Nie wiem,nie mam pojęcia. Wycofał się po tym incydencie z moim ex chociaż z początku było prawie normalnie tyle,że bez sexu i intymności a z czasem zaczął się i w słowach wycofywać. Mam jedno podejrzenie. On jest trochę romantykiem a trochę dziwakiem. Bardzo często chodzi do spowiedzi a jak już był to potem był "post" zero seksu,zero czułości,słodkich słówek. Zawsze czekał do "pierwszego" razu. Raz taki "post" trwał 2 miesiące i wiedziałam,że kolejny wybuch jego czułości bedzie gdy pójdziemy do łóżka. Myślę, że i teraz tak będzie. Otworzy się dopiero po tym "kolejnym -pierwszym" razie.Zawsze bardzo czekał na ten dzień a jak już przyszedł to celebrował jak największy skarb.Czasami mnie to złościło bo to takie trochę dziecinne dziwactwo,ale jest bardzo religijny więc szanowałam to. Tylko czy tym razem doczekam się? Nie wiem. Dlatego też chciałam żeby się w końcu określił,żeby powiedział o co chodzi. A on ciągle nie chce. Wiem, że mnie kocha,wiem,że nie chce zrezygnować a co dopiero rozstać się,ale mnie męczy tkwienie w takiej niewiadomej.
Podobne tematy
Bardzo często chodzi do spowiedzi a jak już był to potem był "post" zero seksu,zero czułości,słodkich słówek... jest bardzo religijny...
o matko, to ja powinnam się wycofać z rozmów z tobą, bo o takim religijnym, to ja nic nie wiem...
Witaj Goguniu!
Ufam, że wytrwasz w postanowieniu i będziesz wysoko i dumnie nosić głowę...
Twój P. musi mieć zatem super wyrozumiałego spowiednika, który do tej pory nie odesłał go, by czym prędzej uporządkował swoje życie uczuciowe, bo generalnie taka "seksualna recydywa" szybciutko kończy się u penitenta odejściem z kwitkiem od konfesjonału...
W tym znaczeniu ów duchowny jest Twoim sprzymierzeńcem, bo jeśli wie o Twoim istnieniu, to powienien nieźle wiercić Twemu ukochanemu "dziurę w brzuchu".
Teraz już zaczynam chyba rozumieć, dlaczego on się od Ciebie oddala i dlaczego nie otrzymujesz od P. zapewnień o miłości. W świetle religii, którą wyznaje, przyrzeczenie miłości jest wiążącą obietnicą, której on dać Ci nie może...
Trzymaj się konkretów, nie jego słów, Goguniu, a będziesz widzieć jasno cały horyzont Waszego związku.
Odwagi!
Twój P. musi mieć zatem super wyrozumiałego spowiednika,
Spowiednik to jest taki,jaki akurat się przytrafi. Nie ma jednego. Każdy ksiądz reaguje też inaczej. Jeden tylko udaje, że słucha inny odwala robotę i rzadko który wda się w dyskusję. Jak na razie to tylko raz trafił na takiego który koniecznie kazał mu ze mną zerwać gdyż nie może już nigdy wiązać się z inną kobietą bo inaczej czekają go męki piekielne. Inni mają raczej luźne podejście. To samo mam ja. Też chodzę do spowiedzi i wiem jak księża reagowali. Koniec konców jest to faktycznie problem dla nas katolików bo chociaż w świetle prawa jesteśmy wolni i nie robimy nic złego to po ponownym związaniu się tracimy prawo do łaski uświęcającej.Wychodzi więc na to,ze lepiej jest mieć mnóstwo kobiet bądź facetów na boku niż żyć w normalnym, ale tylko państwowym małzeństwie. Rozmawialiśmy o tym nie raz i to też był jeden z powodów dla którego się nie oświadczył. Jako tako nie przeszkadzało mi to. Aż tak na ślubie mi nie zależało. Przeszkadza mi to co się dzieje od półtora roku gdyż ciągle nie wiem tak do końca czemu on się tak wycofał. Wiem,że jestem wazna dla niego, wiem, że ciągle szaleje za mną tylko nie rozumiem czemu aż tak się oddalił.
Jaki był powód Twojego rozstania się z pierwszym?
71 2014-04-13 16:26:19 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-04-13 19:33:16)
Przepraszam, że będę aż tak dosadna, ale w takim razie to nie problem ze spowiednikiem (najczęściej przypadkowym, jak piszesz), który tak łatwo "odpuszcza", ale ze szczerą spowiedzią, to znaczy z uczciwym wyznaniem, że od dawna się kochacie i nie zamierzacie zerwać tej relacji. W takiej sytuacji żaden, nawet "przypadkowy" spowiednik nie da rozgrzeszenia. Rozumny kapłan nie będzie Was straszył mękami piekielnymi, ale zapewne odeśle na rozmowę do prawnika Sądu Biskupiego, ewentualnie do Duszpasterstwa Rodzin Niesakramentalnych.
Jeśli Twój P. poważnie traktuje Waszą relację i wyznawany przez siebie światopogląd, nie powinien bez poinformowania Ciebie o rzeczywistych powodach oddalenia się, którymi być może są między innymi obawy o własne życie wieczne, dręczyć Cię od półtora roku "białym małżeństwem", a jednocześnie niby "przypadkowym" zaleganiem w łożu z byłą żoną.
Jaki był powód Twojego rozstania się z pierwszym?
