Cześć Wszystkim!
wstukałam w google - "on pisze z innymi" klik netkobiety.. czytam historie jak to kochający faceci piszą z innymi kobietami (wcale nie niewinnie) i wszędzie ta sama modła- to koniec.
tak moi drodzy.. dowiedzialam się przez przypadek w pt 18.07, że mój książe romansuje na gg.... krzyk, placz, to koniec..
wrócił do domu ( o sytuacji, że wiem dowiedział się przez FB bo tam rozmawialiśmy ja w domu on w pracy) - nie chciał mi nawet wyjaśnić, dlaczego, po co to robi, czy czegoś mu brakuje w związku (jakże udanym wg świadków i mnie samej także) - powiedział "nie ma nas"
moje odreagowanie 2 dni poza domem, kolezanki, imprezy, wsparcie od znajomych - skoro nie chce rozmawiać, to ja przecież prosić nie będę..
niedziela.... podchodze i chce rozmawiać, zależy mi i serce mi pęka, że to się może tak skończyć - niestety książe rozmawiać nie chce, nie ma o czym, nie teraz, może później. co robię? wychodzę z domu bo patrzeć nie mogę.
dostaję sms - to nie hotel... czyli coś go zabolało (nie było to moim zamiarem)
3 dni totalnej ciszy, po kilku mcach mieszkania razem jesteśmy dla siebie obcy.
mija 4 dzień (nie jem nic od piątku) informuje na gg (jestesmy w pracy), że znalazłam mieszkanie i sie wyprowadzam.
wracam do domu, wraca książe i po 4 dniach -hey! chcesz kawe? to i tamto? odpowiadam nie, nie, nie
kładę się spać, a książe miejsca sobie nie może znaleźć, podchodzi do mnie, rozmawiamy o różnych rzeczach, nasze oczy sie spotykają co chwila, ja wpadam w rozpacz. pytam dlaczego, czy on nie ma serca? czemu mnie tak krzywdzi. Prztulil mnie, calowal i czulam sie bezpiecznie.
Postawiłam ultimatum, albo laski albo ja - nie wyrzucaj do kosza tego co było takie piękne i prawdziwe!
wyjechałam na 3 dni do rodziny, do niedzieli mial czas się zastanowić (tylko nad czym??? decyzja -odpowiedz powinna być natychmiastowa!, ale ok) dostaje smsy z buziakami, ze mnie kocha i chce ze mną być.
wracam szczęśliwa do domu, zdystansowana ale szczesliwa, że poszedł po rozum do głowy.
było dziwnie, chłodno, ale zaczynało się rozkręcać. (zaczynam jeść -przechodzi przez gardło)
wczoraj wziełam jego telefon do łapki..... messenger i..................... SZOK (tzn moze nie szok, bo przecież ludzie się nie zmieniają...nie od tak..) czytałam te wiadomości, co on by nie robił.... czego by nie robili.....
stanął w drzwiach kiedy trzymałam jego telefon.
podniosłam głowę z uśmiechem i powiedziałam - proszę. to koniec.
czekam teraz na informacje o mieszkaniu do wynajęcia bo nie chcę tam być dłużej niż wymaga sytuacja.
Powiedzcie mi czemu lojalność to taki trudny "przedmiot" ?
nie będzie już sniadanek do pracy, obiadów, podwożenia do pracy, wychodzenia z psem (on niczemu winny nie jest)
wierzę głęboko, że do każdego z nas zapuka szczęście prawdziwe, że będą przy nas godni ludzie.