Elfiona, hormony jej buzują, to nie dba o ortografię ;p
cherry, wiem, że jej pisałaś o pierścieniach, czytam pobieżnie już ten wątek, bo posty się mnożą non stop, ale akurat na twoich odpowiedziach się zawsze chwilkę zatrzymam
Mnie zaintrygowała jedna rzecz z cyklu "Martyna gubi się w zeznaniach". Dopiero co tydzień temu jęczała, jak to szef ją wykorzystuje, ona siedzi od rana do nocy w kancelarii - 24 GODZINY!!! tak się składa, że prawo pracy już miałam (:D:D ajj, jestem z siebie dumna, bo zostały mi już tylko dwa egzaminy w tej sesji
) i 24 godziny to mogą pracować ludzie z worka pt. ratowanie życia, zdrowia lub ci których odejście od aparatury groziłoby zakłóceniem bezpieczeństwa publicznego - krótko mówiąc ktoś taki jak strażacy, ratownicy medyczni, lekarze, którzy mają dyżury. Nie znam nikogo po prawie, kto musiałby pracować 24 godziny, bo po 8 h zaczynają się godziny nadliczbowe i zapewne Martyna z nimi pomyliła swoją sytuację, aczkolwiek i tak traktuję jej słowa nad wyrost.
Dodam, że do dzisiaj nie doczekałam się odpowiedzi o to, jak to możliwe, że była w pracy 24 godziny, ale ok ;p
A teraz cofam o 1 stronę i co widzę? Martyna wyraźnie pisze, że podpisała umowę na min. 40h w tygodniu. No ja wiem, że to wyższa matematyka, ale tak się składa Martynko, że każdy na tyle pracuje, bo to standardowy w Polsce czas pracy na pełen etat. Osiem godzin dziennie wysiedzieć w biurze to chyba nie jest jakiś specjalny wyczyn. Gdybyś zaczynała pracę o 8, to byś kończyła o 16 - ja nie widzę w tym nic niezwykłego. A ty twierdzisz, że kończysz non stop o 21/22... (oczywiście już pomijam kwestię 24 h bo to jedna wielka ściema) - to może w końcu przyznaj, że przychodzisz tam , kiedy ci się chce, np. o 12, szef się wścieka i każe ci robić, to co miałaś zaplanowane na dany dzień (wyszukiwanie podobnych orzeczeń itp nudne sprawy w ramach przygotowania do rozprawy, pisanie tekstów na dzień następny) i stąd to twoje zostawanie do późna, bo się nie wyrabiasz z robotą.
Demonizujesz ojca, matkę, kuzynkę, chłopaka, który śmiał cię zapłodnić, kolegów z pracy, szefa ktory cie NA PEWNO WYWALI, MIMO ŻE JESTEŚ W CIĄŻY, a prawdopodobnie żadna z tych osób nie robi ci takiej krzywdy, jaką sama sobie wyrządzasz.