Znęcanie psychiczne i finansowe nade mną i córką
aurora borealis
Dają rozgrzeszenie i to bez problemu. Nie dali by tylko w tedy kiedy zamieszkalibyśmy razem.
Wiem,że nie powinien,ale on uważa,że ja jestem na tyle mądra, że powinnam się domyślić. Domyślać się to jedno a usłyszeć to drugie. A poza tym to już trwa dość długo.
"O tempora, o mores!"
Gdyby nie to, że prostestanci nie mają spowiedzi usznej, łeb bym sobie dała uciąć, że P. to nie "papista"...
Dają rozgrzeszenie i to bez problemu. Nie dali by tylko w tedy kiedy zamieszkalibyśmy razem
czyli bzykanko na boku - ok
a w jednym łóżku w jednym mieszkaniu, jako rodzina - to już nie...
masakra jednak to jest
czyli bzykanko na boku - ok
a w jednym łóżku w jednym mieszkaniu, jako rodzina - to już nie...masakra jednak to jest
Dokładnie tak jest. Dla mnie to też chore bo lepiej jest mieć facetów,babki na boku nawet w małżeństwie niż żyć razem zgodnie w miłości ,ale bez ślubu kościelnego.
Gogunia- w unieważnienie nie chciałaś się bawić, tak?
goguniu ja domyślam się z jakich terenów naszego kraju jesteś...mam stamtąd przyjaciółkę i to są słodkie, wspaniałe istoty, takie jak ty...
ona taka sama jest i dawała się ...wykorzystywać do czasu
dzisiaj jest w innym miejscu, chociaż nadal ta wrażliwość została, którą ja uwielbiam
tyle już tutaj na forum powiedziane zostało - masz siłę zawalcz o siebie na przekór całemu światu
nie masz - zostań i bierz to ...co dostaniesz
nic innego nie poradzę...
78 2014-04-14 22:40:59 Ostatnio edytowany przez gogunia (2014-04-14 22:42:16)
Gogunia- w unieważnienie nie chciałaś się bawić, tak?
Nawet o tym nie myślałam. Podobno to bardzo długi proces i nie łatwy,ale kto wie czy jak nie przyszło by co do czego to nie próbowała bym.
in_ka.....aż tak się rzuca w oczy skąd pochodzę?
....."tyle już tutaj na forum powiedziane zostało - masz siłę zawalcz o siebie na przekór całemu światu
nie masz - zostań i bierz to ...co dostaniesz"
Już raz podjęłam walkę o siebie i dziecko i chyba mogę to zrobić jeszcze raz.
in_ka.....aż tak się rzuca w oczy skąd pochodzę?
może tylko dla mnie ![]()
Abizer napisał/a:Gogunia- w unieważnienie nie chciałaś się bawić, tak?
Nawet o tym nie myślałam. Podobno to bardzo długi proces i nie łatwy,ale kto wie czy jak nie przyszło by co do czego to nie próbowała bym.
in_ka.....aż tak się rzuca w oczy skąd pochodzę?
....."tyle już tutaj na forum powiedziane zostało - masz siłę zawalcz o siebie na przekór całemu światu
nie masz - zostań i bierz to ...co dostaniesz"Już raz podjęłam walkę o siebie i dziecko i chyba mogę to zrobić jeszcze raz.
Obecnie nie jest to długi proces, ponieważ zarządzono, że do 2 lat osoby maja usłyszeć werdykt.
Najpierw wydaje go instytucja pierwszej instancji, od razu przechodzi do drugiej instancji, jeżeli wyroki będą się różniły idzie do trzeciej instancji i jej werdykt jest ostateczny.
Niestety jeśli nie ma przesłanek, tzn. nie udowodni się, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie to unieważnienia się nie dostanie.
ale tutaj, to chyba dwa małżeństwa trzeba by było unieważnić ![]()
82 2014-04-16 21:07:41 Ostatnio edytowany przez gogunia (2014-04-16 21:09:12)
Obecnie nie jest to długi proces, ponieważ zarządzono, że do 2 lat osoby maja usłyszeć werdykt.
Najpierw wydaje go instytucja pierwszej instancji, od razu przechodzi do drugiej instancji, jeżeli wyroki będą się różniły idzie do trzeciej instancji i jej werdykt jest ostateczny.
Niestety jeśli nie ma przesłanek, tzn. nie udowodni się, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie to unieważnienia się nie dostanie.
No właśnie a coś mi się wydaje,że w momencie zawierania naszych małżeństw wszystko było ok. Trwały długo i raczej nie ma przesłanek żeby je unieważniono.
