Mam depresję. Czuje pustkę w życiu,mam czesto chroniczne zmęczenie(chociaż akurat ten objaw jest też związany z moim niedoborem żelaza i B12,natomiast przy depresji też może występować). Mam też zaburzenia snu,co też jest częstym objawem depresji. Na szczęście nie mam myśli samobójczych,a wręcz na odwrót-mam ogromną wolę życia pomimo,tego,że mam depresję
Postanowiłam już więcej nie zakładać tematów
Wczoraj 18:32:00
Julia life in UKPrzyjaciółka ForumNieaktywny
Temat: Postanowiłam już więcej nie zakładać tematów
I też nie pisać o sobie... chyba,że ktoś zapyta
Nie ma sensu skoro moje tematy są spamowane. Prawie każdy mój temat jest. Sprawdziłam. Ja nigdy nikomu w tematach nie spamowałam
Oczywiście nadal będę na forum,ale już nie będę sama z siebie nic o sobie pisać,ani na tym forum ani nigdzie indziej
●
●
Julia life in UK napisał/a:Postanowiłam już więcej nie zakładać tematów
Wczoraj 18:32:00
Julia life in UKPrzyjaciółka ForumNieaktywny
Temat: Postanowiłam już więcej nie zakładać tematów
I też nie pisać o sobie... chyba,że ktoś zapyta
Nie ma sensu skoro moje tematy są spamowane. Prawie każdy mój temat jest. Sprawdziłam. Ja nigdy nikomu w tematach nie spamowałam
Oczywiście nadal będę na forum,ale już nie będę sama z siebie nic o sobie pisać,ani na tym forum ani nigdzie indziej
●
●
Juz nie bede pisać nowych tematów nie wklejaj mi tego juz ![]()
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Postanowiłam już więcej nie zakładać tematów
Wczoraj 18:32:00
Julia life in UKPrzyjaciółka ForumNieaktywny
Temat: Postanowiłam już więcej nie zakładać tematów
I też nie pisać o sobie... chyba,że ktoś zapyta
Nie ma sensu skoro moje tematy są spamowane. Prawie każdy mój temat jest. Sprawdziłam. Ja nigdy nikomu w tematach nie spamowałam
Oczywiście nadal będę na forum,ale już nie będę sama z siebie nic o sobie pisać,ani na tym forum ani nigdzie indziej
●
●
Juz nie bede pisać nowych tematów nie wklejaj mi tego juz
No wtedy przecież nie będę musiał Ci przypominać, więc wklejanie byłoby bez sensu ![]()
„Pocałunek” Auguste’a Rodina należy do tych rzeźb, które na pierwszy rzut oka wydają się niezwykle proste. Dwoje nagich ludzi obejmuje się i całuje. Nie ma tutaj wielkiej bitwy, mitologicznego potwora, boskiej wizji ani dramatycznego wydarzenia historycznego. Jest tylko para kochanków. A jednak właśnie ta prostota sprawiła, że dzieło stało się jednym z najbardziej znanych przedstawień miłości w historii sztuki. Rodin nie próbował pokazać jedynie dwóch pięknych ciał. Chciał uchwycić chwilę intymności, pożądania i emocjonalnego zbliżenia, a przy okazji pokazać coś, co w XIX wieku nadal mogło być dla publiczności dość szokujące: nagie ciało nie jako symbol religijny czy heroiczny, ale jako ciało zakochanej osoby.
Rzeźba powstała w drugiej połowie XIX wieku, w okresie, kiedy sztuka europejska zaczynała coraz bardziej odchodzić od akademickich zasad. Rodin był artystą, który bardzo mocno przyczynił się do tej zmiany. Nie zawsze interesowało go idealne, gładkie i perfekcyjne ciało. Fascynowała go raczej jego naturalność, ruch i emocja. W jego pracach można zobaczyć postacie, które wyglądają tak, jakby były uchwycone w połowie gestu, jakby za chwilę miały się poruszyć albo zmienić pozycję.
„Pocałunek” jest pod tym względem wyjątkowo interesujący, ponieważ ruch jest tutaj jednocześnie bardzo delikatny i niezwykle intensywny. Kobieta siedzi na udzie mężczyzny, a oboje pochylają się ku sobie. Ich ciała tworzą niemal zamkniętą kompozycję. Nie są ustawieni obok siebie jak dwie niezależne figury. Są ze sobą połączeni.
To właśnie ta fizyczna bliskość jest najważniejszym elementem dzieła.
