Sama i samotna...:(((((((((
Podobne tematy
Iwosia, tylko na razie, przejściowo jesteś sama i czujesz się samotna, każdego po rozstaniu dopada dolec, ale przebolejemy te "straty" nawet jakby miało to trwać rok, dwa i zaczniemy żyć jako kobiety po tych przejściach zdecydowanie silniejsze i rozsądniejsze....ja już czuję większy przypływ energii (na reszcie po ok 9 miesiącach!!!), zawzięłam się niemiłosiernie na te "spadki psychiczne"i zamierzam pobiec w sezonie wiosennym, na razie w półmaratonie...idzie mi na siłowni doskonale, robię wybieganie, wprowadziłam interwały, początki kiepskie 8km/h, ale zdaję sobie sprawę, ze miałam długą przerwę i jestem już 40+ i tak mi się zdaje, że szaleję z tymi siłowymi treningami, ale dobrze się czuję i do tej pory nie doskwierają mi żadne kontuzje:)
Miałam dziś zaproszenie na Andrzejki do klubu od znajomych, mogłam też wpaść do szwagra-Andrzeja,ale za diabła mi się nie chce
, tak ostatnio intensywnie żyję, że chodzę nie dospana i nie ciągnie mnie do jakiejkolwiek rozrywki ![]()
Iwosia, ja w tym okresie co Ty teraz jesteś, odchodziłam od zmysłów, miałam taką deprechę, że myślalam, ze nigdy się to nie skończy i widzisz, jest teraz o niebo lepiej, pojawia się częściej usmiech a zanika nostalgia i ciemne myśli...Ty też tak będziesz miała, a pewnie szybciej się pozbierasz...
Sylwestra 2012/13 przeżyłam podobnie jak Ty ryczałam, tak głośno, sąsiedzi by się zbiegli, dobrze iz w całym bloku chyba nikogo nie było... tylko ja, tak jak Ty dziś...sama i samotna, kiedy inni bawili się witając NR..nawet nie złożyłam jemu życzeń noworocznych, bo wyłączył komórkę, jak zobaczył, że dzwonię....miał mnie za NIC, za kompletne ZERO, że nawet nie zasłużyłam sobie na dobre słowo w tym dniu.... wtedy pewnie bawił się szampańsko z nową kobietą....nigdy nie czułam się bardziej upokorzona niż wtedy...znienawidziłam ten obecny jeszcze rok na wejściu, rok rozpaczy,cierpień, pustki....wcale mi nie jest żal, że odchodzi, bo wiem, że Nowy przyniesie Nam miłe niespodzianki, same dobre rzeczy, wewnętrzny spokój i najważniejsze zdrowie...Jestem pewna, że tak będzie.....
PS. Iwosia, jak syn jest po jelitówce, to chuchaj i dmuchaj na niego, organizm jest osłabiony i narażony na kolejne wirusy..w zeszłym roku 2-krotnie ją przechodziłam w odstępie miesiąca, myslałam, że umrę tak ostro u mnie było....Iwośka jestem przy Tobie kobieto, nie dawaj się, pozdrawiam !!! Pa
68 2013-11-30 20:45:49 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-11-30 21:35:10)
Evitta dziękuje za słowa pocieszenia i otuchy:)ja tez mialam zaproszenie na impreze jeszcze taka przebierana ale nie poszłam..kazdy z kims bedzie a ja ?sama jak palec...jak bym sie czula.......i siedze w domu:(małego nie ma,u babci jest.......,a mi sie niechce nic.......jak wrocilam z pracy tak siedze ,leze,chodze,jem i nic mi sie niechce.......moje kolezanki szykuja sie na bal.....,bo inaczej to pewnie bym wyszła gdzies...
Evitta TY miałas gorzej niz ja,bo dłuzej bylas w związku,z gorszego powodu sie rozpadl i wogole..więc super ze juz jestes na takim etapie jakim jestes:)podziwiam naprawde...
