na szczęście nie mam takich przemyśleń
. owszem, jestem wierząca, ale uważam, że w pewnych sferach mojego życia religia powinna mieć ograniczony dostęp, a moja alkowa do niej należy. wychodzę z założenia, że skoro bóg istnieje i mnie widzi, to wie o mnie wszystko. co robię i myślę. nie mam potrzeby opowiadania o tym obcemu mężczyźnie w konfesjonale
. chociaż ostatnio czytałam o księdzu nazwiskiem knotz, który prowadzi swego rodzaju rekolekcje dla małżeństw o seksie?. pierwszy raz spotkałam duchownego, który bez krępacji wypowiada się na ten temat. podobno hbo zrobiło o nim dokument, który ma być u nich w tę niedzielę wieczorową porą. ciekawe, czy dowiem się czegoś nowego, czy oklepane kościelne prawdy?.
Ok, wtedy po prostu były inne czasy, panowała inna kultura, a obyczaj związany z zawieraniem małżeństw zmieniał się w ciągu wieków. Jeśli patrzeć na to w sposób, jaki przedstawiłeś, to można pomyśleć że stosunek z nowym facetem rozwiązuje małżeństwo... Tak czy nie? Poza tym - wg współczesnej nauki KK to nie chodzi o przysięganie przed Bogiem czy starą ciotką, wszystko jedno, tylko o przyrzeczenie konkretnej osobie w obecności Boga. Dlatego to jest sakrament, w czasach Biblii sakramentem małżeństwo na pewno nie było. Oczywiście, to nie jedyna nieścisłość w nauce KK w stosunku do Biblii, na innych wyznaniach znam się średnio, ale na pewno u protestantów także są podobne nieścisłości, więc nie ma co się czepiać.
U protestantów małżeństwo nie jest po prostu uważane za sakrament, co nie znaczy że mniej znaczy. Jest związkiem nierozerwalnym pobłogosławionym przez Boga i nie jest możliwe jego unieważnienie ani rozdzielenie przez człowieka. Niestety człowiek jako istota ułomna i grzeszna łamie tę zasadę i wówczas dochodzi do rozwodu, który jest grzechem. Jak każdy grzech może zostać przez Boga wybaczony. Człowiek ma również szansę się poprawić także w nowym, ponownym małżeństwie. Grzechem jest każdy rozwód, także taki po ślubie cywilnym, bo u protestantów forma zawarcia małżenstwa nie świadczy o jego ważności czy nie, dlatego śluby biblijne, które miały inna niż obecnie formę oczywiście też protestanci uznaliby za ważne i nierozerwalne.
Spowiadam się zawsze, nigdy tego nie zataiłam. Źle bym się z tym czuła.
Bóg i tak wszystko widzi i wie...
heke - wydaje mi się, że masz zamiar nadal tak grzeszyć. Co Twoja religia mówi o grzechach popełnionych świadomie i celowo? Czy w ogóle żałujesz tego seksu?
Jeśli nie żałujesz, to spowiedź nieważna, a jeśli chcesz grzeszyć, to Bóg i tak o tym wie. Nie powoduje to żadnego problemu?
135 2011-08-31 13:01:02 Ostatnio edytowany przez heke (2011-08-31 13:02:22)
Nie otrzymuję rozgrzeszenia i w mojej obecnej sytuacji nie mogę nawet go otrzymywać. Nie przyjmuję zatem komunii św., bo byłoby to świętokradztwo. Wierzę i chodzę do kościoła, po prostu nie korzystam z sakramentów, bo nie mogę. I uwierz, że jest mi z tym źle. Ale wiem też, że jest to tylko i wyłącznie moja wina.
Doskonale wiem, co mówi moja religia i wiem też, że taka spowiedź byłaby nieważna- gdybym otrzymała rozgrzeszenie.
Jednymi z warunków dobrej spowiedzi są żal za grzechy i postanowienie poprawy- żałuję, ale mieszkam z chłopakiem, więc nawet jeśli postanowimy poprawę i NIE BĘDZIEMY WSPÓŁŻYĆ, to ksiądz i tak w to nie uwierzy, bo nie wolno współżyć i mieszkać razem przed ślubem. Nie zawsze to, że ktoś razem mieszka znaczy, że każdej nocy ląduje ze sobą w łóżku.
Dlatego napisałam, że Bóg wie o wszystkim- zna zamiary serca, a nawet największych grzeszników wysłucha.
Niewiara księdza nie powinna mieć nic do rzeczy, nie on ma Cię w spowiedzi oceniać.
Do rozgrzeszenia i sakramentów podchodzisz bardzo konsekwentnie, jestem pod wrażeniem. Wydaje mi się, że twoje cudzołóstwo jest już grzechem ciężkim. Jest Ci z tym źle - czy myślisz o poprawie?
137 2011-08-31 18:49:28 Ostatnio edytowany przez stephanie (2011-08-31 18:53:07)
Moja znajoma miała ten sam problem. W końcu odważyła się i powiedziała księdzu. Nie wiem w jaki sposób, ale zrozumiał. Powiedział, ze odpuści jej ale tylko wówczas, jeżeli więcej nie będzie współżyła. A była już z chłopakiem od 3 lat (i nadal jest). Jeżeli dalej będzie, to nie chce jej więcej widzieć w kościele, bo to znaczy ze ciągle świadomie grzeszy i drwi z Boga.
No i nie mogła nawet obiecać, ze postara się nie kochać z chłopakiem i od tej pory omija kościół wielkim łukiem.
Wszystko zależy od księdza i tego jak zareaguje. Różne historie się słyszy.
ALe też słyszałam o księdzu, który stwierdził, że on rozumie iż młodzi ludzie muszą najpierw zobaczyć jak im jest w łóżku, a potem o ślubie pomyśleć. ALe nie słyszałam tego na własne uszy... Jednak ten ksiądz jest bardzo wyrozumiały, nawet lekko pijany chodzi czasami, więc mogę w to uwierzyć.
Ja sie nie spowiadam ze wspolzycia, bo i tak bym z niego nie zrezygnowala. To bez sensu isc do spowiedzi, a wieczorem już sie kochac. W sumie, idac do spowiedzi, to nawet nie mysle o tym, że wspolzyje i o tym, że musze sie z tego spowiadac, zapominam o tym po prostu.
heathcliff- nie ma dnia, w którym o tym bym nie myślała... Ale sama ułożyłam życie w taki sposób, więc sama będę za to kiedyś płacić. Niestety jestem zbyt słabym człowiekiem, aby móc skutecznie przeciwstawić się pokusie. Ale ciągle próbuję... ![]()
Do rozgrzeszenia i sakramentów podchodzisz bardzo konsekwentnie, jestem pod wrażeniem.
To powinna być powszechna postawa katolików i nie powinna cię dziwić. W końcu Kościół Katolicki jednoznacznie wypowiada się w kwestii współżycia przed ślubem i nie ma tu miejsca na własną interpretację. Zatajenie tego grzechu (jak i np. stosowania antykoncepcji) przy spowiedzi powoduje nieważność tego sakramentu.
Zadziwia mnie niewiedza katolików w tej kwestii. Tyle lat edukacji religijnej od przedszkola, a podstawowych rzeczy nie rozumieją. A jeśli jednak wiedzą, tylko świadomie lekceważą nauczanie własnego Kościoła (co w Kościele Katolickim też jest grzechem) to po jaka cholerę są katolikami.
Zdziwiony nie jestem, a pod wrażeniem tak.
Ludzie rzadko są konsekwentni, czy katolicy czy inni. Doceniam konsekwencję.
Jak współżyłam, byłam akurat w takim okresie kiedy omijałam Kościół.
Potem przyszło oświecenie, spowiedź (z kwestii seksu też).
I teraz jest spokój. Nie mieszkam z chłopakiem, jesteśmy ze sobą od ponad 1,5 roku i sprawa seksu jest jasna. Nie ma i już ![]()
Czasem śpimy razem w jednym łóżku. To była nasza wspólna decyzja. Mimo wszystko nie żałuję
Choć jest ciężko, nie ukrywam. W naszym wypadku to działa tylko na plus. Seks nie jest dla nas najważniejszy, poznajemy się od innej strony no i jesteśmy w porządku z Bogiem, a to dla nas też bardzo ważna kwestia ![]()
143 2011-09-03 17:22:24 Ostatnio edytowany przez prof. Homo Universalis (2011-09-03 17:25:07)
Ok, wtedy po prostu były inne czasy, panowała inna kultura, a obyczaj związany z
zawieraniem małżeństw zmieniał się w ciągu wieków. Jeśli patrzeć na to w sposób, jaki przedstawiłeś, to
można pomyśleć że stosunek z nowym facetem rozwiązuje małżeństwo... Tak czy nie?
prosze wprowadzenia slubow nie usprawieliwiac inną kultura bo to praktyki słowianskie a nie biblijne.
Swaćba ? inaczej wesele, staropolska, słowiańska forma ślubu małżeńskiego. Uroczysta ceremonia zawarcia
związku małżeńskiego, polegająca na złożeniu przysięgi przed bogami w obecności Żercy lub Swata.
Poza tym - wg współczesnej nauki KK to nie chodzi o przysięganie przed Bogiem czy starą
ciotką, wszystko jedno, tylko o przyrzeczenie konkretnej osobie w obecności Boga. Dlatego to jest
sakrament, w czasach Biblii sakramentem małżeństwo na pewno nie było.
Ma Pani racje ,to zwyczaj zaporzyczony od pogan,konkretnie plemion słowianskich.KRK bardzo duzo
poganstwa wprowadził do swoich doktryn,mimo,ze Jezus na branie przykładow z pogan nie pozwolił.
Oczywiście, to nie jedyna nieścisłość w nauce KK w stosunku do Biblii, na innych wyznaniach
znam się średnio, ale na pewno u protestantów także są podobne nieścisłości, więc nie ma co się
czepiać.
czepiac sie trzeba,no chyba ,ze ktos lubi obłude i hipokryzje.Pomijam wiekszosc Polakow bo sa nie
swiadomi skad pochodza sluby.Ze wszystkich odłamow Chrzescijanstwa najblizsi Jezusowi sa wschodnie
wyznania i starokatolicy.
To co sie stało ze Chrzescijanstwem w europie po smierci apostołow i wprowadzeniu Chrzescijanstwa jako
panstwowej religii w ces. Rzymskim nazywa sie duchowym cudzołustwem.
Jestem osobą niewierzącą wiec ten 'problem' mam z głowy bo nie czuje się w obowiązku
spowiadać przed kimkolwiek. Dziwią mnie tylko komentarze tych podobno 'wierzących' którzy np piszą ze
sie nie spowiadają z tego bo to intymne, albo bo nie trzeba albo ze z tego nie beda i już.
to nie tylko Pania dziwi,w ogule obłuda jest dziwna obrzydliwa
ktos pisał wczesniej o buddyzmie - chciałam tylko dodac ze bardzo ciekawa i mądra religia
i sensowna chociaż bo w istocie Budda żył na prawde.
Jezus tez zył naprawde
Emilia, nie rozśmieszaj mnie.
