netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

135 odpowiedzi12 586 wyświetleńzałożony przez Fevers, 04.04.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 136 ]

1

Temat: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Witam serdecznie.
Od pewnego czasu funkcjonuje na forum wątek ( http://www.netkobiety.pl/t51328.html ) w którym rozkładamy na czynniki pierwsze życie strony pozostawionej ( w znacznej mierze męskiej ), gdy ucieka do harlequina partnerka. Interesuje mnie jak to wygląda z drugiej strony barykady, czyli z perspektywy kobiet, które dokonały takiego kroku. Zaznaczam od razu, że chodzi mi o sytuację nie odejścia z sypiącego się związku, którego rozpad był już niemal oczywisty w perspektywie czasu, ale ucieczki ze stabilnego ( co nie znaczy "nudnego" ) związku lub małżeństwa w ramiona kochanka, z którym związane były kolorowe i pełne szczęścia projekcje życia do grobowej deski w, na pierwszy rzut oka, idealnym układzie. Bardzo prosiłbym o wypowiedzi w szczególności kobiet, które taką decyzję podjęły. Interesuje mnie jak zakończyły się Wasze perypetie, czy doszło do wyrzutów sumienia, żalu, powrotu do ex od którego uciekłyście itd. Jak to się zakończyło? W ilu przypadkach książę okazał się być wyborem "z deszczu pod rynnę"? Z uwagi, że mogą to być niemiłe wspomnienia dla wypowiadających się kobiet, prosiłbym o powściągliwość w wypowiadaniu ocen personalnie skierowanych do osób opisujących swoje doświadczenia. Postarajmy się nie oceniać, a tym razem rozłożyć na czynniki pierwsze decyzje i konsekwencje tych decyzji ze strony partnerek, które uciekły w poszukiwaniu emocji, motylków i drugiej młodości.

2

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

fevers.. myslisz, że takie kobiety są tutaj na tym forum? tutaj pojawiają się najczęsciej w momencie, gdy okazało się, że wcale nie jest tak kolorowo, a jest szaro.. a anwet brązowo... gównianie brązowo

w każdewj innej sytuacji ida w zaparte... że to ten, że zasłużyły na tę miłośc, że to nic że on ma zonę dzieci, i dwa psy, ze to co ich łączy jest takie wyyyjonnntkooooweee

3

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
End_aluzja napisał/a:

fevers.. myslisz, że takie kobiety są tutaj na tym forum? tutaj pojawiają się najczęsciej w momencie, gdy okazało się, że wcale nie jest tak kolorowo, a jest szaro.. a anwet brązowo... gównianie brązowo

w każdewj innej sytuacji ida w zaparte... że to ten, że zasłużyły na tę miłośc, że to nic że on ma zonę dzieci, i dwa psy, ze to co ich łączy jest takie wyyyjonnntkooooweee

Jeśli pojawiły się w tym "brązowym okresie", to tym lepiej. Ich przemyślenia, którymi mogłyby się podzielić, byłyby bezcenne. Zwłaszcza w sytuacji, gdy wszystko okazało się nie bajką, a czymś wręcz odwrotnym.

4

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Fevers, to że związek DLA CIEBIE był stabilny, nie oznacza, że taki sam był dla Twojej żony. Od razu zaznaczasz, że nie chodzi Ci o związek "sypiący się", ale każda relacja między dwojgiem ludzi jest stabilna, jeśli OBIE strony mają takie przekonanie. Tobie mogło się jedynie wydawać, że Twój związek był zdrowy, w rzeczywistości taki nie był, co życie pokazało...

5

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
martinello napisał/a:

Fevers, to że związek DLA CIEBIE był stabilny, nie oznacza, że taki sam był dla Twojej żony. Od razu zaznaczasz, że nie chodzi Ci o związek "sypiący się", ale każda relacja między dwojgiem ludzi jest stabilna, jeśli OBIE strony mają takie przekonanie. Tobie mogło się jedynie wydawać, że Twój związek był zdrowy, w rzeczywistości taki nie był, co życie pokazało...

Tam, gdzie jedna osoba odchodzi, tam zawsze można znaleźć dowolną teorię. Ale nie to jest tematem wątku.

