daj czasowi czas? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 76 z 76 ]

66

Odp: daj czasowi czas?
bignąca z wilkami napisał/a:

Mysle ze kazdy ma swoje tempo godzenia się z pewnymi rzeczami, jesli jestes na etapie ze mysli o tym ze wroci pomagaja Ci przetrwac dzien to pozwól sobie na nie, ale jednoczesnie zbieraj sily na to by w koncu zmierzyc sie z rzeczywistością. Dla mnie to nie jest tak, ze po prostu czas leczy rany, trzeba w to wlozyc troche pracy i zmusic sie do pewnych rzeczy, a to niestety jest często trudne i bolesne.

Dziękuję,

Naprawdę nie wiem co robić, próbuje wszystkiego - staram się tak zorganizować czas aby być samej tylko godzinę dziennie i tylko wtedy pozwolić sobie na uczucia pisząc pamiętnik. Chodzę do psychologa. Ale prawda jest taka, że nie ma minuty, żebym o nim nie myślała, cały czas czuję w środku pustkę, nieszczęście, tęsknotę, paniczny strach przed tym co dalej. Nie mam poczucia sensu, nie mam marzeń, planów. Wiem to okropne, że jeden człowiek nadał mi sens, ale on mi dawał tak dużo szczęścia. Zawsze miłość była dla mnie najważniejsza. Nie umiem obudzić się z inną myślą, że jeszcze tak niedawno był, że jeszcze tak niedawno byłam szczęśliwa, spokojna, miałam wszystko a teraz nie mam nic. Boję się każdego kolejnego dnia, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Żyję bo na coś czekam, nie wiem na co, ale jakby coś się miało wydarzyć. Straciłam i mężczyznę i najbliższą osobę, najbliższego partnera.

Od dwóch miesięcy ani na krok nie poszłam do przodu, moje myśli się nie zmieniają, czasami jest nawet gorzej. Boję się, że nigdy z tego nie wyjdę, że to nie minie.

Tak naprawdę nie chcę zapomnieć, chcę go odzyskać. Zrobiłabym wszystko.

Zobacz podobne tematy :
Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:
bignąca z wilkami napisał/a:

Mysle ze kazdy ma swoje tempo godzenia się z pewnymi rzeczami, jesli jestes na etapie ze mysli o tym ze wroci pomagaja Ci przetrwac dzien to pozwól sobie na nie, ale jednoczesnie zbieraj sily na to by w koncu zmierzyc sie z rzeczywistością. Dla mnie to nie jest tak, ze po prostu czas leczy rany, trzeba w to wlozyc troche pracy i zmusic sie do pewnych rzeczy, a to niestety jest często trudne i bolesne.

Dziękuję,

Naprawdę nie wiem co robić, próbuje wszystkiego - staram się tak zorganizować czas aby być samej tylko godzinę dziennie i tylko wtedy pozwolić sobie na uczucia pisząc pamiętnik. Chodzę do psychologa. Ale prawda jest taka, że nie ma minuty, żebym o nim nie myślała, cały czas czuję w środku pustkę, nieszczęście, tęsknotę, paniczny strach przed tym co dalej. Nie mam poczucia sensu, nie mam marzeń, planów. Wiem to okropne, że jeden człowiek nadał mi sens, ale on mi dawał tak dużo szczęścia. Zawsze miłość była dla mnie najważniejsza. Nie umiem obudzić się z inną myślą, że jeszcze tak niedawno był, że jeszcze tak niedawno byłam szczęśliwa, spokojna, miałam wszystko a teraz nie mam nic. Boję się każdego kolejnego dnia, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Żyję bo na coś czekam, nie wiem na co, ale jakby coś się miało wydarzyć. Straciłam i mężczyznę i najbliższą osobę, najbliższego partnera.

Od dwóch miesięcy ani na krok nie poszłam do przodu, moje myśli się nie zmieniają, czasami jest nawet gorzej. Boję się, że nigdy z tego nie wyjdę, że to nie minie.