Jedyne w co moge uwierzyć to to ze znaleziono jakieś źródła które mówia ze zyl facet imieniem Jezus(bądz Jeszua), był żydem i próbował nauczac ludzi. A to nie jest pełna charakterystyka Jezusa którego
znamy z Biblii.
Jezus znany z Biblii to legenda.
To co robisz tutaj to klasyczny off top - ale mimo to odpowiem. Fajnie że Cię
rozśmieszyłam, miło się uśmiechnąć, kiedy za oknem szaro i zimno.
Jeżeli tak podoba Ci się buddyzm, to powinnaś wiedzieć że to system filozoficzny a nie religia. Jeżeli niejesteś w stanie powiązać osoby Jezusa z Nazaretu występującej w licznych źródłach historycznych
poza Chrześcijańskich z Jezusem z Nazaretu występujących w źródłach Chrześcijańskich (NT), to moim
zdaniem powinnaś zastanowić się nad odwiedzeniem neurologa, bo możesz mieć jakąś poważną chorobę
zaburzającą percepcję i koncentrację. Nie straszę - a jedynie przestrzegam i uczulam. Miłego dnia życzę i
więcej pogody ducha.
Jezus historyczny -fakty ,Biblijny-wiara. Nawet miejsce urodzenia autorzy Bibli zmyslili.O czym Pani pewnie nie wie.
A po co sie z niego spowiadać?Po co drażnic już i tak pobudzonych księży w
konfesjonałach?
sugeruje Pani,ze księza w konfesjonale onanizuja sie?
heke - wydaje mi się, że masz zamiar nadal tak grzeszyć. Co Twoja religia mówi o
grzechach popełnionych świadomie i celowo? Czy w ogóle żałujesz tego seksu?
Jeśli nie żałujesz, to spowiedź nieważna, a jeśli chcesz grzeszyć, to Bóg i tak o tym wie. Nie powoduje to
żadnego problemu?
nikt nie załuje seksu przed małzenskiego.
Moja znajoma miała ten sam problem. W końcu odważyła się i powiedziała księdzu. Nie wiem w jaki sposób, ale zrozumiał. Powiedział, ze odpuści jej ale tylko wówczas, jeżeli więcej nie będzie współżyła. A była już z chłopakiem od 3 lat (i nadal jest). Jeżeli dalej będzie, to nie chce jej więcej widzieć w kościele, bo to znaczy ze ciągle świadomie grzeszy i drwi z Boga.
No i nie mogła nawet obiecać, ze postara się nie kochać z chłopakiem i od tej pory omija kościół wielkim łukiem.
powinna zrobic kolejny krok....wypisac sie z koscioła ,ktory i tak nie wiele ma wspolnego z naukami Jezusa.
Ja sie nie spowiadam ze wspolzycia, bo i tak bym z niego nie zrezygnowala. To bez sensu isc do spowiedzi, a wieczorem już sie kochac. W sumie, idac do spowiedzi, to nawet nie mysle o tym, że wspolzyje i o tym, że musze sie z tego spowiadac, zapominam o tym po prostu.
to ma fachową nazwe -spowiedz swietokradzka
heathcliff- nie ma dnia, w którym o tym bym nie myślała... Ale sama ułożyłam życie w taki sposób, więc sama będę za to kiedyś płacić. Niestety jestem zbyt słabym człowiekiem, aby móc skutecznie przeciwstawić się pokusie. Ale ciągle próbuję...
dała sobie Pani wmowic,ze seks przed slubem to zło? pozostaje miec nadzieje ,ze nie nabawi sie Pani nerwicy na tle relgiijno-seksualnym
heathcliff napisał/a:Do rozgrzeszenia i sakramentów podchodzisz bardzo konsekwentnie, jestem pod wrażeniem.
To powinna być powszechna postawa katolików i nie powinna cię dziwić. W końcu Kościół Katolicki jednoznacznie wypowiada się w kwestii współżycia przed ślubem i nie ma tu miejsca na własną interpretację. Zatajenie tego grzechu (jak i np. stosowania antykoncepcji) przy spowiedzi powoduje nieważność tego sakramentu.
Zadziwia mnie niewiedza katolików w tej kwestii. Tyle lat edukacji religijnej od przedszkola, a podstawowych rzeczy nie rozumieją. A jeśli jednak wiedzą, tylko świadomie lekceważą nauczanie własnego Kościoła (co w Kościele Katolickim też jest grzechem) to po jaka cholerę są katolikami.
dlaczego sa katolikami? -raczej dlaczego sie deklaruja za katolikow?
oto prawdopodobne powody:
-bo co ludzie powiedza?
-bo taka tradycja
-bo co rodzina powie jak odejde z KRK
-bo tak mnie wychowano
-bo inni tez mowia,że sa katolikami
co do zakazu seksu przed slubem i masturbacji w ogóle to jest to wbrew ludzkiej naturze.
"nikt nie załuje seksu przed małzenskiego" - nieprawda
Dlaczego "niewiele ma wspólnego z naukami Jezusa" jest argumentem przeciw Kościołowi, skoro Jezus Twoim zdaniem był zwykłym człowiekiem?
Czy ludzka natura nie jest związana z powstaniem człowieka? Czy skoro są różne koncepcje powstania człowieka, nie mówimy o różnych ludzkich naturach? Sugerujesz, że ludzką naturą jest to, co jest nią według popieranej przez ciebie koncepcji?
"nikt nie załuje seksu przed małzenskiego" - nieprawda
Ja się zgadzam. Nieprawda. Nieprawda jak cholera.
"dała sobie Pani wmowic,ze seks przed slubem to zło? pozostaje miec nadzieje ,ze nie nabawi sie Pani nerwicy na tle relgiijno-seksualnym"
Po pierwsze: nikt mi nic nie wmawiał. Do kościoła chodzę, bo wierzę w BOGA, a nie w księży, a to duża różnica. Owszem, mogłabym sobie w ogóle do Kościoła nie chodzić, ale po wielu latach rozeznawania, uznaję, że jest to dla mnie najlepsze. Poza tym czuję potrzebę, żeby tam chodzić. Od dłuższego czasu nikt nie musi mnie do tego przymuszać.
Po drugie: Mój stan zdrowia jest bardzo dobry, nie musisz się o niego martwić, bo sama zrobię to najlepiej :]
nie uczęszczam do kościoła więc problemu nie mam...
odbicie23 - nie wierzysz, że można czymś w życiu zgrzeszyć? Nie wierzysz w Boga?
"nikt nie załuje seksu przed małzenskiego" - nieprawda
pomijajac osoby ,ktore doszły do wniosku ,ze zrobiły to z nie odpowiednim partnerem,to owszem prof. ma racje tego nikt nie żałuje nawet wiele osob nie uznaje tego za grzech.
Dlaczego "niewiele ma wspólnego z naukami Jezusa" jest argumentem przeciw Kościołowi, skoro Jezus Twoim zdaniem był zwykłym człowiekiem?
ale KRK uważa sie za koscioł Jezusa a tak nie jest.to sie nazywa hipokryzja a błedy wytykac może każdy bez znaczenia w co wierzy
Czy ludzka natura nie jest związana z powstaniem człowieka? Czy skoro są różne koncepcje powstania człowieka, nie mówimy o różnych ludzkich naturach? Sugerujesz, że ludzką naturą jest to, co jest nią według popieranej przez ciebie koncepcji?
a jakie sa koncepcje powstania człowieka?? człowiek jest istota seksualna i poligamiczna z natury.rzadna religia tego nie zmieni
odbicie23 - nie wierzysz, że można czymś w życiu zgrzeszyć? Nie wierzysz w Boga?
a Ty nie rozumiesz ,ze Bogow jest tyle co religii a pojecie grzechu maja tylko Chrzescijanie.Po za religiami tez jest pełno Bogow ....panteizm ,deizm....itd
"dała sobie Pani wmowic,ze seks przed slubem to zło? pozostaje miec nadzieje ,ze nie nabawi sie Pani nerwicy na tle relgiijno-seksualnym"
Po pierwsze: nikt mi nic nie wmawiał. Do kościoła chodzę, bo wierzę w BOGA, a nie w księży, a to duża różnica.
Lepiej by Pani zrobiła gdyby Pani napisała ,ze chodzi do koscioła bo wierzy w Jezusa.W Boga można wierzyc i bez instytucji koscielnej i bez jakiejkolwiek religii
prof. ma racje
1. Są osoby, które żałują seksu przedmałżeńskiego. Każdy partner czynności, której się żałuje, jest z definicji nieodpowiedni. ![]()
2. Koncepcje powstania człowieka omawiane są w odpowiednim wątku. Wierzysz w taką, a nie inną naturę ludzką, masz prawo, ale będziesz się mylił zbyt intensywnie polegając na własnej wierze, a zbyt mało na logice.
3. Pojęcie grzechu istnieje nie tylko u chrześcijan.
4. Piszesz o sobie w trzeciej osobie. Czego to objaw?
Ciekawy temat ..
spowiadanie sie z grzechu ..zastanawiam sie tylko komu ? .. ludzie !!! czy wy bibli nie czytacie ..czy nie wiecie ze Jezus powiedzial ze tylko on jest posrednikiem do Boga ojca .. ? Ta spowiedz nie jest akceptowana przez Boga .. ;/
Yarick:
Jan, rozdział 20
(21) A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. (22) Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! (23) Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.
nie uczęszczam do kościoła więc problemu nie mam...
Ja podobnie.
Moje sumienie absolutnie nie jest wrazliwe na punkcie seksu przedmalzenskiego. A chyba o to chodzi. Zeby czuc wine i postanawiac wiecej tego nie robic. Skoro nie czuje winy to jak mam postanawiac wiecej tego nie robic?
Yarick:
Jan, rozdział 20
(21) A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. (22) Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! (23) Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.
Jak słusznie zauważyłeś Yarick uprościł sprawę spowiedzi, jednak ma rację co do zasady w odpuszczaniu grzechów. Nie można zbudować doktryny na jednym czy dwóch wersetach. Zastosuj dobrze Ci znane zasady dowodzenia. Przeczytaj pod kątem przebaczania grzechów Nowy Testament.
Weź pod uwagę kontekst. Zwróć uwagę na to jak odbywało się przebaczenie grzechów w przypadku Pawła, kobiety złapanej na cudzołóstwie, Szymona czarnoksiężnika, Piotra itp.. (napisałem z pamięci i nie chronologicznie przypadków jest więcej). Może jeszcze przeanalizuj historię kościoła.
Kluczem tutaj jest też temat powszechnego kapłaństwa w przeciwieństwie do kapłaństwa wybranych. Nie należy też mylić wyświęceń kapłańskich (które nie miały miejsca w pierwszym kościele to praktyki starotestamentowe) z obdarowaniem Duchem Świętym we fragmencie który podajesz.
Podsumowując uważam, że Nowy Testament pokazuje nam, że tylko Bóg wybacza grzechy. Odpuszczanie grzechów jest możliwe dzięki krwi Jezusa. Są grzechy które należy wyznawać publicznie lub w mniejszym gronie. Czasami Duch Święty pobudza ludzi nim obdarzonych do tego żeby ujawniać cudze grzechy, napiętnować lub przebaczać. Nikt nie ma monopolu w tym temacie, ludzie którzy to robią muszą przejść odpowiedni proces szkolenia przez Boga i mieć z Nim stałą relacje oraz być wypełnionym Duchem Świętym (nie odbywa się to automatycznie przez seminaria i wyświęcenia). Każdy wierzący ma obowiązek wzrastać i pomagać innym wychodzić z grzechów (zaczynając od siebie).