6

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Fevers żadna kobieta nawet będąc typową blondynką nie przyzna się nigdy publicznie do popełnienia życiowego błędu,polegającego na opuszczeniu kochającego JEJ bezgranicznie faceta dla jakiegoś "widzi mi się'zakończonego przewidywaną przez Nas porażką.Nie ten sparing,ring będzie siał pustkami niestety.

7

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
mayk222 napisał/a:

Fevers żadna kobieta nawet będąc typową blondynką nie przyzna się nigdy publicznie do popełnienia życiowego błędu,polegającego na opuszczeniu kochającego JEJ bezgranicznie faceta dla jakiegoś "widzi mi się'zakończonego przewidywaną przez Nas porażką.Nie ten sparing,ring będzie siał pustkami niestety.

No kurde, odchodzić to nie ma problemu, ale przyznać się to nie ma komu smile Co za czasy...co za obyczaje...

8

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Fevers.Kompletny brak zasad i odpowiedzialności w dorosłym życiu.M O T Y L K I.Chwilowe,potem rozpacz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

9 Ostatnio edytowany przez hera.1 (2013-04-04 23:41:25)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Ojj Panowie , tutaj nie trzeba dorabiać ideologii..Panie  jak i Panowie ida w zapomnienie z tych samych powodów co kieruja Was I Nas , bo On jest szarmancki , bo wyglada jak klon B. Pitta albo Delona..przepraszam to mój idol wprawdzie juz wiekowy ale z Nim w zapomnienie od razu .. heheh wracajac do bodżców..może byc prestiz , portfel, włosy , zapach , oczy , skarpetki od H.Bossa i sto tysiecy takich prozaicznych przypadków..A wiecie co jest najdziwniejsze ?? ze zwykle sie spada z dobrego konia na szkapę.. albo fizyczna albo mentalna.. i pewnie wszystkich medrców opinie tutaj nie pomoga w pytaniu DLACZEGO ?????

10

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Jako człowiek wrażliwy najbardziej mi żal tej biednej szkapy,zabłysnęła jak kometa na parę chwil w cudzych oczach i pod naporem oczekiwań i przyzwyczajeń z poprzedniego związku Tej z M O T Y L K A M I nogi sie pod nią uginają bo sprostać będzie wyjątkowo trudno na dłuższą metę.Zbyt rozpieszczony niestety trafił się egzemplarz.A tu nagle proza życia, u Kruka nowa plejada diamentów,w Rosmanie Chanel 9,w butikach kolekcja ubrań wiosennych,wiosna idzie więc buciki trendy też mile widziane,no cóż kilka torebek w podobnym kolorze też nie zbędne,salon fryzjerski to pryszcz bo pojawia się kolejne wyzwanie,ukazuje się nowy model sportowego BMW,tym razem ma  to być srebrno perłowy metalic,czarne pachnie już nudą i nie miało szyber-dachu. Pozostaje wczuć się rolę główną z lektury"Nasza szkapa"

11

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

w kontekście pytania autora :

http://www.netkobiety.pl/t1031.html

12 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-05 09:13:50)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Andy1234 napisał/a:

w kontekście pytania autora :

http://www.netkobiety.pl/t1031.html

Przeczytałem i...uśmialem się nad dylematem
Czy można jednocześnie kochać dwóch facetów?.
Bez komentarza!!!

13

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Też przeczytałem,bez komentarza.

14

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
martinello napisał/a:

Fevers, to że związek DLA CIEBIE był stabilny, nie oznacza, że taki sam był dla Twojej żony. Od razu zaznaczasz, że nie chodzi Ci o związek "sypiący się", ale każda relacja między dwojgiem ludzi jest stabilna, jeśli OBIE strony mają takie przekonanie. Tobie mogło się jedynie wydawać, że Twój związek był zdrowy, w rzeczywistości taki nie był, co życie pokazało...

