No tak chce mu tylko pomóc bo wiem ,ze facet potrzebuje tego zeby ktoś mu pomógł sie ogarnać. Nic juz do niego nie czuje moze tylko zwykły sentyment jak to do pierwszej miłości. I w sumie z chęcia też sie wygadam komuś kto mnie dobrze zna ![]()
Tylko nie wiem jak to mu powiedziec wprost przed spotkaniem zaznaczyc ,ze spotkamy się tylko jako znajomi i zeby sie nie dostawiał przecież to głupie
a wole uniknąc sytuacji ,ze jak pójdziemy dajmy to na piwo pogadac będzie mi sypał komplementami tak jak to bylo podczas rozmowy tylko pogadamy jak zwykli kumple. Nie wiem czy takie cos jest możliwe z eks.
4,616 2014-09-01 01:47:13
4,617 2014-09-01 01:51:49
No tak chce mu tylko pomóc bo wiem ,ze facet potrzebuje tego zeby ktoś mu pomógł sie ogarnać. Nic juz do niego nie czuje moze tylko zwykły sentyment jak to do pierwszej miłości. I w sumie z chęcia też sie wygadam komuś kto mnie dobrze zna
Tylko nie wiem jak to mu powiedziec wprost przed spotkaniem zaznaczyc ,ze spotkamy się tylko jako znajomi i zeby sie nie dostawiał przecież to głupiea wole uniknąc sytuacji ,ze jak pójdziemy dajmy to na piwo pogadac będzie mi sypał komplementami tak jak to bylo podczas rozmowy tylko pogadamy jak zwykli kumple. Nie wiem czy takie cos jest możliwe z eks.
Naprawdę on nie ma innych koleżanek/znajomych do pogadania?
Powiem Ci jedno: jeśli ex (facet) proponuje "koleżeńskie spotkanie" swojej byłej, a wcześniej nie rozmawiali, nie spotykali się od długiego czasu to szanse, że chce ot tak się wyżalić, pogadać to 0,00000001 ![]()
My mamy trochę inaczej, zresztą sama intuicyjnie czujesz co się święci.
Moim zdaniem zrobi się z tego niepotrzebny kłopot. Niech chłopak wyśle Ci maila i mu doradzisz -szybciej i taniej ![]()
4,618 2014-09-01 02:09:02
Wiem co się swięci po rozmowie facet się zbytnio przymilał pisząc jaki to byl głupi kiedys i jak sie zminił , mimo ,ze chciałam tylko pogadac no chyba,ze przesadzam
. Dam sobie spokój jednak na pewno. Ale z drugiej strony czasem fajnie sie spotkac z eks i pogadac co u siebie słychac po tylu latach szkoda ,że mężczyźni nie maja tak jak my.
4,619 2014-09-01 02:12:52 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-01 02:18:30)
Szajse. Serio to tak wygląda? Mam deja vu. Zapominamy? Nie da się. Jeśli pytasz to ja sobie przypominam. Fakt, stoje w miejscu jeśli chodzi o nią (pamiętasz jak mowilem, ze całe życie tak będzie? realizuje plan!). Czemu tak robie? Bo tak mi jest wygodnie. Bo nie uwłacza mi to.
A miejsce może jest, może nie ma. Nie zaprzatam sobie tym głowy, bo mam poważniejsze problemy (ciagle pisalem - brak ręki, choć nie dosłownie). I nie przecze, że kilka kobiet sie przewinęło przez ten czas, ale albo miały gorsze cechy, albo były podobne do tych co poznałem przed nią. To musi rodzić w jakiś sposob idealizacje, bo jednak wzbudziła najwięcej emocji, połączenia, fal i innych podpierdółek. Nie moge o niej sie totalnie dobrze wypowiadać bo to wszystko nieprawda. Ale logicznie wiem, że gdyby była prawda to byłoby dobrze do dziś. Gdyby. I może święcie wierzyła w to, może nie. To też nie ma znaczenia. Ciesze sie bardzo, że mogła moim kosztem zmądrzeć robiąc ze mnie "przystanek życiowy". Jest jak jest i nic lepszego sie nie spotkało. Proste, klarowne i jasne. Dla mnie to ja jestem wyleczony. Równie dobrze tak samo mógłbym sie wypowiadać o czymś innym co mi się podoba i jest prawdziwe. Wiem gdzie jest błąd, był błąd i będzie błąd. Nie zakłamujmy rzeczywistości, to nie było byle jakie, więc byle jak nie moge sie wypowiadać o tym. Nie rozumiem. Czy jeśli jedną osobę pamięta sie dobrze, to czy to z automatu zabiera pole nowej? Wg mnie nie.
Może rzeczywiscie było dużo takich sprzeczności. Szkoda, że ich nie widziałem. Teraz to ciezko sobie przypomnieć, bo jednak najbardziej pamięta sie rozstanie.
A czyny były za słowami, tylko krótko, pozniej od razu gilotyna uczuć...
szkoda ,że mężczyźni nie maja tak jak my.
A co to, nie ma kobiet które chcą wrócić? Jak nie mają wyboru i zachowały jakieś dobre wspomnienia? Z resztą ważne jest zawsze kto zerwał, z jakiego powodu, ile minęło i jaką ma motywacje dziś.
4,620 2014-09-01 02:24:34
Pewnie są, ale jednak prawda jest taka, ze kazdy mężczyzna prędzej czy później się odezwie nawet jak to on zerwał albo został porzucony A kobiety są bardziej wyniosłe i godnośc im nie pozwala odezwac się pierwszej. W zyciu bym sie pierwsza do mężczyzny nie odezwała po tak długim czasie,a jednak mężczyźni szybciej zapominają o bólu.
4,621 2014-09-01 02:25:55
Fakt, stoje w miejscu jeśli chodzi o nią (pamiętasz jak mówilem, ze całe życie tak będzie? realizuje plan!). Czemu tak robię? Bo tak mi jest wygodnie. Bo nie uwłacza mi to.O ile stanie w miejscu uczuciowo może być dla kogokolwiek wygodne, to OK.
Wiesz, mnie nie chodzi o to żebyś na siłę przekłamywał jej obraz w swojej głowie, tylko żebyś ze wspomnień nie robił teraźniejszości, a tak to działa dopóki ona wzbudza w Tobie jakiekolwiek intensywniejsze niż obojętność emocje.
Zauważ, że wrócił żal i złość - to silne emocje.
To oczywiste, że jeszcze długo (a być może do końca życia) zachowasz wspomnienie o niej i w tym nie ma nic złego.
Byle nie powodowały ciągle rozpamiętywania i analizowania, w takiej czy innej formie, osądzania jej itp.
Życie to ciągłe zmiany, jeśli nie jesteś na nie gotowy to będziesz obawiał się każdego kolejnego związku, bo: a) albo nie będzie taki sam jotka w jotkę jak z eks. b) albo będziesz bał się powtórki z rozrywki
Żyj!
4,622 2014-09-01 02:48:06 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-01 02:58:11)
A jak osądzam dwie ex w tył to co to znaczy?
Mysle, ze to nie wpływa za bardzo na rzeczywistość - oprocz tego, by uniknąć tej samej powtórki. Ale rzeczywiscie, jesli nic nie zmienimy to i zycie sie nie zmieni, to i relacje sie nie zmienią. Przede wszystkim zmieniłem postrzeganie wielu spraw. Ja CHCE powtórki, ale z pozytywnym zakonczeniem! Gdzie nie ma "ona nie znała siebie", tylko na odwrót. Znała i dokonała.
Pewnie są, ale jednak prawda jest taka, ze kazdy mężczyzna prędzej czy później się odezwie nawet jak to on zerwał albo został porzucony A kobiety są bardziej wyniosłe i godnośc im nie pozwala odezwac się pierwszej. W zyciu bym sie pierwsza do mężczyzny nie odezwała po tak długim czasie,a jednak mężczyźni szybciej zapominają o bólu.
Patrzysz przez pryzmat siebie, czy exów. Mysle, ze nie jest to tak łatwo rozdzielić. No ale jesli mowisz, ze babki są wyniosłe, próżne, nie wracają, ego lata wysoko to ma jaja chłopak by napisać i jeszcze sie łasić. Ja nie byłem nigdy w takiej sytuacji, więc nie wiem. Do mnie ex chciała wrócić to wróciła po pewnych zmianach. Innej za to szans nie dałem... i pojawiła się ta. A czy mezczyzna szybciej zapomina o bólu? Statystyki mowia cos innego. Jak mezczyzne sie złamie to bardzo trudno odbudować. Wiecej popełniamy samobójstw z miłości. Choc prawdopodobnie totalnie męski umysł jest nastawiony wyłącznie na działanie, a nie analizowanie/rozmyślanie/rozpamiętywanie i sterte uczuć z tym związanych.
I co to za godnosc, kiedy Ty zrywasz?
4,623 2014-09-01 11:02:32
I tu się z Tobą w 100% zgodzę, że jedyne co, to ta pustka, którą odczuwam, że nie mam do kogo się z uczuciami przytulić, wyjść do kina, do restauracji, spędzić cudowny wieczór patrząć w gwiazdy, czy coś w ten deseń.
Z tym się zgodzę. Dla mnie też najgorsza jest ta pustka. Mieszkałem z dziewczyną 1,5 roku a tu nagle wracam do pustego mieszkania. Codziennie jakoś czas był zapełniony. Czy ze znajomymi czy z nią. Teraz niestety gorzej z tym.
Dochodzę do wniosków, że faktycznie głownie chodzi o pustkę. Jeszcze w trakcie związku wielokrotnie się zastanawiałem czy wcześniej go nie zakończyć. Czy to na pewno jest ta osoba. Oczywiście kochałem ją, ale pewnie trochę też z wygody i przyzwyczajenia tego wcześniej nie zakończyłem.
Generalnie odnośnie wniosków to nie jest tak, że ich nie wyciągam. Wręcz przeciwnie uważam, że sporo się nauczyłem, sporo przemyślałem i wyszedłem z tego związku z bagażem doświadczeń i przemyśleń.
Zdaję sobie sprawę z tego, że najlepszą metodą jest odcięcie się. Brak kontaktu. Zawsze po jakiejkolwiek próbie kontaktu lub dowiedzenia się czegoś o Ex to potem muszę odchorować. Gdy nie ma kontaktu to się całkiem dobrze trzymam.
4,624 2014-09-01 11:13:13
Tak od siebie dodam że ja Marka rozumiem bo łatwo rozstać się z toksykiem (Życzliwy) czy przeciętniakiem, z kimś wyjątkowym duuużo trudniej.
Ja nie uważam, że moja Ex była wyjątkowa. Było mi z nią dobrze. Cały czas mieliśmy o czym rozmawiać, fizycznie też mi się podobała, lubiła bardzo sex, była inteligentna. Ale zdaję sobie sprawę, że następna też taka będzie. Też będzie o mnie dbała, też będzie się starała itp. Normalna kolej rzeczy.
4,625 2014-09-01 11:15:38
No tak, każda w której sie jest zakochanym to ta jedyna, cudowna i wyjątkowa. A jak ładnie kopie po dupie to juz nieważne. Głowa niezaleczona ani troche
Dokładnie tak. Też kiedyś myślałem, że jak się rozstaniemy to od czasu do czasu będzie można normalnie pogadać. Oczywiście jak już emocje i uczucie opadnie. A tu się okazuje zupełnie inaczej. Nagle jestem ten najgorszy i nawet swoich zobowiązań Ex nie chce spłacić. Czy tak robi ideał ![]()
4,626 2014-09-01 12:12:57
Dzisiaj zrobiłem mały krok w kierunku wyleczenia się. Usunąłem moją Ex ze znajomych na FB. Przynajmniej nie będę jej obserwował.
4,627 2014-09-01 12:14:24 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-09-01 12:23:08)
thepass napisał/a:No tak, każda w której sie jest zakochanym to ta jedyna, cudowna i wyjątkowa. A jak ładnie kopie po dupie to juz nieważne. Głowa niezaleczona ani troche
Dokładnie tak. Też kiedyś myślałem, że jak się rozstaniemy to od czasu do czasu będzie można normalnie pogadać. Oczywiście jak już emocje i uczucie opadnie. A tu się okazuje zupełnie inaczej. Nagle jestem ten najgorszy i nawet swoich zobowiązań Ex nie chce spłacić. Czy tak robi ideał
Tak to czytam i nie żałuje ze nie pożyczyłam ex'owi kwoty na parę tysięcy, powiedziałam mu kiedyś jeżeli chce takie pieniądze pożyczyć to jedynie na weksel, oczywiście padło to pół żartem pól serio, nie chciał powiedzieć na co mu taka kwota była potrzebna i też były to początki Naszego związku. Wypominał mi to kolejny rok, że mu nie zaufałam, też miałam wyrzuty. Z perspektywy czasu patrząc, człowiek ma prawo chronić swój interes. Po zerwaniu miał u mnie mały dług, oddał z 3 miesięcznym opóźnieniem, no ale oddał.
4,628 2014-09-01 12:16:17
marek: Nie jestem administratorem wprawdzie, ale edytuj swoje posty, bo zaczynają przypominać wypowiedzi na czacie..źle się to czyta.
Trochę więcej merytoryki, mniej wypowiedzi typu: "Mój ukochany dzienniczku." ![]()
4,629 2014-09-01 12:47:24
Moja propozycja nie czytaj, bez obrazy. Jeśli to kolesiowi pomaga to co za problem przewinąć stronę ?
4,630 2014-09-01 13:01:38
Moja propozycja nie czytaj, bez obrazy. Jeśli to kolesiowi pomaga to co za problem przewinąć stronę ?
Nie chodzi o to, że to jest problem, tylko po co psuć coś co fajnie funkcjonowało do tej pory i pomimo dużej ilości stron było merytoryczne i w miarę przejrzyste.
Weź pod uwagę, że wielu ludzi na Forum jednak szuka pomocy i ciężko będzie się przedrzeć przez dodatkowe 300 stron natrzaskanych takimi postami-gniotami, które nic nie wnoszą poza "No hejka..dziś pomyślałem o eks 2 razy w ciągu godziny. No to hejka
"
To trochę jak wejść komuś do pokoju, zesrać się na środku i mieć pretensje, czemu ten ktoś po prostu nie wyjdzie z pokoju jak mu śmierdzi albo sobie nosa nie zatka..
Trochę ogarnięcia..
4,631 2014-09-01 13:59:26
Heheheheh, co to za kabaret wieczorowa porą? "Wyjątkowe eksy" dobre
Jeszcze Jacka84 tu brakuje, jego to już była wyjątkowa do kwadratu
(Wybacz Jacku, ale czytałam Twoja historię..klasyka gatunku)
Hehehe, czuję się wywołany do tablicy
Pora na mnie aby trochę się przed Wami otworzyć po tych kilku dniach. Dupowato trochę ale co mam zrobić.
4,632 2014-09-01 14:02:56
phaya79 napisał/a:Moja propozycja nie czytaj, bez obrazy. Jeśli to kolesiowi pomaga to co za problem przewinąć stronę ?
Nie chodzi o to, że to jest problem, tylko po co psuć coś co fajnie funkcjonowało do tej pory i pomimo dużej ilości stron było merytoryczne i w miarę przejrzyste.
