marek987 mam nadzieję, że wielkiego moralniaka nie miałeś. Mi na szczęście nie zdarzyło się do niej dzwonić ani pisać po pijaku ... tzn. raz zdarzyło się napisać, no dwa ale w ciągu jednego wieczora. Nie będę pisał co bo to akurat bardzo bolesna i przykra sprawa. Wtedy też tej nocy zaniemogłem bo ostrym piciu ( pierwszy i ostatni raz samotnie ) i wisząc nad toaletą wyzywałem ją od najgorszych. Tych słów też nie przytoczę. Było to dwa tygodnie po rozstaniu a ja poszedłem do naszego klubu, w którym często przebywaliśmy i wiedziałem, że ją tam spotkam. Była. Całą noc jak już w bardziej odważniejszy stan się wprowadziłem patrzyłem na nią. Ona bardzo wesoła w towarzystwie Panów i znajomych grała w planszówki. Rzucała kostką, cieszyła się i bardzo dobrze bawiła. W.urwiała mnie tym niesamowicie. Ja jednak nadal na nią patrzyłem. Co nasz wzrok się spotkał to ona tylko kiwała głową na znak o co mi chodzi. Później podeszła do mnie i powiedziała żebym jechał do domu. Tak się mną przejęła.
niezgodna wiem co czujesz. Ja potrafiłem w tych kryzysowych, najgorszych z najgorszych stanach nie wychodzić z łóżka przez trzy dni. Nie myłem się. Tylko skorzystanie szybkie z toalety, coś zjeść i dalej do łóżka, żeby tylko jak najszybciej usnąć i nie myśleć. Moja siostra kupowała i przynosiła mi coś do jedzenia. Jak już zwlokłem się z łóżka i popatrzyłem na siebie w lustrze to miałem do siebie obrzydzenie. Nie mogłem się zaakceptować, nie widziałem w tym lustrze nikogo wartościowego, nie widziałem tak mężczyzny. Było truchło, kości obleczone skórą, zapadłe policzki, blady jak ściana, zgarbiony. W głowie tylko cały czas jedna myśl: "dlaczego ja mam żyć, dla kogo?", "dlaczego Bóg chce żebym żył?", "jeżeli ma wobec mnie jakiś plan to dlaczego realizuje go tak drastycznymi metodami?". Zająłem się kwestią Boga, wiary bo doszedłem do wniosku, że tego mi nikt nie odebrał i nie odbierze. Będąc w związku nie pielęgnowałem tego co mnie nauczono w domu. Nigdy nie byłem fanatykiem religijnym i nigdy też tak w domu nikt nie kazał się zachowywać, ale często babcie i tato wspominał, że w tych ciężkich chwilach warto się zwrócić do Boga ale też nie zapominać o nim w codziennym życiu. Ja o wierze zapomniałem na studiach i w związku. Moja narzeczona twierdziła, że pójście do kościoła nie jest jej potrzebne w życiu. Ok. Na naszych naukach przedmałżeńskich ksiądz powiedział, że nie można drugiej osoby zmusić do pójścia do kościoła. Jak zechce, to sama pójdzie. Kończą już ten wątek religijny, wątek wiary, powiem tylko jedno, w tych ciężkich chwilach wierzę, że Bóg mnie nie opuszcza.
