Kraków raczej bardzo autonomiczny chce być. Nie można porównywać, mają inne słownictwo. Ogólnie siebie uważają za stolice Polski i często czuć pogarde do innych. Sporo ludzi stamtąd poznałem. Szczególnie tych, którzy mieszkają tam od urodzenia. Przyjezdni niezbyt są dobrze traktowani (a juz szczegolnie jak źle zaparkują i spytają o starówke).
3,446 2014-07-27 15:56:43
3,447 2014-07-27 15:59:06
Co najgorsze, ja tak laski do łóżka nie potrafię zaciągnąć ot tak. A może nie wiem, że nie potrafię bo przecież nigdy tak nie robiłem a teraz może samo przyjdzie. Głupio mi tak samemu iść do knajpy, no ale cóż trzeba będzie chyba zacząć i zobaczyć jak się to wszystko potoczy. ALe czy tą drogą da się odbudować chociaż w małym stopniu poczucie wartości? Czy bardziej to mogę przezwyciężyć swoją nieśmiałość w relacjach damsko-męskich? Kur.a ja nawet nie wiem co ja chcę i kim ja jestem w tym wszystkim. Przypomnę tylko, że minęły już 2 zasrane miesiące ale z prędkością komety zbliża się pierdo.ony 30-08-2014 kiedy miałem mieć ślub. Wiecie, że nawet kwestie ślubne w dużej mierze załatwiałem ja. Ona tylko fotografa. Bo jakoś tak wyszło:) Może w tym związku to ona miała spodnie? Zresztą ja zawsze lubiłem dużo rzeczy organizować. I ze skutkiem dla wszystkich satysfakcjonującym spełniałem się w tym.
btw wiecie, że raz udało mi się jak Ryanair wchodził na polski rynek zorganizować wylot Wrocław-Mediolan Bergamo-Londyn Stansted-Wrocław za 12 groszy!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nikt nigdy nie chciał uwierzyć. Poleciały nas 4 osoby i wszyscy mi kasę oddali żebym nie był stratny. Wtedy było zajebiście. Bo żadnych zobowiązan, rodzin ludzie nie mieli, dzieci też a teraz ... dupa.
3,448 2014-07-27 16:02:53 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-27 16:13:32)
A teraz kobiety urobiły swoich facetów tak, że stracili wszystko i myślą, ze sa szczesliwi
To jest ten podstawowy błąd i okazuje sie, ze kobieta tez nie jest szczęśliwa mimo że ona do tego doprowadza. W wielu rzeczach trzeba sie opierać kobiecie, nie słuchać, naprawdę. Bo ona poznaje Cie jako kogos innego. Atrakcyjnego. Zmieniasz sie w tego kim ona niby chce bys był i tracisz na atrakcyjnosci. To dlatego m.in kobiety mowia ze chcą takiego i takiego, a wybierają odwrotność. Pozniej zmieniają go wg ideału i jesli sie zmieni to rzucają :> Miej na uwadze cos takiego, ze kobieta chce Cie zmienic. A to oznacza dwie rzeczy
- nie akceptuje i jest z Toba z braku laku
- testuje czy bedziesz jej posłuszny (i na czym stracisz, bo zakochała sie w tym kim byłeś na poczatku!)
Zauwaz, ze kobiety sie trzymają tych opornych, których nie da sie zmienić.
3,449 2014-07-27 16:16:35
Straszne jest to co piszesz ale prawdziwe. Na dworze zajebiście a ja cały weekend przesiedziałem przed kompem. W poprzedni wiłem się z bólu i ryczałem jak głupi a teraz tutaj. Mój organizm walczy jak nienormalny. Jest strach przed nieznanym. Chciałbym żeby nie było tych oświadczyn, tego planowania ślubu. Może byłoby łatwiej? No gdybam tylko. Sam fakt tych wszystkich zdarzeń rozwala psychikę. A co gdybym zachował się tak a nie inaczej? To chodzi po glwoie, chociaż odpowiedź jest jasna. Jakbym nie zachował się inaczej wtedy to eksplodowałbym innym razem. I tak w kółko. Czy ona mnie kochała? Odpowiedź: chyba nie, skoro mnie krzywdziła.
Miałem ostatnio zrobić listę jej cech negatywnych w stosunku do mnie. Sporo tego było. Mógłbym ją tu przedstawić ale obraz byłby skrzywiony bo przeceiż to lista o niej a o mnie nie wiecie negatywów. To wszystko oczywiście w ramach psychoterapii.
Szok, czego mogłem się dowiedzieć. Wiem, wiem thepass uważasz ich za baranów ale cóż:)) Ale chyba nie będę tej psycho dalej ciągnął bo z tego nie wychodzi nic dobrego, skoro ona mi jeszcze mówi, że brudy będziemy wyciągali z przeszlości, nawet z dzieciństwa. A w dupie.
3,450 2014-07-27 16:51:04 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-27 16:54:46)
Wiesz, nie chce sie rozdrabniać bo mógłbym napisać wiele. Mezczyna który jest opoką nie da sie skrzywdzić. Spłynie to po nim jak po kaczce, lub sie od razu odsunie.
I jesli jednocześnie bedzie kobiete szanował i bedzie wiedział jak jej dogodzić to ona bedzie sie go trzymala zawsze. Tak jest w zdrowych zwiazkach. W toksycznych mezczyzna jest opoką, ale samego dla siebie, a to kobieta jest krzywdzoną bo sama jest słaba i sobie nie radzi. Tzn co ja pieprze - chodzi o to, że w toksykach jest roznica w zaangażowaniu i sile psychicznej/fizycznej/zyciwej i bardzo to wpływa na druga strone. Nie ze w toksykach to tylko kobiety są słabe, bo to wiadomo nieprawda.
Tu masz na odwrót. Jestes słaby, wiec jestes krzywdzony. A czy ta krzywda to czasem dla drugiej osoby byłoby nic szczegolnego? Pomysl tak z boku, bez zaangażowania emocjonalnego. Czy gdyby to była obca osoba i Ci robiła takie rzeczy to czy by bolało?
Zeby było łatwiej. Pomysl ze 30 sierpnia masz slub ze mną. Odwoluje go i mowie, że nie kocham Cie. Co Ty na to
?
Wiem, płaczesz po nocach. Ale co oprocz tego? ![]()
3,451 2014-07-27 17:19:31
Chlopaki wytlumaczcie bo ja chyba jestem juz glupia. No siedze sobie czytam i oczywiście wiadomość od niego ze czemu mu nie odp i ze jak impreza w piątek no k... napisalam mu ze chyba mu się cos pomylilo ze nie gadam z nim bo powiedzial co powiedzial i niech sie nie zachowuje jakbysmy byli super kumplami. A on ze mnie uraza a na moje pytanie po co pyta o imprezę odpowiada ze jest wscibski jak ja poza tym pyta jak i z kim wrocilam
A co go to interesuje!! Jak już zaczal mnie obrażać to napisalam ze nic się widzę w nim nie zmienilo i ze czytam i mi przeszkadza. Cholera przecież mnie podobno nie kocha i ma mnie gdzieś więc o co mu chodzi?? Thepass licze na ciebie;)
3,452 2014-07-27 17:26:13 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-27 17:29:58)
Nie wiem co tu jest do tłumaczenia. Robi na złość, bo widzi, że sie obrażasz i podchodzisz do tego emocjonalnie. Czesto toksyczne zwiazki sie rozpoczynają od takich walk właśnie i ślepa 'miłość' tego nie widzi (pozniej dla zracjonalizowania przychodzi romantyczny i czuły moment).
Po co to analizujesz i wchodzisz w dyskusje? Tak naprawde jedyne co przekazujesz w tych wiadomosciach do to, że sobie nie radzisz ze sobą.
A on widocznie taki jest. Żarty z poważnych rzeczy, z uczuć to primo:) Na pewno nie dam Ci odpowiedzi, ze Cie kocha i mu zalezy na Tobie, dlatego tak wypytuje ![]()
3,453 2014-07-27 17:35:49
MaciekM 3 dni po rozstaniu mówi, że nie kocha?
a wcześniej mówiła, że tak? Przypomina mi się taka mądrość życiowa, "Kiedyś myślałem, że się zakochałem, ale zwaliłem sobie konia i mi przeszło" - PAŁLO KOELO.
Jacek84 alkohol na poprawę humoru? Jasne, tylko, że najgorzej jak emocje Cię dorwą pijanego, wtedy nie licz, że będziesz się hamować. Kiedyś, a może i nadal pod wpływem alkoholu wychodziło ze mnie to, co tłumiłem w sobie, stąd później cierpiałem, bo sobie coś zrobiłem
poza tym, po rozstaniu doszedłem do etapu chlania, gdzie nie pije bo sportowiec, a dalej były już papieroski do wódeczki, narkotyki i inne h.ujstwo. I śmiało Ci powiem, że zamiast się odbić to tylko sobie problemów podokładałem, długów i nowych nałogów. No, ale przynajmniej grono moich znajomych się powiększyło i polepszyły relacje z wieloma ![]()
Ale później skupiłem się na sobie, postawiłem sobie cel, dążyłem do tego celu i przez to, że pochłaniało to cały mój wolny czas to problem z eks trochę ucichł na intensywności.
Poza tym, z racji, że jestem misjonarzem i chyba powinni mi już płacić, to polecam zabawę podświadomością, to co jej wpoisz to przelewa się na Twój nastrój. Efektem tutaj jest niezgodna wpoiła sobie, że taki cudowny koncert, a na pewno by ze swoim eksem nie pojechała, bo by zamulali w chacie. To spowodowało zmianę nastroju i jak widać, jest szczęśliwsza. Niestety nasz nastrój nie jest permanentny, przez co musimy się nauczyć kontroli nad własnym umysłem, podświadomościa, i w momencie gdzie złapie nas ten dół to zwyczajnie sobie z nim poradzić. Osobiście mogę powiedzieć, że w pełni nie potrafię zażegnać problemu, ale potrafie go zneutralizować i nie odczuwam bólu i cierpienia, a moje decyzje jak i cały umysł funkcjonują sprawnie, nie jest zamulone jakąś kupą. To jest właśnie taka słuszna metoda, która u mnie spisuje się elegancko. Poza tym, staram się nie siedzieć i nie zamulać np w domu, bo wtedy wszystko przychodzi i pieprzy w głowie.