Mężczyzna obejmuje kobietę, ale jego dłoń nie zaciska się na niej gwałtownie. Kobieta również nie jest bierna. Jej ciało odpowiada na jego ruch. Ich relacja jest wzajemna. Nie mamy tutaj jednej osoby całkowicie dominującej nad drugą. Oboje uczestniczą w tym samym momencie.
Rodin nie pokazuje więc po prostu pocałunku. Pokazuje wzajemne przyciąganie.
Co ciekawe, „Pocałunek” nie był pierwotnie pomyślany jako całkowicie niezależna scena. Rzeźba wywodzi się z ogromnego projektu Rodina związanego z „Bramą Piekieł”, inspirowaną „Boską komedią” Dantego. W tej monumentalnej kompozycji miało znaleźć się mnóstwo postaci i scen związanych z ludzkimi namiętnościami, cierpieniem, pożądaniem i grzechem.
Para przedstawiona w „Pocałunku” była początkowo związana z postaciami Paolo i Franceski.
Ich historia jest jedną z najbardziej tragicznych opowieści miłosnych średniowiecznej literatury. Dante umieścił ich w „Piekle”, ponieważ ich romans doprowadził do zdrady małżeńskiej. Paolo był bratem męża Franceski, a ich uczucie zakończyło się tragicznie. Według opowieści zostali przyłapani podczas czytania historii miłosnej i zabici przez męża Franceski.
Rodin początkowo chciał więc przedstawić ich jako część większego świata Dantego. W pewnym momencie jednak zauważył, że para zaczyna funkcjonować jako samodzielne dzieło. Zamiast dwóch potępionych dusz w piekle otrzymaliśmy coś, co wygląda jak uniwersalny obraz miłości.
I tutaj pojawia się pewien paradoks.
W „Bramie Piekieł” Paolo i Francesca są symbolem namiętności prowadzącej do tragedii. W samodzielnym „Pocałunku” ich historia została niemal całkowicie zapomniana. Większość ludzi, którzy oglądają dziś rzeźbę, nie myśli o Dante’m, zdradzie małżeńskiej czy karze w piekle. Widzi po prostu dwoje zakochanych ludzi.
To pokazuje, jak bardzo znaczenie dzieła może zmienić się wraz z czasem.
Rodin osiągnął też coś ciekawego poprzez twarze bohaterów. Nie są one najważniejszym elementem kompozycji. Ich usta niemal się spotykają, ale twarze pozostają częściowo zasłonięte przez wzajemne zbliżenie. Widz nie dostaje więc wyraźnego „portretu” żadnej z postaci.
Najważniejsze stają się ciała.
Ramiona, plecy, nogi, dłonie i sposób, w jaki jedna figura opiera się na drugiej. Rodin wykorzystuje anatomię nie po to, aby pokazać idealne ciało w stylu antycznego Apolla, ale aby pokazać relację między dwoma ciałami.
To ogromna różnica.
Apollo może istnieć sam. Jego piękno jest niezależne od obecności drugiej osoby. „Pocałunek” nie działałby natomiast bez dwóch bohaterów. Ich ciała nabierają znaczenia właśnie poprzez kontakt.
Mężczyzna bez kobiety nie byłby tutaj tym samym mężczyzną. Kobieta bez mężczyzny również nie byłaby tą samą postacią. Cała kompozycja opiera się na wzajemnym oddziaływaniu.
Rodin bardzo dobrze rozumiał, że ludzkie ciało jest również środkiem komunikacji. Można powiedzieć „kocham cię” słowami, ale można również zrobić to poprzez gest. Objęcie, pochylenie głowy, dotyk dłoni czy sposób siedzenia obok drugiej osoby potrafią przekazać ogromną ilość informacji bez wypowiedzenia jednego zdania.
„Pocałunek” jest właśnie takim gestem zamienionym w kamień.
Warto też zwrócić uwagę na materiał. Marmur jest kojarzony z czymś zimnym i trwałym, natomiast przedstawiona scena jest pełna ciepła. Mamy nagą skórę, dotyk i bliskość. Rodin próbuje sprawić, aby kamień wyglądał jak żywe ciało.
To jeden z wielkich paradoksów rzeźby.
Artysta bierze materiał, który jest twardy, zimny i nieruchomy, a następnie przedstawia nim najbardziej miękkie i delikatne elementy ludzkiego doświadczenia.
Skóra wygląda na miękką. Włosy mają swoją fakturę. Mięśnie i kości są wyczuwalne pod powierzchnią ciała. Jednocześnie marmur pozostaje marmurem. Wiemy, że gdybyśmy mogli dotknąć rzeźby, nie poczulibyśmy ciepła ludzkiego ciała.
A jednak nasz mózg na chwilę pozwala nam o tym zapomnieć.
