A widzisz, pamiętasz jak bardzo moją eks broniłem, jak mówiłem, że nie ona, ze to ja dałem dupy, a że jednak nie i ogólnie miotałem się? Dzisiaj trzeźwo patrząc na to co było, bynajmniej nie ma miłości, nic, jest zimno, a może neutralnie co do tego co miałem, stąd łatwiej mi oceniać kim ta osoba była. Twierdzę, że to jeszcze nie jest 100% prawdy, bo wiadomo, emocje zawsze były i będą, nawet za 10 czy 20 lat pewnie, chodzi mi o fakt, jakim jest to, że zrozumiałem pewne rzeczy, jak nie słuchałem innych, Was, rodziny, przyjaciół, którzy obiektywnie przedstawiali mi sytuację, co ciekawe wszyscy mówili to samo, bez jakiegokolwiek porozumienia, bo moi przyjaciele z Wami nie rozmawiali, tak samo jak i rodzina, a zdanie jest to samo. Widać, potrzebowałem czasu, żeby sam to zauważyć, że aż takimi chodzącymi ideałami i aniołami te eksy nie są, o dziwo mają więcej wad niż zalet.
I tu się z Tobą w 100% zgodzę, że jedyne co, to ta pustka, którą odczuwam, że nie mam do kogo się z uczuciami przytulić, wyjść do kina, do restauracji, spędzić cudowny wieczór patrząć w gwiazdy, czy coś w ten deseń. Stąd metodę mojej eks uważam, za perfekcyjną, w sensie, że nie zerwie z chłopakiem, póki innego nie znajdzie. Od 16 roku, nie miała przerwy dłuższej niż pół roku między związkami, po prostu pustkę wypełnia sobie kimś innym, kto w sposób naturalny zajmuje miejsce. Ja akurat to potępiam, bo w ten sposób żadnych wniosków taka osoba nie wyciąga, a przy okazji chodzi po cienkim lodzie, bo trzeba "grać", że nie ma się w sobie emocji i przywiązania do poprzedniego partnera (przynajmniej na początku nowego związku), co jest wg mnie bardziej durne (niestety nie było Ciebie, przy ostatnich przeżyciach) to reakcja mojej eks w momencie spotkania mnie, po pół roku od rozstania i.. łzy, nerwowość w głosie itd. Co jak co, ale nawet ja w tamtym momencie takich emocje w sobie nie wzburzyłem, dlatego śmiem twierdzić, że inwestowanie w nowy związek, to tylko tłumienie czy też zamiatanie problemu pod dywan, który prędzej czy później się przesunie, albo podniesie i ten piach znowu się pokaże. Tak było, jak spotkała swojego drugiego chłopaka, po cholera wie jakim czasie, a była w tym momencie ze mną, jak go zobaczyła, to wybuchła płaczem i uciekła pisząc mi smsa, że przeprasza, że tak wyszło. Dlatego jedyne za czym tęsknię, to za takimi wyjściami, podejrzewam, że teraz będzie łatwiej, bo wakacje się kończą, a najwięcej emocji dostarczaliśmy sobie w wakacje, z tego względu, że w wakacje mieliśmy siebie na codzień, a nie raz na tydzień/na dwa bo ja studiowałem 150 km od niej.
Widzisz, dla mnie religia jest czymś w rodzaju ukojenia, nadania kierunku, w którą stronę mam zmierzać, jednocześnie też taką ostoją, do której się zwracam gdy mam problem, ale toteż staram się postępować zgodnie z własnymi poglądami i tym, co religia daje. Może nie trzymam się tego kurczowo i do kościoła nie chodzę często, nawet bym rzekł, że bardzo rzadko, to staram się żyć zgodnie z religią, jak np nie wyrządzać innym krzywdy, itp. Można to odseparować od religii i bedzie to tym samym, jednak ja to etykietuję religią, tak mi łatwiej, lepiej.
Doskonale Ciebie rozumiem, ze zdrowym egoizmem, sam taki pogląd wyznaję, tak samo jak to, że będę z kimś kto będzie doceniał mnie, tak jak i ja tą osobę, 50/50 w związku, albo wcale. Nie mam zamiaru latać jak pies za kimś i w momencie pytania czy mnie kocha, usłyszeć "zawsze chcesz coś w zamian, jak coś zrobisz". Zwyczajnie czymś takim rzygam.
Widzisz, nie wiem co wtedy myslała i co teraz myśli, w sumie mało mnie już to interesuje, bardziej cieszę się, że ja odzyskałem nie tylko wolność, co jakąś lekcję, z której wyciągnąłem wnioski, podejrzewam, że jak w pełni wyzbędę się emocji tych negatywnych i pozytywnych i pozostanie tylko miłym wspomnieniem, to podziękuję jej w pełni. Póki co, jest okej, neutralnie, jednak jak zaczyna coś robić, to pojawia się sinusoida, że irytuję się trochę. Stąd potwierdza się moja teza, że utrzymywanie kontaktu jest czymś złym.
Poza tym wracając do tego co było, chyba postawa mojej eks wtedy sama za siebie powiedziała, "dałam dupy, żałuję tego, ale nie dam Ci tej satysfakcji i skoro tego piwa sobie naważyłam, to teraz będę je sama prowadzić", takie unoszenie się honorem i dumą. Powiem Ci, że nawet jeżęli tak jest i patrząc na początek drogi, kiedy czekałem na ten moment, by mieć tę satysfakcję, z tego jak mi mówi, że spieprzyła i jest jej głupio to.. nie czuję już z tego radości, nie jest mi jakoś z tym dobrze, w sumie odebrałem to bardzo neutralnie, to tak a'propo emocji.
Z tym mordercą właśnie, to popełnia taki krok, jakim jest morderstwo, a z czasem jak wyciąga wnioski, z tego co zrobić, jak widzi co ma, a co mógłby mieć gdyby tego nie zrobił, to jest identycznie z tymi co rzucają, zrywają, idą bawić się z kimś innym, wyrządzają krzywdę, a później do nich dociera co mieli. Popycha nie tyle brak świadomości, co jakaś żądza, chęć zmiany czegoś, spróbowanie czegoś, cholera wie, ciężko mi to tak w pełni zdefiniować, bo nie jestem osobą, która lubi drastyczne zmiany, nie potrzebuję całego nieba by być szczęśliwym, nie gonię za tym niebem, w momencie w ktorym mam skrawek nieba, który daje mi dużo radości, tak było u mnie w związku, że nadgorliwość mojej eks wygrała, wolała zerwać ze mną by mieć chłopaka na miejscu, który będzie jej zakupy do domu nosił, teraz sama widzi, że poza tym, to gościu nie ma nic ciekawszego do zaoferowania, stąd te pytania i wyciąganie informacji jak mi się powodzi. Tak jak mój pobyt w szpitalu, liczyła na to, że przez zapytanie jak się czuję, gadka pójdzie dalej i bedziemy mieć kontakt, ale zaczęła mnie irytować z kolejnymi smsami i powiedziałem dość. (troszeczkę wracam dzisiaj w rozmowie do eks, ale tak jak kiedyś Ci powiedziałem, uważam to za przykład, na którym wiele chcę pokazać, by takie osoby jak marek987 wyciągnęły jakieś wnioski), nawet powiem, że trochę może i żałowałem, że powiedziałem jej NIE, ale z drugiej strony tak jest chyba lepiej, nie ma sensu wracać do czegoś tylko dlatego, żeby zapełnić pustkę, tęsknotę wypędzić, nie na tym rzecz polega.