Co do tych lasek, to wcześniej opisywałem, że bolało mnie, że zostawiła mnie dla innego i kto inny ją kłuje. No więc stwierdziłem, kto broni mi korzystać z tego samego? Szczególnie, że predyspozycje mam. No i w ten sposób robiłem to co chciałem, inne kobiety, przygody o krótkim wymiarze czasu. Po którymś razem zauważyłem, że nie chodzi mi już o to, że wystarczy i tyle. Dlatego uważam, że taka metoda też jest dobra. "Poszedłbym do kina, ale mojej kici już nie ma, a sam nie będę szedł.. jeju jak mi tęskno." --- GÓWNO! Idziesz sam, idziesz z kumplami, albo zapraszasz koleżankę. Mówisz, że jeden klub we Wrocku, eh. W ogóle ludzie strasznie widzą coś nadzwyczajnego w podejściu w klubie do kobity i rozpoczęciu konwersacji. Brak pewności siebie, nie wiesz jak zagadać? Czy może rozmowa jest zobowiązująca w seks i w ogóle wymianę numerów? A może to strach przed porażką, ze Cie zleje? Tak miewałem w głowie do momentu kiedy eks ze mną nie zerwała, a ja nie zrozumiałem, że jestem facetem, a nie cipą, która zawsze będzie stać w koncie, podziwiać jakąś laskę w klubie, a później w domu przed snem onanizować się wspominając ją, bo przecież nie zagadałem, jestem taki słaby. To jest też wina, że po rozstaniu, osoba porzucona traci swoją wartość, bo zastanawia się co we mnie było złego, że odeszła, czy aż tak do dupy jestem? Ja wychodzę z założenia, że klub to miejsce, gdzie ludzie przychodzą pogadać, potańczyć, poznać nowych ludzi, zrelaksować sie i 9 na 10 przypadków, to ludzie pozytywnie nastawienia, reszta to ludzie świeżo po rozstaniu, którzy na siłe wyszli z domu, żeby nie siedzieć w nim, a teraz się męczą. Dla mnie klub to miejsce, gdzie mogę pogadać, poznać, porozszerzać swoją wiedze o nowe wiadomości o nowe spostrzeżenia psychiki ludzkiej, czy zwykle sobie pogadać z jakąś dziewczyną, bo ma tak piękny uśmiech, że aż radość mi to nadaje. Może to brzmi jakbym był jakimś tanim wyrywaczem, ale kulturalnie się zachowuję w tym co robię. Dzięki temu czuję większą pewność siebie, wiem jak z ludźmi rozmawiać, a poza tym poznaję naprawdę fajnych ludzi, z którymi uwielbiam rozmawiać. No i grono znajomych się powiększa, zawsze jest ktoś z kim mogę wyjść do kina jeśli mam ochotę. ![]()
3,454 2014-07-27 18:05:34
Wiesz, nie chce sie rozdrabniać bo mógłbym napisać wiele. Mezczyna który jest opoką nie da sie skrzywdzić. Spłynie to po nim jak po kaczce, lub sie od razu odsunie.
I jesli jednocześnie bedzie kobiete szanował i bedzie wiedział jak jej dogodzić to ona bedzie sie go trzymala zawsze. Tak jest w zdrowych zwiazkach. W toksycznych mezczyzna jest opoką, ale samego dla siebie, a to kobieta jest krzywdzoną bo sama jest słaba i sobie nie radzi. Tzn co ja pieprze - chodzi o to, że w toksykach jest roznica w zaangażowaniu i sile psychicznej/fizycznej/zyciwej i bardzo to wpływa na druga strone. Nie ze w toksykach to tylko kobiety są słabe, bo to wiadomo nieprawda.
Tu masz na odwrót. Jestes słaby, wiec jestes krzywdzony. A czy ta krzywda to czasem dla drugiej osoby byłoby nic szczegolnego? Pomysl tak z boku, bez zaangażowania emocjonalnego. Czy gdyby to była obca osoba i Ci robiła takie rzeczy to czy by bolało?Zeby było łatwiej. Pomysl ze 30 sierpnia masz slub ze mną. Odwoluje go i mowie, że nie kocham Cie. Co Ty na to
?
Wiem, płaczesz po nocach. Ale co oprocz tego?
Trochę się zamotałem i chyba Cię nie rozumiem. Ok, patrząc tak z boku gdyby to była obca osoba. Jeżeli krzywdziłaby mnie obca osoba ( a tak się gdzieś zdarzało ) to by bolało ale nie tak bardzo jak krzywdzi ktoś bliski.
Jakoś nie potrafię teraz siebie zdefiniować w tamtym związku. Czy wspierałem? Okazuje się, że nie na tyle ile tego potrzebowała. Czy kochałem? Tak, ale okazuje się, że chyba mało o tym mówiłem, bo dowodów miłości było wiele. Czy jej imponowałem? Nie, bo tak się zająłem jej życiem, że swojego nie miałem. Czy się rozwijałem? Tak i nie. Tak bo gdzieś po drodze nastąpił rozwój edukacyjny i doświadczeniowy. Nie, bo nie wykorzystuję teraz tego. Czy byłem atrakcyjny dla nie? Nie, ponieważ okazałem się rozmemłaną mimozą wiecznie płaczącą i lamentującą. Czy byłem mężczyzną. NIE! stałem się dzieckiem. Obecnie dalej nim jestem, szlochającym jak po utracie matki. I ona mi nie matkowała, nie opiekowała się mną. Powiedziała mi przed rozstaniem, że zawsze mogła na mnie liczyć. Czyli nie do końca byłem tą kluchą życiową. Zresztą nie zawsze tak było. Pewne wydarzenia sprawiły, że życie straciło sens i to ( 1000 raz napiszę ) poczucie wartości. Czuję się tylko kupą miecha z kośćmi i innymi trzewiami a co w środku? Zasrany smutek, żal, rozgoryczenie i rozpierające imadło. JAK? DLACZEGO? COŚ TY MI ZROBIŁA? To siedzi w głowie. Zabiłaś wszelkie uczucia we mnie i wymusiłaś jeszcze przysięgi, zgody i deklaracje. JAK? pytam się JAK MNIE POTRAKTOWAŁAŚ? z perspektywy tego czasu. Bo uczucie odeszło, bo brak atrakcyjności, nie wspierałem. A TY? gdzie byłaś jak Cię potrzebowałem. To mój mały lament. Bo nawet jeśli napiszecie srylion zdań o kobietach, które mówią co innego a myślą co innego, i do tego jeszcze robią co innego to ja się pytam gdzie jest CZŁOWIEK w tym wszystkim. W każdej zasranej sytuacji tego forum nie liczyła się żona, narzeczona, dziewczyna nie liczył się mąż, narzeczony, chłopak. To ja zapytam globalnie a CZŁOWIEK? Czy on się liczy? Po 5,10,20 latach możemy oczekiwać coś więcej niż TAK to koniec, oddanie pierścionka przez siostrę i sms poinformuj mnie czy załatwiłeś sprawy odwołania ślubu? TYLKO TYLE? Jako przyszły, niedoszły mąż? Od miłości do nienawiści krótka droga. To po co to wszystko? Była przede mną w trzech związkach i ją zdradzano i dalej w nich była chociaż uczucie gasło, przechodziła z ramion w ramiona. Trafiła na mnie. Pokochałem, nie zdradzałem, pomagałem ( nie zawsze tak jak tego chciała, bądź oczekiwała ). To czego ona CHCIAŁA? Ja nie wiem i się nie dowiem. Wy tak samo. Nie zrozumiem tego. Wiem, że piszecie tutaj rady z własnych doświadczeń ale ch.j mnie strzela jak piszecie, że byłem za dobry, słaby i tym podobne kwestie. Bo jaki miałem być? No też piszecie, że nie dać się wykorzystywać, nie zgadzać się na wszystko, nie być uległym, olewać, mieć coś swojego. Tutaj mogę się zgodzić z pewnymi kwestiami. Ale ja pier.olę w ten sposób to ja zacieram wszystko co przez te 5 lat z nią miałem. Te piękne chwile, momenty. Jeżeli kobieta NIE POMAGA SWOJEMU PARTENROWI ( a wy zwlacie to na jego słabość, że nie umie sobie poradzić z problemami sam i tym samym traci na atrakcyjności - ożesz kur.a!!! ), NIE WSPIERA I MA GO GŁĘBOKO W DUPIE!!! bo ucieka przed rpoblemami, JEŚLI ZABIJA DZIECKO wiedząc, że partner chce tego dziecka BO KARIERA JEST WAŻNIEJSZA, bo pierdo.one imprezy SĄ WAŻNIEJSZE i poznawanie nowych ludzi, którzy chcą zaciągnąć do łóżka TO ONA PRZESTAJE BYĆ KOBIETĄ, MATKĄ W PRZYSZŁOŚCI A PRZEDE WSZYSTKIM KANDYDATKĄ NA ŻONĘ. Ale ch.uj ja i tak nadal KOCHAM!!!!!! Czaicie? Za to wszystko co zrobiła. Przywiązanie? TAK. Jej atrakcyjność? TAK. Dlaczego ją kocham wyrzucając powyższe żale? NIE WIEM. Kocham i już. Miała być moją żoną i z nią chciałem stworzyć rodzinę. Kogo los, Bóg chronił rozdzielając nas? Boję się, że ją przede mną. Ona na tym lepiej wyszła niż ja. Dlatego już podnosiłem wcześniej, że chciałbym się znaleźć na jej miejscu. Mimo, że wiele osób mi pisze, że nie chciałbym być tak wyrachowanym i bezwzględnym człowiekiem a w konsekwencji złym człowiekiem. I tak, muszę o niej zapomnieć. I pisanie o siłowni i wyjściu na łowy, na bzykanie, ba nawet z kumplami 30-08-2014 robię imprezę ( ona jak się dowiedziałem zresztą też ). Tylko u mnie jest to maska, pokazówa, że jakoś tam się kręci. Gówno prawda. Nie kręci. Jest gorzej i rozpiera w środku jakby obcy chciał ze mnie wyjść. Sorry thepass wiele rzeczy od Ciebie rozumiem ale ni ch.ja z wieloma się nie mogę pogodzić. Do dupy takie podejście, że facet musi... powinien...jest, bo jak nie jest to...Tak to nikt z nas daleko nie zajedzie. Stąd później zdrady, rozpacze bo piętno, bo presja, bo przecież muszę. NIE!!!!!! Zostałem potraktowany jak śmieć i tak też się czuję do tej pory. Śmieć, który obecnie w zależności gdzie albo jak wieje wiatr miota się po tym życiowym śmietnisku. ZABIŁA moją uczuciowość, moją wrażliwość i moją męskość. ZNISZCZYŁA mnie. Ja siebie też zniszczyłem. JA TAK BYM NIE POSTĄPIŁ. Jakimkolwiek człowiekiem jestem. NIE!!!!! Emocjonalnie do tego podszedłem ale niestety tak ja to widzę. Nie biłem, nie zdradzałem, sznatażowałem. Wina jest po obu stronach. Ja zostałem ZNISZCZONY i zabity. Powtórzę, chociaż to bardzo bolesne i łzy same lecą ( wrażliwość, słabość, nieatrakcyjność mężczyzny ) w tym związku został ZABITY JEDEN CZŁOWIEK i ZABITY zostałby drugi. Powiedziała mi, że jakbym sobie coś zrobił to miałaby mnie na sumieniu. Z tego wniosek, że wiedziała, co robi źle, w jaki sposób mnie krzywdzi. Prostacki torchę wniosek ale mój. Czy powinienem ją zostawić wtedy jak zabiła moje dziecko. TAK POWINIENEM. Ale kazała przysięgać/obiecać, że jej nie zostawię. DAŁEM TO ZAPEWNIENIE. I CO?????? Bóg, Honor. Bóg i co się z nim wiązało, przede wszystkim zaprzeczenie swojej wierze i poglądom ZNISZCZYŁEM. Honor rozumiany jako nie złamanie przysięfi ZACHOWANY. Wiem, że nie można nikogo zmusić do miłości ale przez wzgląd na to co przeszliśmy razem i do czego dążyliśmy trzeba pamiętać o CZŁOWIEKU, tej zasranej KUPIE MIĘCHA I KOŚCI z sercem i duszą w środku. CZUJĄCE KUPIE MIĘCHA.