Natomiast patrząc dalej na Twoje samopoczucie. Ciesz się, że masz przyjaciółkę, która wręcz każe Ci do siebie przyjechać i wymusza na Tobie obietnicę, że to zrobisz. To jest najlepsza metoda. Ja na początku obiecywałem i tych obietnic nie dotrzymywałem. Poznałem na portalu eDarling dziewczyną, z którą bardzo dobrze mi się pisało. W gruncie rzeczy nie ma tam samych radosnych ludzi, którzy nie potrafią w realu znaleźć swojej drugiej połówki. Są tam ludzie pozostawieni, pokiereszowani przez los, którzy chcą się umówić na spotkanie, chcą popisać ale też wyżalić się. Z jedną taką osobą nawiązałem kontakt. Bardzo dobrze nam się pisało ale żadne z nas nie rozmawiało pod kątem ewentualnej randki bądź wyobrażeń o związku. Zaproponowałem spotkanie w realu, ponieważ obydwoje byliśmy z Wrocławia. Spotkaliśmy się raz, drugi, kolejny, ona później przyprowadziła kolegę. O wszystkim z nimi rozmawiałem co dotyczyło mojego związku. Byli w szoku ale jako obcy ludzie, przed którymi nie miałem nic do ukrycia, którym wszystko powiedziałem również negatywnego o sobie powiedzieli mi jedno zdanie: "nie była Ciebie warta, nie rozumiemy za kim Ty tęsknisz". Powiedzieli to nie znając jej, tylko słuchając tego co im powiedziałem ja. Nie oszukiwałem, bo byłoby to bez sensu przed samym sobą. Rozmawiałem o tym również z innymi znajomymi, dalszymi i bliższymi i każdy mówił to samo. Kumple zazwyczaj, że postąpili by tak samo jak ja. Dziewczyny, że przecież jesteśmy dorosłymi ludźmi to dlaczego rozstawać się w tak niedojrzały sposób. Inni, że nawet jeśli ktoś zostawia to nie zachowuje się jak najszczęśliwsza osoba na świecie i nie epatuje tym na facebook'u. Dlatego może nie tylko znajomi są od tego aby nas wysłuchać. Warto nieraz swoją historię opowiedzieć osobom obcym. To forum po to jest. Jest po to żeby się wyżalić, żeby usłyszeć opinię innych osób, żeby ochrzanić jak jest ku temu powód. Każdy rozkminia naszą opowieść ze swojego punktu widzenia. Ten punkt widzenia jest jednak nakreślony własnymi doświadczeniami i własnym bólem. Ja ze swojej perspektywy dostrzegam na tym forum swoją zmianę. Bardzo się cieszę, że tu jestem i mam nadzieję, że kiedyś tu wejdę i napiszę: "Dziękuję Wam wszystkim za pomoc, dziękuję moja wirtualna rodzino, dziękuję za wspólne godziny, dni, tygodnie, miesiące. Terapia skończona. Nie będę już tu zaglądał aby nie wspominać przykrych chwil. Spotkałem kobietę życia i chcę cały poświęcić się jej. Nie mogę już tu przesiadywać aby nie mącić sobie w głowie i nie zakrzywiać swojej obecnej rzeczywistości. Jestem dla Was dostępny na mailu. Trzymajcie się i wierzę w Was". To chciałbym kiedyś napisać i nie z czystego egoizmu - wykorzystałem, wyżaliłem się a teraz nara - ale z czystego, racjonalnego podejścia. Będąc z następną kobietą, może dojść do zakrzywienia mojego myślenia, do porównywań, do wyszukiwania na forum co robić jak pojawią się takie a takie zachowania w mojej obecnej dziewczynie. Forum to jest znakomite jako wsparcie i "leczenie" ale nie jako odpowiedź na codzienne życiowe problemy. niezgodna korzystaj z przyjaciół, którzy są dla Ciebie. Na szczęście mają czas, ja nie spotykam się z nikim bo jak już kiedyś pisałem wszyscy mają rodziny, dzieci i nie mają go tylko dla mnie. Niestety znajomych singli miałem wspólnych z moją eks, ona wszystkich zagarnęła. Może nie zagarnęła ale najwyraźniej wolą ją.
Życzliwy[/], [b]MarekM sny jakie macie ze swoimi byłymi trochę mnie nie dziwią. Podejrzewam, że nie ma dnia żebyście o nich nie myśleli a więc siłą rzeczy pojawiają się one w snach. Ja o swojej byłej też myślę codziennie ale na szczęście w snach się nie pojawia. Pierwszy miesiąc po rozstaniu był koszmarny. W gorące noce potrafiłem się obudzić zlany potem i nakrywać się po samą szyję kołdrą bo tak było mi zimno. Życzliwy jesteś dla mnie wzorem do naśladowania mimo, że dzieli nas różnica 9 lat ( mam siostrę w Twoim wieku i podcierałem jej dupsko jak była mała ). Zazdroszczę Ci podejścia do życia, rozwoju kariery, przyjaciół, otwartości do kobiet ale - nie obraź się tylko - młody jesteś i wszystko jeszcze przed Tobą. Przede mną też, ale masz o wiele łatwiej. Dużo kobiet znajdzie w Tobie oparcie, zresztą pisałeś, żeś zadbany, wielki i fizycznie ok a i cechy charakteru, które z postu można wysnuć wskazują że pod kopułą masz poukładane. Bądź dalej jakim jesteś i bądź wzorem nie tylko dla młodych ale i tych starszych 
Teraz trochę o mnie. BOJĘ SIĘ. Weekend upłynął na rozmyślaniu w domu. Jak zwykle. W sobotę poszedłem na siłownie, chociaż już zrezygnowany byłem i miałem odpuścić. Wziąłem dupę w troki i poszedłem. Zawsze mam w głowie myśl, że przecież dobrze mi na tej siłce, że cieszę się jak tam jestem ale kiedy za długo siedzę w domu to nie mogę się z niego wyrwać. Wiedząc, że ta siłka przynosi dużo dobrego, w głowie i w nogach tkwi niemoc.
