za przeproszeniem, faceta przed 40stką, który potrafi iść "chorować do mamusi". Oczywiście pod pretekstem "żeby nie zarazić dziecka". Biegał też kłaść panele mamie w remontowanym pokoju (oczywiście pomagał przy remoncie), podczas gdy jego żona w 9 miesiącu ciąży czekała już na rozwiązanie. Dodam, że pokój dla dziecka w ich mieszkaniu, nawet nie był zaczęty.
Takie czasami "kwiatki" wychodzą po ślubie. Dlatego wszystko trzeba przedyskutować wcześniej, bo ani ślub, ani nawet miłość do drugiej osoby, nie jest lekarstwem na "nadopiekuńczą mamusię".

67

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

W naszym przypadku kompromis miał polegać na tym - ok, znajdziesz prace to zamieszkamy tam, pod warunkiem, że i ja będę miała tam pracę i nie będziemy mieszkać z rodzicami. Czyli ja przystałam na to, że 'tam', a on, że osobno. Nie po to robię dwa kierunki studiów by siedzieć na kasie w biedronce.

I udało się (choć koszmarnie ciężko było) wypracować kompromis zadowalający jedno i drugie.

Jak się o coś pokłócimy to nie skarży się matce, właśnie przed nią przedstawia wszystko wręcz wzorowo. Chciałam z nim zamieszkać, no jesteśmy 4 lata ze sobą więc myślałam, że byłoby fajnie poznać się o tej strony. Byłaby to korzyść też pod względem finansowym. Ale nie chciał - dlaczego? Bo rodzicom się to nie spodoba.

68

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Spytaj się więc przy najbliższej rozmowie ze swoim chłopakiem, co byłoby gdyby mamie nie podobały się Twoje metody wychowawcze (jeśli mielibyście już dziecko), bądź inne wybory dokonywane w waszym wspólnym życiu? Czy stanie po Twojej stronie wtedy, czy nadal zdanie mamy będzie przeważało nad waszymi wspólnymi decyzjami.

69 Ostatnio edytowany przez Tanika (2014-04-13 20:39:48)

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Margolinka napisał/a:

Spytaj się więc przy najbliższej rozmowie ze swoim chłopakiem, co byłoby gdyby mamie nie podobały się Twoje metody wychowawcze (jeśli mielibyście już dziecko), bądź inne wybory dokonywane w waszym wspólnym życiu? Czy stanie po Twojej stronie wtedy, czy nadal zdanie mamy będzie przeważało nad waszymi wspólnymi decyzjami.

Pytałam go ogólnie, co by zrobił gdyby w jakiejś sprawie gdzie miałybyśmy odmnienne zdanie z jego mamą to kogo by poparł. Ostatnio byliśmy u znajomych co mają małe dziecko i po powrocie ten temat jakoś nam się nawinął i zapytałam go czy mu się podoba imię Zosia, że ja bym chciała kiedyś nazwać tak córkę. A on pierwsze co powiedział to, że jego mamie by sie nie podobało, bo jej babcia tak się nazywała i była wredna. Myślałam, że wyjdę z siebie. Ale nie dałam tego po sobie poznać. powiedziałam: ja pytam czy Tobie się podoba? A mama najwyżej będzie musiała polubić.
Chyba wtedy zrozumiał mnie trochę.

70

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

O to tototo... o to właśnie chodzi... "bo mamusia", "bo mamusi"... smile
Rozmawiaj z nim jak najczęściej. Nie dawaj się zbywać tekstami "bo ty nic nie rozumiesz". Odpowiadaj, że właśnie chcesz zrozumieć, bo jeśli macie być razem, to musicie wzajemnie się bardzo dobrze rozumieć. Musisz mu przy okazji każdej poważniejszej dyskusji, dawać do zrozumienia, że w "Waszej rodzinie", to Twoje i jego zdanie będzie najważniejsze, a nie mamusi. Nie kryj w sobie tego, że coś ci się nie podoba. Oczywiście nie mówię, że masz się wykłócać o wszystko, twierdzę jedynie że powinnaś ZAWSZE wyrażać swoje zdanie. Na spokojnie, ale jednak stanowczo. Gryzienie się w język, nie zawsze wychodzi na dobre. Trzeba jedynie znaleźć dyplomatyczny sposób, na powiedzenie swojego zdania.

71

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Benita72 napisał/a:
Dzenaro napisał/a:

Więc może spróbuje inaczej i zapytam, w jaki sposób rozwiązała byś problem, kiedy np. dzieciak idąc na studia popada w nowe, złe towarzystwo, trwoni pieniądze przez Ciebie łożone,  nie ma żadnych efektów w nauce, egzaminy zawalone, ale zabawa przednia, bez żadnych widoków na poprawę. Płacisz dalej żeby nie było Ci smutno, że pieniądze mogły by stać się kartą przetargową, czy jednak podejmujesz inne kroki, jeżeli tak, to jakie?

Kiedy dziecko idzie na studia, jest juz troche, moim zdaniem, za pozno na budowanie zaufania i dobrej relacji z nim od podstaw. To powinien byc proces, ktory zaczyna sie znacznie wczesniej, kiedy dziecko jest mniejsze, a my mamy z nim staly kontakt - wtedy jest czas na uczenie go odpowiedzialnosci i podejmowania decyzji, oraz ponoszenia konsekwencji zlych wyborow, np zaniechania nauki. Wczesniej tez przechodzi okres dojrzewania i wtedy wlasnie mamy okazje popracowac nad jego sklannoscia do "zlego" towarzystwa, bo w tym wieku sie zaczyna potzreba akceptacji w grupie. Natomiast student jest juz tak naprawde dorosly (biorac pod uwage metryke) i wtedy dobrze jest, gdy opiera sie to wszystko na zaufaniu i jakies tam formie partnerstwa - tylko tak sobie to wyobrazam. Taki duzy gosc po prostu i tak zrobi, co zechce, jesli bedzie chcial. Kiedy przykrecenie kurka z kasą nie pomoze, co zrobisz, pojedziesz z pasem? Poza tym nadmierna kontrola przynosi jedynie odwrotny efekt - dziecko traci szacunek, bo jest traktowane jak dziecko i po prostu uczy sie bardziej kryc i oszukiwac i manipulowac rodzicem, by osiagnąc cel.

Moje pytanie i dywagacje nie dotyczą budowania zaufania, czy też relacji, a odnoszą się do konkretnej sytuacji, która doprowadziła do zadania przeze mnie konkretnego pytania. Przypomina mi to nieco rozmowę dwóch polityków, którzy odpowiadając na pytanie wplatają zupełnie inne fakty, które jedynie poszerzają tematykę, a w konsekwencji nie potrafią, lub nie umieją odpowiedzieć na prosto sformułowanie pytanie. Jednak postaram się i do tego odnieść. Owszem pewne wartości powinny być wpajane od najmłodszych lat, a na to w jakiej postaci, i czy w ogóle przetrwają i będą wdrażane w dorosłym życiu przez dziecko ma na to wpływ wiele innych czynników zewnętrznych na które bardzo często rodzić ma ograniczony wpływ. Jednymi z nich są: wiek przekory, okres buntu, nowych miejsc, środowiska, otoczenia etc. Jeżeli rodzice dysponują czasem, aby zawsze być pomocnym w trudnych momentach dla dorastającego dziecka można wiele zdziałać, ale i też bywają porażki pomimo szczerych chęci. W dzisiejszym, zabieganym  świecie jest coraz trudniej o wygenerowanie czasu tak potrzebnego dzieciom, a i obecne czasy również nie ułatwiają nam tego zadania. Na pewno nie jeden z nas przechodził pierwszą miłość, więc powinien wiedzieć co się dzieje w głowie młodego człowieka, jak wręcz niemożliwe jest przemówienie do rozsądku, a takich sytuacji jest więcej, no chyba że rodzić ulega presji panującym trendom i zaspakaja wszelkie zachcianki dzieci. To już nie te czasy, kiedy można było w racjonalny sposób wytłumaczyć dziecku, nie dostaniesz tego, bo to ci nie potrzebne, czy nie musisz mieć wszystkiego tego, co maja inni, za rodziców zrobi to najbliższe otoczenie dziecka, które w dzisiejszych czasach jest niesłychanie okrutne i ma niesamowity wpływ chociażby w relacjach szkolnych. Wiele rodziców którzy niemal są pewni, że ich dzieci są odpowiedzialne i dadzą sobie radę w życiu jakież zdziwienie występuje u nich, w momencie kiedy jednak okazuje się, że jednak ten super dzieciak popadł w konflikt z prawem, lub robi coś, czego nie spodziewali byśmy się nigdy po nim. To nie prawda, że czynów zabronionych dokonują tylko dzieci z rodzin biednych, czy patologicznych, ale również z dobrych domów, a nawet ich działanie bywa często bardziej naganne. Tok rozumowania, że dziecko jest dorosłe na podstawie metryki jest moim zdanie zwodnicze, dlatego w wielu krajach ten wiek został podniesiony z 18 do 21 lat. Nie sądzę że od młodego człowieka, który odebrał dowód osobisty, można się spodziewać pełnej dojrzałości i trafnych wyborów życiowych, z którymi nawet nie rzadko mają problem ich rodzice. Tak jak napisałem wcześniej, każda sytuacja jest inna i wymaga indywidualnego podejścia i rozwiązania. Również każde metody wychowawcze, które odnoszą skutki są dobre, oczywiście te zgodne z prawem i nie należy ich negować.