Rodin był zresztą niezwykle zainteresowany tym, jak światło zachowuje się na powierzchni rzeźby. Nie zawsze chciał, aby wszystko było idealnie wypolerowane. Zróżnicowanie powierzchni sprawia, że światło tworzy delikatne przejścia pomiędzy jasnymi i ciemnymi fragmentami. Dzięki temu ciało nie wygląda jak jednolita bryła.
To również odróżnia Rodina od części wcześniejszej tradycji akademickiej.
W XIX wieku istniał silny ideał perfekcyjnie wykończonej rzeźby. Powierzchnia miała być gładka, niemal bez śladu narzędzia artysty. Rodin nie zawsze się temu podporządkowywał. Fascynowało go wrażenie, że postać dopiero wyłania się z materiału.
W jego późniejszych pracach będzie to jeszcze bardziej widoczne. Czasami fragmenty ciała są bardzo szczegółowe, a inne pozostają niemal surowe. Rodin nie bał się pokazywać procesu powstawania dzieła.
„Pocałunek” jest pod tym względem bardziej klasyczny, ale nadal widać w nim zainteresowanie naturalnym ruchem i spontanicznością.
Szczególnie ciekawe jest ułożenie nóg. Kobieta siedzi na udzie mężczyzny, a jej ciało tworzy z jego ciałem skomplikowaną, ale naturalnie wyglądającą konstrukcję. Nie są to dwie figury ustawione obok siebie w sposób wygodny dla rzeźbiarza. Wyglądają tak, jakby rzeczywiście znaleźli się w tej sytuacji.
I właśnie to w XIX wieku mogło być odbierane jako dość odważne.
Wcześniej nagość w sztuce często była usprawiedliwiana poprzez mitologię. Można było przedstawić nagą boginię, ponieważ była boginią. Można było pokazać nagiego bohatera, ponieważ reprezentował ideał. Tutaj jednak sytuacja jest znacznie bardziej prywatna.
To są dwoje nagich ludzi, którzy się całują.
Nie ma zbroi, boskich atrybutów ani heroicznej historii w samym centrum kompozycji. Jest intymność.
Właśnie dlatego „Pocałunek” wzbudzał różne reakcje. Dla jednych był pięknym symbolem miłości, dla innych zbyt zmysłowym przedstawieniem. Rodin znalazł się więc w interesującym miejscu pomiędzy tradycyjną sztuką akademicką a nowoczesnym sposobem przedstawiania ludzkich emocji.
Co więcej, dzisiaj możemy odbierać tę scenę jako niemal romantyczną pocztówkę, ale dla współczesnych Rodinowi widzów kontekst Paolo i Franceski był znacznie bardziej istotny. To nie była po prostu historia niewinnej miłości. Była to historia namiętności, zdrady i śmierci.
Dante zresztą przedstawia Paolo i Franceskę jako postacie, które nadal są związane emocjonalnie, mimo że znajdują się w piekle. Ich miłość nie zniknęła razem ze śmiercią. Wręcz przeciwnie – stała się częścią ich wiecznej kary.
Rodin wydobył z tej historii przede wszystkim moment bliskości, całkowicie pomijając późniejszą tragedię.
Dlatego „Pocałunek” może być oglądany na dwa sposoby. Możemy widzieć w nim szczęśliwy moment zakochanych albo świadomość, że oglądamy chwilę, która poprzedza katastrofę. Właśnie ta druga interpretacja dodaje dziełu pewnej melancholii.
Jeżeli pamiętamy historię Paolo i Franceski, pocałunek przestaje być tylko romantyczny.
Staje się ostatnią chwilą szczęścia.
To trochę tak, jakby Rodin zatrzymał czas dokładnie przed momentem, w którym wszystko się kończy.
Ale dzieło zyskało również życie niezależne od Dantego. Z czasem „Pocałunek” zaczął funkcjonować jako uniwersalny symbol miłości. W XX i XXI wieku był reprodukowany niezliczoną ilość razy. Pojawiał się w książkach, albumach, na plakatach i w kulturze popularnej. Stał się jednym z tych dzieł, które nawet osoby niezainteresowane historią sztuki często potrafią rozpoznać.
To interesujące, bo niewiele osób, widząc dziś „Pocałunek”, myśli o „Boskiej komedii”.
Rzeźba oderwała się od swojego pierwotnego kontekstu.
Stała się po prostu „Pocałunkiem”.
I może właśnie dlatego tak dobrze się starzeje.