Weź pod uwagę, że wielu ludzi na Forum jednak szuka pomocy i ciężko będzie się przedrzeć przez dodatkowe 300 stron natrzaskanych takimi postami-gniotami, które nic nie wnoszą poza "No hejka..dziś pomyślałem o eks 2 razy w ciągu godziny. No to hejka"
To trochę jak wejść komuś do pokoju, zesrać się na środku i mieć pretensje, czemu ten ktoś po prostu nie wyjdzie z pokoju jak mu śmierdzi albo sobie nosa nie zatka..
Trochę ogarnięcia..
Traktuje trochę ten wątek jak hydepark, może mój błąd. Merytorycznie czasem tu jest, a czasem nie;)
Oprócz tego, że ludzie szukają tu pomocy(jestem jednym z nich) muszą nakreślić swój problem, nie tylko przez konkrety, bo czasami ciężko jest je dostrzec, czasami jednak jak ktoś po raz kolejny zauważy jeju co ja pisałem jak się zachowywałem?To może do konstruktywnych wniosków dojdzie.
Zwróciłaś uwagę co ci się nie podoba , daje konkretne rozwiązanie, nie musisz z niego korzystać. Nie ma tu pretensji
Przesadziłaś z tym porównaniem:) Ja jak mi coś śmierdzi w tramwaju, zatykam nos lub wychodzę, to wspólny tramwaj, nie powinno w nim śmierdzieć, ale życie to nie fiołki:D. Inna sprawa jeśli zesrał by się specjalnie
Podobają mi się konkretne kobiety, z dużym doświadczeniem emocjonalnym jak Ty , z chęcią czytam twoje posty
Wracając do konkretów- większość wątków kończy się konkluzją, jest źle trzeba się rozstać, gdzieś został popełniony błąd, nie da się go naprawić. Zrobić miejsce na nową miłość i dać sobie szansę na nowe życie. Gdyby to było proste , podejrzewam, że nie było by tylu wątków.
4,633 2014-09-01 14:15:15
Phaya79: Nikt nie mówi, że to jest proste i w tym -nieco przewrotnie - tkwi właśnie cały urok dojrzewania ![]()
Ja wiem czym jest potrzeba wsparcia i myślę, że całkiem nieźle się sprawdzam na tym polu, ale to nie to samo co potrzeba pojojczenia, pucowania pomnika eksa czy szukania pretekstu by o nim jeszcze chwilkę pomyśleć, czyli kolejna dawka 'haju'. Doskonale odróżniam te potrzeby i myślę, że nie ma powodu by smyrać wtedy za uszkiem, lepszy jest liść odmulający, na co sobie od czasu do czasu pozwalam ![]()
Jacku84: Ale czy sprawozdanie będzie wierszem czy coś mniej wyszukanego? Bo nie wiem jak się ubrać do odczytu
Jedziesz..
4,634 2014-09-01 14:22:59 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-09-01 14:23:43)
Dorzucę swój mało konstruktywny post, żałuje ze nie muszę już szorować żadnego z pomników, bo było zabawnie, tragicznie i konstruktywnie, podobał mi się ten wątek. Również wrzucałam swoje emocje na to forum i to pomagało. Zastanawiam się co by znowu jakoś nie zgrzeszyć by mieć o czym pisać, na horyzoncie może się coś pojawia, tylko nie ma tego "go for it". Zostawiam pole dla Jacka, przygotuję sobie też coś do zjedzenia
.
4,635 2014-09-01 14:35:25
Ee88, Elle88, Elle88 tak mi się Was dobrze czyta ale wchodzicie razem z thepassm dla mnie na wyższy level intelektu. Jak dla mnie trochę włącza się u Was filozofowanie i takie mocne intelektualne zagłębianie w problematykę. Dobrze się czyta ale po kilku takich postach mam dżihad we łbie ( kiełbie we łbie
. Ale żeby nie było ja to wszystko rozumiem i dociera to do mnie ale dużo książek chyba poczytaliście:) Zapewne czuję się lekko ubogi intelektualnie i się czepiam
No to tak. Pisałem Wam, że ona sobie nie radzi, pije, imprezuje. Napisała mi nawet, że nie jest moją sprawą jak ona sobie radzi z sytuacją. Znajomi ją lekko olewają, ona ich olewa, ma nowych, z którymi spędza czas itp. itd. Mi brakuje do prawdziwego mężczyzny, ranię ją, ona mnie uratowała. To już wiecie. Ale mam jakąś satysfakcję, że u niej nie jest za dobrze. Naprawdę jest to satysfakcja. Psycholog, powiedziała mi, że to co czuję nie mogę blokować. Satysfakcja nie jest niczym złym.
W sobotę byli u mnie kumple, poszliśmy na miasto. Wódeczka, gadka, szmatka i jakoś poszło. Pojawiła się łza, no może dwie ale przed kumplami wstydu nie ma. Wiem, że drzemią we mnie uczucia, które jeszcze nie ostygły. Oczywiście mowa o tych pozytywnych do niej. Natomiast jak sobie pomyślę ile złego od niej otrzymałem i ile bólu po drodze było to aż się dziwię, że nie mam jakichś wrzodów. Chociaż kto to wie:) Ale ja się bałem w tym związku, żeby czegoś nie od.ebać, żeby być miłym, dobrym, nie kłócić się, przestać być zazdrosnym. Ale gówno, jawnie wzbudzała tą zazdrość i mnie niszczyła. A ja jak ten ciul brnąłem do tego ślubu, żeby mieć żonę, którą tak sobie ukochałem i rodzinę. Nawet później jej napisałem, że dziękuję, że mnie zostawiła tylko szkoda, że tak późno, że byłem jak ta cipa, która powinna dawno ją kopnąć w dupę. Jak zwykle jeszcze nerwy biorą górę i złość. Natomiast wiem, że nie mogę tego tłumić. Dzisiaj byłbym mężem. Jestem singlem. Miało być tak pięknie ale to było moje wyobrażenie, mój plan, moje dążenie. Jej ponoć też, tak do marca. Potem była tylko szpila za każdym razem w serce aż do maja. Nie liczyłem się kompletnie dla niej. I wszyscy macie rację o wyobrażeniach o osobie, którą chcieliśmy aby nasi eksowie byli. Chciałem też żeby była tą, którą poznałem i tą którą ukochałem w 2009-2010,w wakacje 2012 do wakacji 2013. Wtedy było najlepiej. Inne okresy niosły dramaty. Przecież ja bym zginął w tym związku jak ćma w ogniu. Do tego doradzała jej siostra i dwie koleżanki. Wszystkie cztery są same. Księżniczki. Jedna z nich nie była w związku nawet przez rok, bo gra inną osobę, niż tą którą jest. A kiedyś bardziej mi się podobała niż eks.
Tęsknię, boli, myślę ale nie wrócę. Chcę poznać kobietę, która będzie mnie kochała takiego jakim jestem. Wiem tylko, że za dużo siebie nie mogę odkryć. Za dużo siebie dałem a za mało dostałem. Cipa jakich mało:) Napiszę później więcej wynurzeń bo tymi tekstami dzisiaj nie wspiąłem się na wyżyny intelektu
W pracy jestem, w radio grają stare przeboje i nóżka sama chodzi. Heheheh zawsze wyrywałem dziewczyny jako tancerz. Chyba trzeba znowu zacząć:)
Podbudowali mnie kumple przez weekend, żebym spojrzał na siebie, że przecież dziewczyny zawsze na mnie leciały, lubiły ze mną spędzać czas. Nawet ich żony powiedziały, że są pewne, że bez problemu dam sobie radę i na pewno kogoś znajdę. Spotykam się z kobietami. Jest miło, są ciekawe rozmowy ale jednak dalej jakaś blokada się włącza. Może tak jak pisał Życzliwy gdzieś jeszcze coś męczy, mimo, że umysł chce odpuścić. Serce jak zwykle gorące. Sorry za wynurzenie, bo może wydać się lekko niesmaczne ale gdyby ona chciała się ze mną przespać pewnie bym się zgodził. Zgodziłbym się na 100%. Chciałbym ją spotkać gdzieś na ulicy i zobaczyć czy by mnie pociągała, czy chciałbym ją przytulić. To są właśnie te uczucia, które gdzieś tam jeszcze tkwią i siedzą zakorzenione niczym korzeń 100-letniego dębu. Ehh. Do później.
4,636 2014-09-01 14:46:16 Ostatnio edytowany przez marek987 (2014-09-01 14:49:35)
Sorry za wynurzenie, bo może wydać się lekko niesmaczne ale gdyby ona chciała się ze mną przespać pewnie bym się zgodził. Zgodziłbym się na 100%. Chciałbym ją spotkać gdzieś na ulicy i zobaczyć czy by mnie pociągała, czy chciałbym ją przytulić. To są właśnie te uczucia, które gdzieś tam jeszcze tkwią i siedzą zakorzenione niczym korzeń 100-letniego dębu. Ehh. Do później.
To ja Ci powiem. Bez spotykania jej wiadomo, że chciałbyś się przytulić i przespać z nią. Jeszcze się nie wyleczyłeś.
Tylko po co tak się męczyć? Aby mieć to co ja miałem w lipcu? Też do tego dążyłem. I jak się to skończyło wszyscy wiedzą.
Generalnie też zacząłem się z kimś spotykać. Pomału ta relacja się rozwija. Nie chcę jej pchać za szybko do przodu. Podchodzę do tego powoli i z dystansem. Co ma być to będzie. Oczywiście są jakieś porównania do Ex.
Przede wszystkim to chcę mieć pewność, że to nie jest dla mnie tylko "plasterek".
4,637 2014-09-01 15:11:46
U mnie nowe znajomosci zaraz po rozstaniu, wygladaly jak uzupelnienie deficytu emocjnalnego oraz przelanie wszystkich tęsknot na dana osobe. Wiedzialam ze bedzie to niepotrzebny plasterek, moim zdaniem jak zaczynamy cieszyc sie zyciem singla i daje Nam to satysfakcję, jest to dobry moment by wpuścić kogos do swojego zycia. Oczywiscie nie ma co generalizowac, bo Szary Kotek szybko znalazla kogos godnego uwagi po rozstaniu i chyba znajomosc kwitnie :-).
4,638 2014-09-01 16:18:12
Trututu! jestem w krk! także REDKA, ICE i inny którzy mogą doczołgać się do krakowa dawać jakiś termin -na zakrapiane trunkami spotkanie! ![]()
4,639 2014-09-01 19:23:13
o dawno nie byłem w Krakowie, ze 3 lata temu , ale to impra dla młodzieży rozumiem ![]()
4,640 2014-09-01 20:24:31
Phaya79: Nikt nie mówi, że to jest proste i w tym -nieco przewrotnie - tkwi właśnie cały urok dojrzewania
Ja wiem czym jest potrzeba wsparcia i myślę, że całkiem nieźle się sprawdzam na tym polu, ale to nie to samo co potrzeba pojojczenia, pucowania pomnika eksa czy szukania pretekstu by o nim jeszcze chwilkę pomyśleć, czyli kolejna dawka 'haju'. Doskonale odróżniam te potrzeby i myślę, że nie ma powodu by smyrać wtedy za uszkiem, lepszy jest liść odmulający, na co sobie od czasu do czasu pozwalam
Jacku84: Ale czy sprawozdanie będzie wierszem czy coś mniej wyszukanego? Bo nie wiem jak się ubrać do odczytu
![]()
Jedziesz..
Czy Ty się ze mnie naigrywujesz?
Jeśli tak, to ok ![]()
Ja tam zawsze w gaciach chodzę, czy elaborat czy esej czy inne wynurzenia czytam soute ![]()
4,641 2014-09-01 20:25:33
Dorzucę swój mało konstruktywny post, żałuje ze nie muszę już szorować żadnego z pomników, bo było zabawnie, tragicznie i konstruktywnie, podobał mi się ten wątek. Również wrzucałam swoje emocje na to forum i to pomagało. Zastanawiam się co by znowu jakoś nie zgrzeszyć by mieć o czym pisać, na horyzoncie może się coś pojawia, tylko nie ma tego "go for it". Zostawiam pole dla Jacka, przygotuję sobie też coś do zjedzenia
.
Następna !!! Popcorn może jeszcze ![]()
4,642 2014-09-01 20:26:44
Trututu! jestem w krk! także REDKA, ICE i inny którzy mogą doczołgać się do krakowa dawać jakiś termin -na zakrapiane trunkami spotkanie!
Ja przyjadę jakby co. Pisać, wołać, wysłać gołębia pocztowego. Będę ![]()
4,643 2014-09-01 20:27:59
Czy Ty się ze mnie naigrywujesz? big_smile Jeśli tak, to ok big_smile
Ja tam zawsze w gaciach chodzę, czy elaborat czy esej czy inne wynurzenia czytam soute big_smileTylko trochę ![]()
Trzeba spuścić trochę powietrza z tego balona. Z czasem sam będziesz się z tego śmiał, tak jak ja
ha hahahaha <----- o tak
Nie kłamie ![]()
4,644 2014-09-01 20:48:02
Tak trochę na rozluźnienie atmosfery, ciekawa refleksja mnie naszła oglądając wiadomości wieczorne. Mianowicie, do czego prowadzi zawiść, zazdrość, nienawiść i w ogóle wszystko co najgorsze. Przykład, czy swoją kolejną cudowną tezę oprę o polityków tuska i kaczyńskiego. Jeden emituje taką nienawiść wobec drugiego, że to jest aż nieprawdopodobne, wiecznie zazdrosny, źle mu życzy, ażeby to mu się noga powinęła itd, a ten drugi ma to gdzieś. Niedość, że gościu dalej rządzi tym krajem, już ile lat, bo jego partia wygrywa, to jeszcze został teraz kanonizowany na papieża UE. A ten drugi? No właśnie stracił brata, stracił władzę, poparcie, jest obśmiewany przez cały kraj, mimo tego dalej pluje tą swoją nienawiścią niczym wąż jadem i dalej nie potrafi wyciągnąć wniosków, ze swojego postępowania, na którym najbardziej cierpi on.
Tak patrząc w przeszłość, to miałem identyczne nastawienie do eks, za to, że mnie zostawiła itd. Taką nienawiścią do niej plułem, że o dziwo ona zaliczyła wszystkie przedmioty i sesje poprawkową jedną i drugą zdała na luziku, a ja? A ja mam przed sobą sesję tak obfitą, że jeszcze takiej przez te kilka lat studiowania nie miałem. Oczywiście to są teorie, niczym nie poparte, ale jak dla mnie jest to zawsze znak i swego rodzaju potwierdzenie. W momencie kiedy przestałem robić wszystko na pokaz, na złość eks, żeby a to a tamto widziała, wtedy zaczęło się jakoś normalniej. Ostatnią drastyczną akcją było zrobienie na złość eks, zmieniając swoją sylwetkę. Jak to się skończyło? Pobytem w szpitalu, bo w końcowym momencie swojej metamorfozy trafiłem ujmijmy to w złym momencie, w złej sytuacji i do tej pory zmagam się z konsekwencjami tego. Na szczęście los chyba daje mi drugą szansę i jakimś cudem, pomimo tego co mówili lekarze, naprawdę dobrze wszystko się goi i wychodzi na dobre, jednak to dało mi do zrozumienia czym ta nienawiść, złość i w ogóle doprowadza.