3,455 2014-07-27 18:11:48
Chlopaki wytlumaczcie bo ja chyba jestem juz glupia. No siedze sobie czytam i oczywiście wiadomość od niego ze czemu mu nie odp i ze jak impreza w piątek no k... napisalam mu ze chyba mu się cos pomylilo ze nie gadam z nim bo powiedzial co powiedzial i niech sie nie zachowuje jakbysmy byli super kumplami. A on ze mnie uraza a na moje pytanie po co pyta o imprezę odpowiada ze jest wscibski jak ja poza tym pyta jak i z kim wrocilam
A co go to interesuje!! Jak już zaczal mnie obrażać to napisalam ze nic się widzę w nim nie zmienilo i ze czytam i mi przeszkadza. Cholera przecież mnie podobno nie kocha i ma mnie gdzieś więc o co mu chodzi?? Thepass licze na ciebie;)
Nie ma sensu sie zastanawiać bo nie wiadomo o co mu chodzi. Nie chcesz z nim gadac to zablokuj numer. Czemu tego nie zrobisz?
3,456 2014-07-27 18:22:22
MaciekM 3 dni po rozstaniu mówi, że nie kocha?
a wcześniej mówiła, że tak? Przypomina mi się taka mądrość życiowa, "Kiedyś myślałem, że się zakochałem, ale zwaliłem sobie konia i mi przeszło" - PAŁLO KOELO.
Jacek84 alkohol na poprawę humoru? Jasne, tylko, że najgorzej jak emocje Cię dorwą pijanego, wtedy nie licz, że będziesz się hamować. Kiedyś, a może i nadal pod wpływem alkoholu wychodziło ze mnie to, co tłumiłem w sobie, stąd później cierpiałem, bo sobie coś zrobiłem
poza tym, po rozstaniu doszedłem do etapu chlania, gdzie nie pije bo sportowiec, a dalej były już papieroski do wódeczki, narkotyki i inne h.ujstwo. I śmiało Ci powiem, że zamiast się odbić to tylko sobie problemów podokładałem, długów i nowych nałogów. No, ale przynajmniej grono moich znajomych się powiększyło i polepszyły relacje z wieloma
Ale później skupiłem się na sobie, postawiłem sobie cel, dążyłem do tego celu i przez to, że pochłaniało to cały mój wolny czas to problem z eks trochę ucichł na intensywności.Poza tym, z racji, że jestem misjonarzem i chyba powinni mi już płacić, to polecam zabawę podświadomością, to co jej wpoisz to przelewa się na Twój nastrój. Efektem tutaj jest niezgodna wpoiła sobie, że taki cudowny koncert, a na pewno by ze swoim eksem nie pojechała, bo by zamulali w chacie. To spowodowało zmianę nastroju i jak widać, jest szczęśliwsza. Niestety nasz nastrój nie jest permanentny, przez co musimy się nauczyć kontroli nad własnym umysłem, podświadomościa, i w momencie gdzie złapie nas ten dół to zwyczajnie sobie z nim poradzić. Osobiście mogę powiedzieć, że w pełni nie potrafię zażegnać problemu, ale potrafie go zneutralizować i nie odczuwam bólu i cierpienia, a moje decyzje jak i cały umysł funkcjonują sprawnie, nie jest zamulone jakąś kupą. To jest właśnie taka słuszna metoda, która u mnie spisuje się elegancko. Poza tym, staram się nie siedzieć i nie zamulać np w domu, bo wtedy wszystko przychodzi i pieprzy w głowie.
Co do tych lasek, to wcześniej opisywałem, że bolało mnie, że zostawiła mnie dla innego i kto inny ją kłuje. No więc stwierdziłem, kto broni mi korzystać z tego samego? Szczególnie, że predyspozycje mam. No i w ten sposób robiłem to co chciałem, inne kobiety, przygody o krótkim wymiarze czasu. Po którymś razem zauważyłem, że nie chodzi mi już o to, że wystarczy i tyle. Dlatego uważam, że taka metoda też jest dobra. "Poszedłbym do kina, ale mojej kici już nie ma, a sam nie będę szedł.. jeju jak mi tęskno." --- GÓWNO! Idziesz sam, idziesz z kumplami, albo zapraszasz koleżankę. Mówisz, że jeden klub we Wrocku, eh. W ogóle ludzie strasznie widzą coś nadzwyczajnego w podejściu w klubie do kobity i rozpoczęciu konwersacji. Brak pewności siebie, nie wiesz jak zagadać? Czy może rozmowa jest zobowiązująca w seks i w ogóle wymianę numerów? A może to strach przed porażką, ze Cie zleje? Tak miewałem w głowie do momentu kiedy eks ze mną nie zerwała, a ja nie zrozumiałem, że jestem facetem, a nie cipą, która zawsze będzie stać w koncie, podziwiać jakąś laskę w klubie, a później w domu przed snem onanizować się wspominając ją, bo przecież nie zagadałem, jestem taki słaby. To jest też wina, że po rozstaniu, osoba porzucona traci swoją wartość, bo zastanawia się co we mnie było złego, że odeszła, czy aż tak do dupy jestem? Ja wychodzę z założenia, że klub to miejsce, gdzie ludzie przychodzą pogadać, potańczyć, poznać nowych ludzi, zrelaksować sie i 9 na 10 przypadków, to ludzie pozytywnie nastawienia, reszta to ludzie świeżo po rozstaniu, którzy na siłe wyszli z domu, żeby nie siedzieć w nim, a teraz się męczą. Dla mnie klub to miejsce, gdzie mogę pogadać, poznać, porozszerzać swoją wiedze o nowe wiadomości o nowe spostrzeżenia psychiki ludzkiej, czy zwykle sobie pogadać z jakąś dziewczyną, bo ma tak piękny uśmiech, że aż radość mi to nadaje. Może to brzmi jakbym był jakimś tanim wyrywaczem, ale kulturalnie się zachowuję w tym co robię. Dzięki temu czuję większą pewność siebie, wiem jak z ludźmi rozmawiać, a poza tym poznaję naprawdę fajnych ludzi, z którymi uwielbiam rozmawiać. No i grono znajomych się powiększa, zawsze jest ktoś z kim mogę wyjść do kina jeśli mam ochotę.
Wiem ŻYCZLIWY wiem. Alkohol to nie rozwiązanie. Też ze względu na siłkę jakoś dużej ilości nie przyswajam. Co najgorsze myślałem o papierosach, których nigdy nie paliłem bo jak zajarałem przy imprezie to rzygałem później jak kot. Trawka to co innego. Zdarzała się. Grubszy syf raczej nie ale w tym krytycznym momencie we łbie kiełbiło się żeby sobie coś załatwić i zgonić.
Kumple, imprezy, wyjścia. Zasrana trójca. Nie ma bo powyjeżdżali, mają rodziny, dzieci itp. Rozje.alo się. W moim wieku ludzie już się stabilizują życiowo. Ja jestem teraz w gorszym momencie niż na początku studiów. Fakt jak byłem ostatnio na imprezie to z każdej strony poznawałem chłopaków, których dupy pozostawiły. Lasek jakoś zostawionych nie spotkałem, chyba że nie chciały o tym mówić. Zresztą gdzieś tam zagadywały i przecież same nie wyskoczą - Cześć właśnie się rozstałam z moim facetem. Brakuje mi kumpla, który wiesz, przyjdzie, je.nie mnie w łeb, powie, spoer.alaj z tego łóżka, wychodzimy. Mój telefon milczy. Nie ma kto do mnie dzwonić. I nie użalam się teraz nad sobą. Nie ma z kim.
3,457 2014-07-27 18:33:22
Jacek tu nie chodzi dokładnie o wymodelowanie teraz tego idealnego mężczyny i porównanie ze sobą, jakbyś to Ty był tylko stroną winną. Możesz tak czuć, ale Ty piszesz tylko i wyłącznie o własnych odczuciach, o tym jak Ty to widzisz. Nie ma tu jej, dlatego wszystko sie kręci i tak wokół tego co powinieneś, może gdzie zbłądziłeś. Nic Ci ni da to, że ktoś przytaknie i powie, że to ona zawaliła, źle sie zachowała. Mozesz to dostac od psychologa, przyjaciela itd ale to niewiele zmieni,bo wniosków z tego nie wyciągniesz. Osobiście nie znam rozstań które są ok, kiedy jedna strona nie chce definitywnie, a druga na odwrót. Na takie coś dziala tylko urwanie kontaktu i pogodzenie sie z tym co jest. I tak, trzeba udawać. Tak jak żeby nauczyć sie pewności siebie trzeba najpierw ją udawać, by pewne zachowania sie wpoiły to tu tak samo. Jak myślisz jak uczy sie człowieka asertywności? Najpierw uczy sie mechanizmu jego działania, emocji jakie wywiera w jednej osobie i drugiej odmowa, uzmysłowienie konsekwencji, czy wyszukanie podstaw strachu, żeby go lepiej zrozumieć i wyeliminować. Pozniej co sie dzieje? Trzeba trenować na przykładach, czyli na początku przełamujemy sie udając kim nie jesteśmy (jeszcze). I ona zrobiła źle, ale jej tu nie ma i pewnie wybroniłaby się z tych słów niespodziewanie dla Ciebie. Byc moze nigdy bys nie chciał usłyszec tego od do niedawna osoby, która kochała.
3,458 2014-07-27 19:02:02
Jacek tu nie chodzi dokładnie o wymodelowanie teraz tego idealnego mężczyny i porównanie ze sobą, jakbyś to Ty był tylko stroną winną. Możesz tak czuć, ale Ty piszesz tylko i wyłącznie o własnych odczuciach, o tym jak Ty to widzisz. Nie ma tu jej, dlatego wszystko sie kręci i tak wokół tego co powinieneś, może gdzie zbłądziłeś. Nic Ci ni da to, że ktoś przytaknie i powie, że to ona zawaliła, źle sie zachowała. Mozesz to dostac od psychologa, przyjaciela itd ale to niewiele zmieni,bo wniosków z tego nie wyciągniesz. Osobiście nie znam rozstań które są ok, kiedy jedna strona nie chce definitywnie, a druga na odwrót. Na takie coś dziala tylko urwanie kontaktu i pogodzenie sie z tym co jest. I tak, trzeba udawać. Tak jak żeby nauczyć sie pewności siebie trzeba najpierw ją udawać, by pewne zachowania sie wpoiły to tu tak samo. Jak myślisz jak uczy sie człowieka asertywności? Najpierw uczy sie mechanizmu jego działania, emocji jakie wywiera w jednej osobie i drugiej odmowa, uzmysłowienie konsekwencji, czy wyszukanie podstaw strachu, żeby go lepiej zrozumieć i wyeliminować. Pozniej co sie dzieje? Trzeba trenować na przykładach, czyli na początku przełamujemy sie udając kim nie jesteśmy (jeszcze). I ona zrobiła źle, ale jej tu nie ma i pewnie wybroniłaby się z tych słów niespodziewanie dla Ciebie. Byc moze nigdy bys nie chciał usłyszec tego od do niedawna osoby, która kochała.
