Szczerze - nie neguję prawdziwości, opisywanej przez Ciebie historii, czy to prowokacja, czy nie- nie wiem, niemniej jednak multum w niej niespójnych, niewiarygodnych szczegółów, w które jak widać, inni forumowicze również wątpią....
Jesteś w ciąży, ważysz 50 kg, a nosisz miskę, ważącą 20 kg- toż to skrajna nieodpowiedzialność, 11 tydzień ciąży i targanie takich gabarytów. Wygląda na to,że Twój mąż to totalnie nieodpowiedzialny gość, pozwalając na takie czynności swojej żonie, nie wierzę, że nie zależy mu na dziecku, że świadomie dopuszcza do takich prac, wiedząc jednocześnie, jakie niesie to ze sobą zagrożenie! Wtf! Gość jest w końcu wykształcony, zna paragrafy. Kurde pomijam już tu nawet tą sferę "wykształciucha", ale gdzie tu jest jakiekolwiek empatyczne spojrzenie na swoją żonę, która przypuszczalnie pod serduchem nosi jego dziecko! O czym my w ogóle tutaj dyskutujemy??? Mega nieodpowiedzialne. I z Twojej strony i z jego również!
Odkładaliście z mężem na mieszkanie, podczas wyjazdów za granicę na wakacje - ktoś tutaj wcześniej nadmienił,iż lato, to czas pracy na polu, ponadto zastanawia mnie fakt uzbierania na wasze mieszkanie, jak wspominałaś z renty i stypendiów. Przecież musieliście z czegoś żyć, skoro były to studia dzienne, przypuszczam nawet, że z tamtych zarobionych pieniędzy musieliście się utrzymywać. No i ten wiek 25 lat. Sama miałam dwa stypendia naukowe, studiowałam dziennie, więc również trzeba było z czegoś żyć i było ciężko, a gdzie tutaj dopiero mowa o odłożeniu czegokolwiek! Więc wiem o czym mowa doskonale! Dodam więcej wielu ludzi, których znam, którzy prowadzą własne działalności, branże, po dziś dzień zastanawiają się nad kupnem mieszkania, bo zwyczajnie brakuje kasy.
Mówiłaś,że nie masz prawa głosu, ani kroku w czymkolwiek- mąż czy teściowie, nie mieli na przeciw nic, gdy zakładałaś działalność- czyt. paznokietki, przecież już wówczas wiadomym mógł być fakt, że z racji zajęcia klientkami, nie będziesz miała czasu, na pracę w polu. I co wówczas im to nie przeszkadzało? Te twoje "ubezwłasnowolnienie" przez męża, dopuściło granicę tolerancji w postaci minimalnej realizacji zawodowej swojej żony? Nie do końca w to wierzę.
Kolejna mała dygresja- masz skończone studia, a co jakiś czas napotykam się na błędy ortograficzne w Twoich wypowiedziach, to nie są literówki, czy jednokrotnie popełniony błąd, np. ciągłe "chcem", dość widoczna jest Twoja aktywność, którą wypisał N4VV, pomimo zapracowania w polu, jak również ciągła obecność ONLINE na forum, taki mały szczególik, na samym dole strony- wygląda na to, że non stop jesteś tutaj obecna - ale już dalej nie wnikam.
Niezmiernie dziwne,że Twój mąż, absolwent prawa, zaprzepaścił lata nauki i możliwość pracy w swoim zawodzie, by przejąć rodzinną schedę, nieporównywalnie marną zarobkowo. Zastanawiające to wszystko, naprawdę.
Dziwne,że nie masz nic do powiedzenia- albo grasz ofiarę, albo chcesz być widziana w tej roli- bo ja nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie świadoma, odpowiedzialna i wykształcona kobieta, która ukończyła studia, nie ma nic do powiedzenia. Nosz kurde, nie żyjemy w Iranie! Masz tkaninę na twarzy i brak prawa głosu? Nie ! Żyjesz w Polsce, kraju demokratycznym, gdzie każde nadużycie, nawet ze strony męża możesz zgłosić, właściwym ku temu organom! Każde najście Cię w domu przez mężusia ( piszesz,że się później tego boisz, w momencie, gdy już poczynisz jakiekolwiek kroki) możesz zgłosić, jako zakłócenie miru domowego!
Nie wiem, bardzo to wszystko dziwne i niespójne- jeżeli to prawda to udaj się po pomoc. Jakąkolwiek- działania prawne i instytucjonalne przede wszystkim, chociaż i tak trudno mi uwierzyć, w autentyczność opisywanej przez Ciebie sytuacji.....