netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

92 odpowiedzi10 449 wyświetleńzałożony przez szakisz, 14.09.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 93 z 93 ]

66

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
szakisz napisał/a:

Averyl oczywiście, że NIE SĄ złe, ale czy takie fundamentalne zasady muszą koniecznie wypływać z dekalogu? Czy nie można ich naturalnie przyswoić w procesie wychowania rezygnując z odniesień do religii? To są najbardziej podstawowe rzeczy, z których każdy człowiek żyjący i funkcjonujący w społeczeństwie musi sobie zdawać sprawę.

Oczywiście. Wielokrotnie dowiedziono że pewne normy są przestrzegane, ponieważ życie społeczne byłoby po prostu bez nich niemożliwe. Jak rzadko nie będę obrażał rozmówców, tłumacząc jak w sposób świecki pewne normy uzasadnić.

67

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Naprawdę nie wiem Averyl czego nie rozumiesz. Myślałem, że temat sformowałem jasno i klarownie, ale widać, że nie, więc spróbuję jeszcze raz smile
Chodzi mi o sytuację, gdy wychowujemy się w określonym systemie wartości. Dorastamy i w między czasie dochodzimy do wniosku że to co wpoili nam rodzice, w naszym przypadku w ogóle się nie sprawdza. Nie pasuje to do nas i nie chcemy tak żyć. Moje pytanie brzmi: czy jesteśmy w stanie wybudować w sobie od podstaw całkiem nowy system wartości, przeciwny do tego w którym nas wychowano (wcale nie z powodu "widzi mi się" czy na złość rodzicom, ale dlatego, bo czujemy taką potrzebę). Czy człowiek jest w stanie zerwać z korzeniami i wybudować swój światopogląd kompletnie od podstaw czy jednak to jak wychowali nas rodzice jest nie do zmiany nawet jeśli tego chcemy? Rozumiesz teraz?

68 Ostatnio edytowany przez czasymira (2013-09-18 18:57:25)

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Szakisz moim zdaniem to jest bardzo trudne....bo to jest w głowie jak taki algorytm z licznymi zmiennymi x i y ......i teraz one łączą się z innymi zmiennymi z innych rodzin.....
Ja wywnioskowłam że najłatwiej jest sie po prostu przeprowadzić do innego miejsca, np. wziąść jakiś kredyt, ale moja matka, która jest ekonomistką odradza mi takie rozwązanie, ogólnie nie widzi dla mnie perspektyw i musze tyrać w handlu....z kolei mój ojciec twierdzi, że mam sie po prostu wyprowadzić , nie ważne że nie ma gdzie itd.....Ogólnie najlepiej jest poznać kogoś na jakiś układ, na jakąś umowe miedzy wami i wtedy czas pokaże
czy sie to uda czy nie...

69

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

czasymira nie za bardzo wiem, jaka jest sytuacja u ciebie w domu, ale słowa typu: "Nie widzę dla ciebie żadnych perspektyw" nie powinny nigdy paść z ust rodzica w stronę dziecka. To nic pozytywnego nie wnosi nie jest ani żadną konstruktywną krytyką ani nic, a może bardzo zdołować. Pamiętaj, że możemy osiągnąć wszystko, bo jedynymi osobami, które nas ograniczają jesteśmy my sami. Trzymaj się smile

70 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2013-09-18 19:27:31)

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
szakisz napisał/a:

Witam. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że poniższy temat przedstawia sytuację całkowicie hipotetyczną i ma za zadanie jedynie zachęcić wszystkich forumowiczów do otwartej dyskusji. Wahałem się czy temat ten umieścić tu czy może w dziale "Religia", ale pomimo tego, że być może zahaczę o jakieś wartości moralne to chciałbym spojrzeć na człowieka bardziej od strony jego psychiki i uniknąć słynnych już tam wojen "ateista vs. katolik" (dla mnie osobiście takie wojny nie mają sensu). A więc do rzeczy...
Wyobraźcie sobie normalnego przeciętnego człowieka, który wychowywał się od dzieciństwa w pewnym określonym systemie wartości. Rodzice wpajali mu od małego potrzebę pomagania innym, dobroć i szacunek dla każdego człowieka, szanowanie przyrody i innych stworzeń, uczciwość, prawdomówność, szczerość. Ogólnie mówiąc wychowali go na dobrego sympatycznego gościa, który nigdy nikomu specjalnie nie przeszkadzał i wolał raczej pomagać niż "kłaść ludziom kłody pod nogi". I w tym momencie pytanie do Was. Czy człowiek jest na tyle silnym psychicznie indywiduum, że może sobie pewnego dnia powiedzieć:"OK, to co wpajali mi rodzice nie sprawdziło się, wyrzucam to wszytko i od dziś następuje zmiana o 180°."? Czy z fajnego, sympatycznego człowieka może się stać nagle za przeproszeniem ch*j i sku***syn, egoista, który nie będzie liczył się z nikim i z niczym. Nie będzie patrzył dalej niż czubek własnego nosa, a wszystkich, którzy przeszkadzają mu w dojściu do celu będzie po prostu deptał. Czy do takiej zmiany wystarczy powiedzenie sobie: "od dziś jestem wredny" czy może potrzeba jakiegoś traumatycznego przeżycia? Czy taka zmiana będzie tylko tymczasowa czy może być stała? Czy łatwiej jest się zmienić z "dobrego" w "złego" czy odwrotnie. A może po prostu tego czego nas nauczono i co zasiali w nas rodzice nie da się wyplenić i wszytko sprowadza się do udawania i "zakładania maski"? Zapraszam do dyskusji wink

