Facet79, brutalnie nazwę rzecz po imieniu: zerowe powodzenie u kobiet mają tylko różnorodne pierdoły i niedorajdy. Pozwoliłam sobie na takie określenia, ponieważ bycie pierdołą i niedorajdą nie jest nikomu zesłane od losu. To wybór danego człowieka, czy Ci się to podoba, czy nie. Skutek jego postępowania i myślenia w przeszłości i obecnie. Czasem, jeszcze głębiej sięgając - wynik wychowania. Pierdołą można przestać być, ale to bardzo ciężka praca. Wieloletnia. Zrzucenie winy na zły los, który zesłał na bidusia brak powodzenia to, w porównaniu z pracą nad sobą, naprawdę lekkie i przyjemne rozwiązanie. Dlatego większość bidusiów wybiera tę drogę. I do końca życia pozostają bidusiami, użalającymi się na zły los.
Powodzenie u kobiet nie jest jedyną ważną sprawą w życiu. Jeśli ktoś wybrał życie samotnika to ok. Ale ten ktoś powinien być wtedy szczęśliwym i spełnionym człowiekiem - w końcu żyje zgodnie ze swoimi wyborami. U Ciebie jakoś tego szczęścia nie widać (nawet w Twoim własnym wątku o pozytywach samotności). To nie był więc Twój świadomy wybór.
Owszem, przyjmuję do wiadomości, że ktoś może zaprzestać starań (lub nigdy nie podjąć) o relacje z kobietami. Ten ktoś może sobie chodzić do prostytutek. Jego wybór.
Ale, jakbyś nie zauważył, wypowiadamy się w wątku 20-latka. I, również jakby umknęło Twojej uwadze, od początku protestuję wyłącznie przeciwko chodzeniu do prostytutki 20-latków pod pretekstem, że niby nie mają powodzenia u kobiet. Człowiek 20-letni nie jest w stanie właściwie ocenić wpływu takiej decyzji na swoje dalsze życie. To zbyt wczesna kapitulacja, zbyt wczesna pora na takie kroki.