Kolejny przykład, to przyjaciółka mojej eks, która mnie sprzedawała, do tego robiła sobie z eks ze mnie pośmiewisko, a w rozmowie ze mną udawała super przyjaciółkę moją. Niedosć, że wszystko wyszło na jaw, to i ona została sama, z tego co wiem to do tej pory cierpi po rozpadzie swojego związku, a to już też sporo czasu minęło. Dlatego czyńmy dobro, a nie zło.
Wydaje mi się, że ta nienawiść jest normalną reakcją i nie można przed nią uciekać. Jedną z faz rozstania jest złość ( nazwijmy to najprościej ). Ty to przechodziłeś a może jeszcze przechodzisz. Ja przechodzę obecnie. Pisałem, że nie dam rady wybaczyć. Jeszcze nie. Za szybko, za dużo tego się nazbierało i nie mogę tego zrobić biorąc pod uwagę co zrobiła i w jaki sposób. C.uj mnie strzela jak sobie pomyślę, że ona nawet ze mną o tym wszystkim nie porozmawiała. Przecież wyjaśnilibyśmy sobie wszystko, nasze żale, nasze bóle i każdy wiedziałby na czym stoi. Ona jest tchórzem. Z każdym facetem kończyła związek jak ze mną. Nie omieszkałem jej wspomnieć, że jest to nienormalne, że ona jedna a 4 facetów, z którymi nie wyszło, bo trzej przede mną ponoć zdradzali ( ciekawe dlaczego? ) a ja za bardzo chciałem. No i szlag jasny trafia, biorąc pod uwagę, że ona się bawi, bo jak to powiedziała "bo może i chce" a ja siedzę w chacie bo nie potrafię wypuścić się w jakieś miejsca bo praktycznie wszędzie byliśmy i są wspomnienia. Ona potrafi iść do naszego lokalu, ba kilka dni po rozstaniu już tam była. Ile tam jest wspomnień to sobie nie wyobrażacie, nawet były tam tzw. "Oskary" i wygraliśmy w kwietniu w kategorii złoto para. Ja pie.dolę. Sorry za wulgarność ale jak zwykle mną trzepie. WYRACHOWANA, BEZWZGLĘDNE, BEZDUSZNA istota. Co mogę o niej powiedzieć? I powiem Ci Życiu że chciałbym jej udowodnić, że daję sobie świetnie radę i zgrywać figo fago, przyjść tam kiedyś z jakąś fajną dziewczyną, odpierdzielić się w koszulę od niej i udowodnić, że jest good. Mam tą myśl we łbie cały czas, ale z drugiej strony po co mam to robić dla niej? Przecież to ona mnie zostawiła, ona tego chciała a w związku z tym stałem się jej obojętny, to po co miałbym jej coś udowadniać. Z drugiej strony wiem, że jak wypiję ze dwie, trzy szklaneczki whiskey to pewnie się odważę. Facet jest jednak durny. I Ty zmieniałeś na złość jej swoją sylwetkę, Twoi kumple gloryfikowali Twoją atrakcyjność wśród kobiet przed jej przyjaciółkami ale wiedziałeś jaka jest prawda. Takie lekkie shame się wkradło ale wydaje mi się to taką normalną reakcją. I czy to 21-latek, czy 30-latek podejście jest takie same. SAMIEC. Jeden stroszy pióra, drugiemu nabrzmiewa gardło, trzeciemu grzywa się jeży a nam nabrzmiewa klata
Trochę się "zezwierzęcamy". Czy je to nie interesuje. Nie wiem. Wydaje mi się, że kiedy się zobaczy byłą, byłego wracają jednak wspomnienia. Ja tej swojej nie rozumiem, jak może się bawić tam gdzie często razem przebywaliśmy i często imprezowaliśmy. Ja chcę jakoś normalniej funkcjonować. Nawet jak patrzę obecnie na jej zdjęcie to wzbudza we mnie obrzydzenie. Jak sobie pomyślę, że ktoś mógł ją już chędożyć to aż mnie ciary przechodzą. No ale czemu mam się dziwić. W końcu i ja pociupciam to i ona będzie. Normalka.
4,645 2014-09-01 20:52:51 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-09-01 21:03:49)
thepass Elle88 skończyłem niedawno 22 lata, haha ![]()
Zgodzę się z Tobą, że gdzieś tam wybijam się z tym doświadczeniem i przemysleniami ponad innymi znajomymi, dzięki czemu łatwiej mi jest coś pojąć, jednakże ciężej komuś to wytłumaczyć, zazwyczaj jest zbyt duża przepaść zrozumienia, a szkoda, bo wielu znajomym chciałbym pomóc, żyją w jakiejś klatce i nie widzą co się dzieje wokół nich, no cóż.
Powoli odchodzę, nie rozkminiam czemu tak a nie inaczej postąpiła, po prostu niektórzy ludzie niedojrzeli do pewnych rzeczy w życiu. Ogólnie tak patrząc coraz bardziej na to co było, dzisiaj kolejną ofertę pracy dostałem w zawodzie, a jeszcze studiów nie skończyłem, także poezja. To widzę, że moja eks w jakimś stopniu mi podcinała skrzydła, chciała żebym po studiach wrócił z nią do miasta rodzinnego, ja nie chciałem i nie chcę, bo praca i życie tutaj, nie jest szczytem moich ambicji. Gdybym dalej bym z nią to wiem, że o żadnym wyjeździe za granicę nie miałbym co myśleć, w sumie kiedyś dużo z nią na ten temat rozmawiałem i mówiła stanowcze NIE. Także, uważam, ze nic nie dzieje się bez przyczyny, widocznie gdzieś tam pisanie mi jest naprawdę coś fantastycznego, rozwój kariery taki o którym marzyłem całe życie, być może ktoś tam u góry widział jak bardzo to się gryzie, mój związek, z moimi marzeniami i najwyraźniej wybrane dla mnie były marzenia, aniżeli związek z tą kobietą.
Tak, mam 22 lata i wiedzę jak 40 latek, ale problem w tym, że z moimi rówieśnikami nie mogę pogadać, podyskutować sensownie na te tematy, bo zwyczajnie oni są gdzie indziej, a jak próbuję nawiązywać kontakt z ludźmi, a raczej kobietami 30+, to z góry zakładają, że jestem gówniarzem i takim nastawieniem odpychają mnie od siebie, a ja nie mam zamiaru komuś się narzucać, czy w dupę wchodzić, dlatego chyba dalej jestem na tym forum, bo tylko tutaj mogę pogadać "na poziomie". Podejrzewam, że znajdę w końcu kogoś, w moim wieku, kto przeżył coś podobnego, widać, ze takie osoby istnieją, szarykotek asanas kobitki prawie mój wiek, a to samo zdanie praktycznie mają na "ten" temat.
thepass zmęczyć to się można ubijając śmietanę pod kołdrą wieczorem, a nie wprowadzając swoje doświadczenia do życia. Ja nie mam zamiaru i ochoty wracać do tego stanu w jakim byłem i być tym człowiekiem jakim byłem, bez szacunku do samego siebie chociażby, bo głównie to ja i moja reputacja w moich własnych oczach upadła, ale starałem się sypać piasek do oczu mówiąc, ze nic nie widzę co się dzieje, zwyczajnie nie chciałem widzieć jak bardzo daje dupy i jestem dymany.
Podejrzewam, że do wylotu z tego stanu brakuje mi tylko pełnego uwolnienia się od eks, a patrząc z miesiąca na miesiąc czuję się jeszcze mądrzejszy i jeszcze bardziej uwalniam się od eks, pomimo tych jednorazowych upadków, które padają raz na jakiś czas, ale to chyba taka kolej rzeczy, że występują, ale są coraz rzadsze, nie wiem.
marek987 napisz sobie to na kartce i złóż podpis, jaka Twoja eks była cudowna i ze wszystkich eksów, jakich poznałeś z opowieści na tym forum, była najcudowniejsza, a później za pół roku, rok zobacz co napisałeś i co podpisałeś, uznasz, że byłeś idiotą w tamtym momencie ![]()
Mi pomogło w dużej mierze zrobienie sobie plusów i minusów mojej eks, o dziwo stosunek minusów do plusów był 10:1, na korzyść minusów, co mnie zdziwiło, bo przecież tak bardzo tęskniłem, finał finałów okazała się, że nie tęsknie za miłością, wspomnieniami, za nią, tylko za tym wypełniaczem pustki, którą teraz mam. Z czasem nauczyłem się żyć z tą pustką i zobaczyłem, że aż tak źle nie jest, zacząłem kochać siebie i poświęcać ten czas, który poświęcałem komu innemu, właśnie sobie, spełniałem swoje zachcianki, zabierałem sam siebie w różne fajne miejsca, może głupio to brzmi, ale to mi pokazało, że też jestem ważny. Nie, nie przerodziło się to w narcyzm żaden, choć strasznie się bałem i dlatego nie chciałem nic robić dla siebie, wolałem leżeć cały dzień i patrzeć w sufit myśląc o eks (co za debil ...).
Jeżeli uważasz, ze łatwiej rozstać się z kimś wyjątkowym niż toksykiem, to widać, że toksyka nigdy w życiu nie miałeś, który by Ciebie od siebie uzależnił. Czemu częściej dziewczyny tęsknią za gnojami, a nie dobrymi chłopakami? Ano chociażby dlatego, że wymuszają na nich staranie się, dostarczają im w cholere negatywnych emocji, a my-ludzie, większe emocje odczuwamy przy porażkach niż przy zwycięstwach. To samo tyczy się ludzi toksycznych, moja eks wymuszała na mnie wychodzenie z siebie pod względem starania się, pomimo tego, że z natury byłem taki, że chciałem dla niej zebrać wszystkie gwiazdki z nieba, to ona twierdziła, że to za mało, w ten sposób zrywając ze mną doszedłem do wniosku, że jestem bardzo do dupy, jak zobaczyłem dla kogo mnie rzuciła, to już w ogóle moja samoocena upadła tak nisko, że aż nie sposób wyrazić tego słowami. W końcu zdałem sobie sprawę, że tej kluczowej winy nie było we mnie, tylko w tym, że mojej eks w dupie się poprzewracało. Taka to już natura niektórych ludzi, że jak jest dobrze to chcą lepiej i więcej i więcej, nadgorliwi, a później dostają gówno i wielce są załamani, BO DLACZEGO LOS ICH TAK POKARAŁ?! Jak wygrywam 100 zł na automacie, to nie gram dalej, bo wiem, ze przepieprze, nie ma co ryzykować, skoro za 100 zł będę miał mega imprezę, pomimo tego, że mająć świadomość wygrania 200 zł i zrobienia podwójnej imprezy, to wolę zostać przy 100 zł i też się dobrze bawić, ale to już chyba zależy od człowieka. Dlatego, ja mojej byłej nie zamieniałem na nic innego, choć kręciły się wokół mnie dziewczyny, które reprezentowały coś lepszego, prawdopodobnie nie tylko na początku, ale i przez cały związek byłoby lepiej, ale nie "brałem" tego, bo miałem swoje, z czym było mi dobrze. Teraz widzę, jak głupi byłem, ale grunt, że dojrzałem. Dla mnie seks raz na 1,5-2 miesiące to była rzecz normalna, teraz jak słyszę, od znajomych, że raz na tydzień to już jest tak niehalo trochę, no to ...
thepass nie chcę Ciebie opisywać, bo być może się mylę, ale mam wrażenie, że u Cieibe jest ten sam problem co i u mnie, masz wiedzę ponad przeciętną z gatunku "czego chcę w związku", ale spotykasz kobiety, które albo tego nie doceniają, choć wychodzę z założenia, że nie poświęcasz takim czasu w przeciwieństwie do mnie, bo zwyczajnie strata czasu. A więc spotykasz kobiety, którym trybi coś w głowie, lampka się pali, chcesz je nakierować na swój tok rozumowania i sobie "wychować" na swoją metodę, bo przecież nie wyrządzisz jej w ten sposób krzywdy, a pokażesz jej jak można stworzyć zdrowy związek i to jeszcze na twoich regułach, tak aby wilk był syty i owca cała. Niestety, problem w tym, ze one się tego boją, albo znięchęcają, whatever, koniec końców wszystko pieprzy się na relacji bajery już. Poza tym, jest dalej misja, że skoro zdobyłeś już taką cudownie wielką wiedzę (bo to jest coś fantastycznego mieć taki łeb), to chcesz to wprowadzić na swoim poprzednim związku, wiadomo, że część z nas woli coś naprawić co było, szczególnie jak to nie my rzuciliśmy partnera, a zostaliśmy sami rzuceni, stąd dalej żyjesz swoją eks kobietą i tym, że chciałbyś spróbować jeszcze raz, bo czujesz, ze byłoby teraz cudownie.
Jacek84 "I powiem Ci Życiu że chciałbym jej udowodnić, że daję sobie świetnie radę i zgrywać figo fago, przyjść tam kiedyś z jakąś fajną dziewczyną, odpierdzielić się w koszulę od niej i udowodnić, że jest good." - i tak się nie zdarzy, a wiesz dlaczego? Wszystko co robisz na pokaz, i jest w tym nuta nienawiści, chęć wzbudzenia zazdrości, zawsze wraca do Ciebie ze zdwojoną siłą. Zmieniłem sylwetkę? Stary, na pewno, na taką z drutami, gipsami, śrubami i szynami w ciele, teraz niedość, ze nie mam cudownej sylwetki plażowej, to nawet nie jestem tym wielkim skosowanym słoniem, którym byłem, tylko chudym leszczem. Miałem w głowie serie myśli, że może mojej eks powinie się noga uwali studia i wróci do miasta rodzinnego i bedzie chciała wrócić. Wiesz jak to się skończyło? Że jakimś cudem zdała wszystkie egzaminy w sesji podstawowej, za to ja chyba wszystkie uwaliłem i mam ciężką sesję poprawkową. Dalej mam Ci wymieniać do czego robienie coś na pokaz przed moją eks doprowadziło? Cieszę, się, ze do tej pory żadnego zdjęcia nie wstawiła ze swoim chłopakiem, bo pewnie 3-4 miesiące temu, za te moje zdjęcia z jakimiś przypadkowymi laskami z imprez wstawiane na fejsa, w celu pokazania eks, mogłem ładny zwrot karmy dostać, na szczęście los mnie oszczędził i za to mu bardzo dziękuję. ![]()
Nienawiść i złość zamieniłem w racjonalnie myślenie i dojście do czegoś w rodzaju zrozumienia, porozumienia, że stało się jak się stało, życie toczy się dalej, i w sumie rozstanie dało mi nie tyle minusów, co dużo plusów, wiele rzeczy "odzyskałem", zrozumiałem, jestem bogatszy o coś nowego. W momencie kiedy ubiłem tą nienawiść odczepiła się moja eks i jej przyjaciółka, przestałem chodzić zły, przestały mnie nękać sny z eks związane tak intensywnie, zaczęło się coś w końcu układać w moim życiu i uwaga, przestałem tak często myśleć o mojej byłej.