Hmm. Jesli ktos byl wychowany w duchu uczciwosci i szacunku do innych, co uwazam, nie jest ani przecietne ani bardzo czeste - to moim zdaniem , NIE MA POWODU, by sie zmieniac o 180 st, gdyz - uczciwosc i szacunek do innych, a takze milosc, lączą sie scisle z szacunkiem i miloscia oraz uczciwoscia DO SAMEGO SIEBIE, czyli poczucia stalosci wewnetrznego szczescia. Wiec po co cos zmieniac? Zmianę wymusza DYSKOMFORT psychiczny. Mozliwy i b czesty, moim zdaniem jest kierunek odwrotny - tzn - bylo sie malym, nieswiadomym swoich poczynan wrednym czlowieczkiem, a przy tym bardzo nieszczesliwym i zle czujacym sie ze sobą - zmiana wymusza start w doroslosc - czlowiek dorasta, dorosleje i czesto jest lepszym czlowiekiem i wszystko co za tym idzie.

Co do Hitlera - nie zapominajcie, ze on wierzyl w swoją ideologię.

71

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Benita72 wszystko fajnie, ale nie rozumiem jednego:

Benita72 napisał/a:

Co do Hitlera - nie zapominajcie, ze on wierzył w swoją ideologię.

Co to ma wspólnego naszą dyskusją o Hitlerze? Poza tym chyba każdy człowiek, który ma jakąś ideologię wierzy w nią. Od tego jest ideologia, czyż nie?

72

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
szakisz napisał/a:

Naprawdę nie wiem Averyl czego nie rozumiesz. Myślałem, że temat sformowałem jasno i klarownie

...być może ale chyba po drodze zgubiłeś sens własnego wątku.

Na ile jesteśmy panami własnych przekonań?
Jeśli własnych - to 100%.
Jeśli jesteś oportunistą, to przyjmujesz to, co najpierw rodzice ci wpajają, potem koledzy w szkole, szef, żona, kochanka... rzeczywiście złudzenie własnych/niewłasnych dla niektórych może być trudne do ogarnięcia.

szakisz napisał/a:

Wyobraźcie sobie normalnego przeciętnego człowieka, który wychowywał się od dzieciństwa w pewnym określonym systemie wartości. Rodzice wpajali mu od małego potrzebę pomagania innym, dobroć i szacunek dla każdego człowieka, szanowanie przyrody i innych stworzeń, uczciwość, prawdomówność, szczerość. Ogólnie mówiąc wychowali go na dobrego sympatycznego gościa, który nigdy nikomu specjalnie nie przeszkadzał i wolał raczej pomagać niż "kłaść ludziom kłody pod nogi". I w tym momencie pytanie do Was. Czy człowiek jest na tyle silnym psychicznie indywiduum, że może sobie pewnego dnia powiedzieć:"OK, to co wpajali mi rodzice nie sprawdziło się, wyrzucam to wszytko i od dziś następuje zmiana o 180°."? Czy z fajnego, sympatycznego człowieka może się stać nagle za przeproszeniem ch*j i sku***syn, egoista, który nie będzie liczył się z nikim i z niczym. Nie będzie patrzył dalej niż czubek własnego nosa, a wszystkich, którzy przeszkadzają mu w dojściu do celu będzie po prostu deptał.