Wiesz ja wcale nie czuje sie tak zle bez niego,bo i tak zawsze bylam sama bo go nie bylo na najwazniejszych imprezach czy jakis tam innych okolicznosciach,byl zazwyczaj obrazony..,ja poprostu czuje sie samotna:(i w tej kwestii mysle ze sie cofnęłam...
Mam znajomego z którym spedzilam 4 dni miesiac temu,bylismy na drinku,na drugi dzien u mnie na piccy,na rozmowach itp.on mnie wyleczyl po czesci z tej toksycznej znajomosci bo ja znajac siebie dzis bym umierała z bólu bo to za krótki czas........ale jego nie ma wyjechal do Anglii.......moze jak przyjedzie to pogadamy moze i sie umowimy niewiem bo to takie wszystko jak choragiewka na wietrze,a niechce sie nastawiac..........a uwierz mi ze niechce mi sie ani z facetami umawiac,ani chodzic na randki,odnowa poznawac czy on nie kłamca czy nie kolejny piotrus pan..masakra,....chyba zwyczajnie jeszcze nie czas na to.....i dobrze bo znów by bylo...
Wiesz jestes naprawde super kobieta,siłownia,sporty,super.....ja chodze na siłownie miesiac i ani kilo nie ubylam,ja niewiem jak to jest.........?tyle sie umecze...co prawda sie nie wazylam ale wydaje mi sie ze nic....:(ale chodze tez tak jak TY poniewaz sie dobrze czuje:)w takim badz razie dzis odpoczywamy:)ja tez codziennie zabiegana,nie mam czasu to dzis zrobie sobie kąpiel,moze maseczke cos tam cos tam....a jutro juz mamy grudzien...,czas tak szybko płynie.........musi byc dobrze....buziaki.
Strasznie mocno przesladuje mnie mysl ze juz zawsze bede sama,ze juz nigdy z nikim nie bede,ze nie ma facetów takich prawdziwych facetów...:(
Jak tam Iwosia po domowym SPA odpoczęłaś w wannie,..??, na pewno nastrój sie poprawił:)....dzisiaj chyba ja zaaplikuje sobie saunę, ale nie wiem czy się wyrobię z pracą, odkładaną sukcesywnie....muszę dzis przysiąść, bo chodzą za mną zaległości w pracy...
Fajnie, ze masz kolegę do "wygadania"..ja chyba nie potrafię przyjaźnić się z facetami, wychodzi zaraz ze mnie to "kochanie za bardzo" i albo ja się angażuję w taką relację, albo druga strona...i z przyjaźni nici
chyba w ogóle w kontaktach z mężczyznami zawsze cos u mnie szwankowało, niby funkcjonuję w znajomościach "sparowanych" koleżanek, ale widzę zawsze jakiś mur między ich partnerami/ mężami...chyba tylko z jednym mężem koleżanki mogę się wyluzować i powiedzieć , że jego naprawdę lubię...