Tak naprawdę nie chcę zapomnieć, chcę go odzyskać. Zrobiłabym wszystko.

nie znam Twojej historii, ale rozumiem ze na odzyskanie go nie ma szans? Jeśli tak to to już nie jest kwestia tego czego chcesz, tylko tego jak jest. Musisz sie dostosować do rzeczywistości, i w końcu CI się to uda. Widać, że sie starasz i robisz rzeczy które pomoga Ci zapomnieć i prędzej czy później tak się stanie. Ja jestem miesiąc po rozstaniu, i mimo tego że ja go zostawiłam, że wiem że nie chce z nim być to i tak codziennie myslę i tęsknie. Domyslam się, że jeśli nadal go kochasz to ten proces zapominania będzie odpowiednio dłuższy. A może to jest tak, że nie chodzi o niego, tylko po prostu boisz sie samotności? Piszesz, że jeden człowiek nadał Tobie sens, myślę że to jest to z czego trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość, miec swoje zycie, nawet będąc w związku. Sama sie dopiero tego ucze, ale jestem dobrej mysli smile

68

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

Naprawdę nie wiem co robić, próbuje wszystkiego - staram się tak zorganizować czas aby być samej tylko godzinę dziennie i tylko wtedy pozwolić sobie na uczucia pisząc pamiętnik. Chodzę do psychologa. .

Próbujesz. Właśnie dlatego nie udaje Ci się. Zrób coś angażując całą siebie, bo Twój umysł zadręcza sam siebie i nie odpoczywa, a taki stan go zmienia i to zmienia na gorsze.

Poza tym, to nie uczucia. To myśli. Uczucia są niestabilne. Myśli są stabilne. Twoje myśli wykazują sztywność. Dlatego zajmij się nimi.

niewiem1104 napisał/a:

Ale prawda jest taka, że nie ma minuty, żebym o nim nie myślała, cały czas czuję w środku pustkę, nieszczęście, tęsknotę, paniczny strach przed tym co dalej. Nie mam poczucia sensu, nie mam marzeń, planów.

W tym zdaniu masz potwierdzenie tego, co Ci pisałem wcześniej. Myślisz. I jakie myśli i słowa Ci się pojawiają, takie czujesz w sobie. Wszystko zaczyna się od myśli. Jak chcesz poczuć coś innego niż pustkę, nieszczęście, tęsknotę, paniczny strach, to właśnie nazwij to, co chcesz poczuć i poczuj to. Psycholog może Cię ukierunkować, jest jak trener. Ale psycholog nie zrobi za Ciebie roboty. Po wyjściu od psychologa wszystko zależy od Twojego treningu. Wtedy jest czas na autopsychoterapię lub lenistwo. Kierownictwo psychologa jest ważne, bo lepiej trenować pod okiem osoby doświadczonej, ale nic nie zastąpi Twojej aktywności. Godzina raz na jakiś czas to za mało.

Nie możesz mieć poczucia sensu gdy nie realizujesz swoich celów. Cel nadaje sens działaniom. To od Ciebie zależy jakie cele sobie wyznaczasz, Jak wyznaczasz sobie brak celu jak cel, to dokładnie to realizujesz, ale wtedy trudno, żebyś czuła sens.

niewiem1104 napisał/a:

Wiem to okropne, że jeden człowiek nadał mi sens, ale on mi dawał tak dużo szczęścia. .

To nie ktoś Ci nadał sens, ale to Ty taki sens nadałaś swojemu życiu, a ponieważ to Ty, więc Ty możesz to zmienić. Nikt inny, tylko Ty.

niewiem1104 napisał/a:

Zawsze miłość była dla mnie najważniejsza.

To nie miłość, to nerwica.

Dowód:

niewiem1104 napisał/a:

Boję się każdego kolejnego dnia, .

