Moi znajomi są 2 lata po ślubie, mają roczne dziecko. Zamieszkali u rodziców chłopaka - duży, ładny dom na wsi. Wytrzymali półtora roku, teściowie prawie rozwalili ich związek - ciągłe wtrącanie się, niepotrzebna pomoc i uwagi dotyczące wychowania dziecka. No i nie wytrzymali - stwierdzili, że albo się rozstaną, albo zrobią rewolucję. No i wyprowadzili się do miasta do kawalerki - ledwo wiążą koniec z końcem, ale widać po nich, że aż odżyli. Może ten przypadek (dosyć świeży dla mnie) sprawia, że mieszkaniu z rodzicami mówię zdecydowane i głośne "NIE" ![]()
Podobne tematy
Ja z teściową mieszkałam 4 lata na dwóch pokojach- plus taki, że sie mijałyśmy i w wychowanie dziecka nie wtrącała się ( też nie pomagała).
Raul chyba nie zauważyłeś jeszcze istoty problemu? Kobieta i mężczyzna muszą stworzyć związek- niezależny.
Facet jest głową, kobieta szyją. A widziałeś kiedyś głowę na dwóch szyjach? To jest już stwór
Chcąc nie chcąc nie ustalisz nic między sobą jeśli mamusia Twoja będzie miała też rację głosu- a ma jeśli razem się mieszka.
Ona w innych dniach sprząta, małżonka w innych. Ona gdzie indziej kładzie talerze, małżonka gdzie indziej i tak w kółko.
Odwróćmy sytuację- to Ty zamieszkaj z jej rodzicami- również interesująca propozycja? ( przyjmijmy, że dostajesz to jedno pięterko dla was). Ty sobie coś remontujesz a tu nagle teściu wyskakuje, że nie tak się gładziuje, przybija gwóźdź itp.
Uwierz, że z czasem też byś miał dosyć.
I najważniejsze... można mieszkać razem a jednak osobno. Widziałam przypadki, gdzie dom jest podzielony na 2 piętra schodami na zewnątrz. Każdy ma osobne wejście, nikt ci się nie wpierdziela o której do domu przychodzisz, masz swoją kuchnię i swoją łazienkę- taki przypadek jestem w stanie zaakceptować.
Mało tego dążymy do tego, aby tak zrobić w przyszłości- wybudować dom dla nas i dla naszych mam, którymi ktoś się będzie musiał opiekować na starość.
68 2013-08-06 11:30:56 Ostatnio edytowany przez AdrianDąbrowski (2013-08-06 11:35:28)
Raul Endymion napisał/a:dymanie na utrzymanie czegoś co nigdy nie będzie wasze .... spory domek, także powiedzmy całe piętro należy do was.
Z powodów ekonomicznych mieszkamy u teściów i mamy całe piętro. Nie umieramy z problemów, ale problemy są. Głównie chodzi o stuknięcie krzesłem na dole gdy dziecko śpi, albo nie podniesiony papier z podwórka, nie zamknięte okno.
Jest jedno poważne "Ale": trzeba mieć zawsze gdzie pójść gdy teściowi/teściowej odbije palma. Mamy mieszkanie "ratunkowe" w większym mieście.
To biedni nie jesteście, ale większość ludzi tak niema, no i jednak problemy są wiec po co mieszkacie u teściów jak sam piszesz macie jeszcze mieszkanie ratunkowe w większym mieście.?
Ja z teściową mieszkałam 4 lata na dwóch pokojach- plus taki, że sie mijałyśmy i w wychowanie dziecka nie wtrącała się ( też nie pomagała).
Raul chyba nie zauważyłeś jeszcze istoty problemu? Kobieta i mężczyzna muszą stworzyć związek- niezależny.
Facet jest głową, kobieta szyją. A widziałeś kiedyś głowę na dwóch szyjach? To jest już stwórChcąc nie chcąc nie ustalisz nic między sobą jeśli mamusia Twoja będzie miała też rację głosu- a ma jeśli razem się mieszka.
Ona w innych dniach sprząta, małżonka w innych. Ona gdzie indziej kładzie talerze, małżonka gdzie indziej i tak w kółko.Odwróćmy sytuację- to Ty zamieszkaj z jej rodzicami- również interesująca propozycja? ( przyjmijmy, że dostajesz to jedno pięterko dla was). Ty sobie coś remontujesz a tu nagle teściu wyskakuje, że nie tak się gładziuje, przybija gwóźdź itp.
Uwierz, że z czasem też byś miał dosyć.I najważniejsze... można mieszkać razem a jednak osobno. Widziałam przypadki, gdzie dom jest podzielony na 2 piętra schodami na zewnątrz. Każdy ma osobne wejście, nikt ci się nie wpierdziela o której do domu przychodzisz, masz swoją kuchnię i swoją łazienkę- taki przypadek jestem w stanie zaakceptować.
Mało tego dążymy do tego, aby tak zrobić w przyszłości- wybudować dom dla nas i dla naszych mam, którymi ktoś się będzie musiał opiekować na starość.
Z tą głowa i szyją to już przesada, pd tego winno się odejść, mąż i żona powinni być równymi sobie partnerami.
Ani matriarchat ani patriarchat, to wszystko jest społecznie szkodliwe, a co meritum w zasadzie racja jeśli będzie obopólna zgoda ale problem hałasów pozostanie.
Co właściwie znaczy: mieszkać z teściami? Czy dzielić z nimi kuchnię, łazienkę, salon czy może mieć oddzielnie mieszkanie oddzielone podłogą/sufitem ? To może być zasadnicza różnica.
Można mieszkać z teściami/rodzicami i może być OK, ale może być też zupełnie na odwrót co doprowadzi do rozwodu. Trzeba zdecydować, jaką parą się jest i jacy są ludzie, z którymi mieszkam w 4 ścianach. Każdy ma inaczej.
Wydaje mi się, że wiele osób widzi to tylko tak: młodzi ludzie, od niedawna w związku, zamieszkują w domu/ mieszkaniu wraz z rodzicami jednej z osób.
Większość osób zapomina, że mogą być inne opcje - mieszkamy z rodzicem (-ami) dlatego, że oni starzeją się i wymagają naszej pomocy.
I jeśli nawet taka syt. Was nie dotyczy, to jest ona całkiem prawdopodobna - zastanawialiście się kiedyś, co zrobicie w przypadku, gdy któreś z rodziców poważnie zachoruje/ zostanie unieruchomione itp. Lub po prostu będzie się czuło zbyt samotne, mieszkając samemu w dużym, pustym domu. Dom opieki? Czy jednak mieszkanie z Wami?
Miej najlepszych teściów/rodziców pod słońcem - to sobie ich odwiedzaj codziennie, ale z nimi nie mieszkaj - moja zasada, wprowadzona w życie, uważam, jedynie słuszna.
O tak, święta prawda.
73 2013-08-06 16:35:49 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2013-08-06 16:36:59)
Zgadzam się z autorem.
Wiadomo, że jeżeli rodzice mieszkają w bloku, kamienicy, to młodzi powinni ich odwiedzać i mieszkać osobno, bo takie rozwiązanie nigdy nie było i nie będzie dobre.
Zapewne Raul miał na myśli sytuację, kiedy to dom jest duży, podzielony na osobne mieszkania bądź można go podzielić. I w takiej sytuacji również nie rozumiem i nigdy nie pojmę fenomenu w postaci ładowania na osobne mieszkanie/dom.
Dodatkowo, jeżeli współmałżonek jest jedynakiem i dom może być w przyszłości tylko dla niego, to już pukam się w czoło i pytam- "Po jakiego grzyba on haruje na coś własnego?"
Jest to naprawdę sytuacja niepojęta.
Druga strona medalu jest taka, że jeżeli duży dom ma jedną kuchnię i łazienkę, to wtedy można się zastanowić, czy opcja wspólnego mieszkania z teściami jest odpowiednia. Przyjaciółka nie wytrzymała takiego stanu i zaczęli wynajmować mieszkanie, przynajmniej nikt im się nie wtrąca.
Ale na Boga, mając ogromny dom z kilkoma mieszkaniami nie zacznę przecież nawijać mamie, że mam kaprys mieć coś swojego, bo już, bo tak wszyscy robią i super jest mieszkać samemu.
Sama przy tym domu robię dużo, remontuję, urządzam ogród. Nie z myślą, że kiedyś będę musiała go opuścić, a z myślą, że to na kolejne lata.
Poza tym chyba nie potrafiłabym gdzie indziej mieszkać, bo tu są moje korzenie i nie wyobrażam nazywać domem innego miejsca.
Brr, a w dzisiejszych realiach musiałabym mieszkanie w domu z dużym ogrodem zamienić na klitkę w blokowisku. No way. Nie dla mnie.
A jak już bym miała kupować jakieś lokum, to nie dla siebie, ale w jakimś mieście studenckim, co by móc czerpać korzyści z wynajmowania. Albo lokum, które można wynajmować pod działalność gospodarczą. Ooo, taka inwestycja może się zwrócić.
Mieszkanie w bloku jest dobre jest chce się mieć publiczny seks, wszystko słyszą sąsiedzi, no ale żeby zaciągać kredyt po to na 30 lat to jednak przesada ![]()
Moja starsza siostra się wyprowadziła 3lata temu z domu z kawałkiem... Kilka dni temu z płaczem zadzwoniła do mnie siostra posprzeczała się z rodziną tego swojego faceta a dokładnie z jego starszą siostrą doszło nawet do tego , że ją uderzyła. Od samego początku tam jej się nie układało miesiąc temu ona mi powiedziała , ze On jej się oswiadczył nie nosi tegopierscionka żyje znim bez miłości... Ja to wiem ale Ona nie wie , że to wiem szkoda faceta a jej mi przedewszystkim. Domekjest mały mieszkają w nim 3 rodziny jego rodzice , siostra z mężem i swoimi dziecmi 9 i 3latka wkrótce to dziecko młodsze będzie chcialo mieć swój pokoik to nie jestem w stanie sobie wyobrazić gdzie oni się tam pomieszczą jego siostra to rządzi się tam a dlaczego bo to w większości jej i mięza dom to guzik obchodzi moją siostrę czy Ona pracuje czy nie ale wyręcza się każdym w domu maakra jakby to byla jakaś królowa mojej siostrze kazała się wyprowadzić ale wieczorem ją przeprosiła a ja za nic jej nie mogę przepowiedzieć by się wyprowadziła od nich nawet z nim oboje mają pracę na stałę co ich tam trzyma , wiem siostra nie umie gotować mimo iż ma te 33 lata to jest nie obiegana troszkę w życiu jest robotna itd ale ma inny tok myślenia , że sobie nie poradzi itp. eh........ takie głupie gadanie. Do rodzinnego domu boi się wrócić a co gorsza rodzice nawet jej nie chcą Ona też nie chce ich widzieć wcale się do nich nie odzywa i nie odwiedza ich Ja czasami się z nią spotkam , szkoda mi jej ale to już jej życie tak wybrała bo ona myśli , że już nie pozna innego faceta a zawsze chciała być sama i nie rozumiem już tu nic....
jeden dom = jedna pani domu
koniec. kropka.
Mieszkanie w bloku jest dobre jest chce się mieć publiczny seks, wszystko słyszą sąsiedzi, no ale żeby zaciągać kredyt po to na 30 lat to jednak przesada
Jednakże znam takich "jeleni", co to byleby mieć coś własnego zaciągają kredyt i kupują małe mieszkanko w bloku
.
W myśl zasady- "ciasno, ale własno." ![]()
A widziałeś kiedyś głowę na dwóch szyjach? To jest już stwór
Pioruńska samo nakręcająca się - dosłownie - hybryda, znam to z autopsji
Raul chyba nie zauważyłeś jeszcze istoty problemu? Kobieta i mężczyzna muszą stworzyć związek- niezależny.