Przeciwstawiłeś obraz człowiek wartościowego, godnego, bo jego wartości nie sprawdzają się, czyli że chodzi ci o wartości bardziej współczesne egoizm, wygodnictwo, zabawa. Nie zauważyłam, by w pierwszym tekście była refleksja nad powodem zmiany. Ot, zwykły oportunizm (nie zmiana poglądów). Następnych wypowiedziach podkreślałeś, że chodzi ci o zmianę o 180st.
Mała powtórka z geometrii - 180st to wykręcasz się plecami do tego, co chwilę wcześniej miałeś przed oczami.

Później zrodziała ci się trochę inna koncepcja, że jednak chodzi o świadomą zmianę

szakisz napisał/a:

Dorastamy i w między czasie dochodzimy do wniosku że to co wpoili nam rodzice, w naszym przypadku w ogóle się nie sprawdza. Nie pasuje to do nas i nie chcemy tak żyć. Moje pytanie brzmi: czy jesteśmy w stanie wybudować w sobie od podstaw całkiem nowy system wartości, przeciwny do tego w którym nas wychowano (wcale nie z powodu "widzi mi się" czy na złość rodzicom, ale dlatego, bo czujemy taką potrzebę).

Jeżeli jest to przemyślana zmiana poglądów, jeżeli dorosłeś do pewnych postaw życiowych - to na czym problem polega? nie musisz nic robić wbrew sobie, żyjesz w harmonii z sobą samym - gdzie tu konflikt?
Chyba masz trochę dziecięce spojrzenie na świat, odnoszę wrażenie jakbyś chciał trochę zbuntować się, ale tak na dobrą sprawę nie wiesz, dlaczego, ani po co, chciałbyś, by odbyło się to bez konsekwencji dla ciebie, (szczególnie tych niemiłych). Czasem tak się nie da, czasem trzeba stanąć samemu przeciwko czołgom! by bronić własnych poglądów, albo położyć uszy po sobie i grzecznie wykonywać to, co inni od ciebie oczekują.

Myślę, że tobie przydałaby się zmiana o 360st, albo 720st, czy nawet 1080st wtedy mógłbyś dalej zastanawiać się czy można zmienić się o 180st i być sobą, a jednocześnie korzystać z tego, co fajne w starym układzie i korzystać z tego co jeszcze fajniejsze w nowym układzie, i jeszcze móc od czasu do czasu zachować się jak kawał "ch*j i sku***syn" w zależności od potrzeby chwili lol big_smile lol

73

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Averyl nie wiem my się chyba nie dogadamy. Nie wiem czemu na siłę doszukujesz się dziur w temacie tam gdzie ich nie ma. Każdy się wypowiada i problemu nie widzi. Nie wiem, może to moja wina, może źle piszę, ale po wypowiedziach widać, że nikt nie ma problemu z tym tematem. Poza tym, dlaczego oportunizm nie miałby być świadomą formą zmiany poglądów? Zresztą w pierwszym zdaniu tematu napisałem, że temat jest całkowicie hipotetyczny i ma za zadanie jedynie SKŁONIĆ DO ROZWAŻAŃ Ja proszę, żebyś przeczytała odpowiedzi użytkowników jeszcze raz, albo niech ktoś z użytkowników ci wytłumaczy o co chodzi, bo chciałbym ci umożliwić komfort dyskusji, a nie wiem co jeszcze mógłbym zrobić hmm

74

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Hej. No widzę że cały wszechświat zmierza do tego byśmy byli szczęśliwi..Nawet reklama Fiata Professional daje do myślenia. Szakisz Ty o pięknej , roześmianej buźce, może opowiesz mi w końcu, co u Ciebie spowodowało tę potrzeba zmian ?! I powiedz jak to zrobić żeby nie zmieniając wiele zmienić coś.....?

75

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Averyl chyba wiem o co mu chodzi...."poczucie winy", czyli jesteśmy wychowani w wierze kk...i teraz np. on zrobi coś złego i sam narzuca sobie chłoste, sam się rozgrzesza w odrebie własnego sumienia....może o to chodzi kochana?!...hmm