4,646 2014-09-01 21:04:27 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-01 21:24:42)
thepass nie chcę Ciebie opisywać, bo być może się mylę, ale mam wrażenie, że u Cieibe jest ten sam problem co i u mnie, masz wiedzę ponad przeciętną z gatunku "czego chcę w związku", ale spotykasz kobiety, które albo tego nie doceniają, choć wychodzę z założenia, że nie poświęcasz takim czasu w przeciwieństwie do mnie, bo zwyczajnie strata czasu. A więc spotykasz kobiety, którym trybi coś w głowie, lampka się pali, chcesz je nakierować na swój tok rozumowania i sobie "wychować" na swoją metodę, bo przecież nie wyrządzisz jej w ten sposób krzywdy, a pokażesz jej jak można stworzyć zdrowy związek i to jeszcze na twoich regułach, tak aby wilk był syty i owca cała. Niestety, problem w tym, ze one się tego boją, albo znięchęcają, whatever, koniec końców wszystko pieprzy się na relacji bajery już. Poza tym, jest dalej misja, że skoro zdobyłeś już taką cudownie wielką wiedzę (bo to jest coś fantastycznego mieć taki łeb), to chcesz to wprowadzić na swoim poprzednim związku, wiadomo, że część z nas woli coś naprawić co było, szczególnie jak to nie my rzuciliśmy partnera, a zostaliśmy sami rzuceni, stąd dalej żyjesz swoją eks kobietą i tym, że chciałbyś spróbować jeszcze raz, bo czujesz, ze byłoby teraz cudownie.
Powiem krótko (haha, tak tak). Im większa wiedza, tym więcej sie dostrzega i tym szybciej mozna kogos ocenic/przewidzieć czyny takiej osoby (czyli zawsze jestem krok do przodu). Jeśli ja w każdej kolejnej widze takie toksyczne wady, takie problemy które one zrozumieją dopiero po X razach, gdy sie sparzą, popełnią mase błedów - to staram sie je wcześniej uswiadomic. Co jest wazne, co nie, jak to moze wyglądac, jak będzie. Dzis staram sie nie narzucać, wczesniej to troche kulało u mnie. Nadal jednak wychowywanie nie jest dobre, bo jest nadopiekuncze. Jesli widze takie niszczące zachowania to staram sie wyeliminowac po to, by było nam lepiej i razem i osobno. Niestety brak kobiet na takim poziomie, bym mogl po prostu o tym pogadac i zeby zostało to zrozumiane jako "aha, no rzeczywiscie tak jest lepiej" + kilka nowych wnioskow od takiej kobiety w rozmowie, w rozwiazaniu sytuacji - marzenie. Jeśli sie pojawi taka kobieta i widać potencjał, to jest zbyt duzo ograniczen, by bliższą relacje tworzyć. Najgorzej jednak trawie kobiety, które nie rozumieją samych siebie, bo juz znam przyszlosc - ona mi powie, że nie wie czemu nic nie czuje, nie wie czemu zdradziła, nie wie czego chce. W ogóle nic nie wie. Noz sie otwiera;) a musze uspokoic te emocje jakoś. Raczej męczyć sie biciem piany czy smietany nie będe;P
Co do ogólnych rozkmin to tak - szczescie ma byc w nas. Ta cała rywalizacja, zdobywanie (władza, kasa), podrywanie - to jest szczescie na zewnatrz. Dowartosciowanie. Czy podkopując kogoś jako gorszego ,czy windując siebie. Nie ma nadal tego w nas co dobre. Cieszymy sie czyms ze np ktos nam zazdrości. Nie tędy droga. Media i spoleczenstwo tak nas programuje, ze zawsze bedziemy tymi gorszymi co bysmy nie zrobili. Zawsze znajdą chwyt by zmanipulować człowieka. Szczescie i dobro jest w nas. Mozemy rozdawac za darmo, nie oczekując ze dzieki temu ktoś nam zrobi dobrze. Po prostu. Albo jestes po ciemnej stronie mocy, albo po jasnej. Albo działasz po to by dbac o siebie i swoja dobrą energie, albo po to by z kims rywalizowac i sie pokazać. To nigdy nie daje szczęścia prawdziwego. Na pokaz. Pozniej płacz, rozpacz, rozgoryczenie i uzależnienia.
A co do byłej to nie byłoby dobrze. Ona musiałaby być kimś innym. Kims na kogo sie kreowała. To ją wyczerpało moim zdaniem, to udawanie. Nie ten kierunek. Nie moj. A ja ze swojej drogi nie zrezygnuje. Moge ją tylko ulepszyć i tylko jesli bedzie to dążyło do tego całego zdrowia. Zdrowego zwiazku, zdrowych emocji, zdrowego rozsądku, prawdziwych uczuć, dawaniu a nie braniu.
Z reszta kobieta taka typowa, ktora "imprezuje", albo po prostu będzie "panią domu" to nigdy nie dojdzie do takich wnioskow, bo nie chce. Bo to nie jej szczeście. Jedna mysli, ze trzeba emocji, szalenstw - szybko sie napala i szybko ochładza. Druga za to domowe zacisze, dzieciaczki, slub. Nagle to dostanie i dalej jest jej kurna źle! Czemu? Bo szuka tam gdzie nie trzeba i tego nie rozumie. Nie potrafi sie cieszyc tym co ma, a jeszcze chce np na kolezanki z gory patrzeć, bo ona juz ma to wszystko, a one dalej same, dalej boja sie samotnosci i czekaja na księcia. Ksiecia dostają i dalej są niezadowolone. I dlatego konczą z tymi, którzy je nie szanują. Po prostu nie ma w nich dobrej energii i rozdają je tam gdzie nie trzeba. Szczescie pryska, bo jest ułudą. Nie tym, ze ktoś jest, ze mozna na niego liczyc. Ja tak juz mowilem wiele razy, w milosc nie wierze. W pożądanie tak. Ono popycha zawsze do tego, by te dzieci narobić, by spelnic swoja biologiczną funkcje. Pozniej to mija. I człowiek szuka dalej, jesli ma niepoukładane w głowie. Dalej ma na mordzie smutek wypisany, bo szuka szczescia w kims innym, w idealnym dopasowaniu, w idealnej pracy i tym jak mu składają pokłony. A dupa wsio, bo te pokłony moga byc szyderą, ukrywaną, by sie podlizac. I znowu jest zle takiej osobie. Tak jak kariera nie spełnia, jak dzieci nie spelniaja, jak zwiazek nie spelnia, jak masa seksu nie spełnia. To nie tutaj, to nie jest wartość. Ale kto to wie? Ktos kto idzie pod prąd i widzi dalej niz czubek własnego nosa. Gdzie rozkminia swiat i na czym on polega. Teraz moglbym o wojnach dorzucic kawałek, ale w sumie miało byc krotko. Te wojny po prostu często tez są wywołane od takiej strony, by z jednych zrobic wybawcow, a z drugich napastnikow. Czesto jest na odwrot. I robia to tak, bo mogą. Bo chcą zdobyc wieksza władze, poklask i nie ma dyskusji. To sie dzieje w calym zyciu. W religiach tez. Nie musimy sie do czegos takiego dopasowac, do jakiegos kultu - my mozemy swoje tworzyc. I ja swoje tworze. I nikt nie musi isc za tym, moze. Jak pojdzie bedzie dobrze i na pewno dopracujemy system po to, by sie cieszyc czyms co niewidoczne.
4,647 2014-09-01 21:15:02
Wybaczcie, że wcinam się nie wnosząc nic do tematu, czytałam trochę Waszą rozmowę -choć jej zasięg 120 stron jest imponujący ![]()
Mam prośbę, czy zechcielibyście wypowiedzieć się w moim temacie? Rozpisałam się trochę i chyba to odstrasza...
Ale już nie wiem co myśleć o tym wszytskim..Też mocno kocham i leczę rany...
Pomożecie?
Nie mogę zamieścić linku -ale mój temat znajduje się w tym samym dziale pod nazwą -" Mój chłopak zerwał ze mną przez kłótnie o jego rodzinę".
Z góry dziękuję za każdą odpowiedź ![]()
4,648 2014-09-01 21:22:32
A co do byłej to nie byłoby dobrze. Ona musiałaby być kimś innym. Kims na kogo sie kreowała. To ją wyczerpało moim zdaniem, to udawanie. Nie ten kierunek. Nie moj. A ja ze swojej drogi nie zrezygnuje. Moge ją tylko ulepszyć i tylko jesli bedzie to dążyło do tego całego zdrowia. Zdrowego zwiazku, zdrowych emocji, zdrowego rozsądku, prawdziwych uczuć, dawaniu a nie braniu.Najs ![]()
Pomału zaczynasz dopuszczać myśl, że to nie był żaden ideał tylko Twoja chemia + efekt piedestału. Pamiętaj o tym, że 'zakochanie' to też decyzja. Zauroczenie jeszcze nią nie jest, ale zakochanie i miłość już tak, choć to inne poziomy oczywiście.
Podjąłeś wtedy taka a nie inną decyzję, ale dopiero dzisiaj zaczynasz rozumieć, że nie do końca były to prawdziwe przesłanki.
A efekt dawania, ale nie "z łaski" czy obowiązku tylko od siebie, just like that i bez wystawiania rachunków i oczekiwania czegoś w zamian, ma niesamowite zdolności uzdrawiające.
Najbardziej gnuśniejemy i gorzkniejemy nie mogąc dawać, a nie brać..taki paradoks ![]()
4,649 2014-09-01 21:24:13
Ja dzisiaj jednak zagłębiłem się w inną sferę. W inną tematykę, inne pojęcie. SUMIENIE. Można je mieć, może gryźć, może się odezwać.
Oczywiście zagłębiłem się w posiadanie sumienia przez byłą. Niejednokrotnie znajomi mówili mi, że ona zagłusza swoje sumienie. Imprezy, picie, nowe towarzystwo pomaga w zapomnieniu. Ona chyba jeszcze nie miała takiego momentu aby wieczorem położyć się i powiedzieć sobie tak szczerze, co zrobiła źle, jaką krzywdę wyrządziła. Jestem pewien, że tego nie zrobiła. Jej nowe towarzystwo, to towarzystwo singli, rozwodników, ruchaczy, wyposzczonych i innych zboków - w większości prawników. Tak prawnicy są zboczeni, są to pijacy i ludzie bez zahamowań. Znam jednego komornika, który ciacha co się nawinie. Jest to towarzystwo wzajemnej adoracji i ciężko znaleźć kogoś kto byłby tą drugą połówką, bo każdy się zna i wie jakim człowiekiem kto jest. Dziwne są te grupy ludzi ale cóż.
Kwestia sumienia mojej byłej bardzo mnie frapowała przez dłuższy czas. Doszedłem do pewnej konkluzji. Ona nigdy w życiu nie przyzna się przed nikim do błędu jaki popełniła, nie przeprosi za zło, które wyrządziła ale SUMIENIE ma i nie da jej spokoju. Wydaje mi się, że ten okres mojego bólu, cierpienia, walki ze sobą pozwolił mi pewne rzeczy przeanalizować i zrozumieć i teraz jest coraz lepiej. Ona zaś wszystko tłumiła. Wszelkimi rodzajami ucieczki. Nie przyzna się do niczego. Pamiętam, że jak ją pierwszy raz spotkałem po rozstaniu, to się ze mną przywitała, pogadała a jak ją drugi raz spotkałem w knajpie z siostrą to już się nie przywitała, bo przecież siostra była, to jak może pokazać przed nią, że ze mną rozmawia. Dziecinada. Kumpel wtedy mi powiedział, że jest jej bardzo ciężko. Jakoś tego nie widziałem. Śmiała się, grała w planszówki, na mnie patrzyła z obojętnością. Teraz z perspektywy czasu i tego co mówią mi znajomi ( nasi wspólni ) wiem, że to była gra. Ona zastosowała tą grę, którą ja z Życiem stosowaliśmy wobec nich. Durni jesteśmy jak lewy but ale tak właśnie jest.
SUMIENIE kobiety, która usuwa ciążę też pewnie gdzieś się odzywa. Napiszę Wam jedną kwestię, dosyć osobistą ale wartą przytoczenia. Poszedłem do spowiedzi jeszcze w trakcie naszego związku żeby wyspowiadać się z aborcji. Wcześniej kilku księży mi odmówiło każąc czekać do spowiedzi przedślubnej. Rozkleiłem się przed księdzem, poprosiłem żeby mnie wysłuchał do końca. Tak zrobił. Powiedział jedną ważną kwestię dla mnie, że będąc już starszym księdzem nigdy nie spotkał się z takim cierpieniem mężczyzny. Mówił, że zazwyczaj to kobiety tak cierpią a nie mężczyźni. Jest wiele lat księdzem ale z czymś takim się nie spotkał. Moje sumienie nie dawało mi żyć, ale zostało w jakiś sposób oczyszczone. Kazał mi wtedy już nie wspominać o tym zdarzeniu i iść dalej, ale nie potrafię. Nie umiem zapomnieć. Jednak się cieszę, że zostało mi to wybaczone. Ja sam jeszcze nie potrafię.
Jeżeli Ci, którzy nas zostawili, zrobili to w sytuacjach naszych kryzysowych, beznadziejnych to gdzie oni mieli to SUMIENIE? Egoizm, chęć uwolnienia się od nas, ciężar naszego widoku ich przygniótł. Czy człowiek zostawiając ukochaną osobę, z którą przeszedł ogrom ciężkich dróg staje się tak obojętny, że nie potrafi skonkludować swoich decyzji? Czy rzeczywiście jest tak jak mi napisała, że odżyła po rozstaniu ze mną, że podjęła jedynie słuszną decyzję, że cieszy się, że moje słowa nic dla niej nie znaczą, że nie mam już na nią wpływu. Znowu ucieczka, czy bardziej nerwowa reakcja?
Mieli oni, miały one sumienie czy przy takich decyzjach ono się zatraca?
4,650 2014-09-01 21:24:55 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-09-01 21:28:28)
thepass Ano widzisz, to widzę, że jednak doskonale się rozumiemy, bo mam ten sam problem, szczególnie jak to cudownie opisałeś kobiety, które same nie wiedzą czego chcą. Opisywałem ostatnio przykład takiej, której jak na wyznanie miłości, jako już ostatnia deska ratunku z jej strony, olałem to. To zaczęła gówniarską zabawę, w obrażanie mnie, pociski i pojazdy na fejsbuku, potwierdziły się tylko moje przypuszczenia co to za dziewczyna. Tym samym tak jak to ująłeś, jesteś krok do przodu od każdej takiej, wyczuwasz, czego ona chce i co jest w stanie zaoferować, w pełni się zgodzę, mam to samo, czasami nawet bawię się tym pokazując innym jak bardzo jestem w stanie przewidzieć ich zachowania i zawsze się sprawdza w przypadku niedojrzałych dziewczyn, bo kobietą takiej nie nazwę, przy okazji, taka jedna potrafi napsuć krwi tylu osobom, że masakra. Sam widzę, po swoich kumplach, ta super-lasia niedość, że wbiła się w naszą ekipę, to na siłę szukała szczęścia w którymś z nas, niestety jeden z nich chyba został oczarowany no i na chwilę obecną, póki nie spuści z kija, to jest niedostępny w żadnych sensownych rozmowach czy wyjściach. Ja powiedziałem, że z toksykiem się zadawać nie mam zamiaru i z dala trzymam się od takich dziewczyn, dlatego jak mamy się spotykać, to bez takich ludzi. Co ciekawe ten kumpel od spuszczania z kija, ciągle takie przyciąga, zresztą z jedną taką już się zmaga od kilku lat płacąc jej alimenty, no ale to już jego życie i jego sprawa, z czasem znowu po dupie dostanie i się odezwie do mnie i reszty kumpli. Nauczyłem się szacunku do siebie, dlatego takich dziewczyn nie tykam więcej. Fakt, jakiś czas temu jedna taka mi w głowie zawróciła i do dzisiaj się z nią szarpię, bo najwyraźniej się zakochała, a od dwóch miesięcy z nią kontaktu nie utrzymuje, to w klubie jak jest, a dziwnym trafem zawsze znajduję się w tych samych co ja, robi pokazówy, później jak wychodzę z klubu, to wypisuje jakieś pierdoły, ale olewam to. Dziewczynie nic nie obiecałem, nawet do niczego nie doszło, a mogło, po prostu wtedy potrzebowałem czasu żeby poznać dokładnie człowieka, no i okazała się toksyczna, robiąc mi awanturę (jeszcze jak mieliśmy kontakt) zazdrości, że nie odpisuje na smsy bo pewnie jakieś dupy obmacuję w klubie. Dlatego za taką akcję podziękowałem za współpracę, już z jedną taką byłem, co to akcje zazdrości jedną za drugą waliła (bohaterka mojej przygody-moja eks). Jest wiele kobiet na świecie, codziennie spotykam jakąś o której myslę "o, ta może być pełnowartościowa jak makaron pełnoziarnisty", poza tym trochę się nauczyłem, olewać takie osoby, które mnie nagle cholera wie za co nienawidzą, robią mi koło dupy itd, kiedyś wdawałem się w niepotrzebne dyskusji i zaostrzała się relacja, a teraz śmieję się i powtarzam sobie, że nie jestem zupą pomidorową, żeby każdy mnie musiał lubić.