Facet jest głową, kobieta szyją. Chcąc nie chcąc nie ustalisz nic między sobą jeśli mamusia Twoja będzie miała też rację głosu- a ma jeśli razem się mieszka.
Ona w innych dniach sprząta, małżonka w innych. Ona gdzie indziej kładzie talerze, małżonka gdzie indziej i tak w kółko.
A Ty masz jeszcze wpasować się w ten "wirujący" układ z doskoku i najlepiej obu nie szkodzić...
wtf???
Diagnoza:
Zapewne matka jest uzależniona (emocjonalnie) od córki/syna. I w pewnym stopniu na odwrót (również finansowo).
Zapewniają sobie wzajemnie poczucie bezpieczeństwa. A jeśli Ty stanowisz zagrożenie dla teściowej to ona odpowiednio indoktrynuje córkę/syna. Nic na to nie poradzisz co matka mówi córce/synowi gdy tego nie słyszysz.
A nawet jeśli słyszysz to zwracanie uwagi, żeby się nie wtrącała będzie tylko wywoływało niepotrzebne kłótnie.
U niej w domu jesteś tylko gościem. I musisz się w dużym stopniu podporządkować.
Więc albo mieszkanie u teściowej i podporządkowanie się jej, albo - własne mieszkanie. AMEN!
Odwróćmy sytuację- to Ty zamieszkaj z jej rodzicami- również interesująca propozycja? ( przyjmijmy, że dostajesz to jedno pięterko dla was). Ty sobie coś remontujesz a tu nagle teściu wyskakuje, że nie tak się gładziuje, przybija gwóźdź itp.
Uwierz, że z czasem też byś miał dosyć.
Szerek mylisz się nieco, dosyć każdy by miał; nawet szybciej i bardziej niż myślisz. Miałem przyjemność obcować na co dzień z takim wszechwiedzącym - od końca - Adamem Słodowym... w spódnicy. Klękajcie narody z wycieńczenia psychicznego ![]()
79 2013-08-06 20:44:17 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-08-06 20:46:08)
Mieszkanie w bloku jest dobre jest chce się mieć publiczny seks, wszystko słyszą sąsiedzi, no ale żeby zaciągać kredyt po to na 30 lat to jednak przesada
Widzisz....a sa tacy, ktorzy sie ciesza z tej klitki w bloku, nawet na kredyt!
Nie kazdy ma w perspektywie odziedziczenie posiadlosci po rodzicach z ilustam mieszkaniami.
c`est la vie!
Remi napisał/a:Mieszkanie w bloku jest dobre jest chce się mieć publiczny seks, wszystko słyszą sąsiedzi, no ale żeby zaciągać kredyt po to na 30 lat to jednak przesada
Jednakże znam takich "jeleni", co to byleby mieć coś własnego zaciągają kredyt i kupują małe mieszkanko w bloku
.
W myśl zasady- "ciasno, ale własno."
Niestety czasem to okoliczności zmuszają do bycia takim - jak to określiłaś - ,,jeleniem" i jest to wówczas najlepsze z możliwych rozwiązanie. Ja miałam jakiś tam wybór, Ty masz wybór, ale sytuacje są różne, dlatego daleka byłabym od ironizowania. Czasem nawet pałac nie zastąpi spokoju, który osiąga się w ciasnym, ale własnym mieszkanku. Inna rzecz, że są ludzie, którzy po prostu lubią mieszkać w bloku, choćby po to, aby żyć w centrum miasta, nie martwić się o opał, skopanie ogródka czy pomalowanie balustrad
. Są mieszkania i mieszkania, bloki i bloki, w jednych żyje się jak na bombie zegarowej, a w innych swobodnie i wygodnie.
Niech mnie zastepy anielskie (i diabelskie, tak dla pewnosci) bronia przed mieszkaniem z czyimiskolwiek rodzicami- moimi czy partnera. Niewazne czy nawet na osobnym pietrze! Poza podbramkowymi sytuacjami, nie wyobrazam sobie, ze dorosli ludzie, powyzej trzydziestki, chcieliby miec mamusie zagladajaca w garnki czy tatusia wtracajacego sie do samochodu. Bez obrazy, niektorzy tesciowie sa super, ale mnie sie wydaje, ze para powinna miec wlasna przestrzen.
82 2013-08-06 21:21:41 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-08-06 21:24:21)
A, i pisałam, że mogłabym MOŻE mieszkać z teściami, jakby góra np była dla nas domu dużego itp.No, ale chodziło mi, gdyby z teściami były dobre relacje, niestety nie jest. Z tym, że teraz mówię jak to wygląda w praktyce: z rodzicami chłopaka niestety nie mam dobrych kontaktów, to różni ludzie, wiem, że nie dogadalibyśmy się, dlatego mimo że mieszkają w domu to nie zgodziłabym się (mój chłopak jeszcze z nimi mieszka, ale oczywiście planujemy zamieszkać razem, tylko ja jeszcze muszę pracę znaleźć, bo wiadomo, z jednej pensji, to ciężko). No więc on o tym wie i też rozumie to, szczerze mówiąc nie widziałabym tego związku, gdyby nie rozumiał tych argumentów. Jakiś czas pomieszkać z rodzicami czy teściami, gdy nie ma innego wyjścia, przyjechać do nich na urlop, OK, ale nie mieszkać non stop... Wolę małe ciasne dla nas niż duży dom z nimi
Dlatego jak pisałam, jak już zamieszkamy razem, to oddzielnie
Teraz tylko muszę znaleźć pracę ![]()
A z jego rodzicami nie zamieszkałabym też dlatego, że to no właśnie.. jest dom, ale nie taki duży. Musielibyśmy mieć obok praktycznie obok nich. A więc i na górze, i na dole- ciągle byśmy się widzieli. Uważam, że to niekomfortowe, a facet mój gdyby tego nie rozumiał, to w mojej opinii byłby mamisynkiem ![]()
Autorze, nie zostawiłbyś domu rodziców, w który włożyłeś sporo pracy i pieniędzy dla innej nieruchomości na kredyt, dla wynajętego mieszkania/domu. A dla domu teściów? Gdyby Twoja dziewczyna była dokładnie w takiej sytuacji jak Ty? Jedyna dziedziczka pięknego, dużego domu, w który wkłada swoją pracę, pieniądze i nie wyobraża sobie wyprowadzki z niego? Takie rozwiązanie, równie ekonomiczne, byłoby ok? Czy to ma być Twój dom i żaden inny?
Olinko, racja. Ja jestem taką osobą, namieszkałam się już w dużym domu z ogrodem i wiem jak to wygląda. I wiem, że to nie dla mnie. Miałam i nadal mam inne możliwości - mój ojciec ma dom z trzema samodzielnymi kondygnacjami (wspólna klatka schodowa), w którym mieszkają obecnie tylko dwie osoby. Ma też działkę na drugim końcu miasta, na której mogłabym zbudować co bym tylko chciała. Jednak ja znalazłam swoje miejsce kilkaset kilometrów dalej i nic mnie nie przekona do domu zamiast mieszkania (Może tylko wygrana w lotka, wtedy mogłabym rozważyć taką opcję).
84 2013-08-06 21:36:07 Ostatnio edytowany przez Bastat (2013-08-06 21:42:56)
Też nie wyobrażam sobie mieszkania z teściami/rodzicami pod jednym dachem. Przyszli teściowie mnie lubią z wzajemnością, ale mamy inne style życia, których nie da się jakoś łatwo ze sobą pogodzić. Przykład:Z narzeczonym uwielbiamy spacery. I taki spacer trwa u nas często kilka godzin. Teściowa już po półgodzinnej nieobecności wydzwania z pytaniem gdzie my się podziewamy. Dla niej spacer trwa 20 minut - na łąkę i z powrotem. Po tym czasie ona zaczyna podejrzewać, że coś nam się stało. Wiem, że robi to z dobrego serca, ale po którymś telefonie trafia mnie szlak. Z drugiej strony moja mama bardzo lubi mojego narzeczonego, również z wzajemnością. Niestety i tu niektóre sprawy się różnią. My chodzimy spać dość późno, a moją mamę denerwuje, jak po 22 jeszcze pali się światło. Tak więc gdybyśmy mieli zamieszkać w jednym, bądź drugim domu bardzo szybko doprowadziło by do problemów, bez względu na wzajemną życzliwość. I osobne mieszkanie w tym samym budynku wcale nie rozwiązuje problemów. Bo np. dlaczego wchodząc do mieszkania syna/córki mają pukać, albo o zgrozo wcześniej się zapowiadać? Wcześniej tego nie robili to dlaczego mają coś zmieniać? Albo skoro syn/córka do tej pory uwielbiał/a obiadki u mamusi to z jakiej racji ma ten obiadek robić mu ktoś inny?
Wizja przerażająca.
To już lepiej mieć choćby i kawalerkę, ale móc sobie w niej żyć tak jak się chce. Wychodzić na spacer choćby na cały dzień nie doprowadzając do czyichś ataków paniki i gasić światło po 1 w nocy nie musząc wysłuchiwać, "że wypalamy prąd" - w końcu to my w całości za ten prąd płacimy.
I jeszcze jedno. Może jestem zbyt pruderyjna, ale nie wyobrażam sobie uprawiania seksu ze świadomością, że za ścianą/pod podłogą są rodzice/teściowie. Wspólne zamieszkanie oznaczało by dla mnie zero seksu (no może jakieś wyrwane chwile kiedy na 110% byli by gdzie indziej). Blokadę psychiczną mam i już.
Ja też zawsze myślałam, że nigdy nie zamieszkam z teściami - mieliśmy kupic mieszkanie.
Stało się inaczej - mam działkę, mieszkamy u tesciów tymczasowo, bo budujemy dom.
Jak się mieszka? Praktycznie się widujemy się 2 razy dziennie, jak wychodzę do pracy i wracam.
Jest dobrze, teściowa to mądra kobieta, gotuje, doradzi, pomoże.
Jest jedno ale. Nie ma tego luzu, tej niezależności.
Nie mogę się kochac z mężem głośno.
Nie mogę chodzic nago, a lubię.
Nie mogę sprzątac o 22, a też lubię i wtedy mam czas.
Ogólnie to czuje się skrępowana, mimo, że mieszkam tu już rok.
Nawet jak zapraszam koleżankę/mamę/znajomą, to czuję się dosc dziwinie. Już nie wspomnę o zrobieniu sobie jakiejś imprezy przy piwku w domu. Nie dlatego, że teście mają coś przeciwko, tylko ja nie chcę.
Osobiście uważam, że mieszkac przez jakiś czas można, ale nie zawsze.
Myślę, że nie ma o co tak naprawdę bić piany w kwestii, czy powinno się mieszkać z teściami/rodzicami. Jak widać, większość ludzi miałoby problem z akceptacją takiej sytuacji, jednak bez wątpienia są i tacy, którzy nie mieliby z tym większych problemów. To kwestia charakteru i tego mieszkającego i jego małżonka (bardzo wiele od niego zależy, jego postawa w stosunku do rodziców może wiele zdziałać dobrego i złego) oraz, rzecz jasna, teściów.
Jeśli ktoś lubi, niechże mieszka. Finansowo na pewno jest to opłacalne, a i na pewno pomoc (obiadki) i wyręka (przypilnowane dzieci) duża.
Osobiście znam jeden przypadek, który jest dobry, bo małżeństwo z dwudziestoletnim stażem, gdzie jest ok. Żona sobie chwali ten układ, ale właśnie mąż jest bardzo za nią i zawsze ją we wszystkim popierał.
No i niestety znam wiele przypadków, gdzie wspólne mieszkanie nie wyszło na dobre.