76

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Droga czasymiro ja nie wiem czy jestem najlepszym osobnikiem do dawania jakichkolwiek rad.  U mnie to nie było wcale bezbolesne, więcej nawet, to była walka sama ze sobą. Nie planowałem tego nawet. Spotkały się dwie osoby z równie silnym temperamentem, ale o dwóch kompletnie różnych systemach wartości. Ja - zawsze chętny do pomocy, bardziej patrzący na dobro drugiego człowieka niż własne. Na przeciwko stoi druga osoba - człowiek pełen egoizmu, nie patrzący dalej niż czubek własnego nosa, idący po trupach do celu. Była walka poglądów i to ostra. Ja przegrałem, ta druga osoba wygrała. Dopiero wtedy wziąłem siebie "pod lupę" i zastanawiać się: "dlaczego przegrałem?" Przemyślałem wszystko, przewertowałem (chodziłem z tymi przemyśleniami ponad rok) i doszedłem do wniosku, że nie wszystko to co mam jest tak naprawdę w zgodzie ze mną samym. Najśmieszniejsze było to, że nigdy wcześniej siebie tak dogłębnie "nie badałem". Dlatego moim zdaniem taka dosyć dużo zmiana w nas samych zawsze wymaga jakiegoś "traumatycznego" wydarzenia, które zmusi nas do autorefleksji. I tak naprawdę nie ma jakiegoś "złotego środka" na taką przemianę. Wszystko to jest bardzo osobiste i indywidualne. Choć w moim przypadku na pewno nie była to taka ekstremalna zmiana o  180°.

77

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Bo ludzie są jak dwie krople wody czasem, jak je położysz obok siebie w pewnej odległości na lisku zielonym np. , to one tak drżą i lgną do siebie...jakby chciały się połączyć, jak im to ułatwisz to one zamieniaja się w mig, w jedną krople....Przypuszczam że ty i ta osoba tak właśnie wymieniliście sie tymi energiami i Ty teraz jesteś zakłopotany...Ogólnie to jeszcze jest dobrze, jak rozdzielisz się z tym kimś i musisz teraz zrobić pożądek we własnej głowie...

78

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

No właśnie, pierwsze co było to był strach i nienawiść do tej osoby. Nie wiedziałem czemu to wszystko w co wierzę upada i czemu tak szybko. Chciałem to w panice ratować, tylko nie wiedziałem jak hmm Wziąłem głęboki oddech i doszedłem do wniosku, że to ja sam w sobie muszę dokonać zmian. I cieszę się z tego co jest teraz. Uwierz mi jednak, że dobrze że nie muszę tej osoby już widywać big_smile

79

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

uważam ze jesteśmyw  stanie oderwac się od korzeni i trwać w imię całkiem innych idealów.. ale czy jest ku temu sens?? czy nie stajemy się wtedy bezwolni i nie tracimy czegoś waznego???

Jestem osoba, która ma syndrom tzw. judyma, poczęsto pomagam innym , zupełnie beiznteresownie

pomijam fakt że nie raz jestem oszukiwana, czasami pojawia się myśl że nie warto.. a jednak jestem nadal taka.. moze troche daje się wykorzystywać,, nie wiem, pewnie tak.

Często też jest tak ze mam bardzo silnie wpojone poglądy na pewne sprawy, np religia, przyjazń , polityka i td.. potrafie ich bronić argumentami, lubię taka słowną batalię, bez wyzwisk i przytyków.

Ale neistety okazuje się że osoby które mają silnie zakorzenione rpzekonania, lubia mówić co myslą , nie są lubiane, są nawet eliminowane , uważane za odmieńca, nie pasującego do ogółu....

80

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Mi sie wydaje, że osobowość i charakter człowieka to złożona rzecz, więc nie tylko rodzice mają na nas wplyw, ale także szereg innych czynników. No i czlowiek ma też wolną wolę, uczy sie na błędach (zazwyczaj big_smile) wyciąga wnioski... I sam może wybierać to, jak chce żyć. Wychowanie ma wpływ, tak samo jak otoczenie rówieśników, także sytuacja finansowa i inne. Ale silna osobowość może wszystkie wzorce odrzucić i wybrać sobie swoje własne..

81 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-22 05:14:06)

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
szakisz napisał/a:

Spotkały się dwie osoby z równie silnym temperamentem, ale o dwóch kompletnie różnych systemach wartości. Ja - zawsze chętny do pomocy, bardziej patrzący na dobro drugiego człowieka niż własne. Na przeciwko stoi druga osoba - człowiek pełen egoizmu, nie patrzący dalej niż czubek własnego nosa, idący po trupach do celu. Była walka poglądów i to ostra.

No dobrze, ludzie z dwóch różnych światów się spotkali na przecięciu swoich dróg - jak to określa pewna terminologia wektorowa, jedna prosta pozioma empatyczna; druga pionowa egoistyczna . Sprowadzenie ich do jednej pozycji - bardziej  równoległej - to albo odchył od normy u człowieka normalnego, albo odchyłka ku normalności u egoisty. W rezultacie żaden nie znormalnieje, ale za to obaj zidiocieją do reszty big_smile

szakisz napisał/a:

Ja przegrałem, ta druga osoba wygrała. Dopiero wtedy wziąłem siebie "pod lupę" i zastanawiać się: "dlaczego przegrałem?"