4,651 2014-09-01 21:38:22 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-01 22:00:04)
Tyle, że ludzi w ten sposób uświadomionych, przyznajmy MĄDRYCH, czy też po prostu 'złożonych' jest garstka. Ludzie gdy bazują na prostych i płytkich rzeczach nigdy nie będą pełnowartościowymi partnerami, odkąd mamy taką wiedze. To zabija chemie od razu, kiedy kilka lat wcześniej byłoby sie czym zachwycać. Dzis mozna takim ludziom coś dać, ale czy będą dobrzy? Czy dogonią nas, czy to my będziemy sie męczyć? Nie sposób stosować wtedy tego wychowania. Nie te okazy. Jest selekcja, ale przynajmniej dużo bardziej trafna. Duzo lepiej mozna ulokować uczucia, choć nadal trzeba wypierać pożądanie z tytułu fizyczności ; )
No i pytanie, czy trzeba i czy się DA szukac w takim człowieku czegos unikatowego? Czy widząc toksyczny schemat musimy od razu wiać? U mnie ten babski mechanizm "naprawy" nadal jest załączony.
Ale pomylscie sobie jak swietnie by było gdyby odwrocic perspektywe. Gdyby związki z rozsądku były tymi najprzyjemniejszymi. Tylko i wyłącznie wtedy sterowalibysmy swiadomością i nie miałoby to prawa "wyparować" ![]()
FushigiHi co łaska
? Patrz ile stron...
4,652 2014-09-01 21:38:29
(...)ciężar naszego widoku ich przygniótł. (...)Dokładnie. Nie chodzi o tych, których skrzywdzili tylko o ciężar WIDOKU, który przypomina co się stało, a oni próbują to za wszelka cenę wyprzeć.
To ten sam mechanizm, który działa jak facet, który zdradza wraca do domu i im bardziej żona nic nie wie i normalnie się zachowuje, tym bardziej on dostaje szału, bo "ofiara" mu przypomina kim SAM jest.
Jednak na zreflektowanie się w przypadku takich osób nie masz co liczyć.
Środowisko radców i prawników znam akurat dobrze i zgadzam się z Twoja opinią na ten temat - "najciemniej pod latarnią"
tak bym to w 1 zdaniu ujęła i to pasuje do tego zawodu.
Tak czy inaczej, zastanawiając się nad tym czy ona o tym myśli co zrobiła, czy coś czuje.. tracisz kolejne bezcenne minuty i godziny z teraźniejszości.
Dopóki nie zmienisz perspektywy z ona na JA takim analizom jej osoby nie będzie końca, zawsze coć znajdziesz, byle nie pójść do przodu.
4,653 2014-09-01 22:00:25
(...)ciężar naszego widoku ich przygniótł. (...)Dokładnie. Nie chodzi o tych, których skrzywdzili tylko o ciężar WIDOKU, który przypomina co się stało, a oni próbują to za wszelka cenę wyprzeć.
To ten sam mechanizm, który działa jak facet, który zdradza wraca do domu i im bardziej żona nic nie wie i normalnie się zachowuje, tym bardziej on dostaje szału, bo "ofiara" mu przypomina kim SAM jest.Jednak na zreflektowanie się w przypadku takich osób nie masz co liczyć.
Środowisko radców i prawników znam akurat dobrze i zgadzam się z Twoja opinią na ten temat - "najciemniej pod latarnią"tak bym to w 1 zdaniu ujęła i to pasuje do tego zawodu.
Tak czy inaczej, zastanawiając się nad tym czy ona o tym myśli co zrobiła, czy coś czuje.. tracisz kolejne bezcenne minuty i godziny z teraźniejszości.
Dopóki nie zmienisz perspektywy z ona na JA takim analizom jej osoby nie będzie końca, zawsze coć znajdziesz, byle nie pójść do przodu.
Na szczęście ja to wszystko rozumiem. Już nie jest tak, że użalam się nad sobą i analizuję namiętnie każdą rzecz. Tego już nie ma. Pojawia się tylko impuls co ona może o tym myśleć i koniec. A co może myśleć? Nie wiem, bo okazuje się, że jej nie znałem. Ona mi pisała, że cierpiała i cierpi a ja wiem, jak nieziemsko sprawić jej ból. Srali muchy, będzie wiosna. Włącza mi się już szyderca.
Elle88 wszystko rozumiem. Pustka i samotność mi doskwiera. Czuję się jak stary dziad.
4,654 2014-09-01 22:06:18
A propos pustki to będziesz się tak męczył dopóki nie polubisz spędzać czasu sam ze sobą - wtedy 'samotność' zmieni kontekst co pociągnie za sobą zupełnie nowe emocje.
Ja jestem niezłym Pustelnikiem, ale tak było w sumie od dzieciaka i dlatego nigdy się nie nudzę sama, ani nie tęskniłam..nawet jak byłam z kimś ![]()
Dziwak jestem i szukam dziwaka ![]()
4,655 2014-09-01 22:14:41
Dziwak jestem i szukam dziwaka
Tamdadammmm.
U mnie to z kolei nie wiem - czy nauczyłem się lubić spędzać sam czas, czy po prostu to kwestie przystosowania do warunków.
W czymś jednak wypadałoby sie jeszcze rozwinąć ; ) no i dziwaczke przyciągnąć.
Alien?
4,656 2014-09-01 22:20:57 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-01 22:25:13)
Dawaj, thepass, zapraszam Cię do tańca
http://www.youtube.com/watch?v=HHKO3Cnh8Zg
![]()
4,657 2014-09-01 22:29:15 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-01 22:30:20)
[niecenzuralny smiech].
Pamietaj, wartościowe wpisy, dłuższe wywody, sama zwracałaś uwage. Mi oczy wysiadają przez te błyski:P
Analiza mowi, ze to trzeba mieć psychopatyczny umysł, by takiego czegoś słuchać i starać sie jeszcze odwzorować teledysk w rzeczywistosci;D
Ale we dwoje zawsze raźniej:P
Misiu misiu kolorowy dam ci sera na pierogi... tak to leciało? Nie ta bajka.
4,658 2014-09-01 22:40:01
Spoko, każdy mój były podejrzewał mnie o psychopatyzm, więc nie obrażam się i tym razem.
Powiem więcej: Dziękuję za komplement. Może tortu? ![]()
W taki dzień jak dziś nananna, mam ochotę wystrzelić sie w kosmooooos...tralia liaaaaa
la tria lialiaaa
ło didiiii
(śpiewać tez umiem jak coś)
4,659 2014-09-01 22:49:10 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-09-01 22:56:33)
Dziwaki z Was, mi się tam podobał taniec pijanego kierowcy. U mnie jest inaczej lubię towarzystwo, nie tylko swoje własne
. Co mi się zmieniło to że nawet w towarzystwie bywam sama i mi się to podoba, czasem się zawieszam, wyłączam, nie szukam akceptacji i to mnie uskrzydla
. Odnoszę dziwne wrażenie że stałam się atrakcyjniejsza dla otoczenia i sama dla siebie, kurna dużo z tego dobrego wyszło. Wcześniej podobnie jak Jacek, czułam się jak stara porzucona baba, teraz mam kontrolę i decyduję kto i na ile jest w moim życiu. Nie wiem czy jest to egoizm, czy co. Nie mam jeszcze ochoty dawać dużo komuś bliskiemu, jeszcze nie ten moment. Mam wrażenie że mogę kontrolować facetów z którymi rozmawiam, to jest zaskakujące. (Nie tych z forum, tylko w moim otoczeniu)
Elle zakochalas się
?
Thepass oj czepialski jak zwykle przecież nie napisze manipulować, bo nie o to chodzi. Ciężko znaleźć good word. Thepass Ty już jesteś prześwietlony z góry na dół. Bilecik nieważny
, musisz przedłużyć abonament.
4,660 2014-09-01 22:49:11 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-01 22:55:33)
A widzisz, mnie jeszcze żadna nie podejrzewała, nadal się czaję.
Mówiłem o serze? To sera, a nie tortu. No chyba, że sernik. Z tortem. A wisienką będzie...? The winner is... ?
Wieś tańczy i śpiewa? łutata łut łut.
Nie zaśmiecajmy tego jakże zacnego wątku tą psychopatią;)
A rokzminy zostawmy fizjoterapeutom.
O właśnie, zdania sie nie zaczyna od "a", right? Ciągle mam do poprawy szyk i styl. To jest to. Mój nowy cel w życiu! Yyy życiu?
Over and out ![]()
Redka, a mnie skontrolowałaś? Bileciki please.
A, własnie. Jesli chodzi o psychopatie
https://www.youtube.com/watch?v=E3mFLiiNDMQ
4,661 2014-09-01 23:09:51 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-01 23:14:18)
Lorn dobry, mój klimat jakby, nie znałam wcześniej..
Także, thepass, bardzo dobrze - trojka z plusem, możesz usiąść ![]()
A to, zna: https://www.youtube.com/watch?v=KO4gvhtlQP4 ?
Redapples: Zakochana? Moi ???????
ach, kiedy to Pani Złota było..
Chociaż w sumie..jak tak słucham jak sobie pada za oknem i ta lekko ponura aura.. zawsze jakoś milej mi się robi
To może ja już tak mam, że nie muszę mieć obiektu specjalnie żeby być na 'haju'? ![]()
4,662 2014-09-01 23:32:59 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-09-01 23:35:17)
redka od momentu kiedy nauczyłem się kontrolować emocje i myslenie podczas rozmowy z kobietami oczywiście tymi z zewnątrz a nie z forum, haha, to łatwiej mi jest je zrozumieć, dowiedzieć się o co im chodzi, ciekawa umiejętność
bez kitu czasami trzeba coś zapalić żeby Elle88 i thepass dyskusje "ogarnąć". Coś w byciu pustelnikiem jest, mimo wszystko będąc cierpiącym samotnikiem, z powodu braku drugiej osoby, jak stoję w sklepie, na przystanku, w autobusie czy gdziekolwiek indziej i widzę kłótnię w związku, jeszcze taką z inicjatorem jakim był babski foch, no to po prostu aż mi się robi cieplej na serduszku, że mnie takie nerwy już nie dotyczą, a naprawdę miałem z tym tzw. KONGO.
Ahhhhh ten kawałek idealnie oddaje, że nie ma kobiet, nie ma płaczu ;-)
http://www.youtube.com/watch?v=x59kS2AOrGM
4,663 2014-09-02 12:29:12
Ja dzisiaj jednak zagłębiłem się w inną sferę. W inną tematykę, inne pojęcie. SUMIENIE. Można je mieć, może gryźć, może się odezwać.
Oczywiście zagłębiłem się w posiadanie sumienia przez byłą. Niejednokrotnie znajomi mówili mi, że ona zagłusza swoje sumienie. Imprezy, picie, nowe towarzystwo pomaga w zapomnieniu. Ona chyba jeszcze nie miała takiego momentu aby wieczorem położyć się i powiedzieć sobie tak szczerze, co zrobiła źle, jaką krzywdę wyrządziła. Jestem pewien, że tego nie zrobiła. Jej nowe towarzystwo, to towarzystwo singli, rozwodników, ruchaczy, wyposzczonych i innych zboków - w większości prawników. Tak prawnicy są zboczeni, są to pijacy i ludzie bez zahamowań.
Mam deja vu. Moja też.
Potwierdzam opinie ,ale to chyba nie tylko chodzi o grupę zawodową. To są ludzie którzy wykorzystują specyficzną sytuację-ludzie z dna społecznego.
Widzę co cie boli, że ona to robi, a niech robi,jej dupa, ty się jej sumieniem nie przejmuj, masz swoje - jak dla mnie to wystarczające obciążenie. Jak się dowiesz będzie gorzej bolało. To jej ciało i jej sumienie. Też tak myślałem, że mam prawo oczekiwać wyłączności bo daje to samo, nawet jak się posypało. Nic z tym nie zrobisz, nie masz na to wpływu, poco się zadręczać, lepsza cicha akceptacja.Uważasz jak ja, że to co robi jest złe-ok ale ona ma prawo popełniać błędy jej życie nie nasze.
Czy rzeczywiście jest tak jak mi napisała, że odżyła po rozstaniu ze mną, że podjęła jedynie słuszną decyzję, że cieszy się, że moje słowa nic dla niej nie znaczą, że nie mam już na nią wpływu. Znowu ucieczka, czy bardziej nerwowa reakcja?
Może tak jest jak ci napisała, może nie. Jeśli teraz ma to za pewnik, a później zrozumie błąd, może nie,czy będzie to miało znaczenie dla twojego życia? Co do rozstania obstawiam ucieczkę.
Ze mną ,była nie przegadała "tego dlaczego" tak się zadręczałem gdzie poległem i tak w coraz większe poczucie winy wpadałem. Wartość spadała do tego doszło poczucie przegranego życia przez rozpad rodziny. Do niczego dobrego mnie to nie doprowadziło, nic się nie zmieniło. Tak jesteśmy bogatsi w doświadczenia, w innym miejscu, coś nas ocuciło i zaprzęga do cięższej pracy nad sobą-nad samoświadomością. Z tego wszystkiego tyle chociaż dobrego, chociaż ja się o to wcale nie prosiłem:D
4,664 2014-09-02 12:39:12
Z tego wszystkiego tyle chociaż dobrego, chociaż ja się o to wcale nie prosiłemSkoro tak piszesz to na pewno tak myślisz, nie sądzę by to było z przekąsem czy z ironią.
A to oznacza, że wciąż nie jesteś przekonany, że dobrze się stało, tylko próbujesz zracjnalizować sobie.
Ludzie, kiedy zrozumiecie i zobaczycie, że osoby, z którymi byliście były po to żeby was przebudzić z jakiegoś letargu i żebyście zrozumieli, że wszystkie zdarzenia to był katalizator dla tego, co w was siedziało od dzieciństwa, a przy rozstaniu wyszło w 100%.