Właśnie "BOISZ SIĘ" zamiast żyć. Miłość wypełnia radością każde teraz i tę radość projektuje na przyszłość. Nerwica każde teraz niszczy, więc także przyszłość staje się beznadziejna.

niewiem1104 napisał/a:

nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Tu dotknęłaś istoty sprawy: Twoja wyobraźnia jest bezczynna i niczego nie produkuje. Uruchom ją i zacznij sobie wyobrażać swoje życie bez Niego. To nie On wytwarzał szczęście w Tobie, ale uczucie do niego. Nie mogłaś odnieść sukcesu w tym uczuciu, bo sama siebie nie kochałaś. To zacznij siebie traktować inaczej, a wtedy będziesz mogła zrealizować swoje uczucie, plany, wyobrażenia, marzenia, cele. Naucz się być szczęśliwa, bo jak nie jesteś szczęśliwa sama to jak możesz dać szczęście komuś innemu. Jak nie jesteś szczęśliwa to tylko chcesz wyssać kogoś ze szczęścia, jak wampir, a wtedy ten ktoś ucieka.

Wypełnij siebie szczęściem, radością, a zaczniesz działać jak magnes. Jak będziesz wampirem, to ludzie będą uciekali.

niewiem1104 napisał/a:

Żyję bo na coś czekam, nie wiem na co, ale jakby coś się miało wydarzyć. Straciłam i mężczyznę i najbliższą osobę, najbliższego partnera.

Od dwóch miesięcy ani na krok nie poszłam do przodu, moje myśli się nie zmieniają, czasami jest nawet gorzej. Boję się, że nigdy z tego nie wyjdę, że to nie minie.

Tak naprawdę nie chcę zapomnieć, chcę go odzyskać.

Tu jest wypisany Twój błędny stosunek do czasu. Możesz zrobić coś tylko teraz. Jak czekasz, to nic nie robisz i nic się nie zmienia. Zrób coś. Nie wypełniaj czasu czekaniem, ale wyznacz sobie cel. Na przykład "CHCĘ TO ZMIENIĆ. OD DZIŚ BĘDĘ SZCZĘŚLIWA" albo "OD DZIŚ ZACZNĘ SIĘ UŚMIECHAĆ DO SIEBIE." i sprawdź jak to działa.

niewiem1104 napisał/a:

Zrobiłabym wszystko.

To jest bardzo ważne i optymistyczne zdanie. Najlepsze ze wszystkich w tym poście.

Zaraz sprawdzę, czy jesteś gotowa na wszystko. Jeśli jesteś gotowa na wszystko to zaraz po przeczytaniu tych słów uśmiechnij się, wyjdź na zewnątrz (dosłownie i w przenośni) siebie i swojego pokoju, spójrz w słońce i powiedz: OTO NOWY DZIEŃ, KTÓREGO NIE STRACĘ.

Kiedyś trwałem przez trzy miesiące w takim stanie. Leżałem jak w trumnie, patrząc w sufit. Pewnego dnia wstałem i powiedziałem: ŻYCIE JEST PIĘKNE. I takie mam do dziś.

69

Odp: daj czasowi czas?

Niewiem... Pięknie o tym piszesz, ale trochę Cię zmartwię - albo może i pocieszę? W tym, co czujesz, co przeżywasz i jak wolno Ci idzie leczenie się, nie jesteś w żaden sposób wyjątkowa. Wyjątkowe jest tylko to, że umiesz ubrać to w słowa, większość ludzi w naszej sytuacji czuje DOKŁADNIE to samo, tylko zagryzają to w środku, nie nazywając tego.

Spokojnie, i serio - staraj się dalej. Powolutku, powolutku zaczniesz się podnosić smile

70

Odp: daj czasowi czas?

Wczesna,

zdecydowanie pocieszyłaś! smile wiem, że każdy to czuje, każdy to przeżywa, tylko ja się bałam, że za bardzo, za długo, że robię coś źle? W każdej innej osobie dostrzegam siłę, której nie widzę w sobie.  Nie umniejszam uczuciom innych osób, nie uważam, że kochali mniej, tylko...mam wrażenie, że jakoś lepiej sobie radzą. I tu pojawia się pytanie - a może ja robię coś nie tak?Może sama robię sobie krzywdę?

A Ty to już w ogóle jesteś dla mnie mistrzem w radzeniu sobie z tym wszystkim.

I nie boję się czasu, który upłynie, nie ważne czy będzie to rok, dwa...i mogę go dalej kochać, bo na to zasłużył, ale już kochać bez tego bólu.