Yarick:
Jan, rozdział 20
(21) A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. (22) Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! (23) Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.
No i gdzie tu mowa, że trzeba Im te grzechy najpierw wyrecytować. Dopiero w średniowieczu w Irlandii zaczęto interpretować ten fragment jako możliwość spowiedzi usznej z wyliczaniem grzechów, a potem ten sposób upowszechnił się aż w końcu stał się w Kościele Katolickim obowiązujący. Początkowo dla Chrześcijan spowiedź i odpuszczenie grzechów wyglądały podobnie jak obecnie spowiedź powszechna i tak wygląda w Kościołach protestanckich - ksiądz po modlitwie spowiedniej wiernych ogłasza, że tym którzy szczerze żałują itd. grzechy są odpuszczone. Nikt nie jest w stanie pamiętać wszystkich swoich grzechów, więc jaki ma sens wyliczanie części z nich.
odbicie23 napisał/a:nie uczęszczam do kościoła więc problemu nie mam...
Ja podobnie.
![]()
Moje sumienie absolutnie nie jest wrazliwe na punkcie seksu przedmalzenskiego. A chyba o to chodzi. Zeby czuc wine i postanawiac wiecej tego nie robic. Skoro nie czuje winy to jak mam postanawiac wiecej tego nie robic?
I tu jest pies pogrzebany. Podobnie z innymi uczynkami, które "odgórnie" uznano za grzech i koniec kropka
, np. antykoncepcja, masturbacja.
odbicie23 napisał/a:nie uczęszczam do kościoła więc problemu nie mam...
Ja podobnie.
![]()
Moje sumienie absolutnie nie jest wrazliwe na punkcie seksu przedmalzenskiego. A chyba o to chodzi. Zeby czuc wine i postanawiac wiecej tego nie robic. Skoro nie czuje winy to jak mam postanawiac wiecej tego nie robic?
Bezwstydnica!:) Ale ja chetnie do grona potepionych i szczesliwych dolaczam:) A ksieza niech zazdroszcza skoro im ktos madry celibat wymyslil;)
158 2011-09-29 11:49:58 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-09-29 11:54:35)
mtmtc - jest, jak mówisz. Oczywiście gdy Jezus sobie chodził, to nie powołał do życia kościelnej hierarchii i nie rzeźbił, jak sądzę, pięknych wielkich konfesjonałów z ciemnego drewna. Przypuszczenie jednak, że nie rzeźbił, bo spowiedź mu nie pasuje, jest dość daleko posunięte, znamy prostsze wyjaśnienia. ![]()
A dziś z kolei przypuszczamy, że Jezus sobie nie spaceruje gdzieś w pobliżu. Pewności nie ma, ale dużo osób przypuszcza. Spowiedź jest dla nich. Taka forma zorganizowania. W czasach Jezusa nie jeżdżono autokarem na pielgrzymkę. Prostszym wyjaśnieniem są po prostu czasy czy może dzisiejsi chrześcijanie błędnie odczytują Pismo (dopiero od niedawna pozwala się na wycieczki autokarowe
)? Było inaczej i już. Jezus więcej zmian wprowadził w prawo mojżeszowe niż KRK w jezusowe, mimo wszystko. ![]()
Katolicy (sprawdzam teraz) mówią o Duchu Świętym obecnym przy/w sakramencie święceń. Oczywiście nie chodzi o automat, a o przeżycie prawdziwe.
(Przy tym nie przepadam za interpretacją naiwną, że Bóg wysłuchuje, myśli, rozważa, decyduje i wydaje wyrok. Dla mnie to raczej działanie automatyczne, jak prawa fizyki. Warunki są spełnione, więc coś dzieje się. W takim kontekście stwierdzenie, że tylko Bóg odpuszcza, jest prawie bez treści, mówi banalną rzecz na temat praw, a omija to wszystko, co przy okazji może się dziać w świecie. Mecz piłkarski jest biochemią i fizyką, ale powiedzieć, że tylko biologia, chemia i fizyka - czyli reakcje na różnym poziomie - grają w piłkę...)
Kizia75 - Yarick pisał, że tylko Jezus i takie tam. Natomiast dość wyraźnie widać, że Jezus jednak pewne prawa ludziom dał. ![]()
mtmtc -
Kizia75 - Yarick pisał, że tylko Jezus i takie tam. Natomiast dość wyraźnie widać, że Jezus jednak pewne prawa ludziom dał.
A czy ja mówię, że nie dał? Dał moc odpuszczania grzechów, ale nie powiedział, że osoba odpuszczająca musi je znać w szczegółach (z resztą w Kościele Katolickim też nie musi usłyszeć wszystkich, bo jak się powie, że więcej grzechów się nie pamięta, ale za wszystkie żałuje, to ksiądz też odpuszcza te nie usłyszane grzechy, tak jak u protestantów, tyle że tam ksiądz nie musi usłyszeć żadnego grzechu, żeby dać rozgrzeszenie). W dodatku w Kościele Katolickim jest tak, że jeśli delikwent celowo zatai jakiś grzech przed księdzem, to pomimo tego, że ksiądz powie, że Bóg mu odpuszcza, to ten grzech i tak nie będzie odpuszczony, zatem tak czy siak decydująca jest Wola Boska, jak u protestantów.
mtmtc - jest, jak mówisz. Oczywiście gdy Jezus sobie chodził, to nie powołał do życia kościelnej hierarchii i nie rzeźbił, jak sądzę, pięknych wielkich konfesjonałów z ciemnego drewna. Przypuszczenie jednak, że nie rzeźbił, bo spowiedź mu nie pasuje, jest dość daleko posunięte, znamy prostsze wyjaśnienia.
A dziś z kolei przypuszczamy, że Jezus sobie nie spaceruje gdzieś w pobliżu. Pewności nie ma, ale dużo osób przypuszcza. Spowiedź jest dla nich. Taka forma zorganizowania. W czasach Jezusa nie jeżdżono autokarem na pielgrzymkę. Prostszym wyjaśnieniem są po prostu czasy czy może dzisiejsi chrześcijanie błędnie odczytują Pismo (dopiero od niedawna pozwala się na wycieczki autokarowe)? Było inaczej i już. Jezus więcej zmian wprowadził w prawo mojżeszowe niż KRK w jezusowe, mimo wszystko.
Katolicy (sprawdzam teraz) mówią o Duchu Świętym obecnym przy/w sakramencie święceń. Oczywiście nie chodzi o automat, a o przeżycie prawdziwe.(Przy tym nie przepadam za interpretacją naiwną, że Bóg wysłuchuje, myśli, rozważa, decyduje i wydaje wyrok. Dla mnie to raczej działanie automatyczne, jak prawa fizyki. Warunki są spełnione, więc coś dzieje się. W takim kontekście stwierdzenie, że tylko Bóg odpuszcza, jest prawie bez treści, mówi banalną rzecz na temat praw, a omija to wszystko, co przy okazji może się dziać w świecie. Mecz piłkarski jest biochemią i fizyką, ale powiedzieć, że tylko biologia, chemia i fizyka - czyli reakcje na różnym poziomie - grają w piłkę...)
Nie odwoływałem się tylko do tego co robił sam Jezus. Od kiedy stąpił Duch Święty na kościół powstały Dzieje Apostolskie i listy. Wyraźnie widać jak kościół radził sobie z grzechami i nie widzę powodu żeby to zmieniać. Jasno wynika nie tylko z ewangelii, że spowiedź jako sakrament nie istniała.
Pielgrzymka autokarem czy piechotą to trochę inny kaliber sprawy uważasz, że w przyszłości na pielgrzymkę będzie można wybrać się tylko autobusem? Zorganizowanie to ważna rzecz jednak nie można stracić z oczu czegoś co jest najważniejsze. W sakramencie spowiedzi kapłan jest decydentem (czy posiada Ducha Świętego rzecz niepewna) a tak na początku nie było bo nie było kapłanów. Napiszesz, że kapłan to taka nowa forma zorganizowania (nie nowa tylko stara nie aktualna od kiedy pojawił się Jezus).
Istotą wybaczania grzechów (w chrześcijaństwie) jest właśnie relacja z Bogiem, czy naiwna to już twoja ocena. W Starym Testamencie rzeczy odbywały się doraźnie przez różne obrzędy bo generalnie człowiek woli załatwianie spraw przez spełnienie warunków praw itp.. Wolimy ustalenia jasnych zasad bo Boga nie widzimy i pogadać z Nim nie umiemy. ?Idź Mojżesz i dogadaj się z Bogiem my ryzykować nie będziemy? taka postawę mieli Żydzi.
Duch Święty ma osobowość jego obecność w kimś objawia się darami i owocami i On "chodzi" po ziemi.
Czy Kościół (nie tylko KK) nie zamienił się w instytucje pod wpływem nacisku osób dla których możliwość kontaktu z Bogiem stała się czymś naiwnym?
Jeśli nie masz pewności, że Bóg przebacza to wystarczy Ci zapewnienie kapłana, że wybacza? Nie zakładam, że się spowiadasz ale pytam sam odpowiedz czy wszystko opiera się o wiarę? Jak pogodzić takie sytuacje kiedy jeden ksiądz przebacza a drugi z kościoła wygania, który miał rację?
Czy kościół ma wystarczający filtr żeby stwierdzić, że jego kapłani mają Ducha Świętego?
mtmc, noc dodać, nic ująć.
162 2011-09-29 14:45:40 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-09-29 14:58:42)
mtmtc - jeśli się spotyka Jezusa, można go po prostu nie rozumieć, jak to mieli w zwyczaju apostołowie. Jeśli się spotyka apostołów, czyli już tylko relacje ze spotkań z Jezusem, można zrozumieć jeszcze nieco mniej niż nic. Jeśli zrezygnuje się nawet z jako takiej ciągłości przekazu, zacznie się samemu porozumiewać z Bogiem - ja efektów oglądać nie chcę. ![]()
Mówimy o kilku aspektach. Jak powinno być, jak jest, co da się osiągnąć, jak było, jak powinno było być, co można było osiągnąć. Prosty wniosek, że byłoby fajnie tak sobie z Bogiem pogadać jest piękny, a przy tym doskonale bezużyteczny. To "jak powinno być" połączone z "licho wie, jak to osiągnąć". Zupełnie czym innym jest porównanie "jak było" z "jak jest" - to w ogromnej części sprawa kulturowa, całkiem niezależna od chrześcijaństwa (chyba że odrzucimy technologię całą i nową kulturę, niektórzy próbują). Kolejna sprawa to "co da się osiągnąć" i "jak to osiągnąć" i tym zajmuje się Kościół. Widzisz wady w sytuacji, gdy dwaj księża na jeden grzech różnie reagują, to zobacz wady w sytuacji, gdy każdy człowiek sam wierzy, że z Bogiem rozmawia, najpewniej przy tym słyszy, że jego czyny wcale nie są grzechem. Proponujesz mi historię chrześcijaństwa - mamy więc niezliczone herezje i ruchy religijne, w tym całkiem spektakularne przykłady przekonań, że dobro poznaje się przez grzech, że czyny ludzkie nie mają znaczenia dla zbawienia, że Bóg i tak wszystko (nam!) wybaczy. Kwestia - powtórzę - organizacji. Jeśli zatem omijamy już piękne, ale niewyobrażalne i nieosiągalne chyba wyście - rozmowę z Bogiem twarzą w twarz, to zajmujemy się rozwiązaniami, które są w zasięgu. Czy jeśli człowiek sobie wyobrazi Boga, który akurat jego winy przebacza, to zdobędzie w ten sposób życie wieczne? Czy jeśli dwaj ludzie tak samo zgrzeszą, ale "doświadczyli" swoim zdaniem rozmów z Bogiem - tylko diametralnie różnych, jednego Bóg wygonił a drugiemu przebaczył - to wszystko jest ok?
