Wielbicielu Lidiji Bacic cieszę się, że wznowiłeś ten wątek.
Pozwoliłam sobie umieścić zdjęcie tego morskiego ptaka. Ponad pół wieku to bardzo wiele. Czy wiadomo, jaka jest tajemnica jego długowieczności?
![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » W KRĘGU DOMOWEGO OGNISKA » Nasze gawędy o zwierzętach
Strony Poprzednia 1 … 5 6 7
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Wielbicielu Lidiji Bacic cieszę się, że wznowiłeś ten wątek.
Pozwoliłam sobie umieścić zdjęcie tego morskiego ptaka. Ponad pół wieku to bardzo wiele. Czy wiadomo, jaka jest tajemnica jego długowieczności?
![]()
Podobne tematy
Summerko dziękuję za piękne zdjęcie
Nie spotkałem się z wyjaśnieniem długowieczności albatrosa królewskiego. Przypuszczam, że odpowiadają za nią geny.
Zobaczcie jak bawią się delfiny!
Bry.
Wprawdzie reklama, ale jednak stworzona z "prawdziwych" ujęć.
Nietypowy dobór "par", a The Great Escape z 0:33 rulez! ![]()
Miałam okazję drapać delfina po języku ![]()
Podziękowania dla Iceni za "reanimację" wątku
Delfiny sprawiają wrażenie wiecznie uśmiechniętych. Może powstać mylne przekonanie, że te niezwykłe ssaki morskie nie odczuwają bólu, cierpienia, smutku, złości. Tymczasem przyczyna tego stanu rzeczy jest jakże prozaiczna. Mianowicie nie posiadają one mięśni mimicznych.
Małpo, zazdroszczę Ci tej okazji ![]()
Bry.
Wprawdzie reklama, ale jednak stworzona z "prawdziwych" ujęć.
Nietypowy dobór "par", a The Great Escape z 0:33 rulez!
Bo to pewnie są pary tymczasowe:)
Wznawiam ponownie temat. W Polsce znaleziono szakala złocistego wcześniej nie odnotowanego na naszych terenach. Pojawił się w zachodniopomorskich lasach. Wcześniej widywano go, między innymi, w zachodniej Białorusi, Niemczech i na Ukrainie. Z pewnością ich populacja może zagrozić rodzimym gryzoniom. Lepiej nie spotkać się z nim oko w oko.

Summerko, dziękuję za odświeżenie wątku i przepiękne zdjęcie
Na zagrożenie rodzimej populacji gryzoni nie spoglądałbym tak pesymistycznie
Mając na uwadze ich płodność i zapewne znikomą ilość szakali złocistych.
U mnie w okolicy jest coraz więcej lisów. Nikną natomiast zające.
Bo nikt nie poluje na lisy, nie ma zapotrzebowania na lisie futra, mięsa z lisa nikt nie jada. Do tego są "szczepione" przeciwko wściekliźnie, nie chorują i mają się dobrze. Niedługo zające będą gatunkiem wymarłym.
Jestem przeciwko zabijaniu bez potrzeby zwierząt ale w tym wypadku należałoby coś zrobić, może wyłapać trochę lisów i wywieźć gdzieś?podrzucić do innych krajów? ![]()
Rozpanoszyły się też dziki, zaczynają podchodzić coraz bliżej domostw, robią szkody na polach.
Summerko, dziękuję za odświeżenie wątku i przepiękne zdjęcie
Na zagrożenie rodzimej populacji gryzoni nie spoglądałbym tak pesymistycznie
Mając na uwadze ich płodność i zapewne znikomą ilość szakali złocistych.
Dziękuję Wielbicielu Lidiji Bacic. Zapomniałam dodać, że zdjęcie szakala złocistego pochodzi z netu. Oby tak było, jak piszesz. Pojedyncze osobniki nie mogą mieć dużego wpływu na polską faunę. Jednak dla mnie zastanawiające jest, co je tutaj przyciągnęło. Przypominam sobie, że kiedyś w moich okolicach pojawiły się wilki, jednak potem zniknęły. Może z szakalami złocistymi będzie podobnie?
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:Summerko, dziękuję za odświeżenie wątku i przepiękne zdjęcie
Na zagrożenie rodzimej populacji gryzoni nie spoglądałbym tak pesymistycznie
Mając na uwadze ich płodność i zapewne znikomą ilość szakali złocistych.
Dziękuję Wielbicielu Lidiji Bacic. Zapomniałam dodać, że zdjęcie szakala złocistego pochodzi z netu. Oby tak było, jak piszesz. Pojedyncze osobniki nie mogą mieć dużego wpływu na polską faunę. Jednak dla mnie zastanawiające jest, co je tutaj przyciągnęło. Przypominam sobie, że kiedyś w moich okolicach pojawiły się wilki, jednak potem zniknęły. Może z szakalami złocistymi będzie podobnie?
Lepsze możliwości zdobycia pożywienia? Słabsza konkurencja międzygatunkowa ze strony innych drapieżników? Możemy tak sobie dywagować ![]()
U mnie w okolicy jest coraz więcej lisów. Nikną natomiast zające.