Ciągle szukacie winy w sobie, a za chwile piszecie o samoświadomości??
Nieporozumienie.
Samoświadomość wyklucza obwinianie, bo zakłada jako oczywistość, że BEZ bodźca (związek w tym wypadku) i spotkania osoby, która go wyzwoli (eksy) nie byłaby możliwa wasza transformacja.
I dalej: nie można obwiniać się za to, że będąc na innym zupełnie poziomie świadomości podejmowało się takie a nie inne wybory i to z OBYDWU stron.
Strasznie wam się to miesza i dlatego stoicie w miejscu, a te kroczki wprzód sa tylko po to, żeby sobie przetłumaczyć jak kolega wyżej, że :" No źle, bardzo źle się stało..ale pewnie musiało
i w ogóle na cholere to było potrzebne? Ale na pewno po cos..chlipu chlip."
OGAR kuzvaaa!!!!!![]()
4,665 2014-09-02 14:59:26
Z tego wszystkiego tyle chociaż dobrego, chociaż ja się o to wcale nie prosiłemSkoro tak piszesz to na pewno tak myślisz, nie sądzę by to było z przekąsem czy z ironią.
A to oznacza, że wciąż nie jesteś przekonany, że dobrze się stało, tylko próbujesz zracjnalizować sobie.
Nie do końca mnie zrozumiałaś:
Najpierw opis jak się czułem i konkluzja płynąca ze świadomości:Do niczego dobrego mnie to nie doprowadziło, nic się nie zmieniło. Moja samoświadomość wzrosła, poprzez takie doświadczenie , dostrzegłem problem i go wyeliminowałem. Nie winie się. Co nie wyklucza iż rozpad małżeństwa, rodziny uważam jako nic dobrego-swoją porażkę,której bym wolał uniknąć. Nawet mając świadomość,że moja samoświadomość po rozpadzie będzie super świadomością. Nie szukam winy, tylko co nawaliło.
Ludzie, kiedy zrozumiecie i zobaczycie, że osoby, z którymi byliście były po to żeby was przebudzić z jakiegoś letargu i żebyście zrozumieli, że wszystkie zdarzenia to był katalizator dla tego, co w was siedziało od dzieciństwa, a przy rozstaniu wyszło w 100%.
Współczuje, musiałaś dostać ostro po dupie. Śmiała teza w moim przypadku chybiona. Ta osoba była żeby razem przeżyć życie, czas, by siebie nawzajem dawać wspomagać śmiać się itd, to że gdzieś gruchnęło nie znaczy że nie miałem super dzieciństwa. Dorastamy popełniając błędy, żeby z podświadomości ukrytej mechanizmem obronnym wydostała się ta prawda objawiona, tata mnie nie pogłaskał po głowie. ![]()
Ciągle szukacie winy w sobie, a za chwile piszecie o samoświadomości??
Nieporozumienie.
Tak nieporozumienie,bo nie chodzi o szukanie winy w sobie by się pogrążyć, ale by dostrzec błędy które się popełniło. Wyciąganie wniosków z porażek, robiąc to ostrożnie bo czasami pochodną jest obwinianie siebie. wtedy przydaje się samoświadomość na pewnym poziomie który się zdobywa przez różne doświadczenia (to chyba jasne że bez bodźca nie ma reakcji) l
Samoświadomość wyklucza obwinianie, bo zakłada jako oczywistość, że BEZ bodźca (związek w tym wypadku) i spotkania osoby, która go wyzwoli (eksy) nie byłaby możliwa wasza transformacja.
I dalej: nie można obwiniać się za to, że będąc na innym zupełnie poziomie świadomości podejmowało się takie a nie inne wybory i to z OBYDWU stron.
Wyciągnęłaś złe wnioski że się obwiniam i ciągniesz to dalej.
Samoświadomość moim zdaniem nie eliminuje samoistnie obwiniania, ale go rozpoznaje i dąży do wyeliminowania.
i dalej :To, że jako gówniarz strzeliłem z procy do kota, nie oznacza iż jako dorosły nie będę do siebie miał pretensji, że postąpiłem źle, jako dzieciak, ale podchodzę do tego z dystansem
Strasznie wam się to miesza i dlatego stoicie w miejscu, a te kroczki wprzód sa tylko po to, żeby sobie przetłumaczyć jak kolega wyżej, że :" No źle, bardzo źle się stało..ale pewnie musiało
i w ogóle na cholere to było potrzebne? Ale na pewno po cos..chlipu chlip."
OGAR kuzvaaa!!!!!
Stoimy w miejscu bo nie akceptujemy tak dobrze jak wy kobiety pewnych spraw-paradoksalnie nie jesteśmy tak silni jak wy.
Od wakacji nie zrobiłem kroku w tył, ale przestać myśleć od tak o byłej szczególnie, że spotykamy się z okazji odbiorów dzieci, nie da rady. Można żyć po rozwodzie , można nawet być szczęśliwy itd, ale nikt nie zagwarantuje mi że w przyszłości ta sytuacja nie odbije się na dzieciach. Oni też będą musieli się z kimś rozstać żeby dojrzeć prawdę, że to przez rozstanie rodziców?
4,666 2014-09-02 15:48:53
Co nie wyklucza iż rozpad małżeństwa, rodziny uważam jako nic dobrego-swoją porażkę,której bym wolał uniknąć. Nawet mając świadomość,że moja samoświadomość po rozpadzie będzie super świadomością. Nie szukam winy, tylko co nawaliło.Nadal patrzysz przez pryzmat 'rozumu' i logiki, na zasadzie: Jak coś co się zepsuło może być jednocześnie pozytywne i dobre?
Świadomość, o której Ty mówisz to w dalszym ciągu nie to, o co mnie chodzi.
Twój tok myślenia jest bliższy świadomości w znaczeniu"przytomności" - czyli wyciągnie wniosków z poziomu 0:1, przyczyna i skutek, ale to nie jest poziom na którym operuje Świadomość, o jakiej ja mówię.
To jest temat na dłuższy wywód, więc sobie daruje, natomiast już na pierwszy rzut oka widzę, że te kwestie Ci się mieszają.
Ale to normalne, bo tak jesteśmy uczeni od dziecka: przyczyna --> skutek (tylko zapomina się w tym wszystkim, że skutek zależny jest od szeregu wyborów i interakcji po drodze, więc nie musi świadczyć o niczym więcej ponadto, że jest pewna alternatywą dla zdarzeń).
Współczuje, musiałaś dostać ostro po dupie.Nie odbieram tego tak.
To co Ty widzisz jako "solidne baty od życia w d..." ja widzę jako moje własne intencje, które mi się materializowały.
Śmiała teza w moim przypadku chybiona.Jest trafiona, jeśli odpuścisz defensywną postawę i przeczytasz ze zrozumieniem, co chcę przekazać. Jeśli dasz sobie szansę nie miec racji.. ![]()
to że gdzieś gruchnęło nie znaczy że nie miałem super dzieciństwa.Ludzie dzielą się w kwestii postrzegania swojego dzieciństwa na 2 grupy: jedni go nienawidzą i albo to ukrywają zaciskając przy tym zęby, albo mówią o tym otwarcie; drudzy- mieli w miarę szczęśliwe dzieciństwo, ale to nie oznacza, że i wobec nich nie popełniano nieumyślnie jakichś błędów, które potem rzutują na obraz 'idealnego związku', który staramy się w dorosłym życiu stworzyć.
Ale to wszystko to jest "tarcie po powierzchni", bo oprócz dzieciństwa na nasze własne intencje w stosunku do siebie wpływa szereg innych spraw, co niektórzy lubią wkładać do pudełka z nazwą 'metafizyka i cośtam', a dla mnie to jest tak naturalne i oczywiste, jak przyczynowo-skutkowe myślenie dla matematyka. Tyle, że postrzegając rzeczywistość dwuwymiarowo, nie da się pewnych rzeczy wytłumaczyć, bo to są pojęcia i koncepcje niedostępne na tym poziomie postrzegania.
Tak nieporozumienie,bo nie chodzi o szukanie winy w sobie by się pogrążyć, ale by dostrzec błędy które się popełniło. Wyciąganie wniosków z porażek, robiąc to ostrożnie bo czasami pochodną jest obwinianie siebie. wtedy przydaje się samoświadomość na pewnym poziomie który się zdobywa przez różne doświadczeniaTu ok, jak najbardziej ![]()
Ale tu:
to chyba jasne że bez bodźca nie ma reakcjijuż niekoniecznie.
Jak nie ma już źródła (wzroca) dla reagowania na ten bodziec w podświadomości - nie ma REAKCJI, jest zbędna, brak takiego przymusu
Wyciągnęłaś złe wnioski że się obwiniam i ciągniesz to dalej.Mam nadzieje, że do tego momentu już zrozumiałeś z czego wynika różnica w naszym postrzeganiu tej samej sytuacji.
ale przestać myśleć od takJa nigdzie nie zalecam zaprzestawania myślenia o czymkolwiek, raczej jestem tego przeciwniczką. Jedynie zachęcam, by nie "wkręcać się" w każdą z myśli i im ślepo wierzyć, a potem biec za nimi jak pies z wywalonym językiem (identyfikacja totalna).
ale nikt nie zagwarantuje mi że w przyszłości ta sytuacja nie odbije się na dzieciach.To jasne, że się 'odbije', co nie znaczy, że w złym znaczeniu. Wbrew pozorom dzieci, które doświadczyły rozwodu rodziców, ALE przez cały ten czas ich potrzeby traktowane były z pełną uwagą i szacunkiem, mogą w ogóle nie doświadczyć 'traumy' z tego tytułu, a z tego co piszesz oboje z żona macie to na uwadze.
Oni też będą musieli się z kimś rozstać żeby dojrzeć prawdę, że to przez rozstanie rodziców?Znów kłania się myślenie 0:1
Będziemy mogli rozwinąc ten temat, o ile dojdziemy do porozumienia w kwestii czym jest Świadomość.
4,667 2014-09-02 16:17:10 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-02 16:17:25)
PS nie lepiej quotować niż codeować?
4,668 2014-09-02 16:26:13
Lepiej
Właśnie widzę, że mi coś przeskoczyło, ale tyle się dziś produkuje , że nie zwróciłam uwagi -słusznie!
4,669 2014-09-02 17:46:51
Zazdroszczę Wam takich rozmów, ja nie wiem co robić...
Ale może któregoś dnia przysiądę i przyjmiecie mnie do swojego grona. Może zechcecie ocenić i moją sytuację, bo ja już zgłupiałam...Nie wiem czy odpuścić, czy nadal walczyć......
Mój były facet jest maminsynkiem i chyba z miłości do mamusi postanowił odpuścić sobie mnie...Po dwóch latach...nie wiem co robić...Zarzucił mi, że ciągle się go czepiałam...
Poniżej wkleję swoją historię, bo pasuje w temacie..
Jest długa, ale mam nadzieję, żwe ktoś wytrwa.. i błagam o jakąś obiektywną opinię...
Byłam ze swoim chłopakiem w związku dwa lata. Niestety był to związek na odległość (ponad 200 km). Poznała nas jego siostra,która była moją przyjaciółką, studiowałyśmy, mieszkałyśmy razem.
Początki związku, to sielanka. Oboje bardzo zakochani, choć to on pierwszy zaczął mówić, że mnie kocha, że mu zależy, że jestem spełnieniem jego marzeń, że chce się ze mną ożenić, planował wspólne przyszłe życie.
Jednak bajka zaczęła się psuć, kiedy okazało się, że jednak jego mamie i siostrze ten związek przeszkadza...
Przeszkadzało im to, że ja widzimy się (raz na dwa tyg lub rzadziej) to non stop siedzimy razem, że trzymamy się ciągle za ręce, że lepiej, żebym zajęła się pracą i nauką, a nie spotkaniami. Że jak przyjechałam do niego to tu nakruszyłam, zamiast sama znaleźć sobie zajęcie, to zapytałam jego mamy w czym pomóc...
Siostra była zazdrosna, bo się odizolowaliśmy -dlaczego? Bo na pierwszych spotkaniach (randkach) z nim, proponowałam, żeby poszła z nami-np. na pizzę, kina itd. Wtedy ona zostawiła swojego faceta, więc pomyślałam, że będzie jej miło mieć z kim spędzić czas...
Ale z racji tego, że mijały msc-e to też chcieliśmy trochę czasu spędzić sami, coraz rzadziej takie spotkania się zdarzały, tym bardziej, że ona znalazła sobie nowego chłopaka. Ona narzekała, że nie spędzamy z nią czasu, ale nigdy sama czegoś nie zaproponowała.
Po pewnym czasie pojawiły się dziwne zachowania, mój chłopak nie był pewien , czy mnie kocha -jednak przeprosił mnie i niby było wszytsko w porządku...
Zaczęłam czuć, że jego mama i siostra mnie nie lubią, ale mimo to normalnie z nimi rozmawiałam, pomagałam w domu u niego, nawet bywały takie sytuacje, że to ja gotowałam obiad i sprzątałam po nim dla całej jego rodziny, a siostra nie tknęła nawet palcem.
Kiedyś, kiedy miał do mnie przyjechać po 2,3 tygodniach rozłaki akurat ona wróciła do domu dzień wcześniej ze swoim chłopakiem (który też mieszkał w mieście w którym studiujemy) i prosiła brata, żeby ten pojechał do mnnie później, bo oni chca z nim spędzić czas. Zaproponowałam, żeby to oni przyjechali do naszego miasta wcześniej, to spędzimy go we czwórkę -ale ona oznajmiła, że nie, bo ona chce pobyć tam.
On pracuje w rodzinnej firmie i jest często zajęty od rana do wieczora. Ale jak wracała siostra to on woził ją po mieście na zakupy, do koleżanek (przywoził jej koleżanki do domu), w międzyczasie nie wykonując pracy w firmie. a póżniej mówił mi, że nie przyjedzie, bo nie może, właśnie dlatego, że cos tam nie zdążył zrobić. Dodam, że siostra ma prawo jazdy i dwa samochody do dyspozycji...
Na pierwsze walentynki, prezent kupiła mi jego mama, bo "on nie zdążył".
Na 1 rocznicę miał się oświadczyć, szukał już pierścionka - ale temat się rozmył, kiedy później go zapytałam, dlaczego nagle zmienił zdanie - "bo lepiej pobyć jeszcze trochę ze sobą".
Mieliśmy tę rocznicę spędzic u niego, miał plany -ale nie wypaliły, bo oczywiście musiał pomóc mamie i się przeciągneło...
Zdenerwowałam się wtedy, pokłociliśmy się, ja denerowqałam się, że ciągle nie ma dla mnie czasu i za wszystkich wszytsko robi... Doszliśmy do poruzmienia..
Jednak gdy wróciłam do domu następnego dnia -wysłał mi sms-a, że to koniec, że przeprasza , ale mnie kocha i nie dałby rady powiedzieć mi tego w oczy...
Parę dni póżniej płakał i dzwonił, że nie może żyć beze mnie, że wszyscy tam byli przeciwko mnie, on juz nie dawał rady, więc chciał zerwać...Byliśmy więc znów razem, kochałam go i mu wybaczyłam...
Co więcej msc wcześninej dowiedziałam się, że będąc ze mną może msc, czy dwa pisał sms-y do innych dziewczyn ,które kiedyś poznał na czacie o trzesci "dobranoc Skarbie" itp. W tym samym czasie, kiedy pisał mi cos na dobranoc...Wybaczyłam, bo minęło od tego czasu 8 mscy...