Widzę, że kiedyś otwarta, szczera do bólu mam teraz zahamowania wobec facetów, zżera mnie podejrzliwość tak jak Ciebie czy aby nie oszuka, czy nie wykorzysta....nie szukam, a Ci co się pojawiają są uwikłani w problemy rodzinno-finansowe i takich omijam, żeby znowu nie wpasować się w rolę wybawicielki bo wiem, jaka to pułapka i do czego prowadzi....może kiedyś odbuduję to zaufanie, ale na dziś jest to niemożliwe....nie umawiam się, nie chcę, nie jestem gotowa, zresztą pewnie znowu powieliłbym stary schemat "poświęcania się" ...i cały okres terapii szlag by trafił...:) Co to to nie :-) Poświęcam się teraz temu co uwielbiam robić czyli sportom, wprowadziłam odpowiednią dietę i mam w planach jeszcze zrobić jakieś studia, podyplomówkę, nie wiem czy podołam,bo już teraz ledwo co się, ale mam szansę dostać dofinansowanie na dokształcanie, i goni mnie czas, do jutra muszę wybrać formę i kierunek studiów....U mnie świeci pięknie słoneczko, może jakiś dziś spacer zaplanuję,oby nie w łzach jak ostatnio....Pozdrawiam :-)
70 2013-12-03 12:56:12 Ostatnio edytowany przez jaina (2013-12-03 13:02:25)
Evitta, dziękuję za ciepłe słowa. Oczywiście się z Tobą zgodzę, masz rację to jest toksyczne i powinno się jak najszybciej skończyć. Ale z doświadczenia wiemy że to nie jest takie proste, niestety
. U mnie sytuacja cały czas się zmienia ostatnio skończyło się na tym że spotkaliśmy się żeby porozmawiać, powieszałam mu że możemy jeszcze raz spróbować to naprawić (tak wiem, ośmieszyłam się całkowicie) a on powiedział że nie ma do czego wracać, że spotkania ze mną nie dają mu żadnej przyjemności. Potem kiedy już ochłonął powiedział że on chce przerwy, separacji dlatego że... pragnie innych kobiet. Że jest młody i nie chce być w stabilnym związku, że musi się najpierw wyszaleć żeby mu było dobrze. Że lepiej teraz niż kiedyś w małżeństwie. To mnie troche zabolało, jak mógł mi to zrobić. I powiedziec to wprost. On nigdy wcześniej nie oglądał się za innymi kobietami, zawsze byłam tylko ja. A do tego jest trochę oziębły, nigdy mi nie pokazywał że potrzebuje seksu, nawet mnie nie chciał. No ale cóż wyszło szydło z worka. Tylko dlaczego on mnie trzyma? Nie chce tego skończyć, cały czas zaznacza że chce tylko przerwy. Dlaczego?
Evitta, masz rację to jest jak najbardziej klasyczny przypadek. Większość facetów w głębi sa tacy z tym, że z różnym stopniu sie ujawniają. Ale nie rozumiem jak można być takim okrutnym i wyrafinowanym. Mam podobnie z tym że nie umiem nawiązywać znajomości z facetami. Teraz wszystkich wrzucam do jednego worka. Chociaż od zawsze miałąm takie coś że im nie ufałam, kiedy któryś próbował się zbliżyć to wysyłałam mu sygnał "nie zbliżaj się do mnie", tylko temu jedynemu się to udało. Dlatego tak się przywiązałam między innymi. Nie wiem co teraz będzie, chciałąbym się uwolnić od tego spętania uczuciowego. Jak to możliwe że jedna strona kocha całym sercem a druga nie dość że wcale, to jeszcze grzeje sobie tyłek podle to wykorzystując? Ja juz chyba nikomu nie zaufam. To już moja druga nieudana relacja...
Gratuluę wytrwałości w sporcie
Z doświadczenia wiem, że to na prawdę doskonały sposób na wszelkie depresje. Sama zaczęłam ćwiczyć i jest mi troszeczkę lepiej, a przynajmniej podczas ćwiczeń nie myślę o nim. Wiesz, zrobiło mi się trochę cieplej na duszy jak czytam że udaje Ci się dojśc do siebie, robisz plany na przyszłość, układasz życie na nowo... Czyli można z tego wyjść...
Witam:)co słychac?
U mnie leci,zrobilo sie zimno i mrozno..brrrr.....az sie niechce z domu wychodzic...
nie mam czasu na nic ale to chyba akurat dobrze..
Powiem tak,ze jest lepiej codziennie jest coraz lepiej,co nie znaczy ze swietnie ale lepiej....wiadomo powoli a do celu...