Fever ja Cię nie chcę oceniać, ale chyba żyjesz w jakiejś iluzji... Przyłączam się do powyższej odpowiedzi. Pomijając, fakt, że Twoja żona choćbyś był najbardziej idealny, mogła po prostu Cię nie kochać i się pomylić (tak, błędy się zdarzają), dlatego odeszła.
To ja Ci powiem z osobistego doświadczenia, że mój były mąż uważa, że nasz związek był idealny, a on boski i wcale nie znęcał się nade mną fizycznie - w sposób cudnie zamaskowany, że ja sama długo nie mogłam w to uwierzyć (o psychicznym znęcaniu nie mówię - bo przecież trudniej katowi zauważyć). Nie odeszłam akurat, jak Ty to nazywasz do harlequina, ale owszem, kolejne związki, które mi się "udało" potem już stworzyć nie skończyły się najlepiej. Natomiast do byłego męża, choc uważam, że ma szereg pozytywnych cech, wrócić za  nic bym nie chciała (a zbliżam się do Twojej magicznej liczby 4 lat), bo on nie był w stanie zauważyć tego, co mi robi i pomimo prób i próśb nic nie zmienił. Ja nie byłam idealną żoną, ale problem muszą widzieć dwie osoby.
W swoich tekstach bardzo mi go przypominasz... choć staram się czytać "w oderwaniu".

15

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
raki napisał/a:
martinello napisał/a:

Fevers, to że związek DLA CIEBIE był stabilny, nie oznacza, że taki sam był dla Twojej żony. Od razu zaznaczasz, że nie chodzi Ci o związek "sypiący się", ale każda relacja między dwojgiem ludzi jest stabilna, jeśli OBIE strony mają takie przekonanie. Tobie mogło się jedynie wydawać, że Twój związek był zdrowy, w rzeczywistości taki nie był, co życie pokazało...

Fever ja Cię nie chcę oceniać, ale chyba żyjesz w jakiejś iluzji... Przyłączam się do powyższej odpowiedzi. Pomijając, fakt, że Twoja żona choćbyś był najbardziej idealny, mogła po prostu Cię nie kochać i się pomylić (tak, błędy się zdarzają), dlatego odeszła.
To ja Ci powiem z osobistego doświadczenia, że mój były mąż uważa, że nasz związek był idealny, a on boski i wcale nie znęcał się nade mną fizycznie - w sposób cudnie zamaskowany, że ja sama długo nie mogłam w to uwierzyć (o psychicznym znęcaniu nie mówię - bo przecież trudniej katowi zauważyć). Nie odeszłam akurat, jak Ty to nazywasz do harlequina, ale owszem, kolejne związki, które mi się "udało" potem już stworzyć nie skończyły się najlepiej. Natomiast do byłego męża, choc uważam, że ma szereg pozytywnych cech, wrócić za  nic bym nie chciała (a zbliżam się do Twojej magicznej liczby 4 lat), bo on nie był w stanie zauważyć tego, co mi robi i pomimo prób i próśb nic nie zmienił. Ja nie byłam idealną żoną, ale problem muszą widzieć dwie osoby.
W swoich tekstach bardzo mi go przypominasz... choć staram się czytać "w oderwaniu".

Trudno oceniac Faversa bo kazdy kto tutaj pisze swoja opowieść to pisze to ze swojego punktu widzenia, więc to raczej subiektywna ocena związku i jednostronna. Kazdy z Nas jak sie posypie związek nie widzi swojej winy tylko winę tej drugiej strony , ale jak to mówia nie ma dymu bez ognia..Czasami bywa tak ,że Ktos przesłodzi zwiazek za bardzo empatyczny ..to tez żle, czasami brak porozumienia i dwa iskrzace charaktery , róznie to bywa.. Ale fakt jest faktem ,że zawsze nalezy szukac winy u obojga..tak mi sie wydaje.. A wystarczą jakies nieporozumienia , ktoś czuje sie sfrustrowany , niedoceniany a na horyzoncie pojawi sie jednostka , która zachwyci słowem , zrozumieniem i już romans gotowy...

16

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Nieważne z jakich powodów, ale ktoś uznał, że w takim związku dalej nie chce być. I tyle. Trzeba się  z tym pogodzić. Nie zawsze "wielkie tragedie" musza popychać do odejścia. Poza tym możemy mieć inny system wartości (który niekoniecznie jest gorszy) lub go zmienić, do tego my możemy się zmienić. W efekcie - związek się rozpada.
Nie chcę by Fevers teraz pomyślał, że uważam, że on robił to samo, co mój były mąż. Zresztą pisał gdzieś, że pracuje nad sobą.
Chciałam tylko pokazać, że punkt widzenia związku może być różny. I jego była żona może mieć inny niż on. Tak jak inny ma mój były mąż.

