Jacek84 Widzisz, mnie imprezki, chlanie, rzyganie i spanie po znajomych nie kręci, ale dla zabicia nudy to aktualnie robię. Z reguły jestem człowiekiem, który poświęca cały swój czas na hobby, a tym hobby nie są kace, lecz sporty siłowe, zainteresowania z tym związane, daje mi to większą satysfakcję niż iść się nawalić. Odzyskuję powoli sprawność i powoli już sobie planuje kolejny cykl treningów, na które niebawem wracam. No niestety, równolatkowie są jacy są, sam widzisz po tej przyjaciółce jak się zachowywała, za mało od życia dostała żeby coś zakodować, przy okazji zaczęła mi wymieniać jak to się zmieniłem bardzo, ale to już mało ważne w tym momencie. Poza tym forum, często gadam w cztery oczy ze znajomymi jak mają problem, mam nawet kumpla, który ma łeb jak większość z nas tutaj, ale niestety on od życia dostał najmocniej w dupę, raz, że ojciec się mu powiesił, później chłopak w alkohol wpadł, później miłość jego życia, toksyk jeszcze większy od mojej eks, bawiła się nim po rozstaniu i gościu w którymś momencie zaczął ogarniać swoje życie, przez co strasznie lubię z nim na takie tematy pełne świadomości rozmawiać, bo jest jedyną osobą z moich równolatków, która coś reprezentuje, coś ma w głowie.
Niestety, tak jak opisujesz swoją siostrę, tak mam i ja z tymi znajomymi w moim wieku. Przykre jak cholera, ale widać, nie to mi teraz pisane jest.
Powiem Ci jeszcze Jace84, że mimo myśli, że już koniec itd, to jeszcze przez kilka miesięcy byłem zdania, że jak zadzwoni i przeprosi i wykaże chęć poprawy, to do niej wrócę. Dzisiaj wiem, że ludzie bardzo rzadko się zmieniają, poza tym szkoda mi czasu i nerwów, bo jednak w 100% nie zmieni swojego postępowania. Co więcej "tą książkę już czytałem, już znam, wiem jaki ma początek i koniec i niech trafi do książek przeczytanych, do których się nie wraca". Skoro widzę sam po sobie, że jestem inny, jakaś większa świadomość, to powinienem się związać z kimś na swoim poziomie, niż trwać w związku z kimś, kto ma inne priorytety, spojrzenie na świat. Cholera, związek ma być takim oparciem, wsparciem, źródłem radości i pomocą, dzięki której bedziemy szli przez życie i pokonywali przeszkody. A nie męczyć się i spierać, bo ktoś ma inne podejście czy nasze (nie napisze niedojrzałe, bo dla mnie dojrzałe może być zakładanie rodziny teraz dajmy dla przykładu, a dla kogoś nie, bo na wszystko przychodzi czas i jestem przedojrzały jak arbuz z Netto, na którego wczoraj wydałem 6 zł i byłem wściekły, bo do kosza poszedł po rozkrojeniu).
Lubię czytać Twoje posty, bo odnajduję tam siebie, przypominam coś sobie, przez co łatwiej mi jest "rozwiązać to zadanie, gdy znam już teorię, niż wtedy, gdy do tego zadania podchodziłem pierwszy raz bez jakiegoś wprowadzenia".
Ja mam ten komfort stary, że moja eks siedzi w domu, bo jest typem domatora, chłopak aspołeczny, to też nie wychodzi, więc przez całe wakacje miałem ten komfort, że jej nigdzie nie spotkałem. Mimo wszystko do tej pory rozglądam się na ulicy, w klubie, gdziekolwiek jestem czy jej nie ma, głupie, bo głupie, podświadomość szaleje, ale zwyczajnie jest lekki dyskomfort, za niecały tydzień wracam na swoje, więc będzie luźniej. 
Jeżeli udałoby mi się postawić na pierwszym miejscu świadomość, że z tą dziewczyną nie byłbym szczęśliwy i powinienem żyć swoim życiem od teraz, ale do takiego stopnia to postawić, że żadne wspomnienie, żadna koleżanka, pieprzenie, sms, telefon cokolwiek by mnie z tego piedestału nie zrzucało, to podejrzewam, że byłoby to moment w którym kompletnie jestem wyleczony.