Ja wiem co by powiedziała:
- Tak to moja wina - zawsze była cyniczna;
- Bałam się jak groziłeś, że odbierzesz sobie życie dlatego kłamałam w sferze uczuć - wytłumaczenie;
- Albo milczałaby i nie odpowiedziałaby nic na to co ja mówię - tak często było.
KONIEC. Tyle by powiedziała. Ale w trakcie jeszcze naszej wegetacji powiedziała mi, że nie jestem jej przyjacielem, że nie chce mieć ze mną dzieci, że ślubu nie będzie, że na dzień dzisiejszy ona mogłaby ten związek zakończyć, że schudłą przez mnie 8 kg.
No i znowu dół. Czemu człowiek tak bardzo kocha tych którzy czynią mu krzywdę???? Czemu???? Przecież jakby mi nóż w brzuch wsadziła i bym przeżył to nadal bym kochał i tłumaczył, że przez przypadek to zrobiła? Pewnie tak. Czemu to wyobrażeniei przyszłości właśnie z nią i niodwracalne odejście dalej wywołuje uczucia miłości i tęsknoty. Niech to się w końcu skończy. Nie się ode mnie odczepi. Za dużo już przeciepriałem. Dlaczego muszę męczyć się aż tak. Oczywiście pytania są retoryczne.
3,459 2014-07-27 19:09:42
Przerabiasz dokładnie to samo co kobiety, które kochają drani. Tu masz zamiane ról i tyle. Płeć nie ma znaczenia.
3,460 2014-07-27 19:16:01
Nie wiem czemu nie jestem chyba gotowa bo na vos jeszcze w glebi liczne. Jestem glupia. Nie wiem czemu analizuje cjcialam znać wasza opinie bo nie rozumiem jak można komuś mówić przykre rzeczy a potem udawać ze się nic nie stalo i zwalac winę na mnie. Nie czaje
3,461 2014-07-27 19:40:02
Nie wiem czemu nie jestem chyba gotowa bo na vos jeszcze w glebi liczne. Jestem glupia. Nie wiem czemu analizuje cjcialam znać wasza opinie bo nie rozumiem jak można komuś mówić przykre rzeczy a potem udawać ze się nic nie stalo i zwalac winę na mnie. Nie czaje
3,462 2014-07-27 19:45:32
On sie kiedykolwiek do jakiegokolwiek poważniejszego błędu przyznał? Zna takie słowo jak przepraszam?
3,463 2014-07-27 19:48:58
Może dwa razy je przez te 4 lata usltszalam ale nie pamiętam sytuacji. On uważa ze nie ma mnie za co przepraszać i ze ja mam schematy i wyolbrzymiam. Kurcze dal mi do zrozumienia ze nie można mnie za bic pokochać i to ja przesadzam?? Ja nie wiem czy on jest taki glupi ze tego nie widzi czy ja.
3,464 2014-07-27 21:58:45
Może dwa razy je przez te 4 lata usltszalam ale nie pamiętam sytuacji. On uważa ze nie ma mnie za co przepraszać i ze ja mam schematy i wyolbrzymiam. Kurcze dal mi do zrozumienia ze nie można mnie za bic pokochać i to ja przesadzam?? Ja nie wiem czy on jest taki glupi ze tego nie widzi czy ja.
Mnie facet przeprosił dwa razy, jak jeszcze byłam silniejszą stroną w związku. Kiedy to jemu zależało a nie mi, wniosek można wyciągnąć. Niezgoda fajnie że miałaś udany weekend a Twój eksior chyba chce Ci zepsuć humor.
3,465 2014-07-27 22:06:45
Żebyś wiedziala. Teraz do mnie wypisuje jakieś glupoty ze niby ja go obrazsm ze mnie przepraszal a ja nie widzę no Sory tekst w stylu przepraszam za szczerosc raczej przeprosinami nie SA. Już nie mam silny na to wszystko wszędzie pretensje od wszystkich...
3,466 2014-07-27 22:08:27
Czytalem dopiero od któregoś Twojego posta więc spytam - czemu nie zerwiesz kontaktu po prostu?
3,467 2014-07-27 22:16:10
MaciekM 3 dni po rozstaniu mówi, że nie kocha?
a wcześniej mówiła, że tak? Przypomina mi się taka mądrość życiowa, "Kiedyś myślałem, że się zakochałem, ale zwaliłem sobie konia i mi przeszło" - PAŁLO KOELO.
No coś w tym stylu, przeszło jej.
3,468 2014-07-27 22:32:58
niezgodna dlaczego nie zablokujesz jego numeru? ja rozumiem nie jest to łatwe.... ale skoro on Cię tak męczy psychicznie to, żeby zachować jakiekolwiek pozory normalności chyba pasuje to zrobić? Dwa po co czytasz kolejne wiadomości od niego ? usuwaj bez czytania jeżeli nie jesteś gotowa na zablokowanie nr?
Po co sie tak męczysz? Masz nadzieję, na to, ze kiedyś Ci napisze, że się zmienił czy co ?
Wtedy to raczej nie powinien pisac.
3,469 2014-07-27 23:46:41 Ostatnio edytowany przez Akali (2014-07-27 23:47:58)
przepraszam, że się wtrącę, ale chciałabym poznać wasze zdanie. co to znaczy jeżeli chłopak, który zerwał, twierdzi, że nie chce ze mną być na pewno, i jesteśmy tylko kumplami, jest zazdrosny? przynajmniej tak mi się wydaje. poszłam na impreze, wróciłam koło 6 do domu, więc długo się zeszło, ale po prostu dobrze się bawiłam, ze wszystkimi, z nikim konkretnym. mój były wymyślił własną wersje wydarzeń, że na pewno kogoś poznałam, i nie wiadomo co z nim robiłam, następnie zdenerwował się, powiedział, że nie chce ze mną w ogóle rozmawiać i się rozłączył. czy to znaczy, że nadal mu na mnie zależy? czy skąd to zdenerwowanie? przeciez jakby traktował mnie jako koleżankę to by go nie obchodziło czy kogoś poznałam czy nie. pies ogrodnika? sam nie weźmie, drugiemu nie da?
3,470 2014-07-28 00:23:39
Można zakładać ogrodnictwo, oczywiście. Ten typ który traktuje kobiete jak własność czy z nim jest czy nie.
3,471 2014-07-28 00:25:51
czyli to nie oznacza, że mu zależy na mnie i możliwe, że chciałby do mnie wrócić, dlatego tak zareagował? już nie wiem jak mam sobie z tym wszystkim radzić
3,472 2014-07-28 00:29:45 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-28 00:31:13)
Dobra, inaczej.
Jak ktoś jest zakochany i odrzucony to szlocha po poduszkach i na każdy objaw dobrego słowa z drugiej strony leci jak skowronek.
Jak ktoś ma kogoś w dupie, a chce sie dowartościować to gra, manipuluje.
Dlatego czemu miałby mówic jedno ,a robic drugie? Kobietą niedowartościowaną, niedojrzałą i niepewną siebie nie jest.
Ucinasz kontakt, tak się robi zawsze. Jak komus zalezy to będzie próbował, zabiegał, przekonywał.
Inny materiał nie nadaje sie do tworzenia zdrowego zwiazku, wiec i tak nie ma czego zalowac.
3,473 2014-07-28 00:35:20 Ostatnio edytowany przez Akali (2014-07-28 00:36:53)
Jest niedowartościowanym mężczyzną, który na każdym kroku był o mnie zazdrosny i mi nie ufał, bo widocznie uważał, że każdy jest lepszy od niego, i zaraz do jakiegoś polecę.
Nie wiem w jaki sposób mam z nim rozmawiać, żeby mi nie wmawiał swojego zdania, i żeby pokazać mu, że gdy ja ostatnio się zdenerwowałam, bo wyszedł do klubu, miałam do tego prawo, bo go nadal kocham, bo nadal mi zależy, bo tęsknie, i nie chce go widzieć z inną, a skoro on nie kocha to nie rozumiem po co te nerwy i wyrzuty.
Próbowałam uciąć kontakt, żeby dać mu czas, żeby przemyślał. Ale jak zwykle byłam za mało konsekwentna. Miałam do niego ważną sprawę i musiałam się odezwać, i przez to znowu zaczęłam więcej z nim rozmawiać.
3,474 2014-07-28 01:17:06 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-28 01:31:05)
Jak chcesz go naprawiać to proszę bardzo. Zobaczysz, że to walka z wiatrakami. Marnujesz czas. Związki nie są po to, by kogoś zmieniać, komuś coś udowadniać, wychowywać, naprawiać. Może tak, ale w krótkiej perspektywie, nie całość do gory nogami. On ma niską wartość bo zazdrosny, wmawia, a Ty bo nie jestes konsekwentna i go przytłaczasz, nie umiesz sie opanować. Walka w toksyku.
Juz Ci to pisałem kiedyś - nawet jakbyś była 100% uległa i godziła się na totalny brak szacunku (a to robić chcesz nadal), to nie byloby dobrze. Po prostu. Pogódz sie z tym i nie babraj się w takie chore relacje, które polegają na walce lub udawanej uległości/zgodzie. Jakbyś była szczęśliwa sama ze sobą to byś nie ciągnęła do takiego typu. Patrz - niezgodna, margaretk.90 czy elewina114
3,475 2014-07-28 01:28:34
Ja już właśnie zauważyłam ostatnio, że to walka z wiatrakami, i że to po prostu nie ma sensu, i każdy powinien się zająć swoim życiem, dlatego mu jasno powiedziałam, że urywam kontakt, żeby było mi łatwiej. Ale właśnie przez te jego dzisiejsze zachowanie, zdenerwowanie na mnie pomyślałam, że może jednak coś przemyślał, chce wrócić i przez to teraz na nowo zaczynam analize. Błędne koło, eh.
3,476 2014-07-28 01:58:52
@thepass
Posłałem Ci maila (nie wiem czy masz dalej tego samego) ![]()
3,477 2014-07-28 02:09:49 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-28 02:34:52)
Kurde sorry. Naprawde duzo maili dostaje i nie mam jak komu odpisywać na szybko. Gdzieś te maile mi sie gubią na dalszych stronach i zapominam. Dobrze, że przypomniałeś.
@jestemsam: Taka "praca"
Albo poważniej, taka moja rola. Niestety. Już sprawdzam co i jak.
3,478 2014-07-28 02:26:10
@thepass
Jest fejm widzę ![]()
3,479 2014-07-28 07:14:03
Po co to analizujesz i wchodzisz w dyskusje? Tak naprawde jedyne co przekazujesz w tych wiadomosciach do to, że sobie nie radzisz ze sobą.
