Rozumiemy, Martyna, że jesteś w średniej sytuacji rodzinnej. Rozumiem, że jej pokłosiem jest Twoja obsesja kariery, samowystarczalności itd i zrobienia w życiu czegoś więcej niż Twoja własna matka. To może powinnaś postarać się od tego oderwać? Odkleić się od swojego domu i wychowania, które - przynajmniej moim zdaniem - naprawdę na Tobie ciąży.
W życiu jest więcej modeli i dróg niż droga siedzącej całe życie w domu kobiety, albo takiej, która się aktywnie zawodowo realizuje. Jest milion scenariuszy pośrednich. Gdybyś zechciała czytać ze zrozumieniem co Ci tu wszyscy piszą, to byś podjęła pewnie na ten temat refleksję. Zaakceptowałabyś, że można pracować czy wyjeżdżać z dzieckiem (i powtórzę: także do Stanów, także na staże i uwierz, że wiem co mowię). Jesteś w super kofortowej sytuacji, skoro Twój partner gotów jest siedzieć z dzieckiem przedpołudniami. Podobnie nie spisywałabym kwestii aplikacji na straty, nie wiesz jak będziesz się czuła, kobiety w ciąży podchodzą do egzminów i zdają je, więc skoro jesteś bardziej poukładana niż reszta, to też możesz. A już na pewno nic nie stoi na przeszkodzie, byś pisała doktorat. Może część z rzeczy w życiu zrobisz inaczej albo później niż sądziłaś, ale nikt - poza Tobą samą - nie zabroni Ci ich robić.
Skoro Twoi rodzice mają takie podejście do dzieci pozamałżeńskich, to tym bardziej nie powinnaś się na nich oglądać w kwestii ślubu. Świat poszedł do przodu i naprawdę śluby kobiet w ciąży albo par z dziećmi nie są żadnym wydarzeniem. W tej kwestii wszystko zależy znowu tylko od Ciebie. Skoro i tak rodzina Cię olewa, to nie powinna być dla Ciebie żadnym punktem odniesienia.
I kwestia ostatnia: jesteś niedojrzała i infantylna. Tego się nie nabiera od pracy i od dwóch kierunków, ale sądzę, że akurat to bardzo zmieni dziecko. I kto wie, czy ostatecznie nie wyjdzie Ci to rodzicielstwo na zdrowie. I też uważam, że albo jesteś na tyle rozsądna, by sama zająć się sobą i chcieć wyprowadzić się z tej zabitej dechami wsi, którą masz w głowie i z którą walczysz i na zmianę to kwestionujesz, to chcesz żyć z klapkami na oczach, albo powinnaś iść do specjalisty. Bo jeśli jesteś w połowie taka w rzeczywistości jak tu, to wrócisz do nasz za kilka lat i opowiesz nam jak to strasznie potraktowało Cię życie, że Ty poświęciłaś wszystko dla dziecka, a Twój partner nagle Cię zostawił. Nie wiem jak inni tu, ale ja bym Cię zostawiła.