Przez weekend rozkminiałem parę rzeczy. Przede wszystkim swoją atrakcyjność zewnętrzną i wewnętrzną ale też tą życiową. Podzieliłem to na trzy i opiszę co rozumiem pod każdą z nich.
ZEWNĘTRZNA. Tak sobie patrzę w to lustro i myślę od jakiegoś czasu, że nie jest tak źle. Koleżanki mojej siostry ( tej w Twoim wieku Życzliwy ) mówią jej, że jej brat jest przystojny. Jak kiedyś mnie spotkała moja siostra na ulicy z koleżanką to ta też w szoku, jakiego ma niby przystojnego brata. Koleżanki mojej eks też nawet mi o tym mówiły. W knajpie dziewczyny zaczepiały barmana z pytaniem kim jestem. Niekiedy same zaczepiały i zagadywały. Ładowały się na siłę do domu ale STOP, nie o to mi chodziło, no i nie z taką pijaną. Brzmi to trochę jakbym się chwalił i był próżny w tym co piszę ale nie robię tego bez powodu. A dlaczego to robię? Bo podbudowałem się tym, że mogę być atrakcyjnym dla innych kobiet. Zacząłem się nad tym zastanawiać po rozstaniu. Co się liczy na pierwszy rzut jak poznajesz kobietę, mężczyznę? Czy jesteśmy atrakcyjni fizycznie, czy jesteśmy pociągający, jak wyglądamy ( ubiór, styl ), jak pachniemy, czy jesteśmy zadbani. Niestety wiele osób jest wzrokowcami i tego nie przeskoczymy. Ja też. Wobec tego radzę i Wam przypomnieć sobie takie sytuacje kiedy to Wy komuś się podobaliście, będąc w związku, kiedy nie były Wam w głowie amory. To mocno podbudowuje. Ja nawet sam nie chcę teraz wyjść do knajpy bo mam obawy, jest strach, że mogę byłą gdzieś spotkać, albo jak się gdzieś napiję to zaraz pójdę do klubu gdzie siedzi ona. Na drugi dzień dół i po co mi to wszystko. Z drugiej strony gdzie szukać podbudowania i poczucia wartości co do swojej atrakcyjności. W końcu będę musiał się przemóc. Nie ma wyjścia.