Człowieka można zniszczyć ale nie pokonać, więc powiedzenie i poczucie się przegranym jest z założenia połowiczne. Bo zarówno coś przegrałeś ale i wygrałeś - doświadczenia i wnioski.
Obstawałbym bardziej za tym, że daliście sobie po razie, bo zarówno Ty czegoś przez to doświadczyłeś i powinieneś w sobie skorygować, a przeciwnik zmienić w sobie nastawienie do świata.
Egoista idąc po trupach do celu, to nie ma do czego potem wracać; czego wręcz przeciwnie może doświadczyć osoba z empatią do innych smile.

szakisz napisał/a:

Przemyślałem wszystko, przewertowałem (chodziłem z tymi przemyśleniami ponad rok) i doszedłem do wniosku, że nie wszystko to co mam jest tak naprawdę w zgodzie ze mną samym. Najśmieszniejsze było to, że nigdy wcześniej siebie tak dogłębnie "nie badałem". Dlatego moim zdaniem taka dosyć dużo zmiana w nas samych zawsze wymaga jakiegoś "traumatycznego" wydarzenia, które zmusi nas do autorefleksji. I tak naprawdę nie ma jakiegoś "złotego środka" na taką przemianę. Wszystko to jest bardzo osobiste i indywidualne. Choć w moim przypadku na pewno nie była to taka ekstremalna zmiana o  180°.

Wszystko jest po coś a nie dla czegoś. I jeśli z tego doświadczenia - gdzie często jest to tarcie na styku 3 kultur: schedy rodzinnej, szkolnej i gangu podwórkowego smile - nie wyciągniemy właściwych wniosków, to jak głupiec będziemy oczekiwać innych rezultatów robiąc wciąż to samo.

82

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Wychodzi na to, że na tyle jesteśmy "panami własnych przekonań" na ile osiągnęliśmy dojrzałość i asertywność by tych przekonań bronić smile oraz mądrość, która pozwala, ustąpić gdy zostajemy przekonani do innej opcji niż własna?
?Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi cierpliwość,abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.????

83

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Człowiek powinien mieć obrane cele wedlug tego, co chce osiągnąć i dążyć do nich. Oczywiście, do tego trzeba dojrzeć, trzeba mieć poczucie własnej wartości i nie ulegać wpływom otoczenia.

a tak poza tym, to co rodzice nam przekazali na pewno w nas jest, np. to czego nas nauczyli, pokazali nam, to co obserwowalismy przez cale zycie - będziemy to powtarzać o ile będzie nam to potrzebne. Możemy sami wybierać, co chcemy zatrzymac dla siebie, a co nie. Sami wybieramy nasz system wartości, sposob robienia pewnych rzeczy. To co nam nie pasuje, możemy odrzucić. Możemy czerpać wzorce też od innych ludzi. Na pewno autorytety są potrzebne, ale trzeba też zdawać sobie sprawę,że kazdy jest inny i ma inne życie i nie dą "odwzorować" życia drugiej osoby. Dlatego też ważne jest, aby żyć po swojemu... Chociaż każdy czlowiek czerpie jakieś wzorce od innych, żyjąc w społeczenstwie jednak nie chcemy być odmieńcami, chcemy aby nas akceptowano.

84

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Dobra Averyl to ja sprobuje....

1. Moja mama zawsze chciala zebym byla najpierw mala dziewczynka, pozniej dama. Nosila spodniczki, dlugie wloski, usmiechala sie milo i byla zawsze grzeczna i czysta.
Ja z biegiem czasu dostrzeglam ze nie wazne co nosisz grunt co masz w glowie i w sercu. Nie wazne jak sie strzyzesz grunt jak podchodzisz do ludzi. I ze uprzejmosc czesto potrafi byc bardzo jadowita.

2. Kolejno moja mama zawsze uwazala ze nauka jest dla mnie najwazniejsza. Ja szybko zmienilam zdanie bo nie wazne ile 5 w szkole sie zdobylo, wazne jak sobie czlowiek umial zycie ulozyc i czy byl szczesliwy. 5 w szkole szczesliwego zycia nie gwarantuja.

3. Moja mama probowala mi zaszczepic przekonanie ze rodzina jest najwazniejsza. Ja sie z tym w pewnym wieku stanowczo nie zgodzilam. Nie rodzina, odlegle ciotki czy dawno nie widziani wujkowie sa wazni ale moje wlasne szczescie do ktorego nic nikomu.