Zresztą,raczej nie będzie to już potrzebne. Wczoraj przez własną głupotę załatwiłam temat i rozstałam się z P. Zadzwoniłam (nie wiem po co bo przecież miałam milczeć) i zasugerowałam żeby wpadł do mnie do pracy a ten,że nie bo nie bawi się mięsem w Wielkim Tygodniu. No szok,ja jestem mięsem. Wiem,że to żart,wiem,że moja reakcja była dziecinna,ale to strasznie zabolało.Dawniej,kiedy byliśmy ze sobą to szanowałam jego abstynencję po spowiedzi,ale teraz przecież nic a nic nie robimy więc co jest grzesznego w tym,że przyjdzie na 5 min i pogada ze mną?Co jest grzesznego w tym, że przytulił by czy nawet pocałował w policzek? Przyszedł do mnie jednak jak gdyby nigdy nic a ja zaczęłam mówić,że przykro mi i,że był to bardzo niesmaczny żart z jego strony a on żebym się puknęła i nie szukała problemów tam gdzie ich nie ma...nie poczekał co mam do powiedzenia,wyszedł co podziałało na mnie jak płachta na byka. Napisałam mu sma na końcu dodając,że nie chcę mieć nic do czynienia z takim hipokrytą jak on. W nocy przysłał wiadomość o treści "czy zdaję sobie sprawę,że moja psycha krzywdzi innych". Przepłakałam prawie całą noc,dziś już mi przeszło,już mogła bym rozmawiać no ale ja się nie odezwę. Teraz jak patrzę na to chłodniejszym okiem to widzę tą dziecinadę i głupotę. Normalnie mi wstyd swojej reakcji a z drugiej strony zaczynam robić to samo co z mężem. On mnie krzywdził a ja po jakimś czasie wszystko przemyślałam i dochodziłam do wniosku,że w sumie to miał rację...czy ja się w końcu zmienię? czy w końcu przestanę tłumaczyć wszystkich i brać winę na siebie?
83 2014-04-16 21:42:00 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-04-16 21:43:51)
Goguniu,
Czytam i czytam od samego początku... Może się czepiam, ale wiele słów, które cytujesz nam jako wypowiedzi P. bardzo mnie martwi. Tak nie zwraca się do kobiety zakochany mężczyzna...
No i ten wątek "pobożności P."... Niestety dla KK każdy SMS, każda konwersacja między Wami o tym, co Was łączy, każdy pocałunek jest w przypadku nadal trwającego (z punktu widzenia prawa kanonicznego) ważnego małżeństwa pogłębianiem tego, co wydarzyć się nie powinno, bo nadal jesteście związani sakramentami z poprzednimi małżonkami i być może podczas ostatniej spowiedzi P. został o tym pouczony. Zdaję sobie sprawę jak trudne to jest do przyjęcia, ale niestety takie są "reguły tej gry". Bez rzeczowej i szczerej rozmowy między Wami na temat tego aspektu Waszej relacji i próby rozwiązania, którą sugeruje Abizer chyba nie zajedziecie daleko...
Jeśli Wasze pierwsze małżeństwa nie są nawet według Was możliwe do rozwiązania, to jednak spróbuj się o tym przekonać osobiście, bo o ile casusy nieważnie zawartych małżeństw opisane w katechizmie są dość wąskie, to formuła "niedojrzałości" jest w sądach kościelnych traktowana bardzo szeroko i to na podstawie takich wniosków najczęściej orzeka się "anulację" sakramentu.
Z całego serca polecam Wam rozmowę ze znawcą prawa kanonicznego w poradniach działających przy sądach biskupich lub szukanie kontaktu z jakimkolwiek duszpasterzem małżeństw niesakramentalnych, bo żyjecie oboje w jakiejś "schoizofrenii", która (jak z Twoich postów wynika) zżera wszystko to, co zbudowaliście dotychczas.
Stale życzę Ci odwagi, Goguniu!
Dobrych Świąt!
bo nie bawi się mięsem w Wielkim Tygodniu. No szok,ja jestem mięsem. Wiem,że to żart
to ma być żart????????????
matko kochana goguniu, co ty piszesz...
co za palant z tego P!!!!!!!!!!!!!
Jeśli Wasze pierwsze małżeństwa nie są nawet według Was możliwe do rozwiązania, to jednak spróbuj się o tym przekonać osobiście, bo o ile casusy nieważnie zawartych małżeństw opisane w katechizmie są dość wąskie, to formuła "niedojrzałości" jest w sądach kościelnych traktowana bardzo szeroko i to na podstawie takich wniosków najczęściej orzeka się "anulację" sakramentu.
Po takim czasie może być bardzo trudno udowodnić, że mąż (lub nawet ona sama) był niedojrzały wchodząc w małżeństwo, Sądy Kościelne patrzą obecnie na ten "argument" bardzo sceptycznie. Trzeba na to świadków, sytuacji które świadczyłyby o niedojrzałości. Ale oczywiście zasięgnąć rady prawnika, który jest obeznany z prawem kanonicznym nigdy nie zaszkodzi.
Goniu myślałaś o wizycie u psychologa? Żeby podnieść swoją samoocenę i nie dać sobą pomiatać tylko po to, żeby ten ktoś z Tobą został. Wydajesz się bardzo miłą i ciepłą osobą, nie zasługujesz na takie traktowanie jakie serwuje Ci P. Wyczekałaś i wycierpiałaś już wystarczająco z jego strony.
86 2014-04-17 21:21:44 Ostatnio edytowany przez gogunia (2014-04-17 21:22:15)
Goniu myślałaś o wizycie u psychologa? Żeby podnieść swoją samoocenę i nie dać sobą pomiatać tylko po to, żeby ten ktoś z Tobą został. Wydajesz się bardzo miłą i ciepłą osobą, nie zasługujesz na takie traktowanie jakie serwuje Ci P. Wyczekałaś i wycierpiałaś już wystarczająco z jego strony.
Chodziłam do psychologa przez męża,potem po rozwodzie a potem był P i już nie potrzebowałam terapii.Jak tak dalej będzie to i teraz będę musiała się wybrać.