Tak więc widzę tu pomieszanie płaszczyzn.
Chcielibyśmy sobie z Jezusem porozmawiać. Chcielibyśmy ogników doświadczać i otrzymywać dary (rodem ze "Zmierzchu", spodziewam się). Chcielibyśmy jasnych sytuacji i niemożności popełnienia błędu. Nie da się, koniec na temat wyjścia idealnego opartego na tym "jak było" i co za tym idzie "co spisano o kontaktach z Synem i Ojcem".
Druga sprawa to organizacja rzeczywistości. Coś robimy. Albo nauczamy się wzajemnie, organizujemy wiedzę, system, przekazujemy informacje, zbieramy informacje, w grupie rozważamy, tworzymy system, albo też każdy sobie w lesie czy na basenie szuka własnych objawień, po swojemu myśli, ogranicza się do swoich refleksji, nikomu się nie daje uczyć, nikomu nie pozwala pośredniczyć, sam się spowiada, sam sobie odpuszcza. Jesteś pewien, że będzie w drugim przypadku mniej decyzji autorytarnych niż w przypadku włączenia pośredników - księży? Ja jestem przekonany, że będzie ich więcej. Lubię przykład matematyczny. Ludzie mi mówią, że mają swoje poglądy na Boga (co się zazwyczaj równa: "Bóg na pewno nie potępia tego, co ja robię"), ale zupełnie nikt nie szuka prawdy. Bóg jest dostosowany do potrzeb, nie zaś poglądy do prawdy - i gdy matematyki uczę strasznie mnie bawi, gdy uczniowie chcą poprawne rozwiązanie głosować (!) albo też relatywizować, dla różnych osób niech różne wyniki będą poprawne (!!!).
Oczywiście wracając do wyjścia idealnego - świetnie by było, gdybyśmy tak mogli sobie obcować z czystą Matematyką w jakimś Ogrodzie, albo gdyby Duch Logiki w widoczny sposób nas nawiedzał. Ale tak dobrze nie ma. Cóż zatem? Niech go każdy odnajduje sam, bez pośredników, nauczycieli, wsparcia, nakierowania, pomocy, instrukcji, informacji?
Tak, jedna osoba na milion dzięki temu ominie tradycyjne, wydeptane ścieżki rozumowań, ale reszta nie będzie nawet mnożyć poprawnie. Jako rozwiązanie systemowe pozostawienie sprawy ludziom jest najgorszą możliwością. (z punktu widzenia agnostycyzmu - ale katolicy chyba nie są agnostykami - oczywiście nie ma poglądów lepszych, skoro poprawności żadnych nie dowiedziono. Ale z punktu widzenia katolicyzmu zbiorowa organizacja i włączanie się w świat już poukładany to jest wartość)
Mogę zatem do pytań, jakie na końcu dałeś, dopisać kilka razy więcej innych, które podkreślą naszą niewiedzę i niepewność. Mamy ją. Zrozumienie boskich planów, zakazów, poleceń czy nauk nie przychodziło jednak łatwo nawet postaciom biblijnym. Same błędy, rozterki, grzechy, prośby o wyjaśnienia, orientowanie się za późno, opuszczanie Raju i takie tam.
Mamy jeszcze mniej. Zajmiesz się raczej "tak byłoby super" czy "tak możemy sytuację poprawić"?
Gdybym sobie grzeszył i chciał tylko pomyśleć, że mi już przebaczono (sugestia może być niejasna - twierdzę stanowczo, że nie mniej niż 90% ludzi, którzy sobie w głowie wybaczają, nie wierzy nawet w Boga. Myślą do siebie, odbierają sami swe myśli, odsyłają przebaczenie i dobrze się czują), to nie mieszałbym do tego Boga.
Ryzyko przekłamań w pojedynczej ludzkiej psychice (błędy poznawcze, błędy oceny, myślenie życzeniowe, myślenie magiczne i przeróżne zjawiska badane przez psychologię) jest mimo wszystko o wiele większe, niż ryzyko podobnych zaburzeń myślenia wieloosobowego, będącego bardziej wypadkową różnych poglądów i myśli. Stąd moje poparcie dla organizacji. (Przy tym dwie rzeczy zaznaczę: katolikiem nie jestem, kościoły tylko zwiedzam, a błędów instytucji KK jestem świadomy, po prostu nie szukam ich przyczyny w ISTNIENIU samej instytucji, a tylko w skażeniu jej przez jednostki).
mtmtc - jeśli się spotyka Jezusa, można go po prostu nie rozumieć, jak to mieli w zwyczaju apostołowie. Jeśli się spotyka apostołów, czyli już tylko relacje ze spotkań z Jezusem, można zrozumieć jeszcze nieco mniej niż nic. Jeśli zrezygnuje się nawet z jako takiej ciągłości przekazu, zacznie się samemu porozumiewać z Bogiem - ja efektów oglądać nie chcę.
Mówimy o kilku aspektach. Jak powinno być, jak jest, co da się osiągnąć, jak było, jak powinno było być, co można było osiągnąć. Prosty wniosek, że byłoby fajnie tak sobie z Bogiem pogadać jest piękny, a przy tym doskonale bezużyteczny. To "jak powinno być" połączone z "licho wie, jak to osiągnąć". Zupełnie czym innym jest porównanie "jak było" z "jak jest" - to w ogromnej części sprawa kulturowa, całkiem niezależna od chrześcijaństwa (chyba że odrzucimy technologię całą i nową kulturę, niektórzy próbują). Kolejna sprawa to "co da się osiągnąć" i "jak to osiągnąć" i tym zajmuje się Kościół. Widzisz wady w sytuacji, gdy dwaj księża na jeden grzech różnie reagują, to zobacz wady w sytuacji, gdy każdy człowiek sam wierzy, że z Bogiem rozmawia, najpewniej przy tym słyszy, że jego czyny wcale nie są grzechem. Proponujesz mi historię chrześcijaństwa - mamy więc niezliczone herezje i ruchy religijne, w tym całkiem spektakularne przykłady przekonań, że dobro poznaje się przez grzech, że czyny ludzkie nie mają znaczenia dla zbawienia, że Bóg i tak wszystko (nam!) wybaczy. Kwestia - powtórzę - organizacji. Jeśli zatem omijamy już piękne, ale niewyobrażalne i nieosiągalne chyba wyście - rozmowę z Bogiem twarzą w twarz, to zajmujemy się rozwiązaniami, które są w zasięgu. Czy jeśli człowiek sobie wyobrazi Boga, który akurat jego winy przebacza, to zdobędzie w ten sposób życie wieczne? Czy jeśli dwaj ludzie tak samo zgrzeszą, ale "doświadczyli" swoim zdaniem rozmów z Bogiem - tylko diametralnie różnych, jednego Bóg wygonił a drugiemu przebaczył - to wszystko jest ok?
Tak więc widzę tu pomieszanie płaszczyzn.
Chcielibyśmy sobie z Jezusem porozmawiać. Chcielibyśmy ogników doświadczać i otrzymywać dary (rodem ze "Zmierzchu", spodziewam się). Chcielibyśmy jasnych sytuacji i niemożności popełnienia błędu. Nie da się, koniec na temat wyjścia idealnego opartego na tym "jak było" i co za tym idzie "co spisano o kontaktach z Synem i Ojcem".Druga sprawa to organizacja rzeczywistości. Coś robimy. Albo nauczamy się wzajemnie, organizujemy wiedzę, system, przekazujemy informacje, zbieramy informacje, w grupie rozważamy, tworzymy system, albo też każdy sobie w lesie czy na basenie szuka własnych objawień, po swojemu myśli, ogranicza się do swoich refleksji, nikomu się nie daje uczyć, nikomu nie pozwala pośredniczyć, sam się spowiada, sam sobie odpuszcza. Jesteś pewien, że będzie w drugim przypadku mniej decyzji autorytarnych niż w przypadku włączenia pośredników - księży? Ja jestem przekonany, że będzie ich więcej. Lubię przykład matematyczny. Ludzie mi mówią, że mają swoje poglądy na Boga (co się zazwyczaj równa: "Bóg na pewno nie potępia tego, co ja robię"), ale zupełnie nikt nie szuka prawdy. Bóg jest dostosowany do potrzeb, nie zaś poglądy do prawdy - i gdy matematyki uczę strasznie mnie bawi, gdy uczniowie chcą poprawne rozwiązanie głosować (!) albo też relatywizować, dla różnych osób niech różne wyniki będą poprawne (!!!).
Oczywiście wracając do wyjścia idealnego - świetnie by było, gdybyśmy tak mogli sobie obcować z czystą Matematyką w jakimś Ogrodzie, albo gdyby Duch Logiki w widoczny sposób nas nawiedzał. Ale tak dobrze nie ma. Cóż zatem? Niech go każdy odnajduje sam, bez pośredników, nauczycieli, wsparcia, nakierowania, pomocy, instrukcji, informacji?
Tak, jedna osoba na milion dzięki temu ominie tradycyjne, wydeptane ścieżki rozumowań, ale reszta nie będzie nawet mnożyć poprawnie. Jako rozwiązanie systemowe pozostawienie sprawy ludziom jest najgorszą możliwością. (z punktu widzenia agnostycyzmu - ale katolicy chyba nie są agnostykami - oczywiście nie ma poglądów lepszych, skoro poprawności żadnych nie dowiedziono. Ale z punktu widzenia katolicyzmu zbiorowa organizacja i włączanie się w świat już poukładany to jest wartość)Mogę zatem do pytań, jakie na końcu dałeś, dopisać kilka razy więcej innych, które podkreślą naszą niewiedzę i niepewność. Mamy ją. Zrozumienie boskich planów, zakazów, poleceń czy nauk nie przychodziło jednak łatwo nawet postaciom biblijnym. Same błędy, rozterki, grzechy, prośby o wyjaśnienia, orientowanie się za późno, opuszczanie Raju i takie tam.
Mamy jeszcze mniej. Zajmiesz się raczej "tak byłoby super" czy "tak możemy sytuację poprawić"?
Gdybym sobie grzeszył i chciał tylko pomyśleć, że mi już przebaczono (sugestia może być niejasna - twierdzę stanowczo, że nie mniej niż 90% ludzi, którzy sobie w głowie wybaczają, nie wierzy nawet w Boga. Myślą do siebie, odbierają sami swe myśli, odsyłają przebaczenie i dobrze się czują), to nie mieszałbym do tego Boga.