Dzis mnie męczy pytanie..Czy po rozwodzie istnieje szansa na normalne zycie?na normalny zwiazek?czy po rozwodzie mozna stworzyc jakas normalna relacje czy jest to mozliwe?czy to juz bedzie takie w cały swiat?bo jakos mi sie wydaje ze skoro osoby byly sobie przeznaczone do malzenstwa to czy da rade zeby w innym zwiazku stworzyly dom rodzine?kurcze tak mysle i niewiem..........;(
Cześć dziewczyny i czytający ten wątek:),
tylko męskim imieniem można było nazwać orkan szalejacy po całej Polsce hihihi takie spustoszenie to tylko jakiś tam Xaweryi i mój były K., mógł zgotować
, dzisiaj szłam przez park, wśród szalejących konarów drzew, z duszą na ramieniu..naprawdę wystraszyłam się tej wichury, mało mi głowy nie urwało....
Cieszę się Iwosia, że coraz lepiej u ciebie, dzielnie sobie radzisz, SUPER I TAK TRZYMAJ !!!!kiedys pisałaś, ze cierpisz przez samotność,myślę, ze najbardziej "zabiegani", z tysiącem pasji ludzie borykają się z taka pustką i tęsknotą za bliskością i po prostu naturalnym dzieleniem codzienności z inną osobą...często się dzieje, że własnie uciekają przed sobą, przed "tym" problemem rzucając się w wir różnych zajęć, aby zabić czas..jesli daje im to szczęście, wewnetrzne spelnienie, to ok, ale co, kiedy ta ucieczka jest tylko takim substytutem, połowicznym szczęściem, które nie daje satysfakcji..??? Chyba wtedy mozna to nazwać akceptacja niechcianej sytuacji, czekaniem z dnia na dzień na tego "kogoś", najbardziej bałabym się tzw.przyzwyczajenia iz będę sama...
Wiesz, mi się wydaje, ze nie ma czegoś takiego, że osoby są sobie w małżeństwie przeznaczone, bo co jest tym wyznacznikiem takiego przeznaczenia??? Szczęście małzonków..??? Staż związku??? Ilość spłodzonych dzieci..??? Ja teraz wiem, i jestem w stanie wypunktować co może mi dac spełnienie w związku, ale nie mogę twierdzic, że to co mi da teoretycznie szczęście,da to mojemu partnerowi....Życie jest tak nieprzewidywalne, że nie mamy pojęcia co zdarzy się za chwilę, i czy za rogiem nie czeka na nas miła niespodzianka, wszystko, zarówno złe jaki dobre może się zdarzyc...w naszym interesie jest, aby swoimi wyborami, przemyslanymi decyzjami zminimalizować rzeczy złe a generować sobie samemu piekne chwile, radość, realizację marzen etc. pod warunkiem, że mamy wpływ na to, co przynosi życie, bo czasem nie mamy np. choroba, smierć, rozstanie itp......buu
Jaina, te meskie gadanie o przerwach w związku, dawanie czasu na przemyslenie, to moim zdaniem czysta wymówka, chyba jasno wyraził Ci, ze nie ma zamiaru tego związku ciągnąć, wiem, jesteś zawiedziona, żal nie daje spokoju, ale im szybciej dasz jemu wolność i zaakceptujesz fakt, że nie jesteście juz razem, tym szybciej dojdziesz do siebie, inaczej będziesz opcją w zanadrzu, a jak się panu może odwidzi pewnego dnia, to wróci i co udasz, że potraktował Cię jak śmiecia???....nie przestań
, szanuj się jesli tego żądasz od innych, a szczególnie od facetów....wdałam się przypadkowo ostatnio na forum w dyskusję z mężczyznami na temat godności kobiet..i 90% potwierdziła, że nic ich tak nie mierzi jak kobieta, która się nie szanuje, mają ją za nic i salwują się od takiej ucieczką....
