Mój były chciał wrócić, ale podjął próbę ratowania związku, po 5 latach!
Nic z tego nie wyszło ![]()
Wiesz mi się wydaje, że to nie jest tak, że On nagle przestał Cię kochać. Raczej zdechły mu motyle w brzuchu i nie zrozumiał, że miłość w początkowej fazie różni się od tej po paru latach. Dojrzałe uczucie jest inne. Mniej spontaniczne, ale za to bardzo przyjemne i dające poczucie bezpieczeństwa ![]()
Wydaje mi się, że powinnaś (jeśli będziesz z Nim jeszcze rozmawiać) powiedzieć mu na spokojnie, że kochasz go nadal, chciałabyś z Nim być, ale rozumiesz, że On nie czuje tego samego, a nikogo do miłości i związku się nie zmusi. Powiedz, że w takiej sytuacji nie pozostaje Ci nic innego jak pogodzić się z tym. Zajmie Ci to być może trochę czasu, ale masz nadzieję, że potem zostaniecie (może nie przyjaciółmi) kolegami
I tak to zostaw... Uwierz mi, że jeśli Jemu na Tobie zależy wróci. Ale Ty nie czekaj w tym czasie, aż to się wydarzy, tylko na prawdę realizuj to co tu napisałam. Jak chcesz to napiszę Ci jak ja poradziłam sobie po traumatycznym rozstaniu... W moim przypadku ból był straszny, bo zostałam oskarżona o coś czego nie zrobiłam. Ściemę puściły jego koleżanki, a On w nią niestety uwierzył...
Podobne tematy
67 2013-07-10 00:29:40 Ostatnio edytowany przez Kornelia1234 (2013-07-10 00:33:34)
No to mi opowiedz, bo mam wrażenie, że sobie kompletnie nie radzę z tym wszystkim.
Ale po 5 latach związku próbował ratować ten związek (jeśli tak to po jakim czasie od rozstania i czy to on zerwał i z jakich powodów)? czy 5 lat od zerwania (jeśli tak to ile wtedy byliście razem)?
Trochę niejasno napisałam, ale mam nadzieję, że rozumiesz;)
ps. chciałabym rozmawiać z nim, ale niestety on się do mnie nie odzywa, nie interesuje się mną, a ja nie mam zamiaru po raz setny pytać co u niego i udowadniać jemu jak bardzo kocham, bo on doskonale o tym wie:( boję się tylko, że może on "boi" się odezwać, bo wie, że mnie zranił. A jednak dałabym wszystko, by jednak się odezwał, chociaż zainteresował co się ze mną dzieję:(
ja już zrobiłam wszystko, walczyłam, płaszczyłam się... i to nic nie dało:( więc co mogę jeszcze zrobić?
Słuchaj Kornelia nie ma nic na siłe ,bo później może być jeszcze gorzej...
Tak, tak zrozumiałam
Muszę Ci powiedzieć, że z tymi rozstaniami i powrotami jest różnie...
Mój pierwszy związek - paroletni, zakończyłam ja. On bardzo chciał powrotu, ale ja po prostu się odkochałam i nie potrafiłam już z Nim być. Dziś jest moim bardzo dobrym kolegą. Do drugiego związku przejdę za moment, bo to właśnie ten na którego przykładzie opowiem Ci jak sobie poradziłam z porzuceniem
Trzeci związek też paroletni, także zakończyłam ja. Mieliśmy pewien problem który się ciągnął przez cały czas bycia razem, aż w końcu bomba wybuchła. Chyba obydwoje myśleliśmy, że to na prawdę koniec i nie próbowaliśmy tego ratować. Ja żyłam dość długo różnymi znajomościami, aż pewnego pięknego dnia znowu na siebie wpadliśmy. Uczucia odżyły, a dawny kłopot też nie wydawał się już tak wkurzający
Choć na oficjalny powrót musiał się trochę naczekać ![]()
Hm co do tego chłopaka który mnie zostawił... Generalnie tamta znajomość trwała tylko rok. W momencie kiedy się rozstawaliśmy byliśmy tak na prawdę jeszcze na etapie motyli w brzuchu i nóg z waty, związek nie zdążył nawet stać się poważny i jak to wtedy bywa... hm taki spokojny (wiesz co mam na myśli) Dlatego w moich porównaniach to uczucie zawsze wydaje mi się najintensywniejsze, ale zdaje sobie sprawę, że to jest kwestia jego krótkiego stażu.
