Witaj Crazy 
Ja znowu zalatana, w dodatku dzieciaki jedno po drugim chorują, dziś to i mnie coś zaczęło brać 
Tak Crazy - najpierw on dostanie kopię pozwu i będzie miał 2 tyg na to, by złożyć wyjaśnienia - o ile będzie uważał za stosowne. Lepiej go znasz, wiesz, co napisałaś w pozwie - nie wiem, czy on może się np. zawziąć i chcieć złożyć pisemne wyjasnienia, bo będzie chciał czemuś zaprzeczać? Czy to taki typ. że sądu się będzie bał, ale Tobie wygadywać może przez telefon czy osobiście? Nie wiem, tak mi się wydaje, że raczej to drugie, jak uważasz? Mam nadzieję, że nic nie będzie składał, choć w sądzie na rozprawie zapewne będzie miał sporo do powiedzenia - ale jakoś tego twojego nie podejrzewam o składanie pism... Obym miała rację 
Rozumiem Cię Crazy...
Rozumiem, ja przez blisko 9 miesięcy z nim (swoim byłym obecnie) mieszkałam od momentu, kiedy rozpadł się nasz związek. Oj - starałam się trzymac nerwy na wodzy, ale z ulgą odetchnęłam, kiedy sprzedał mieszkanie w końcu i zaczął mi wypłacać alimenty - w tempie expressowym się z dziećmi przeniosłam do wynajętego. I na swoim własnym (choć wynajętym) naprawdę czuję się lepiej, choć niejednokrotnie różne tego typu zachowania byłego wyprowadzają mnie całkowicie z równowagi i zastanawiam się, na jakim to ja świecie żyję. Wiem, że muszę nauczyć się i wpoić sobie umiejętnośc właściwej reakcji wobec tych zachowań. Bo one stanowią jakby ukrytą złośliwość wobec mojej osoby. Inaczej już nie może mnie "dotknąć", jak uprzykrzając życie przez jakieś mało chlubne zachowania - w końcu wie, na czym mi zależy i jakie mam wartości, bo mnie zna, prawda?
Ale skoro on wie, jak mnie można zranić i jak uderzyć w czuły punkt, to... To ja muszę wiedzieć, jak się nie dać
I jak krótko, stanowczo stopować takie zachowania
Tak dokładnie jak Ty, kiedy określiłaś iż pora przyjazdu będzie zbyt późna
Spróbuj kolejnym razem dodać, iż takie nieodpowiedzialne zachowanie, wymaganie, by małe dzieci oczekiwały na ojca do bardzo późnych godzin wieczornych jest ewidentnym przykładem braku należytej troski o dzieci oraz działania na ich niekorzyść, jak też wykorzystwania emocjonalnego, bo dzieci cieszą się na wizytę taty a on je zawodzi. I że może to stanowić powód do ograniczenia mu praw rodzicielskich a więc jeśli mu zależy na dzieciach, powinien zacząć zachowywać się wobec nich jak kochający, troskliwy, odpowiedzialny rodzic a nie rozkapryszone dziecko. To na jakiś czas powinno go zmobilizować. Ale zastrzegam Crazy - na jakiś czas. Nigdy nie będziesz miała gwarancji, że to działać będzie wiecznie. Ktoś, kto pewnych zachowań nie ma w naturze - nie zmieni się w ciągu sekundy, tym bardziej, że ja jakoś nie widzę, żeby on się zmieniał sam z własnej potrzeby.
Ostatnio chyba z 3 m-ce się dopominałam o ustalenie kolejnej wizyty u logopedy dla jednej z bliźniaczek. Bo to miał być jego obowiązek. Ja zdążyłam zrobić dzieciom i bilans, kilka razy być w przychodni - bo chore, załatwić wizytę u okulisty dla wszystkich 3, zamówić okularki dla starszej - a tu caaaaały czas problem był w umówieniu telefonicznie wizyty. Jak w końcu uzyskałam odpowiedź kiedy, to jeszcze mi napisał - "no, będę wtedy mógł, to pójdę z nią". Zagotowałam się
Napisałam - "Musisz móc. Zgodnie z twoją pisemną deklaracją, wizyty u logopedy są twoim obowiązkiem. Nie ustalam wizyt u lekarza, na które nie mogę iść i nie zrzucam na kogoś odpowiedzialności. To nie jest łaska, to jest twój obowiązek rodzicielski." Z różnymi rzeczami tak czasem jest, że zwrotnie muszę stanowczo odpowiadać. Bo inaczej wykorzysta sytuację.