Piszesz, ze to Twoja druga porazka w związku, myslę, że zrozumienie mechanizmu w jaki wpadasz w nieudane zwiazki leży głebiej, moze sięga dysfunkcyjnej rodziny, niskiej samooceny, przyczyn moze być wiele..polecam Ci książke na początek autorki Pia Mellody-"Toksyczna miłość" w PDF znajdziesz, dowiesz się tam wielu ciekawych rzeczy, zaczniesz rozumiec, dociekac..przejdziesz ścieżkę samopoznania....życzę Ci abys zaznała samoświadomości, dotarła do wniosków, czasem bardzo bolesnych...są one jednak nieodzowne aby poczuć spokój, potrzebny do osiągnięcia równowagi i gotowości startu w nowe lepsze życie...ja doswiadczyłam, i nadal doswiadczam tego i nie wiem, nie potrafię tego wytłumaczyć racjonalnie, ale jest mi dobrze, czasem świetnie
...tego nie zaznałam będąc w byłym związku....
Udaje się, dziewczyny udaje się NAPRAWDĘ, żal pozostaje tylko po co??? Po jaką cholerę tkwiłam 4 lata z kimś, kto mnie tak dolował,krytykował, wykorzystywał... bo czy byłabym milutka, czy jak harpia wredna to i tak ta relacja skończyła by się porażką...tego jestem pewna....
pozdrawiam was kobietki, jurto znowu siłka i nowy, lepszy dzień
Buziaki:*
Jakby mi kobieta wciąż truła i się awanturowała, to też nie chciałoby mi się uczuć okazywać i prędzej czy później uciekałbym biegiem z takiego związku ![]()
Jakby mi kobieta wciąż truła i się awanturowała, to też nie chciałoby mi się uczuć okazywać i prędzej czy później uciekałbym biegiem z takiego związku
Wez ogarnij..........
Alis, a kiedy się przyszło u Ciebie opamiętanie, jak byłaś jeszcze z nim w związku , czy po rozstaniu? Ile zajęło Ci to uwalnianie się od toksyka??? Słyszałam, że im bardziej zatruty był związek, tym dłuzej trwa dochodzenie do siebie, ponoć toksyczne związki trwające do 4 lat ( czytałam gdzieś o tym ), nie degenerują trwale psychiki, po tych wielo-, wieloletnie pozostają już psychiczne wraki i trzeba mieć wiele samozaparcia, aby dojść po tym wszystkim do normalnego stanu, choć blizna po przeżyciach pozostaje pewnie długo, moze czasem na całe życie.
witam;)
odpowiadam na twoje pytanka .
po 1 opamiętanie przyszło gdy byłam jeszcze z nim w związku.
po2 po kilku latach małżeństwa.
co do psychiki to nadwyrężył ją ale nie na tyle by mnie zniszczyć.
tak na prawdę to nie złamał mnie do końca mimo że byłam przez niego zaszczuta jak pies.
strach ,panika obawa o jutro to było na porządku dziennym. w tamtym okresie było mi bardzo ciężko bo z tym problemem musiałam radzić sobie sama. nie miałam rodziny a znajomi powoli się ode mnie odsuwali. byłam zdana tylko na siebie.
udało się. zrobiłam to dla córki i siebie.
))))))
No to Alis musze przyznać, że twarda sztuka z Ciebie
, poczytałam Twoich postów troszkę...ja też dostrzegałam jeszcze w związku moją krzywdę. ale zadziwiająco biernie a właściwie nic z tym nie robiłam, tylko "przyglądałam" się temu z bólem w sercu zamiast juz dawno wywalić go z mojego życia,..u Ciebie doszedł do głosu czysty rozsądek, a u mnie choleryczny impuls, ale i tak teraz jak włączyłam rozum, to wdzięczna jestem za tę moją "wybuchowość" i co za tym idzie szybkość decyzji:)....na szczęście nie pozostawił mi "po sobie" dziecka (mam córkę z poprzedniego związku), ale.....od czasu do czasu przychodzą awiza listów poleconych do niego (chyba urzędowych)...i nie wiem co mam z tym zrobic
...nie mam z nim i NIE CHCĘ mieć ŻADNEGO kontaktu (mieszka i pracuje z 350 km ode mnie), po odejściu wykasowałam jego tel. (niby jakieś tam cyferki pamiętam ;P ), ale naprawdę wolałabym nie kontaktować się z nim nawet w tej sprawie, skasowałam tez namiary do jego szwagra, któremu ewentualnie mogłabym jego pocztę oddać, wyslać-znam adres..., ale pomyślałam sobie, że skoro sam jaśnie pan nie zadbał o info do urzedów o zmianie adresu, to ja nie zamierzam byc jego posłańcem.....