Dokładnie tak.
Po co w ogóle odpisujesz? Ban i koniec.
3,480 2014-07-28 08:02:33 Ostatnio edytowany przez niezgodna (2014-07-28 08:04:20)
Ludzie to co sie dzieje to jest jakieś nieporozumienie. Ten oczywiście pisal xnoeu się tlumaczyl i probowal mi udowodnić ze to ja jestem winna a on jest super ze mnie przepraszal itd. Napisalam krótko jak zroxumiesz vo mi zrobiles wyciagniesz wnioski będziesz Mialo potrzebę mnie przeprosić wtedy się odzywaj inaczej niech da mi spokój czyli z racji tego ze on nie umie przrpraszac MSM spokój.. większy problem mam z jego kumplem tym od dziecka wypiduje mi takie rzeczy ze zablokowalam kolesia grozi mi policja jak się zblize do malej tylko dlatego ze nie mam czasu przyjechać a oni SA w takiej strasznej sytuacji... ja po minę fakt ze moja piątkową wizytę odwola i Mial dac znak... no nie wierze wiec oczywiście pisze do niedoszlego przyszlego ze ma z tym kumplem na mój remaf nie gadac bo oczywiście wszystko mu gada i mu mowie jak sprawy stoją ale tak jak się moglam spodziewać go broni wiec nie mam z nim juz o czym gadac w tym momencie..
Tenka ; nic się nie zmieni w moim podejściu zwlacza po akcji wyżej
Maciek; nie zablokuje go bo jestem emovjonalns cipa która nie jest w stanie tego zrobić;-(((
3,481 2014-07-28 09:07:21
Maciek; nie zablokuje go bo jestem emovjonalns cipa która nie jest w stanie tego zrobić;-(((
Dlatego będziesz w tym tkwiła z własnego wyboru. Niestety, ale nikt nie jest tutaj w stanie Ci pomóc, jeśli sama nie chcesz sobie pomóc.
Odcięcie w 100% od niego i jego znajomych. To jedyne rozwiązanie.
3,482 2014-07-28 09:15:58 Ostatnio edytowany przez marek987 (2014-07-28 09:20:10)
Ulalala jak się wątek rozrósł przez weekend. W wolnej chwili spróbuję to wszystko przeczytać ![]()
Prawda jest taka, że najlepiej jest wtedy, jak kobieta wie co masz do zaoferowania i sama sie o to prosi. Ty wtedy wyznaczasz kiedy, z kim i gdzie. A jak nie, to niech szuka 'lepszego'. Prosze bardzo. Jakis szacunek do siebie.
Moja przygoda z Ex dalej trwa. Nie pojechała do koleżanki tylko razem spędziliśmy wspólnie weekend. I o dziwo niedziela była pierwszym dniem kiedy spędziliśmy cały razem i nie było sexu tylko normalne wyjścia.
Byliśmy rano na spacerze po lesie a potem pojechaliśmy nad jezioro i tam spędziliśmy fajny dzień. Wieczorem wypiliśmy kilka piw.
Generalnie zaskoczyła mnie. Za tydzień ma wesele koleżanki a we wrześniu wesele siostry. Oczywiście ja tam też miałem być, no ale się rozstaliśmy, więc nie idę. Idzie sama. A wczoraj do mnie mówi "Czy gdybym Ci zaproponowała pójście na wesela ze mną to byś poszedł?". Hehe bada grunt, bo oficjalnie nie pyta ![]()
Jedyne co słabe to po tych piwach nawiązała do tematu rozstania i znowu chciała, żebym jej tłumaczył czemu to zrobiłem, czego mi brakowało itp. Że przez to, że nie potrafię jej w 100% wyjaśnić i sam zrozumieć to ona nie może mieć pewności, że znowu tego nie zrobię. wtf ![]()
Oczywiście były teksty, że lepiej się nie spotykać, zerwać kontakt itp. W końcu jej powiedziałem jak Ci utrudniam życie to jutro mogę zniknąć. Odpowiedziała "Nie utrudniasz".
3,483 2014-07-28 10:08:20
Mam w paczce swojej kumpla ktory dziala jak thepass, dobrze glowe ryje i takie tematy poruszamy ze wczoraj jak zaczelismy ryc innym glowe to byli przerazeni, no coz :-D niektorzy juz nie chcą nas słuchać jak poruszamy kontrowersyjne tematy.
Ogolnie jakiz zabiegany jestem. Pisze tylko jak mam wolna chwile czyli przerwa w pracy.
Niezgodna i redapples moja eks mnie przez caly zwiazek tez przeprosila dwa-trzy razy jak jej jeszcze zalezalo czyli pierwszy rok pozniej miala w dupie ja sie starac musialem a ona laskawie nagradzala swoja osoba i poswieceniem swojego czasu.
Tyle czasu minelo a ja dalej o eks gadam zauwazylem ze pewna osoba wrocila do zycia i fala informacji o eks i jej wplyw na moje zycie znowu dziala. Niekoniecznie bezposredni czy cos ale znowu jest. Znowu informacje znowu pieprzenie o niej. Czas pokazac w koncu jaja i chyba powiedziec wprost wszystkim ze etap zamkniety i nie chce do tego wracac. Zawsze pojawia sie ktos kto ma cos do powiedzenia. Nie wiem czy to efekt tego ze wczesniej chcialem jej powrotu i ze tak to ujme wszystko czego chcialem sie dowiedsidc wtedy orzychodzi w momencie gdy mam juz to w dupie choc jak widac nie do konca w dupie mam skoro mnie to drazni i wysłuchaje. No ale jak slysze teksty w stylu ze moja eks w sceptyczny sposob mowi jak jest szczesliwa, wszyscy jej znajomi cisna po jej chlopaku a ona ze wstydu czy cholera wie czego nie wstawia z nim zdjec na fejsa. Wiem to chore teksty ktorymi jestem bombardowany codziennie. I co komus powiem ze mnie to nie interesuje to po pijaku czasem zapytam albo ktos zwyczajnie zarzuca temat. A nawalony ja ma gdzieś wszystko i mysli ze moge pogadac o wszystkim bo mnie to nie rusza. Owszem tak jest poki nie wytrzezwieje i nie zaczne dochodzic w glowie o czym gadalem.
Niezgodna taka domena ludzi slabych i dobrych. Ja potrzebowalem w cholere czasu by przestac pisac do eks i zablokowac ja.
3,484 2014-07-28 10:28:28
@Zyczliwy
haha, ja ostatnio miałem rozmowę z byłą na skype, i to 4 godzinną, też byłem porobiony to myślałem że mnie to nie ruszy.... myliłem się jak wytrzeźwiałem ![]()
3,485 2014-07-28 10:49:51
Wiecie co strasznie się meczycie z tymi byłymi, dlaczego nie chcecie odpuścić? Lepiej iść droga Szarego Kotka albo Ica oni przestali żyć przeszłością są po prostu szczęśliwi, nie analizują tego co byli wypisują i czego chcą. Trzeba wyjść poza ten krąg manipulacji i przerwać to blednę kolo chomika w kołowrotku, Niegoda tylko Ci się wydaje ze nie masz siły, jednak widzę ze powoli zaczynasz mieć kontrole nad ta cala sytuacja i nie wmawiaj sobie ze jesteś uzależniona.
3,486 2014-07-28 12:20:42
Tak jasne podesłałem.
Nie mam nic
mógłbyś jeszcze raz?
3,487 2014-07-28 12:58:50
No i dzisiaj jest ten dzień. Słuchajcie dół jak 150:((((( mroczne myśli, zrezygnowanie i chęć zakończenia tej męczarni. Dzisiaj ledwo co wstałem do pracy. Wysiłek nie lada męczenniczy. I ta myśl, jakbym inaczej postępował to tak by się nie wydarzyło. I dupa.............
3,488 2014-07-28 13:11:24 Ostatnio edytowany przez margaretk.90 (2014-07-28 13:12:43)
thepass
Charakter możemy cwiczyc, tylko czy masz na to czas ;P Ja dostaje kolowrotka przy nim, bo nie wiem juz jak sie mam zachowywac, to on może przy mnie
Pomóż mi stac się, tą pozytywną zołzą. Proszę. Nakieruj mnie na takie zachowanie, przecież nic nie trace, a moge zyskac ta zmianą ![]()
3,489 2014-07-28 14:51:25
margaretk.90 wysłałem przed chwilką jescze raz
3,490 2014-07-28 15:19:01
redapples nie chce odpuscic? Jestem w stanie komuś nawet zapłacił, żeby ją wywiózł z dala ode mnie i jakiegokolwiek kontaktu/info o mnie plus niech idzie won, serio. Jestem na etapie totalnej niecheci ze zmęczeniem nią i tym wszystkim co z nią związane. W ogóle nie odczuwam tęsknoty, wspominek czy czegoś, jedyna niechęc, co widać było na spotkaniu, zirytowało mnie, że podeszła i zaczęła coś gadać. Nauczka na przyszłość, następnym razem powiem, że nie mam ochoty rozmawiać, albo zwyczajnie pojde dalej, bez zatrzymywania się. Uwierz, że chciałbym zacząć życie jak szara kicia, czy ice. Szkoda marnować czasu na rozpamiętywanie, już pół roku zmarnowałem i naprawdę jest mi cholernie szkoda tego czasu. Musiałbym być głupi, albo cholera wie co, żeby czekać na nią.
3,491 2014-07-28 15:40:52 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-07-28 15:44:41)
redapples nie chce odpuscic? Jestem w stanie komuś nawet zapłacił, żeby ją wywiózł z dala ode mnie i jakiegokolwiek kontaktu/info o mnie plus niech idzie won, serio. Jestem na etapie totalnej niecheci ze zmęczeniem nią i tym wszystkim co z nią związane. W ogóle nie odczuwam tęsknoty, wspominek czy czegoś, jedyna niechęc, co widać było na spotkaniu, zirytowało mnie, że podeszła i zaczęła coś gadać. Nauczka na przyszłość, następnym razem powiem, że nie mam ochoty rozmawiać, albo zwyczajnie pojde dalej, bez zatrzymywania się. Uwierz, że chciałbym zacząć życie jak szara kicia, czy ice. Szkoda marnować czasu na rozpamiętywanie, już pół roku zmarnowałem i naprawdę jest mi cholernie szkoda tego czasu. Musiałbym być głupi, albo cholera wie co, żeby czekać na nią.
Zyczek, nie było do Ciebie
. Jednak jak płacisz by ja przenieść do innego miasta
. Jak wchodzę i patrze na wpisy to ma wrażenie jakbym czytała o nałogu, nie o byłych. Wiem, byłam kiedyś w podobnym stanie i co działało to chlasty i motywacja od innych. Thepass większość już wyjaśnił na temat współuzależnienia oraz braku swojego życia i jak On twierdze ze szukanie szczęścia uniezależniając go od innych jest właściwą droga do zdrowego związku. Ktos pisał, ze przed ex miał fajne życie, tanie wyjazdy, imprezy tutaj Was zaskoczę jak się chce można do tego wrócić, bez marudzenia ze nie ma z kim, bo jest masa ludzi wolnych niezależnych i z chęcią na takie wyjazd się zgodzą, tylko wymaga to trochę wysiłku by odnowić kontakty i je utrzymywać.