Margolinka napisał/a:

Spytaj się więc przy najbliższej rozmowie ze swoim chłopakiem, co byłoby gdyby mamie nie podobały się Twoje metody wychowawcze (jeśli mielibyście już dziecko),

Takimi pytaniami co najwyżej może zrazić chłopaka do siebie, a nawet przestraszyć, że jego dziewczynie po głowie zaczyna chodzić już macierzyństwo, więc nie wiem czy to dobry pomysł. Jeżeli chłopak ma na tyle dobry kontakt z rodzicami, że powie im o tym pytaniu, jego rodzice będą pierwszymi, którzy będą przeciwni temu związkowi i będą mieli racje. Moim zdaniem nie ma się co nastawiać na wielki związek rokujący na szczęśliwą przyszłość w tym momencie, kiedy nauka jest na pierwszym miejscu. Chłopak skończy studia, usamodzielni się, a wówczas będzie można realnie spojrzeć na przyszłość tego związku pod względem doboru partnerów, następnie zaręczyć się, wówczas to rozjaśni relacje między waszym związkiem, a jego rodzicami i wówczas decydować co dalej, ale nic pochopnie, wspólne życie to bardzo poważna decyzja.

72

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Dzenero, wiec odpowiadam wprost - w konkretniej, opisanej przez Ciebie sytuacji (dorosly chlopak zawala nauke, imprezuje itd) mozliwosci korekty jego zachowania sa niewielkie, o ile wczesniej nie ustalilo sie zasad finansowania - przy wyslaniu go na studia umawiasz sie z synem, ze pieniadze w tej i tej kwocie sa do jego dyspozycji - wspolnie obliczacie, ile na stancje, ile na jedzenie, ile na ksiazki, i ostatnia kwota - na rozrywki. Robicie zalozenie, ze ta suma jest na studiowanie i zdobycie zawodu, czyli w sytuacji, kiedy wylatuje ze studiow, przechodzi na wlasne utrzymanie. Tyle mozna zrobic wczesniej. To zupelnie co innego niz sytaucje, kiedy mowisz - ja mam kase, ja decyduje, co masz robic. W Twojej sytaucji albo chlopak dostaje za duzo kasy, ale nieumiejetnie je wydaje - tego tez warto nauczyc wczesniej. A dorosly chlopak zazwyczaj jest juz uksztaltowany w duzym stopniu, w tym sensie, ze ma potzrebe decydowania o sobie - to rola rodzica i wychowania, by umial decydowac madrze. I zeby bylo jasne - nie mowie, ze takie sytaucje sie nie zdarzaja, oczywiscie, ze tak rodzice zapracowani itd.. , sama nie wiem, jak np to bedzie wygladalo u mnie z moimi corkami, ale na pewno taką sytuacje ja osobiscie traktowalabym jako porazke rodzicielską, szukalabym bledu, jaki popelnilam przy wychowaniu. W tym konkretnym wypadku jedyne co mozna zrobic, to dac mu poniesc konsekwencje zawalenia nauki, - czyli wylatuje ze studiow, przechodzi na wlasne utrzymanie. Radzi sobie sam. To trudne dla rodzica, bo chcialby jak najlepiej dla dziecka i chcialby chronic go, ale chyba nauka, ze za bledy trzeba niestety placic, jest bardzo wartosciowa, moim zdaniem.

I jesli takimi pytaniami Tanika mialaby zrazic do siebie chlopaka, to moze lepiej, gdyby zostal "zrazony". To sa proste, podstawowe sprawy dotyczace zwiazku. I dotycza dwojga ludzi, nie ich rodzicow. To, co proponujesz, to schowanie glowy w piasek i modlenie sie o lepsze jutro.

73

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Benita72 napisał/a:

Dzenero, wiec odpowiadam wprost - w konkretniej, opisanej przez Ciebie sytuacji (dorosly chlopak zawala nauke, imprezuje itd) mozliwosci korekty jego zachowania sa niewielkie, o ile wczesniej nie ustalilo sie zasad finansowania - przy wyslaniu go na studia umawiasz sie z synem, ze pieniadze w tej i tej kwocie sa do jego dyspozycji - wspolnie obliczacie, ile na stancje, ile na jedzenie, ile na ksiazki, i ostatnia kwota - na rozrywki. Robicie zalozenie, ze ta suma jest na studiowanie i zdobycie zawodu, czyli w sytuacji, kiedy wylatuje ze studiow, przechodzi na wlasne utrzymanie. Tyle mozna zrobic wczesniej. To zupelnie co innego niz sytaucje, kiedy mowisz - ja mam kase, ja decyduje, co masz robic. W Twojej sytaucji albo chlopak dostaje za duzo kasy, ale nieumiejetnie je wydaje - tego tez warto nauczyc wczesniej. A dorosly chlopak zazwyczaj jest juz uksztaltowany w duzym stopniu, w tym sensie, ze ma potzrebe decydowania o sobie - to rola rodzica i wychowania, by umial decydowac madrze. I zeby bylo jasne - nie mowie, ze takie sytaucje sie nie zdarzaja, oczywiscie, ze tak rodzice zapracowani itd.. , sama nie wiem, jak np to bedzie wygladalo u mnie z moimi corkami, ale na pewno taką sytuacje ja osobiscie traktowalabym jako porazke rodzicielską, szukalabym bledu, jaki popelnilam przy wychowaniu. W tym konkretnym wypadku jedyne co mozna zrobic, to dac mu poniesc konsekwencje zawalenia nauki, - czyli wylatuje ze studiow, przechodzi na wlasne utrzymanie. Radzi sobie sam. To trudne dla rodzica, bo chcialby jak najlepiej dla dziecka i chcialby chronic go, ale chyba nauka, ze za bledy trzeba niestety placic, jest bardzo wartosciowa, moim zdaniem.

I jesli takimi pytaniami Tanika mialaby zrazic do siebie chlopaka, to moze lepiej, gdyby zostal "zrazony". To sa proste, podstawowe sprawy dotyczace zwiazku. I dotycza dwojga ludzi, nie ich rodzicow. To, co proponujesz, to schowanie glowy w piasek i modlenie sie o lepsze jutro.

Z tego co napisałaś wynika, że jednak rodzić ustala zasady, ile i na co powinno pójść i tego ma prawo wymagać. Poza tym nikt nie napisał tu, a już tym bardziej ja o sytuacji, kiedy rodzić decyduje co ma robić dziecko, a tym samym kierować jego losem wedle swojego upodobania ! Poza tym, proszę mi nie przypinać czegoś, co u mnie miejsca nie ma, ja nie opisywałem swojej sytuacji, tylko podałem realny, możliwy przykład. Co do Ciebie i Twoich córek, nie martw się na zapas. W życiu tak jak wspomniałem wcześniej, rodzić na pewne sytuacje nie ma wpływu, tak więc obwiniać się i szukać na siłę błędów wychowawczych nie ma sensu. Trzeba uczyć i wpajać zgodnie z własnymi zasadami, przekonaniami,ale na siłę nic nie zrobisz.  Z tym płaceniem za błędy przez własne dziecko, też do końca nie sposób się zgodzić. Własnie kiedy rodzic zaniedba, a sytuacja rozwinie się wręcz dramatycznie, wówczas nie ma innej możliwości, jak starać się z tym pogodzić, ale trzeba ratować ile się da wiedząc, że ten wiek stwarza najwięcej problemów i życiowych potknięć i czasami warto się pomęczyć, a jak dzieciak z tego wyrośnie i doceni, satysfakcja będzie po stokroć większa.

Chowanie głowy w piasek, czy wszelakie modły w każdej postaci mają się raczej nijak do tej sytuacji. Każda sytuacja w życiu składa się z etapów, ciężko aby na początku znajomości zaprzątać sobie głowę tak poważnymi sprawami, nie znając nawet dobrze partnera czy, w ogóle nie będąc nawet pewnym, co będzie za rok, dwa. Owszem, można nadmienić ogólnie  wizję przyszłości, ale raczej  takie szczegóły należy rozważać, kiedy zaczyna się myśleć bardzo intensywnie o założeniu wspólnej rodziny, a nie w relacjach chłopak-dziewczyna, tym bardziej, że zanim w tym przypadku dojdzie do czegoś poważnego, kiedy trzeba będzie podejmować decyzje życiowe upłynie jeszcze dużo czasu i wszystko może się zmienić włącznie z poglądami, upodobaniami, wizjami na wspólne życie etc.

74

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Beyondblackie napisał/a:

Jeżeli nie był aniołkiem w przeszłości, to i tak nie widzę zdrowego racjonale, które nakazywałoby sprawdzać dorosłego faceta kilka razy dziennie.

Rodzice to nie opiekun sądowy. Jeżeli sam się pilnować nie potrafi, to bycie pilnowanym przez rodzicieli jest co najmniej śmieszne, bo nie tyle mówi, że są oni klinicznie nadopiekuńczy, ale także, że facet jest chronicznie niedojrzały.