Ryzyko przekłamań w pojedynczej ludzkiej psychice (błędy poznawcze, błędy oceny, myślenie życzeniowe, myślenie magiczne i przeróżne zjawiska badane przez psychologię) jest mimo wszystko o wiele większe, niż ryzyko podobnych zaburzeń myślenia wieloosobowego, będącego bardziej wypadkową różnych poglądów i myśli. Stąd moje poparcie dla organizacji. (Przy tym dwie rzeczy zaznaczę: katolikiem nie jestem, kościoły tylko zwiedzam, a błędów instytucji KK jestem świadomy, po prostu nie szukam ich przyczyny w ISTNIENIU samej instytucji, a tylko w skażeniu jej przez jednostki).
Czyli ?halo tu ziemia?. Nie o doskonałościach piszę ale o dążeniu do nich a to różnica dość duża. Jeśli nie wierzymy w to, że Bóg może do nas przemówić to po co nam wiara i co nam pozostaje? Jeśli wszystko jest nie pewne to po co nam spowiedź? Czy należy udoskonalać coś co było wystarczające za czasów Jezusa i apostołów? Napiszesz, że to taki postęp a ja jestem tradycjonalistą? Chrześcijaństwo powstało żeby człowiek mógł z Bogiem mieć kontakt, po to właśnie Jezus przyszedł. Jak umarł to pękła zasłona świątynna i kapłani przestali być potrzebni. Nie mówię, że w kościele nie ma służb i nikt nic nie może powiedzieć nauczyć itp.. Mam na myśli, że biskup czy Diakon (czyli starszy i sługa) mają uczyć jaka jest natura Boga i jak Go słuchać zamiast wyręczać innych i nazywać ciemniakami i profanami.
Wyjątkowość kapłanów i ich służba została przełożona na wszystkich wierzących i narodzonych na nowo a usługiwać mają niewierzącym i nie mającym relacji z Bogiem.
Kościół zaczął naginać zasady po to żeby każdy mógł się jakoś odnaleźć i zrozumieć, bez względu na to czy doświadcza i szuka owej relacji z Bogiem czy nie.
Napisałeś ?jeśli się zrezygnuje z jako takiej ciągłości? a gdzie ta ciągłość w przypadku spowiedzi? Jeśli z przekazów na których się możemy opierać czyli Biblia i historia kościoła wynika, że spowiedź katolicka została dodana ze względów jakie Ty podajesz to to nie jest kontynuacja nauczania Jezusa ani apostołów. Jeśli chcesz ciągłości to może odpusty z których całkowicie nie zrezygnowano są ciągłością? Właśnie ze względu na to była kontrowersja o której wcześniej napisałeś ?autobusem czy na pieszo?. Jak się trochę zmienia i udoskonala gubiąc sedno sprawy to potem dochodzą coraz to nowsze elementy. Tragedią kościoła (nie tylko katolickiego) jest brak relacji z Bogiem dlatego nie ma w nim mocy i pozostaje tylko tradycja.
Nie twierdzę, że wiem wszystko a Pana Boga poznałem na wylot, ale nie można spłycać i taki cel jest naszej wędrówki żebyśmy Go poznawali.
Spowiedź jest jednym z objawów tego, że kościół staje się instytucją.
Za dużo uprawnień i ludziom bije woda sodowa do głowy, ja sam jestem duchownym więc wiem o czym piszę.
heathcliff, dlatego ufać możemy tylko Bożemu Miłosierdziu. Sami będąc omylnymi i niedoskonałymi nie możemy być nawet pewni tego czy nie jest grzechem coś co sądzimy, że nim nie jest. Tylko taki sposób myślenia doprowadza nas do sedna sprawy - mając świadomość naszej grzeszności i omylności (w tym także omylności naszych księży) żałujmy szczerze za grzechy (także te popełnione nieświadomie) i starajmy się naśladować Chrystusa. Ufajmy w to co napisane w Biblii - że nasza wiara zapewni nam zbawienie. Tylko tyle i aż tyle. Wbrew pozorom nie jest łatwo niezachwianie wierzyć.
Scholastyczne podejście do kwestii wiary, które stosuje Kościół Katolicki - czyli szukanie rozumowych uzasadnień wprowadza tylko zamęt i coraz bardziej komplikuje kwestie, które jak powiedział Chrystus - "nie są z tego świata", więc i tak ich naszym rozumem nie ogarniemy. Moim zdaniem nie pojmiemy istoty Trójcy Świętej, nieskończoności, zbawienia, możemy sobie tylko gdybać, a tymczasem scholastyka usiłuje wywodami naukowymi znaleźć definicję na wszystko.
Chyba z tego pochodzi ta skłonność katechetów katolickich do wbijania młodym katolikom różnych regułek do głowy - typu: co to są aniołowie, albo siedem grzechów głównych
. Rozumem Boga nie ogarniemy.
mtmtc
- można wierzyć w to, że Bóg przemówi, ale nie można do tego dążyć.
- Zgadzam się, że nie powinno się niektórych innych nazywać ciemniakami. ![]()
- o tym, czy nie ma relacji z Bogiem, wolałbym nie mówić. Może nie ma, może jest. Trzeba by mieć sporą wiedzę, aby tak kategorycznie twierdzić. ![]()
- nie będę twierdził, że zmiany są dobre ("postęp"), ani że są złe ("trzymajmy się starożytnej księgi"). Uważam, że skoro Kościół w jakimś sensie po apostołach dziedziczy (w tym sensie jest ciągłość) i ludzie otrzymali dar rozumu od Ducha Świętego, to mają prawo do pewnych zmian. Nie chcę za nich decydować, jakie to zmiany. Chciałem tylko zauważyć, że brak jakichkolwiek zmian skutkowałby większym jeszcze niezrozumieniem niż kiedyś. A kiedyś nie wyszło dobrze. ![]()
Wyjścia skrajne - gonić postęp lub nic nie zmieniać, nie są racjonalne, nie są przemyślane, są tylko poparte chwytliwymi hasłami. Jeśli decyzja o zmianie zostanie podjęta z głową, to Kościół się zmieni i już. Dla spowiedzi widzę takie uzasadnienie w ładzie społecznym dawno temu, a w ochronie przed zbyt wielką duchową samowolą obecnie.
- zgadzam się, że udoskonalenie na siłę to ryzyko zgubienia pierwotnego sensu. Ale podobnie ta samowola wyżej to takie ryzyko. Wielka instytucja ma sporą bezwładność, natomiast pojedynczy człowiek bardziej podobny jest do trzciny. I nie chcę za katolików decydować, czy odeszli od sedna czy nie.
Jakim duchownym jesteś?
Kizia75 - zgadzam się w części. Zauważ, że piszesz o nieogarnianiu Boga czy niezrozumieniu, o zaufaniu, ale nie o poznaniu rozumowym. Osobiste zaufanie jest ważne, ale trudniej osobiście coś poznać. Spowiednik to nie kat, a wsparcie. Przynajmniej w idealnej sytuacji. Że ludzie bywają od ideału dalecy - wiem.
mtmtc
- można wierzyć w to, że Bóg przemówi, ale nie można do tego dążyć.
- Zgadzam się, że nie powinno się niektórych innych nazywać ciemniakami.
- o tym, czy nie ma relacji z Bogiem, wolałbym nie mówić. Może nie ma, może jest. Trzeba by mieć sporą wiedzę, aby tak kategorycznie twierdzić.
- nie będę twierdził, że zmiany są dobre ("postęp"), ani że są złe ("trzymajmy się starożytnej księgi"). Uważam, że skoro Kościół w jakimś sensie po apostołach dziedziczy (w tym sensie jest ciągłość) i ludzie otrzymali dar rozumu od Ducha Świętego, to mają prawo do pewnych zmian. Nie chcę za nich decydować, jakie to zmiany. Chciałem tylko zauważyć, że brak jakichkolwiek zmian skutkowałby większym jeszcze niezrozumieniem niż kiedyś. A kiedyś nie wyszło dobrze.
Wyjścia skrajne - gonić postęp lub nic nie zmieniać, nie są racjonalne, nie są przemyślane, są tylko poparte chwytliwymi hasłami. Jeśli decyzja o zmianie zostanie podjęta z głową, to Kościół się zmieni i już. Dla spowiedzi widzę takie uzasadnienie w ładzie społecznym dawno temu, a w ochronie przed zbyt wielką duchową samowolą obecnie.
- zgadzam się, że udoskonalenie na siłę to ryzyko zgubienia pierwotnego sensu. Ale podobnie ta samowola wyżej to takie ryzyko. Wielka instytucja ma sporą bezwładność, natomiast pojedynczy człowiek bardziej podobny jest do trzciny. I nie chcę za katolików decydować, czy odeszli od sedna czy nie.Jakim duchownym jesteś?
Co masz na myśli pisząc ?nie można dążyć do tego żeby Bóg przemówił?, czy modlitwa to gadanie bez sensu?. Co rozumiesz przez ?kiedyś nie wyszło dobrze??
Tak na chłopski rozum można gadać bez końca, potrzebny punkt odniesienia. Jeśli nie wierzysz w Biblię jako punkt odniesienia to ciężko się odnieść. Jeśli katolicy wierzą to muszą stosować w praktyce nie trzeba decydować za katolików czy odeszli czy nie, ale wypowiadając się zajmujemy stanowisko. Każdy się może mylić ale to nie znaczy, że zdania swojego mieć nie może.
Czasy są takie, że każdy wypowiada się i ma zdanie i nie twierdzę, że to źle. Lepiej samemu się przekonać i zdecydować co jest właściwe niż cudze opinie przyjmować bez zastanowienia.
Kościół Katolicki przywłaszcza sobie całą historię chrześcijaństwa i właściwe zrozumienie, siłą rozpędu kolejne pokolenia poddawały się tradycji (tej pisanej duża literą).
Ja wierzę, że jak człowiek szuka to da się Bogu znaleźć.
Jestem pastorem.
mtmtc
-Co masz na myśli pisząc ?nie można dążyć do tego żeby Bóg przemówił?, czy modlitwa to gadanie bez sensu?
Nie można dążyć. Można dążyć do poprawy kondycji, wiadomo jak, wiadomo gdzie. Nie można dążyć, to znaczy zbliżać się celowo i systematycznie. Tu od człowieka chyba zbyt wiele nie zależy. ![]()
-Co rozumiesz przez ?kiedyś nie wyszło dobrze??
Ogólnie niezrozumienie bohaterów, o co chodzi w powieści, praktycznie aż do samego zakończenia.
mtmtc
-Co masz na myśli pisząc ?nie można dążyć do tego żeby Bóg przemówił?, czy modlitwa to gadanie bez sensu?
Nie można dążyć. Można dążyć do poprawy kondycji, wiadomo jak, wiadomo gdzie. Nie można dążyć, to znaczy zbliżać się celowo i systematycznie. Tu od człowieka chyba zbyt wiele nie zależy.
Jak zauważyłeś punktem odniesienia dla mnie jest Biblia. W Biblii wyczytałem, że można dążyć do spotkania z Bogiem.
Dążenie-modlitwa, post, czytanie, pytanie, rozmyślanie, słuchanie itp..