WEWNĘTRZNA. Zastanowiłem się nad tym kim jestem. Na początku czułem wielką pustkę. Nie wiedziałem kim jestem, co sobą reprezentuję, jakim tak naprawdę człowiekiem jestem. Sam sobie wielu rzeczy nie uświadomiłem. Dopiero rodzina, znajomi, przyjaciele uzmysłowili mi jakim jestem człowiekiem. Zastanawiałem się nad tym czy kogoś w życiu skrzywdziłem tak, że mógłby mi tego nie wybaczyć. NIE! Pewnie taką krzywdę wyrządziłem mojej byłej w jej mniemaniu ale to jakby inna sprawa. Moja mama uświadomiła mi, w tych moich kryzysowych momentach dotyczących wyboru między życiem a śmiercią, że przecież dałeś z siebie bardzo dużo jako dobry człowiek. Przypomniała mi parę sytuacji. W podstawówce miałem koleżankę z zespołem Downa. Przeszliśmy całe 8 lat i ja te lata opiekowałem się nią. Mimo, że miała swój inny program nauczania ale chodziła razem z nami do klasy to i tak w razie jej nieobecności szedłem ją odwiedzić. Jak ktoś się z niej wyśmiewał a ona tego tak nie widziała tylko śmiała się z tym kimś zawsze ją broniłem. Nawet jeśli prześmiewcy byli starsi i mogli mnie zmiażdżyć. Myślę, że w pewnym momencie nabrano do mnie szacunku. Z drugiej strony jako taki łepek nie opiekowałem się tą koleżanką po coś. Nie myślałem wtedy o profitach, bądź nagrodzie. Robiłem tak bo chciałem. Później w liceum zostałem przewodniczącym swojej szkoły. Ponad tysiąc uczniów, którzy mogli na mnie liczyć. I wiecie co? Zawsze przychodzili do mnie Ci, którzy mieli jakiś problem i potrzebowali pomocy. A ja dyskretnie, bez jakichkolwiek nacisków próbowałem rozwiązać ich problemy, bądź pomóc. I znowu, łepek tylko trochę starszy gdzieś tam w głowie miał satysfakcję z tego, że może pomóc innym nie chcąc za to żadnych korzyści. Co roku organizowałem i pomagałem w przeprowadzeniu WOŚP. Wiecie jak na ten styczeń czekałem. Razem z harcerzami, których wtedy wielu poznałem organizowałem ten dzień. Dwa razy w Niemczech i raz w Polsce. Satysfakcja niesamowita. Pamiętam, że byłem odpowiedzialny za catering i ciasta, które w mojej szkole pieczono. Jak ktoś przyniósł ciasto to otrzymywał ode mnie usprawiedliwienie na dzień wolny od szkoły w wybrany dzień. Hehehhe takie myki, ale dyrekcja godziła się na taki pomysł. W życiu dorosłym zacząłem oddawać krew, osocze, płytki krwi, zapisałem się do banku szpiku. To wszystko przypomniała mi moja mama. Powiedziała wtedy jedno zdanie: "A co jeśli będzie potrzebny Twój szpik a Ciebie już nie będzie?. Jeśli ktoś będzie miał nadzieję na życie dzięki Tobie a okaże się, że niestety nadzieja ta prysła?". Takie myśli są w głowie. Czyli jestem dobrym człowiekiem. Trochę od siebie dałem, trochę siebie dałem. Czy wystarczająco? Nie, jest potrzeba dania czegoś więcej. Na tym wnętrzu bym poprzestał bo wszystkie inne cechy wynikają z tej dobroci.
ŻYCIOWA. Obecnie najgorsza i najcięższa. Atrakcyjność ta jest zerowa. Mam 30 lat, nie mam mieszkania, mam długi, nie mam samochodu, żadnych oszczędności, tracę pracę. DRAMAT. Jak z moim wyglądem, wnętrzem i porażką życiową mam być atrakcyjnym dla innych kobiet. W tym wieku oczekuje się od faceta ODPOWIEDZIALNOŚCI a nie bycia cipą. Ale cóż mogę napisać. Popełniłem wiele błędów a samym dobrym sercem nie odbuduję chyba swojego życia. Tyle.
Dzisiaj były łzy, była rozpacz, ból, zniechęcenie i brak zrozumienia dla zabaw i chyba dobrego samopoczucia byłej. Ja nadal rozkminiam co ona robi, jak się czuje, co czuje. Jeśli czuje radość to jej zazdroszczę, bo ja przecież tej radości nie posiadam. ZAZDROSZCZĘ jej naprawdę przyjaciół, podejścia do życia i tego co osiągnęła. Nie zazdroszczę jej tylko tego jakim kosztem i w jaki sposób. A może ten jej dobry humor jest tylko przykrywką? Nie wiem. Wszystko jednak boli. Ona ani razu nie odezwała się do mnie sama po rozstaniu. Jej nie zależało. Chyba nigdy jej nie zależało. I dziewczyny tutaj pisały, że taki facet jak ja to marzenie kobiet ale znając mnie z życiowej atrakcyjności można zmienić zdanie. Zastanówcie się wszyscy nad swoją atrakcyjnością, może w jakiś sposób Wam pomogłem pisząc ten długi post. Ale wiecie jak już ja zasiądę to wychodzi z tego niezła publikacja
Trzymajcie się i do zobaczenia.
P.S. Dzisiaj przyjeżdża moja mama na tydzień, będzie czas żeby znowu ją trochę pomęczyć moimi sprawami.