Dokładnie smile

Oczywiście z chłopakiem bym o tym porozmawiała, ale ogólnie też bym była ostrożna, bo sama byłam z mamisynkiem np i wiem, że nigdy więcej. Teraz jestem mądrzejsza i mój partner takich relacji nie ma i ogólnie jest dużo lepszy, ale po prostu nie wygląda to moim zdaniem dobrze, że chłopak aż tak boi się rodziców, że musi odebrać ten stacjonarny telefon. Bolałoby mnie też, że facet nie mówi, że ma dziewczynę. Dla mnie to byłby dowód, że może być mamisynkiem, dlatego nad związkiem bym się zastanowiła. Jeśli nie byłoby bardzo ważnego powodu tego, tylko "A bo rodzice nie moga wiedzieć" albo "A bo rodzice będą źli, bo mam dziewczynę", to tym bardziej wiałabym od takiego faceta, rozsądny facet moim zdaniem nie wstydzi się, że ma dziewczynę przed nikim i wie, że rodzice nie mają prawa mu wybierać czy ma być w związku czy nie. Dlatego dla mnie wyraźnie coś tutaj jest nie tak. Nie godziłabym się po prostu na to, by facet mnie ukrywał przed rodzicami, ich zdanie stawiał tak wysoko, że bałby się im powiedzieć, że ma dziewczynę. Dla mnie to nieumiejętność przecięcia pępowiny, a od związku z byłym wiedziałam, że potrzebuję mężczyzny, a nie chłopca, który jest uzależniony od mamy- w przypadku byłego tak było. Wtedy wiedziałam, że nigdy więcej, niech sam się wtedy kisi w tym niezdrowym układzie smile

Pozdrawiam smile

Edit: Dzenaro, ok, ale jednak co innego zadzwonić do dziecka raz na tydzień czy tam raz na kwartał wpaść, jak Ty czynisz wtedy taka kontrola, ok, może być, a co innego jak rodzice tego chłopaka, co jeśli jest tak jak przedstawiła autorka, to jest dość jasne, że to duża przesada- no przynajmniej moim zdaniem. Ty wiesz co się dzieje, ale też nie przesadzasz.. No bo wiesz, co  innego jak nocy nie może spędzić u swojej dziewczyny, bo pewnie ciągle telefony kontrolne, do tego nie przyznał nawet rodzicom, że ma dziewczynę. Dla mnie to wygląda na niezdrową relację z rodzicami i na chłopaka bez jaj, który nie potrafi powiedzieć rodzicom, że ma dziewczynę, co jest dla mnie smutne... No i dziewczynie na pewno nie jest z tym dobrze, że rozumiem. Chyba, że Ci rodzice to zasłona dymna, a tak naprawdę on nie chce po prostu u niej nocować, a rodzicom nie mówi o niej nie z powodu niezdrowej relacji, ale dlatego, bo traktuje ją jak romans. Niemniej, trzeba być czujnym, bo relacji jako związku to co on robi dobrze nie służy. Zdecydowanie on teraz nie traktuje tej relacji poważnie tak postępując, bo moim zdaniem najpewniej właśnie albo słucha się ślepo rodziców i ma z nimi niezdrowe relacje albo tak zwodzi partnerkę rodzicami, bo ogólnie mu nie zależy. W obu sytuacjach ogólnie partnerka jest na dalszym planie i to w związku jest niefajne...

75

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Wiedziałam, że Autorka nie pisze wszystkiego, bo na pierwszej stronie sytuacja wyglądała co najmniej dziwnie i nie zrozumiale, a na drugiej już się wszytko wyjaśniło smile

"Bo mamusia" - i to wszystko tłumaczy. Bez owijania w bawełnę, masz Autorko, maminsynka za chłopaka i całe Twoje zaklinanie rzeczywistości i próby wybielania nie sprawią, że tak nie jest.

Odcinanie pępowiny jest trudne i kosztuje odcinającego wiele nerwów. Bardzo często ludzie odcinający przerywają w połowie odpuszczając dla świętego spokoju, ze strachu przed nieznanym, bo klatka jest ciasna, ale własna. To ON musi chcieć się odciąć. To ON musi podjąć decyzje. To ON musi zobaczyć co jest grane. Wszystkie rozmowy, które z nim odbędziesz być może skierują go na dobrą drogę, być może otworzą mu oczy, ale nie ma gwarancji. Jeśli on sam nie dostąpi "objawienia", czy nie poczuje potrzeby odcięcia, to będziesz nikim innym jak intruzem próbującym zniszczyć jego więzi z rodzicami, intruzem, który nic nie rozumie. I on będzie tak szczerze uważał, bo nie przekonasz kogoś, ze jest źle, jeśli on całym sobą jest przekonany, że jest dobrze.
Jeśli on pewnego dnia nie przysiądzie i nie powie/nie stwierdzi, że faktycznie chyba za bardzo jest uwiązany, że nie jest mu z tym dobrze, sam się szczerze do tego nie przyzna, to jak dla mnie nie ma dla Was nadziei.

Nie napiszę Ci, co masz robić. To Twoje życie i Twoje decyzje. Sytuacja jest taka a nie inna, jedyne co Ci pozostaje to przyjęcie do wiadomości faktyczną sytuację, przestanie zaklinania rzeczywistości i spojrzenie na sytuacje zupełnie trzeźwo.

76

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
vinnga napisał/a:
Tanika napisał/a:

Ale chyba nie ma sposobu by się o tym przekonać zanim założymy rodzinę...

A czy przypadkiem już tego nie widać?

Wlasnie. Wszystko widac jak na dloni.

Zadziwiajaca wlascíwosc niektorych kobiet obserwuje, a mianowicie;" Niewidzenie czegos , co WIDAC i dziwienie sie po slubie, skad to! "

:-))

77 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2014-04-17 10:39:28)

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Dzenero, tak, ale moim zdaniem jest roznica miedzy ustalaniem zasad z dzieckiem dotyczących jego zycia, a jego scislym kontrolowaniem. Np. czy uważasz, ze rodzic ma prawo decydować o wyborze studiow, skoro na to daje kase? Nie napisales tego wprost, ale wydaje mi się, ze taka tresc wyziera z Twojej wypowiedzi, popraw mnie, jeśli się myle - moim zdaniem można zachecac, pokazywać, wpajac pasje i zainteresowania, natomiast jeśli dziecko mimo wszystko woli zostać np. kucharzem (bo się w tym sprawdza i to lubi), a nie lekarzem, jak rodzice, należy to uszanować. To samo dotyczy wyboru życiowego partnera. I nie zmieni tego wydzwanianie, i utrzymywanie ciągłego kontaktu i przekonywanie.

I to samo tutaj, w przypadku Taniki - to nie jest początek związku - oni planują slub i wspolna przyszlosc, planują gdzie będą mieszkac po slubie i pracowac. Sa ze soba na poważnie - tak przynajmniej autorka pisze. Nie wiem, skad wytrzasnales wniosek, ze to luzna znajomość bez zobowiazan? Jeśli by tak było, tez dziewczyna powinna to wiedziec, bo może oni oboje inaczej to rozumieja, czy do tego podchodzą. Czy uważasz, ze w tej sytuacji nie powinno jej zaniepokoić nadmierne uzależnienie jej chłopaka od opinii (woli) rodzicow?



Dziewczyny, tak, chłopak Taniki musi chcieć odciąć pepowine. Tylko, ze najpierw musi ją zobaczyć (poczuc). Wydaje się, jest mu dobrze teraz, tak jak jest - bo Tanika poddaje się tej sytuacji. Kiedy ona zmieni nastawienie i postawe - chłopak chcąc nie chcac stanie przed wyborem.

78 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-04-17 11:11:52)

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

hmm dziwne. streszcze swoją historie.
zatem mnie na studiach sprawdzali ale pierwszy rok, potem odpuscili.chodzi o to, ze sie bali o mnie.ale potem im wytlumaczylam ze mam kolezanke ktora odwiedzam bo mi samej smutno itd.zrozumieli.
fakt nalot mialam pare razy i nigdy ale to nigdy nie odwazylam sie np wypic piwa przed 20!!!np zeby sie wstawic i isc do klubu.wpierw upewnialam sie czy sa juz w domu czy nie w miescie(30km od akademika mieszkalam)
jezeli nie moze siedziec u dziewczyny to zle.
moze powinans porozmawiac z jego rodzicami?
24lata to juz czas na samodzielnosc.
bananowy synek no nie wiem czy jest dojrzaly.czy zarobi na dziecko?czy zaskomli do mamy?
mam takich kuzynów, nie zarobi na siebie a o wolnosc walczy

79 Ostatnio edytowany przez Dzenaro (2014-04-17 13:16:29)

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
truskaweczka19 napisał/a:

.. No bo wiesz, co  innego jak nocy nie może spędzić u swojej dziewczyny, bo pewnie ciągle telefony kontrolne, do tego nie przyznał nawet rodzicom, że ma dziewczynę. Dla mnie to wygląda na niezdrową relację z rodzicami i na chłopaka bez jaj, który nie potrafi powiedzieć rodzicom, że ma dziewczynę,

Ano wiem, i z tego co pisze autorka wątku wynika, że rodzice tego chłopaka wiedzą o niej, więc cały wywód zdaje się nie mieć sensu.

Tanika napisał/a:

Jego rodzice mnie znają i lubią.

Benita72 napisał/a:

Dzenero, tak, ale moim zdaniem jest roznica miedzy ustalaniem zasad z dzieckiem dotyczących jego zycia, a jego scislym kontrolowaniem. Np. czy uważasz, ze rodzic ma prawo decydować o wyborze studiow, skoro na to daje kase? Nie napisales tego wprost, ale wydaje mi się, ze taka tresc wyziera z Twojej wypowiedzi, popraw mnie, jeśli się myle - moim zdaniem można zachecac, pokazywać, wpajac pasje i zainteresowania, natomiast jeśli dziecko mimo wszystko woli zostać np. kucharzem (bo się w tym sprawdza i to lubi), a nie lekarzem, jak rodzice, należy to uszanować. To samo dotyczy wyboru życiowego partnera. I nie zmieni tego wydzwanianie, i utrzymywanie ciągłego kontaktu i przekonywanie.