Brak dążenia-ignorancja.
W obu przypadkach Bóg sam decyduje kiedy i jak przemówić, stosownie do stanu dążenia.
Przekonanie ?nie można dążyć? chyba prędzej rodzi ignorancje niż poszukiwanie.
Wiara bez uczynków jest martwa a uczynki wiary to właśnie dążenie.
Zależy od nas niewiele ale bez tej odrobiny nie ma całej reszty.
Wracając do tematu jestem za samodzielnym szukaniem przebaczenia grzechów. Jeśli ktoś nie może sobie w ten sposób poradzić z grzechem, niech szuka odpowiedniego doradcy (w KK spowiednika) ale osobę zaufaną i kompetentną byle nie urzędnika.
ale durne pytanie ;-) a jak spowiadacie sie z innych grzechow??
Ja wierzę, że jak człowiek szuka to da się Bogu znaleźć.
Jestem pastorem.
co to za ojciec ,ktorego trzeba szukac?
ja uważam, że seks przedmałżeński owszem jest grzechem, ale nie wtedy kiedy się kogoś kocha i planuje się z kimś życie. wtedy jest to seks z miłości a to chyba nie grzech, bo miłość nie jest grzechem, kochać kazał Bóg... co innego gdybyś robiła to w krzakach z kim popadnie tylko dla przyjemności - wtedy to byłby grzech ciężki i nawet nie dałoby się go ująć w "lekkie" słowa przy konsesjonale xD
ja uważam, że seks przedmałżeński owszem jest grzechem, ale nie wtedy kiedy się kogoś kocha i planuje się z kimś życie. wtedy jest to seks z miłości a to chyba nie grzech, bo miłość nie jest grzechem, kochać kazał Bóg... co innego gdybyś robiła to w krzakach z kim popadnie tylko dla przyjemności - wtedy to byłby grzech ciężki i nawet nie dałoby się go ująć w "lekkie" słowa przy konsesjonale xD
A czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to co ty uważasz na temat seksu przedmałżeńskiego (czy jakiegokolwiek innego czynu uważanego w KK za grzech) w konfesjonale nie ma żadnego znaczenia? Będąc Katoliczką od interpretacji grzechów masz Kościół i jego duchowych przywódców. Tak stanowi wasza Tradycja, która jest obok Pisma Świętego fundamentem waszej wiary. Lekceważąc to nauczanie i zatajając jakiś czyn, który wg. Kościoła Katolickiego jest grzechem sprawiasz, że twoja spowiedź jest nieważna. Oczywiście można odrzucić nauczanie swojego Kościoła, tylko po co z taką postawą być katolikiem i chodzić do konfesjonału?
ja uważam, że seks przedmałżeński owszem jest grzechem
Bo? Uzasadnienie prosze, ale nieco bardziej dojrzale niz "bo tak Koscol mowi".
kaaarolaaa napisał/a:ja uważam, że seks przedmałżeński owszem jest grzechem
Bo? Uzasadnienie prosze, ale nieco bardziej dojrzale niz "bo tak Koscol mowi".
"Kościół mówi" zdecydowanie wygrywa z "Mussuka mówi".
Jeśli kaaarolaaa należy do Kościoła i podziela poglądy na grzech, jakiego uzasadnienia jeszcze byś chciała? ![]()
Mussuka napisał/a:kaaarolaaa napisał/a:ja uważam, że seks przedmałżeński owszem jest grzechem
Bo? Uzasadnienie prosze, ale nieco bardziej dojrzale niz "bo tak Koscol mowi".
"Kościół mówi" zdecydowanie wygrywa z "Mussuka mówi".
Jeśli kaaarolaaa należy do Kościoła i podziela poglądy na grzech, jakiego uzasadnienia jeszcze byś chciała?
ja niczego nikomu nie mowie tylko pytam. Wiem dlaczego nie nalezy krasc, zabijac, oszukiwac, klamac..teraz chce wiedziec dlaczego milosc fizyczna jest grzechem (pominmy tu skrajnosci jak prostytucja, calkowita rozwiazlasc itp. - chodzi mi o seks z partnerem kochanym ale jeszcze nie poslubionym mi) ? kogo i jak w ten sposob krzywdze?.
Mussuka - można bronić i twierdzenia, że W PEWNYCH SYTUACJACH lepiej będzie człowiekowi okradzionemu a nawet zabitemu. Tak więc wątpię, byś umiała W OGÓLNOŚCI dowieść, że kogoś się krzywdzi okradając czy zabijając.
Po drugie zbliżasz się stanowiskiem to utylitaryzmu, do mierzenia subiektywnej krzywdy i cierpienia. Natomiast stanowisko religii jest skrajnie obiektywizujące.
Obiektywizm religijny polega nie tylko na "ale nam fajnie", ale także na "kim się stajemy działając". Nie od dziś wiadomo, że nasz język i nasze wybory KSZTAŁTUJĄ naszą osobowość (a nie tylko odwrotnie). W wielu religiach rytuał, wymóg, systematyczność, wszelkie NIEKONIECZNE z punktu widzenia przyjemności zachowania są drogą kształtowania jednostki (i można spojrzeć kulturowo - religia mogła wspierać społeczny porządek kształtując ludzi pokornych). Zatem nie tylko szczęście jednostek jest celem, ale i kształt, osobowość (tak w chrześcijaństwie jak np. w zen czy konfucjanizmie).
Gdyby akt płciowy BYŁ ROZUMIANY jako pewien sposób zawarcia małżeństwa, zapewne by nie było kłopotu z interpretacją podobną do Twojej ("kochamy się, JESZCZE nie wzięliśmy ślubu formalnie"), natomiast im dalej czynność jest od ślubu, im bardziej jest przyjemnością (czerpaną nie zawsze z drugą osobą, czasem tylko przy użyciu drugiej osoby), tym GORSZE są postawy kształtowane.
Oczywiście nie samym rytuałem żyje człowiek, od zawsze więc próbowano omijać, udawać, pozorować, a gdzieś tam w skrytości unikać, przeinaczać, zmieniać i dobrze się bawić. Nie zajmuję się tu praktyką, chciałaś tylko uzasadnienia.
Tak więc kształtowaniem własnej osobowości MOŻNA się krzywdzić. Zamiast tłumaczyć wpływ języka i zachowania na osobowość dzieciom (to jest poziom studiów psychologicznych, raczej nie dla dzieci), zabrania się pewnych zachowań. Reguła jest sposobem kształtowania OSOBOWOŚCI, dopiero w dalszej kolejności osobowość będzie kształtować reguły (w innej kolejności niewykształcona osobowość ustanawiałaby reguły niszczące, przypadkowe).
Jeśli zatem jest już takie pewne, że się kochacie i takie pewne, że weźmiecie ślub, to go po prostu weźcie.
Im mniej pewności, tym bardziej gadanie "i tak się kochamy" jest usprawiedliwieniem seksu szukanego dla przyjemności. Oczywiście usprawiedliwieniem w katolickim rozumieniu grzechu, ja katolikiem czy w ogóle chrześcijaninem nie jestem.
Szukając jeszcze dalej - opowieść o pierwszym grzechu z powodzeniem może być tak właśnie interpretowana: grzech niszczy szczęście niszcząc osobowość grzesznika.
Grzechem jest zatem nie tylko to, co powoduje widoczne cierpienie czy ból, ani też nie dokładnie to, co jest złamaniem prawa. Grzechem jest także to, co powoduje niewłaściwe ukształtowanie osobowości, inaczej mówiąc to, co jest atakiem na czystość duszy, to, co jest zagłuszaniem w sobie boskiego pierwiastka (u gnostyków) czy psuciem karmy.
Mussuka - można bronić i twierdzenia, że W PEWNYCH SYTUACJACH lepiej będzie człowiekowi okradzionemu a nawet zabitemu. Tak więc wątpię, byś umiała W OGÓLNOŚCI dowieść, że kogoś się krzywdzi okradając czy zabijając.
Po drugie zbliżasz się stanowiskiem to utylitaryzmu, do mierzenia subiektywnej krzywdy i cierpienia. Natomiast stanowisko religii jest skrajnie obiektywizujące.
Obiektywizm religijny polega nie tylko na "ale nam fajnie", ale także na "kim się stajemy działając". Nie od dziś wiadomo, że nasz język i nasze wybory KSZTAŁTUJĄ naszą osobowość (a nie tylko odwrotnie). W wielu religiach rytuał, wymóg, systematyczność, wszelkie NIEKONIECZNE z punktu widzenia przyjemności zachowania są drogą kształtowania jednostki (i można spojrzeć kulturowo - religia mogła wspierać społeczny porządek kształtując ludzi pokornych). Zatem nie tylko szczęście jednostek jest celem, ale i kształt, osobowość (tak w chrześcijaństwie jak np. w zen czy konfucjanizmie).
Gdyby akt płciowy BYŁ ROZUMIANY jako pewien sposób zawarcia małżeństwa, zapewne by nie było kłopotu z interpretacją podobną do Twojej ("kochamy się, JESZCZE nie wzięliśmy ślubu formalnie"), natomiast im dalej czynność jest od ślubu, im bardziej jest przyjemnością (czerpaną nie zawsze z drugą osobą, czasem tylko przy użyciu drugiej osoby), tym GORSZE są postawy kształtowane.Oczywiście nie samym rytuałem żyje człowiek, od zawsze więc próbowano omijać, udawać, pozorować, a gdzieś tam w skrytości unikać, przeinaczać, zmieniać i dobrze się bawić. Nie zajmuję się tu praktyką, chciałaś tylko uzasadnienia.
Tak więc kształtowaniem własnej osobowości MOŻNA się krzywdzić. Zamiast tłumaczyć wpływ języka i zachowania na osobowość dzieciom (to jest poziom studiów psychologicznych, raczej nie dla dzieci), zabrania się pewnych zachowań. Reguła jest sposobem kształtowania OSOBOWOŚCI, dopiero w dalszej kolejności osobowość będzie kształtować reguły (w innej kolejności niewykształcona osobowość ustanawiałaby reguły niszczące, przypadkowe).
Jeśli zatem jest już takie pewne, że się kochacie i takie pewne, że weźmiecie ślub, to go po prostu weźcie.
Im mniej pewności, tym bardziej gadanie "i tak się kochamy" jest usprawiedliwieniem seksu szukanego dla przyjemności. Oczywiście usprawiedliwieniem w katolickim rozumieniu grzechu, ja katolikiem czy w ogóle chrześcijaninem nie jestem.
Szukając jeszcze dalej - opowieść o pierwszym grzechu z powodzeniem może być tak właśnie interpretowana: grzech niszczy szczęście niszcząc osobowość grzesznika.
Grzechem jest zatem nie tylko to, co powoduje widoczne cierpienie czy ból, ani też nie dokładnie to, co jest złamaniem prawa. Grzechem jest także to, co powoduje niewłaściwe ukształtowanie osobowości, inaczej mówiąc to, co jest atakiem na czystość duszy, to, co jest zagłuszaniem w sobie boskiego pierwiastka (u gnostyków) czy psuciem karmy.