Bo nikt nie poluje na lisy, nie ma zapotrzebowania na lisie futra, mięsa z lisa nikt nie jada. Do tego są "szczepione" przeciwko wściekliźnie, nie chorują i mają się dobrze. Niedługo zające będą gatunkiem wymarłym.
Jestem przeciwko zabijaniu bez potrzeby zwierząt ale w tym wypadku należałoby coś zrobić, może wyłapać trochę lisów i wywieźć gdzieś?podrzucić do innych krajów? smileRozpanoszyły się też dziki, zaczynają podchodzić coraz bliżej domostw, robią szkody na polach.
No tak ,pasztet z zająca zaczyna być częściej spożywany. Lisa dawno nie widziałam. Ale zające i sarny tak. Myślisz, że lisy trzeba podrzucić komuś?:)
A na dziki się nie poluje?
Lepsze możliwości zdobycia pożywienia? Słabsza konkurencja międzygatunkowa ze strony innych drapieżników? Możemy tak sobie dywagować smile
Może ktoś nam podrzucił?:)
Poluje się na dziki ale tylko w określonych miesiącach, gdy młode odkarmione.
Nie tak łatwo upolować dzika. W dzień to on leży gdzieś w lesie, w zaroślach. Wychodzi na żer gdy zapada zmrok. I trudno go zobaczyć z ambony, trudno w niego trafić.
Mój znajomy myśliwy razem z kilkoma kolegami długo czatowali na dzika, parę razy pojawił się w polu widzenia i zniknął, nie udało się ani jednego upolować.
Poluje się na dziki ale tylko w określonych miesiącach, gdy młode odkarmione.
Nie tak łatwo upolować dzika. W dzień to on leży gdzieś w lesie, w zaroślach. Wychodzi na żer gdy zapada zmrok. I trudno go zobaczyć z ambony, trudno w niego trafić.
Mój znajomy myśliwy razem z kilkoma kolegami długo czatowali na dzika, parę razy pojawił się w polu widzenia i zniknął, nie udało się ani jednego upolować.
Szakale złociste mogą im dać radę, jeśli się utrzymają na dłużej.
Znów odświeżę temat. Czy widzieliście takie rude "myszki" na drzewach? Są pod ochroną. Jest ich coraz mniej, dlatego w okolicy Krakowa specjalnie dla nich rozpięto liny, żeby mogły się swobodnie przemieszczać.
źródło: net
A tego gościa podobno można zobaczyć w lasach mazurskich:
źródło: net
Summerko, podziękowania za przecudnej urody zdjęcia
Ryś jest największym europejskim przedstawicielem kotowatych.
Summerko, podziękowania za przecudnej urody zdjęcia
Ryś jest największym europejskim przedstawicielem kotowatych.
Starałam się wybrać najładniejsze:)
Taki zbyt wyrośnięty kotek? No nie wiem.
A na Sądecczyźnie podobne do szopów jenoty. Nie rozumiem dlaczego zaliczane są do rodziny psów. Bogata nasza leśna fauna.
źródło: net
To ja coś ze swojego regionu, z okolic Lubelszczyzny.
Ostatnio podawano we wiadomościach, że w lasach koło Białej Podlaskiej blisko granicy z Białorusią widziano pumę. Pierwszy raz zobaczył ją leśniczy, udało mu się ujść z życiem bo widocznie puma nie była głodna a także zachował na tyle zimnej krwi, że nie uciekał. Gdyby uciekał puma na pewno zaatakowałaby go, dogoniła zdobycz. Znajdowano też zwierzęta leśne zabite w charakterystyczny dla pumy sposób.
Druga wiadomość to, że z Ogrodu Saskiego w Lublinie uciekły pawie- 3 samiczki. Mimo, że osoby znające się na zwyczajach pawi zapewniały, że pawie nie oddalają się od woliery zbytnio, lubią mieć miejsce zamieszkania na oku to jednak wyszły przez bramę na ruchliwą ulicę. Powodem ich ucieczki był ich towarzysz samiec, który brzydko się wobec nich zachowywał. Więc panie postanowiły go opuścić. Pawice zostały złapane przez straż miejską i osadzone w areszcie domowym na kilka dni. Nie wypuszczano ich z woliery. Zaś samiec oddany w miejsce hodowli pawi aby takie sytuacje więcej nie miały miejsca. Został jeszcze drugi samiec ale on jest grzeczny, ma szacunek do płci przeciwnej swojego gatunku.
Summerko, podziękowania za przecudnej urody zdjęcia
Ryś jest największym europejskim przedstawicielem kotowatych.
W Europie występują 2 rysie : euroazjatycki i iberyjski. Ten pierwszy jest największy. Iberyjski jest mniejszy i jest go już niewiele.
Szakala nie trzeba sie obawiac - jest jak sredniej wielkosci pies. Ten ostatni mial chyba okolo roku i wazyl 10 kg.
Zajace zostaly wybite przez choroby, m.in myksomatoze.
Jenoty sa w Polsce od dawna, nie pamietam dobrze ale chyba byly juz przed wojna.
To ja coś ze swojego regionu, z okolic Lubelszczyzny.