Powiem Ci, że marzę może niekoniecznie o dziewczynie, ale chociaż o takiej relacji przyjacielskiej z dziewczyną, która będzie najlepiej w moim wieku, ale dojrzała, czy tam z tym samym poziomem świadomości co ja. Jak dotąd, to wybacz za określenie, ale to tak jak opisałeś same dziewczyny, jak Twoja siostra. Można pogadać o klubach, chlaniu, o filmikach jak pies przebrany za pająka ludzi straszy i ona jak to oglądała to sama się zesikała ze strachu a i o tym, jak to faceci są wredni, a murzyni, co grają w kosza przystojni i dobrze się całują. Autentycznie, nie mam o czym pogadać, czasami jeszcze z paroma koleżankami ze studiów pogadam o czymś związanego z naszym "zawodem", ale to też sprawiają wrażenie, takich które poszły na studia takie, bo inżynier dużo zarabia, to ona będzie inżynierem. Wracając do mojej eks, była pierwszą dziewczyną, jaką poznałem, którą uznałem w zyciu za dojrzałą, jeszcze za czasów liceum, a jak już wcześniej pisałem szukałem innej dziewczyny, niż takiej głośniej co to o życiu i spojrzeniach na świat jakoś bardziej z nią nie pogadasz, bo zwyczajnie nie zastanawia się nad tym, gdy nowy klub otwierają, a w Rossmanie jest promocja na te grzebienie do rzęs z 35 zł na 10 zł i wycinarki do twardego naskórka na piętach ze 150 zł na 99 zł. Zresztą, teraz jest taka różnica, że ja studia kończę, praktycznie na finiszu, zmieniły mi się diametralnie priorytety, bo myślę czy nie pogadać już poważniej z rodzicami nad kupnem mieszkania, czy może na razie się wstrzymać, bo może wyjade za granicę, a wynajmować mieszkanie studentom to nie bedzie mi się chciało, czy nie będę miał czasu zadbać o to. Moja eks za to poszła na studia więc świat imprez, nowych znajomości ją zeżarł, wpadła w wir, przez co pokazała swój poziom świadomości, no ale tyle z gadania o niej, jedno zdanie to i tak dużo 
Elle88 i właśnie dopiero od niedawna wybijam jedną po drugiej toksyczną znajomość, najsmutniejsze jest to, że wielu moich kumpli okazuje się toksykami. Oczywiście pamiętam moje wpisy tutaj, każdy post napisany tutaj jest z głębi mojej psychiki, traktuje to jako listę postępowania w życiu, którą sobie tworzę.
Nie chcę się z drugiej strony usprawiedliwiać, ale patrząc na moje posty, to momenty w których było źle (od momentu gdy dałem sobie większy spokój, w sensie przestały mnie męczyć tak intensywnie wspomnienia), to te, kiedy pisała do mnie jej przyjaciółka, kogoś od niej spotkałem, czy coś takiego.
Osobiście jedną rzeczą jakiej żałuje, ze nie zrobiłem wcześniej, ale na szczeście zrobiłem w ogóle, to był moment w którym urwałem kontakt z eks, teraz nawet śmiało powiem, że również moment kiedy urwałem kontakt z jej przyjaciółkami, bo tylko mnie dobijały, a raczej ja sam się dobijałem dyskutując niepotrzebnie z nimi. "Stary ja" prawdopodobnie by teraz tą przyjaciółkę z klubu dalej za język ciągnął, żeby się czegoś dowiedzieć, w efekcie pewnie by coś powiedziała, co nie byłoby prawdą, a mnie by zabolało. Szczególnie, że to taki typ kobiety, jak kiedyś kiedy moja eks zasnęła, a jej przyjaciółka zabrała telefon i mi wkręcała, że moja eks zamknęła się w pokoju z kolegą i że coś tam robią, ale mam nie mówić eks, że ona mi to powiedziała. Z racji, że nie układało nam się jakoś super w tamtym czasie, to myślałem, że pojadę zrobić kipisz, a moja eks jak oddzwoni do mnie to w ogóle awanturę jej zrobię. Dzisiaj wiem, jak ludzie potrafią być pseudo zabawni i nie mieć świadomości, że komuś w ten sposób robią "kwas". Dlatego nigdy więcej żadnej przyjaźni, a tym bardziej z przyjaciółmi swoich byłych, bo lojalność i solidarność jajników/plemników zawsze była, jest i będzie i choćby nie wiem co tak zostanie.