I to samo tutaj, w przypadku Taniki - to nie jest początek związku - oni planują slub i wspolna przyszlosc, planują gdzie będą mieszkac po slubie i pracowac. Sa ze soba na poważnie - tak przynajmniej autorka pisze. Nie wiem, skad wytrzasnales wniosek, ze to luzna znajomość bez zobowiazan? Jeśli by tak było, tez dziewczyna powinna to wiedziec, bo może oni oboje inaczej to rozumieja, czy do tego podchodzą. Czy uważasz, ze w tej sytuacji nie powinno jej zaniepokoić nadmierne uzależnienie jej chłopaka od opinii (woli) rodzicow?

Przeczytaj proszę wszystkie moje wypowiedzi ze zrozumieniem, a na pewno uzyskasz odpowiedz na swoje pytania, które okażą się być bezpodstawne i bynajmniej są przeciwstawne od tego co ja napisałem, a o co Ty zapytujesz.


Gdzie ja napisałem, że to luzna znajomość bez zobowiązań?? Czy zobowiązujący związek dotyczy również obowiązku małżeństwa?? Moim zdaniem planowanie rodziny powinno rozpocząć się w momencie, kiedy dwoje ludzi żyje już swoim dorosłym życiem, a jak na razie to oboje są zależni od rodziców, więc takie planowanie może być co najwyżej wirtualne. Życie pokazuje dobitnie jak wyglądają takie związki, kiedy to oboje wchodząc w dorosłe życie odrywając się od dotychczasowego, które było częścią innych osób, czyli rodziców i nagle okazuje się, że dzieli ich przepaść, że jednak to nie to. Podtrzymuję nadal swoje zdanie, skupić się na studiach, ukończyć je, rozpocząć żyć na własny rachunek, znalezć pracę, mieszkanie, zamieszkać ze sobą i zobaczyć jak wygląda wówczas takie dorosłe życie, a dopiero pózniej coś planować dalej, jeżeli przetrwa ta relacja autorki wątku, to dobrze, ale jeżeli coś się zmieni, oboje będą mogli rozejść się w życzliwej atmosferze i rozpocząć każdy swoje życie bez zbędnego bagażu życiowego. Powtarzam jeszcze raz, zakładanie rodziny to poważna życiowa decyzja i nie należy podejmować decyzji pochopnie! Aby rozpocząć kolejny etap życia, należy uporządkować i zamknąć wpierw poprzedni, by to wszystko miało sens.

80

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

oni są niepoważni ci rodzice.gdyby chłopak zamieszkał z nią to byłaby większą szansa na naukę dwa miałby może lepszy obiad czy może to śmieszne ale posprzątać gotować to pewnie autorka lepiej umie.czyli zdaniem mamusi lepsze warunki życiowe.jak to się mówi kobiecą rękę. może to staroświeckie ale tak jest.rodzice boją się pewnie ciąży.

81

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

są same dobre strony wspólnego mieszkania. nauka życia też.

82

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Dzenaro napisał/a:

Moim zdaniem planowanie rodziny powinno rozpocząć się w momencie, kiedy dwoje ludzi żyje już swoim dorosłym życiem, a jak na razie to oboje są zależni od rodziców, więc takie planowanie może być co najwyżej wirtualne. Życie pokazuje dobitnie jak wyglądają takie związki, kiedy to oboje wchodząc w dorosłe życie odrywając się od dotychczasowego, które było częścią innych osób, czyli rodziców i nagle okazuje się, że dzieli ich przepaść, że jednak to nie to. Podtrzymuję nadal swoje zdanie, skupić się na studiach, ukończyć je, rozpocząć żyć na własny rachunek, znalezć pracę, mieszkanie, zamieszkać ze sobą i zobaczyć jak wygląda wówczas takie dorosłe życie, a dopiero pózniej coś planować dalej, jeżeli przetrwa ta relacja autorki wątku, to dobrze, ale jeżeli coś się zmieni, oboje będą mogli rozejść się w życzliwej atmosferze i rozpocząć każdy swoje życie bez zbędnego bagażu życiowego. Powtarzam jeszcze raz, zakładanie rodziny to poważna życiowa decyzja i nie należy podejmować decyzji pochopnie! Aby rozpocząć kolejny etap życia, należy uporządkować i zamknąć wpierw poprzedni, by to wszystko miało sens.

Masz pewnie racje, tak powinno to wygladac. I jestes pelen dobrej woli jako rodzic. Tyle tylko, ze wydaje mi się wlasnie, ze nie masz planu B w momencie, kiedy młody człowiek zbuntuje się wobec takiej postawy rodzica - kiedy się zakocha, albo uzna, ze chce pojsc inna drogą.  Przeczytalam Twoje wypowowiedzi (mam nadzieje, ze ze zrozumieniem) i nie znalazłam tam odpowiedzi na moje pytania. Odnosze za to wrazenie, ze w dalszym ciągu piszesz to z pozycji rodzica, który niewiele zostawia "przestrzeni" na decyzje młodego człowieka, uznając z góry, ze  wieku 24 jest jeszcze młody i nierozważny i skłonny jedynie do popełniania bledow. Ja również wiec pozostanę przy swoim zdaniu, ze troska o dziecko jest czyms innym niż kontrola, i dobrze jest, jeśli wieku 24 lat człowiek już samostanowi o sobie, i to, ze jest zależny finansowo nie powinno być czynnikiem, który mialby decydować o posłuszeństwie względem rodzica wbrew sobie.

Napisales jeszcze cos takiego do autorki:


Dzenaro napisał/a:

Wzioł by pod uwagę jeden aspekt, Twój chłopak i Jego Rodzice na chwilę obecną stanowią Rodzinę przez kilkanaście ładnych lat, a więzi rodzinne nie są niczym złym, wręcz przeciwnie to atut. Jedyną niewiadomą, która powinna Cię zainteresować, to ta, czy Twój chłopak rozpoczynając własne dorosłe życie, zakładając własną rodzinę sam będzie w stanie przelać swe dotychczasowe więzi na własne "podwórko" zmieniając tym samym dotychczasowy priorytet, a jego Rodzice będą w stanie to zaakceptować jako naturalną kolej rzeczy w normalnym życiu.

Mysle, ze to wlasnie jest sedno - i moim zdaniem mala szansa, by tak to się odbylo - dzis ma wiezi rodzinne z rodzicami, jutro przeleje je na dziewczyne. Moim zdaniem, to jest proces, ktory powinien zaczac sie znacznie wczesniej - i chyba na tym polega dorastanie i wchodzenie w dojrzalosc - i rodzice powinni brac w tym czynny udzial (a nie tylko akceptowac fakt, ze dziecko bedzie tworzyc nowa rodzine) - uczyc dziecko niezaleznosci i samodzielnosci, uczyc szacunku do drugiej osoby i troski. Na tym polega ich rola.  I w tym przypadku - chlopak klamie i kreci- albo rodzicom, albo dziewczynie - tak czy inaczej nie jest wychowany w atmosferze szczerosci i zaufania wink Cos tu jest nie halo - daleko do ewentualnego rozstania w zyczliwej atmosferze big_smile

83

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Benita72 napisał/a:
Dzenaro napisał/a:

Moim zdaniem planowanie rodziny powinno rozpocząć się w momencie, kiedy dwoje ludzi żyje już swoim dorosłym życiem, a jak na razie to oboje są zależni od rodziców, więc takie planowanie może być co najwyżej wirtualne. Życie pokazuje dobitnie jak wyglądają takie związki, kiedy to oboje wchodząc w dorosłe życie odrywając się od dotychczasowego, które było częścią innych osób, czyli rodziców i nagle okazuje się, że dzieli ich przepaść, że jednak to nie to. Podtrzymuję nadal swoje zdanie, skupić się na studiach, ukończyć je, rozpocząć żyć na własny rachunek, znalezć pracę, mieszkanie, zamieszkać ze sobą i zobaczyć jak wygląda wówczas takie dorosłe życie, a dopiero pózniej coś planować dalej, jeżeli przetrwa ta relacja autorki wątku, to dobrze, ale jeżeli coś się zmieni, oboje będą mogli rozejść się w życzliwej atmosferze i rozpocząć każdy swoje życie bez zbędnego bagażu życiowego. Powtarzam jeszcze raz, zakładanie rodziny to poważna życiowa decyzja i nie należy podejmować decyzji pochopnie! Aby rozpocząć kolejny etap życia, należy uporządkować i zamknąć wpierw poprzedni, by to wszystko miało sens.

Masz pewnie racje, tak powinno to wygladac. I jestes pelen dobrej woli jako rodzic. Tyle tylko, ze wydaje mi się wlasnie, ze nie masz planu B w momencie, kiedy młody człowiek zbuntuje się wobec takiej postawy rodzica - kiedy się zakocha, albo uzna, ze chce pojsc inna drogą.  Przeczytalam Twoje wypowowiedzi (mam nadzieje, ze ze zrozumieniem) i nie znalazłam tam odpowiedzi na moje pytania. Odnosze za to wrazenie, ze w dalszym ciągu piszesz to z pozycji rodzica, który niewiele zostawia "przestrzeni" na decyzje młodego człowieka, uznając z góry, ze  wieku 24 jest jeszcze młody i nierozważny i skłonny jedynie do popełniania bledow. Ja również wiec pozostanę przy swoim zdaniu, ze troska o dziecko jest czyms innym niż kontrola, i dobrze jest, jeśli wieku 24 lat człowiek już samostanowi o sobie, i to, ze jest zależny finansowo nie powinno być czynnikiem, który mialby decydować o posłuszeństwie względem rodzica wbrew sobie.

