Tenko a o mnie to już zapomniałaś? 
Jacek84 widzisz, żyję czymś takim, że jeżeli coś przeżyłem, doświadczyłem, coś zrozumiałem, to staram się podzielić tym z innymi ludźmi, którzy są w tym momencie w którym ja byłem kiedy powoli zaczynałem "kumać". Ciesze się, że w jakiś sposób Ci pomogłem, bo taki mam cel w życiu - pomaganie innym, taka misja, od dzieciaka zawsze taki byłem, co przekładało się na moją satysfakcję w życiu. Poza tym staram się, a wręcz nawet jestem dobrą osobą w życiu, co przekłada się na to co od życia dostaje, mimo wszystko uważam, że zyskałem więcej rozstając się z tą dziewczyną. Stałem się innym, uważam mądrzejszym, rozsądniejszym człowiekiem, poza tym, łańcuch pękł i odzyskałem wolność, mimo wszystko moja eks mnie ograniczała, podtekstami chciała bym przeprowadził się do miejscowości gdzie ona studiuje i żebym tam kontynuował naukę, co było nierealne ze względu na mój jakże elitarny kierunek studiów. Poza tym jej wizja, że po studiach wraca do miasta rodzinnego i tam zostanie już na zawsze, mnie nie radowała, ja chcę się w życiu rozwijać, nie po to szedłem na studia, żeby uzyskać jakiś tam tytuł i robić za 'typowego inżynierka', we wszystkim co robie jest dużo ambicji, studia to według mnie rozwijanie się, poszerzanie zainteresowań, robienie tego co się kocha. Moja eks za to patrzy przez pryzmat "będę dentystką, bo dentysta dużo zarabia", no to pogratulować tylko. Z chwili na chwilę, z dnia na dzień widzę, że to definitywnie nie była kobieta dla mnie, ja szukam kogoś podobnego do mnie, takiego kto będzie wbijał się oknami jak mu drzwi do rozwoju będą zamykać, co zabawniejsze moja eks określiła nasz związek monotonnym, to mnie najbardziej śmieszy, szczególnie, że ze mną nigdy nie miała nudy, ja zwyczajnie nie potrafię siedzieć w domu i nic nie robić, miałem taki okres w życiu, jak pochłonęły mnie gry komputerowe i cholernie tego czasu żałuję. Dlatego karma dobra do mnie wróciła, pomimo wielkiego bólu, bo naprawdę dużo serca w ten związek i w tą kobietę 'wsadziłem', to chyba lepiej przecierpieć rok, dwa tej żałoby po rozstaniu i tym wszystkim, niż przeżyć te 40-60 lat będąc nie do końca szczęśliwym. A wystarczająco się męczyłem, jestem cholernym fanem, a może i fanatykiem każdej aktywności fizycznej, wypad na rowery itd, sruvivale, misja pojechać nad morze i o 5 rano biegać po plaży. A tutaj.. wiecznie coś nie pasowało, raz na rowery ją namówiłem, oczywiście swojego roweru nie miała, więc kombinowałem dla niej, udało się, to jej nie pasowało, że coś tam w tym rowerze, to dałem jej swój a sam wziąłem tamten. Przejechaliśmy może 3 km, dosłownie 30 min jazdy max i ta już wracać chciała, zwyczajnie 'nogi bolą i już mi się nie chce jeździć', co zabawniejsze sytuacja miała 2 lata temu jakoś, a przy ostatnim spotkaniu tym przypadkowym mi to przywołała, w sensie nasz wypad na rowery i to, jak przejechaliśmy przez jakieś błota i ona stwierdziła, że nie jedzie dalej, bo za duże błoto, to wziąłem ją na ręce i przeniosłem przez to błoto, buty, skarpetki uwalone, ale nie ważne. Survivale.. raz pod namioty pojechaliśmy, fakt było cudownie, ale więcej takich atrakcji nie było. Ciągłe tłumaczenie, że ona kasy nie ma, że jej się nie chce, a później pretensje, że jest monotonia. Dla niej atrakcją to było siedzenie przed telewizorem, wyjście gdzieś posiedzieć. Teraz żal jej dupe ścisnął chyba, jak mi te rowery wypomniała, bo obecny chłopak jest typem domatora, nie chodzi na imprezy, alkoholu nie pije w ogóle, aspołeczniak. Dlatego śmiało twierdzę, że najlepszy związek to taki, gdzie ma się tą drugą osobę, z którą dzieli się jakieś pasje, ja z moją eks żadnej pasji wspólnej nie miałem, totalnie się od siebie różniliśmy, dosłownie nic wspólnego, przez co się nabijaliśmy, że można się aż tak od siebie różnić. To taka refleksja z mojej strony odnośnie wizji życia, świata, tego co tak naprawdę jest ważne, tylko ja tego wcześniej nie widziałem, musiałem zostać porzuconym i przemyśleć, dojrzeć do pewnych wniosków, uważam, że nie osiemnaste urodziny, zdana matura, czy skończone studia, albo pierwszy seks, pierwszy alkohol świadczą o dorosłości, a zwyczajnie dojrzenie psychiczne, śmiało mogę powiedzieć, ze teraz widzę siebię dorosłym człowiekiem, nie mówię, że poważny, taki co na imprezie nie zachleje to momentu gdzie zwraca wszystko, ale ogólnie.
I właśnie moment, gdzie doszedłem do wniosku, że nie pasowaliśmy do siebie i zamęczylibyśmy się razem spowodował tak naprawdę, że przestałem tak cholernie cierpieć. Doszedłem nawet do wniosku, że mógłbym się z nią przyjaźnić, ale po tym co widzę, jak się nadal zachowuje, tak typowo gówniarsko to wolę dać sobie spokój i omijać z daleka.
A to nutka ode mnie dla Was na dzisiejsze popołudnie
http://www.youtube.com/watch?v=xjqQfVY0yAc
Jak nie macie planów na dzisiaj, to gorąco polecam film 'Lucy' w kinie obejrzeć 
PS. Ha, też tak miałem, że sobie każdego wyobrażałem jak wygląda
w ogóle pojechałbym na to piwo do KRK, ale 17h w pociągu mnie zamorduje..
poczekam do zimy, zimą fajnie się jeździ pociągami, opóźnienia, zimno w przedziałach i takie tam atrakcje.. 