No..czyli nie o to chodzi koniecznie, ze cos robie zle zblizajac sie fizycznie do drugiej osoby i czerpiac (oraz dajac) przyjemnosc z tego, jakby nie patrzyl niewinnego, aktu ale o to, ze sie wylamuje poza ramki osoby religijnej = pokornej, poslusznej, uleglej i nie poddajacej w watpliwosc pewnych regul. Dokladnie tak jak z dzieckiem, ktoremu mowi sie "nie rob tak czy siak" a gdy zapyta "dlaczego" odpowiadamy "bo ja tak mowie". Tylko tu mamusie zastepuje ksiadz z ambony.
Mussuka - ja pisałem o uzasadnieniu reguł. Jeśli "mamusia" w Twoim przykładzie uzasadnia, to mówimy o czymś podobnym. Jeśli nie uzasadnia, to mówimy o różnych rzeczach.
(nie trzeba cytować tekstu, który jest tuż powyżej, gdy jest długo i praktycznie się do niego nie odnosisz)
Mussako, nie ksiądz z ambony, tylko Bóg z Biblii ![]()
Mussako, nie ksiądz z ambony, tylko Bóg z Biblii
to poprosze o cytat z tym fragmentem:) mam wrazenie, ze Bogu to wisi z kim i gdzie i ile razy a najwiecej to sie tym panowie w sutannach ekscytuja.Ale to moje zdanie, bezboznicy;))
ja uważam, że seks przedmałżeński owszem jest grzechem, ale nie wtedy kiedy się kogoś kocha i planuje się z kimś życie. wtedy jest to seks z miłości a to chyba nie grzech, bo miłość nie jest grzechem, kochać kazał Bóg... co innego gdybyś robiła to w krzakach z kim popadnie tylko dla przyjemności - wtedy to byłby grzech ciężki i nawet nie dałoby się go ująć w "lekkie" słowa przy konsesjonale xD
przed małżeński to przed małżeński a miłość nie ma nic do rzeczy. proszę sobie zajrzeć do biblii
kaaarolaaa napisał/a:ja uważam, że seks przedmałżeński owszem jest grzechem, ale nie wtedy kiedy się kogoś kocha i planuje się z kimś życie. wtedy jest to seks z miłości a to chyba nie grzech, bo miłość nie jest grzechem, kochać kazał Bóg... co innego gdybyś robiła to w krzakach z kim popadnie tylko dla przyjemności - wtedy to byłby grzech ciężki i nawet nie dałoby się go ująć w "lekkie" słowa przy konsesjonale xD
A czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to co ty uważasz na temat seksu przedmałżeńskiego (czy jakiegokolwiek innego czynu uważanego w KK za grzech) w konfesjonale nie ma żadnego znaczenia? Będąc Katoliczką od interpretacji grzechów masz Kościół i jego duchowych przywódców. Tak stanowi wasza Tradycja, która jest obok Pisma Świętego fundamentem waszej wiary. Lekceważąc to nauczanie i zatajając jakiś czyn, który wg. Kościoła Katolickiego jest grzechem sprawiasz, że twoja spowiedź jest nieważna. Oczywiście można odrzucić nauczanie swojego Kościoła, tylko po co z taką postawą być katolikiem i chodzić do konfesjonału?
tradycje jako fundament wiary uczynili hierarchowie kościoła
Kizia75 napisał/a:Mussako, nie ksiądz z ambony, tylko Bóg z Biblii
to poprosze o cytat z tym fragmentem:) mam wrazenie, ze Bogu to wisi z kim i gdzie i ile razy a najwiecej to sie tym panowie w sutannach ekscytuja.Ale to moje zdanie, bezboznicy;))
Proszę bardzo - ze Starego Testamentu : "nie będziesz cudzołożył"
albo z Nowego: "Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem."
Jest więcej przykładów, ale nie jestem wielkim znawcą Biblii, więc trudno mi tak na szybko znaleźć odpowiedni fragment.
Mussuka napisał/a:Kizia75 napisał/a:Mussako, nie ksiądz z ambony, tylko Bóg z Biblii
to poprosze o cytat z tym fragmentem:) mam wrazenie, ze Bogu to wisi z kim i gdzie i ile razy a najwiecej to sie tym panowie w sutannach ekscytuja.Ale to moje zdanie, bezboznicy;))
Proszę bardzo - ze Starego Testamentu : "nie będziesz cudzołożył"
albo z Nowego: "Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem."
Jest więcej przykładów, ale nie jestem wielkim znawcą Biblii, więc trudno mi tak na szybko znaleźć odpowiedni fragment.
To ma byc dowod na to, ze Bog (nie kosciol) zabranial ludziom zblizac sie cielesnie? Na moj niekatolicki rozum to cudzolostwo oznacza sypianie z cudza zona badz mezem czyli zdrade a nie seks przedmalzenski. Ten drugi cytat tez nie wspomina slowem o jakiejkolwiek wstrzemiezliwosci w kwestii sypiania z zona badz mezem swoim..przed slubem. Mowi raczej, ze koleja rzeczy jest dorosniecie, wyjscie z domu rodzinnego i zalozenie wlasnego stadla.
Nadal nie jestem przekonana co do grzesznosci zblizen fizycznych:))
No, mnie te fragmenty też nie przekonują, bo definicja cudzołóstwa jest jasna:
"Cudzołóstwo ? termin religijny, określający zdradę małżeńską. Oznacza stosunek płciowy z cudzą żoną lub z cudzym mężem. Niekiedy definicja jest rozszerzana na stosunek pomiędzy osobą pozostającą w związku małżeńskim, a kimkolwiek oprócz własnego męża lub żony.
Teologia katolicka wyróżnia cudzołóstwo zwykłe (gdy jedna z uczestniczących w nim osób pozostaje w związku małżeńskim) i podwójne (gdy obydwie osoby są związane małżeństwami)."
Czyli zdrada- co z seksem dwóch wolnych osób? To już się nie wlicza w cudzołóstwo.
Widze ze wywolywalem calkiem ciekawa "rozmowe" ![]()
Odnosnie kierowania sie sumieniem , czyli co dobre a co zle to powiem wam ze sumienie mozna poprostu zatwardzic co za tym idzie .. np kradzieze dla zlodzieja juz nie sa niczym zlym, sumienie go nie meczy bo przeciesz robi to kazdego dnia ..do tego sie mozna przyzwyczajic albo jak do uprawiania sexu przedmalzenskiego .. miejcie ograniczone "zaufanie" do swojego sumienia a bardziej skupiajcie sie nad tym co mowi Biblia .. ona mowi nie kradnij .. ! nie cudzoloz! do tego nie potrzeba nikomu sumienia by zrozumiec proste Boze przykazania , prawda ? Za nieprzestrzeganie prawa Bozego chyba nie musze wam mowic gdzie jest miejsce dla takich ludkow
hehe
Z odpuszczaniem grzechow to najistotniejsze jest to ze zalujemy i jestesmy gotowi wiecej tego nie robic. Jezeli sczerzy nie bedziemy w tym to nie ma dla nas odpuszczenia ;/,przeczytalem Jana 20,21 i w tym temacie napisze ze modlilem sie jakis czas temu o osobe ktora byla po wielu przejsciach, stracila sens zycia , parala sie wrozbami przez co otworzyla duchowa sfere na demony , potrafila niewychodzic z domu przez wiele dni(zalamanie psychiczne) itd ..i kiedy sie modlilem o nia jak mi pozniej opowiadzla ze odczula jak gdyby spadlo z niej 50 kg duchowego ciezaru i moglbym tu wiecej pisac co sie dzialo ale sie ogranicze .. wierze ze ona doznala wtedy przebaczenia grzechow, na dzien dzisiajszy jest odmienona osoba a D.Swiety wykonuje w niej wspanaila prace .. w jej zyciu jest o "niebo" lepiej
przez to chce tylko powiedziec ze ona mi sie nie spowiadala , byla skruszona przed Bogiem i wiem ze on widzial jej szczere serce i wybaczyl, ale to tylko on moze zrobic bo on zaplacil za jej grzechy na krzyzu a nie ja ...
Busiu , sex przedmalzenski to grzech i nieistotne w jakej formie czy z czyjas zona czy z kims stanu wolnego ![]()
Widze ze checie sobie skrocic ten krzyz ktory niesiecie na plecach na taki malutki by zyc w wolnosci i jeszcze do tego zostac zbawionym, a tak nie da rady . Jezus powiedzial kto bierze jarzmo moje a oglada sie wstecz nie jest mnie godzien ..
187 2011-10-06 10:56:30 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-06 10:59:31)
Busiu , sex przedmalzenski to grzech i nieistotne w jakej formie czy z czyjas zona czy z kims stanu wolnego
Widze ze checie sobie skrocic ten krzyz ktory niesiecie na plecach na taki malutki by zyc w wolnosci i jeszcze do tego zostac zbawionym, a tak nie da rady . Jezus powiedzial kto bierze jarzmo moje a oglada sie wstecz nie jest mnie godzien ..
No teraz to naprawde czuje sie przekonana:)))
miejcie ograniczone "zaufanie" do swojego sumienia a bardziej skupiajcie sie nad tym co mowi Biblia .. ona mowi nie kradnij .. ! nie cudzoloz! do tego nie potrzeba nikomu sumienia by zrozumiec proste Boze przykazania , prawda ? Za nieprzestrzeganie prawa Bozego chyba nie musze wam mowic gdzie jest miejsce dla takich ludkow
na ludzki jezyk przekladajac: nie dopytujcie sie, nie probujcie zrozumiec, tylko slepo przestrzegajcie nakazow i zakazow , jakie Wam kosciol narzucil (nadal slowa BOZEGO o seksie przedmalzenskim nikt nie zacytowal). A jak nie posluchacie sie to was za kare wsadzimy..no dokad? ..moze do kociolka ze smola?:)
Problem, drogi Panie, tkwi w tym, ze od czasow Mieszka I-ego, juz pare lat uplynelo i nie wystarczy huknac z ambony, pogrozic palcem lud nalozona danina ani namalowac dantejskie sceny z rogatymi stworami aby ludziom (tepej gawiedzi) rozum otumanic i geby pozatykac. Teraz trzeba juz nieco innych "argumentow" uzyc aby przekonac nas, ze cos tam to jest grzech a nie prawo natury i przywilej homo sapiens.