Tak się składa, że pomimo iż nie mam jak na razie powodów, ale jednak w zanadrzu mam plan B, a nawet C. Pisałem już wcześniej, może nie konkretnie tymi słowami, ale jednak zachowując ten sens, że każdy rodzic powinien pozwolić dziecku na samodzielną decyzję o podjęciu nauki wyżej, a co za tym idzie, wyboru również kierunku studiów, co jest oczywiste, który młodemu człowiekowi najbardziej przypadnie do gustu, natomiast finansując to przedsięwzięcie, jak i wszystko z tym związane, jednakże rodzic powinien nadzorować i osądzić z perspektywy czasu, czy ta samodzielna decyzja nie okaże się jedynie stratą czasu i pieniędzy. Jeżeli tak się stanie, to wówczas należy starać się w inny możliwy sposób ułatwić dziecku wejście we własne, dorosłe życie. Rozważałem i brałem również pod uwagę aspekt miłosny, który w tym wieku i tej sytuacji mógł by sporo namieszać. Tu jednak los okazał się dla mnie łaskawy, syn swą sympatię poznał przed studiami, znam Ją, jak również Jej Rodziców i moim zdaniem trafił dobrze, ale to nie ja będę z Nią żył, więc to synowi ma odpowiadać. Miałem co prawda obawy, czy zmieniając otoczenie, poznając nowych ludzi, a zwłaszcza kobiety, synowi coś głupiego nie strzeli do głowy, ale jednak podał się na mnie. Nie sądzę również by syn, jak i zarówno Jego sympatia mogli narzekać na brak "przestrzeni" w podejmowaniu decyzji, myślę że jest wręcz przeciwnie, nasze relacje są właściwe, a ja staram się by były bardziej na stopie przyjacielskiej, dlatego ostateczne decyzje wypływają właśnie od Nich, a ja pełnię rolę takiego bezpiecznika, który wyraża jedynie swoje zdanie, lecz nie wnika, ale trzyma rękę na pulsie i w razie dostrzeżenia problemu reaguje i informuje, dając pod rozwagę niedostrzeżone aspekty.  Ja wcale nie uznaję z góry, że człowiek, który ma 24 lata jest nierozważny i skłonny do popełniania błędów. Można mieć i 30 lat, lub więcej i popełniać dziecinne błędy, to właśnie życie na własny rachunek jest najlepszym nauczycielem i im szybciej dziecko wkroczy w swój dorosły świat, tym szybciej nauczy się decydować o własnym życiu, ale do puki w nie nie wkroczy trzeba uczyć podejmowania tych trafnych decyzji, a czasami wręcz pomóc, by dziecko dostrzegło o co w tym wszystkim powinno chodzić.

Benita72 napisał/a:

Napisales jeszcze cos takiego do autorki:


Dzenaro napisał/a:

Wzioł by pod uwagę jeden aspekt, Twój chłopak i Jego Rodzice na chwilę obecną stanowią Rodzinę przez kilkanaście ładnych lat, a więzi rodzinne nie są niczym złym, wręcz przeciwnie to atut. Jedyną niewiadomą, która powinna Cię zainteresować, to ta, czy Twój chłopak rozpoczynając własne dorosłe życie, zakładając własną rodzinę sam będzie w stanie przelać swe dotychczasowe więzi na własne "podwórko" zmieniając tym samym dotychczasowy priorytet, a jego Rodzice będą w stanie to zaakceptować jako naturalną kolej rzeczy w normalnym życiu.

Mysle, ze to wlasnie jest sedno - i moim zdaniem mala szansa, by tak to się odbylo - dzis ma wiezi rodzinne z rodzicami, jutro przeleje je na dziewczyne. Moim zdaniem, to jest proces, ktory powinien zaczac sie znacznie wczesniej - i chyba na tym polega dorastanie i wchodzenie w dojrzalosc - i rodzice powinni brac w tym czynny udzial (a nie tylko akceptowac fakt, ze dziecko bedzie tworzyc nowa rodzine) - uczyc dziecko niezaleznosci i samodzielnosci, uczyc szacunku do drugiej osoby i troski. Na tym polega ich rola.  I w tym przypadku - chlopak klamie i kreci- albo rodzicom, albo dziewczynie - tak czy inaczej nie jest wychowany w atmosferze szczerosci i zaufania wink Cos tu jest nie halo - daleko do ewentualnego rozstania w zyczliwej atmosferze big_smile

Ciężko jest oceniać sytuację, która jest przedstawione tylko z jednego punktu widzenia, który na domiar może odbiegać i to znacznie od rzeczywistości, a już tym bardziej wydawać opinię o kimś, kogo się nie zna, a tym bardziej nie znając prawdziwych powodów stanu takiej sytuacji. Co najwyżej można przedstawić własną opinię, lub punkt widzenia, bo często poznając prawdę może nam być wstyd za wcześniej wypowiedziane słowa., dlatego napisałem już wcześniej, aby zachować umiar w osądzie.

84 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-04-19 10:58:31)

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Jestem matką dwóch studentów. Codzienne dzwonienie uważam za zbytnią ingerencję w ich życie. Jeśli już to pytam sms-em czy mają w tej chwili czas rozmawiac. To dorośli ludzie, po to studiują poza miejscem zamieszkania, żeby nauczyc się jak największej samodzielności. Bywa i tak, że nie widzimy się dwa miesiące i nie rozmawiamy tydzień, dwa. Widzę ich aktywnosc w sieci, czyli wsio ok.  Oczywiście istnieje obawa, że podejmą głupie decyzje, dlatego jak tylko jest to możliwe rozmawiamy o scenariuszach i wariantach danego kroku w życiu. Spotykali różne dziewczyny na swojej drodze. Na szczęście sami dochodzili do wniosku, że to nie ta, że charakter ma paskudny.


Chłopak autorki jest bardzo zżyty z rodzicami, jak dla mnie za bardzo. Do tego jedynak, czyli rodzice będą skupieni tylko na nim. Może byc cudownym facetem, ale ciągła bytnosc rodziców w jego życiu może się czkawką odbic. Takie coniedzielne obiadki, codzienne rozmowy, wypytywanie o wszystko - brrrrr.... Każdy ma pewną sferę prywatną, zarezerwowaną tylko dla siebie, a tutaj tego nie ma. Rodzice dzwonią, on ma byc. Założy swoją rodzinę, zacznie pracę i co? Też będzie się meldował?

85

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Zauważyłam w dyskusji pewne zarzuty dotyczące tego, że najpierw nie wiem co jest przyczyną głównego problemu, a później wspomniałam o 'mamusi'. To jest jeden trop, może nie jedyny. Nie wiem co jest przyczyną tego, że mój chłopak ma takie a nie inne relacje z rodziną.

Mimo iż znam swojego chłopaka bardzo dobrze, to nie wiem i nie rozumiem skąd i dlaczego tak mocno przywiązał się do rodziców. Rozmawiałam z nim na ten temat, powiedziałam co o tym myślę - tzn. że wg mnie ich relacje są zbyt zażyłe, że zachowuje się jak synek mamusi i że chciałabym widzieć w nim mężczyznę, osobę, w której mogę mieć oparcie, świadomość, że to osoba trzeźwo myśląca "o swoim" a nie o rodzicach. Nie umiem wytłumaczyć skąd taka potrzeba we mnie, to jakby podświadome. Po prostu nie potrzebuję dzieciaka tylko myślącego, odpowiedzialnego faceta.

Rozmowa trwała bardzo długo i bardzo długo nie mogliśmy dojść do porozumienia. Jednak z czasem przyznał, że mnie rozumie i że w kwestii zbyt mocnych relacji on-rodzice mam rację. Przyznał mi racje! Ale od tamtej pory nie wracaliśmy do tego tematu, były święta, powrót do domu rodzinnego, obowiązki, więc nie było okazji ani wrócić do tematu. Nie był on u mnie jeszcze od tamtej pory więc nie wiem jak zareaguje na propozycje czy zostałby u mnie na noc. Czy zgodzi się czy znów będzie problem.

86

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Tanika, nie traktuj tego, o czym tu sie mowi jako zarzuty - raczej sa to spostrzezenia dotyczace Twojej sytuacji. Sytuacji, nie Ciebie samej. Na pewno "mamusia" to nie jedyny trop, ale to wszystko sa naczynia polaczone - teoretycznie jego relacje z rodzicami sa jego sprawą i nie powinny stanowic dla Ciebie przedmiotu rozwazan, jednak w praktyce odbija sie to na tym, w jaki sposob chlopak traktuje Ciebie. Po prostu istnieja rodzice, ktorzy nie pozwalaja swemu dziecku "odejsc", wejsc w dorosle zycie z roznymi tego konsekwencjami, i moze tutaj tak jest. Moze. Ty sama mozesz ocenic/wyczuc, czy tutaj tak jest, my tego nie wiemy.
Mam jednak wrazenie, ze piszesz na forum, bo cos Ci w duszy podpowiada, ze to tak nie powinno byc, ale nie potrafisz okreslic konkretnie, na czym mialoby to polegac - potem, pod wplywem wypowiedzi, w ktorych wg Ciebie Twoj chlopak wypada niekorzystnie, gore bierze "lojalnosc" do niego i szybko ustepujesz - celowo dalam cudzyslow, bo jednak dobrze jest, by najpierw czlowiek byl lojalny w stosunku do samego siebie, czyli tego, co w glebi duszy czuje. I probowal to sobie nazwac. Wazne, by nie lekcewazyc sygnalow, ktore wysyla Ci podsiwadomosc. Odpowiedz sobie tez na pytanie, czego sie boisz, kontynuujac kurs "pod prąd".