PS.Iwosia co tam u Ciebie?? Mnie dopadają ciągle jakies przemyslenia
mozna by je było juz skatalogować w poszczególne kategorie...
..dzis temat po silowni "kiedy przejdzie mi "warczenie" na facetów?, co jakiś się popatrzy z zainteresowaniem, to ja z politowaniem odsyłam go wzrokiem z kwitkiem.... no tak mam i nic nie poradzę......
Witam:)dawno nic nie pisałam..nie mam czasu poprostu ten okres jest taki ze nie bardzo mam kiedy usiasc i napisac kilka słow...a ciekawa jestem co u Ciebie Ewitta???????
U mnie lepiej,codzien to lepiej...ciesze się z tego chyba....,ale tez zastanawiam sie jeszcze nad wszystkim,wspominam ale juz nie tak bolesnie..,a jak juz nasunie mi sie temat byłego to szybko zmieniam mysli..,musze stwierdzic ze jestem z siebie dumna:)no tak,skoro tak juz potrafie to jest niezle:)
Pozatym musze wiecej czasu poswiecic synowi bo ostatnio jest cos nie halo...rozwydrzony sie zrobil ze tak powiem ....:)
Powiem jedno,ze z jednej strony bardzo bym chciala miec kogos,przytulic sie do kogos a z drugiej niechce mi sie...,niechce mi sie chodzic na randki,spotykac,poznawac kogos od nowa,czy jest taki siaki,czy owaki...jakos niechce mi sie...
Stwierdzam to po tym ze ostatnio sie z kims spotkalam i pierwsze co to odrazu zaczely sie porownywania ze z tamtym to bylo fajniej itd...wiec stwierdzilam ze nie jestem gotowa na takie rzeczy....a szkoda bo facet mna zauroczony a ja?nic mnie w nim nie ruszyło..ech....ale smieje sie z tego to jest ok:)))
Gorzej bo swieta za tydzien a ja nie cierpie...:(kiedy lubiłam ,kiedy mialam normalnie....rodzine.męża......kurde...tak mi to wszystko przeleciało koło nosa,lata najlepsze mineły i moje 5 minut na scenie również......i gdzie tu sie zaczepic?Ewitta co u Ciebie jak dajesz rade,jak przed swietami i wogole napisz cos bo jestem megaaaa ciekawa:)pozdrawiam cieplutko:)
Hejka wszystkim:-)
też ostatnio jestem totalnie zabiegana, nie mam czasu dosłownie na nic
, wczoraj skończyłam grupę wsparcia i jakaś taka pustka mnie ogarnęła, w ogóle jak się coś kończy, zaczynam popadać w jakąś niewytłumaczalną panikę i na nowo odczuwam lęki, jakiś strach przed zapełnieniem czymś sensownym tego czasu....jakoś wczoraj dziwnie się poczułam, znałam tyle historii, intymnych spraw kobiet z grupy, były chwile żalu, złości i rozpaczy, przeżywanej razem, a gdy ostatni raz się widziałyśmy, to każda powiedziała zdawkowe "cześć" i każdy poszedł w swoją stronę, nawet nie obgadałyśmy czy będziemy kontynuować naszą znajomość, jakoś bezpłciowo się to na zakończenie rozmyło..:-( ale może tak powinno być ..?? Niby mam maile, tel., ale myślę, że każda chciałaby tę traumę jakoś zakończyć, może o to tu chodzi.....