4. Moja mama probowala mi wszczepic monstrualne oczekiwania w stosunku do mezczyzn. Takie mocno ksiezniczkowate. Facet ma placic, opiekowac sie, utrzymywac, byc na kazde ksiazece zawolanie.
Ja to przekonanie odrzucilam daleko i swoje malzenstwo oparlam na partnerstwie. Wspolnie placimy, wspolnie sie soba opiekujemy i wspolnie sie braujemy z problemami. Jak moja mama sie dowiedziala ze rachunki dzielimy po polowie to przez rok nie mogla tego zrozumiec. Bo jak to tak, facet powinien placic a nie zeby kobieta placila raty czy rachunki..? smile

5. Moja mama probowala mi narzucac pewne autorytety. A ja ni cholery sie z nimi nie zgadzalam.

Wychowywana bylam w takich pogladach do wieku nastoletniego, codziennie i sumiennie.
To nie zaden nastoletni bunt zmienil moje nastawienie ale swiadome decyzje, etapy ktore przechodzilam, rozmowy ze soba. akceptacja swoich slabych i mocnych stron.
Nie zgadzalam sie z byciem ksiezniczka na tronie i uslugujacym mi mezczyza, nie zgadzalam sie z faktem ze musze podejmowac zyciowe decyzje martwiac sie o to "co sobie rodzina pomysli", nie bylo dla mnie naturalne siedzenie w ksiazkach dla samej idei....
Podjelam decyzje o odrzuceniu tych i wielu innych wpajanych mi zasad.

Owszem nie zaczne nagle prowadzic samochodu po przeciwnej stronie ulicy i przechodzic na czerwonym swietle.
Ale podjelam decyzje o tym ze bede zyc wedlug wlasnych przekonan. Nie wpajanych mi, rodzicielskich... smile

Rozumiesz o co chodzi? smile

85

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Widzę, że  do dyskusji dołącza coraz więcej różnych głosów. Jaguar dziękuję za wytłumaczenie. Miejmy nadzieję, że Averyl to wystarczy big_smile

86

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
szakisz napisał/a:

Widzę, że  do dyskusji dołącza coraz więcej różnych głosów. Jaguar dziękuję za wytłumaczenie. Miejmy nadzieję, że Averyl to wystarczy big_smile

Wydaje mi sie ze taka przemiane trzeba przejsc zeby ja zrozumiec.
Ktos kto nie mial potrzeby rewizji pogladow moze nie pojac o co chodzi smile
Stad nieporozumienie smile

87

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
szakisz napisał/a:

Witam. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że poniższy temat przedstawia sytuację całkowicie hipotetyczną i ma za zadanie jedynie zachęcić wszystkich forumowiczów do otwartej dyskusji. Wahałem się czy temat ten umieścić tu czy może w dziale "Religia", ale pomimo tego, że być może zahaczę o jakieś wartości moralne to chciałbym spojrzeć na człowieka bardziej od strony jego psychiki i uniknąć słynnych już tam wojen "ateista vs. katolik" (dla mnie osobiście takie wojny nie mają sensu). A więc do rzeczy...
Wyobraźcie sobie normalnego przeciętnego człowieka, który wychowywał się od dzieciństwa w pewnym określonym systemie wartości. Rodzice wpajali mu od małego potrzebę pomagania innym, dobroć i szacunek dla każdego człowieka, szanowanie przyrody i innych stworzeń, uczciwość, prawdomówność, szczerość. Ogólnie mówiąc wychowali go na dobrego sympatycznego gościa, który nigdy nikomu specjalnie nie przeszkadzał i wolał raczej pomagać niż "kłaść ludziom kłody pod nogi". I w tym momencie pytanie do Was. Czy człowiek jest na tyle silnym psychicznie indywiduum, że może sobie pewnego dnia powiedzieć:"OK, to co wpajali mi rodzice nie sprawdziło się, wyrzucam to wszytko i od dziś następuje zmiana o 180°."? Czy z fajnego, sympatycznego człowieka może się stać nagle za przeproszeniem ch*j i sku***syn, egoista, który nie będzie liczył się z nikim i z niczym. Nie będzie patrzył dalej niż czubek własnego nosa, a wszystkich, którzy przeszkadzają mu w dojściu do celu będzie po prostu deptał. Czy do takiej zmiany wystarczy powiedzenie sobie: "od dziś jestem wredny" czy może potrzeba jakiegoś traumatycznego przeżycia? Czy taka zmiana będzie tylko tymczasowa czy może być stała? Czy łatwiej jest się zmienić z "dobrego" w "złego" czy odwrotnie. A może po prostu tego czego nas nauczono i co zasiali w nas rodzice nie da się wyplenić i wszytko sprowadza się do udawania i "zakładania maski"? Zapraszam do dyskusji wink