Chciałabym zwrócić jedynie uwagę na coś co mnie tu w kilku wypowiedziach ukłuło. Mianowicie osoby, które mają rodzinny dom i do tego niezłomny zamiar by w nim na wieki pozostać.
Uderzające jest to, że nawet nie macie (z tego co zrozumiałam) kandydata na partnera. Jednak wiecie, że ma on tam z wami zamieszkać.
Hmm... gdybym planowała życie w pojedynkę, to mogłabym powiedzieć, że w przyszłości będę mieszkać tu i tu - w tym domu, z tymi ludźmi, albo gdziekolwiek mi się spodoba.
Ale jeśli planuję się związać... planuję w przyszłości stworzyć partnerski związek, to jakim prawem decyduję za partnera (potencjalnego)już dziś. Wieje mi tu egoizmem na kilometr. Wręcz współczuję Waszym parterom, którzy na dzień dobry zostaną postawieni przed brakiem wyboru miejsca i osób z którymi będą mieszkać, boście zrobili to już za nich, dawno temu.
Nie rozumiecie jednej rzeczy. Dla partnera Wasi rodzice to obcy ludzie. Nawet z nowym parterem, z którym jakiś czas się spotykało, którego się kocha początki bywają trudne, wiele sytuacji rodzi skrępowanie. A Wy od razu (bez pardonu) żądacie, by dołączyli do tego zespołu nowe osoby.
Ja pamiętam, jak mi się głupio zrobiło, gdy teściowa zdjęła z suszarki moją bieliznę i ją poukładała w szufladach. Nie mam dziurawych gaci, żeby się wstydzić
, ale jakoś niezręcznie się poczułam. Też wiele razy walczyłam o to, by przychodząc do nas pukali, bo nie odczuwali takiej potrzeby. Kiedyś bym się na teścia natknęła będąc półnaga. Nie słyszałam, że wszedł.
A nigdy nie mieszkałam z nimi, zajmowali się okresowo moim dzieckiem.
A to że, Raul, mama Cię wychowała i wyrosłeś, więc nie masz nic przeciwko, by wtrącała ciągle swoje trzy grosze w kwestii wychowania. Cóż. Po pierwsze, pamiętaj, że żona ma też swoje wzorce (z domu) i wizje (własne). Po drugie, nie sądź, że perspektywa "własne dziecko - wnuk" niczego nie zmienia. Bardzo zmienia. Dziadkowie są zupełnie inni dla swoich dzieci. Sama byłam świadkiem jaka to niesamowita przemiana. Ja miałam ostre wychowanie, ale ci sami ludzie mają zupełnie inne podejście do mojego dziecka.
Dziadkowie nie tylko mają tendencję do folgowania wnukom, wyręczaliby ich też (czego byłam świadkiem, gdy moje dziecko któregoś roku wróciło z wakacji z dziadkami i nagle się okazało, że zapomniało, jak się ściąga bluzkę, choć wcześniej to robiło), są nadopiekuńczy. Moja teściowa też wiecznie kazała mi cieplej ubierać dziecko. Ja głupia słuchałam (bo właśnie myślałam, że przecież jest bardziej doświadczona). No i tak moje przegrzane dziecko przechorowało całe przedszkole. Póki nie zrozumiałam, że teściowa, starszy człowiek, ma już zaburzoną tę czynność, jest jej ciągle zimno. A dziecko ciągle się rusza. Jest mu cieplej niż mnie, gdy siedzę... już nie mówiąc o teściowej.
Wierz mi, że inaczej byś reagował na wieczne "dobre rady" teściowej lub teścia. Do rad swoich rodziców jesteś przyzwyczajony, bo to Twoi rodzice. Dla Twojej małżonki to obcy ludzie. Można ich akceptować, nawet lubić i szanować, ale (dobra rada dla Ciebie) chroń przyszłą małżonkę, jeśli już zdecyduje się zamieszkać w Twoim rodzinnym domu, od nadmiaru ich uwag.
87 2013-08-07 00:14:21 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-08-07 00:17:04)
Kajko, bardzo ładnie napisałaś. Rozumiem tak jak Ty, że ktoś chce kiedyś mieszkać z rodzicami, ale powinien też uwzględniać opinie drugiej strony. Warto szukać rozwiązań, które by zadowoliły oboje, warto rozmawiać, takie są moje odczucia. Szczera rozmowa jest zawsze o wiele lepsza niż :" Będziemy mieszkać z moją mamą" i już, czasem można też ustąpić, w końcu nie zawsze mamy racje! ![]()
Każdy z nas ma inne przyzwyczajenia, musimy o tym pamiętać. Mieszkanie razem dwojga ludzi to nowy etap- niełatwy, tak myślę, choć jeszcze nie mieszkam z partnerem, a jeśli dodatkowo mieszka się z rodzicami czy teściami, to trzeba pamiętać, że mogą rodzić się konflikty i może być jeszcze trudniej.
Dokładnie, "dobre rady" teściowej/ teścia na pewno są denerwujące. Co więcej mnie swoimi radami często i rodzice denerwują
Choć fakt, do uwag rodziców możemy być bardziej przyzwyczajeni. Dlatego to co nam nie przeszkadza, to nie znaczy, że nie nie będzie też przeszkadzać partnerce. Warto pamiętać, że to nowe życie we dwoje, więc nawet jeśli mieszkanie z teściami, to tak, by jednak tę niezależność zachować, a nie ciągle słuchać "dobrych rad" ![]()
Każdy ma swoje racje.
U mnie także wchodzi inna kwestia- otóż mama samotnie mnie wychowywała i nie ma, jak na razie faceta, więc nie wyobrażam sobie, żeby zostawiać na jej głowie jeszcze wielki dom.
Poza tym mieszkamy z dziadkami, tzn. mamy rodzicami i bardzo mi się to podoba.
Po prostu kwestia wychowania. U nas się to sprawdziło i nie wyobrażam sobie inaczej. A jeżeli mój chłopak/narzeczony/ mąż będzie miał jakieś "ale", to albo się z tym pogodzi, albo się rozstanę.
89 2013-08-07 00:51:35 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-08-07 00:51:50)
No tak, może być to jeden z Twoich warunków, by związek trwał, tak samo jak np to, że jak ja chce dzieci, to też np rozstałabym się, gdyby partner dzieci nie chciał, bo to dla mnie zbyt ważna kwestia, by rezygnować. Jednak wiesz Jaga, w tej sytuacji chyba jest inaczej, bo może być np tak, że Twój chłopak i mama, by się nie lubili, to już chyba gorzej.. chociaż zależy jaką masz mamę.. ale pewnie niekomfortowo wtedy razem tak by się mieszkało. Różnie bywa. A rodziców można też często odwiedzać. Cho.ć rozumiem, jak mama sama to już ciężej.
Warto też pamiętać, że wspólne dorabianie się partnerów bardzo łączy i zwyczajnie cieszy. To co wyczekane, wypracowane jest cenniejsze stukrotnie bardziej niż to, co lekką ręką dostaliśmy na starcie. Podam przykład: kiedy na początku małżeństwa zamieszkałam we własnym mieszkanku (w połowie na kredyt), to mieliśmy odłożonych trochę pieniędzy na wyposażenie (meble i sprzęt AGD). Z tych pieniędzy kupiliśmy naprawdę sporo - ładną sypialnię, rogówkę, meble do salonu, do kuchni, ale na wszystko jednak nie wystarczyło, tym bardziej, że za jakiś czas na świat przyszło dziecko. Do dziś pamiętam ile radości w porównaniu z całą resztą sprawił nam stół (zwykły, sosnowy stół), który po jakichś dwóch, może nawet trzech, latach w końcu stanął w kuchni - cieszyliśmy się z niego jak dzieci, choć przecież mieliśmy już sporo wartościowszych i ładniejszych rzeczy. Jednak tamto przyszło nam łatwo i kupiliśmy wszystko naraz, a żeby kupić stół musieliśmy zaczekać, zrezygnować z czegoś innego i odłożyć.
Chciałabym zwrócić jedynie uwagę na coś co mnie tu w kilku wypowiedziach ukłuło. Mianowicie osoby, które mają rodzinny dom i do tego niezłomny zamiar by w nim na wieki pozostać.
Uderzające jest to, że nawet nie macie (z tego co zrozumiałam) kandydata na partnera. Jednak wiecie, że ma on tam z wami zamieszkać.
Zgadzam się z tą wypowiedzią. Dla mnie to brzmi jak szantaż emocjonalny - albo bierzesz mnie z dobrodziejstwem inwentaża (czyli domem i rodziną za ścianą), albo niestety musimy się rozstać. A gdzie są uczucia i potrzeby tego drugiego człowieka? On się w tym wszystkim nie liczy? Jak to??? Nigdy w życiu nie chciałabym być postawiona przed takim wyborem, tym bardziej, że niewątpliwie dałoby mi to do myślenia, a i sama nie postawiłabym pod ścianą kogoś, kogo podobno kocham.
KajkaKa napisał/a:Chciałabym zwrócić jedynie uwagę na coś co mnie tu w kilku wypowiedziach ukłuło. Mianowicie osoby, które mają rodzinny dom i do tego niezłomny zamiar by w nim na wieki pozostać.
Uderzające jest to, że nawet nie macie (z tego co zrozumiałam) kandydata na partnera. Jednak wiecie, że ma on tam z wami zamieszkać.Zgadzam się z tą wypowiedzią. Dla mnie to brzmi jak szantaż emocjonalny - albo bierzesz mnie z dobrodziejstwem inwentaża (czyli domem i rodziną za ścianą), albo niestety musimy się rozstać. A gdzie są uczucia i potrzeby tego drugiego człowieka? On się w tym wszystkim nie liczy? Jak to??? Nigdy w życiu nie chciałabym być postawiona przed takim wyborem, tym bardziej, że niewątpliwie dałoby mi to do myślenia, a i sama nie postawiłabym partnera pod ścianą.
Ooo, przepraszam, mój chłopak (od trzech tygodni były) był przez prawie 4 lata poważnym kandydatem. Od początku wiedział i sam rozumiał, że nie opuszczę rodzinnego domu. Nawet były plany, jak się wyremontuje mieszkanie na poddaszu, gdyż remont niewątpliwie się przyda. Bo nie wprowadzilibyśmy się do urządzonego mieszkania, trzeba byłoby się wszystkiego dorabiać- AGD, sprzętu RTV, mebli. Z tą tylko różnicą, że nie musielibyśmy brać kredytu hipotecznego na kupno.
Takich rzeczy wiadomo, nie mówi się stosując szantaż.
....Ooo, przepraszam, mój chłopak (od trzech tygodni były) był przez prawie 4 lata poważnym kandydatem.....
Był.
Jaga Baba07 napisał/a:....Ooo, przepraszam, mój chłopak (od trzech tygodni były) był przez prawie 4 lata poważnym kandydatem.....
Był.
Ale to chyba nie jest tematem. W każdym razie nie jest tak, jak napisała Kajka, że każdy z nas, kto jest za mieszkaniem w rodzinnym domu nie miało kandydata.
Poza tym każdy ma swoje racje.
Nie mogę napisać, że Wy, przekonani o tym, że mieszkanie z teściami to zło, nie macie racji.
Tak samo i Wy nie możecie napisać, że ja nie ma racji.
Po prostu na to składa się zbyt wiele czynników. Każda sytuacja jest inna. Nie wszyscy teściowie są wrogami dla zięcia, czy synowej, nie wszyscy teściowie są wścibscy.
Tak jak nie wszyscy teściowie są cacy.
Nie będziemy myśleć nigdy tymi samymi kategoriami.
Wy macie tak, my mamy tak. I nie można jednoznacznie określić, co jest dobre, a co nie.
Jago Babo, jeśli o mnie chodzi, to nie pisałam personalnie do Ciebie
.