Iwośka, tak sobie pomyślałam, że albo pędzisz na pełnych obrotach w tym przedświątecznym transie, albo już oderwałaś się od "tych" spraw i powróciłaś do normalności, nie odwracając się za siebie.... brawo, że odganiasz te czarne myśli o nim, też łapię się na tym, że już tak nie siedzi w mojej głowie, chyba odzwyczajam się od tego, że go po prostu już w moim życiu nie ma i nie będzie.....boję się też zaczynać coś nowego, chyba też włącza mi się "porównywarka", że tam było lepiej, bardziej po męsku, więc odpuszczam te znajomości....Fajnie ,że masz adoratora, ważne dla samego poczucia w sobie kobiecości i wartości, którą tak poprzednicy bezwzględnie zdeptali...niech ich szlag ;(
Uciekam jutro od tych świąt, wylatuję do Barcy i nie bedzie mnie przez tydzień....wszyscy nawijają u mnie w pracy wokoło o ciastach, kto z kim świętuje, o prezentach itp i itd, a dla mnie to matrix jakiś.... będę wśród palm, odcięta...ponoć Hiszpanie świętują tylko 25.12, więc nastawiam się na nieco inne przeżywanie i dobrze mi z tą świadomością...
Wszystkim dużo zdrowia, optymizmu, wewnętrznego spokoju i spełnienia marzeń w te święta, Iwośka a Ty synka ode mnie uściskaj i daj mu trochę luzu, jak to chłopak musi się wyszaleć w ten magiczny ,świąteczny czas
, mocno Cię ściskam i powiem, że ogromną mi sprawiłaś niespodzianę tym, że taka silna i zdecydowana jesteś!!! Tak trzymaj kochana...Buziaki
Witam:)dawno nic nie pisałam..nie mam czasu poprostu ten okres jest taki ze nie bardzo mam kiedy usiasc i napisac kilka słow...a ciekawa jestem co u Ciebie Ewitta???????
U mnie lepiej,codzien to lepiej...ciesze się z tego chyba....,ale tez zastanawiam sie jeszcze nad wszystkim,wspominam ale juz nie tak bolesnie..,a jak juz nasunie mi sie temat byłego to szybko zmieniam mysli..,musze stwierdzic ze jestem z siebie dumna:)no tak,skoro tak juz potrafie to jest niezle:)
Pozatym musze wiecej czasu poswiecic synowi bo ostatnio jest cos nie halo...rozwydrzony sie zrobil ze tak powiem ....:)
Powiem jedno,ze z jednej strony bardzo bym chciala miec kogos,przytulic sie do kogos a z drugiej niechce mi sie...,niechce mi sie chodzic na randki,spotykac,poznawac kogos od nowa,czy jest taki siaki,czy owaki...jakos niechce mi sie...
Stwierdzam to po tym ze ostatnio sie z kims spotkalam i pierwsze co to odrazu zaczely sie porownywania ze z tamtym to bylo fajniej itd...wiec stwierdzilam ze nie jestem gotowa na takie rzeczy....a szkoda bo facet mna zauroczony a ja?nic mnie w nim nie ruszyło..ech....ale smieje sie z tego to jest ok:)))
Gorzej bo swieta za tydzien a ja nie cierpie...:(kiedy lubiłam ,kiedy mialam normalnie....rodzine.męża......kurde...tak mi to wszystko przeleciało koło nosa,lata najlepsze mineły i moje 5 minut na scenie również......i gdzie tu sie zaczepic?Ewitta co u Ciebie jak dajesz rade,jak przed swietami i wogole napisz cos bo jestem megaaaa ciekawa:)pozdrawiam cieplutko:)
"Wobec wszystkiego, co Ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój.
Wybór należy do Ciebie."
Ewitta odezwij sie co u ciebie???????
