Podoba mi sie ten watek. Choc musze przyznac, ze obudzil we mnie sporo negatywnych wspomnien i jakos zakol w serce. Ja z kolei mam wrazenie, ze zrobilam sie taka jaby troche jedzowata. Moze nie jedzowata, ale juz nie taka gladka we wspolzyciu. Coraz czesciej zauwazam, jak moj maz w malenkich codziennych sprawach stra sie coraz bardziej i bardziej, a ja sie krzywie, a on stara sie jeszcze bardzie...taka jakby zamiana rol. Ale...wracajac do mojej refleksji: odbudowa zwiazku po zdradzie. Ja juz nie mysle o SOBIE, tylko ZWIAZKU, a zwiazek to ja i on, i nawet dzieci, bo tez w jakis sposob sa jego czescia (tak na marginesie) I dlatego patrze na NAS nie tylko z perspektywy mojego zbolalego, utarzanego w blocie poczucia kobiecosci, wlasnej wartosci, ale tez i z punktu widzenia mojego meza, zmian w psychice jakich doswiadczyl ON, zmian z ktorymi bedzie sie musial borykac do konca zycia.
Ratujemy nasze zwiazki po zdradzie, ale najczesciej myslimy i mowimy JA.. jak ja sie czuje, co ja stracilam/em, na co jeszcze mam szanse Ale zwiazek to nie tylko ja, to takze ON/ONA, sprawca calego nieszczescia. Jedni zdradzaja, bo nie maja zadnych zasad moralnych, inni z ciekawosci, nudy, jeszcze inni moze nawet mysla, ze jest to zle, ale nie maja swiadomosci JAK BARDZO ZLE, a jeszcze inni otwieraja oczy dopiero jak doswiadcza konsekwencji. Ale mleko sie juz rozlalo. A w sprawcy, oczywiscie nie kazdym, ale przynajmniej w wiekszosci, ktorzy odbudowuja zwiazki, pozostaje swiadomosc odpowiedzielnosci, za to co sie stalo, wyrzuty sumienia, nawet nie prubuje sobie wyobrazic jak wielkie, strach przed mozliwoscia odzyskania tego, co bylo wczesniej, strach przed tym, ze partner jednak odejdzie, bo znajdzie kogos wartosciowszego (i bedzie mial do tego pelne prawo skoro zostal skrzywdzony i nie potrafi sobie z tym poradzic), STRACH, STRACH, STRACH. Mysle ze to jest dominujace uczucie, jakiego doswiadcza zdrajca.
Dominujace uczucie w osobie zdradzonej to chyba zal, zal rozczarowania, zal utraty poczucia wartosci, zal utraty magii...ZAL, ZAL, ZAL.
Wiec osobiscie ja pomagam mu dzwigac jego STRACH, on pomaga mi lagodzic moj ZAL. I chyba w ogolnym rozrachunku to jest bardziej wartosciowe niz to co bylo wczesniej, bo teraz jestesmy nastawieni nie na nas samych, ale na siebie na wzajem i nie osiagnelibysmy tego poziomu poczucia wzajemnej wartosci, gdybysmy nie doswiadczyli tego wszystkiego.