Ostatnio podawano we wiadomościach, że w lasach koło Białej Podlaskiej blisko granicy z Białorusią widziano pumę. Pierwszy raz zobaczył ją leśniczy, udało mu się ujść z życiem bo widocznie puma nie była głodna a także zachował na tyle zimnej krwi, że nie uciekał. Gdyby uciekał puma na pewno zaatakowałaby go, dogoniła zdobycz. Znajdowano też zwierzęta leśne zabite w charakterystyczny dla pumy sposób.
Druga wiadomość to, że z Ogrodu Saskiego w Lublinie uciekły pawie- 3 samiczki. Mimo, że osoby znające się na zwyczajach pawi zapewniały, że pawie nie oddalają się od woliery zbytnio, lubią mieć miejsce zamieszkania na oku to jednak wyszły przez bramę na ruchliwą ulicę. Powodem ich ucieczki był ich towarzysz samiec, który brzydko się wobec nich zachowywał. Więc panie postanowiły go opuścić. Pawice zostały złapane przez straż miejską i osadzone w areszcie domowym na kilka dni. Nie wypuszczano ich z woliery. Zaś samiec oddany w miejsce hodowli pawi aby takie sytuacje więcej nie miały miejsca. Został jeszcze drugi samiec ale on jest grzeczny, ma szacunek do płci przeciwnej swojego gatunku.
Zaatakowanie człowieka przez pumę zdarza się niezwykle rzadko.
Jenoty sa w Polsce od dawna, nie pamietam dobrze ale chyba byly juz przed wojna.
Jenoty, ponoć, zostały przywleczone z Syberii w czasie pobytu Armii Radzieckiej na naszych ziemiach.
Super zdjęcia:) Nawet nie wiedziałam, a może wiedziała a nie zdawałam sobie sprawy z tego jak piękne zwierzaki mozna spotkać w Pl. No spotkania z tą myszką nie chciałabym przeżyć, ale zdjęcie jest super;)
Pozwolę sobie wkleić linka do artykułu (to National Geographic więc mam nadzieję, że będzie mi wbaczone; ) )
http://news.nationalgeographic.com/2016 … 20739758=1
Będąc w górach nasłuchałam się dziwnych opowieści o niedźwiedziach brunatnych, o tym jak bywają ośmielone, że potrafią wyszukiwać pożywienie ze śmietników i jak trzeba uważać, by się na nie nie natknąć. Podobno niektóre mają chipy, żeby było wiadomo, gdzie aktualnie przebywają. Turyści są tak nastawieni na wszelkie atrakcje, że nieraz zdają się nie zauważać, czym się może zakończyć chęć zrobienia fotki temu drapieżnikowi. Nie spotkałam na górskich szlakach niedźwiedzia, ale może ktoś z was przeżył bliskie spotkanie z niedźwiedziem brunatnym i chciałby się podzielić wrażeniami?
Przestrzega m.in. przed rozrzucaniem śmieci na terenie Parku, a także przed hałasowaniem i zbliżaniem się do dzikich zwierząt. Należy pamiętać o tym, aby nie dokarmiać dzikich zwierząt na terenie parków górsich ani nie wprowadzać psów, które niedźwiedzie mogą potraktować jako przekąskę.
Chciałam napisać coś na temat lisów. Mieszkam na południe od Londynu. Pociągiem 40 minut. Ostatnio w moim ogrodzie mieszka 5 lisów. Ludzie je karmią. Widziałam jak lisia mama miała w pysku 4 hamburgery.
Pozdrawiam
W UK lisy czuja sie bezpieczne, poniewaz w zasadzie tu nie ma psow wolno biegajacych, wiec lisy nie maja naturalnych wrogów. A poniewaz jest to wyspa wolna od wscieklizny ludzie tez sie lisow nie obawiaja i dlatego tez lubia je dokarmiac. Co niekoniecznie jest rozsadne, ale ...
Z innych ciekawostek mozna by dodac papugi z parkow londyńskich.
W londynie mowi sie juz o pladze papaug - jest to potomstwo zrodzone przez uciekinierow z domowych hodowli. Rzecz bylaby zabawna gdyby nie fakt, ze tych ptakow sa tysiace, a poniewaz wiele srednich gatunkow papug nie ma naturalnych wrogow na wyspie - rozmnazaja sie bez problemu. Male gatunki, chociaz teoretycznie wrogow maja, to jednak ptaki drapiezne nie przyzwyczajone do ich widoku, krzykliwego ubarwienia, halasliwosci i latania w duzych stadach - tez je skezetnie omijaja.
W parku kolo Buckingham Palace jak sie pospaceruje w okolicy zachodu slonca to czasem mozna je uslyszec (i zobaczyc) jak sie nawoluja z czubkow drzew.
(Problem zdziczalych papug to nie jest jedynie problem Londynu, ale juz wielu miast europejskich o lagodnej zimie).
Lisica z hamburgerami w pysku - to dopiero musiał być widok.Lisy jak koty.
Oby te papugi nie były takie nachalne jak mewy nad morzem:)
Odnawiam temat. Czy to możliwe, ze pies był taki mądry?