Oczywiście, że nie wszyscy teściowie są wrogami dla zięcia (moi rodzice mojego męża uwielbiali od samego początku) czy synowej (zawsze okazywali mi sympatię i szacunek, nigdy też z ich ust nie usłyszałam pod swoim adresem złego słowa czy zarzutu), nie wszyscy są wścibscy (do nas nikt się nigdy nie wtrącał, ale też gdyby próbowano, to nie pozwoliłabym), a jednak choć mam cudowną mamę i zawsze byłam z rodzicami emocjonalnie bardzo związana, to mieszkania pod jednym dachem z nikim oprócz męża (i potem syna) nie potrafię sobie wyobrazić.
Ja jednak potrzebuję naprawdę dużej swobody, a nawet od czasu do czasu chwili zupełnej samotności, a przede wszystkim poczucia, że nie jestem od nikogo trzeciego w żaden sposób zależna. Jesteśmy różni, dlatego różnie patrzymy na ten sam temat.
bags napisał/a:Raul Endymion napisał/a:Przeczytałem parę tematów dzisiaj i nasunęły mi się pytania do głowy. Czy naprawdę wynajęcie mieszkania i dymanie na utrzymanie czegoś co nigdy nie będzie wasze lub wpakowanie się w mieszkanie na kredyt na tysiąc "pincet" lat jest lepszym rozwiązaniem od zamieszkania u teściów? Mówię o sytuacji gdzie do wyboru jest spory domek, także powiedzmy całe piętro należy do was. Wychodzi na to, że nie macie bladego pojęcia o ekonomii , a wasi faceci i o ekonomii ani nie potrafią ochronić swoich kobiet przed krwiożerczymi teściami. Kurna czy wyście wszyscy powariowali?!:D
Chcesz mieszkać z teściami a Twoja panna niekoniecznie?:)I szukasz tu potwierdzenia?
Być może finansowo to się bardziej opłaci ale za święty spokój zapłacę wyższą cenę.
Mieszkam w nieduzym mieszkaniu.Mój mąż od wieków namawia mnie by zamieszkać w domu teściów.Mamy tam ponad 100m kwadratowych,osobne wejście,wszystko urządzone bo od paru lat zyjemy na dwa domy:przyjezdżamy w weekendy i wakacje.I teoretycznie jesteśmy u siebie- bo prawie cały dom zapisany jest na męża.
Ale ja mam dość chorych,wpierdzielających się we wszystko teściów,szczujacych na mnie męża i córkę.Kiedy nie jestem tu codziennie mogę nie reagować na różne zaczepki ale gdybym była codziennie to dzień kończyłabym karczemną awanturą.A ja chcę spokoju i za bardzo cenię sobie niezależność.@bagsik nie "wyhylaj" się tu, biegnij lepiej po słownik ortograficzny. "Kto pyta nie błądzi" - mówi Ci to coś? Ja nie pytam o jakieś błahostki w stylu "lala się nie odzywa do mnie od wczoraj, a mnie jaja swędzą" mówiąc językiem potocznym - a i takie pytania tutaj padają, chodzi mi o sens. Jestem pewien, że tam też ganisz autorów postów za brak wyobraźni.
Pewnie, że znam powtarzane od lat prawdy w stylu teściowa będzie się wtrącać w kuchni, do dzieci itd itd. Ale gdy znam sytuacje mojej kuzynku, która miała złoty róg, obiecała facetowi, że po ślubie pójdzie do teściów (wspaniałych ludzi - serio) a tuż po nim zmienia decyzje i mówi , że nie pójdzie! I co? Teraz jest rozwódką z dzieckiem, bez pracy i lada chwila trafi pod most. Do czego zmierzam - te stare prawdy już nie wydaja mi się tak oczywiste jak kiedyś, do tego wczoraj tez trochę poczytałem i pojawiły się wątpliwości, które postanowiłem rozwiać tutaj. Może net - kobiety napiszą coś czego jeszcze nie wiem itd. Forum mają zadbane, moderatorki dokładają wszelkich starań, żeby tak pozostało więc nie prowokuj na przyszłość. Czepiaj się wtedy kiedy trzeba albo wcale najlepiej, bo od tego są moderatorki.
Wezmę stronę bagsika- on ma odmienne niż Twoje zdanie,nie czepia się tylko odpowiada w takim tonie w jakim zadałeś pytanie- zaczepnie,w przekonaniu:"moja racja jest najmojsza".Ty się czepiasz bo wytykanie błędu(którego za cholerę nie mogę znaleźć) należy do moderatorstwa.
96 2013-08-07 08:21:16 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2013-08-07 08:24:44)
Nikt nie jest idealny, a mieszkanie mlodego malzenstwa z tesciami to chyba najtrudniejsza proba
. Sama mieszkalam z tesciami przez pierwszy rok i czulam sie jako mloda zona troche w gosciach, a troche intruzem. Tesciowa chciala dobrze, ale bylo jak bylo. Zwlaszcza na poczatku. Potem powoli sie dogadywalysmy, ale nawet teraz po latach, kiedy jestem panią u siebie w domu, samodzielna i niezalezna, jeszcze do konca sie nie dogadalysmy ![]()
Warto na poczatku ustalic zasady, na jakich sie w to wchodzi, ale to nie takie proste, bo kazdy u innych widzi wecej (wad) niz u siebie - i wydaje mu sie, ze to co dobre dla nas, dobre tez dla innych. Autor tego watku jest tego zywym przykladem ![]()
Wychodzi na to, że nie macie bladego pojęcia o ekonomii
Wychodzi na to, że nie masz bladego pojęcia o życiu ![]()
98 2013-08-07 09:33:58 Ostatnio edytowany przez KajkaKa (2013-08-07 09:37:54)
Każdy ma swoje racje.
U mnie także wchodzi inna kwestia- otóż mama samotnie mnie wychowywała i nie ma, jak na razie faceta, więc nie wyobrażam sobie, żeby zostawiać na jej głowie jeszcze wielki dom.
Poza tym mieszkamy z dziadkami, tzn. mamy rodzicami i bardzo mi się to podoba.
Po prostu kwestia wychowania. U nas się to sprawdziło i nie wyobrażam sobie inaczej. A jeżeli mój chłopak/narzeczony/ mąż będzie miał jakieś "ale", to albo się z tym pogodzi, albo się rozstanę.
No i to właśnie nazwałam egoizmem i się z tego nie wycofuję. Warunkiem bycia Twoim mężem jest zgoda na mieszkanie nie tylko z Twoją mamą, ale i dziadkami.
Twój były już chłopak przyjął warunek, ale nie zmienia to faktu, że przyszły może mieć z tym problem.
Egoizmem dla mnie jest założenie, że MUSI, bo to warunek Waszego bycia razem.
Mamie można pomagać także nie mieszkając z nią.
A co jeśli kochający Cię chłopak zgodzi się na Twoje warunki, ale nie podoła? Okaże się po czasie, że nie jest szczęśliwy, że nie dogaduje się z Twoją mamą, męczy go mieszkanie z dziadkami? No np. macie już dzieci, a on nie wyobraża sobie dalszego mieszkania u Twojej rodziny? Też pokazujesz mu drzwi?
Zrozum. Nie chodzi mi o to, że uważam, że mieszkanie z rodzicami jest złe. Jest ok. Tylko że tworząc związek partnerski muszę i chcę brać pod uwagę szczęście i komfort partnera. Jeśli on nie ma nic przeciwko, to ok. Jednak zakładanie z góry, że nie ma wyboru, bo ja innej opcji sobie nie wyobrażam, jest chore. Jak dla mnie.
Mam taką koleżankę. Po ślubie zamieszkała w domu rodzinny swojego męża. Niby też osobno, na górze. Urodziło się dziecko. Jednak nie wytrzymała "dobrych rad" teściowej. Wróciła do rodzinnego miasta, w którym ma mieszkanie po babci. Od kilku już lat jej mąż jest weekendowym tatusiem, bo nie potrafi się wyprowadzić od mamusi.
Bo cóż. Pewnie sama jest sobie winna. Znała warunki, godziła się na nie... i to jej problem, że ich nie dotrzymała.
Patologia.
W dorosłym człowieku powinna być GOTOWOŚĆ opuszczenia rodzinnego gniazda. Inaczej nie powinien wcale się wiązać.Kropka.
Ja nie mam nic przeciwko mieszkania z teściami, ALE nie mogłam znieść mojej współlokatorki (2 lata starszej ode mnie) gdy byłam singielką i wynajmowałam mieszkania. Słowo daję, wolę moją teściową po tysiąckroć!
Druga sprawa jest taka, że ludzie są naprawdę różni
Ideałem byłoby gdyby KAŻDA nowo powstała rodzina mogła żyć na swoim, indywidualnym, własnym - ale przecież nie każdego na to stać.
Jeśli mieszka się z rodzicami/teściami to należy od początku postawić na szczerość, tzn. na otwarte wyjaśnianie różnorakich konfliktów- a to wcale nie muszą być MEGA konflikty! Czasem to dogadanie się w kwestii wywozu śmieci (np. my musieliśmy podjąć taką decyzję w kilka rodzin, a różni członkowie rodziny mieli różne zdanie) zużycia wody, oszczędzania energii, sprzątania powierzchni wspólnych- ale przecież dla człowieka dorosłego, mającego język w gębie to chyba nie taki problem- porozmawiać ![]()
Catwoman wszystko ładnie, pięknie i zawsze można porozmawiać, ale co zrobić jak standardy dwóch osób są całkowicie przeciwstawne. Przykład: Ja zostałam tak wychowana, że jak chce się do kogoś przyjść to należy tą osobę z wyprzedzeniem poinformować (chociaż tak z godzinkę wcześniej). Kiedy wyprowadziłam się z domu nawet z mamą muszę wcześniej ustalić wizytę. Natomiast moja teściowa i cała rodzina mojego jest przyzwyczajona, że po prostu się wpada jak jest się akurat blisko. I inne rozwiązanie jest nie do pomyślenia. Ze znajomymi można ustalać spotkanie, ale przecież nie z rodziną! Ostatnio była u nas taka sytuacja, że brat mojego ze swoją narzeczoną wpadli do nas bo akurat byli w pobliżu. A my akurat przy śniadaniu (późnym- mój wrócił o 3 w nocy z pracy i odsypiał), nie odkurzone (u nas trzeba to robić codziennie, bo inaczej wygląda jak tygodniowy kurz, a przecież nie będę jeździć odkurzaczem jak mój śpi), a ja w prześwitującej sukience bez stanika. I dzwonek do drzwi, cześć wpadliśmy was odwiedzić. Nie wiedziałam, czy mam się witać, ubierać, czy ogarniać mieszkanie na szybko. A potem dowiaduje się, że jestem niemiła, bo zamiast witać się z gośćmi schowałam się w łazience. Bo zdecydowałam się najpierw chociaż stanik założyć, bo paradowanie przed obcym facetem bez niego było dla mnie niesamowicie krępujące. Ja nigdy nie zaakceptuje wpadania bez zapowiedzi, a oni na takie żądanie poczują się urażeni i skrzywdzeni. I jak to pogodzić? Jaki kompromis?