Nie mogę w to uwierzyć, że po takiej miłości,cudownych trzech latach facet nagle serwuje mi takie paskudztwo.Wydawało mi się, że ta miłość przetrwa wszystko,że jest idealna i powiem wam,że tak jak p nikt,nawet psycholog mi nie pomógł. Był w tym świetny,serio. A teraz taka kicha. Nie potrafię tego ogarnąć.
.........No i ten wątek "pobożności P."... Niestety dla KK każdy SMS, każda konwersacja między Wami o tym, co Was łączy, każdy pocałunek jest w przypadku nadal trwającego (z punktu widzenia prawa kanonicznego) ważnego małżeństwa pogłębianiem tego, co wydarzyć się nie powinno, bo nadal jesteście związani sakramentami z poprzednimi małżonkami i być może podczas ostatniej spowiedzi P. został o tym pouczony......
Uwierz mi,nie został a choćby dla tego,że przecież od półtora roku między nami nic nie ma. Sama rozmawiałam z księdzem i to,że go kocham to nie jest grzech. Grzechem nie jest jak się przytulimy czy damy buziaka w policzek. A tak na prawdę to wszystko jest jednym wielkim zakłamaniem i nie wiadomo kto i w czym ma rację.
Chyba powinnam zmienić tytuł na "jak przetrwać rozstanie" lub coś w tym stylu. Weszłam tu bo chciałam porady jak odzyskać faceta. Co zrobić żaby zaś mnie pragnął itp a tu finał całkiem inny. Zamiast go odzyskać to tracę. Od kilku dni nie odzywam się. On napisał wczoraj życzenia-ja nic. Dziś kolejne z prośbą o odpisanie-ja dalej nic. W głowie mam ułożony list,że to koniec,że nie mam zamiaru więcej stać pod jego drzwiami i żebrać o miłość a dostawać tylko ochłapy itp.Tyle,że celem tego listu nie jest zerwanie,ale dotarcie do niego i otworzenie mu oczu,że mnie traci. Miałam jeszcze dzień lub dwa z tym poczekać a tu wiadomość, że właśnie ex mu powiedziała,że jeśli się dowie,że się spotykamy to zdobędzie kwas,pójdzie siedzieć ale mnie ślepia wypali.No ludzie kochani. Nie potrafię zrozumieć czemu on nie może zrobić porządku z tą kobietą. Ale to już nie ważne,słowa żony tylko utwierdziły mnie w decyzji, że nie ma to sensu. Boli to podwójnie. Boli bo muszę się rozstać z miłością mojego życia i boli,że miłość mojego życia,facet prawie idealny tak mnie zawiódł.Wszystkiego mogłam się spodziewać,ale nie tego,że on okaże się takim tchórzem. Teraz muszę zmienić treść listu i faktycznie się z nim rozstać bo widzę,że nie ma to przyszłości. Nie mam ochoty na szarpanie się z nim a tym bardziej z jego byłą.
Czekam z tym listem bo jak kretynka ciągle się łudze. Do póki on go nie przeczyta to tak jak byśmy ciągle byli razem. Zaczyna mi odbijać.
a tu wiadomość, że właśnie ex mu powiedziała,że jeśli się dowie,że się spotykamy to zdobędzie kwas,pójdzie siedzieć ale mnie ślepia wypali.
nie wiem śmiać się czy ...płakać
nie no absolutnie nie do śmiechu mi myśląc o tobie goguniu ale popatrz na to z boku...
nie wiem śmiać się czy ...płakać
nie no absolutnie nie do śmiechu mi myśląc o tobie goguniu ale popatrz na to z boku...
Dokończ jeśli możesz..........
...Weszłam tu bo chciałam porady jak odzyskać faceta. Co zrobić żaby zaś mnie pragnął itp a tu finał całkiem inny. Zamiast go odzyskać to tracę. Od kilku dni nie odzywam się. On napisał wczoraj życzenia-ja nic. Dziś kolejne z prośbą o odpisanie-ja dalej nic. W głowie mam ułożony list, (...) tyle, że celem tego listu nie jest zerwanie,ale dotarcie do niego i otworzenie mu oczu,że mnie traci....
Boli to podwójnie. Boli bo muszę się rozstać z miłością mojego życia i boli,że miłość mojego życia,facet prawie idealny tak mnie zawiódł.Wszystkiego mogłam się spodziewać,ale nie tego,że on okaże się takim tchórzem.
Zaczyna mi odbijać.
No chyba...
Napisałaś piękny scenariusz... Porozdzielałaś role... a tu ZONK
bo aktorzy nie chcą się słuchać - mają jakieś swoje wyobrażenie o kształcie własnego życia - które jest tylko wspólną częścią jednego zbioru...JEDNAK każdy "element" MA tu COŚ do powiedzenia...?
Współczuję Ci goguniu "dusznych" przeżyć - niemniej OTWÓRZ oczy... dla własnego dobra. Chciałabyś by On "gonił króliczka" a On wcale do wyścigu stawać nie zamierza... ![]()
Bo w Waszym wypadku teoria sobie a praktyka... całkiem INACZEJ wygląda, niżby się chciało w "pobożnych" życzeniach.
Są sytuacje, którym nie jesteśmy w stanie podołać, które nas przerastają i TO właśnie (moim zdaniem) spotkało twojego(?) niby-partnera.
Gogunia, nie rozumiem zachowania Twojego partnera..