Fajnie, ze rozmawiacie - kropla drąży skałę.  Ktos niedawno napisal w innym watku (i bardzo mi sie to spodobalo), ze rozmowa ma sens wtedy, kiedy tresc tych rozmow przenikala do swiadomosci rozmowcy i zapoczatkowuje zmianę. Warto patrzec, czy Wasze rozmowy mają przelozenie na zmiany.

Mądra dziewczyna jestes, tylko troche niepewna siebie, mam wrazenie smile

87

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Posty przeniesione

Tanika napisał/a:

Kobiety, proszę o pomoc w rozwiązaniu mojej?, a właściwie naszej sytuacji. To dość długa historia, ale mam nadzieję, że uda mi się to jasno opowiedzieć.
Mój (od niedawna) narzeczony skończył studia, ale jest jeszcze przed obroną.  Ja jeden kierunek skończyłam w lipcu, kontynuuję jeszcze drugi dzienny kierunek. Mój wrócił na wakacje do domu, ponieważ nie miał pieniędzy by się utrzymać chwile zanim znajdzie pracę. A poza tym czuł swój obowiązek pomocy w gospodarstwie ojca.  W sierpniu mówił, że zacznie szukać pracy od września, we wrzeniu mówił, że zacznie od października, a teraz ?że od listopada. Powód? Bo nie ma nadal pieniędzy by przyjechać i szukać pracy (tam gdzie mieszka nie ma nic prócz rolnictwa). A do tej pory nie napisał nawet CV. Ja już próbowałam do niego dotrzeć rozmową, tłumaczeniem, groźbą i prośbą i nic. Prędzej czy później nasze rozmowy (rozmowy?) kończą się awanturą. W końcu udało mi się go przycisnąć i rozebrać ten problem na czynniki pierwsze. Przez pięć lat rodzice płacili za to by utrzymał się studiując, raptem ot nie ma pieniędzy na jeden miesiąc? Mi wygląda na to, że to jego tato chce go zatrzymać w domu. Nie interesuje się tym, czy szuka pracy, nie interesuje się jego obroną pracy. On nie miał czasu jej pisać w domu bo miał mu tylko pomagać w gospodarstwie. W dodatku liczył, że za tą pomoc dostanie wsparcie i pomoc. Nie usłyszał nawet dziękuję? Nic. A zawsze mu pomagał, nawet kosztem mnie wybierał rodziców. Bolało, czułam się mniej ważna, ale nic nie mówiłam, wierzyłam, że to jest jego podziękowanie za to że studiuje.
A teraz nie może wykorzystać swojego potencjału, tych 5 lat nauki, bo nie chcą mu dać szansy na start. Wpadłam na pomysł, że wezmę na studiach urlop dziekański i pójdę choćby na kasę do markety na 14 godzin dziennie byleby nas utrzymać i go tu ściągnąć i nie pozwolę mu zmarnować tego co uzyskał, nie pozwolę mu zmarnować szans. On oczywiście mówi, że nie, że nie mogę tego zrobić. To co w takim razie? Co mamy zrobić? Nawet jak znajdzie pracę to miesiąc do pierwszej wypłaty trzeba coś jeść?. Jak widzicie ten problem? Jak go rozwiązać? Ja chcę jak najszybciej się usamodzielnić a mój? nie wiem, niby też, ale to poczucie obowiązku wobec rodziców jest chyba nadmierne? a jak mu o tym mówię to wychodzę na zimną i nieczułą zołzę? ech?

nokiaaa napisał/a:

Przeprowadzka z miasta na wies.
Jest taki temat.tam bedzie odpowiedz.

chaber05 napisał/a:

Dorosłego chłopa chcesz zmuszać? A on sam nie wie, co jest w życiu ważne, skąd weźmie kasę na życie, bądź utrzymanie rodziny?

Skoro teraz musisz ciągnąć go za przysłowiowe uszy, to później będzie nie inaczej. Ojciec może i chce go zatrzymać na gospodarstwie, ale ten twój chłopak za bardzo się nie opiera. Kiedy ma się zamiar bronić, napisał w ogóle tą pracę, oddał?

Cynicznahipo napisał/a:

Ja mam jakieś dziwne wrażenie, że nikt go tam na siłę nie trzyma...

88

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Skoro narzeczony nie napisał CV, skoro nie szuka płatnej pracy (bo on pracuje, wynagrodzenie dostaje w naturze: dach nad głową, wikt i opierunek), to oznacza podjęcie przez niego decyzji.

Napisałaś, że przez swych rodziców narzeczony nie może wykorzystać swego potencjału. Przez rodziców? yikes
Napisałaś, że nie chcą mu dać szansy na start. On musi dostać szansę? Nie może sam jej sobie stworzyć? yikes
Napisałaś, że tata chce go zatrzymać w domu. A on nie ma swego zdania lub jego zdanie jest inne? yikes

Ważne są słowa, ale ważniejsze od słów jest działanie. To po zachowaniu poznać można podjęte decyzje.

Proszę, przeczytaj swój ostatni (ale nie tylko) post uważnie i zastanów się nad tym, czy chcesz tworzyć związek partnerski czy opiekuńczo-wychowawczy, w którym będziesz/jesteś nadopiekuńczą mamusią dorosłego mężczyzny? Zastanów się też nad tym, czy wasze cele życiowe i sposoby ich realizacji, wasze systemy wartości, są zbieżne. Z Twego opisu wynika, że dzielą was lata świetlne.

89

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Wcześniej pytałaś, dlaczego chłopak ukrywa fakt, że spędza czas z Tobą. Fragment mojej odpowiedzi na tamten dylemat:

vinnga napisał/a:

Utrudnia to poznanie prawdziwego charakteru chłopaka. Bo, dopóki nie skończy studiów, to nie bardzo wiadomo czy on tak robi bo musi, czy może poddaje się rodzicielskiemu sterowaniu bo podziela rodzicielskie poglądy, że należy utrzymywać (nad)regularny kontakt z mamusią... 4 lata to trochę długo jak na ukrywanie związku przed rodzicami...

A teraz skończył studia i na obecny problem można spojrzeć z innej perspektywy. Chłopak nie posiada swojego zdania, ewentualnie całkowicie pokrywa się ono ze zdaniem jego rodziców i jest całkowicie odmienne od Twojego.
Niezależnie od tego czyje to zdanie - wyborów dokonuje on. Bardzo wymowny jest fakt, że nie napisał nawet CV. Wiesz, jeśli komuś na czymś zależy - to to robi. Twój chłopak nie robi nic, żeby wejść na drogę, którą Ty mu wybierasz. Wniosek - on tą drogą nie chce iść i Twoje 14 godzin w markecie na niewiele się zda.

90

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

(...)Wpadłam na pomysł, że wezmę na studiach urlop dziekański i pójdę choćby na kasę do markety na 14 godzin dziennie byleby nas utrzymać i go tu ściągnąć i nie pozwolę mu zmarnować tego co uzyskał, nie pozwolę mu zmarnować szans.
(...)

Co za chore podejście do własnego życia!!!
Facet ma skończone studia, a Ty chcesz swoje przerwać, w imię czego?
W imię wielkiej miłości do niego!

A jeśli zdarzy się, że będziesz miała kłopoty z pracą, możesz też w tym czasie zajść w ciążę i co wtedy?
On bez pracy, Ty też i jeszcze dziecko w drodze....i nie ukończone studia.
Piszę Ci czarny scenariusz, ale tak jest w życiu, że nieszczęścia lubią chodzić parami.
Skoro on nie szuka pracy, to ma swój sposób na życie, o czym Cię nie informuje, tylko gra na zwłokę.
Ale studia ma ukończone, więc zawsze ma otwartą drogę w razie zmiany planów.
A Ty chcesz dobrowolnie, z własnej nieprzymusowej woli, brać w swoje ręce i na swoje barki wspólne życie za Was dwoje.
Przecież wszystko wskazuje na to, że Wasze drogi się mijają i on wcale nie liczy się z Tobą, z Twoim zdaniem w tym temacie.
Obudź się, spójrz trzeźwo na oczy, bo obudzisz się "z ręką w nocniku".

91

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Życie faceta ogólnie nie jest łatwe, bo albo decycje życiowe za niego chce podejmować mama, albo przyszła żona. No i kiedy on ma się nauczyć kierowania własnym życiem?

92

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
adamajkis napisał/a:

Życie faceta ogólnie nie jest łatwe, bo albo decycje życiowe za niego chce podejmować mama, albo przyszła żona. No i kiedy on ma się nauczyć kierowania własnym życiem?

Uczy się bardzo szybko, jak obie drogi mu nie odpowiadają. Chłopakowi, najwyraźniej droga obrana przez jego rodziców pasuje więc na niej tkwi.
A ten pomysł o 14 godzinach pracy w marketach mnie osłabił... Ja rozumiem, jak on by ciężko chory był i pieniądze na leczenie były by potrzebne, ale, tylko po to się zaharowywać na śmierć, bo jemu się NIE CHCE dupy ruszyć i pracy poszukać?! Litości!!