Elle88 thepass ostatnio moim ulubionym zajęciem jest wypytywanie koleżanek, jakie mają oczekiwania wobec partnera, czy chcą ciapka, czy mega gnoja, jak dotąd wszystkie odpowiedziały, że takiego, który będzie trochę chamem. Wniosek: niedojrzałe, czy może faktycznie takie są DZIEWCZYNY, a kobiety już mają inne priorytety? Bynajmniej, utwierdzam się w tym, jakie te kobiety być potrafią, chcąc takich.
W ogóle
Taka sytuacja mnie też z wczoraj roześmiała, albo i nie. Jadę pociągiem, a tutaj parka, gość elegancko ubrany, ale z mordy cwaniak i taki widać zakompleksiony, bo musiałby na palcach stanąc, żeby mnie w brodę pocałować, a do jakiś wysokich nie należę, dziewczyna ładna zgrabna, trochę suka z oczu, ale ogólnie milutka. Idę dalej do swojego przedziału, gorąco jak cholera, drzwi od przedziału otwarte, ścisk jak sardynki w puszcze i nagle słyszę bluzgi, ale takie, że aż niepojęte, no to z ciekawości wyglądam, a tam na korytarzu ten gościu wyzywa się z tą swoją, w życiu takich tekstów nie słyszałem, tak wyzywać i obrażać siebie, no masakra. W głowie zapaliła się lampka, ta sama, którą miałem kiedyś, czyli wylecieć i typowi w morde strzelić za to jak się zwraca do kobiety, ale po chwili zdałem sobie sprawę, że skoro on ją obraża, nieważne czy przy ludziach, liczy się fakt, że tka się odnosi do niej, ona do niego, to stwierdziłem, że są siebie warci i jeżeli jej to odpowiada, to niech żyje w takim cudownym związku.
Swój były związek porównuję do tego co się u mnie teraz dzieje, czyli mam możliwość wyjazdu za dobre pieniądze, praca, która mnie mega "kręci", odnosze to do nowego związku, z partnerką, która będzie nadawała na podobnych falach co ja. Jednak rezygnuję z wyjazdu tam, bo się obawiam, bo wolę być w klatce, jestem mało ambitny i bronię się przed tym co daje mi los. Fakt, no nie lubię zmian, jak jest mi gdzieś dobrze to nie dążę do tego by mieć lepiej, ale skoro los mi daje w pełni taką możliwość, to dlaczego nie korzystać?
Teraz tak sobie przypominam, bo strasznie podobny do ojca mojej eks z historią życiową, z tym co przeszedłem do momentu rozstania z moją eks, czyli tam że tylko jeden rodzic w wychowaniu itd, to on też miał opcję wyjazdu, nawet do tego samego kraju co ja, za 10-krotne większe pieniądze przy tych samych kosztach utrzymania, ale zrezygnował, bo jego żonce, czyli mamusi eks się to nie podobało, bo miał być na miejscu i koniec kropka. Facet zrezygnował, czy żałuje, nie wiem, ale skoro woli zapieprzać do 65 roku życia za marne 1700 zł kolejne 10 lat w tym zawodzie, no to trudno. Rodzina jest ważna, ale zdrowa relacja w rodzinie, związku też jest ważna. Oczywiście nie wdaje się w szczegóły, bo akurat opcja, że matka tutaj ma pracę, gdzie jeszcze nie mieli dzieci, itd.
Dobra, bo tego posta pisze od 16.58 a jest 17.47 i mi mózg już paruje 