ICE juz kiedys wkleil ten filmik, mi on towarzyszy, wiec wklejam raz jeszcze
https://www.youtube.com/watch?v=Ul6sHS7WXCc
3,492 2014-07-28 16:20:08 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-28 16:24:44)
thepass
Charakter możemy cwiczyc, tylko czy masz na to czas ;P Ja dostaje kolowrotka przy nim, bo nie wiem juz jak sie mam zachowywac, to on może przy mniePomóż mi stac się, tą pozytywną zołzą. Proszę. Nakieruj mnie na takie zachowanie, przecież nic nie trace, a moge zyskac ta zmianą
To ok, trening jutro o 23:00 u mnie ![]()
Oczywiście były teksty, że lepiej się nie spotykać, zerwać kontakt itp. W końcu jej powiedziałem jak Ci utrudniam życie to jutro mogę zniknąć. Odpowiedziała "Nie utrudniasz".
No to jak nie utrudnia to niech nie zaczyna tematu, troche jednak musisz ją nakierować by sama nie psuła atmosfery problemami z d wziętymi. Bedziesz wierzyl, ze jest dobrze, to będzie dobrze. Bedziesz pokazywał, ze jest dobrze to tez bedzie dobrze (przynajmniej jesli ona NIE UDAJE - na to wpływu nie masz pełnego).
No i dzisiaj jest ten dzień. Słuchajcie dół jak 150:((((( mroczne myśli, zrezygnowanie i chęć zakończenia tej męczarni. Dzisiaj ledwo co wstałem do pracy. Wysiłek nie lada męczenniczy. I ta myśl, jakbym inaczej postępował to tak by się nie wydarzyło. I dupa.............
A zasadził Ci ktoś kiedyś kopa?:P
3,493 2014-07-28 16:25:50 Ostatnio edytowany przez marek987 (2014-07-28 16:28:08)
marek987 napisał/a:Oczywiście były teksty, że lepiej się nie spotykać, zerwać kontakt itp. W końcu jej powiedziałem jak Ci utrudniam życie to jutro mogę zniknąć. Odpowiedziała "Nie utrudniasz".
No to jak nie utrudnia to niech nie zaczyna tematu, troche jednak musisz ją nakierować by sama nie psuła atmosfery problemami z d wziętymi. Bedziesz wierzyl, ze jest dobrze, to będzie dobrze. Bedziesz pokazywał, ze jest dobrze to tez bedzie dobrze (przynajmniej jesli ona NIE UDAJE - na to wpływu nie masz pełnego).
Ale mocno mnie zastanawia jej postępowanie. Spędzamy razem 4-5 dni w tygodniu i ona się zastanawia co dalej. Teksty typu lepiej to zakończyć albo kiedy skończymy te znajomość. Albo chciałabym już się spotykać z kimś innym. Albo ma mega mętlik w głowie albo tylko tak gra.
Ale były też pozytywne teksty jak np mi mówi "Czemu nie byłeś tak dobry dla mnie jak teraz, gdy byliśmy razem".
3,494 2014-07-28 16:47:50 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-28 16:48:46)
Mógłbym Ci napisać riposty na takie teksty, ale to juz było minęło i nie wróci, a charakteru i tak nie zmienisz od pstryknięcia palcem.
Ogolnie jak chce sie spotykac z kims innym i tak mowi - to daj jej to ,powiedz, że niech leci i pospotykacie sie w czworokącie. Smiej sie z tego.
Nie utrudniasz mi zycia! No to zaraz utrudnie - i wrzucasz ją do stawu ![]()
3,495 2014-07-28 17:01:42
Mógłbym Ci napisać riposty na takie teksty, ale to juz było minęło i nie wróci, a charakteru i tak nie zmienisz od pstryknięcia palcem.
Ogolnie jak chce sie spotykac z kims innym i tak mowi - to daj jej to ,powiedz, że niech leci i pospotykacie sie w czworokącie. Smiej sie z tego.Nie utrudniasz mi zycia! No to zaraz utrudnie - i wrzucasz ją do stawu
ciekawe, ja swojemu kiedyś wywaliłam koszule przez balkon, oczywiscie w ramach głupich żartów, po tym żarcie się wyprowadził i stwierdził ze kiedyś przywitam go patelnia
. Nie wiem, dorośli ludzie tak nie rozwiązują konfliktu.
3,496 2014-07-28 17:10:04 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-28 17:14:19)
Nie no, to zależy od kontekstu. Tu raczej podeszłoby to pod 'droczenie', zeby ten, emocje były, zabawa, rozluznienie. U mnie to zawsze działało, oczywiscie jak bylismy nad wodą, nie żeby komuś na złość zrobić i zeby tylko jedna strona miała ubaw, a druga jakos poczuła sie obrażona. Trzeba miec wyczucie.
A tu konflikt jakiś jest? Raczej ona gdzieś probuje atmosfere osłabic ględzeniem ; P
Może rzeczywiscie źle to rozwiązuje, ale na te dziewczyny z którymi sie spotykałem działało. Na pewno logiczna rozmowa malo daje, raczej emocji nie zmieni.
Inny przykład - dziewczyna zniechęcona, ospała, coś pitoli od rzeczy. Ja ją podnosze od tyłu i takie kółko wykręcam z nią (sami jestesmy, to pamietam jak dzis). Od razu sie rozbudziła, śmiała, choc nie obyło sie bez tekstow 'co ty robisz, jestes niezrownowazony' , ale smiech był, jakos moze sie strachnęła. Kilka emocji na raz. No i tym tropem zaczalem isc we flircie nie słownym. A teraz taka atmosfera wakacyjna, wiec poczuwam sie do tego. Tak mnie wlasnie zaczela lubic mocniej jako mezczyzne. Dzis juz tak nie robie, ale kto wie jakbym miał okazje...
3,497 2014-07-28 17:19:44 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-07-28 17:32:17)
Nie no, to zależy od kontekstu. Tu raczej podeszłoby to pod 'droczenie', zeby ten, emocje były, zabawa, rozluznienie. U mnie to zawsze działało, oczywiscie jak bylismy nad wodą, nie żeby komuś na złość zrobić i zeby tylko jedna strona miała ubaw, a druga jakos poczuła sie obrażona. Trzeba miec wyczucie.
A tu konflikt jakiś jest? Raczej ona gdzieś probuje atmosfere osłabic ględzeniem ; P
Może rzeczywiscie źle to rozwiązuje, ale na te dziewczyny z którymi sie spotykałem działało. Na pewno logiczna rozmowa malo daje, raczej emocji nie zmieni.
Inny przykład - dziewczyna zniechęcona, ospała, coś pitoli od rzeczy. Ja ją podnosze od tyłu i takie kółko wykręcam z nią (sami jestesmy, to pamietam jak dzis). Od razu sie rozbudziła, śmiała, choc nie obyło sie bez tekstow 'co ty robisz, jestes niezrownowazony' , ale smiech był, jakos moze sie strachnęła. Kilka emocji na raz. No i tym tropem zaczalem isc we flircie nie słownym. A teraz taka atmosfera wakacyjna, wiec poczuwam sie do tego. Tak mnie wlasnie zaczela lubic mocniej jako mezczyzne. Dzis juz tak nie robie, ale kto wie jakbym miał okazje...
To u mnie chyba jakiś pierwiastek męski
, bo żarty to od zawsze takie były, tylko jak mowie druga strona odbierała to jako moja agresje, wiec tylko pisze ze nie wszyscy maja takie luźne podejście do życia. Musze się zastanowić nad sobą. ![]()
P.S Ona raczej jest w fazie konfliktu a nie ględzenia, dąży do jasnego wyjaśnienia sprawy, plus do zabawy, czyli robi co chce i jak chce.
Chociaż patrząc z innej strony może to tez być "będę się bawić a nóż znajdzie się ktoś fajniejszy" a podtrzymywanie konfliktu jest dobra wymówka która można użyć po tym jak ktoś fajniejszy się już znajdzie.
3,498 2014-07-28 17:30:39 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-28 17:34:59)
No redka, my byśmy się dogadali, to juz wiadome od dawna. Moje towarzystwo to też moje wiec
- wiedzialem na co sobie moge pozwolic
- z dziewczyną przełamywalem strefe komfortu (dzis np nie robie tego i sie dusze, bo nie jestem sobą)
Jak robi sie przy kobiecie same bezpieczne rzeczy to sie zawsze jednak bedzie przewidywalnym, a to jak wiadomo na ogół cecha nieatrakcyjna u mezczyzn (choc kobiety strachliwe powiedzą, że wolałaby kogos takiego - to czemu takiego nie wybieraja?:D).
Z drugiej strony nie moglbym miec dziewczyny, ktora jest totalnie moją odwrotnością, tak jak Ty piszesz mialas ze swoim.
A co do niej to jednak za dużo nawraca do czegoś czego nie da się słownie rozwiązać. Takie coś trzeba ucinać i czynami pokazywać zmiany. I te czyny pozniej wywołają pewne emocje, które zmienią zdanie ![]()
Bawi mnie też ten tekst "czemu nie byles dla mnie taki dobry, jak bylismy razem". No bo kurna w takim nie umiesz sie zakochać, babo.
3,499 2014-07-28 17:35:05
Ja jak moja była smutna to wyciskałem ją nad głowę, na klatę, albo brałem na ręce i robiłem sprint po chodniku i słyszałem ryk "jak się wywrócisz to mnie połamiesz, jesteś niepoważny!" ![]()
Ale miałem ubaw
dziecinne czy nie, ale jaja były
tak samo jak szliśmy ulicą skupieni na czymś czy coś, albo poddenerwowani i nagle albo ona mi albo ja jej niespodziewanego strzała w brzuch sprzedawałem, oczywiście zgięcie w pół i wykrzyk "buuuuuuuuuu" i reakcja ludzi dookoła "nienormalni jacyś" ![]()
A najlepsza zabawa, to ściąganie i zabieranie stanika w morzu
no gówniarz XD ale zawsze wszystkie smuty w ten sposób rozganialiśmy ![]()
3,500 2014-07-28 17:54:35 Ostatnio edytowany przez marek987 (2014-07-28 17:59:03)
Mógłbym Ci napisać riposty na takie teksty, ale to juz było minęło i nie wróci, a charakteru i tak nie zmienisz od pstryknięcia palcem.
Ogolnie jak chce sie spotykac z kims innym i tak mowi - to daj jej to ,powiedz, że niech leci i pospotykacie sie w czworokącie. Smiej sie z tego.
Wiesz ogólnie to ja się tym nie przejmuję, bo już dawno sobie uświadomiłem, że nie ważne co gada tylko to co robi. A co robi? Spotyka się ze mną. Nawet jeśli to jest z nudów czy tylko dla sexu to jednak to robi, a gdyby nie chciała to już dawno by kontakt zerwała.