Biegnąca z wilkami,

Nie boję się samotności, do 21 r życia byłam sama, nigdy z nikim nie byłam. Teraz też jestem sama i naprawdę nie chcę żadnego związku. Kocham jego, jeśli nie on - trudno, widocznie żaden. Nie boję się powrotu do pustego domu, boję się powrotu do pustego domu i tęsknoty za nim.

Animus,

Znowu dajesz do myślenia.
Może jestem wariatką, może mam obsesję, ale nie potrafię odgarnąć tych myśli, nawet jak mi się uda na siłę, na chwilę zmienić ich tor, to wracają ze zdwojoną siłą.

Cele - miałam zawsze dużo, byłam aktywną osobą, która miała jasny plan na siebie i na swoje życie. To się nie zmieniło, ale po prostu nie widzę sensu w przeżywaniu tego wszystkiego bez niego. Żaden cel nie zastąpi mi tego co dostawałam od naszego związku, od niego.

Animus, czy można nagle zmienić cel życiowy?Miłość, rodzinę zastąpić np pracą, jakimś hobby?


Nie jestem nieszczęsliwa sama ze sobą, jestem nieszczęśliwa bez niego. I widzisz, każdego dnia sobie powtarzam to o czym mówisz (jak głupia mówię to na głos) ale za chwile pojawia się takie uczucie "tak, ten dzień jest piękny, ale o ile byłby piekniejszy gdyby był ze mną tak jak kiedyś". To znowu tylko podkreśla ten brak i niepełne szczęście.

Animus, to wszystko jest samozaparciem czy raczej samooszukiwaniem?

71

Odp: daj czasowi czas?

Ani jednym, ani drugim. Jest normalnym etapem bólu, w którym ja babrałam się dobrych kilka miesięcy. I nie, nie było mi lepiej smile Milion myśli na minutę przez całą dobę, pustka w środku i ten ból, który non stop, bez przerwy, przez długie miesiące rozrywał bebechy. On wciąż czasem wraca. Ale rzadziej smile Poczucie braku sensu, braku celu, żadnych planów, marzeń, nic... Tylko trwanie w cierpieniu i desperackie próby przetrwania każdego kolejnego dnia, bez możliwości ulżenia sobie w żaden sposób, bo nic nie cieszy, a wręcz przeciwnie - wszystko boli, bo jego w tym nie ma.

Brzmi znajomo?

No, to wszyscy to mieliśmy, a niektórzy wciąż mają! Trzeba czekać i walczyć o siebie małymi kroczkami. Zjeść. Uprać bluzkę ręcznie. Zamieść kuchnię. Pomalować paznokcie u stóp. Zadbać o kwiatka. Wszystko to przerasta nasze możliwości na początku, ale właśnie takimi wyzwaniami budujemy w sobie siłę i dumę, jak zaczyna nam wychodzić. Próbuj dalej. W końcu wyjdzie!

72

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

I tu pojawia się pytanie - a może ja robię coś nie tak?Może sama robię sobie krzywdę?


Animus,

Znowu dajesz do myślenia.
Może jestem wariatką, może mam obsesję, ale nie potrafię odgarnąć tych myśli, nawet jak mi się uda na siłę, na chwilę zmienić ich tor, to wracają ze zdwojoną siłą.

Cele - miałam zawsze dużo, byłam aktywną osobą, która miała jasny plan na siebie i na swoje życie. To się nie zmieniło, ale po prostu nie widzę sensu w przeżywaniu tego wszystkiego bez niego. Żaden cel nie zastąpi mi tego co dostawałam od naszego związku, od niego.

Animus, czy można nagle zmienić cel życiowy?Miłość, rodzinę zastąpić np pracą, jakimś hobby?


Nie jestem nieszczęsliwa sama ze sobą, jestem nieszczęśliwa bez niego. I widzisz, każdego dnia sobie powtarzam to o czym mówisz (jak głupia mówię to na głos) ale za chwile pojawia się takie uczucie "tak, ten dzień jest piękny, ale o ile byłby piekniejszy gdyby był ze mną tak jak kiedyś". To znowu tylko podkreśla ten brak i niepełne szczęście.