93

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Witam wszystkich! Po długiej przerwie postanowiłam, że napiszę co dalej w związku z naszą sytuacją. Otóż - mamy drugą połowę listopada - u u nas bez zmian. TŻ dalej oczekuje obrony (promotor dokłada mu coraz to nowe kwestie do przygotowania). Ale pracy dalej nie szuka, bo - jak twierdzi - nie ma teraz funduszy na to by zacząć żyć gdzieś indziej poza domem. A podjęcie pracy poza miejscem zamieszkania generuje koszty. Zgadzam się i staram się zrozumieć. Ale chyba trudno zrozumieć coś, co kłóci się z moim tokiem rozumowania. Od wakacji nie ma na to pieniędzy. Ale z moich spostrzeżeń wynika, iż nie zanosi się by w przyszłości byłoby ich więcej. Jego rodzice nie stawiają tego jako nr 1 - pomóc synowi pójść na swoje. Nie, są ważniejsze rzeczy - wykorzystać jego obecność na co dzień w domu. Już bardzo rzadko się widujemy, bo ja studiuję i pracuję, on nie ma pieniędzy przyjeżdżać. Ja byłam u niego, ale też nie chce spotykać się z nim tylko podczas niedzielnych obiadków u jego rodziców czy rodziny.
Proponowałam mu, że niech tu rzuci wszystko i teraz szuka pracy a przez pierwszy miesiąc to utrzymamy się jakoś razem z tego co ja zarobię. Ale do tej pory nie odpowiedział ani twierdząco, ani przecząco. Chciałam... marzyłam o tym, że staniemy w końcu na nogi i będzie lepiej. Ale już nie wiem... czy to ja mam za duże wymagania do niego? Co byście zrobili na jego miejscu? sad

94

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

Witam wszystkich! Po długiej przerwie postanowiłam, że napiszę co dalej w związku z naszą sytuacją. Otóż - mamy drugą połowę listopada - u u nas bez zmian. TŻ dalej oczekuje obrony (promotor dokłada mu coraz to nowe kwestie do przygotowania). Ale pracy dalej nie szuka, bo - jak twierdzi - nie ma teraz funduszy na to by zacząć żyć gdzieś indziej poza domem. A podjęcie pracy poza miejscem zamieszkania generuje koszty. Zgadzam się i staram się zrozumieć. Ale chyba trudno zrozumieć coś, co kłóci się z moim tokiem rozumowania. Od wakacji nie ma na to pieniędzy. Ale z moich spostrzeżeń wynika, iż nie zanosi się by w przyszłości byłoby ich więcej. Jego rodzice nie stawiają tego jako nr 1 - pomóc synowi pójść na swoje. Nie, są ważniejsze rzeczy - wykorzystać jego obecność na co dzień w domu. Już bardzo rzadko się widujemy, bo ja studiuję i pracuję, on nie ma pieniędzy przyjeżdżać. Ja byłam u niego, ale też nie chce spotykać się z nim tylko podczas niedzielnych obiadków u jego rodziców czy rodziny.
Proponowałam mu, że niech tu rzuci wszystko i teraz szuka pracy a przez pierwszy miesiąc to utrzymamy się jakoś razem z tego co ja zarobię. Ale do tej pory nie odpowiedział ani twierdząco, ani przecząco. Chciałam... marzyłam o tym, że staniemy w końcu na nogi i będzie lepiej. Ale już nie wiem... czy to ja mam za duże wymagania do niego? Co byście zrobili na jego miejscu? sad

No cóż... ja bym dała buziaka, życzyła powodzenia w życiu, a potem zmieniła nr telefonu i odżyła. A jakbym już odżyła, to poszukałabym sobie faceta, który nie ma problemów z odcięciem pępowiny i znalezieniem roboty.

Chcesz za Was dwoje i w ogóle nie widzisz, że on tego nie chce. Radzę przejrzeć na oczy i to szybko.

95

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

"No cóż... ja bym dała buziaka, życzyła powodzenia w życiu, a potem zmieniła nr telefonu i odżyła. A jakbym już odżyła, to poszukałabym sobie faceta, który nie ma problemów z odcięciem pępowiny i znalezieniem roboty."

"Chcesz za Was dwoje i w ogóle nie widzisz, że on tego nie chce. Radzę przejrzeć na oczy i to szybko."

Hmm... jakie to dziś wszystko proste. Kochasz kogoś, akceptujesz jego wady, kochasz jego zalety. Ale jak jest problem, chcesz poznać zdanie innych to jedynym rozwiązaniem wydaje się "zostaw go". Teo, masz kogoś? Kochasz kogoś?

96

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Najważniejsze pytanie to jest co to znaczy kochać. Być uczepionym, godzić się na to co złe (narzekając, będąc nieszczęśliwym, ale "akceptując"), bać się tego co będzie bez tej osoby, czuć się kimś gorszym bez kogoś?

Opcje?
- zmienić siebie
- zmienić kogoś
- rozstać

1. Za trudne. Łatwiej jest poszukać innego ideału, zmienić model. Poza tym gdy się sami zmienimy, to zmienią się nam priorytety, zmieni się nawet typ miłosny który przyciągamy i wtedy nie będzie się chciało z tym już być. Często jest tak, że przedmiotowo traktuje się miłość jako coś co rekompensuje nasze braki. Jest etapem w zyciu, w którym kogoś wykorzystujemy by np "nas ogarnął", a pozniej gdy jestesmy juz ogarnięci - go nie chcemy, bo cel został zakonczony. Jeśli sie nie zmienimy tylko na siłe zakonczymy toksyczny związek, to wchodzimy w taką samą relacje później, tylko osoba się zmienia, jej opakowanie. Emocje dalej szukają tego samego, bo one nie uległy przeprogramowaniu.
2. Nie ma możliwości. Jeśli sam nie chce, sam nie widzi błędów, sam nie prosi o pomoc - nie da się. Nawet jak prosi o pomoc to wydaje się, że jest dzieckiem, a więc oboje tak naprawde mają problem ze sobą, jeśli wchodzą w relacje nie partnerskie. Jak człowiekowi daje się pomoc to się niczego nie uczy. Mozna nakierować i wysłać w siną dal. To sie dzieje dopiero jak ktos odchodzi, ale znowu latwiejsze rozwiązanie - ten ktos zdobywa nową ofiarę. Można też manipulować, by osiągać własne cele. Krótkotrwałe i nigdy szczere. Szybko następuje utrata szacunku i więzi.
3. Trudne, jeśli jest uzależnienie. Łatwe, gdy ktoś się szanuje, swój czas, swoje wartości i widzi konkretne niedopasowanie, które męczy. Raz, drugi, ósmy. Można próbować, ale nie do śmierci. Nie gdy tylko jedna strona podejmuje rękawice.

97 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2014-11-22 19:34:28)

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Tanika, tu nie chodzi o to aby rzucać każdego kto przez chwilę "nie zgadza się z nami". Jednak rozumiem Teo, która stwierdziła że "dała by mu buziaka i życzyła powodzenia". Nie widzisz tego? Że Twój chłopak nie zamierza niczego zmieniać. Jemu jest wygodnie, mama pomoże, mama doradzi, da pieniądze i poklepie po główce. Może mały "wstrząs" pomógłby Twojemu facetowi przejrzeć na oczy i w końcu dorosnąć. Jeśli cały czas będziesz mu pokazywała, że "akceptujesz wady" (wszystkie) czyli nawet ten "brak odcięcia pępowiny", to na jakiej zasadzie on ma zauważyć że potrzebne są zmiany? On robi swoje, Ty go kochasz...wszystko jest ok. Tak będzie dalej. Albo akceptujesz to jak między wami jest, albo nie. Albo coś zmieniasz albo nie. Decyzja należy do Ciebie.
Tylko tak jak zauważyła Teo, aby jakakolwiek zmiana nastąpiła, to i on musi tego chcieć. Jak na razie żadnej chęci z jego strony nie opisałaś. Może czas na poważną rozmowę między Wami? Jak on sobie dalej to wyobraża, jakie ma plany na najbliższą przyszłość, co chce robić w życiu?
A przede wszystkim ile czasu jeszcze, zamierza spędzić pod maminą spódnicą, bo Ty (jak sądzę) nie zamierzasz czekać na niego do starości.

98

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

"No cóż... ja bym dała buziaka, życzyła powodzenia w życiu, a potem zmieniła nr telefonu i odżyła. A jakbym już odżyła, to poszukałabym sobie faceta, który nie ma problemów z odcięciem pępowiny i znalezieniem roboty."

"Chcesz za Was dwoje i w ogóle nie widzisz, że on tego nie chce. Radzę przejrzeć na oczy i to szybko."

Hmm... jakie to dziś wszystko proste. Kochasz kogoś, akceptujesz jego wady, kochasz jego zalety. Ale jak jest problem, chcesz poznać zdanie innych to jedynym rozwiązaniem wydaje się "zostaw go". Teo, masz kogoś? Kochasz kogoś?

Oczywiście, że mam i kocham, ale jakby był nierobem uczepionym spódnicy mamusi, to bym pogoniła, bo SIEBIE kocham najbardziej.

99

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Ale powiedzcie co robicie: nie macie kasy... a chcecie zacząć szukać pracę po studiach. Przynajmniej miesiąc trzeba za coś przeżyć. Co robicie?

100

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

Ale powiedzcie co robicie: nie macie kasy... a chcecie zacząć szukać pracę po studiach. Przynajmniej miesiąc trzeba za coś przeżyć. Co robicie?