To był związek na przełomie liceum i studiów. On miał sporo koleżanek, które krótko mówiąc - nie polubiły mnie. Nie wiem dlaczego. W momencie w którym przedstawił mnie jako swoją dziewczynę, one mnie znienawidziły. Ja to olewałam, wierzyłam w Naszą power of love
i myślałam, że nic Nam nie zaszkodzi. Myliłam się
To co zrobiły te laski, nie mieści się w głowie. Regularnie i konsekwentnie odradzały mu związek ze mną, twierdząc, że kiedy tylko mam okazję zdradzam go z moim znajomym. Mało tego. Poszły z tą wiadomością do Jego matki. Chłopak nie wytrzymał napięcia i w końcu dał im wiarę, a mi dosłownie złamał serce, bo naprawdę byłam niewinna. Doprowadziłam oczywiście do konfrontacji, ale nic już tym nie zdziałałam. Pamiętam, że w momencie w którym powiedział, że to koniec płakał, a mi starczyło sił tylko na to, żeby powiedzieć "Zostań". Nie został. Od tamtej chwili ja nie odezwałam się już do niego ani razu. On wypytywał moje przyjaciółki. Zadawał im naprawdę dziwne pytania. Zamęczał ich opowieściami o Nas. Do mnie jednak się nie odzywał. Pierwszy raz zrobił to po paru miesiącach, kiedy dowiedział się, że z kimś się spotykam. Wtedy robił tylko sugestie odnośnie powrotu i drugiej szansy. Ja jednak stworzyłam związek z tą nową osobą. Natomiast po wspomnianych 5 latach odezwał się ponownie, pytając gdzie i kiedy mógłby mnie zastać. I tak spotkaliśmy się niby przypadkiem w barze
Wyszliśmy z niego razem o 22 a do domów trafiliśmy o 8 rano ![]()
Powiem Ci, że tylu pięknych słów z ust mężczyzny co w tą noc nie słyszałam przez całe swoje życie. Mówił mi, że żałuje tamtej decyzji, że te pseudo koleżanki przyznały się do kłamstw, dopiero wtedy kiedy ja już z kimś byłam. Powiedział mi wprost, że nawet teraz chciałby do tego wrócić, bo wie, że czegoś "takiego" już drugi raz do nikogo nie poczuje. Wąchał mi włosy
mówiąc, że pachą jak kiedyś hehe
JAK SOBIE PORADZIŁAM Z TYM, ŻE MNIE ZOSTAWIŁ? Generalnie ja mam dość specyficzne podejście do mężczyzn. Trauma z dzieciństwa. Nie dość, że w oko wpada mi ktoś naprawdę rzadko, to jeszcze mam po prostu zakodowane w głowie, że kobieta musi być silna, niezależna, a facet nie może być sensem jej życia, zapleczem finansowym czy skupiskiem wszystkich jej skondensowanych gorących jak lawa uczuć:P Ma być ważnym! dodatkiem do życia. Dlatego nigdy mimo uczuć nie angażuję się całą sobą w związek. W połowie jestem dla Niego, w połowie dla samej siebie. Nie chce w momencie potencjalnego rozstania być wrakiem człowieka. Emocjonalnym i finansowym zombie przez długie miesiące... O nie...
W związku z tym mam też olbrzymi problem z tematem zamążpójścia i bycia matką, bo w takiej sytuacji moja autonomia zostanie nieco zaburzona
Na dodatek jestem bardzo dumna... Raczej wkurza, a nie smuci mnie fakt, że ktoś mnie krzywdzi.
PO TYM jak On ośmielił się mnie skrzywdzić
nie od razu wpadłam w mój bojowy nastrój. Najpierw przeszłam bardzo potrzebną moim zdaniem jak ja to nazywam - fazę podłogową. Leżysz i płaczesz. I to jest mega potrzebne. Mi zajęło to miesiąc. Wiem dokładnie jak się czujesz. Czekasz na noc, bo tylko wtedy o Nim nie myślisz. A kiedy się budzisz przeklinasz słońce, że wzeszło. Czekałam po prostu, aż to minie. Nie wychodziłam z domu, bo i po co? Chciałam być sama ze sobą i z moim nieustannym szlochem. Kiedy ten etap minął, zaczęłam się podnosić z ziemi. I może zabrzmi to śmiesznie, ale go uśmierciłam. Usunęłam wszystkie Nasze zdjęcia z komputera, wyrzuciłam Nasze pamiątki i odprawiłam mu pogrzeb. Naprawdę. Powiedziałam samej sobie, że ktoś kogo kochałam umarł, a chłopak którym się stał, to już całkiem inna, obca mi osoba. Potrafiłam sobie nawet wmówić, że uczucia to nie serce, tylko mózg i jakieś związki chemiczne, które muszą w końcu z głowy wyparować
Zaczęłam też wychodzić do ludzi i się bawić
Wtedy już miałam na to siłę. Ale nie próbowałam nowych znajomości, bo wiedziałam, że nie tędy droga. Miałam też listę piosenek które mnie napędzały. Do dziś je słucham
Są super na takie okoliczności.
Ale przede wszystkim wiesz co zrobiłam? Nie analizowałam i nie czekałam na jego powrót. Wolałam przyjąć do wiadomości, że skoro zakończył związek, to znaczy, że już mnie nie chce. Nie i koniec. Taki twardy fakt, jak strzał w pysk. Po takim strzale upadniesz, ale szybciej też się podniesiesz. Nie możesz czekać, aż wróci i rozkładać na czynniki pierwsze jego zachowań. ODSZEDŁ. I TO TYLE. A Ty przejdziesz przez kolejne fazy. Teraz trudno Ci w to uwierzyć, ale gdzieś tam chodzi sobie po świecie jakiś przystojniak dla Ciebie. Ciekawe co teraz porabia?
Tak powinnaś myśleć ![]()
Spójrz, masz jedno życie, ani się nie obejrzysz jak będziesz staruszką na werandzie
Nie możesz z powodu jednego człowieka tracić sensu życia. Przeżyliście razem 5 lat, ale teraz czeka na Ciebie ktoś inny... ![]()