A tu konflikt jakiś jest? Raczej ona gdzieś probuje atmosfere osłabic ględzeniem ; P
Też mi się tak wydaje, aby przypadkiem nie było za miło. Gdyby tak bardzo chciała kogoś poznać to nie spędzała by tego czasu ze mną.
Ona raczej jest w fazie konfliktu a nie ględzenia, dąży do jasnego wyjaśnienia sprawy, plus do zabawy, czyli robi co chce i jak chce.
Chociaż patrząc z innej strony może to tez być "będę się bawić a nóż znajdzie się ktoś fajniejszy" a podtrzymywanie konfliktu jest dobra wymówka która można użyć po tym jak ktoś fajniejszy się już znajdzie.
Wiesz, tej sprawy już się lepiej nie da wyjaśnić. Ja jej wszystko wytłumaczyłem jak mogłem, a kolejne rozmowy na ten temat nic nowego nie przyniosą, więc bez sensu je znowu zaczyna.
Też masz racje, jest duże prawdopodobieństwo, że utrzymuje kontakt, bo na razie nikogo nie poznała. A jak pozna to bez skrupułów zakończy naszą znajomość. Stąd te stwierdzenia, że znam nasz układ i że to tylko sex.
3,501 2014-07-28 18:03:14
A co do niej to jednak za dużo nawraca do czegoś czego nie da się słownie rozwiązać. Takie coś trzeba ucinać i czynami pokazywać zmiany. I te czyny pozniej wywołają pewne emocje, które zmienią zdanie
Oczywiście może być tak, że ona tylko się bawi i niedługo kogoś pozna. Biorę pod uwagę to ryzyko. Ale jednocześnie wydaje mi się, że ona po prostu nie jest przekonana do tego czy chce się rozstawać. Gdyby była to już dawno by zerwała kontakt i nie gadała tyle o tym.
3,502 2014-07-28 18:09:22
To jest pewne akurat. Jakbyś ją totalnie odpychał to by zaniechala 100% kontaktu, a tak coś tam się tli, gdzieś na coś jest szansa. Na razie układ, a kto wie? Pokażesz sie z męskiej strony i tej lepszej, ze pomysli, cholera - zmienił to co było niedobre kiedyś, teraz jest lepiej, kogo ja tracę!?
3,503 2014-07-28 19:54:05
Hej ludziska:) nie było mnie tylko parę dni a tu tyle postów
!
Wybawiłam się troszeczkę taki pełny relaks.... ale hmmm niestety po pijaku gdy ktoś mnie podrywa to mój główny temat to eks.... także lipa...;/ ale cóż widocznie jeszcze nie czas nie pora:P
Pogubiłam się w tych wszystkich postach wiem tyle że wspieram was wszystkich i każdego z osobna.
Plus: Życiu Redka ma rację spróbuj tak jak Szary spróbuj tak jak Ice. I nie zwalaj winy na czynniki zewnętrzne, tylko walcz o siebie. Bo tylko od Ciebie zależy jak będziesz podchodził do zaistniałej sytuacji.... ciumas na drogę:* i CHLAST na zachętę do pracy nad sobą!!!:)
3,504 2014-07-28 19:54:47 Ostatnio edytowany przez Meteor (2014-07-28 20:02:27)
Witajcie,
czytam ten wątek już od jakiegoś czasu i się zastanawiam, czy napisać. Pisałem już na tym forum jakoś rok temu prawie, ale potem proza życia wessała mnie i starałem się żyć i istnieć. Niestety nie udało się. Wybaczcie też za zbyt długi post.
Obecnie mija 15 dzień od ostatecznego rozstania z moją żoną. Żyję, ale nie potrafię się odnaleźć. Mam dni lepsze i dni gorsze... Tych gorszych jest trochę więcej niestety. Kiedy wydaje mi się, że zaczyna być dobrze, następuje tąpnięcie i potrafię cały dzień zmarnotrawić na bezsensownym myśleniu, czy się znowu odezwać, czy nadal milczeć. Dziecinne mi się to wydaje, w ogóle całe to moje małżeństwo. Ale wspanialszej i bardziej interesującej mnie kobiety nie spotkałem w życiu. Kocham ją pewnie nadal, mimo wielu krzywd, które mi wyrządziła. Ja również nie byłem bez winy, ale jak to w związkach, są dni lepsze i dni gorsze. Tylko, że moja żona jest osobą dość impulsywną, pamiętliwą i agresywną, jednocześnie niezależną i ambitną. Kocham ją za wszystkie te cechy, ale niosą one za sobą również ryzyko, że jeśli ja posiadam te same cechy o awanturę nietrudno...
No i takie było to nasze małżeństwo. Pełne wzlotów, pełne upadków, afer, wyprowadzek, przeprowadzek, bijatyk... Z każdym dniem było trudniej i na koniec właściwie nic już się nie spinało.
Mam 40 lat, żona 37 lat. Ja mam dziecko z pierwszego małżeństwa, które poświęciłem dla obecnej żony. Ona ma dziecko ze związku nieformalnego. Dzieci mają około 10 lat i są prawie równolatkami. Poznaliśmy się prawie 5 lat temu, wielka miłość, wyjazdy, wakacje, seks. Mieszkaliśmy od siebie daleko, ponad 400 km i jeździliśmy do siebie właściwie co tydzień, maksymalnie co dwa. Zdarzały się oczywiście i ogniste nieporozumienia, kłótnie, ciche dni, lekceważenie. Ale zawsze wracaliśmy do siebie, godziliśmy się seksem, znowu było cudownie, ale z czasem zaczęły narastać nieporozumienia, gdzie będziemy razem mieszkać, w moim, czy w jej miejscowości, przekładaliśmy w wyniku nieporozumień moment wspólnego zamieszkania, aż w końcu zdecydowała się przeprowadzić do mnie. Wydawało mi się, że teraz to już wszystko się poukłada i będzie dobrze.
Ślub wzięliśmy w sierpniu dwa lata temu. Wynajęliśmy pierwsze mieszkanie, zamieszkaliśmy razem, idylla nie trwała długo. Pokłóciliśmy się już na weselu, potem właściwie kłótnie gościły u nas średnio co dwa tygodnie, ciche dni, uciekanie z pościelą do drugiego pokoju, godzenie się, znowu dobrze i tak cały czas. Jej dziecko i moje dziecko oczywiście nie ułatwiały nam zadania, starałem się jak mogłem, aby się dobrze czuło, ale wiadomo że bardziej zżyte było z mamą. Starałem się, aby dzieci czuły się z nami dobrze. Miałem wiele wad i wiele rzeczy prowokowało moją żonę do afery. W końcu zaczęliśmy się omijać, osobno Sylwester, osobno wyjścia na koncert, kino, do rodziny, znajomych... I tak w kółko, tydzień afery, cichych dni, potem dwa tygodnie w miarę fajne i znowu o pierdołę afera... Można było tego nie wytrzymywać, ale trwaliśmy przy sobie. W grudniu 2012 zaszliśmy w ciążę, ucieszyliśmy się, że teraz to się zbliżymy bardziej do siebie. Niestety poroniła żona w styczniu, a na koniec stycznia razem z dzieckiem uciekły ode mnie do nowo wynajętego mieszkania. Dwa dni później już mieszkaliśmy razem, ale u niej, czasem spałem u siebie, czasem u niej. Ponownie zaczęliśmy się do siebie zbliżać, aż w lipcu 2013 podjęliśmy decyzję o ponownym wspólnym zamieszkaniu. Było cudownie. Co prawda wiele rzeczy mi się nie podobało, jak jej nocne wyjścia z koleżanką na piwo, czy ciche dni i wyrzucanie mnie do mojego mieszkania...
Przeważnie ja się odzywałem pierwszy, bo wydawało mi się, że bez sensu tak milczeć, skoro może być znowu dobrze i tak z tą niezłomną myślą żyłem cały czas, wierząc że nic nie może nas rozłączyć, bo jesteśmy dla siebie stworzeni.
Oddałem moje/nasze mieszkanie i wynajęliśmy nowe, bo tamto jej się źle kojarzyło. Ale w marzeniach chciałem domku, abyśmy się pomieścili i żebyśmy mieli ogród. Ona była temu przeciwna, bo obiecałem mieszkanie. Ale z czasem myślałem, że może uda się ją namówić, ale każda rozmowa na ten temat powodowała awantury. Tak było też i w sierpniu, kiedy wspomniałem tylko o domku, zostałem przez żonę pobity, groziła że mnie kiedyś zabije. Natychmiast wyszedłem, mieszkanie dopiero co wynajęte odmówiłem, płacąc bez sensu kolejny czynsz. Ale znowu minął tydzień i znowu wróciliśmy do siebie. Wynajęliśmy kolejne mieszkanie. Pojechaliśmy na wakacje, gdzie oczywiście mieliśmy trzy dni ciche, osobno w nocy, osobno na plaży, masakra.
Wróciliśmy, już jej się znowu nie podobało wspólne mieszkanie, za późno wracałem z pracy, zaczęła notować godziny powrotu (ok 19-21), kto gotuje obiady, kto robi zakupy itp. W ramach rocznicy pojechaliśmy na tydzień samotnie za granicę. Było cudownie, nie pokłóciliśmy się ani razu, cudowny seks, zwiedzanie. Nastrój jej niestety minął już po powrocie. Spotkała się z dziećmi naszymi i afery. Potem chciała żebym się znowu wyprowadził, wychodziła znowu na nocne imprezy, mówiąc mi ale się wybawiła, jak ja szedłem, to mi przeglądała telefony, portfel, sprawdzała samochód, zaczęła mnie kontrolować cały czas. Tak minął październik, listopad, od afery, do zgody. Na początku grudnia zaczęło przeszkadzać jej moje hobby, że wydawałem na to zbyt dużo pieniędzy. Zgodziłem się i od listopada nie kupiłem już nic, ale to nie wystarczyło. Podczas kolejnej awantury w grudniu, o to że nie poszedłem z psem z jej dzieckiem, pobiła mnie ponownie, podrapała i wzięła jeden z najcenniejszych modeli. Moje próby odzyskania nie przyniosły efektu, co stanęło między nami na długo. Ona zabrała, żeby dać mi nauczkę, a ja chciałem go odzyskać i stawał nam kością niezgody przy każdej kłótni...
Po kolejnym pobiciu poszedłem na policję zgłosić obdukcję, miałem już tego dosyć. Ale pogodziliśmy się, ja się wyprowadziłem na tydzień, ale po jej smsach, obojętnych dla nas, wróciłem... Nie trwało to długo i znowu afera, sceny zazdrości, wypominanie, że o nią nie dbam, a robiłem co potrafiłem najlepiej.
W styczniu postanowiłem odzyskać swoją rzecz, bezskutecznie, znowu mnie pobiła, ale tym razem postanowiła się wyprowadzić, bo ją zaszantażowałem że zabiorę jej też coś cennego, wycofałem się z tego, ale już zdania nie zmieniła. Zostałem sam od kwietnia.