Bastat, ja mam całkiem podobnie
I nie jest to zła wola mojej nowej, nabytej rodzinki- oni po prostu tak mają
Co robię? Gdy już NAPRAWDĘ nie chcę, nie mogę widzieć nikogo u siebie, zamykam drzwi na klucz lub mówię "Przepraszam, ale teraz nie mogę z Tobą rozmawiać/ Nie mam czasu na wizytę" a gdy ktoś przychodzi późnym wieczorem lub wczesnym rankiem, nie robię afery- chodzę w tym, w czym akurat mnie zastanie; w majtkach, ręczniku, staniku; ten luz przejęłam od teściowej ![]()
U mnie to też nie jest zła wola! Ja wiem, że oni tak mają. Jak mieszkamy osobno to możemy się zamknąć na klucz i udawać, że nas nie ma
Gdybyśmy mieszkali u nich w domu to takiej możliwości by nie było. Mimo,ze dałoby się tam zrobić dwa mieszkania- jedno na górze drugie na dole nie wyobrażam sobie jak miałabym wyegzekwować od teściów zapowiadania, że wchodzą na górę swojego domu. Bo nawet gdyby ta górę nam przepisali to nadal byłby ich dom - w końcu sami w pocie czoła go wybudowali. Dla nich podstawą kontaktów w rodzinie jest wpadanie do siebie bez zapowiedzi. I próbując wprowadzić w tym zakresie swoje zasady zostałabym uznana za osobę próbującą odseparować mojego od rodziny. Mnie ciągłe pilnowanie, czy jestem odpowiednio ubrana, czy gdzieś nie leży jakiś pojedynczy paproszek i czy w zlewie nie stoi jeszcze nieumyty kubek doprowadziłoby do szaleństwa. A paradowania w obecności osób trzecich w czym popadnie po prostu sobie nie wyobrażam.
"Mnie ciągłe pilnowanie, czy jestem odpowiednio ubrana, czy gdzieś nie leży jakiś pojedynczy paproszek i czy w zlewie nie stoi jeszcze nie umyty kubek doprowadziło by do szaleństwa. " - a po co się tym w ogóle przejmujesz?! ![]()
"A paradowania w obecności osób trzecich w czym popadnie po prostu sobie nie wyobrażam." - a ja to robię bez żenady, wiesz czemu? Bo przez to daję sygnał : Wpadasz kiedy chcesz, to zastajesz mnie taką ![]()
No niestety ja mam potrzebę bycia perfekcyjną.
Boje się negatywnych ocen.
Co do demonstracji to świetny sposób, ale dla mnie nie do przejścia- jednak jestem na to zbyt pruderyjna ![]()
U nas po prostu NIKT się nie przejmuje ani oceną; nikt nie patrzy czy ktoś ma nieumyte naczynia w zlewie, czy porozwieszane na sznurze, suszące się majtki czy też kuchnię całą w mące ![]()
Z ubiorem całkiem podobnie.
Zazdroszczę...
Chociaż po dłuższym przemyśleniu to chyba najsurowiej oceniam siebie ja sama.
Catwoman tobie nie przeszkadza polnagie hasanie w obecnosci osob trzecich, waszym tesciom to nie przeszkadza ale idac tym torem to niech kazdy sobie wychodzi polnago na ulice bo w koncu czemu nie? ![]()
To co u was dziala nie musi dzialac u kogos innego.
Czemu Bastat sie przejmuje? Bo jest inna niz ty i tyle. Jej tesciowie sa inni niz twoi.
Ja tez moge miec w dupie to jak sie we wlasnym domu pokazuje ale recze ze gdybym ja chciala przyjmowac niezaproszonych tesciow w przeswitujacych ubraniach to by conajmniej dwie osoby rzucily sie mnie zakrywac. Moj maz i tesciowa ![]()
Raul Endymion napisał/a:bags napisał/a:Chcesz mieszkać z teściami a Twoja panna niekoniecznie?:)I szukasz tu potwierdzenia?
Być może finansowo to się bardziej opłaci ale za święty spokój zapłacę wyższą cenę.
Mieszkam w nieduzym mieszkaniu.Mój mąż od wieków namawia mnie by zamieszkać w domu teściów.Mamy tam ponad 100m kwadratowych,osobne wejście,wszystko urządzone bo od paru lat zyjemy na dwa domy:przyjezdżamy w weekendy i wakacje.I teoretycznie jesteśmy u siebie- bo prawie cały dom zapisany jest na męża.
Ale ja mam dość chorych,wpierdzielających się we wszystko teściów,szczujacych na mnie męża i córkę.Kiedy nie jestem tu codziennie mogę nie reagować na różne zaczepki ale gdybym była codziennie to dzień kończyłabym karczemną awanturą.A ja chcę spokoju i za bardzo cenię sobie niezależność.@bagsik nie "wyhylaj" się tu, biegnij lepiej po słownik ortograficzny. "Kto pyta nie błądzi" - mówi Ci to coś? Ja nie pytam o jakieś błahostki w stylu "lala się nie odzywa do mnie od wczoraj, a mnie jaja swędzą" mówiąc językiem potocznym - a i takie pytania tutaj padają, chodzi mi o sens. Jestem pewien, że tam też ganisz autorów postów za brak wyobraźni.
Pewnie, że znam powtarzane od lat prawdy w stylu teściowa będzie się wtrącać w kuchni, do dzieci itd itd. Ale gdy znam sytuacje mojej kuzynku, która miała złoty róg, obiecała facetowi, że po ślubie pójdzie do teściów (wspaniałych ludzi - serio) a tuż po nim zmienia decyzje i mówi , że nie pójdzie! I co? Teraz jest rozwódką z dzieckiem, bez pracy i lada chwila trafi pod most. Do czego zmierzam - te stare prawdy już nie wydaja mi się tak oczywiste jak kiedyś, do tego wczoraj tez trochę poczytałem i pojawiły się wątpliwości, które postanowiłem rozwiać tutaj. Może net - kobiety napiszą coś czego jeszcze nie wiem itd. Forum mają zadbane, moderatorki dokładają wszelkich starań, żeby tak pozostało więc nie prowokuj na przyszłość. Czepiaj się wtedy kiedy trzeba albo wcale najlepiej, bo od tego są moderatorki.Wezmę stronę bagsika- on ma odmienne niż Twoje zdanie,nie czepia się tylko odpowiada w takim tonie w jakim zadałeś pytanie- zaczepnie,w przekonaniu:"moja racja jest najmojsza".Ty się czepiasz bo wytykanie błędu(którego za cholerę nie mogę znaleźć) należy do moderatorstwa.
Dziękuję za aprobatę, nie mniej jednak chochliki coś tu nawywijały, bo jam nie kobieta, tym bardziej z córką ![]()
Jaguar skąd ta defensywa?
Napisałam w moim pierwszym tu poście, że u każdego jest inaczej; u jednych się sprawdza mieszkanie z teściami, u innych kompletnie nie.
Na co jednak zwracam uwagę: że nie warto się przejmować opinią innych, jakże niedoskonałych osób! To dla dobra zdrowia psychicznego ![]()
Ganianie po ulicy nago? Ejjj nie za bardzo odchodzisz od tematu?
![]()
Jaguar skąd ta defensywa?
Napisałam w moim pierwszym tu poście, że u każdego jest inaczej; u jednych się sprawdza mieszkanie z teściami, u innych kompletnie nie.
Na co jednak zwracam uwagę: że nie warto się przejmować opinią innych, jakże niedoskonałych osób! To dla dobra zdrowia psychicznego
Ganianie po ulicy nago? Ejjj nie za bardzo odchodzisz od tematu?![]()
Zadna defensywa, stwierdzenie faktu.
111 2013-08-07 23:43:02 Ostatnio edytowany przez Raul Endymion (2013-08-07 23:56:26)
Wezmę stronę bagsika- on ma odmienne niż Twoje zdanie,nie czepia się tylko odpowiada w takim tonie w jakim zadałeś pytanie- zaczepnie,w przekonaniu:"moja racja jest najmojsza".Ty się czepiasz bo wytykanie błędu(którego za cholerę nie mogę znaleźć) należy do moderatorstwa.
A bierz sobie... najlepiej weź go sobie całego! ![]()
Raul, a co byś zrobił, gdyby okazało się, że Twoja wybranka godzi się na wspólne mieszkanie, ale po czasie okazuje się, że to jednak był zły pomysł, nie dogaduje się z teściami, ogólnie jest nieszczęśliwa i marzy jej się wyprowadzka na swoje?
Nie robiłbym jej problemów, dał wolną rękę , sam chyba bym wstąpił do legii c. żeby być jak najdalej od tej chorej rzeczywistości. Kto wie może i bym znienawidził rodziców, że tak "umili" mojej partnerce życie, a mnie zniszczyli... kto wie
jedno jest pewne to byłby mega cios!
w zyciu bym nie chciala z tesciami mieszkac, wyprowadzilam sie z domu majac 17 lat, sama jakos dawalam i daje rade, teraz juz z narzeczonym i nie wyobrazam sobie wiecej ludzi w domu poza nasza 2
Też tak kiedyś myślałam, ale sytuacja mnie zmusiła i życie z teściami okazało się być lepszym rozwiązaniem niż kredyt do końca życia.
I jestem przykładem na to, że bez problemu można się dogadać i normalnie żyć.
Raul, a co byś zrobił, gdyby okazało się, że Twoja wybranka godzi się na wspólne mieszkanie, ale po czasie okazuje się, że to jednak był zły pomysł, nie dogaduje się z teściami, ogólnie jest nieszczęśliwa i marzy jej się wyprowadzka na swoje?
Nie robiłbym jej problemów, dał wolną rękę , sam chyba bym wstąpił do legii c. żeby być jak najdalej od tej chorej rzeczywistości. Kto wie może i bym znienawidził rodziców, że tak "umili" mojej partnerce życie, a mnie zniszczyli... kto wie
jedno jest pewne to byłby mega cios!
Nie nie nie, nie w tym sensie, że marzy jej się rozstanie, tylko wyprowadzka z Tobą do jakiegoś wspólnego mieszkania, np. wynajmowanego? W takim sensie, że właśnie mieszkanie z rodzicami zagroziłoby Twojemu związkowi.
A ja zadam inne pytanie- a co by było gdyby okazało się, że wyprowadzka do wspólnego mieszkania zagroziłaby Waszemu związkowi?
Rozmawialiście z partnerem, ustaliliście, że bierzecie kredyt na 30 lat, ale wiecie, że wyprowadzka i kupno swojego mieszkania nie było marzeniem Waszego partnera. Po czasie jest on/ona nieszczęśliwy, męczy się, bo uległ Waszej perswazji mimo swoich przekonań. Związek się sypie. Co byście zrobili?
Przewiduję, jakie mogą być odpowiedzi.
Tylko moim zdaniem nie da się "odwrócić" mojego pytania w ten sposób.
Bo po pierwsze- mówimy o dorosłych ludziach, a nie kretynach, którzy po kilku miesiącach znajomości decydują się na wspólne mieszkanie i kredyt na 30 lat. Z reguły musi nastąpić jakiś okres przejściowy- np. wspólne mieszkanie na wynajem.
Poza tym nie wiem jakie przeszkody może rodzić wspólne mieszkanie bez rodziców w udanym związku. Chyba tylko to, że partner tęskni za rodzicami i tym, że ma wszystko podstawione pod nos, ale wtedy wychodzi na jaw, że do związku nie dorósł, bo małżeństwo to "on i ona", a nie "on, ona i rodzice". I ten problem powinien wyjść już na etapie wynajmowania mieszkania.
Jeśli chodzi o mieszkanie z rodzicami, to tu może wyjść mnóstwo problemów- np. brak prywatności, wtrącanie się rodziców, itp. itd.
116 2013-08-08 11:05:08 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-08-09 02:55:36)
Jak facet dupa to mieszkanie u teściów odpada, nie miałbym problemu żeby wulgaryzm przyszłą teściową czy zwrócić uwagę swojej matce.
Widzisz, Busiu, ja na przykład byłabym nieszczęśliwa.
Już pomijam fakt, że w moim konkretnym przypadku, gdzie nakłada się naprawdę wiele czynników, które zebrane w kupę powodują, że mieszkanie w rodzinnym domu to jedyne wyjście, a chęć kupna czegoś swojego byłaby Mount Everestem egoizmu i głębokim, jak Rów Mariański kaprysem jedynaczki.