Byliśmy razem po raz drugi, jednak było co raz gorzej jeśli chodzi o jego rodzinę. Jego siostra potrafiła powiedzieć mi przy nim, że ładnie wyglądam, a później do niego, że beznadziejnie sie ubrałam...
Ciągle nie miał dla mnie czasu, musiał pracować...Odzywał się do mnie dopiero wieczorem...A kiedy miał więcej czasu, to szedł do kolegów..Nie broniłam mu nigdy wyjść, tylko prosiłam, żeby tak zorganizował czas, żeby i ze mną choć chwilę pogadać...
Kiedy odwoził kiedyś ojca do innego miasta, to żeby z nim jechać potrzebowałam pozwolenia jego matki i siostry...
Zaprosił mnie na drugi dzień świąt, miałam jechać, a kilka dni później wracać z nim i jego siostrą, bo sylwestra mieliśmy spędzać u mnie - kilka dni przed świetami powiedział "po co masz do mnie jechać, jak za kilka dni ja i tak przyjade, szkoda kasy"..później się okazało, że mama najpierw mnie kazała mu zaprosić, a później się rozmyśliła...co więcej nie przyjechał do mnie sam po świętach wcześniej, ale czekał na siostrę i przyjechali razem, późnym wieczorem dzień przed sylwestrem...
Kiedyś, kiedy rozmawiał ze mną przez telefon, jego siostra była podpita, podbiegła do niego i zaczęła go obcałowywać, że jest taki Kochany, bo przywiózł jej koleżanki...
Takich zachowań było wiele - ciągle coś musiał załatwiać i ciągle kogoś gdzieś wozić...Ale jak miał jechać do mnie, to zawsze coś musał zrobic, nawet jak wyjeżdzał po mnie 50 km do autobusu, to mama sie gniewała, że marnuje pieniądze.. A było to raz w msc i też nie za każdym razem wyjeżdzal, najczęsciej czekałam na inny autobus i dojezdzalam sama...
Ostatnio miałam wyjazd na konkurs ze swoją grupą taneczną do innego miasta na weekend. Zaproponowałam mu, zeby pojechał z nami. To powiedział, że nie, bo on tam prawie nikogo nie zna i nie ma ochoty tam jechać...
Kuzyn, ktory mieszka w anglii poprosił go o bycie chrzestnym i zaprosił jego i jego mamę..oczywiscie beze mnie, choć msc wcześniej zapraszali nas oboje...Poprpsiłam, zeby zapytal kuzyna, czy mogę jechać z nim. To powiedział, że nikogo o nic nie będzie prosił, bo gdyby chcial, to by nas zaprosił razem...
Jego kuzynka zaprosila nas razem na urodziny, to powiedzial, ze on na nie nie idzie, a pozniej, ze moze pojdzie na godzine i wroci i sie odezwie...Poszedl z siostra, oczywiscie nawet nie dal znac, kiedy wrocil, odezwal sie dopiero nastepnego dnia, ze wrocil o czwartej rano...
Klocilismy sie czesto, glownym powodem bylo to, ze ciagle cos musi zalatwiac swojej siostrze, a da mnie ciagle nie ma czasu...Bywalo tak, zeby zajety, nie mieslimy jak sie spotkac w weekend, wiec prosilam go, zebysmny spotkali sie choc na dzien, kazde z nas podjedzie swoim samochodem i soedzimy ten dzien razem, gdzies w miescie po drodze-nie zgadzal sie, bo powiedza mu w domu, ze jest glupi... Ze to szkoda kasy na tak krotki czas itd...
Siostra potrafiła przy mnie owiedziec fo niego -to co, Koteczku, zawieziesz mnie? On uwazal, ze nic w tym zlego, tylko ja jestem za bardzo zazdrosna. Kiedys nawet wyjechal ode mnie dzien wczesniej, bo jego siostra zazyczyla sobie, zeby zajechali po jej chlopaka do jego miasta i dopiero stamtad jechali w trase -co spowodowalo, ze on musial gnac jednego dnia ponad 600 km, a mogli jechac z miasta, w ktorym wszyscy we troje studiowaismy (oni mieli tam stancje), a moj chlopak byl w nim u mnie...Ale nic nie powiedzial, ze musi mnie wczesniej zostawic, bo tak chciala siostra...
On ciagle a to wozil jej rzeczy, a to odbieral, mial ja wozic na kazdy egzamin, sama odbieralam jej rozne zasiwadczenia z nim itd...
Kłocilam się o to, ze on nie widzi w tym zadnego problemu, a kiedy ja poprosilam, zeby w kolejne swieta on przyjechal w drugi dzien swiat rano, a nie po poludniu -to powiedzial, ze nie ma jak, bo nie maczym dojechac. To mowie, ze moze siostra by go podrzucila na pociag -a on, ze ona nie podrzuci, bo pytal ja, a ta powiedziala, ze bedzie pila...A on tego samego wieczoru jeszcze poszedl sobie z nia na impreze, nie odzywal sie do mnie caly wieczor i dopiero napisal kolo 2 w nocy, ze wrocil...zabolalo mnie to, bo on ciagle jej pomagal, a ona jego miala gdzies i odzywala sie tylko jak cos chciala> nie bronilam mu z nia kontaktow, ale chcialam, zeby wyegzekwowal, aby jemu tez pomagano...
Suma sumarum - on uznal, z dnia na dzien, ze ma dosc tych moich zachiowan, ze jak jestesmy razem to jest dobrze, a jak on wroci do domu, to ciagle jakies problemy robie i zrywamy ze sobą...Przy czym zerwal kontakt zupelnie, przez telefon. chcialam spotkac sie i po prostu pogadac, to on na to, ze nie ma sensu, nie bedzie taki kawal jechal. Kazal wyslac swoje rzeczy i zerwal kontakt. A jeszcze dzien wczesniej sie zpaieral, ze mnie tak kocha, ze bedzie walczyl, ze ja jestem dla niego tak samo wazna jak mama i siostra, ale postara sie, zebym byla najwaznijesza...Ze on nie lubi jak mama jest smutna, ze taka atmosfera w domu itd...
4,670 2014-09-02 18:37:16 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-02 18:40:06)
Daj sobie z nim spokój - z oddechem mamusi na plecach to żaden związek. Przerabiałam coś podobnego.
"Czepiasz się", bo wymagasz czegoś dla siebie, a on jest nauczony, że miał wszystko pod nos i nie licz, że go naprawisz, jeśli do tej pory związek nie był dla niego priorytetem.
Dopiero jak ochłoniesz zrozumiesz, że to nie miało szans od początku - człowieka nie wyrwiesz z jego myślenia czy środowiska na siłę, sam musi chcieć i dojrzeć do tego.
A jak facet skończył 20lat i nadal mamusia (i do kompletu jeszcze siostra) są Kobietami Życia to jest to przypadek z tych beznadziejnych. Uwierz mi, jemu ich dominacja nie przeszkadza, gdyby mu tak nie pasowało to one nie miałyby nic do gadania.
Uciekaj z tego toksyka.
4,671 2014-09-02 19:35:38 Ostatnio edytowany przez phaya79 (2014-09-02 19:49:10)
Co nie wyklucza iż rozpad małżeństwa, rodziny uważam jako nic dobrego-swoją porażkę,której bym wolał uniknąć. Nawet mając świadomość,że moja samoświadomość po rozpadzie będzie super świadomością. Nie szukam winy, tylko co nawaliło.Nadal patrzysz przez pryzmat 'rozumu' i logiki, na zasadzie: Jak coś co się zepsuło może być jednocześnie pozytywne i dobre?
Świadomość, o której Ty mówisz to w dalszym ciągu nie to, o co mnie chodzi.
Twój tok myślenia jest bliższy świadomości w znaczeniu"przytomności" - czyli wyciągnie wniosków z poziomu 0:1, przyczyna i skutek, ale to nie jest poziom na którym operuje Świadomość, o jakiej ja mówię.
To jest temat na dłuższy wywód, więc sobie daruje, natomiast już na pierwszy rzut oka widzę, że te kwestie Ci się mieszają.
Ale to normalne, bo tak jesteśmy uczeni od dziecka: przyczyna --> skutek (tylko zapomina się w tym wszystkim, że skutek zależny jest od szeregu wyborów i interakcji po drodze, więc nie musi świadczyć o niczym więcej ponadto, że jest pewna alternatywą dla zdarzeń).Współczuje, musiałaś dostać ostro po dupie.Nie odbieram tego tak.
To co Ty widzisz jako "solidne baty od życia w d..." ja widzę jako moje własne intencje, które mi się materializowały.Śmiała teza w moim przypadku chybiona.Jest trafiona, jeśli odpuścisz defensywną postawę i przeczytasz ze zrozumieniem, co chcę przekazać. Jeśli dasz sobie szansę nie miec racji..
to że gdzieś gruchnęło nie znaczy że nie miałem super dzieciństwa.Ludzie dzielą się w kwestii postrzegania swojego dzieciństwa na 2 grupy: jedni go nienawidzą i albo to ukrywają zaciskając przy tym zęby, albo mówią o tym otwarcie; drudzy- mieli w miarę szczęśliwe dzieciństwo, ale to nie oznacza, że i wobec nich nie popełniano nieumyślnie jakichś błędów, które potem rzutują na obraz 'idealnego związku', który staramy się w dorosłym życiu stworzyć.
Ale to wszystko to jest "tarcie po powierzchni", bo oprócz dzieciństwa na nasze własne intencje w stosunku do siebie wpływa szereg innych spraw, co niektórzy lubią wkładać do pudełka z nazwą 'metafizyka i cośtam', a dla mnie to jest tak naturalne i oczywiste, jak przyczynowo-skutkowe myślenie dla matematyka. Tyle, że postrzegając rzeczywistość dwuwymiarowo, nie da się pewnych rzeczy wytłumaczyć, bo to są pojęcia i koncepcje niedostępne na tym poziomie postrzegania.Tak nieporozumienie,bo nie chodzi o szukanie winy w sobie by się pogrążyć, ale by dostrzec błędy które się popełniło. Wyciąganie wniosków z porażek, robiąc to ostrożnie bo czasami pochodną jest obwinianie siebie. wtedy przydaje się samoświadomość na pewnym poziomie który się zdobywa przez różne doświadczeniaTu ok, jak najbardziej
Ale tu:
to chyba jasne że bez bodźca nie ma reakcjijuż niekoniecznie.
Jak nie ma już źródła (wzroca) dla reagowania na ten bodziec w podświadomości - nie ma REAKCJI, jest zbędna, brak takiego przymusu![]()
Wyciągnęłaś złe wnioski że się obwiniam i ciągniesz to dalej.Mam nadzieje, że do tego momentu już zrozumiałeś z czego wynika różnica w naszym postrzeganiu tej samej sytuacji.
ale przestać myśleć od takJa nigdzie nie zalecam zaprzestawania myślenia o czymkolwiek, raczej jestem tego przeciwniczką. Jedynie zachęcam, by nie "wkręcać się" w każdą z myśli i im ślepo wierzyć, a potem biec za nimi jak pies z wywalonym językiem (identyfikacja totalna).
ale nikt nie zagwarantuje mi że w przyszłości ta sytuacja nie odbije się na dzieciach.To jasne, że się 'odbije', co nie znaczy, że w złym znaczeniu. Wbrew pozorom dzieci, które doświadczyły rozwodu rodziców, ALE przez cały ten czas ich potrzeby traktowane były z pełną uwagą i szacunkiem, mogą w ogóle nie doświadczyć 'traumy' z tego tytułu, a z tego co piszesz oboje z żona macie to na uwadze.
Oni też będą musieli się z kimś rozstać żeby dojrzeć prawdę, że to przez rozstanie rodziców?Znów kłania się myślenie 0:1
![]()
Będziemy mogli rozwinąc ten temat, o ile dojdziemy do porozumienia w kwestii czym jest Świadomość.
Co do ostatniego zdania oczywiście masz rację, ale to był mega sarkazm. Bardzo cię lubię że wchodzisz w człowieka bardzo głęboko, ale za ten patos troszkę już mniej. Ja defensywny ty mega ofensywna . Żeby dojść do porozumienia musiała byś wyłączyć terapię i książki o inteligencji emocjonalnej i powiedzieć coTYo tym myślisz. Masz na to wytłumaczenie, jakiś inny wymiar poznania. Emocje to twoja identyfikacja totalna. Wyobraź sobie że 0,1 to tylko język by opisać pewne zachowania i nijak ma się do fizyki kwantowej. Jak uwierzyć racjonaliście , że kot jest w worku i go nie ma? Łatwo jest opisać, jabłko spadło bo zadziałał pewien mechanizm(prawa fizyki) a jak trudno uwierzyć, że jabłko jednocześnie spadło i nadal tam wisi. Inna rzeczywistość. Pochłaniamy tylko jedną z nich, taka nasza percepcja . Ja uwierzyłem że spadło, Ty że ciągle tam jest i wiesz jak to jest możliwe. Ale jednocześnie odrzuciłaś, że ono jednak spadło:)
Świadomość to identyfikacja emocji i wykorzystywanie, żeby było mi łatwiej , przecież to następne ułatwienie żeby zrozumieć nas ludzi. Musisz zrozumieć pewne zachowania, bo one z czegoś wynikały i to takie katharsis. A to nie ma żadnego znaczenia. Nic na ciebie nie rzutuje, jeśli myślisz.Ty dokonujesz wyborów. A zrzucanie odpowiedzialności na rodziców jakie mi dali wzorce,czy też inne zdarzenia jest ucieczką. Rozpad rodziny zawsze odbije się na dzieciach negatywnie, kwestia jaką drogę wybiorą, swoją czy powielania schematów. Nie wiemy co siedzi w drugim człowieku, możemy zgadywać, jak szansa trafienia w toto. Wielorakość zachowań jest piękna, bo choć odnajdujesz przyjemność w odnajdywaniu analogii, to jest się świadomym że to nigdy nie jest to samo. Dokąd zaprowadził Ciebie i thepassa ten wyższy poziom emocjonalności? SAMOŚWIADOMOŚCI. Jesteście w związku?,szukacie , uwielbiacie swoją samotność. Ja lubię, na nowo poznaje siebie, ale tęsknie, do dawania siebie komuś. To jest jedyna prawda w życiu.>Życie tylko dla siebie nie ma sensu<
Dostałaś po dupie, to cię nie zniszczyło, ty tego nie przyciągałaś , walczysz to się liczy. Jasne że wpływ na to kim jesteśmy miało wpływ miliard zależności, ale to ciągle wybór nas określa-świadomość tego czyni z nas ludzi.
Elle uważam, że ciągle cierpisz mimo że się wyleczyłaś. Nie odbieraj tego jako ataku, naprawdę chciałbym spotkać na swojej drodze w rzeczywistości taką osobę jak Ty. Dziękuje ci za wskazówki, moje wypociny traktuje bardziej jako dziennik z interakcją z innymi niż próbę polemiki z Tobą. Mam nadzieję że choć trochę połechtałem za uszkiem.:)
4,672 2014-09-02 19:49:23 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-02 20:12:03)
phaya79: Wiedziałam, że tak zareagujesz i mniej więcej takimi słowami
"Emocjonalna inteligencja", podręczniki, filozofowanie, itp. - dobra, OK
Nie mam misji, żeby Cię przekonać, że wiem o czym mówię. Wiem tylko, że nie potrafiłabym już -ja z kolei - stworzyć relacji z facetem, który by mi cały czas tłumaczył po swojemu, że świat jest prosty, sam go nie rozumie, ale "nie ma się co zagłębiać".