Kamerka samochodowa nagrała niecodzienną sytuację. Kierowca spostrzegł na przejściu dla pieszych w miejscowości Bilcza (woj. świętokrzyskie) stojącego psa, który chciał przejść na drugą stronę ulicy. Zatrzymał się, by przepuścić czworonoga. Nie zrobili tego jednak dwaj kierowcy jadący z naprzeciwka. Zwierzę przekroczyło krawędź jezdni dopiero, gdy droga była zupełnie wolna i bezpieczna. (WP TV)
https://www.youtube.com/watch?v=gTEOjA6Rt8E
Ciekawe czym się pies kierował, przechodząc przez jezdnię?
Odnawiam temat. Czy to możliwe, ze pies był taki mądry?
Kamerka samochodowa nagrała niecodzienną sytuację. Kierowca spostrzegł na przejściu dla pieszych w miejscowości Bilcza (woj. świętokrzyskie) stojącego psa, który chciał przejść na drugą stronę ulicy. Zatrzymał się, by przepuścić czworonoga. Nie zrobili tego jednak dwaj kierowcy jadący z naprzeciwka. Zwierzę przekroczyło krawędź jezdni dopiero, gdy droga była zupełnie wolna i bezpieczna. (WP TV)
https://www.youtube.com/watch?v=gTEOjA6Rt8E
Ciekawe czym się pies kierował, przechodząc przez jezdnię?
Mało że jest to możliwe, to sam widziałem wiele wiejskich kundli, które czekały grzecznie przed przejściem. Dopiero jak widziały wolną drogę wchodziły na przejście. Często przejeżdżam przez wieś gdzie przebiega droga krajowa. Psy są tam tak nauczone, że chodzą tylko po przejściach i czekają aż samochody przejadą. Może te które tego nie ogarnęły już nie żyją, ale kilka takich psów "włóczykijów" widywałem dość często.
Wychodzi na to, ze najmądrzejsze są kundelki:D
Ciekawi mnie skąd wiedzą, że mogą przejść na drugą stronę.
Kilka miesięcy temu pośrodku skrzyżowania spacerował sobie spory pies. Wszyscy kierowcy się zatrzymywali, choć mieli zielone światło. A on sobie powolutku przeszedł, nie spiesząc się. Och, gdyby tak piesi mogli wolniutko przechodzić na przejściu!
Wychodzi na to, ze najmądrzejsze są kundelki:D
Ciekawi mnie skąd wiedzą, że mogą przejść na drugą stronę.
No przecież to proste. Wiedzą stąd skąd i my. Obserwują i uczą się. Skoro widzą, że ludzie przechodzą na zielonym, to robią to samo. Skoro ludzie stają i obserwują drogę, to znaczy, że mają w tym cel i psy szybko zauważają jaki.
Miałem kiedyś kundla. Ojciec wymyślił sobie hodowlę gęsi. Kilkuletniego psa nikt nigdy tego nie uczył. Sam z siebie, obserwując nas, jak zaganiamy ptaki sprawdzał tylko kierunek i zaganiał sam stado tysiąca gęsi w wybranym kierunku. Robił to tak sprytnie, że nigdy żadna gęś mu nie uciekła i nigdy żadnej nie uszkodził. Nie potrafię powiedzieć ile trwała jego nauka, ale cała hodowla trwała ze trzy, może cztery miesiące, a on pomagał przez większość czasu.
Sprytny psiak i jaki pomocny. Chyba nie wszystkie psy są takie mądre.
No, jeśli chodzi o husky, to chyba nie są takie mądre, jeśli do domu nie potrafią wrócić, a może lubią wędrować, kto ich wie.
Wychodzi na to, ze najmądrzejsze są kundelki:D
Ciekawi mnie skąd wiedzą, że mogą przejść na drugą stronę.Kilka miesięcy temu pośrodku skrzyżowania spacerował sobie spory pies. Wszyscy kierowcy się zatrzymywali, choć mieli zielone światło. A on sobie powolutku przeszedł, nie spiesząc się. Och, gdyby tak piesi mogli wolniutko przechodzić na przejściu!
Nie,kundelki nie są najmądrzejsze.
Po prostu ludzie trzymając kundelki na wsi nie interesują się czy ich pies przeżyje czy nie.Jak go auto zabije to wezmą drugiego.
Rasowe psy nie są rozdawane za friko więc taki nabywca,kiedy za psa zapłaci nie będzie chciał zaraz kasy stracić więc "rasowca"nie puszcza na ulicę -proste.
Sprytny psiak i jaki pomocny. Chyba nie wszystkie psy są takie mądre.
No, jeśli chodzi o husky, to chyba nie są takie mądre, jeśli do domu nie potrafią wrócić, a może lubią wędrować, kto ich wie.
To psy bardzo niezależne,to wszak rasa pierwotna.One nie chcą trafić do domu.
Są trudne do wychowania bo nie są wpatrzone w człowieka-nie bardzo zależy im by człowieka zadowolić.
Summerka napisał/a:Sprytny psiak i jaki pomocny. Chyba nie wszystkie psy są takie mądre.
No, jeśli chodzi o husky, to chyba nie są takie mądre, jeśli do domu nie potrafią wrócić, a może lubią wędrować, kto ich wie.To psy bardzo niezależne,to wszak rasa pierwotna.One nie chcą trafić do domu.
Są trudne do wychowania bo nie są wpatrzone w człowieka-nie bardzo zależy im by człowieka zadowolić.