Co za facet powtarza swojej kobiecie, ze jego żona kupi kwas i wypali jej oczy jak się dowie o ich spotkaniach..
To jakaś paranoja..
Po co ten facet powtarza Ci takie rzeczy i czemu mają one służyć!
Nie wiem Gogunia, ale Ty chyba przyciągasz takich popaprańców bo normalny i zdrowy facet, nigdy by Ci takich słów nie powtórzył.. a z żonką sam zrobiłby porządek..
Myślę, ze oni są siebie warci, więc rzuć to w cholerę i to szybko..
bo normalny i zdrowy facet, nigdy by Ci takich słów nie powtórzył.. a z żonką sam zrobiłby porządek..
Myślę, ze oni są siebie warci, więc rzuć to w cholerę i to szybko..
dokładnie
nie ma na co czekać.
Gogunia, nie rozumiem zachowania Twojego partnera..
Co za facet powtarza swojej kobiecie, ze jego żona kupi kwas i wypali jej oczy jak się dowie o ich spotkaniach..
To jakaś paranoja..
Po co ten facet powtarza Ci takie rzeczy i czemu mają one służyć!
Nie wiem Gogunia, ale Ty chyba przyciągasz takich popaprańców bo normalny i zdrowy facet, nigdy by Ci takich słów nie powtórzył.. a z żonką sam zrobiłby porządek..
Myślę, ze oni są siebie warci, więc rzuć to w cholerę i to szybko..
To jest człowiek bardzo szczery i zawsze wali prosto z mostu to co myśli. W tym wypadku mówiąc mi to to akurat myślał o ochronie mnie. Ale w sumie ja jemu nigdy nie powtórzyłam tego co mój ex o nim mówił,jak groził. Po prostu samej było mi to przykro słuchać a co dopiero powtarzać.
Ale co do porzadku z ex to się zgadzam. Miałam go za faceta z jajami. Twardo stąpał po ziemi,umiał się odnaleźć w każdej sytuacji. Miałam w nim ogromne wsparcie a tu wyszło co innego. Patrząc na to teraz z boku to widzę w nim pantoflarza który boi się własnego cienia. Nie potrafię tego zrozumieć. Jak nagle z takiego fajnego,wartościowego faceta wyszło takie bodaj co. Może ja to źle odbieram,może powinnam zrozumieć,że ma obowiązki w końcu to matka jego dzieci. Ale ewidentnie widać jak ona nimi gra.
No cóż,skoro chce wrócić do tego co miał to jego wybór,ja już nie mam siły. Żeby chociaż chciał się spotkać i pogadać,wytłumaczyć to i owo to było by mi łatwiej a tak to pogubiłam się.
Tęsknię strasznie,brakuje mi go. Córka pyta kiedy do nas wpadnie.Szkoda mi ją uświadamiać no ale będę musiała.
On się nie poddaje. Pisze smsy,pyta co u mnie,prosi żebym się odezwała,ale nie napisze "spotkajmy się,pogadajmy". Myśli,że znów bodaj sme-em załatwi temat i pobiegnę nie pytając o nic a on będzie miał rozrywkę raz w kiedy.Wyślę mu dziś ostatniego maila żeby wiedział,że z mojej strony to jednak koniec.Tylko czy ja dam radę w tym wytrwać? Boje się, że nie.
Gogunia jestes kobieta szczera i kochającą. Nawet teraz mimo iż czujesz sama, ze jest nie tak, próbujesz go tlumaczyc bo go kochasz..
Gdyby byl szczerym czlowiekiem to pogadalby szczerze z zona, ze jest w zwiazku z Toba, ze jestes dla niego wazna i ze nie zyczy sobie takich impertynencji na Twoj temat, a on..
wydaje mi sie że chce trzymac dwie sroki za ogon..
gogunia, napisz do niego i powiedz ze chcesz spotkania i rozmowy. Powiedz mu w oczy co czujesz i jak jest..
takie esemesy to szkolna zabawa a Wy jestescie na tyle dorosli i juz tak dlugo ze soba, ze nalezy wam sie obojgu ta rozmowa..
wtedy zdecydujesz..
... i w końcu to matka jego dzieci.
no właśnie - a nie jego kobieta...
to ty miałaś być jego kobietą - tego oczekujesz, gdzie szacunek do ciebie
goguniu przestać w końcu sama siebie oszukiwać
rozmów się i zakończ to, idź przed siebie
goguniu przestać w końcu sama siebie oszukiwać
rozmów się i zakończ to, idź przed siebie
Problem w tym,że ja o rozmowę to proszę go już półtora roku............ zostaje mi tylko napisać list i czekać na reakcję.Albo to go obudzi i zacznie coś działać,albo sytuacja się nie zmieni i będę musiała faktycznie to zakończyć.
podejrzewam, że nic się nie zmieni - sorry
podejrzewam, że nic się nie zmieni - sorry
Boję si,ę,że masz rację dlatego też nastawiam swój mózg i serce na cios. Niby wiem co mnie czeka ,ale ta nadzieja ciągle jest.
Ale jest tego i dobra strona. Jak P mi miłości nie wyzna i nie wróci to czlowiek_znikąd tysiaka obiecał hi hi hi....nie wspomną o czyjejś skarbonce i bilecie do kina.