Ja się będę zagłębiać, bo przychodzi mi to naturalnie i sprawia przyjemność. I na całe szczęście jest coraz więcej mężczyzn, którzy rozmowy o kwestiach metafizycznych nie traktują jako fanaberię czy coś na kształt 'odjechanego feminizmu', bo nie mają w tej kwestii żadnych przemyśleń czy perspektywy, bo dziś modnie jest być 'agnostykiem' albo totalnym sceptykiem - że niby to świadczy o zrównoważeniu i inteligencji.
A to jest po prostu zachowawczość, lenistwo myślowe.
Dalej piszesz o związku.. Chętnie, owszem. Tylko przepraszam co : na siłę i za ojczyznę?
Męczyć się z kimś, kto nie pojmuje połowy tego, co do niego mówię np. Nie, dziękuję postoję. Próbowałam już.
Jasne, że mam potrzebę dawania i przyjemnie byłoby realizować się z kimś niż osobno, ale to nie jest tak, że o świadomych facetów się potykasz na ulicy
a mnie większość nie interesuje, więc co mnie obchodzi zdanie większości. ![]()
PS. Nie czuję się ani poirytowana, ani obrażona, tylko czasem trudno ludziom pojąć jak można chcieć od związku czegoś więcej niż przytulanki i chodzenie za rękę do kina. Ja chcę faceta z mózgiem i inteligencją emocjonalna żylety, to coś złego? ![]()
I tu nie chodzi, wbrew pozorom, żebym z tym facetem 24/24h dysputy typu jak na Forum prowadziła (bo bym sama wyskoczyła oknem
), tylko niech to nie będzie pseudo-inteligencki bełkot na tematy polityczne, sport, ilość przeczytanych książek (z czego rzadko kiedy co wynika, poza pamieciówką
)
Niech to będzie facet, który coś przeczytał, czegoś się dowiedział i..PRZETRAWIŁ przez swój system wartości, swoje poglądy. Niech to będzie JAKIEŚ.
A tak poza tym to dość łatwo mi zaimponować
Pewnie dlatego jestę sobię sama..cóż
4,673 2014-09-02 19:51:32
Wystarczy przytoczyć piramide maslova. Swiadomosc daje luz i lepszy wybór, ale nie daje pełnego spełnienia. Przynajmniej nie u mnie. Bycie potrzebnym, że ktos mysli, tęskni, chce pogadac, spotkać. To jest cos czego nie wyrzuci się i zawsze zbuduje wyjątkowość. Grunt by zrobic to lepiej niz za ostatnim razem i ostatnim, a to da sie uzyskac tylko gdy ma się wiedze i szczescie w sobie. Mysle, ze dwie nieszczęśliwe osoby nie będą mogły sie uszczęśliwić. Także jedna szczęśliwa i jedna nie - mamy dysonans i inne oczekiwania. Jest konflikt. Dwie szczęśliwe mają luz. Dwie szczęśliwe i świadome podejmują lepszych wyborów.
4,674 2014-09-02 20:11:06 Ostatnio edytowany przez phaya79 (2014-09-02 20:13:34)
Elle88:
Ja ciebie nie przekonuje do swoich racji, wiem,że masz swoją percepcję i za to bardzo cię szanuję. Jestem człowiekiem który wierzy w miliard opcji i twoją przyjmuje jako jedną z wielu. Boli mnie że uważasz ją za jedyną słuszną.
I jeszcze coś:) rozpaliłaś mnie:D
masz prawo oczekiwać
4,675 2014-09-02 20:14:45
rozpaliłaś mnie:D
To uważaj, żeby się nie ostał ino knot! ![]()
4,676 2014-09-02 20:19:33
Czasmi nachodzą mnie myśli, że może gdybym się tak nie czepiała, to byłoby jakoś inaczej...Ale prosiłam tylko o uwagę dla mnie, o poczucie, żebym widziała, że jestem dla niego najważniejsza, że nie przejmie się opinią rodziny...
Ale im bardziej się czepiałam (choć na początku starałam się być delikatna, jak to nie pomagało, zaczęłam wtedy cisnąć bardziej...) tym on uważał,. że to ja mam problem... Najczęściej zmieniał zdanie jak tylko wrócił do domu...Przy mnie mówił zupełnie inaczej, ale najczęściej rozmowy na ten temat go denerwowały..
4,677 2014-09-02 20:23:00 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-09-02 20:25:01)
Daj sobie z nim spokój - z oddechem mamusi na plecach to żaden związek. Przerabiałam coś podobnego.
"Czepiasz się", bo wymagasz czegoś dla siebie, a on jest nauczony, że miał wszystko pod nos i nie licz, że go naprawisz, jeśli do tej pory związek nie był dla niego priorytetem.
Dopiero jak ochłoniesz zrozumiesz, że to nie miało szans od początku - człowieka nie wyrwiesz z jego myślenia czy środowiska na siłę, sam musi chcieć i dojrzeć do tego.
A jak facet skończył 20lat i nadal mamusia (i do kompletu jeszcze siostra) są Kobietami Życia to jest to przypadek z tych beznadziejnych. Uwierz mi, jemu ich dominacja nie przeszkadza, gdyby mu tak nie pasowało to one nie miałyby nic do gadania.Uciekaj z tego toksyka.
No jaja, akurat wszedłem na forum Wam jeszcze opisać swoją historię, jak to moją eks rządzi matka, i mimo, że dziewczyna chciała być ze mną, to matka swoje zdanie i tak wyraziła, a moja eks była zmuszona wstawić to w ramkę. To pokazuje, jak toksyczni bywają rodzice. Wiele razy widziałem jak moja eks się zachowywała sam na sam ze mną, a jak z matką, jak matce wielce się to i owo nie podobało, w związku z czym wiadomo jak było. Dlatego tak jak mówisz, lepiej uciekać od takich ludzi, bo oni uwolnią się od rodziców, dopiero po ich śmierci, o ile juz nie będa mieć wystarczająco spaczonej psychiki. Związek się trzymał, póki rodziną rządziła jej babcia, babcia zmarła i związek był już w rozsypce, a matka coraz więcej na mnie flugała, bo to bo tamto. Przypomniałem sobie, właśnie pogrzeb tej babci, jak przyjechałem, w sumie "niespodzianka", bo nic nie mówiłem eks, nie dzwoniłem, nie pisałem, bo wiedziałem, że z rodzicami teraz siedzi cały czas przez te kilka dni od śmierci do pogrzebu, zapytałem tylko o termin i godzinę pogrzebu, urwałem się z zajęć przyjechałem te ~200 km. To do dziś nie zapomnę, jak matka po stypie, powiedziała, że mnie odwiozą do domu, powiedziałem, że nie trzeba, dam sobie radę. W tym momencie jak na mnie się wydarła, ze mam wsiadać i nie dyskutować, wtedy zobaczyłem z kim tak naprawdę mam do czynienia i jak moja eks nalegała wówczas żebym nie dyskutował z "mamusią", tylko wsiadał. Także nie zawsze ludzie są toksyczni i źli z natury, tylko dlatego, ze mają takie wzorce, albo ludzi, którzy nimi rządzą. Zresztą, widziałem jak w smsach potrafi być zimną suką, bo matka obok siedzi, a jak reaguje jak mnie widzi na ulicy, gdzie nie ma mamusi, łzy, nerwy, drżenie głosu, itd.
Mówiąc wprost, nie mamy szans z czymś takim, żeby coś zmienić, niektórzy tak są uzależnieni od swoich rodziców i ich decyzji, że potrafią tłumić nawet w sobie prawdziwe uczucia, emocje. Nie wiem czy opisywałem, jak matce się nie podobało mojej eks, po pierwszym rozstaniu, że się ze mną spotyka nadal, nieformalnie wróciliśmy do siebie, to chyba dlatego, zeby matce nie powiedzieć, że jest ze mną, tylko, że się spotyka. Moja eks pytała nawet ojca co o tym myśli, zachowywał się bardzo fair, odpowiadając, że nieważne co zrobi, to ona ma być szczęśliwa w życiu i nie będzie się wpieprzał w to, z kim chce dzielić to życie. Niestety matka takim dyktatorem tam była i jest nadal, że w końcu ojcu pewnie powiedziała "albo jej przemówisz do rozumu, albo koniec z seksem" to się zgodził :D i zaczął i on mnie potępiać, pomimo tego, że po powrocie do niej po rozstaniu, zachowywałem się jak ciota bez honoru.
I słowa mojej eks kiedyś wypowiedziane z pełną powagą "w domu, najważniejsze jest, aby kobieta była szczęśliwa, jak kobieta jest zadowolona, uradowana i szczęśliwa, to wszyscy w domu są szczęśliwi i zadowoleni, natomiast jak kobieta jest zła, to wszystko się pieprzy i wszyscy chodzą źli i smutni".
dlatego FudżiJama zastanów się nad tym co miałaś i jak byś dalej cierpiała, gdyby w końcu los nie dał Ci wolności. Ja to zrozumiałem dopiero po pół roku, jak moja przyszłość by wyglądała u boku takiej osoby, ba, z taką teściową, którą moja mama po pierwszym spotkaniu nazwała "Królową Lodu", choć w to nie wierzyłem, że tak jest, to tak było. Jeszcze z tego co pamiętam, to moja eks nigdy się nie przytuliła, nigdy mojego imienia nie zdrobniła, nigdy nie nazwała mnie inaczej niż po imieniu, często mówiła, że nie lubi się całować, ani przytulać. To chyba pokazuje, jak została wychowana. Przy takich "starych", albo ktoś szuka ukojenia i ciepła w ramionach drugiej osoby, albo staje się zimny jak lód. Tutaj akurat była ta druga opcja i wierzenie, że "chcę być taka silna jak mamusia, a nie być taką cipą jaką jestem, bo dzięki temu mamusia osiągnęła to o czym każda kobieta marzy, czyli rodzinę, która dla niej zrobi wszystko, mężczyznę, który za nią pójdzie w ogień". Po takich słowach, warto się zastanowić, czy już nie zacząć uciekać od takich osób.
Dlatego przemyśl sobie i daj dojść do głosu swojemu rozumowi, który obiektywnie opisuje sytuację, co zresztą widać po Twoich słowach, że jednak masz świadomość, że rządziła tam mamusia i tak naprawdę żyłaś z mamusią, a nie z nim.
To samo tyczy się czasami niespełnionych marzeń rodziców, że każą iść na studia, na prawo, na lekarza się kształcić, albo na psychologa, tylko dlatego, że oni sami tymi osobami się nie stali, to chcą by dzieci spełniły ich marzenia. Cholernie dziękuję rodzicom, bo uważam, że wychowali mnie jak trzeba, nigdy mi nie mówili co mam robić, chciałem być malarzem, to płacili za zajęcia z malarstwa, chciałem być architektem, płacili duży hajs za prywatne lekcje rysunku. Jedyne do czego mnie zmusili, to żebym chodził na dodatkowe zajęcia z języka angielskiego, wtedy nie chciałem, a teraz za każdym razem im za to dziękuję, bo język to podstawa w każdej branży inż i nie tylko. Moja mama nie wierzyła, że kiedyś pójdę na studia, że coś osiągnę, z tego względu, że byłem leniwy, zawsze na 3 i 4 jeździłem, leciałem wedle zasady "uczyć się tak, by nie było żadnej 2 ani 1" i nigdy nie było. Gdybym miał spełnić marzenia rodziców, to pewnie teraz studiowałbym prawo i płakał po nocach w poduchę, bo studiował/robiłbym coś co mnie totalnie nie kręci. Warto też na to spojrzeć, czy to co robimy, jest naszą wolą, czy naszych rodziców, bo to my będziemy do końca życia z danym partnerem, albo wykonywali daną pracę.
Elle88 thepass taka refleksja mnie naszła, że tą mądrością, jaką poznaliśmy/poznajemy jest fakt, że nauczyliśmy się w mniejszym lub większym stopniu obserwować otaczający nas świat i wszystko brać takim jakie jest, a nie jak my to widzimy (a raczej jak widzi to nasza podświadomość). To takie odseparowanie podświadomości od świadomości, obiektywne zdanie i kontrola emocji, w ogóle odizolowanie emocje i ich wpływu na naszą świadomość/podświadomość. Dzięki temu łatwiej nam coś pojąć, podjąć jakąś decyzję, zrozumieć. Ja bynajmniej w relacjach damsko-męskich zauważyłem, że potrafię kontrolować emocje dopuszczać to co się dzieje, takim jakie jest i przewidzieć coś, niż pchać się bo emocje i podświadomość mi coś mówi. W ten też sposób, łatwiej mi wyczuć toksyka. Nie wiem czy to zrozumieliście, ale wierzę, że tak :D
4,678 2014-09-02 20:28:21 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-02 20:29:58)
Czasmi nachodzą mnie myśli, że może gdybym się tak nie czepiała, to byłoby jakoś inaczej...Ale prosiłam tylko o uwagę dla mnie, o poczucie, żebym widziała, że jestem dla niego najważniejsza, że nie przejmie się opinią rodziny...
Ale im bardziej się czepiałam (choć na początku starałam się być delikatna, jak to nie pomagało, zaczęłam wtedy cisnąć bardziej...) tym on uważał,. że to ja mam problem... Najczęściej zmieniał zdanie jak tylko wrócił do domu...Przy mnie mówił zupełnie inaczej, ale najczęściej rozmowy na ten temat go denerwowały..
Pewnie, jeszcze bukiet kwiatów kup, a dla mamusi bombonierkie i pięknie przeproś jaśnie Państwa.
Ty...czepialska jędzo! Coooooooo, to już z Mamusia nie można i siostra na randki chodzić? I żeby mamusia decydowała? Ciesz się, że mamusia z wami nie spała. Jaka Ty marudna...
a kysz!
Z Maminsynkiem to nie tak się robi. Jego spod spódnicy mamuni odciągnie tylko jakaś 'ciekawsza' zabawka.. a i to nie jest powiedziane, że na długo.
Także musiałabyś na tyle piotrusia zafascynować, żeby pokazać mu jakieś ciekawsze "łakocie" niż chowa pod spódnica mamusia. ![]()
I wtedy on by szedł za Tobą jak na smyczy..tylko wiesz, do czasu.
Bo jakbyś chciała od piotrusia że może by tak coś więcej.. to mamusia wysuwa się na prowadzenie! nynynyyy <gra na nosie> ![]()
Takie życie. Pytanie, czy Ci się podoba..póki co, widzę, że nie narzekasz ![]()
4,679 2014-09-02 20:29:09
Nie zgasisz mnie już za późno, interakcja z Tobą choćby wirtualna będzie miała konsekwencję na moje dalsze wybory ![]()
4,680 2014-09-02 20:37:25 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-02 20:37:57)
Widzisz teraz , Życzliwy , szkoda Cię dla takiej durnej baby.. Dlatego! Od teraz, będziesz mądry i świadomy, ale SAM JAK PALEC -tak jak my z thepassem
Pasi? ![]()
phaya79: Patrz wyżej, interakcja ze mną prowadzi tylko do tej jednej opcji ![]()