Już o głupocie nie wspominam, bo przecież mając chałupę podzieloną na sześć mieszkań, w tym jedno wielkie na poddaszu, które od kilku lat jest zarezerwowane dla mnie, nie wyprowadzę się, żeby wynajmować u kogoś obcego lokal. W imię "samodzielnego" życia. Jak wspomniałam, mogę się wyprowadzić na rok, dwa, żeby posmakować, jak to jest, ale z pewnością wrócę do rodzinnego domu. Przecież samodzielna będę, mama jest osobą mało wtrącającą się w życie, nawet swojej jedynej córki.
A jak mam ładować kasę, to w coś, co jest moje. A nie w coś, co może być moje.
Dorosłam, dojrzałam i uważam, że każdy przypadek jest inny. I nigdy nie jest tak, że dana sytuacja jest czarno- biała.
118 2013-08-08 15:20:30 Ostatnio edytowany przez KajkaKa (2013-08-08 15:22:53)
Widzisz, Busiu, ja na przykład byłabym nieszczęśliwa.
Już pomijam fakt, że w moim konkretnym przypadku, gdzie nakłada się naprawdę wiele czynników, które zebrane w kupę powodują, że mieszkanie w rodzinnym domu to jedyne wyjście, a chęć kupna czegoś swojego byłaby Mount Everestem egoizmu i głębokim, jak Rów Mariański kaprysem jedynaczki.
Już o głupocie nie wspominam, bo przecież mając chałupę podzieloną na sześć mieszkań, w tym jedno wielkie na poddaszu, które od kilku lat jest zarezerwowane dla mnie, nie wyprowadzę się, żeby wynajmować u kogoś obcego lokal. W imię "samodzielnego" życia. Jak wspomniałam, mogę się wyprowadzić na rok, dwa, żeby posmakować, jak to jest, ale z pewnością wrócę do rodzinnego domu. Przecież samodzielna będę, mama jest osobą mało wtrącającą się w życie, nawet swojej jedynej córki.
A jak mam ładować kasę, to w coś, co jest moje. A nie w coś, co może być moje.Dorosłam, dojrzałam i uważam, że każdy przypadek jest inny. I nigdy nie jest tak, że dana sytuacja jest czarno- biała.
Tak. Tylko pamiętaj, że tworząc związek, a przede wszystkim zakładając rodzinę, masz już nowe zobowiązania, wcale nie mniej ważne od tych wcześniejszych. Szczęście Twojej nowej rodziny mnie ważne nie jest. I byś tu przypadkiem nie wykazała się egoizmem jedynaczki, która nigdy nie odcięła pępowiny.
A poza tym, czy Twoja rodzina z chwilą Twojego ślubu ma zamiar uczynić Twojego męża współwłaścicielem mieszkania na poddaszu.
Jeśli tak, ok. Jest to do przyjęcia.
Jeśli nie, co w dzisiejszych niepewnych czasach bardziej prawdopodobne, to tak się składa, że on będzie inwestował w coś, co do niego należeć nie będzie i z chwilą (ewentualnego) rozwodu, zostanie mu walizka i wynajem mieszkania.
A czy choć zamierzają przepisać to mieszkania na Ciebie? Bo jeśli nie, jeśli Wy sobie będziecie tylko mieszkać we własności dziadków czy Twojej mamy, to nawet z chwilą (nie daj Boże) Twojej śmierci, on zostanie z niczym i będą mogli pokazać mu drzwi.
Także co dla Ciebie rajem, niekoniecznie musi być rajem dla Twojego męża. Dla niego to może być bardzo niepewna inwestycja na przyszłość, która uzależniłaby go od Ciebie.
Pisała tu na forum jedna kobieta, która mieszkała w domu rodziców swojego męża. Mąż chciał się jej pozbyć, zdradzał ją, przyprowadzał inną babę nawet, a ona nie miała się gdzie podziać z dzieckiem.
Wiesz, mnie bardziej chodzi o Twoją postawę, że ma być tak, koniec i basta. Nie widzę nic złego w tym, byś dążyła do mieszkania w domu rodzinnym po ślubie. Zwracam tylko uwagę, że Twoje podejście wygląda dość egoistycznie.
Szukaj po prostu faceta, któremu taki układa będzie pasować, dbaj o jego dobre relacje z rodziną (niech czuje, że zawsze jesteś po jego stronie i Twoja rodzina nie ma wpływu na Wasz związek)... Może się to na pewno udać, bo ludzie są różni. Wymagać to będzie jednak od Ciebie dużej dojrzałości i braku postawy biegnącej ze wszystkim do mamy jedynaczki. ![]()
My mieszkamy u mojej mamy, niestety z chwilą urodzenia się pierwszego dziecka relacje z teściami i moją mamą strasznie się pogorszyły....a najgorsze jest to, że musimy to długo odczekać. Straciłam pracę, obecnie mamy 2 miesięczne drugie dziecko. A o mieszkaniu komunalnym możemy pomarzyć, z uwagi na bardzo duży metraż mojej mamy. Na wynajem z jednej pensji nas nie stać, podobnie z kredytem....Jesteśmy w patowej sytuacji, a konfliktów końca nie widać. Jestem miedzy młotem a kowadłem, z jednej strony jest mąż z drugiej moja matka, oboje mają sporo racji, oboje popełniają błędy. Już nie mam wpływu na ich relacje. Już 2 razy dosadnie mama powiedziała mojemu mężowi ze ma się wynieść do rodziców. A wszystko przez różne poglądy na temat wychowywania dzieci...ręce opadają!
Stanowczo odradzamy mieszkania z rodzicami czy teściami
120 2013-08-08 16:44:38 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-08-08 16:51:51)
Temat pode mnie. Jeden z moich synów wyrażał podobne zdanie jak autor tematu. Trochę wyprowadziliśmy go z mężem z błędu.
Właśnie po to tyle lat tyraliśmy, żeby byc panami na swoich włościach. Z radością powitamy ten dzień, w którym pójdą na swoje. Będziemy robic to na co mamy ochotę bez skrępowania i oglądania na godzinę. Wreszcie nikt nie będzie mówił mężowi, że hałasuje skoro świt w piwnicy ( jak się balowało całą noc i budziło nas o 2.00 to było w porządku).
Wiem, że są dzieci, które coś tam w dom inwestują. Tylko, że to często ułamek jego wartości, a decydowac by chciały co najmniej w połowie.
Owszem, synowie potrafią mi zwrócic uwagę i opierdzielic, ale to też działa w drugą stronę.
Jakie to milusie, uważac że nic się nie stanie gdy moja matka zwróci uwagę mojemu mężowi. Autorowi posta zrzedłaby mina gdyby to on zamieszkał pod teściów dachem i byłaby jemu zwracana uwaga. Daleko przykładu szukac nie muszę, mam taką sytuację za płotem.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Ja też bym chętnie się nie wysilała i wbiła pod cudzy dach, a gdybym jeszcze mogła sobie tam porządzic?! Wymarzona sytuacja! Po co zaciskac pasa, pieniądze można wydac na przyjemności, a stawiającej się starej napyskowac albo obsmarowac na forum.
Netkobietki - dobrze prawicie, pan się znudzi połowicą albo mu się zemrze i co ma zrobic ta żona z dziecmi? Będzie jak w pewnym programie Jaworowicz: teściowa robi wszystko żeby wywalic na bruk synową ( łącznie z pobiciem); synek poszukał sobie inny egzemplarz; nawet sąsiedzi potwierdzali spory wkład owej synowej w budowę tego domu.
A Bartek to chyba tylko w gębie mocny, już sobie wyobrażam jak pyskuje w cudzym domu.
Merredithhh napisał/a:Autorze, zapewniam, że jestem kobietą pracującą, od 18 roku życia niezależną finansowo i mieszkaniowo.
Dorabiamy się wszystkiego sami i mam nadzieję w najbliższych miesiącach do tego dorobku dołączyć kredyt hipoteczny na lat 30. I nie mogę się tego momentu doczekać.Powodzenia @Merredithhh
:D:D BTW mentalność masz nietuzinkową
Jestem pełen podziwu dla Twojego optymizmu i radości z wzięcia kredytu na 30 lat. Mój umysł nie potrafi pojąć takiej euforii
Dzięki ![]()
A w tym nie ma niczego niezwykłego. Przez kilka lat wynajmowałam kilkanaście mieszkań w kilku miastach. W międzyczasie wyszłam za mąż i razem z mężem znaleźliśmy miejsce, które uważamy za swój dom. I w tym momencie dalsze wynajmowanie mieszkania traci sens i zaczyna mieć coraz więcej minusów. Nie mogę się doczekać urządzenia mieszkania po swojemu, wprowadzania w nim dowolnych zmian, zameldowania się w nim itd. A że kredyt? I tak i tak muszę co miesiąc mieć sumę X na mieszkanie, więc pod względem finansowym dużej różnicy nie odczuję, a pod każdym innym tak - na plus.
Pewnie, że wolałabym wygrać w lotka te kilkaset tysięcy i mieszkanie kupić za gotówkę. Ale dopóki takich pieniędzy nie mam, kredyt hipoteczny jest najlepszym sposobem na własne M. A ja się bardzo cieszę, że mam taką możliwość.
Odpowiedź, proszę, na moje pytanie z postu nr 83.
Raul Endymion napisał/a:Merredithhh napisał/a:Autorze, zapewniam, że jestem kobietą pracującą, od 18 roku życia niezależną finansowo i mieszkaniowo.
Dorabiamy się wszystkiego sami i mam nadzieję w najbliższych miesiącach do tego dorobku dołączyć kredyt hipoteczny na lat 30. I nie mogę się tego momentu doczekać.Powodzenia @Merredithhh
:D:D BTW mentalność masz nietuzinkową
Jestem pełen podziwu dla Twojego optymizmu i radości z wzięcia kredytu na 30 lat. Mój umysł nie potrafi pojąć takiej euforii
Dzięki
A w tym nie ma niczego niezwykłego. Przez kilka lat wynajmowałam kilkanaście mieszkań w kilku miastach. W międzyczasie wyszłam za mąż i razem z mężem znaleźliśmy miejsce, które uważamy za swój dom. I w tym momencie dalsze wynajmowanie mieszkania traci sens i zaczyna mieć coraz więcej minusów. Nie mogę się doczekać urządzenia mieszkania po swojemu, wprowadzania w nim dowolnych zmian, zameldowania się w nim itd. A że kredyt? I tak i tak muszę co miesiąc mieć sumę X na mieszkanie, więc pod względem finansowym dużej różnicy nie odczuję, a pod każdym innym tak - na plus.
Pewnie, że wolałabym wygrać w lotka te kilkaset tysięcy i mieszkanie kupić za gotówkę. Ale dopóki takich pieniędzy nie mam, kredyt hipoteczny jest najlepszym sposobem na własne M. A ja się bardzo cieszę, że mam taką możliwość.Odpowiedź, proszę, na moje pytanie z postu nr 83.
Sytuacja w Polsce jest stabilna, w świecie podobnie, to znaczy jest od pięciu lat stabilny kryzys. W takiej sytuacji nie zazdroszczę optymizmu, bo kredyt na 30 lat sięga dalej niż wszelkie możliwe prognozy rozwoju sytuacji.
Do ceny mieszkania kupowanego na kredyt trzeba doliczyć odsetki. Są to, zwłaszcza w pierwszych latach, sumy poważne, a ich wydawanie nie przybliża do własności. Własne mieszkanie jest tylko fikcją.
Kredyty są obecnie udoskonaloną formą niewolnictwa: bank ma pewność, że ktoś będzie żyły wypruwał, żeby spłacać.