17

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Ktoś powiedział
Za rozkład związku winni są oboje ale za zdradę tylko i wyłącznie ten/ta które tej zdrady się dopuszcza.
Inne tłumaczenia to tylko dorabianie ideologii do...kaźdy wie czego.

18

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Ale chyba była żona Feversa, z tego co pamiętam nie zdradziła go. Odeszła, a dopiero potem "porozumiała się" z adwokatem.
Gdzieś czytałam, że związek jest jak dzban, jeśli pojawia się pęknięcie, to zawsze znajdzie się ktoś, kto je albo "pomoże" scalić, albo dzban rozbije zupełnie.

19

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Kobiety odchodzą z różnych powodów. Najczęściej dlatego, że czują, że ten związek je jakby.... 'ściąga' w dół, a nie buduje. Samej niewiele da się zrobić. Bywa czas, gdy kobieta sobie uświadamia, że to już nie ta sama miłość, która była 3-7-15 lat temu, że ona się zmieniła, ale na gorsze.
W takim nastawieniu łatwiej trafić na kogoś INNEGO niż mąż, który rozczarował.
Cały ambaras polega na tym, że ten nowy ktoś też w końcu będzie 'stary' i nie wiadomo, czy nie rozczarujemy się znów. Ale w sumie... szukać można do śmierci wink

20

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Kobiety odchodzą z różnych powodów. Najczęściej dlatego, że czują, że ten związek je jakby.... 'ściąga' w dół, a nie buduje. Samej niewiele da się zrobić. Bywa czas, gdy kobieta sobie uświadamia, że to już nie ta sama miłość, która była 3-7-15 lat temu, że ona się zmieniła, ale na gorsze.
W takim nastawieniu łatwiej trafić na kogoś INNEGO niż mąż, który rozczarował.
Cały ambaras polega na tym, że ten nowy ktoś też w końcu będzie 'stary' i nie wiadomo, czy nie rozczarujemy się znów. Ale w sumie... szukać można do śmierci wink

W sumie tak.Więc krzyżyk na drogę tym wiecznie szukającym.

21

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Kazdy związek powszednieje , staje się rutyna , o ile o niego nie zadbamy to wtedy równia pochyła..Ktos z naukowców kiedys stwierdził , że nie jestesmy stworzeni do monogamii..może to i prawda..? i jak Catwomen pisze każda fascynacja najwieksza miłość spowszednieje ,motyle miną, rózowe okulary spadna i zoonk ..

22

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
raki napisał/a:

Ale chyba była żona Feversa, z tego co pamiętam nie zdradziła go. Odeszła, a dopiero potem "porozumiała się" z adwokatem.
Gdzieś czytałam, że związek jest jak dzban, jeśli pojawia się pęknięcie, to zawsze znajdzie się ktoś, kto je albo "pomoże" scalić, albo dzban rozbije zupełnie.

A może Favers był za dobry ?? niechce Go tutaj urazic ale może typu pantoflarz ??  a niestety kobiety uwielbiaja ignorantów...

23 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-06 16:05:34)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Właśnie w tym sęk.
Kiedy czujemy że,w związku coś nie trybi to staramy się to naprawić.
Tak jak w samochodzie.Można jeździć na szwankującej części tylko do czasu.Jedni takie części wymieniają na nowe a drudzy reagują w porę by nie narobić sobie większych szkód.
Prostym przykładem są tzw.oldmobile
Jeżdżą długie lata na orginalnych częściach bo właściciele nie dopuszczają do całkowitego zniszczenia części.Czyszczą,polerują,smarują itd,itd.
Tak samo jest w związku.
Bez pielęgnacji każdy związek padnie.
Ale nie każdy z powodu zdrady bo do tego też trzeba mieć lub nie mieć charakteru.

24

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Czasem jesteśmy sobą i to nie musi odpowiadać drugiej stronie, dobry nie dobry.

Odpowiadając w sumie Fevers na Twoje pytanie. Można się przebudzić po Twoim tzw. "harlequinie" i bardzo żałować pogoni za nim, ale jednocześnie nie chcieć wracać do poprzedniego partnera, od którego z jakiś powodów się odeszło (niezależnie od tego czy harlequin się pojawił przed odejściem, czy dopiero jakiś czas po).