Witajcie,
minał chyba z miesiąc jak nie pisałam, dawno nie czułam się tak dobrze, jak na wyjeździe, oderwałam się od tego wszystkiego, miałam czas na przemyślenie siebie i emocjonalne uspokojenie-było po prostu rewelacyjnie, w zupełnej samotności, choć z córką..ale ona miała swoje towarzystwo, zwiedzałyśmy miasto oddzielnie z racji różnych zainteresowań....oprócz drobnostki- pan piotruś czyli ex odezwał się tuż przed świętami, jak gdyby nic, dla mnie te smsy to prawdziwe okrucieństwo i podłość, inaczej tego nie odbieram, szuka pretekstu, aby sie zobaczyć ze mną, wymyśla, że zostawił jakieś swoje rzeczy ( kilka starych ręczników, które leżą od 5 lat w piwnicy innego mojego mieszkania), natychmiast je musi mieć, nie licząc się z tym, ze mogę mieć inne plany, albo, że nie mam ochoty go już oglądać-żenada. Chyba zapomniał, że po 4 latach związku po perfidnej zdradzie spakowałam go i nic więcej nie mam mu do przekazania. Odpisałam jemu, choć czułam ogromną niechęć, ale obawiałam sie dalszego bombardowania eskami a przecież nie po to wyjechałam, aby być nękana przez niego... Odpisałam grzecznie, acz dosadnie, że przebywam za granicą i po powrocie jak będę mieć czas, to podrzucę te rzeczy do jego szwagra...
Nie rozumiem takich egoistów, 8 miesięcy zdradzał mnie z premedytacją, w związku mnie nie szanował, nie kochał, ignorował i wykorzystywał....i aż po prawie roku,gdy prawdopodobnie nowa jego pani przejrzała na oczy, może się już nią znudził, może samotne święta były motywatorem, aby przypomnieć sobie o starej zabawce, która zawsze była pod ręką, którą można było pomiatać, poniżać i podręczyć,a kiedy się znudziła, bo inna nowa trafiła w ręce, można ją było wyrzucić na śmietnik....On nic nie zrozumiał, kompletnie nic, nie ma wyrzutów, poczucia winy....mnie w jego przypadku wyrzuty za coś takiego chyba by zabiły, zapadłabym się pod
ziemię a on potwierdził takim zachowaniem, że nigdy nie dojrzeje, zawsze będzie jak kazdy narcyz nastawiony na własne przyjemności, potrzeby i wygodę. Znalazł dla mnie w swoim życiu rolę mamusi, jak nawet narozrabia, to przyjmie z powrotem, wybaczy i jeszcze pogłaszcze po główce...Nawet jakbym się zmusiła do bycia z nim jeszcze(co absolutnie wykluczam), to jestem pewna na 100%, że z nim się nigdy i nikomu nie uda, bo on nie jest w stanie stworzyć normalnego związku, jedynie patologiczny, bo taki go tylko kręci, wyzwala adrenalinę i daje euforię a kto na dłuższą metę wytrzyma takie jazdy??? Chyba ktoś taki jak on sam... a ja jestem już inna, nie wiem czy lepsza, może trochę "naprawiona", ale pracuję nad sobą, pomału kroczek za kroczkiem staram się powrócić do "żywych", wiele pojęłam...najważniejsze, ze nie chcę już żadnego z nim kontaktu, zamknęłam za nim drzwi i zabiłam gwoździami, amen!!!
Iwosia, mnie trapi tylko to o czymś kiedyś wspominałaś, ja nie potrafię wejść w nowe relacje z mężczyznami, wiem, za wcześnie jeszcze, nie jestem gotowa i ja nawet nie dążę do tego na siłę, ale zauważyłam, że ktoś inicjuje jakieś spotkanie bez podtekstu, a ja to olewam, nie zależy mi na podtrzymaniu jakichkolwiek kontaktów z facetami, choć gdzieś głęboko tęsknię za bliskością, przytuleniem, czułością
....a jak tam u Ciebie, co z Twoim znajomym?? Nadal masz jego wsparcie??? Jak dajesz radę?? Oddał Ci w końcu Twoje rzeczy, czy nadal uważa, że nie ma potrzeby....pisz proszę bo umieram z ciekawości, chodzisz nadal na siłke, bo ja systematycznie:-), już mam taki przyrost mięśni, że chyba muszę przystopować....cieplutko pozdrawiam Iwosia