Czy w ogóle husky dają się wychowywać? Mam wątpliwości. Zdarzyło mi się kiedyś opiekować, wspominam do dziś:)
A tak a propos rasowy a kundel. Ja miałem spanielo pudła. Moja kuzynka miała rodowodowego sznaucera olbrzyma. Pies kilkakrotnie wsiadł do autobusu, pojechał na drugi koniec miasta, tam pobył czas jakiś i wrócił na piechotę. Nigdy by się nie dowiedzieli gdzie pies znika na kilka dni, gdyby ich znajoma im nie powiedziała, że tam bywa i nie prześledzili jego drogi. Pies nie wybierał linii, bo spod domu miał tylko jedną, ale sama historia mnie zafascynowała. Ja tego psa znałem do mniej więcej dwóch lat. Potem, prawie dziesiec lat później, spotkałem go znów i witał mnie tak jakbym bywał u nich codziennie.
Inna historia. Mój kundel był agresywny w stosunku do psów. Kiedyś zaatakował owczarka niemieckiego. Że sznaucer kuzynki i mój kundel to byli kumple, to sznaucer okraczyl mojego i przycisnął go do ziemi, żeby już nie napadał biednego ONa.
Większość ludzi uważa psy za tępe maszynki do sztuczek, ale moje doświadczenia wskazują że są one bardzo inteligentne. Są posłuszne, bo lubią sprawiać przyjemność właścicielom, ale robią to tylko w takim zakresie w jakim chcą.
A tak a propos rasowy a kundel. Ja miałem spanielo pudła. Moja kuzynka miała rodowodowego sznaucera olbrzyma. Pies kilkakrotnie wsiadł do autobusu, pojechał na drugi koniec miasta, tam pobył czas jakiś i wrócił na piechotę..
Ciekawe jak udało mu się wsiąść, że nikt nie zwrócił na niego uwagi. Nie jest malutkim pieskiem.
![]()
troll napisał/a:A tak a propos rasowy a kundel. Ja miałem spanielo pudła. Moja kuzynka miała rodowodowego sznaucera olbrzyma. Pies kilkakrotnie wsiadł do autobusu, pojechał na drugi koniec miasta, tam pobył czas jakiś i wrócił na piechotę..
Ciekawe jak udało mu się wsiąść, że nikt nie zwrócił na niego uwagi. Nie jest malutkim pieskiem.
Ten na zdjęciu jest mały. Kuzynki pies jak mnie witał, to trzymajac mi łapy na ramionach patrzył na mnie (185 cm) z góry. Mój spanielo pudel był większy od spaniela, a ten go okraczyl jak ratlerka.
A na twoje pytanie odpowiem tak- spróbuj takiego potwora zatrzymać. Każdy się cieszył że pies od niego bezpośrednio nic nie chce. Jedyną osobą która miała nad nim pełną władzę był mój wujek, z którym pies chodził potulnie jak baranek. Dla reszty świata jedyna nadzieją było to że nie był zanadto agresywny, tzn. miał w życiu ze dwóch wrogow- doga który spacerował na "jego" terenie i jeszcze jakiegos psa którego uznał za uzurpatora.
A na twoje pytanie odpowiem tak- spróbuj takiego potwora zatrzymać. Każdy się cieszył że pies od niego bezpośrednio nic nie chce. Jedyną osobą która miała nad nim pełną władzę był mój wujek, z którym pies chodził potulnie jak baranek. Dla reszty świata jedyna nadzieją było to że nie był zanadto agresywny, tzn. miał w życiu ze dwóch wrogow- doga który spacerował na "jego" terenie i jeszcze jakiegos psa którego uznał za uzurpatora.
Zatrzymać się nie da, ale obezwładnić albo wezwać straż miejska czy policję można:) I pomyśleć ,że taki olbrzym sam się umiał wyprowadzić na spacer.
troll napisał/a:A na twoje pytanie odpowiem tak- spróbuj takiego potwora zatrzymać. Każdy się cieszył że pies od niego bezpośrednio nic nie chce. Jedyną osobą która miała nad nim pełną władzę był mój wujek, z którym pies chodził potulnie jak baranek. Dla reszty świata jedyna nadzieją było to że nie był zanadto agresywny, tzn. miał w życiu ze dwóch wrogow- doga który spacerował na "jego" terenie i jeszcze jakiegos psa którego uznał za uzurpatora.
Zatrzymać się nie da, ale obezwładnić albo wezwać straż miejska czy policję można:) I pomyśleć ,że taki olbrzym sam się umiał wyprowadzić na spacer.
Czasy były nieco inne. Czarnuchów jeszcze nie było, a milicja miała takie rzeczy w ... nosie. Pies miał swoje humory i nie humory. No, było jak było. Ja go wspominam bardzo dobrze. Był wspaniałym opiekunem dla nastolatki i jej, również wczesnonastoletniego, kuzyna. Przy nim jedynym zagrożeniem jakie mogło nas spotkać, była sprawa sądowa gdyby ktoś próbował nas ruszyć. Pływał jak ryba, potrafił wypłynąć kilkaset metrów w morze, czasem nawet w czasie mniejszych sztormów. Do wujostwa, jak przeprowadzili się do domku, jako do jedynych na ulicy, nikt nigdy się nie włamał. Jak pies swoim donośnym basem witał intruza, nikt by się nie odważył nawet próbować. Kilka razy jego mądrość powstrzymała nas od niebezpiecznych zabaw. Pies po prostu nam je uniemożliwił.