Animus, to wszystko jest samozaparciem czy raczej samooszukiwaniem?

Właśnie to uważam za cenne, że nazywasz. Ale ja Ci nigdzie nie pisałem, że jesteś wariatką. Jeśli Ty jesteś wariatką, to ja jestem wariatem do kwadratu. Ale kto mi wskaże normę? Pisałem Ci o nerwicy. To jest pewien stan umysłu. Może go sobie zdiagnozowałaś trafnie, może to jest nerwica obsesyjna. Tego ja nie wiem. Ale czytam i widzę, że gonisz w piętkę, dokładnie jakbyś krążyła po "kole nerwicowym".

Nerwica to nie jest choroba psychiczna, ale czasami prowadzi do chorób psychicznych. O wiele groźniejszym następstwem są dolegliwości psychosomatyczne. One realnie Ci zagrażają. Mózg lubi wymianę. Jak go zamkniesz, wtedy celuje w najsłabszy organ w organizmie.

Co do celu życiowego. Zmieniamy cele ciągle. Ktoś chce na medycynę, ale nie zdaje egzaminu i dostaje się na farmację, psychiatrię, psychologię. Do tego dochodzą cele pośrednie, które pozwalają osiągnąć cel wyznaczony. Tu modelem najlepszym jest drabina: chcesz wyjść na strych, ale to znaczy, że najpierw szczebel po szczeblu się zbliżasz.

Proponowałem Ci skupić się na jednym kroku, czyli na chwili obecnej. Dlaczego? Bo stoisz i nigdzie nie idziesz. Zrób choć jeden krok. Do Niego, lub od Niego. Ale zrób, bo stanie w miejscu nie zbliża Cię do Niego, a oddala Cię od siebie.

Pisałaś o szczęściu, więc Ci zobrazowałem szczęście jako dar, którego nie masz, więc nie masz co darować ukochanemu. Co mu podarujesz? Nerwicę. Ta nerwica jest oczywiście moim domysłem, a nie diagnozą, bo diagnozę musi zrobić psycholog. Ale możesz sama poczytać książki o nerwicy, zwłaszcza polecam Antoniego Kępińskiego, bo on miał nieco inne spojrzenie na przyczyny nerwic. Jak nazwiesz i jak zaczniesz szukać drogi do wyjścia, to ją znajdziesz. Najgorsze co możesz zrobić, to zamykać się w tym stanie i dręczyć się swoimi myślami. 

Prócz nerwic są jeszcze stany nerwicowe. Kępiński pisał, że nie ma człowieka, który by w życiu nie przeżywał takich stanów nerwicowych. Przypadki nerwic różnych typów szacował na około 50 % populacji, więc dość dużo.

Proponuję Ci myślenie takie: to nie ja jestem nienormalna, ale mój stan umysłu jest nienormalny przez to uczucie. Nie muszę się identyfikować ze stanem mojego umysłu, bo moja jaźń ma wpływ na pracę mojego mózgu. I tu jest nadzieja. Warto zadać sobie pytanie, co zrobić, aby zmienić stan swojego umysłu. Proponuję Ci spojrzeć na swoje ciało i mózg tak, jak patrzy kierowca samochodu: jadę w tym pojeździe, coś mi się zepsuło w silniku, więc szukam jak to naprawić, bo jadę na ważne spotkanie i już wiem, że się spóźnię, ale jednak chcę dojechać, bo lepiej się spóźnić, niż całkiem nie dojechać.

Przyszłość jest zagadką. Dałaś trafmy tytuł wątkowi. Wróżąc z tego tytułu, wszystko zależy od tego, czy się pozbierasz i wykorzystasz swoje doświadczenie do stworzenia siebie nowej. Szukaj przyczyny usterki, a nie skupiaj się na tym, że masz usterkę.

73

Odp: daj czasowi czas?

Nie wiem,
Co u Ciebie? Lepiej?

