Alterego. To na pewno nie dotyczy mnie.
Podobne tematy
Alterego. To na pewno nie dotyczy mnie.
Ok.Skoro tak twierdzisz
Czytam właśnie wątek "LISTY ZDRADZONEJ". Jak ktoś nie czytał, to polecam.
Daje do myślenia...
End_aluzja napisał/a:Alterego. To na pewno nie dotyczy mnie.
Ok.Skoro tak twierdzisz
Ja jestem ta która dała mężowi szanse. Nie walczyła o niego. Nie prosiła zeby został. Powiedziała mu ze wspólne lata mogą być baza by postarać sie przez to przejść. Zażądała akceptacji swoich uczuć i emocji i otwartości na wszystko co sie w związku dzieje. Pozwoliła swojemu mężowi zdrajcy towarzyszyć jej w radzeniu sobie z trauma. Wierząc ze to jedyny sposób, zeby Wogole był obecny w jej życiu po przejściu procesu "życia ze zdrada".
Ja to ta która nikogo nie wciagnela w
Relacje pozdradowe... I uszanowala swojego męża jako ojca syna itd... Nie niszcząc tych relacji słowami nozami... Tylko po to zeby mu dopiec.
Ja To ta ktora powiedziala daje nam szanse. Ty mozesz zdecydowac czy chxesz byc ze mna czy nie ja tez mam prawo do takiej decyzji dzisiaj jej nie podejme bo nie jestwm jesacze gotowa Kojarzysz?
Alterego1 napisał/a:End_aluzja napisał/a:Alterego. To na pewno nie dotyczy mnie.
Ok.Skoro tak twierdzisz
Ja jestem ta która dała mężowi szanse. Nie walczyła o niego. Nie prosiła zeby został. Powiedziała mu ze wspólne lata mogą być baza by postarać sie przez to przejść. Zażądała akceptacji swoich uczuć i emocji i otwartości na wszystko co sie w związku dzieje. Pozwoliła swojemu mężowi zdrajcy towarzyszyć jej w radzeniu sobie z trauma. Wierząc ze to jedyny sposób, zeby Wogole był obecny w jej życiu po przejściu procesu "życia ze zdrada".
Ja to ta która nikogo nie wciagnela w
Relacje pozdradowe... I uszanowala swojego męża jako ojca syna itd... Nie niszcząc tych relacji słowami nozami... Tylko po to zeby mu dopiec.
Ja To ta ktora powiedziala daje nam szanse. Ty mozesz zdecydowac czy chxesz byc ze mna czy nie ja tez mam prawo do takiej decyzji dzisiaj jej nie podejme bo nie jestwm jesacze gotowa Kojarzysz?
Rozumiem
Padło tu pytanie czemu z mężem jeszcze jestem. Pewnie dlatego ,bo na dzień dzisiejszy czuję się jak narkomanka ,a moim narkotykiem jest mąż i nie umiem bez niego żyć. Czy to jest miłość, czy uzależnienie nie wiem.Przed tą męża przygodą powiedziałabym, że to miłość.Teraz sama nie wiem. Trochę się zagubiłam i ciężko mi się odnaleźć. Bardzo chciałabym mu uwierzyć, że w sumie to nic między nimi się nie wydarzyło, ale intuicja i jego nieszczerość podpowiadają mi co innego.On codziennie mi mówi,że mnie kocha i całe życie przed nami. Poza tym mamy wspólne mieszkanie, konto, kilkuletnie dziecko. Nikt mi nie powie, że tak łatwo z tego zrezygnować.Jednocześnie fakt, że nie szanuje mnie, ani moich uczuć mi nie pomaga, więc ostatnio zatruwam go swoją goryczą. Może czas leczy rany...
Miałam tak sytuację. Mój (wtedy) narzeczony pisał z dziewczyną, aż w końcu do niej poszedł.. Nie tak dawno temu spotkałam go, powiedział, że żałuje i zrobił by wszystko żeby było tak jak kiedyś. I jedno zdanie, które utkwiło mi w pamięci "mogłaś bardziej się wtedy o mnie postarać". Więc walcz, ile masz sił, nie poddawaj się.