Sznaucer ma 60-70 cm w klebie, wg. wzorca. Wiec takim olbrzymem nie jest. No chyba ze to nie byl sznaucer.
Sznaucer ma 60-70 cm w klebie, wg. wzorca. Wiec takim olbrzymem nie jest. No chyba ze to nie byl sznaucer.
Chyba że to był rodowodowy sznaucer, któremu się za bardzo urosło. Był rodowodowym sznaucerem z pierwszego miotu. Czy naprawdę wierzysz, że życie jest pod sznurek? Nie wiem czy się orientujesz, ale na tym mniej więcej polega ewolucja. Przypadkowa zmienność w przyrodzie powoduje, że co jakiś czas pojawiają się inne osobniki i jeśli są lepiej przystosowane do panujących warunków, to one zostają, a te zgodne z dotychczasowym wzorcem, są recesywne. Na szczęście wujek nie był powalonym hodowcą i nie pozbył się psa ze względu na niezgodność z wzorcem.
Troll, miłe masz wspomnienia z dzieciństwa. Nie wiem czy sznaucer może być tak duży, z perspektywy dziecka inaczej to wygląda. Sama pamiętam, będąc dzieckiem (trudno uwierzyć, a jednak:)) jak wielka była dla mnie owca, niczym kucyk:)
Jako tylko czasowa opiekunka czworonogów, nie mam zdania na temat wielkości sznaucerów.
A propos dużych psów. Przeczytałam, że najwyższym psem był Zeus, dog niemiecki,który żył tylko 6 lat. Obecnie do księgi rekordów Guinnessa.wpisany został inny dog niemiecki George, też już nieżyjący, ponad 1,5 m wysokości (109 cm w kłębie), ponad 2 m długości, waga 111 kg. Podczas podróży samolotem musiał zająć aż trzy miejsca pasażerskie. (Dogopedia.pl).

PS Pozdrawiam autora tego wątku, Wielbiciela Lidji Bacic.
Troll, miłe masz wspomnienia z dzieciństwa. Nie wiem czy sznaucer może być tak duży, z perspektywy dziecka inaczej to wygląda. Sama pamiętam, będąc dzieckiem (trudno uwierzyć, a jednak:)) jak wielka była dla mnie owca, niczym kucyk:)
Jako tylko czasowa opiekunka czworonogów, nie mam zdania na temat wielkości sznaucerów.
Ten pies był moim kumplem jak byłem bardzo młody. Nie pamiętam kiedy to było dokładnie. Natomiast jak wujostwo przeprowadzili się do innego miasta spotkałem go ponownie po kilku latach, będąc już na studiach. Może mentalnie byłem jeszcze dzieckiem, ale fizycznie byłem już dużym chłopcem i pamiętam jak pies, witając mnie jakby mnie nie było zaledwie tydzień, skoczył na mnie, przyparł mnie do ściany i lizał po twarzy. Ja stałem wyprostowany, a on miał łapy na moich ramionach. Jego następczyni tej samej rasy wydawała mi się miniaturową namiastką "prawdziwego" sznaucera.
PS. Sprawdziłem. Pies był z 1973-1974 roku, a ja miałem z nim kontakt mając 8-20 lat. Nb pozylo sobie psisko strasznie długo jak na takiego olbrzyma. Ale może pomógł mu fakt, że wuj czasem dawał mu koniak, który pies uwielbiał.
Nie ma znaczenia czy pierwszy czy inny miot - niby czemu? Wzorzec to wzorzec. Owszem sa psy przerosniete - ale w sznaucera ktory jest naprawde wielki - czyli dobrze powyzej 80 cm w klebie nie wierze.
Chyba ze to nie byl sznaucer.
Moja obecna trojka jest nieco wieksza niz wzorzec sznaucera (odpowiedno dla psa-suki) i uwazam je za male.
Moja obecna trojka jest nieco wieksza niz wzorzec sznaucera (odpowiedno dla psa-suki) i uwazam je za male.
Femte, masz trzy sznaucery?
Femte ma charty.
Nb pozylo sobie psisko strasznie długo jak na takiego olbrzyma. Ale może pomógł mu fakt, że wuj czasem dawał mu koniak, który pies uwielbiał.
Nie wiedziałeś pewnie,że psy dużych ras zyją zdecydowanie krócej niż małych.
Chyba że to był rodowodowy sznaucer, któremu się za bardzo urosło. Był rodowodowym sznaucerem z pierwszego miotu. Czy naprawdę wierzysz, że życie jest pod sznurek? Nie wiem czy się orientujesz, ale na tym mniej więcej polega ewolucja. Przypadkowa zmienność w przyrodzie powoduje, że co jakiś czas pojawiają się inne osobniki i jeśli są lepiej przystosowane do panujących warunków, to one zostają, a te zgodne z dotychczasowym wzorcem, są recesywne. Na szczęście wujek nie był powalonym hodowcą i nie pozbył się psa ze względu na niezgodność z wzorcem.