Słuszne i ciekawe zarazem stwierdzenie "uciekającej ze związku" - z czegoś dobrego i fajnego, raczej się nie ucieka. Pytanie, co nasz zmusza do ucieczki.
My kkzb mówimy sobie np., że z toksycznego związku się nie wychodzi, a ucieka... i to nie jest pozbawione podstaw.

25

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Alterego1 napisał/a:

Właśnie w tym sęk.
Kiedy czujemy że,w związku coś nie trybi to staramy się to naprawić.
Tak jak w samochodzie.Można jeździć na szwankującej części tylko do czasu.Jedni takie części wymieniają na nowe a drudzy reagują w porę by nie narobić sobie większych szkód.

Czasem naprawa nie wychodzi, choć drugi mechanik uważa, że wciąż można kręcić przekręcony gwint, czasem ktoś jej nie chce, czasem reaguje się za późno... brak reguł i opcji oraz powodów tysiące.
Nic nie poradzisz na to, że ktoś woli harlequina od Ciebie.
Każdy jest samodzielną istotą.

26 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-14 23:23:45)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
raki napisał/a:

Czasem jesteśmy sobą i to nie musi odpowiadać drugiej stronie, dobry nie dobry.
Odpowiadając w sumie Fevers na Twoje pytanie. Można się przebudzić po Twoim tzw. "harlequinie" i bardzo żałować pogoni za nim, ale jednocześnie nie chcieć wracać do poprzedniego partnera, od którego z jakiś powodów się odeszło (niezależnie od tego czy harlequin się pojawił przed odejściem, czy dopiero jakiś czas po).

Słuszne i ciekawe zarazem stwierdzenie "uciekającej ze związku" - z czegoś dobrego i fajnego, raczej się nie ucieka. Pytanie, co nasz zmusza do ucieczki.
My kkzb mówimy sobie np., że z toksycznego związku się nie wychodzi, a ucieka... i to nie jest pozbawione podstaw.

Ile osob tyle teorii a tu wiele "przypadkow" w jednym wydaniu.
To, ze z toksyka sie wieje i co najwazniejsze nogami do przodu a nie wychodzi to racja... nie mniej jednak "organoleptycznie" spotkalem sie z przypadkiem gdzie to toksyk uciekal zarazem z relacji toksycznej - polaczonej pepowina z matka - i z relacji wlasciwej, antytoksycznej - od meza - w ramiona harlequina... no wlasnie i tu jest zagwozdka jakiego? big_smile
Toksycznego, normalnego czy w wersji 2 w 1???
Ale tego raczej nie bedzie mi dane sie dowiedziec... i chwala za to - i nie tylko - temu siwemu Panu u gory