Każdy rodzic chce wychować swoje dziecko na porządnego człowieka.Jednemu to się uda,innym już nie koniecznie.Opisana (hipotetyczna) sytuacja jest jak najbardziej prawdziwa, przecież właśnie tak się dzieje, żyjemy,widzimy i czasami odczuwamy to na własnej skórze. Bo jeden drugiemu rzuca kłody pod nogi,niestety  a zwłaszcza ci którzy mogliby drugiemu pomóc. Zapewne do Królowej można dostać się łatwiej,niż załatwić cokolwiek w jakimkolwiek Urzędzie. To coś tak jak w powiedzeniu:... W Polsce uczciwy, przyjazny drugiemu - urzędnik- to taki,który jak weźmie kasę,to sprawę załatwi... i czy tak nie jest?

88

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
natolinka napisał/a:
szakisz napisał/a:

Witam. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że poniższy temat przedstawia sytuację całkowicie hipotetyczną i ma za zadanie jedynie zachęcić wszystkich forumowiczów do otwartej dyskusji. Wahałem się czy temat ten umieścić tu czy może w dziale "Religia", ale pomimo tego, że być może zahaczę o jakieś wartości moralne to chciałbym spojrzeć na człowieka bardziej od strony jego psychiki i uniknąć słynnych już tam wojen "ateista vs. katolik" (dla mnie osobiście takie wojny nie mają sensu). A więc do rzeczy...
Wyobraźcie sobie normalnego przeciętnego człowieka, który wychowywał się od dzieciństwa w pewnym określonym systemie wartości. Rodzice wpajali mu od małego potrzebę pomagania innym, dobroć i szacunek dla każdego człowieka, szanowanie przyrody i innych stworzeń, uczciwość, prawdomówność, szczerość. Ogólnie mówiąc wychowali go na dobrego sympatycznego gościa, który nigdy nikomu specjalnie nie przeszkadzał i wolał raczej pomagać niż "kłaść ludziom kłody pod nogi". I w tym momencie pytanie do Was. Czy człowiek jest na tyle silnym psychicznie indywiduum, że może sobie pewnego dnia powiedzieć:"OK, to co wpajali mi rodzice nie sprawdziło się, wyrzucam to wszytko i od dziś następuje zmiana o 180°."? Czy z fajnego, sympatycznego człowieka może się stać nagle za przeproszeniem ch*j i sku***syn, egoista, który nie będzie liczył się z nikim i z niczym. Nie będzie patrzył dalej niż czubek własnego nosa, a wszystkich, którzy przeszkadzają mu w dojściu do celu będzie po prostu deptał. Czy do takiej zmiany wystarczy powiedzenie sobie: "od dziś jestem wredny" czy może potrzeba jakiegoś traumatycznego przeżycia? Czy taka zmiana będzie tylko tymczasowa czy może być stała? Czy łatwiej jest się zmienić z "dobrego" w "złego" czy odwrotnie. A może po prostu tego czego nas nauczono i co zasiali w nas rodzice nie da się wyplenić i wszytko sprowadza się do udawania i "zakładania maski"? Zapraszam do dyskusji wink

Każdy rodzic chce wychować swoje dziecko na porządnego człowieka.Jednemu to się uda,innym już nie koniecznie.Opisana (hipotetyczna) sytuacja jest jak najbardziej prawdziwa, przecież właśnie tak się dzieje, żyjemy,widzimy i czasami odczuwamy to na własnej skórze. Bo jeden drugiemu rzuca kłody pod nogi,niestety  a zwłaszcza ci którzy mogliby drugiemu pomóc. Zapewne do Królowej można dostać się łatwiej,niż załatwić cokolwiek w jakimkolwiek Urzędzie. To coś tak jak w powiedzeniu:... W Polsce uczciwy, przyjazny drugiemu - urzędnik- to taki,który jak weźmie kasę,to sprawę załatwi... i czy tak nie jest?

Pieniądz zawsze był i będzie najprostrzą formą wymiany handlowej...

89

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Ja nie bardzo wiem jak się ma aluzja z urzędnikiem do naszego tematu hmm

90

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
natolinka napisał/a:

Każdy rodzic chce wychować swoje dziecko na porządnego człowieka.