100 2014-04-22 21:10:25 Ostatnio edytowany przez zbyt.zaradny (2014-04-22 21:24:32)
Twoj facet jest w bardzo wygodnej sytuacji: dwie kobiety "walcza" o niego, jedna kusi cyckami, drugiej rowniez bardzo na nim zalezy - musi sie czuc tym bardzo dowartosciowany, choc z pewnoscia tego nie przyzna.
Ma tez slodki dylemat: Ktora wybrac? Tę ładniejszą? Tę zgrabniejszą? Tę, ktora bardziej sie postara, ladniej zatrzepocze rzesami?
Dla faceta taki stan rzeczy długo może być przyjemny...
Zauważ, że gdy zaczęłaś go ignorować, nagle częstotliowść kontaktu z jego strony wzrosła...
Moja rada: olej go chwilowo. Przestan pokazywac, ze Ci na nim zalezy. Zasiej w nim niepewnosc. Odwróc sytuację. Niech teraz on zacznie sie zastanawiac co sie dzieje: "czemu sie nie odzywa? czy zrobilem cos zle? moze ja czyms urazilem?" (heh he moze w koncu sie domysli)
Nie pisz tego pozegnalnego listu bo mu pokazesz, ze Ci na nim zalezy, a sie jeszcze przy tym rozkleisz i zaczniesz żalić i bedzie widzial, ze Cie ma... a skoro Cie ma, to nie musi o juz Ciebie walczyc...
Pomysl... gdybys byla facetem, wolalabys spedzac czas z kobieta rozżaloną, czy z kobieta kuszacą?
A jak kusi teraz jego byla to juz wiesz...
Pokaz przez jakis czas, ze Ci dobrze bez niego, ze masz wlasne zycie, ze jestes radosna, wesola...
BADZ radosna, wesola i uprzejma, gdyby przypadkiem wpadl do Ciebie do pracy.
Ale nie umawiaj sie z nim, i nie okazuj mu ze dalej z nim jestes, chyba, ze chcesz sie do niego ustawiac w kolejce.
Jak do niego dotrze, ze jedna kandydatka przestala czekac na ksiecia, to mu i dowartosciowanie spadnie.
I zaraz zacznie na nowo zauwazac stare wady swojej bylej, bo ona tez nie bedzie grala wiecznie.
Moze wtedy przypomni sobie jak mu bylo fajnie z Toba.
Moze wtedy zacznie sie o Ciebie starac.
A jesli nie... to mala strata.
Widocznie nie byl Ciebie wart.
Pozdrawiam
Dodatek:
Ten tekst z kwasem powtorzyl Ci moze po to (choc byc moze nie zdawal sobie sprawy, po co to robi), abys wiedziala, ze jego byla podbija stawke. Cos w stylu: "zobacz, tamta jest gotowa zabic zeby byc ze mna. jestem ciekawy na co ty jestes gotowa. dasz wiecej?"
Twoj facet jest w bardzo wygodnej sytuacji: dwie kobiety "walcza" o niego, jedna kusi cyckami, drugiej rowniez bardzo na nim zalezy - musi sie czuc tym bardzo dowartosciowany, choc z pewnoscia tego nie przyzna.
Ma tez slodki dylemat: Ktora wybrac? Tę ładniejszą? Tę zgrabniejszą? Tę, ktora bardziej sie postara, ladniej zatrzepocze rzesami?
Dla faceta taki stan rzeczy długo może być przyjemny...Zauważ, że gdy zaczęłaś go ignorować, nagle częstotliowść kontaktu z jego strony wzrosła...
Moja rada: olej go chwilowo. Przestan pokazywac, ze Ci na nim zalezy. Zasiej w nim niepewnosc. Odwróc sytuację. Niech teraz on zacznie sie zastanawiac co sie dzieje: "czemu sie nie odzywa? czy zrobilem cos zle? moze ja czyms urazilem?" (heh he moze w koncu sie domysli)
Nie pisz tego pozegnalnego listu bo mu pokazesz, ze Ci na nim zalezy, a sie jeszcze przy tym rozkleisz i zaczniesz żalić i bedzie widzial, ze Cie ma... a skoro Cie ma, to nie musi o juz Ciebie walczyc...
Pomysl... gdybys byla facetem, wolalabys spedzac czas z kobieta rozżaloną, czy z kobieta kuszacą?
A jak kusi teraz jego byla to juz wiesz...Pokaz przez jakis czas, ze Ci dobrze bez niego, ze masz wlasne zycie, ze jestes radosna, wesola...
BADZ radosna, wesola i uprzejma, gdyby przypadkiem wpadl do Ciebie do pracy.Ale nie umawiaj sie z nim, i nie okazuj mu ze dalej z nim jestes, chyba, ze chcesz sie do niego ustawiac w kolejce.
Jak do niego dotrze, ze jedna kandydatka przestala czekac na ksiecia, to mu i dowartosciowanie spadnie.
I zaraz zacznie na nowo zauwazac stare wady swojej bylej, bo ona tez nie bedzie grala wiecznie.
Moze wtedy przypomni sobie jak mu bylo fajnie z Toba.
Moze wtedy zacznie sie o Ciebie starac.A jesli nie... to mala strata.
Widocznie nie byl Ciebie wart.Pozdrawiam
Dodatek:
Ten tekst z kwasem powtorzyl Ci moze po to (choc byc moze nie zdawal sobie sprawy, po co to robi), abys wiedziala, ze jego byla podbija stawke. Cos w stylu: "zobacz, tamta jest gotowa zabic zeby byc ze mna. jestem ciekawy na co ty jestes gotowa. dasz wiecej?"