Wiesz,rodowodowy może być jedynie pies,który ma rodowodowych rodziców.Jesli rodzice tego psa odbiegali od wzorca to nie mogli zostać reproduktorem/suką hodowlaną.Ewolucja ma naprawdę niewiele wspólnego ze zmianą eksterieru psa danej rasy.To hodowcy mają wpływ na ich wygląd a nie ewolucja ![]()
Żaden normalny hodowca nie pozbywa się psa bo nie odbiega od wzorca.Ale pies z pewnością nie był reproduktorem.
Femte ma charty.
troll napisał/a:Nb pozylo sobie psisko strasznie długo jak na takiego olbrzyma. Ale może pomógł mu fakt, że wuj czasem dawał mu koniak, który pies uwielbiał.
Nie wiedziałeś pewnie,że psy dużych ras zyją zdecydowanie krócej niż małych.
Nie i to na pewno dlatego napisałem że żył strasznie długo jak na swój rozmiar.
troll napisał/a:Chyba że to był rodowodowy sznaucer, któremu się za bardzo urosło. Był rodowodowym sznaucerem z pierwszego miotu. Czy naprawdę wierzysz, że życie jest pod sznurek? Nie wiem czy się orientujesz, ale na tym mniej więcej polega ewolucja. Przypadkowa zmienność w przyrodzie powoduje, że co jakiś czas pojawiają się inne osobniki i jeśli są lepiej przystosowane do panujących warunków, to one zostają, a te zgodne z dotychczasowym wzorcem, są recesywne. Na szczęście wujek nie był powalonym hodowcą i nie pozbył się psa ze względu na niezgodność z wzorcem.
Wiesz,rodowodowy może być jedynie pies,który ma rodowodowych rodziców.Jesli rodzice tego psa odbiegali od wzorca to nie mogli zostać reproduktorem/suką hodowlaną.Ewolucja ma naprawdę niewiele wspólnego ze zmianą eksterieru psa danej rasy.To hodowcy mają wpływ na ich wygląd a nie ewolucja
Żaden normalny hodowca nie pozbywa się psa bo nie odbiega od wzorca.Ale pies z pewnością nie był reproduktorem.
Był reproduktorem, ale na własną, niepokorną, łapę. ![]()
Miał rodowodowych rodziców i udokumentowany rodowód bodajże na trzy pokolenia wstecz. Był z miotu alfa, tak przynajmniej mówiło się czterdzieści kilka lat temu i dlatego miał imię na A. Tak podobno jest (albo było) wśród psów rasowych. Zresztą z imienia wydedukowałem ile żył lat, bo imię było związane z wydarzeniem z 1973 roku, a wiem też na pewno że widziałem go jeszcze w 1986 roku. Ale nie istotne. Nie będę więcej udowadniał że nie jestem koniem. Historie są prawdziwe. Kto nie wierzy ma do tego prawo. Kto wierzy temu dziękuję za zaufanie.
Nie i to na pewno dlatego napisałem że żył strasznie długo jak na swój rozmiar.
Wybacz ale nie zrozumiałam za bardzo tego.Po tym jak piszesz,że pies żył około 13 lat to nadal nie pojmuję.Dla Ciebie 13 lat to mało? U tak dużego psa?
Był reproduktorem, ale na własną, niepokorną, łapę.
Miał rodowodowych rodziców i udokumentowany rodowód bodajże na trzy pokolenia wstecz. Był z miotu alfa, tak przynajmniej mówiło się czterdzieści kilka lat temu i dlatego miał imię na A. Tak podobno jest (albo było) wśród psów rasowych. Zresztą z imienia wydedukowałem ile żył lat, bo imię było związane z wydarzeniem z 1973 roku, a wiem też na pewno że widziałem go jeszcze w 1986 roku. Ale nie istotne. Nie będę więcej udowadniał że nie jestem koniem. Historie są prawdziwe. Kto nie wierzy ma do tego prawo. Kto wierzy temu dziękuję za zaufanie.
Nie chodzi o to czy ktoś wierzy czy nie,nie zachowuj się jak obrażalski chłopaczek:) Chodziło jedynie o to,że ewolucja nie miała wpływu na to,że pies był duży.
Był reproduktorem, ale na własną, niepokorną, łapę.
Miał rodowodowych rodziców i udokumentowany rodowód bodajże na trzy pokolenia wstecz. Był z miotu alfa, tak przynajmniej mówiło się czterdzieści kilka lat temu i dlatego miał imię na A. Tak podobno jest (albo było) wśród psów rasowych. Zresztą z imienia wydedukowałem ile żył lat, bo imię było związane z wydarzeniem z 1973 roku, a wiem też na pewno że widziałem go jeszcze w 1986 roku. Ale nie istotne. Nie będę więcej udowadniał że nie jestem koniem. Historie są prawdziwe. Kto nie wierzy ma do tego prawo. Kto wierzy temu dziękuję za zaufanie.
Szkoda, że nie masz fotki. Chętnie zobaczyłabym jak wyglądał.
Myślę, że wszystko możliwe, bo tak jak człowiek ma swój swój plan rozwoju w genach, tak samo i zwierzę.
Przykładem najmniejszy pies rasy Chihuahua z Wrocławia.
Gojka, dziękuję za odpowiedź.
troll napisał/a:Był reproduktorem, ale na własną, niepokorną, łapę.