I ja o takie argumenty prosze. A nie straszenie mnie pieklem, bo tam akurat to chociaz cieplo i wesolo zdaje sie byc, heh:)
188 2011-10-06 13:41:07 Ostatnio edytowany przez Kizia75 (2011-10-06 13:51:49)
Yarick napisał/a:Busiu , sex przedmalzenski to grzech i nieistotne w jakej formie czy z czyjas zona czy z kims stanu wolnego
Widze ze checie sobie skrocic ten krzyz ktory niesiecie na plecach na taki malutki by zyc w wolnosci i jeszcze do tego zostac zbawionym, a tak nie da rady . Jezus powiedzial kto bierze jarzmo moje a oglada sie wstecz nie jest mnie godzien ..No teraz to naprawde czuje sie przekonana:)))
Yarick napisał/a:miejcie ograniczone "zaufanie" do swojego sumienia a bardziej skupiajcie sie nad tym co mowi Biblia .. ona mowi nie kradnij .. ! nie cudzoloz! do tego nie potrzeba nikomu sumienia by zrozumiec proste Boze przykazania , prawda ? Za nieprzestrzeganie prawa Bozego chyba nie musze wam mowic gdzie jest miejsce dla takich ludkow
na ludzki jezyk przekladajac: nie dopytujcie sie, nie probujcie zrozumiec, tylko slepo przestrzegajcie nakazow i zakazow , jakie Wam kosciol narzucil (nadal slowa BOZEGO o seksie przedmalzenskim nikt nie zacytowal). A jak nie posluchacie sie to was za kare wsadzimy..no dokad? ..moze do kociolka ze smola?:)
Problem, drogi Panie, tkwi w tym, ze od czasow Mieszka I-ego, juz pare lat uplynelo i nie wystarczy huknac z ambony, pogrozic palcem lud nalozona danina ani namalowac dantejskie sceny z rogatymi stworami aby ludziom (tepej gawiedzi) rozum otumanic i geby pozatykac. Teraz trzeba juz nieco innych "argumentow" uzyc aby przekonac nas, ze cos tam to jest grzech a nie prawo natury i przywilej homo sapiens.
I ja o takie argumenty prosze. A nie straszenie mnie pieklem, bo tam akurat to chociaz cieplo i wesolo zdaje sie byc, heh:)
Mussuko, jeszcze raz powtarzam - to nie księdza masz słuchać. Jeśli nie ufasz księdzu, to sama weź Biblię i poczytaj. Fakt, że jest napisana dawno temu i brak w niej współczesnych sformułowań typu -"sex przedmałżeński", ale jeśli uważnie poczytasz ten tekst jako całość, a nie tylko oderwane od kontekstu fragmenty, to wyłoni ci się obraz tego, co Bóg do nas mówi. Wbrew pozorom nie straszy on wcale ogniem piekielnym za ten czy inny grzech, bo w takim wypadku nikt nie dostąpiłby zbawienia. Wiesz, co robił apostoł Paweł zanim Jezus go wybrał? Prześladował chrześcijan i miał krew niewinnych na rękach. Żaden człowiek nie jest bez grzechu, ale te grzechy już zostały odkupione na Krzyżu. Zostaniemy zbawieni, musimy tylko tego chcieć i okazywać to starając się naśladować Jezusa i starać się postępować wg. Jego nauczania. Przypomnij sobie łotra, który wisiał na krzyżu obok Jezusa, który jednym zdaniem świadczącym o tym, że uwierzył Jezusowi i autentycznie żałował za swe postępki sprawił, że Jezus obiecał mu zbawienie. Ewangelie są wspaniałymi księgami niosącymi pociechę i radość a nie straszącymi ogniem i siarką. Jezus dożo mówił o tym jak należy postępować, ale mówił też że wiara nas wyzwoli. Należy unikać grzechu, aby nasza wiara była szczera.
Pamiętaj też o jednym - to ty odpowiadasz za swoje zbawienie a nie ksiądz. Wiara to Łaska a nie żaden przymus.
Wiesz, co robił apostoł Paweł zanim Jezus go wybrał? Prześladował chrześcijan i miał krew niewinnych na rękach. Żaden człowiek nie jest bez grzechu, ale te grzechy już zostały odkupione na Krzyżu. Zostaniemy zbawieni, musimy tylko tego chcieć i okazywać to starając się naśladować Jezusa i starać się postępować wg. Jego nauczania. Przypomnij sobie łotra, który wisiał na krzyżu obok Jezusa, który jednym zdaniem świadczącym o tym, że uwierzył Jezusowi i autentycznie żałował za swe postępki sprawił, że Jezus obiecał mu zbawienie. Ewangelie są wspaniałymi księgami niosącymi pociechę i radość a nie straszącymi ogniem i siarką. Jezus dożo mówił o tym jak należy postępować, ale mówił też że wiara nas wyzwoli. Należy unikać grzechu, aby nasza wiara była szczera.
Otoz to, Bog wybaczal lotrom za zbrodnie na innych a mialby karac za milosc fizyczna, ktora..powtarzam..nikomu krzywdy nie czyni?? Dziwne podejscie do kwesti zbrodni i kary.
To nie Bog sie tego seksu przedmalzenskiego tak namolnie uczepil i zrobil z tego grzech (dla jasnosci - nie o cudzolostwie pisze) a sam katolicki kler. I nikt mnie nie przekona, ze to nie jest proba kontrolowania poslusznych owieczek tylko rzeczywista wola boska. No bo co w takim razie z protestantami, z ksiezmi, ktorzy , o zgrozo, z zonami zyja i wspolzyja? I kto ich tam wie, kiedy zaczeli?
Biblia nie naucza ze sluzac Bogu nie mozesz miec zony i dzieci
Wiec u protestantow jest calkiem okay ta kwestia. Czy moze jest w Biblii jakis werset na to pokazujacy ze protestanci tym grzesza ? ![]()
Biblia nie naucza ze sluzac Bogu nie mozesz miec zony i dzieci
Wiec u protestantow jest calkiem okay ta kwestia. Czy moze jest w Biblii jakis werset na to pokazujacy ze protestanci tym grzesza ?
Pewnie nie ma tak samo jak nie ma, ze Ci ksieza protestantcy nie moga zblizac sie do swej przyszlej wybranki w sposob zakazany:) Chyba w ogole kwestie kalendarzykow malzenskich, zwiazkow homoseksualnych i tego nieszczesnego seksu na dzien przed sa tam jakos po sierocemu traktowane:)
192 2011-10-10 13:40:16 Ostatnio edytowany przez kaaarolaaa (2011-10-10 13:42:32)
kaaarolaaa napisał/a:ja uważam, że seks przedmałżeński owszem jest grzechem, ale nie wtedy kiedy się kogoś kocha i planuje się z kimś życie. wtedy jest to seks z miłości a to chyba nie grzech, bo miłość nie jest grzechem, kochać kazał Bóg... co innego gdybyś robiła to w krzakach z kim popadnie tylko dla przyjemności - wtedy to byłby grzech ciężki i nawet nie dałoby się go ująć w "lekkie" słowa przy konsesjonale xD
A czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to co ty uważasz na temat seksu przedmałżeńskiego (czy jakiegokolwiek innego czynu uważanego w KK za grzech) w konfesjonale nie ma żadnego znaczenia? Będąc Katoliczką od interpretacji grzechów masz Kościół i jego duchowych przywódców. Tak stanowi wasza Tradycja, która jest obok Pisma Świętego fundamentem waszej wiary. Lekceważąc to nauczanie i zatajając jakiś czyn, który wg. Kościoła Katolickiego jest grzechem sprawiasz, że twoja spowiedź jest nieważna. Oczywiście można odrzucić nauczanie swojego Kościoła, tylko po co z taką postawą być katolikiem i chodzić do konfesjonału?
w takim razie wszyscy, którzy to robią przed ślubem mają grzech ciężki i pójdą do piekła albo w ogóle powinni zmienić wiarę? a jak się już w tego ktoś wyspowiada to w takim razie nie powinien tego robić znowu bo spowiedź to też mocne postanowienie poprawy...
ja wyraziłam tylko swoje zdanie. wiem, że kościół mówi, że seks przedmałżeński jest grzechem i sama jestem katoliczką (ale tego jeszcze nie robiłam) ale uważam, że jak się to robi z miłości to raczej nie ma się z czego spowiadać...
w takim razie wszyscy, którzy to robią przed ślubem mają grzech ciężki i pójdą do piekła .
oczywiscie, ze tak! A wiesz jakie dlugie kolejki takich grzesznikow stoja u bram piekielnych w zwiazku z powyzszym?:)) Diably nie nadazaja smoly donosic, heh:)) W calym piekle sodoma i gomora i seks dookola;)
kaaarolaaa napisał/a:w takim razie wszyscy, którzy to robią przed ślubem mają grzech ciężki i pójdą do piekła .
oczywiscie, ze tak! A wiesz jakie dlugie kolejki takich grzesznikow stoja u bram piekielnych w zwiazku z powyzszym?:)) Diably nie nadazaja smoly donosic, heh:)) W calym piekle sodoma i gomora i seks dookola;)
Aleś się uczepiła
ludzie nie tylko ten grzech mają na sumieniu, nie wiem czemu katolicy mają jakąś obsesję na punkcie seksu i innych grzechów przeciw Bogu i bliźnim nie zauważają. Jeden grzeszy uprawiając seks przed ślubem, a drugi obmawia sąsiada, trzeci jest zawistny i zazdrosny a czwarty oszukuje i kradnie. Ludzie są grzeszni z natury i tylko Łaska Boża może nas od tego zbawić i zbawia o ile w to wierzymy i tego chcemy. Oczywiście grzechu unikać powinniśmy ze względu na miłość do Boga, ale nie jest tak, że komuś uda się uniknąć grzechu zawsze. Po drugie grzech to grzech i nie nam oceniać który jest cięższego kalibru, bo to sprawa Boga. Może być tak, że Bóg surowiej oceni zawistnego zazdrośnika, który źle życzy sąsiadowi niż złodzieja. Może być tez tak, że Bóg w ogóle nie rozróżnia kalibru grzechu: grzech to wystąpienie przeciw Bogu, tylko nasze ludzkie myślenie sprawia, że usiłujemy wszystko klasyfikować. Boska sprawiedliwość to nie to samo co ludzka i nie usiłujmy jej zrozumieć, bo jesteśmy na to za mali.
Kaaarolaaa, jeszcze raz ci powtarzam, że w katolicyzmie nie ma dowolności interpretacji grzechów. Twoje podejście do kwestii odpowiedzialności za czyny jest bardziej protestancki niż katolicki
, ponieważ protestanci mają możliwość samodzielnie interpretować Słowo Boże i tylko to ich wiąże a nie nauczanie księży. Katolików wiąże nauczanie kleru i będąc katoliczką jeśli zataisz coś co nauczanie KK za grzech uważa sprawiasz, że twoja spowiedź jest nieważna. Możesz mieć inne zdanie, ale negując nauczanie swojego Kościoła w tak ważnej kwestii jak nieomylność w sprawach wiary po co uważasz się za katoliczkę? Nie można sobie wybierać z wyznania to co komu pasuje a co jest niewygodne albo z czym się nie zgadza, odrzucać. To się nazywa hipokryzja i zakłamanie. Sorry, ale dla mnie tak to wygląda.
To nie Bog sie tego seksu przedmalzenskiego tak namolnie uczepil i zrobil z tego grzech (dla jasnosci - nie o cudzolostwie pisze) a sam katolicki kler. I nikt mnie nie przekona, ze to nie jest proba kontrolowania poslusznych owieczek tylko rzeczywista wola boska. No bo co w takim razie z protestantami, z ksiezmi, ktorzy , o zgrozo, z zonami zyja i wspolzyja? I kto ich tam wie, kiedy zaczeli?
A kto mówi, że Bóg się uczepił właśnie seksu? Przykazań jest 10. A księża protestanccy jeśli zdarzy im się seks pozamałżeński to oczywiście grzeszą tak samo jak każdy inny człowiek. Ksiądz to też człowiek i podlega grzechowi tak samo, obowiązują go dokładnie takie same zasady jak innych ludzi.