Tanika... ale Twój chłopak NIE chce szukać pracy, a Ty swoją masz, więc chyba wiesz, co się robi jak się nie ma pracy.

101

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

Ale powiedzcie co robicie: nie macie kasy... a chcecie zacząć szukać pracę po studiach. Przynajmniej miesiąc trzeba za coś przeżyć. Co robicie?

Idę do McDonald'sa. Tam zawsze potrzebują chętnych do pracy.

102

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Cynicznahipo napisał/a:
Tanika napisał/a:

Ale powiedzcie co robicie: nie macie kasy... a chcecie zacząć szukać pracę po studiach. Przynajmniej miesiąc trzeba za coś przeżyć. Co robicie?

Idę do McDonald'sa. Tam zawsze potrzebują chętnych do pracy.

Ale gdzie będę spać zanim zarobie? Za co będę jeść?

103

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
Tanika napisał/a:

Ale powiedzcie co robicie: nie macie kasy... a chcecie zacząć szukać pracę po studiach. Przynajmniej miesiąc trzeba za coś przeżyć. Co robicie?

Idę do McDonald'sa. Tam zawsze potrzebują chętnych do pracy.

Ale gdzie będę spać zanim zarobie? Za co będę jeść?

Tanika, ona MA matkę, druga mu niepotrzebna...

104

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
Tanika napisał/a:

Ale powiedzcie co robicie: nie macie kasy... a chcecie zacząć szukać pracę po studiach. Przynajmniej miesiąc trzeba za coś przeżyć. Co robicie?

Idę do McDonald'sa. Tam zawsze potrzebują chętnych do pracy.

Ale gdzie będę spać zanim zarobie? Za co będę jeść?

Ty masz pracę, więc to chyba nie Twój problem?

Powiem Ci tak, jak wylądowałam na bruku bez pieniędzy i mieszkania, to pierwsze miejsce, do którego się udałam, to była Opieka Społeczna. Dostałam papier i wysłano mnie na pewien adres. Tam zostawiłam torby. I poszłam do pracy. Zbierałam psie gówna w parku. Pod wieczór dostałam 25euro. Kupiłam sobie kebab i kawę na dworcu i tam spałam.

Wy takich problemów nie macie. Twój facet jest leniwym nieudacznikiem, który się nie może zmotywować nawet do odnalezienia w sobie mężczyzny. Jakby chciał, to by znalazł robotę, przeżył i z głodu nie zdechł.

105

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Chciałabym do niego dotrzeć, żeby zmienił tok myślenia. Żeby zrozumiał, że postępuje źle. Nie chcę go umoralniać... ale kurcze, ja znalazłam prace i studiuje. Daje radę. A on się tłumaczy, że najpierw musi mgr obronić...  Tłumaczę mu, co ma piernik do wiatraka, ale jak do ściany.

Nie wiem... oświadczył mi się latem.Od tamtej pory ja żyje tu sama, on tam sam. Zamiast lepiej jest gorzej... Nie chcę tego niszczyć. Ale z drugiej strony...

106

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

Chciałabym do niego dotrzeć, żeby zmienił tok myślenia. Żeby zrozumiał, że postępuje źle. Nie chcę go umoralniać... ale kurcze, ja znalazłam prace i studiuje. Daje radę. A on się tłumaczy, że najpierw musi mgr obronić...  Tłumaczę mu, co ma piernik do wiatraka, ale jak do ściany.

Nie wiem... oświadczył mi się latem.Od tamtej pory ja żyje tu sama, on tam sam. Zamiast lepiej jest gorzej... Nie chcę tego niszczyć. Ale z drugiej strony...

Chciałabym do Ciebie dotrzeć Tanika. Chciałabym żebyś zmieniła tok myslenia, żebyś zrozumiała, że postępujesz źle. Nie chcemy Cię umoralniać... ale kurcze, nasi faceci mają prace, a jak mieli takie trudności jak Twój, to przestali być naszymi facetami i jakoś żyjemy i dajemy radę. A Ty się ciągle tłumaczysz, że go kochasz i chcesz żeby zaczął myśleć samodzielnie. Ale co ma piernik do wiatraka?! Znasz magiczny sposób, aby zmienić komuś jego "chcenie"? Ale do Ciebie jak do ściany.

Sama nie wiem... od 3 stron opisuje swoje życie z tym chłopakiem i jeszcze nie wyciągnęłaś wniosków i zdrowy rozsądek i myślenie nie zapukało do mózgownicy? Czego nie chcesz niszczyć? Chyba tylko i wyłącznie tego stanu w którym jesteś i nie chcesz pozbywać się problemów z życia.

107

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Wiecie co? Dalej jest bez zmian... co ja mam zrobić? sad

108

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

Wiecie co? Dalej jest bez zmian... co ja mam zrobić? sad

Poczekać pewnie rok, dwa, może 20. Albo wychodź gdzieś, gdzie zostaniesz poderwana przez innego i bez żalu będziesz wtedy mogła tego zostawić.

109

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

Wiecie co? Dalej jest bez zmian... co ja mam zrobić? sad

Taniko, już od paru stron forumowicze piszą Ci, co myślą o Twojej sytuacji. Teraz Ty piszesz, że nadal nic się nie zmieniło. Myślisz, że im dłużej będziesz czekać, tym łatwiej będzie podjąć decyzję? Że samo coś się zmieni? Że on raptem, tak sam z siebie się zmieni? Wątpię...

110

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Tanika, w takich sytuacjach impasu i bezsilności (jeśli chodzi o związek), najlepiej jest skupic się na samym sobie (zalozyc choćby chwilowo, ze na razie TY jesteś dla siebie najwazniejsza. Pomyslec, co jest dobre dla mnie, w oderwaniu od chłopaka, od związku.

Jak wygląda Twoje zycie, Twój dzień? Czym go zapelniasz? Skupic się na tym. Co przynosi Ci radość? (oprócz randek? wink). Kolezanki, zainteresowania, nauka? Co jest Twoim zyciem? Innymi slowy - kim jesteś BEZ chłopaka.

111 Ostatnio edytowany przez Tom94 (2015-02-08 10:29:31)

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tanika napisał/a:

Wiecie co? Dalej jest bez zmian... co ja mam zrobić? sad

Jak co zrobić?
Rzucić nieudacznika, zacząć się rozglądać za prawdziwym facetem i przestać wałkować w kółko jeden i ten sam problem.

112

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.
Tom94 napisał/a:
Tanika napisał/a:

Wiecie co? Dalej jest bez zmian... co ja mam zrobić? sad

Jak co zrobić?
Rzucić nieudacznika, zacząć się rozglądać za prawdziwym facetem i przestać wałkować jeden i ten sam problem.

On wcale nie musi być nieudacznikiem.
Może zwyczajnie wybrał życie na wsi, chce przejąć gospodarstwo po rodzicach?
Największy tylko błąd robi, że nie jest szczery z autorką.
Nie wiem, może boi przyznać się do tego faktu tak samo jak bał się powiedzieć rodzicom, że nocuje u dziewczyny?
Fakt faktem chłopak niespójny.

113

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

W pełni zgadzam się z Leilą. On wie co chce robić i to robi. Tylko, z jakiś powodów, nie ma odwagi tego powiedzieć autorce.

Taniko, w Twoim długim i rozstrzelonym czasowo wątku chyba nie ma odpowiedzi na pytanie: czego ty chcesz? Chodzi mi o to, żebyś określiła takie zachowanie swojego chłopaka lub moment, w którym uznasz, że jednak jesteś szczęśliwa i Twoje życie wygląda tak, jak byś chciała.

114

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Zacznij gdzieś wychodzić na miasto, na imprezy podczas gdy on "nie może" z tobą być. Niech dotrze do niego że może cię stracić. Bo ty mu dajesz do zrozumienia że przeszkadza ci ta sytuacja ale będziesz przy nim cały czas bez względu na wszystko.

115

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

A co on zrobi jak przestaniesz do niego dzwonić i przyjeżdżać? Czy przyjeżdża czasem do Ciebie z własnej inicjatywy? Jeśli nie, to zaprzestań telefonów i wizyt u niego, dasz mu czas i przestrzeń by się samodzielnie określił, nawet sam przed sobą. Jak przez 3 miesiące nic nie zrobi, odeślij pierścionek i zapomnij o nim, szkoda Twojego czasu i zdrowia.

116 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2015-02-08 21:37:36)

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Tanika,
A czy pomyślałaś o tym, że może tak naprawdę nie jesteś dziewczyną, z którą on chce być? Przeczytałam cały wątek i mam wątpliwości, czy to, że ukrywał fakt, że ma jakąś dziewczynę (to unikanie poinformowania rodziców, że jest wieczorem u dziewczyny), to że teraz nie chce przyjechać, że to nie jest wynikiem tego, że jest maminsynkiem?

117

Odp: Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Po przeanalizowaniu tego, co do tej pory było tu pisane, tez odnoszę wrazenie, ze chłopak Taniki bardziej wie, czego chce od zycia, w sensie swojego pomysłu na zycie, prace itd., -  tylko niepotzrebnie robi uniki i tym niestety nie manifestuje swojej dojrzalosci, no ale coz, tak bywa.

Tanika, chyba najrozsądniej jest taki stan rzeczy zaakceptować. Postawic na siebie.

Posty [ 66 do 118 z 118 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Facet boi się przyznać, że wieczorem idzie do dziewczyny.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026