Miał rodowodowych rodziców i udokumentowany rodowód bodajże na trzy pokolenia wstecz. Był z miotu alfa, tak przynajmniej mówiło się czterdzieści kilka lat temu i dlatego miał imię na A. Tak podobno jest (albo było) wśród psów rasowych. Zresztą z imienia wydedukowałem ile żył lat, bo imię było związane z wydarzeniem z 1973 roku, a wiem też na pewno że widziałem go jeszcze w 1986 roku. Ale nie istotne. Nie będę więcej udowadniał że nie jestem koniem. Historie są prawdziwe. Kto nie wierzy ma do tego prawo. Kto wierzy temu dziękuję za zaufanie.Szkoda, że nie masz fotki. Chętnie zobaczyłabym jak wyglądał.
Myślę, że wszystko możliwe, bo tak jak człowiek ma swój swój plan rozwoju w genach, tak samo i zwierzę.
Przykładem najmniejszy pies rasy Chihuahua z Wrocławia.Gojka, dziękuję za odpowiedź.
Summerko,ten nieszczęsny cziłka to odpowiedź na chęć posiadania kieszonkowego psa przez ludzi nie mających pojęcia o tym,że kupują psa kalekiego.
Kynologia w swoich działaniach nigdy nie dążyła do karłowacenia. Osobniki skrajnie małe nigdy nie były kojarzone z osobnikami tak samo małymi, ponieważ czystym prawem genetyki jest to, że potomstwo będzie również skrajnie małe a długotrwała hodowla w ten sposób prowadzi do powstania karłów. Karły nie są korzystne w żadnym znanym gatunku. Zawsze są jednak słabsze, mają różne schorzenia, problemy. U ras które i tak są miniaturowe karłowacenie jest jeszcze bardziej tragiczne w skutkach... Bardzo często karłowate suki nie mają cieczek, nie są w stanie same urodzić, a ciąża może je zabić.
Pomińmy już fakt chorego wyglądu takiego zwierzaka, jego trudności w każdej dziedzinie życia...
Summerko,ten nieszczęsny cziłka to odpowiedź na chęć posiadania kieszonkowego psa przez ludzi nie mających pojęcia o tym,że kupują psa kalekiego.
Kynologia w swoich działaniach nigdy nie dążyła do karłowacenia. Osobniki skrajnie małe nigdy nie były kojarzone z osobnikami tak samo małymi, ponieważ czystym prawem genetyki jest to, że potomstwo będzie również skrajnie małe a długotrwała hodowla w ten sposób prowadzi do powstania karłów. Karły nie są korzystne w żadnym znanym gatunku. Zawsze są jednak słabsze, mają różne schorzenia, problemy. U ras które i tak są miniaturowe karłowacenie jest jeszcze bardziej tragiczne w skutkach... Bardzo często karłowate suki nie mają cieczek, nie są w stanie same urodzić, a ciąża może je zabić.
Pomińmy już fakt chorego wyglądu takiego zwierzaka, jego trudności w każdej dziedzinie życia...
Skarlałe pieski wymagają dodatkowej opieki. Wprawdzie ten jada drobinkę karmy, ale ile z takim maleństwem kłopotu, a ile wymaga troski, żeby nie stała mu się krzywda.
Ksiega rodowodowa sznaucerow zostala zamknieta dawno temu - do KW raczej nie przyjmuja od co najmniej wieku. Trzy pokolenia to za malo zeby psa uznac za rasowego.
Wiec to raczej urban legend.
Albo nierodowodowy pies "w typie" albo kundel.
na pocieszenie -rodowod moich mozna wyprowadzic od czasow Elzbiety Wielkiej. Nawet jest to technicznie mozliwe.
Ksiega rodowodowa sznaucerow zostala zamknieta dawno temu - do KW raczej nie przyjmuja od co najmniej wieku. Trzy pokolenia to za malo zeby psa uznac za rasowego.
Wiec to raczej urban legend.
Albo nierodowodowy pies "w typie" albo kundel.
na pocieszenie -rodowod moich mozna wyprowadzic od czasow Elzbiety Wielkiej. Nawet jest to technicznie mozliwe.
To by oznaczało, że rodowodowych jest mniej niż myślałam, prawdziwej psiej arystokracji nie jest za wiele. Stąd dziwne zachowania niektórych rasowych psów. Golden niby powinien być łagodny dla dzieci, a jednak słyszałam o przypadku ugryzienia przez niego dwulatka. Może gdyby miał rodowód, można by było przewidzieć wszystkie jego zachowania i nie byłoby mowy o atakowaniu dzieci.
Nie uważacie, ze w Polsce coraz więcej jest gatunków inwazyjnych. Ostatnio widziałam fotkę raków, ale nie tych polskich żyjących w czystych wodach, tylko pręgowanych, które mogą żyć w zanieczyszczonych zbiornikach wodnych i są nosicielami zarazków chorobotwórczych. Nie mają żadnych wrogów, więc rozmnażają się bez przeszkód. Same chyba nie przywędrowały do nas.
Strony Poprzednia 1 … 5 6 7
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » W KRĘGU DOMOWEGO OGNISKA » Nasze gawędy o zwierzętach
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026