Nie trzeba znać historii XIX-wiecznej Francji. Nie trzeba znać Rodina. Nie trzeba nawet znać Dantego. Wystarczy zobaczyć dwoje ludzi, którzy są ze sobą tak blisko, że cały świat wokół nich przestaje mieć znaczenie.
To bardzo uniwersalne.
Jednocześnie dzieło nie jest idealnie romantyczne. Widać w nim coś niepokojącego. Ciała są mocno splecione, a ich pozycja jest niezwykle intensywna. To nie jest delikatny pocałunek dwóch osób stojących obok siebie. To niemal całkowite zatracenie się jednej osoby w drugiej.
I właśnie dlatego można odczytywać tę rzeźbę również jako przedstawienie pożądania.
Rodin nie oddziela miłości od cielesności. Nie próbuje udawać, że uczucie jest wyłącznie czymś duchowym. Człowiek kocha jednocześnie emocjami i ciałem. W „Pocałunku” jedno i drugie zostało połączone.
To zresztą bardzo charakterystyczne dla Rodina. Interesował go człowiek jako całość – nie tylko idealna powierzchnia ciała, ale także jego emocje, napięcia i sprzeczności.
Dlatego jego postacie często nie wyglądają jak spokojne antyczne posągi. Mają w sobie pewną nerwowość. Czasami wyglądają, jakby dopiero co się poruszyły. Czasami sprawiają wrażenie, jakby były pogrążone w myślach. Czasami ich ciała są wygięte w sposób, który podkreśla emocje bardziej niż anatomiczną poprawność.
Rodin nie chciał, żeby człowiek był doskonałą figurą geometryczną.
Chciał, żeby był żywy.
W tym sensie „Pocałunek” można potraktować jako przeciwieństwo „Dawida” Michała Anioła. Dawid jest symbolem siły, koncentracji i indywidualności. Stoi samotnie. Cała uwaga skupia się na nim. „Pocałunek” natomiast pokazuje, że człowiek może być najpełniej przedstawiony właśnie w relacji z drugim człowiekiem.
Dawid patrzy na swojego przeciwnika.
Paolo i Francesca patrzą na siebie.
Dawid przygotowuje się do działania.
Paolo i Francesca na chwilę zapominają o całym świecie.
Dawid jest napięciem przed walką.
„Pocałunek” jest napięciem przed czymś zupełnie innym – emocjonalnym zatraceniem.
A jednak obie rzeźby mają coś wspólnego: żadna nie pokazuje zakończenia historii. Michał Anioł zatrzymuje Dawida przed walką. Rodin zatrzymuje kochanków w jednym momencie ich relacji.
W obu przypadkach widz musi dopowiedzieć resztę.
Może właśnie dlatego rzeźba tak dobrze nadaje się do przedstawiania emocji. Obraz może pokazać bardzo konkretną chwilę, ale rzeźba daje nam możliwość niemal fizycznego odczuwania relacji pomiędzy postaciami. Możemy zobaczyć, gdzie znajduje się dłoń, jak układa się ramię, jak jedna osoba opiera ciężar na drugiej. Kontakt staje się częścią samej konstrukcji dzieła.
„Pocałunek” jest więc nie tylko przedstawieniem dwóch ludzi.
Jest przedstawieniem odległości między ludźmi, która właśnie przestała istnieć.
I być może właśnie dlatego ta rzeźba przetrwała jako symbol miłości. Nie dlatego, że Rodin stworzył najpiękniejsze dwa ciała, jakie można sobie wyobrazić. Nie dlatego, że wykorzystał antyczny ideał proporcji. Tylko dlatego, że uchwycił coś, co każdy człowiek może zrozumieć niezależnie od epoki: moment, w którym obecność drugiej osoby staje się ważniejsza niż wszystko, co znajduje się dookoła.
Kamień pozostaje nieruchomy.
Kochankowie jednak wyglądają tak, jakby świat wokół nich właśnie przestał istnieć.
I chyba właśnie w tym tkwi największa siła „Pocałunku” Rodina – rzeźbiarz nie wyrzeźbił samego uczucia, lecz sprawił, że uczucie stało się widoczne poprzez ciało.

Do Oczy przestan mi spamowac w tematach !
Jest dość rozwojowo
Jak nic
Do Oczy przestan mi spamowac w tematach !
Ja nie spamuje.
Julia life in UK napisał/a:Do Oczy przestan mi spamowac w tematach !
Ja nie spamuje.
Nie klam bezczelnie !
Mam tylko psychoterapie w leczeniu depresji. Nie biore żadnych lekow na depresje... pustka w moim zyciu sprawia,że życie moje jest bezcelowe. A ja potrzebuje mieć różne cele w życiu,bo one daja mi sens w życiu