W lutym jeszcze wróciliśmy do siebie, Walentynki, urodziny, piękne chwile, ale nic nie trwało za długo i pod koniec lutego znowu nieporozumienia. Skierowała fałszywy pozew do sądu przeciwko mnie o przemoc w rodzinie. Jak stwierdziła jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Wycofała go. W marcu jeszcze miły Dzień Kobiet, a potem to już równia pochyła. Odrzucenie moich prób seksu, moje obrażenie się i nie pomogłem jej w wyprowadzce, nie rozmawialiśmy ponad trzy tygodnie. Potem znowu kiedy uciekły już na nowe mieszkanie, znowu nieśmiałe kontakty smsem, znowu powrót, wspólne święta, znowu spanie razem, seks, cudowne chwile, Komunie dzieci, pomoc z domem, w biurze, dałem z siebie tyle ile umiałem. Wydawało sie, że może do siebie wrócimy, ale po propozycji powrotu, odmówiła, że zgadzamy się tylko jak mieszkamy osobno. Dla mnie wynajmowanie dwóch mieszkań to nonsens, podwójne koszty i nie umiałem zrozumieć, dlaczego ona się izoluje i ucieka. Pokłóciliśmy się ponownie już w czerwcu, nastawiła swoje dziecko przeciwko mnie i kiedy zwróciłem uwagę, aby nie wciągała w to dzieci, obie zaczęły ze mnie drwić i na koniec znowu mnie pobiła.
Wyrzuciła z domu i zaczęło się milczenie. Stwierdziłem, że mam tego dość i milczałem. Mieliśmy razem jeszcze dokończyć prace w jej biurze, ale kiedy tam pojechałem oddać pewną rzecz, prace te wykonywał już jakiś kolega. Wkurzyłem się, ale zachowałem spokój i wziąłem tylko mój sprzęt i wyszedłem. Nie wiem, nie byłem w stanie wznieść się ponadto i dokończyć remont. Ten kolega powiedział, że jutro przywiezie swój sprzęt. Wyszedłem.
Po dwóch dniach przyniosła mi resztę moich rzeczy. Jakoś pod koniec czerwca posądziła mnie o to, że włamałem się jej do biura, zaczepiała smsami z nieznanego mi numeru, gdzie podawała się za moją koleżankę, a pod koniec czerwca zaproponowała mi że pomoże mi spłacać kredyt na meble, bo w międzyczasie w kwietniu straciłem jeszcze pracę i nie miałem dokąd pójść. Oddała wreszcie ten model i zaproponowała mieszkanie u niej, ale w osobnym pokoju. Zgodziłem się.
W lipcu wytrzymaliśmy razem 12 dni, bez seksu, z unikami, ale zdarzyło się że spaliśmy ze sobą, przytuliliśmy się, parę razy i zaczęliśmy ze sobą wreszcie normalnie rozmawiać. Dziwnie się czułem, kiedy wchodziła mi do łazienki, kiedy byłem nago, kusiła chodząc w koszulce nocnej, pokazując części intymne ciała, ale nie dała się namówić nawet na pocałunek. Czułem dystans i nie wytrzymałem, powiedziałem jej to, zapytałem, czy kogoś ma, zaprzeczyła, nie ma ochoty i już. Zwątpiłem w to wszystko, obraziłem się, nie gadaliśmy, a w niedzielę rano, wyszedłem. Dowiedziałem sie, że smsy słała mi w czerwcu, bo się bawiła nowym telefonem, oszukała mnie, zarzuciła że się nie interesowałem jej biurem, ja na to, że skoro ma tam kolegę, który jej pomoże, ona że zachowałem się jak idiota, na koniec przyznała się, pewnie na odczep, że TAK spotyka się z kimś... Wyszedłem, zabrałem moje rzeczy, podałem jej rękę, życzyłem powodzenia i wyszedłem.
Strasznie mi jej brakuje, ale już dwa tygodnie cisza, tęsknię za nią, za jej głosem, nie chcę znowu ja inicjować kontaktu. Chciałbym jej pokazać, że mi nie zależy, a jednocześnie nie chcę jej stracić. Ale zastanawiam się jak sobie z tym poradzić, jeśli ma się skończyć niech się skończy. Brakuje mi jej, była dla mnie kobietą mojego życia, ale dlaczego wciąż to ja mam się starać i wracać.Czuję, że ona to wykorzystała. choć z drugiej strony po co proponowała mi mieszkanie w lipcu? Jak to ona stwierdziła, to jest odpowiedzialność za mnie i za mój los. Tylko tyle. Dla mnie to była męczarnia, tak mieszkać razem ale nie móc się przytulić i kochać.
Nie wiem co zrobię, czy będę w stanie to zakończyć, cały 5-letni związek to mnóstwo pięknych chwil, ale też koszmar afer, kłótni. Nienawidzę milczenia, powiedziała mi w lipcu, że jak potrafiłem w czerwcu być taki nieczuły i się nie odzywać. A ja chciałem zapomnieć, tylko że odzywała się po trzech tygodniach i zaproponowała mieszkanie?
Poległem wówczas, może teraz będzie łatwiej, ale łatwo nie jest. Strasznie za nią tęsknię i brakuje mi jej okropnie. Ona o tym wie, też milczy. Może to już jedyne rozwiązanie. Dodam, że każdą poważną rozmowę kończy, że przecież jesteśmy w "separacji" i nic nas nie łączy. Ja na to, że nie mam pracy i w takim razie niech złoży pozew, a ona na to, że jej się nie opłaca obecnie... Znowu w złości... Tyle ran, tyle zbytecznych słów, po co?
Jak sobie z tym wszystkim poradzić, siedzę i myślę.
Wybaczcie tak długi post, ale musiałem to z siebie wyrzucić i poszukać rozwiązań.
3,505 2014-07-28 20:05:03
Co za dzień.... ten upal mnie wykonczy...pisal... dzwonil nie moglam gadac bo bylam w pracy. Wkurzylam się na niego bo ovxywisvie wszystko gada temu kumplowi dlatego dzwonil wszystko mu powiedzialam AZ się poplakalam ludzie na przystanku mieli pompę pewnie
On prosi o spotkanie obiecal ze nie będzie krzyczyec ze chce spokojnie pogadac. Na poczatku mowie ze nie ma opcji ale pojechalam. Poszlusmy do parku powoedzialam mu ze nie chce kontaktu bo będę cierpieć. On przeprosil mnie powiedzial ze chce mieć ze mną normalny kontakt ze nie chce tych 4 lat zaprzrpascic ze nie na takich zasadach jak dotychczas zebysmy byli przyjaciolmi. Mowilam ze nie ma opcji ze będę robić sobie nadzieję ze nie będę patrzec jak uklada sobie życie a on ze nie ma takiej opcji bo nikogo nie spotka... Taa jasne. Byl taki jak na poczatku mily prawil komplementy chcial żebym z nim poszla do kina pojechala z nim do niego obejrzeć razem film ze mnie nawet nie dotknie. Oczywiście nie pojechalam żeby nie bylo. Mowilam ze to nie wyparli ze znam siebie ze na robię sobie nadziei samym spotkaniem ze to nie wyjdzie nie w moin stanie emocjonalnym. On jakby tego nie czail mowil ze skoro juz wiem na czym stroje to nie na robię sobie nadziei. Na robię wiem to. Nie wiem co będzie ja mowilam ze wole nie mieć kontaktu bo mnie to boli. Ogólnie pogadalismy jak kiedys odprowadzil mnie na autobus i jade do domu
Nie wiem co czuje nic chyba nie wiem...
3,506 2014-07-28 22:07:49
Ja z kolei melduje, że u mnie na froncie sytuacja jest stabilna. Większość dni jest ok, chociaż zdarzają się dołki co 2-3 dni. Dzisiaj na przykład popłakałem sobie z tęsknoty za tym, aby ją... przytulić. Gest który w czasie związku mi nieco spowszedniał. Teraz brakuje...
3,507 2014-07-28 22:32:35
Moja psychoterapeutka powiedziała mi, że wychodzenie z żałoby może potrwać nawet i rok lub 1,5 roku. W zależności od zaangażowania, stażu, momentu zakończenia związku, ale mówiła że poboli, no i boli. Ja mam tak w samochodzie czasem jadę i nagle łzy, taka bezsilność, że w sumie tak niewiele trzeba było, ale szukanie winy w sobie chyba nie ma sensu.
3,508 2014-07-28 22:34:00
margaretk.90 napisał/a:thepass
Charakter możemy cwiczyc, tylko czy masz na to czas ;P Ja dostaje kolowrotka przy nim, bo nie wiem juz jak sie mam zachowywac, to on może przy mniePomóż mi stac się, tą pozytywną zołzą. Proszę. Nakieruj mnie na takie zachowanie, przecież nic nie trace, a moge zyskac ta zmianą
To ok, trening jutro o 23:00 u mnie
marek987 napisał/a:Oczywiście były teksty, że lepiej się nie spotykać, zerwać kontakt itp. W końcu jej powiedziałem jak Ci utrudniam życie to jutro mogę zniknąć. Odpowiedziała "Nie utrudniasz".
No to jak nie utrudnia to niech nie zaczyna tematu, troche jednak musisz ją nakierować by sama nie psuła atmosfery problemami z d wziętymi. Bedziesz wierzyl, ze jest dobrze, to będzie dobrze. Bedziesz pokazywał, ze jest dobrze to tez bedzie dobrze (przynajmniej jesli ona NIE UDAJE - na to wpływu nie masz pełnego).
Jacek84 napisał/a:No i dzisiaj jest ten dzień. Słuchajcie dół jak 150:((((( mroczne myśli, zrezygnowanie i chęć zakończenia tej męczarni. Dzisiaj ledwo co wstałem do pracy. Wysiłek nie lada męczenniczy. I ta myśl, jakbym inaczej postępował to tak by się nie wydarzyło. I dupa.............
A zasadził Ci ktoś kiedyś kopa?:P
Gdyby to pomogło to mógłbym zbierać takiego kopa kilka razy dziennie. No ale cóż nie rozczulamy się, chociaż ciężko jest.
3,509 2014-07-28 22:35:17
Ja z kolei melduje, że u mnie na froncie sytuacja jest stabilna. Większość dni jest ok, chociaż zdarzają się dołki co 2-3 dni. Dzisiaj na przykład popłakałem sobie z tęsknoty za tym, aby ją... przytulić. Gest który w czasie związku mi nieco spowszedniał. Teraz brakuje...
To tak jak u mnie. Tęsknota za przytuleniem.
3,510 2014-07-29 10:15:08
U mnie sytuacja teraz pewnie się nie zmieni. Jutro wyjeżdża na ślub koleżanki i wraca w niedzielę wieczorem.
Założyłem sobie, że pierwszy nie będę się odzywał (nie wiem czy w tym postanowieniu wytrwam) - zobaczymy czy ona znajdzie czas w ciągu tych kilku dni, aby się do mnie odezwać. Ciekawe czy zatęskni czy raczej dobrze będzie jej "samej" - chociaż już powtarzała, że smutno samej iść na ślub.
Po powrocie zobaczymy co będzie dalej.