74

Odp: daj czasowi czas?
nibynieJA napisał/a:
poczatek123 napisał/a:

nibynieJA 20lat to szmat czasu,wspólnych przeżyć. Ja mam za sobą 14 lat i też się w tym beblam już rok. Mam nadzieję, że się podniosę, że wreszcie zaskoczę. Spadło to na mnie jak grom z nieba, w pewnym momencie walnęło tak mocno, że dosłownie na pysk padłam. Najgorsze są te myśli, które ciagle napływają, których nie można zatrzymać, zmienić. Jednak jest w tym wszystkim jakiś sens, jest cel do którego musimy dążyć, a czy to cierpienie doda nam sił to się okaże oby tak było.

Nie wiem czy jest jakiś sens w tym, że człowiek tak cierpi, do czego to może prowadzić, do jakiego celu? Uświadamia mi tylko, że nie można ufać nikomu, skoro ufało się komuś tak bliskiemu sercu, no może nie bezgranicznie, a ten ktoś wbija Ci nóż w plecy, to czego można spodziewać się więcej? Kurcze, mam trzy prace, wspaniałą córkę, kupę znajomych, wychodzę do ludzi, podjęłam ostatnio nową pracę na weekendy w pubie, choć całe dwudziestoletnie życie zawodowe wiąże się z pracą biurową, ale chciałam wyjść do ludzi i co? Ogólnie niby jest ok, jestem adorowana, znajomi nie mogą się nadziwić,że tak zajebiście radzę sobie, a ja cały czas rozmyślam, wspominam i płaczę w poduszkę. Siedzę w pubie, jestem świeżo upieczoną barmanką i to  wieku 40 lat, wszyscy się bawią, śmieją się do mnie, też zaczynam śpiewać i co z tego, jak za chwilę pojadę do domu i będę płakać, bo on teraz przytula kochankę, zamiast mnie. Wszyscy moi znajomi myślą,że jest ze mną ok, a mnie ta gra pozorów, tak męczy, a niestety nie zapowiada się,że będzie lepiej. Nie wiem, czy jak znajdę czwartą pracę, to mi ulży? chyb nie. Kurde to tak boli eh. Czemu to tak cholernie boli???????????????????????????????

właśnie!! mam podobnie choć nie mam córeczki ani pracy, ale zajmuję się wszystkim co jest możliwe. Nadal nie widzę sensu w niczym. Również rozmyślam dlaczego wybrał inną, albo która teraz u niego śpi, co robią, dlaczego to nie jestem ja? ah.. zycie

75

Odp: daj czasowi czas?

Daj czasowi czas to chyba najlepsze wyjście. Wygasają emocje, wszystko jakoś układa się w głowie. Też przeszłam bardzo ciężkie rozstanie, ale udało mi się to zamknąć. A było strasznie, te wszystkie rzeczy, o których piszecie, typu "może jeszcze kiedyś się spotkamy", "może on mnie źle zrozumiał", "może gdybym mu wytłumaczyła"... wszystko to szalało w mojej głowie miesiącami. Zerwanie miało miejsce w styczniu a ja dopiero na początku października podjęłam świadomą i ostateczną decyzję, że odcinam się od tego. Ale wszystko wcześniej musiało samo przyblaknąć i uspokoić się. Dla mnie punktem zamykającym była decyzja o nie wysłaniu życzeń w jego urodziny. Przez całe ponad 8 miesięcy byłam pewna, że jakby nie było i niezależnie co się stało wyślę mu życzenia i po raz ostatni sprowokuję jakiś kontakt. A tu nagle parę dni przed oczekiwaną datą doszłam do wniosku, że nie chcę tego kontaktu, że nie chcę tego znowu rozdrapywać i nie chcę już nic od niego. Jeśli kiedyś go spotkam to ok, ale jest to dla mnie obojętne. Zresztą wcale nie mam ochoty na ponowny związek z nim. I nie chodzi o to, że wykształciłam sobie w głowie obraz jego jako tego złego i "nie wartego mnie", po prostu, nie tworzyliśmy dobrej pary, pobolało, wnioski wyciągnięte, i do przodu. Po tej decyzji stałam się wolna, przyznaję, że on wciąż często mi się przypomina ale te wspomnienia już nie bolą.