To jest oczywiście nieprawda. Bardzo wielu rodziców ma absolutnie w d**** wychowanie swojego dziecka, co się uwidacznia zwłaszcza w Polsce gdzie się popiera aby margines się rozmnażał. Podobno 700 tys. dzieci w Polsce jest niedożywionych. To jest absolutny skandal, to znaczy że kilkaset tysięcy ludzi w wieku rozrodczo-produkcyjnym zdecydowało się na dzieci chociaż nie mogą lub nie chcą zapewnić im zaspokojenia podstawowych potrzeb biologicznych. Ta skrajność świadczy o patologii umysłowej, która zapewne często powoduje niechęć i zupełną niezdolność do wychowania dziecka na porządnego człowieka (cokolwiek by to miało nie znaczyć, bo wielu było porządnych ludzi którzy w imię owej porządności mordowali tych których uważali za nieporządnych, np. heretyków)

91 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-25 15:53:24)

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
Pan Lewski napisał/a:

To jest oczywiście nieprawda. Bardzo wielu rodziców ma absolutnie w d**** wychowanie swojego dziecka, co się uwidacznia zwłaszcza w Polsce gdzie się popiera aby margines się rozmnażał. Podobno 700 tys. dzieci w Polsce jest niedożywionych. To jest absolutny skandal, to znaczy że kilkaset tysięcy ludzi w wieku rozrodczo-produkcyjnym zdecydowało się na dzieci chociaż nie mogą lub nie chcą zapewnić im zaspokojenia podstawowych potrzeb biologicznych. Ta skrajność świadczy o patologii umysłowej, która zapewne często powoduje niechęć i zupełną niezdolność do wychowania dziecka na porządnego człowieka (cokolwiek by to miało nie znaczyć, bo wielu było porządnych ludzi którzy w imię owej porządności mordowali tych których uważali za nieporządnych, np. heretyków)

Beż przesady, Pan Lewski bieda od zawsze była. I tak mamy od wielu lat ujemny przyrost naturalny. Gdyby ludzie rodzili dzieci dopiero wtedy, gdy uznają że je na nie stać to przy obecnych warunkach płac nasz naród by wyginął. Oczywiście przypadki, kiedy młoda dziewczyna "wpada" i rodzi dziecko sama będąc jeszcze dzieckiem nie mają usprawiedliwienia. Młoda "matka", która nie ma ustabilizowanej sytuacji życiowej, nie umie opiekować się dzieckiem i dalej ciągle ma chęć na imprezy to najgorsza sytuacja dla dziecka. Potem spotykamy się ze smutnym widokiem, kiedy to na kontenerach ze śmieciami spotykamy znak oznaczający: "nie wyrzucamy dzieci". Naprawdę smutne sad

92

Odp: Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja
czasymira napisał/a:

Szakisz moim zdaniem to jest bardzo trudne....bo to jest w głowie jak taki algorytm z licznymi zmiennymi x i y ......i teraz one łączą się z innymi zmiennymi z innych rodzin.....
Ja wywnioskowłam że najłatwiej jest sie po prostu przeprowadzić do innego miejsca, np. wziąść jakiś kredyt, ale moja matka, która jest ekonomistką odradza mi takie rozwązanie, ogólnie nie widzi dla mnie perspektyw i musze tyrać w handlu....z kolei mój ojciec twierdzi, że mam sie po prostu wyprowadzić , nie ważne że nie ma gdzie itd.....Ogólnie najlepiej jest poznać kogoś na jakiś układ, na jakąś umowe miedzy wami i wtedy czas pokaże
czy sie to uda czy nie...

jestem akurat w tej sytuacji żeby przeprowadzić się od rodziców do innego miejsca, pracować, być aktywnym, spełniać się
mam prawie 28 lat
nie powiem że jest łatwo, miałam dużo czasu na przemyślenia o sobie,
świat zewnętrzny bardzo na nas wpływa
ostatnio spytałam mamę jaka byłam jak byłam małym dzieckiem, takiem całkiem małym, zaczelam od zdjec, nastepnie powiedziałam jej o moim szukaniu pracy, gdzie szukam, i powiedziałam jej żeby mnie nie krytykowała tyle jak wcześniej (szukałam pracy, inne sprawy, troche za bardzo uczuciowa bywam)
w okresie nastoletnim byłam dośc zamknięta osobą, niesmiałą
teraz mimo trudności odkrywam siebie, nawet te wspomnienia że jak byłam małym szkrabem to nie byłam takim całkiem spokojnym dzieckiem dodaja pewności, i wspomnienia jak to byłam nastolatka co najbardziej lubiłam robić

Posty [ 66 do 93 z 93 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Na ile jesteśmy panami własnych przekonań? - dyskusja

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026