No to mi rozwaliłeś konstrukcję,ale wiesz Twój pomysł bardzo mi się podoba. Nie będę pisać. Stanę na głowie,ale pokażę ,że mi już nie zależy,że tak jak chciał jestem tylko koleżanką. A exowa niech podbija poprzeczkę,ja zabijać nie będę.
102 2014-04-22 22:21:24 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-04-22 22:28:48)
Goguniu,
Szczerze Ci życzę, aby ta sytuacja się odmieniła. Uważam, że Twój P. powinien usłyszeć "Addieu!", bo może to pozwoli mu zreflektować się ile straci...
Sposób, w jaki Cię traktuje i w jaki do Ciebie się zwraca nie świadczy o jego bezpośredniości, ale o obelżywości i lekceważeniu.
Pan P. ewidentnie narusza granice Twego "ja" i zagarnia coraz większe terytoria. Udaje mu się to praktycznie bez walki, a wielka szkoda, bo w życiu zwykle najbardziej ceni się to, co zostało zdobyte z trudem, po pokonaniu wielu przeszkód...
Cały czas gorąco Ci dopinguję. Moja świnka-skarbonka wzbogaciła się o nowe monety ;-) Zgodnie z obietnicą - wszystko jest Twoje! Karnet na maraton filmowy - również.
Goguniu,
Sposób w jaki Cię traktuje i w jaki do Ciebie się zwraca nie świadczy o jego bezpośredniości, ale o obelżywości i lekceważeniu.
.
Ale on tego nie wie.Myśli,że to fajny żart. Parę razy zwracałam uwagę to mówił,że szukam dziury w całym i za bardzo wszystko roztrząsam.On nie jest złym facetem.Pogubił się teraz troche. Sam nie wie co ważne,co wybrać. I szkoda mi go i wściekam się.Czasem mam wrażenie, że oszaleję. Tysiące myśli przelatuje przez głowę. W jednej chwili już wiem co robić,co ważne a w drugiej się okazuje,że nic nie wiem i tak w koło.Ciężko mi uczepić się jednej myśli i mieć 100% pewności,że to ta właściwa i to tą drogą powinnam iść.
104 2014-04-22 22:55:01 Ostatnio edytowany przez zbyt.zaradny (2014-04-22 23:02:26)
Przez dwa lata zwodzilem pewna zakochana we mnie dziewczyne i nie moglem sie zdecydowac, ktora wybrac...
Potem sie rozstalismy a ja wrocilem do bylej. To byla co prawda tylko moja decyzja o zerwaniu kontaktu a nie dziewczyny, ale efekt byl ten sam.
W ciagu czterech miesiecy bez kontaktu, z kazdym dniem bylo mi coraz gorzej i coraz bardziej czulem ze to wlasnie ona jest kobieta mojego zycia. W koncu nie wytrzymalem, zadzwonilem i z dusza na ramieniu powiedzialem jej PIERWSZY RAZ: "Kocham Cie"....
Przyjechala do mnie z daleka i jestesmy razem 9 lat... i 7 lat po slubie...
Gdybym jej nie kochal, to bym tego nie zrobil. Zapomnialbym powoli i ona rowniez. Wtedy mialaby szanse ulozyc sobie zycie z kims kto odwzajemnilby jej uczucie.
Alez ja mialem farta! ![]()
Nie wiem, czy samo zakonczenie bedzie takie w Twoim przypadku, bo tu w gre wchodza tez jego zasady (religia) i wplyw jego dzieci, ale jego myslenie na pewno podazy dokladnie tym torem jaki wczesniej opisalem.
Ale gdyby nawet tak nie mialo sie stac, to jego 1,5 roczne niezdecydowanie i ostatnie zagrania sa dla Ciebie po prostu uwlaczajace i absolutnie nie mozesz na to pozwalac, wiec i tak zyskasz, chocby tylko przez uwolnienie sie z pulapki nieodwzajemnionego uczucia.
Stanę na głowie,ale pokażę ,że mi już nie zależy,że tak jak chciał jestem tylko koleżanką.
No nie wiem z tym byciem kolezanka, czy to dobry pomysl.
W ten sposob dasz mu do zrozumienia, ze zgadzasz sie na to, ze wybral inna, i ze pomimo tego darzysz go sympatia. Moze to wywolac wrazenie, ze jakby mu z byla nie wyszlo, to moze zawsze do Ciebie wrocic. Zgadzasz sie na role kola ratunkowego?
Byliscie jakos troche ze soba i wiedzial ze masz nadzieje, ze cos wiecej z tego bedzie. Teraz on pokazuje Ci, ze woli moze inna. Te zarty... brak szacunku... Chyba nie zasluzyl na Twoja sympatie? Raczej na obojetnosc.
Zycie idzie dalej... Sa jeszcze inni fajni faceci na swiecie... Masz prawo do ulozenia sobie zycia z kims dla kogo TY bedziesz NAJWAZNIEJSZA i do niego to musi bardzo mocno dotrzec!
Poza tym, dobrze wiesz, ze nie dasz rady byc tylko kolezanka...
bycie koleżanką to danie mu do zrozumienia że akceptujesz jego wybór. czy właśnie na tym to ma polegać?
