Wiecie, mam doła... Teraz moja kolej na wygadanie się. Mogęęęę?
Ogólnie chodzi o to, że ojciec mojego J mnie nie akceptuje. Cytując "nie ufa mi", tylko i wyłącznie dlatego, że jestem Polką. Kiedyś pracowałam u niego i jego drugiej żony jako Au Pair (tak poznałam mojego) i nigdy nie było problemów, nigdy nie żądałam więcej kasy, zgadzałam się na babysitting etc etc i nie raz nie dwa zostawiali na widoku portfele, telefony, kasę rzuconą luzem i nigdy nic nie zniknęło. On uważa, że jestem z moim J dla obywatelstwa. Taki patriota a nie wie, że nawet po ślubie nikt mi go nie przyzna
A nawet jakby to nie zmieni to mojej sytuacji przecież za wiele. Cóż.
Wiecie, może 1,5 roku razem to żadne wielkie liczby, ale to ja byłam z J gdy zmarła jego mama choć mi samej było mega ciężko.
Pracujemy obydwoje, rachunki 50/50%, nic mi nie sponsoruje ani nic z tych rzeczy. Kiedyś jego ojciec oburzył się że J mi herbatę zrobił. Robił sobie i ojcu i mi przy okazji. Ale jak to? Przecież to ja powinnam mu herbatę robić, nieważne że nawet mnie w kuchni nie było.
Ogólnie miałam bardzo ciężką przeprawę z ojcem i resztą rodziny ale gdzie z całą resztą to już zakończone, z nim nie. Bo on wie, że ja z J nie jestem z miłości. Dla wizy. Bo ja przecież muszę, bo praw żadnych tutaj nie mam. Cóż.
Uczę się jak nie przyjmować jego opinii do siebie (od września nie mieliśmy z ojcem kontaktu, w końcu J wziął się w garść i kazał ojcu... iść daleko niecenzuralnym słowem i była obraza stanu, piękny czas) ale kiedy wjechałam w 20 tydzień ciąży to wypadało w końcu powiedzieć. I J zadzwonił, żeby poinformować, żeby dowiedział się od nas a nie z plotek. Reakcja taka, że on mi dalej nie ufa (:D) ale nie będzie już obrażał mnie. Teoretycznie. Potem powiedział żonie i dzieciom i oni całkiem podekscytowani. Dzieci zwłaszcza:).
Tylko czasami robi mi się przykro kiedy dowiadujemy się, że jego żona musi go urabiać, żeby w ogóle zechciał nas i synka odwiedzić. I nie jest mi tutaj żal mnie, a... synka. No bo to jednak dziadek. Facet nie święty, bo to co zrobił w przeszłości jest obrzydliwe, nie będę na forum pisać...
I zastanawiam się co zrobić. BO jak dla mnie to ja w ogóle nie chcę tego faceta u mnie w domu po narodzinach. W ogóle. Staram się aby jego opinia nie wywierała na mnie wrażenia, bo swoje już przeszłam ale cholera, czasem ciężko
I smutno. Bo on nie może się pogodzić, że dziecko w połowie Polskie (sponiewierałam czystą krew... swoją też:D) i że będzie do Polski latać i po Polsku się uczyć mówić (będę się starać). Ja żadną patriotką nie jestem, ale przecież nie będę się wypierać skąd pochodzę i nie widzę powodu dla którego synek nie mógłby/nie powinien mieć kontkatu z moją, polską rodziną.