Co do kredytu - bank sam nalicza odsetki - są integralną częścią umowy kredytowej
Jeśli się ma pojęcie o ekonomii (co najmniej tak rewelacyjne jak autor wątku), to się wie, że ceny nieruchomości nawet jeśli spadają na krótko (czyli np na okres 5 lat kryzysu), to i tak, w ostatecznym rozliczeniu - idą w górę i na nieruchomościach się zarabia. Szczególnie ceny ziemi, działek budowlanych są rewelacyjną, długoterminową inwestycją. Oczyswista liczy się położenie, dostępność do mediów, odległość od drogi, plan zagospodarowania terenu, etc - ale to każdy głupi wie.
Można wybrać kredyt ze stałym oprocentowaniem, można negocjować z bankiem umowę - to tyle odnośnie "poważnych sum na początek".
Czyli na nieruchomościach - jest czysty zarobek. Mało tego - właśnie teraz jest bardzo dobry moment na kupienie mieszkania/domu, bo ceny są stosunkowo niskie - na rynku zastój. Tylko brać i przebierać oraz kręcić nosem.
Mało tego - dla paniczyków z bogatych domów jest jeszcze jedna opcja - można kupić mieszkanie na kredyt - i je wynajmować. Cena wynajmu spłaci ratę kredytu, a mieszkanie bedzie jak znalazł - i to własne.
Jedno jest pewne - jeśli mieszkanie na kredyt - to TYLKO dla pracowitych i samodzielnych, umiejących sobie radzić z przeciwnościami losu. Dla maminsynków i malkontentów - wykluczone. Lepiej pod maminą spódnicą.
Czyli na nieruchomościach - jest czysty zarobek. Mało tego - właśnie teraz jest bardzo dobry moment na kupienie mieszkania/domu, bo ceny są stosunkowo niskie - na rynku zastój. Tylko brać i przebierać oraz kręcić nosem..
Czym innym jest kupowanie mieszkania pod inwestycje, jako lokata kapitału, a czym innym kupowanie na kredyt.
Nie piszemy tu o rynku nieruchomości w hipotetycznym kraju, ale w Polsce, która jest krajem z ciągle zwiększającą się ilością emigrantów. Na przestrzeni ostatnim lat sytuacja się diametralnie zmieniła.
Obserwuję to na bieżąco, więc relacje podaży w pewnym mieście wojewódzkim zmieniły się w taki sposób:
rok 2008 równowaga w ilości osób szukających i osób wynajmujących
rok 2013 siedmiokrotnie mniej szukających do wynajmujących.
Kriss, nie opieraj się na doniesieniach specjalistów od ekonomii na portalach internetowych, bo oni próbują pobudzać popyt. Czytam te doniesienia o spodziewanym wzroście cen mieszkań od trzech lat. Nic tylko śmiać się.
A branie kredytu jest najlepszą formą wykupu nieruchomości i przejmowania przez banki. Dlatego oferuje się emerytom sprzedaż mieszkań za dodatkowe opłaty. Gdyby tak było jak piszesz, to każdy emeryt z jednym wolnym pokojem mógłby się przenieść do samotnej sąsiadki i bez pomocy banku mogliby swobodnie sobie dorabiać do emerytury z wynajmu jednego wolnego mieszkania. Ale tak nie jest.
Nie dajcie się nabierać na opinie doradców finansowych. Zapłaciłem za tę naukę zbyt poważną kwotę kilka lat temu, żeby nie pamiętać prognoz tych specjalistów. Z daleka od sprzedawców polis na życie i z daleka od banków. Jak kupować mieszkanie to za gotówkę zarobioną i odłożoną.
Chyba, że ktoś ma taki pomysł, ciągle opłacalny, że kupuje tanie mieszkanie do remontu, inwestuje w jego remont, dodając własną pracę, potem sprzedaje i kupuje większe. W ten sposób ciągle można jeszcze wypracowywać zysk na kupnie mieszkań. Ale trzeba wiedzieć, jaki jest trend, bo rosną ceny domów z działkami, szeregówek oraz mieszkań budowanych w nowym systemie, a tanieją mieszkania w blokach wielopiętrowych. Trzeba odpowiednio wyczuć koniunkturę.
Animus, ale i tak i tak mieszkanie na kredyt jest dużo bardziej opłacalne, niż wynajmowanie go przez całe życie. To, że najlepiej kupić za gotówkę, to jasne. Tylko zanim odłożę odpowiednią sumę, jednocześnie płacąc za wynajem i żyjąc (nie wegetując), to już chyba bliżej mi będzie do wybierania domu spokojnej starości, niż nowego mieszkania.
Jak już pisałam, i tak równo co miesiąc muszę dysponować pewną sumą, żeby zapłacić właścicielce mieszkania. Wolę tą sumę przeznaczyć na ratę kredytu. Finansowo +/- na jedno wyjdzie. Ale w przypadku wynajmu nie robię żadnego kroku w stronę własności mieszkania. A w przypadku kredytu tak. Co prawda, jak już zauważyłeś, na samym początku te kroki są mikroskopijne - ale jednak są. A z czasem będą coraz większe.
Merredithhh - dokładnie tak jak piszesz. I na koniec będziesz/cie właścicielami, a nie podnajemcami. Tylko, wiadomo, wszystko z głową. My na zakupie domu na kredyt zyskaliśmy co najmniej dwukrotnie - bo o tyle wzrosła przez ostatnie trzy lata cena nieruchomości w moim regionie - a jest to wieś. Dlatego pisałam jak ważne jest rozeznanie dotyczące zabudowy, zagospodarowania terenu. I - co najważniejsze - nie korzystalismy z żadnego doradztwa, sami zrobiliśmy rozeznanie, pojeździliśmy po okolicy, poszukaliśmy w necie, zrobiliśmy porównania wzrostu cen.
A ponieważ mój mąż ma dwie ręce do prac domowo-wykończeniowych - to już jest CZYSTY zysk, którego nie wliczam. Mam nadzieję, ze Twój partner też tak ma. Powodzenia ![]()
127 2013-08-13 09:58:38 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-13 10:07:38)
A ponieważ mój mąż ma dwie ręce do prac domowo-wykończeniowych - to już jest CZYSTY zysk, którego nie wliczam. Mam nadzieję, ze Twój partner też tak ma. Powodzenia
To jest ten zysk: wzrost ceny mieszkania po inwestycji był większy niż odsetki, bo inwestowaliście własną pracę i w dodatku - tak jak pisałem - nastąpił wzrost domów. Inaczej jest z mieszkaniami ( i o tym też pisałem).
Animus, ale i tak i tak mieszkanie na kredyt jest dużo bardziej opłacalne, niż wynajmowanie go przez całe życie. To, że najlepiej kupić za gotówkę, to jasne. Tylko zanim odłożę odpowiednią sumę, jednocześnie płacąc za wynajem i żyjąc (nie wegetując), to już chyba bliżej mi będzie do wybierania domu spokojnej starości, niż nowego mieszkania.
Jak już pisałam, i tak równo co miesiąc muszę dysponować pewną sumą, żeby zapłacić właścicielce mieszkania. Wolę tą sumę przeznaczyć na ratę kredytu. Finansowo +/- na jedno wyjdzie. Ale w przypadku wynajmu nie robię żadnego kroku w stronę własności mieszkania. A w przypadku kredytu tak. Co prawda, jak już zauważyłeś, na samym początku te kroki są mikroskopijne - ale jednak są. A z czasem będą coraz większe.
Nie każde mieszkanie. Zobacz jeszcze raz treśc mojego posta powyżej. To nawet nie zależy od tego, czy mieszkanie jest nowe, ale od tego, gdzie jest położone i w jakim budownictwie (tak jak pisała Kriss).
Jeśli musisz zapłaciĆ komuś za remont, to możesz nie osiągnąĆ spodziewanego zysku, a jak ktoś sam umie zrobiĆ remont, to może się spodziewaĆ zysku o wartości niekiedy przekraczającej koszt jego robocizny.
Cena ziemi ornej i pod inwestycje wzrasta, ale jak długo, to też nie jest do przewidzenia i zależy od czynnika geograficznego (nie w każdym miejscu w POlsce), bo nie wszystkie tereny w Polsce się rozwijają gospodarczo. Opłacalna jest bardziej ściana zachodnia niż wschodnia.
Wszystko zależy od tego, ile ludzi jeszcze z tego kraju wyjedzie. Pierwsza fala emigracji pobudziła rynek nieruchomości, bo ludzie pracowali za granicą i inwestowali w nieruchomości. Druga fala (po akcesji z UE) ma inna charakterystykę, bo Polakom opłaca się bardziej braĆ kredyty za granicą i tam kupowaĆ domy, zgodnie z przedstawioną tu przez Kriss logiką, bo tam rynek nieruchomości jest stabilniejszy i aby zdobyĆ gotówkę często sprzedają tu mieszkania.
Mój mąż 20 lat mieszkał w Holandii, tam też "uraczył się" ichniejszym kredytem hipotecznym (i nie poleca), ja przez kilka lat w trakcie i po studiach - tułałam się po przeróżnych krajach europejskich i poznałam co nieco rynek nieruchomości (gdzieś musiałam mieszkać). Na dzień dzisiejszy połowa mojej rodziny mieszka na "zgniłym zachodzie" - tam ani rynek mieszkań, ani nieruchomości nie jest stabilny. Informacje mam z pierwszej ręki - moja kuzynka od czterech lat pracuje w biurze nieruchomości jako doradca. Powiedzmy wiec, że jakąś wiedzę i doświadczenie w temacie mam.
Na zachodzie ludzie raczej wynajmują - niż kupują, bo tam bardzo popularne jest "jeżdżenie za pracą" (czyli przeprowadzanie się), a ponieważ podatki dotyczące użytkowania samochodu są - i rosną, to nie opłaca się dojeżdżać kilkudziesięciu kilosów do roboty, bo i ceny za benzynę czy diesla są spore, poza tym w wielu krajacj istnieją opłaty za posiadanie np. diesla z określoneo rocznika - promuje się samochody nowe - bo ekologiczne. O cenach za nieruchomości nie wspomnę - byle klitka w byle pipidówie i człowiek jest lżejszy o 200 - 300 000 ojro. Co nawet w porównaniu z zarobkami - jest sporym wydatkiem.
Wzrost cen nieruchomości w mojej wschodnio-położonej wsi dotyczy i domów i mieszkań, a także ziemi rolnej. Moja miejscowość leży we wschodniej Polsce. Jest to teren bardzo opłacalny ze względu na inwestycje w nieruchomości, bo jest to teren wybitnie zielony z niedawno uchwalonymi i ciągle powiększającymi się strefami ekologicznymi. Wolny od fabryk, ciężkiego przemysłu - wschodnie płuca Polski.
PS. Tak jak wspomniałam - pracy własnej we wzroscie wartości mojej nieruchomosci NIE uwzględniam, tylko ekonomiczne podejście do wzrostu cen w moim, wschodnim regionie Polski.
Mnie natomiast bardzo ubodło podejście do tej kwestii młodych mężczyzn. Przecież nic się nie stanie jak jego matka będzie zwracac uwagę synowej ( czaicie kobiety te niuanse?). Jeden z drugim będą dziarsko bronic żony ( taa, po wątkach o teściowych to widac). A rodziców to któryś zapytał o zdanie? Nie sądzę. Teraz wiadomo skąd się biorą te wszystkie konflikty na linii teściowa-synowa. Rodzicom wydaje się, że w ich domu będą panowac ich zasady, a młodym, że oni będą mieli tyle samo do powiedzenia, a nawet więcej.
