Przywitać ślicznie się przymierzam,napisać słów ciepluśkich.
Słonka moje kochane,ogrzewacie moje stare serce.
Paweł komplementuje mnie,przed świętami,zastanawiam się w jakim celu?
he, he,no bo tak podlizując się nic nie chce wzamian?
Cel ukryty ma na pewno!
Dobra poczekam,zobaczę....
Kurcze jak ja wczoraj,w sumie dziś nad ranem rechotałam,don telewizora...
Zacznę od początku...spać coś nie mogłam,przewracałam się z boku na bok,z westchnieniami wysyłanymi w kosmos.
Aż o północy...obudziłam i męża i psa....
Oni wyspani,sądząc jak przedtem chrapali,nawet spacer zaliczyli....szybkie na siusiu...
Moje kochanie wspaniałomyślnie,stwierdził że nie ma co żebym się męczyła,i na lekarstwo zalecił telewizjon....
Sam zasiadł przy kompie,gdzie z jego głośnych relacji,dowiedziałam się że gra...zamawia pizze,i jakieś dziecko nie śpi....he,he
A ja zaliczałam programy rozrywkowe,jeden przy którym rżałm i popłakałam się,ból brzucha spowodowany śmiechem,kulałam się po łóżku,aż chwilami muj luby,odrywał się od gry i mi towarzyszył.W programie wkręcali przechodniów,udawali że kręcą reklkamę,dany delikwent ubrany w papucie imitujące zwierzaka,i szlafrok,wybiegał zza parawanu,na znak ....i krzyczał unosząc ręce do góry YUPI....ha,ha.Miał zdziwioną minę i przechodnie,gdyż oprócz niego,nikogo nie było....wszyscy się pochowali.
Następnie film NIANIA,w polskiej wersji i kabaret....i taka uchachana nad ranem o trzeciej,zasnęłam,pomimo że luby mi zrobił kawę i jedzonko.A teraz ja szarżuje wyspana ....zaś moja połowa w kuchni,szykuje bigosik...
Kocham spontan!w moim życiu niewiele go miałam,teraz jestem elastyczna....kiedyś około trzech lat temu....na pytanie męża,ile czasu mi potrzeba,żeby się uszykować na niespodziewany wyjazd na weekend,do Dziwnowa.Stwierdziłam że już jestem gotowa,w ciągu 1O min.byłam spakowana.Szalony wyjazd,wspominam jako cudowny....tym bardziej że to był muj pierwszy raz...oczywiście, pobyt ,he,he,nigdy przedtem nie byłam nad morzem...och życie....uwielbiam ,miłe zaskakujące niespodzianki.