Matrix napisał/a:

Animus dobrze mówi. Są to bardzo mądre słowa, doświadczonego, jak widać, mężczyzny i choć brzmią jak teoretyzowanie - do mnie przemawiają. Czemu zaś brzmią jak teoretyzowanie? Ponieważ pokusiłabym się o stwierdzenie, iż nikt, z wyjątkiem rodziców, nie potrafi w ten sposób kochać. Bądźmy szczerzy - pragniemy szczęścia drugiej osoby, owszem, ale szczęści Z NAMI, niezależnie od tego, czego ta druga osoba pragnie sama dla siebie. Trzymając się, czasem nieuzasadnionej nadziei, gotowi jesteśmy uszczęśliwiać drugą osobę na siłę. Dlaczego? Otóż dlatego, że to MY chcemy być szczęśliwi z tą osobą, dopiero w drugiej kolejności myśląc nad tym, czy ta osoba będzie szczęśliwa z nami. Skoro nie odzywa się do nas, najwyraźniej uznała, że będzie szczęśliwa sama, ewentualnie z kimś innym... I powinniśmy w imię miłości, pragnąć tego szczęścia dla niej. Pojawia się jednak jedno "ale" - jest to niewyobrażalnie trudne zadanie. Jak przekuć mądrą teorię w praktykę? Sama świadomość niestety nie pomaga...  Dużo zależy także od okoliczności konkretnego przypadku, czasem druga osoba sama jest zagubiona.

Wydaje mi się, że żeby przekuć tę teorię (do mnie przemawia to co napisał Animus i jest bardzo rozsądne i przekonywujące) warto poszperać w sobie i poszukać odpowiedzi na pytanie "czego ja szukam w innych ludziach, jaka ich cecha czy wartość mnie przyciąga ponieważ ja jej w sobie nie czuję, czuję tylko jej brak i szukam w innych tego czym mogę zapchać tę pustkę". To jest ten handel, o którym pisał Animus, chcemy żeby inni dali nam np. miłość, akceptację, zrozumienie, wsparcie. Tylko że przyciągają nas najbardziej te rzeczy, których brak w sobie najboleśniej odczuwamy. Np. jeśli nigdy nie czułam się kochana (lub sama siebie nie kocham) to szukam kogoś kto mnie pokocha i zaleczy tę dziurę, jeśli nie czułam akceptacji (i sama siebie nie akceptuję) to rozpaczliwie szukam akceptacji w innych. A człowiek jest tylko człowiekiem i pokładanie wary, że czyjaś miłość czy akceptacja nas uzdrowi to budowanie domu na piasku, bo ten drugi człowiek może w każdej chwili odejść i nam to zabrać. I wtedy są te wszystkie dramaty. Z tego też wynikają te opisy miłości, które raczej miłością (tą prawdziwą) nie są, a prędzej uzależnieniem, typu "bez ciebie umrę", "jesteś całym moim światem", "potrzebuję cię".

Generalnie cały problem naszych emocjonalnych dramatów sięga problemów ego, które jest bardzo wrażliwe i ciągle próbuje oprzeć nasze poczucie wartości na jakichś rzeczach zewnętrznych, np. sukcesach, pieniądzach, posiadanych przedmiotach czy wreszcie akceptacji czy miłości innych ludzi. Mało osób zdaje sobie sprawę, że zaspokoić głód ego możemy tylko my sami, dając sami sobie miłość i akceptację, której chorobliwe szukamy, lub których nam kiedyś odmówiono i do tej pory przez to cierpimy. Dlatego są prawdziwe stwierdzenia: "jak możesz naprawdę kochać kogoś, jeśli sam siebie nie kochasz?". Dopóki w nas są te luki, dopóty innych ludzi będziemy próbować wykorzystywać do ich leczenia, w skrajnych przypadkach próbować te osoby zawłaszczać (stąd biorą się chorobliwe zazdrości, kontrola nad innymi, toksyczne związki). Czyli będziemy uprawiać handel, zamiast kochać kogoś prawdziwie.

Posty [ 66 do 76 z 76 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024