A tak jeszcze - padl tutaj przyklad, ktory nasunal mi inna historie na pamiec i pomyslalaqm sobie, ze takie wartosciowanie czlowieka jest bardzo subiektywne (bo czy moze być inne? ) I czasem moze być bardzo krzywdzace.
Padl tu przyklad babci - niewyksztalconej, ale cieplej i madrej zyciowo kobiety. A teraz ja wplote do tej historii kawalek mojej...
Jest sobie kobieta, starsza już, ma meza, rodzine, wnuczke. Kobieta jest niewyksztalcona, ale cale zycie ciezko pracowala i wyksztalcila swoja corke. Corka ma już wlasna rodzine - meza, dziecko (owa wnuczke) - mieszkaja w miescie, ale często spedzaja wakacje u rodzicow na wsi.
Wnuczka uwielbia swoja babcie, bo babcia jest prawie jak z bajki 
I jakoś tak wszyscy zapatrzeni w te sielanke zapominaja, ze jest też druga corka. Corka troche bardziej rogata, nie tak spolegliwa jak ta pierwsza, ktora lata temu postanowila się z domu wyprowadzic, a potem na skutek konfliktu z rodzicami kontakt z rodzina zerwala. Babcia ma wiec też druga wnuczke, gdzies na drugim koncu kraju, ktorej prawie nie zna.
Babcia umiera, wnuczki spotykaja się na pogrzebie. Jedna stoi i placze - umarla jej ukochana babcia.
Druga stoi z oczami wbitymi w pustke i się zastanawia - "Gdzie bylas jak cie potrzebowala moja matka? Dlaczego mialas pieniadze na studia dla tamtej, a szkoda ci było paru zloty by pomoc mojej matce? Bo corka-studentka mozna się pochwalic, ale corka z nieslubnym dzieckiem już trudniej? Bo cie sasiedzi podziwiali jakiego masz udanego ziecia i wnuczke?"
A druga stoi i szlocha" kto mnie teraz bedzie przytulal, kto bedzie robil pachnace powidla? Kto mi bedzie opowiadal te wszystkie opowiesci z dawnych lat?"
I dla ktorej z nich babcia bedzie "wartosciowym czlowiekiem"?
Wszystko zalezy od punktu widzenia...
__________________
A na sam koniec: padlo tu gdzies nazwisko Trynkiewicza. Czy uwazacie, ze zycie Trynkiewicza nie ma zadnej "wartosci"?
Czy aby na pewno?
Czy istnienie takich osob nie kaze zastanawiac się nam CO nami kieruje? Skad biora się takie a nie inne zachowania? Co ma wplyw na to, ze stajemy się "potworami"?
Czy tacy się rodzimy, czy jest to kwestia wychowania?
Jak odpowiadac na takie pytania bez podmiotu badan?
Ludzie od wielu lat probuja zrozumiec jak dziala mozg. Ale pojawil się problem - to zadanie jest bardzo trudne - mozg ma tak wiele funkcji, ze nie sposob ich wszystkich ogarnac.
Ale w koncu znalazlo się rozwiazanie - żeby zrozumiec jak dziala zdrowy mozg trzeba było zaczac badac te uszkodzone. Tak slepi pozwolili zrozumiec ktore czesci mozgu sa odpowiedzialne za widzenie, glusi nauczyli nas jak mozg slyszy a schizofrenicy pokazali w jaki sposob mozg odroznia iluzje od prawdy.
Moze taki Trynkiewicz jest nam potrzebny, żeby zrozumiec dlaczego my pewnych rzeczy NIE robimy. Moze TO jest jego "wartosc"?...
Bo takie gadanie, ze ktos ma wartosc, bo jest uczynny i mily, bo zyje nie robiac szkody nikomu.. To przepraszam bardzo, ale to troche lanie wody i splycanie problemu.
Mogę sobie spedzic pol zycia przy laptopie zajadajac frytki i lody, piszac do ludzi mile slowka, potakujac im i udzielajac wsparcia. Nikomu krzywdy nie zrobie, bede lac miod na serce... Czy bede przez to wartosciowa, czy stane się jedynie spasiona swinia zyjaca w imaginowanym, wirtualnym swiecie nie majaca odwaci przekroczyc progu i stanac twarza w twarz z realnym zyciem?
Czy nierobienie krzywdy innym i bycie milym w tym wypadku wystarczy?
Czy moze lepiej być sukinsynem, ale zostawic po sobie slad?