Ja chcę się żenic/wychodzic za mąż, a rodzina ma się dostosowac. Bo co? Bo on/ona tak chce? A zakasac rączki i do roboty! Nie jesteś majsterkowiczem? To kombinuj inaczej, albo zejdź na ziemię. W żadnym domu rodzic nie pozwoli sobą dyrygowac, a jeśli nawet położy uszy po sobie, to tylko dlatego, że samemu ciężko utrzymac dom, albo samotna kobieta ( matka) jest technicznie lewa.
130 2013-08-13 23:25:30 Ostatnio edytowany przez Raul Endymion (2013-08-13 23:35:16)
Wydaje mi się, że wiele osób widzi to tylko tak: młodzi ludzie, od niedawna w związku, zamieszkują w domu/ mieszkaniu wraz z rodzicami jednej z osób.
Większość osób zapomina, że mogą być inne opcje - mieszkamy z rodzicem (-ami) dlatego, że oni starzeją się i wymagają naszej pomocy.
I jeśli nawet taka syt. Was nie dotyczy, to jest ona całkiem prawdopodobna - zastanawialiście się kiedyś, co zrobicie w przypadku, gdy któreś z rodziców poważnie zachoruje/ zostanie unieruchomione itp. Lub po prostu będzie się czuło zbyt samotne, mieszkając samemu w dużym, pustym domu. Dom opieki? Czy jednak mieszkanie z Wami?
Mądrze napisałaś @lotte... A starych drzew podobno się nie przesadza? No to został dom starców!
Zgadzam się z autorem.
Wiadomo, że jeżeli rodzice mieszkają w bloku, kamienicy, to młodzi powinni ich odwiedzać i mieszkać osobno, bo takie rozwiązanie nigdy nie było i nie będzie dobre.
Zapewne Raul miał na myśli sytuację, kiedy to dom jest duży, podzielony na osobne mieszkania bądź można go podzielić. I w takiej sytuacji również nie rozumiem i nigdy nie pojmę fenomenu w postaci ładowania na osobne mieszkanie/dom.
Dodatkowo, jeżeli współmałżonek jest jedynakiem i dom może być w przyszłości tylko dla niego, to już pukam się w czoło i pytam- "Po jakiego grzyba on haruje na coś własnego?"Jest to naprawdę sytuacja niepojęta.
Druga strona medalu jest taka, że jeżeli duży dom ma jedną kuchnię i łazienkę, to wtedy można się zastanowić, czy opcja wspólnego mieszkania z teściami jest odpowiednia. Przyjaciółka nie wytrzymała takiego stanu i zaczęli wynajmować mieszkanie, przynajmniej nikt im się nie wtrąca.
Ale na Boga, mając ogromny dom z kilkoma mieszkaniami nie zacznę przecież nawijać mamie, że mam kaprys mieć coś swojego, bo już, bo tak wszyscy robią i super jest mieszkać samemu.
Sama przy tym domu robię dużo, remontuję, urządzam ogród. Nie z myślą, że kiedyś będę musiała go opuścić, a z myślą, że to na kolejne lata.
Poza tym chyba nie potrafiłabym gdzie indziej mieszkać, bo tu są moje korzenie i nie wyobrażam nazywać domem innego miejsca.
Brr, a w dzisiejszych realiach musiałabym mieszkanie w domu z dużym ogrodem zamienić na klitkę w blokowisku. No way. Nie dla mnie.A jak już bym miała kupować jakieś lokum, to nie dla siebie, ale w jakimś mieście studenckim, co by móc czerpać korzyści z wynajmowania. Albo lokum, które można wynajmować pod działalność gospodarczą. Ooo, taka inwestycja może się zwrócić.
@Jago Babo07
dziękuję za wsparcie / mało tego nawet dokładnie w pierwszym poście zaznaczyłem jak wygląda moja sytuacja. Nie wszyscy doczytali... Wystarczy, że zrobię "PSTRYK" na klatce schodowej i wyłączam całe pierwsze piętro! 4pokoje(nie klitki) , łazienka, i pomieszczenie które może być w każdej chwili przerobione na kuchnie. Niektóre panie pisały o tym, że potrzebują sobie nago pobiegać - proszę! śmiało!
Gdzie tylko chcecie od klatki aż po strych - możecie biegać nago, wręcz zachęcam
A wycie podczas sexu? Bo niby teściowie usłyszą i będzie to niezręczna sytuacja? Chyba lepiej krzyczeć w solidnym domu niż w bloku gdzie ściany są ze "sklejki" i słychać każdego bąka. Podejrzewam,że Wasi teściowie nie takie rzeczy słyszęli
Druga sprawa - nigdzie nie pisałem o tym, że popieram mieszkanie na 30 m^2 z teściami... czy np. w bloku! Przecież taka opcja od razu odpada!
Autorze, nie zostawiłbyś domu rodziców, w który włożyłeś sporo pracy i pieniędzy dla innej nieruchomości na kredyt, dla wynajętego mieszkania/domu. A dla domu teściów? Gdyby Twoja dziewczyna była dokładnie w takiej sytuacji jak Ty? Jedyna dziedziczka pięknego, dużego domu, w który wkłada swoją pracę, pieniądze i nie wyobraża sobie wyprowadzki z niego? Takie rozwiązanie, równie ekonomiczne, byłoby ok? Czy to ma być Twój dom i żaden inny?
Moja droga... jedynaczka i jedynak - nie dziękuję!:) unikam jak ognia - nawet ślepy dostrzegłby jakie problemy go czekają w przyszłości.
Warto też pamiętać, że wspólne dorabianie się partnerów bardzo łączy i zwyczajnie cieszy. To co wyczekane, wypracowane jest cenniejsze stukrotnie bardziej niż to, co lekką ręką dostaliśmy na starcie. Podam przykład: kiedy na początku małżeństwa zamieszkałam we własnym mieszkanku (w połowie na kredyt), to mieliśmy odłożonych trochę pieniędzy na wyposażenie (meble i sprzęt AGD). Z tych pieniędzy kupiliśmy naprawdę sporo - ładną sypialnię, rogówkę, meble do salonu, do kuchni, ale na wszystko jednak nie wystarczyło, tym bardziej, że za jakiś czas na świat przyszło dziecko. Do dziś pamiętam ile radości w porównaniu z całą resztą sprawił nam stół (zwykły, sosnowy stół), który po jakichś dwóch, może nawet trzech, latach w końcu stanął w kuchni - cieszyliśmy się z niego jak dzieci, choć przecież mieliśmy już sporo wartościowszych i ładniejszych rzeczy. Jednak tamto przyszło nam łatwo i kupiliśmy wszystko naraz, a żeby kupić stół musieliśmy zaczekać, zrezygnować z czegoś innego i odłożyć.
KajkaKa napisał/a:Chciałabym zwrócić jedynie uwagę na coś co mnie tu w kilku wypowiedziach ukłuło. Mianowicie osoby, które mają rodzinny dom i do tego niezłomny zamiar by w nim na wieki pozostać.
Uderzające jest to, że nawet nie macie (z tego co zrozumiałam) kandydata na partnera. Jednak wiecie, że ma on tam z wami zamieszkać.Zgadzam się z tą wypowiedzią. Dla mnie to brzmi jak szantaż emocjonalny - albo bierzesz mnie z dobrodziejstwem inwentaża (czyli domem i rodziną za ścianą), albo niestety musimy się rozstać. A gdzie są uczucia i potrzeby tego drugiego człowieka? On się w tym wszystkim nie liczy? Jak to??? Nigdy w życiu nie chciałabym być postawiona przed takim wyborem, tym bardziej, że niewątpliwie dałoby mi to do myślenia, a i sama nie postawiłabym pod ścianą kogoś, kogo podobno kocham.
Odniosę się i do @Olinki i do @KajkaKa
Zgadzam się Olinko w 100%, dokładnie tak samo gdy coś remontuje się WŁASNYMI RĘKAMI. Mam wrażenie, że Wy tego nie potraficie zrozumieć, bo NIE JESTEŚCIE FACETAMI. To tak samo jak facet cos zreperuje w domu i pęka z dumy. Rzadko, która z Was coś zreperuje o remoncie nie wspominając, raczej płacicie i robią to fachowcy.(kobietom o feministycznych poglądach doradzam kubeł zimnej wody po przeczytaniu tego
, dla mnie to normalne, wiadomo, że kobieta to nie robol i nie musi się na takich rzeczach znać - nie ma tu nic z wywyższania się nad kobietami) To już nie to samo. Wydaje mi się, że my faceci wykazujemy większe przywiązanie do takich rzeczy, które sami zrobimy itd.
@KajkaKA nikt tu nikogo nie zmusza, nie jestem tyranem. Jest taka i taka sytuacja i wszystko w temacie.
Raul Endymion napisał/a:Wychodzi na to, że nie macie bladego pojęcia o ekonomii
Wychodzi na to, że nie masz bladego pojęcia o życiu
Czas pokaże, kto był mądrzejszy. Na pewno nie dam sobie przypiąć łatki maminsynka( to już ogólnie, nie tyczy się konkretnie Twojej wypowiedzi), bo w każdej chwili mogę zostać sam i doskonale sobie poradzę w domu. Tak łatwo przypinacie te łatki maminsynków zapominając, że same(dzisiejsze 19-23) macie poważne problemy z np.przygotowaniem jakiegokolwiek podstawowego posiłku. Taaa... znam z autopsji. Moi koledzy też czasem o takich przypadkach wspominają. Także uzywajcie wyrażeń typu "maminsynek" z rozwagą
Czasem juz z daleka krzyczycie, że maminsynek albo za plecami obgadujecie, bo ktoś mieszka z rodzicami - tak, JA bezczelnie z nimi mieszkam
! Anyway .. w domu zrobię wszystko co trzeba zrobić. Co mam to wszystko (pisze o konkretnej sytuacji jaką mam) rzucić w ch****ę i wyprowadzić się z ewentualną partnerką np. do bloków? Wziąć kredyt na 30 lat, rozłożyć się wygodnie w fotelu (tez na kredyt
) i pękać z dumy jaki to jestem za***isty i niezależny?:D Część z Was piszę z perspektywy wychowania się w M2, M3 itd i doskonale rozumiem , że chcecie prysnąć od rodziców nawet za cenę kredytu - jak najbardziej wtedy sam bym tak zrobił. Mam nadzieję @modzia, że Ty należysz do tej grupy?
busiu napisał/a:Raul, a co byś zrobił, gdyby okazało się, że Twoja wybranka godzi się na wspólne mieszkanie, ale po czasie okazuje się, że to jednak był zły pomysł, nie dogaduje się z teściami, ogólnie jest nieszczęśliwa i marzy jej się wyprowadzka na swoje?
Raul Endymion napisał/a:Nie robiłbym jej problemów, dał wolną rękę , sam chyba bym wstąpił do legii c. żeby być jak najdalej od tej chorej rzeczywistości. Kto wie może i bym znienawidził rodziców, że tak "umili" mojej partnerce życie, a mnie zniszczyli... kto wie
jedno jest pewne to byłby mega cios!
Nie nie nie, nie w tym sensie, że marzy jej się rozstanie, tylko wyprowadzka z Tobą do jakiegoś wspólnego mieszkania, np. wynajmowanego? W takim sensie, że właśnie mieszkanie z rodzicami zagroziłoby Twojemu związkowi.
@busiu tak jak Ci juz napisałem, miałbym MEGA problem! Nawet nie wyobrażasz sobie jaki! Ale dobrze, że zwracasz na to uwagę, muszę nad tym pomyśleć.
BTW dziękuje wszystkim za odpowiedzi, teraz przynajmniej wiem więcej niż wcześniej, mam rozeznanie o opinii kobiet w różnym wieku
Trochę Was wykorzystałem
Jeszcze raz podkreślam , że nie obśmiewam wzięcia kredytu. bo jak pisałem są sytuacje w których nie ma się wyjścia. Nie wszyscy maja taką opcję jak ja.