To ciężka sytuacja. I długo będziesz się stykać z różnymi tego typu zachowaniami, bo dzieci są jeszcze małe. Z różnymi sytuacjami będziesz musiała sobie radzić. Ja też czasem patrzę oniemiała - jakim cudem i jak można? Być takim głazem wyrachowanym? Ale chyba powinnam przestać się dziwić, człowieczeństwo nie każdemu jest dane w takim samym stopniu, a ja mam nauczkę, że to ja właśnie jestem odpowiedzialna za to, by na partnera dobierać osobę, która ma jak najbardziej podobny do mojego - zestaw wartości, którymi kieruje się w życiu
Prawda Crazy?
Jest mi przykro, bo starszą córcię przez ponad rok wychowywała babcia - jego mama. Już nie żyje - zmarła niecałe 2 lata temu. Kochała córcię baaardzo mocno. Ten weekend, który minął, dzieci musiały być ze mną, bo chorują, nie mogły iść do taty (choć to była jego kolej, ale wiadomo, dziecko z wysoką temperaturą nie nadaje się do wycieczek, nawet krótkich). Starsza zadzwoniła poprosić więc tatę, żeby ją zabrał we Wszystkich Świętych do babci zapalić znicz. Wiesz co jej odpowiedział? Jedyny syn? Że on to był w środę a potem to wybiera się w niedzielę dopiero, to jej nie weźmie. Ręce opadają, nie dość że do własnej mamy w ten dzień nie zamierzał pójść, to jeszcze powiedział dziecku, że jej nie weźmie. Już pal licho piątek, przecież mógł w niedzielę? Taki to właśnie ktoś.... Ten nadchodzący weekend mam wolniejszy, dzieci do taty już powinny iść, jeśli mnie grypsko sprezentowane przez maluchy nie rozłoży - sama się ze starszą wybiorę, bo i ja w końcu mogę wyjśc z domu i córcia nie musi o to prosić, poza tym zależy mi bardzo, by babcię jedyną jaką znała, żeby pamiętała zawsze i szanowała tę pamięć. Jeśli ja moim dzieciom nie pokażę, jakie wartości sprawiają, że nie jesteśmy ni sami, ni samotni, czym jest szacunek i pamięć - no to skąd będą je znały?
Jak tam w pracy? Napisz, co dzieje się poza tym? Jak dzieciaczki - zdrowe? Jak sobie radzą z ta sytuacją, już sporo czasu minęło, prawda?
Ja wiem, że pytają... Na początku, kiedy zamieszkaliśmy osobno ileż to ja się nasłuchałam o tatusiu... Było trochę... sporo płaczu za starym domkiem... Ale ja nie przekonuję dzieci że tatuś jest inny, niż myślą. Bo on wcale nie musi być zły dla nich
Zdaję sobie sprawę, jak bardzo dzieciom brakuje tego najważniejszego - pełnej rodziny i domu. Wiem, że miną pewnie lata, zanim one poczują się z tą sytuacją pewnie... Wiedzą, że są baaardzo kochane
Tata ma z nimi kontakt bardzo bieżący. Nikt nikogo przeciwko nie nastawia. Ale same jakieś wnioski, nawet te moje 4 latki, miewają...
Tata nie chciał się bawić, tata ciągle z kimś gadał przez telefon, tata to tylko laptopa czytał, tata mi nie pozwala pomóc rozłożyć prześcieradła, powiedział, że nie potrzebuje pomocy...
Nie musisz uczyć się żyć bez czułości, przytulenia
Crazy - wszyscy mamy na to szansę i możliwość
I nie musimy uważać, że ma nas raz na rok przytulić ktoś, kto na codzień rani. Wszystko powoli, powolutku, spokojnie 
Najpierw poczuj własną wartość, zakończ jeden etap, zacznij żyć spokojnie i bezpiecznie, miej możliwość korzystać z bezpieczeństwa - a wszystko się ułoży tak jak sobie to wypracujesz 