Catwoman napisał/a:marena7 to odsłoń nam nieco rąbka tajemnicy tamtych czasów 
Co się teraz zmieniło: na pewno to, że nieślubne dzieci, panny "z brzuchem" nie są obecnie szykanowane. A były; teściowa mi opowiadała, że były takie osoby, które siedząc na ławeczce przed domem a widząc taką z dzieckiem, co ją facet wystawił, mówiły: - Jak ona się tak nie wstydzi z tym dzieckiem paradować!
Ale chyba im o to chodziło, że seks uprawiała tak bezwstydnie, bez proboszczowego błogosławieństwa, no a dziecko: dowód na to widoczny.
Ja myślę, że wiek inicjacji seksualnej się obniżył; dla tych, co i tak by się na seks zdecydowali. Trudno mi powiedzieć, kiedy za "moich czasów" się bzykało po raz pierwszy... ale większość koleżanek to chyba 17-18 lat.
pati31 trudno mi się jednak zgodzić z określeniem, którego często używasz a mianowicie "puszczalska". Co to wg Ciebie znaczy? No bo...dlaczego facet nie nazywa się "puszczalski"? W seksie bowiem uczestniczą oboje.
No nie mam za bardzo czego odsłaniać.
Ja jestem z pokolenia hippisowskiej "wolnej miłości", gdy seks przestawał być grzechem. Na dokładkę nie byłam religijna, nie chodziłam na katechezę ani do kościoła, więc tego krępującego wolność kagańca nie nosiłam.
Inicjację przeszłam w wieku 19 lat ze swoją pierwszą szkolną miłością. On miał tyle samo i też był to jego pierwszy raz. I nie był to mój przyszły mąż.
W mojej szkole sprzed 40 lat nie było dziewczyn w ciąży. I żadnych plotek, że któraś zaliczyła wpadkę nie pamiętam. Ale to były czasy dostępnych na żądanie aborcji, więc może w ten sposób radziły sobie te co miały pecha.
Ale znam jeden przypadek dziewczyny z osiedla, która zaszła w ciążę w wieku 18 lat, a była panną i rodzice wysłali ja do domu samotnej matki, żeby tam urodziła. Dlaczego? Bo wstydzili się sąsiadów. Tu potwierdzam, o ciężarnej pannie się plotkowało. Ale jakieś szykany to nie. Ta dziewczyna wróciła do domu po paru miesiacach wraz z dzieckiem, rodzina i sąsiedzi to zaakceptowali. Wygląda na to, że rodzice wstydzili się ciąży córki ponad miarę.
Z lat swojej młodości nie pamiętam, by seks był tematem rozmów w gronie koleżanek. Jakoś tak dziewczyny nie chwaliły się czy któraś ma to już za sobą czy nie. Że już nie powiem nic na temat opowiadania ze szczegółami co i jak on jej, a ona jemu.
No i mam wrażenie, że kobiety były w sprawie seksu ostrożniejsze i bardziej powściągliwe niż dzisiaj. Ale to pewnie dlatego, że antykoncepcja pozostawiała wiele do życzenia. Tabletki "po" nie było.
I jeszcze jedna sprawa. To co się zmieniło najbardziej. Dawniej sypianie z chłopakiem lub dziewczyną pod rodzicielskim dachem nie wchodziło w grę. Nigdy bym się na to nie odważyła, a jeśli nawet, to rodzice by ingerowali i wystawili chłopaka za drzwi. Owszem, jak gdzieś wyjechali to można było pobaraszkować nie zostawiając śladów, ale tak oficjalnie z przyzwoleniem rodziców to tylko po ślubie. Dlatego też ludzie wcześniej niż dzisiaj się pobierali.
Już kiedyś o tym pisałam, ale przypomnę, że nie można było wynająć pokoju w hotelu w miejscu zamieszkania, a wogole mało było hoteli.
A jeszcze dawniej nie zameldowali w hotelu pary, która nie była małżenstwem. Tak Państwo za Gomułki dbało o moralność.
To mnie i mojego narzeczonego spotkało kiedyś w Rumunii, gdy nie chciano nam wynająć pokoju, bo w dowodach osobistych były dwa różne nazwiska. Banknot o odpowiednim nominale zmienił decyzję.
Moj stosunek do wszechobecnego dzisiaj seksu jest taki jak do rozmaitych parad miłości i marszów rowności. Nic mnie nie obchodzi co kto i z kim robi w domu, w środku lasu, na pustej plaży, czy w hotelowym pokoju, ale nie lubię jak ktoś półnagi paraduje po ulicy z piórami w tyłku. Bo to obsceniczne. I nieistotne czy to homo, czy hetero.
Nie lubię pornograficznych pisemek wystawionych na pokaz i nie lubię łatwego dostępu do pornografii, bo mam wrażenie, że najmłodsze pokolenie chętnie odwzorowuje najgorsze przyklady z niemieckich pornoli. Zamiast z ukochanym czy ukochaną przekraczać kolejne granice, kierując się namiętnością i miłością.
To co dzisiaj ludzie robią w seksie, to samo robili i dawniej. No, dzisiaj jest więcej gadżetów i tyle. W czasach mojej młodości gadżetem była tylko wyobraźnia i jakieś przemycone ze zgniłego zachodu pisemko. No i hit -Wan de Velde, Wisłocka i Nienacki ze swoimi Skiroławkami.
Z jeszcze dawniejszych czasów, to pamiętam opowieści mojej babci. Wtedy też zdarzało się iść dziewczynie do ślubu z brzuchem. Jeśli włożyła welon, ksiądz go jej zrywał z głowy przed ołtarzem. Co za upokorzenie!
O niektórych dziewczynach babcia mówiła, że są "zepsute". Co to znaczyło? Że nie są dziewicami. Nie że zepsuta w sensie niemoralna, ale bezużyteczna, bo jakiś mężczyzna ją zepsuł i pozbawił wartości. Jak rzecz.