106 2014-04-23 13:32:30 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-04-23 13:38:58)
A jakikolwiek wynik badań świadczący o tej chorobie ktoś kiedykolwiek widział?
Jak na moją intuicję, to ta choroba na 99% jest zmyślona pod plan grania na litość.
Pytam, bo na Twoim miejscu to by była dla mnie najważniejsza sprawa: potwierdzić na czym stoicie. Nie ma sensu budować konstrukcji emocjonalnych, planów na przyszłość i szarpać się, kiedy nie wiadomo na czym się stoi. Wywierałabym wpływ na niego, żeby na bank potwierdził że ona jest chora lub nie.
Już nie musze zastanawiać się co robić. Wczoraj o 21 P stanął w moich drzwiach i poprosił o rozmowę. Poszliśmy na spacer. Rozmowa była smutna. Co prawda nic nowego nie powiedział prócz tego, że najlepszym wyjściem będzie zawieszenie kontaktu. On dzieci zostawić nie może bo pękło by mu serce,ex przynajmniej na razie wyrzucić nie może. Przykro mu,że nie może dać mi 100% szczęścia na jakie zasługuję....itd itp. Koniec bajki. P pójdzie swoją drogą a Gogunia swoją. Ta historia nie ma szczęśliwego końca,nie powiemy "i żyli długo i szczęśliwie".Pustka,głucha pustka.Ból-chyba raczej swego rodzaju ulga.
No cóż,trzeba się wziąć w garść i pisać nową historię.............może tym razem lepszą,może ciekawszą.Może w końcu bez bólu i rozczarowań,może z bajkowym zakończeniem. A są w ogóle takie?
Dziękuję wszystkim za wsparcie i piękne słowa.Bardzo dużo pomogliście. Dzięki Wam zobaczyłam to, czego do tej pory nie widziałam i łatwiej teraz podjąć pewne decyzje,łatwiej przez to wszystko przejść. Pozdrawiam.
108 2014-04-24 20:03:48 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-04-24 20:04:14)
bo to nie był facet dla ciebie...
nie był ciebie wart i tyle, nie daj się życiu, może gdzieś, tam za ...horyzontem jest ten, który pokocha ciebie tak jak na to zasługujesz
przytulam
goguniu głowa do góry. jeszcze będziesz szczęśliwa. na pewno gdzieś tam jest facet który na Ciebie zasługuje. ![]()
Goguniu,
Do tej rozmowy musiało dojść... Gradowa chmura wisiała nad Waszymi głowami od bardzo dawna, sama to przyznasz.
W chwili obecnej, życie P. jest tak pogmatwane, że widać tylko supły i poprzecierane sznury rozmaitych przedziwnych relacji. W ostatnim czasie wszystkie gwałtownie zaczęły się zaciskać wokół Twojej szyi...
To, co stało się wczoraj, to ostre cięcie tytanowych nożyc rozsądku. Zabolało tym mocniej, że stale żyłaś nadzieją i wspomnieniami tego, co było półtora roku wcześniej...
Dobrze znam to uczucie, którego doświadczasz teraz, gdyż 8 miesięcy temu runął mój "dobrze rokujący" związek. Wychodzę z tego dramatu w ślimaczym tempie. Mozolnie "stwarzam" na nowo swoje życie ze zgliszczy i pozwalam w jakimś zakresie je tworzyć różnym okolicznościom, zdarzeniom, osobom. Stale jednak dzielę czas na "przed" i "po" rozstaniu. Nie będę Cię więc pocieszać i odwracać Twej uwagi od tego, co się stało. W Twym sercu ze zdumiewającą prędkością przetaczają się teraz zapewne, wszystkie możliwe emocje. Jest trudno przyjąć klęskę i dać swojemu sercu cierpliwą zgodę na konanie miłości. Jednak nie ma chyba innej drogi dla człowieka, który obdarzył tę drugą osobę najcenniejszym, co miał i prawdziwie ją pokochał. Spróbuj Goguniu przyjąć to wczorajsze wydarzenie w pełni świadomości i w godności bycia tym, kim jesteś, pamiętając, że chciałaś dla Was dobra i do tego dobra dążyłaś...
Zaczęłam dzisiaj czytać książkę, która rozpoczyna się fragmentem wiersza, który dał mi sporo do myślenia, bo przypomniałam sobie Twoje pierwsze posty...
"Czasem jakiś smak gorzki,
dotyk, co w błąd wprowadza,
zgniły zapach czy rażące
światło albo ton fałszywy
niby rzeczy postać trwała
do naszych zmysłów dociera
i jawi się ta złuda
prawdą niepodejrzewaną..."
Jestem całym sercem z Tobą, Goguniu...
Cześć Goguniu!
Na Twój wpis natrafiłam dopiero dziś, powiedz, jak potoczyła się Twoja historia?
Pan P. Wydaje się być toksyczną osobą, to powinno być zakończone już dawno temu, facet po roku do dwóch powinien się określić, co dalej.
Zdaje się zbytnio nie odstawać w swoim okrucieństwie od Twojego byłego męża. Zwłaszcza stwierdzenie, że zobaczył w Twoich oczach, to co chciał... jakoś tak to szło, sprzedając Ci wcześniej bolesną informację wskazuje na sadyzm. I zawsze byłabyś winna Ty, obwiniałby Cię o wszystko. Mam nadzieję, że Ty i Twoja córeczka doszłyście do siebie... Pozdrawiam.