27 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-15 11:50:37)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Witam witam.
Pojawiło się kilka ciekawych teorii na temat mojej osoby i mojego małżeństwa. Zgadzam się co do tego, że wina zawsze leży pośrodku, tylko że...nie jest centralnie rozłożona. A to bardzo istotny fakt przy analizie obiektywnej lub subiektywnej oceny sytuacji. Czy byłem pantoflarzem? To chyba jakiś niesmaczny żart. Gdybym miał taką postawę, jaką mi się sugeruje, to w pierwszej kolejności nie udałoby mi się przeżyć 6 lat z tą kobietą. To trochę za długo, jak na tolerowanie ciepłej kluchy, do tego zwieńczone małżeństwem. I trochę za dużo czasu jak na uświadomienie sobie, że małżeństwo ze mną to pomyłka i błąd.
Każdy przypadek jest indywidualny, każdy przypadek rozpatrywany jest tu na forum tylko i wyłącznie poprzez ilość informacji, które autor udziela. Ale często jest tak, że sam autor nie wie wszystkiego i cały syf wychodzi dopiero po czasie. Kwestia adwokata, o którym wspominałem wcześniej - a dlaczego zakładacie, że tylko on może wchodzić w grę? A co, jesli wcześniej był jeszcze inny, z którego moja żona przeskoczyła na adwokata, bo okazał się finalnie najlepszą partią z dotychczas napotkanych? Prawdziwa kobieta nie odchodzi z małżeństwa z dnia na dzień, mówiąc na dwa dni przed ucieczką "kocham Cię". I bardzo mądrze powiedziała mi pewna dojrzała kobieta, która zna nas oboje :" żadna kobieta z czystym sumieniem nie ucieka tak jak ona". A ja się z tym w pełni zgadzam. Zarzuty stawiane mi w pozwie są absurdalne, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i nigdy nie miały miejsca. Tylko skąd forumowicze mają o tym wiedzieć? Nie mają, dlatego warto czasem być powściągliwym przy ocenianiu ludzi smile
Może i mógłbym przyznać Wam w pewnych sferach rację, gdyby nie to, że...moja żona poleciała za korzyściami materialnymi! A czy to nie burzy teorii znudzenia związkiem, wypalenia itd? Zresztą, skoro już o tym mowa, to ani prawdziwie dojrzały emocjonalnie mężczyzna, ani prawdziwie dojrzała emocjonalnie kobieta nie rozerwie małżeństwa tylko dlatego, że jest stabilnie, powtarzalnie i są elementy rutynowych czynności dzień za dniem. Tego się nie da uniknąć. Życie to nie ciągłe imprezy, wycieczki i zabawa. To także praca, obowiązki i myślenie o zabezpieczeniu przyszłości. A jak ktoś tego nie rozumie, to ja na to nie mam wpływu. To już świadczy wyłącznie o poziomie intelektualnym danej osoby ( w tym przypadku mojej żony ).
Na moment wracając jeszcze do kwestii zdrady - nie wierzę, że nie doszło do tego jeszcze w czasie trwania mojego małżeństwa. Po prostu nie wierzę. Nie chcę za bardzo spekulować na temat tego co się stało na końcówce bycia razem i później, ale nie jest to odejście w pustkę, żeby poukładać sobie w głowie nieudane małżeństwo, żeby zastanowić się co i dlaczego nie wyszło. W wydaniu mojej żony to było płynne przeskoczenie na kolejnego fagasa, więc logiczne jest, że musieli się znać jeszcze w trakcie mojego bycia razem z żoną. A tu już można dać swojej wyobraźni i podejrzeniom naprawdę spore pole do popisu. Wszystko się okaże gdy zostanie orzeczony rozwód. Dopiero wtedy zaczną wyłazić wszystkie informacje, które tak bardzo starałem się uzyskać. A tak na sam koniec, jako ciekawostkę Wam napiszę, że na ostatniej rozprawie świadkowie ( czyli rodzice i koleżanka żony ) tak kłamali, że nawet sędzia się połapał. Dlaczego więc mieliby to robić, gdyby nie mieli interesu w jak najszybszym, wręcz desperackim pragnieniu rozwiązania obecnego małżeństwa  i wżenieniu córki w "lepszą partię" zanim ta ucieknie? Wszystko, co moja żona zrobiła od chwili odejścia jest zbudowane na kłamstwie, ukrywaniu faktów, konfabulacji i agresji. A to daje bardzo dużo do myślenia, czy ma czyste konto.

Raki - bez obrazy, ale wydaje mi się, że bardzo mocno trzymasz stronę kobiet, usprawiedliwiając je, jako z natury słabe i uciemiężone istotki. "Z toksycznego związku się nie wychodzi, tylko ucieka". No dobra, a dlaczego jest w tym sugestia, że to ja jestem tą toksyczną osobą, jednocześnie dając usprawiedliwienie i rozgrzeszenie mojej żonie? "Słuszne i ciekawe zarazem stwierdzenie "uciekającej ze związku" - z czegoś dobrego i fajnego, raczej się nie ucieka. Pytanie, co nasz zmusza do ucieczki." Co Was zmusza do ucieczki? A może to nie ucieczka, tylko obracanie główką w lewo i prawo szukając większych korzyści? Wypowiadasz się, jakbyś nie brała pod uwagę faktu, że kobiety są wyrachowane, bezwzględne i kierują się w bardzo dużym stopniu materializmem. Nikt mnie nie przekona, że tak nie jest. Jasne, taka cwana kobietka znajdzie tysiąc powodów, by usprawiedliwić swój przewał i jeszcze winą obarczyć partnera, bo przecież "inni mają więcej, a Ty jesteś nieudacznik". Tylko że takie niezbyt rozgarnięte panienki nie rozumieją, że do sukcesów dochodzi się razem, a nie pasożytuje na kimś. A co najzabawniejsze, w chwili pojawienia się na horyzoncie kogoś z większym portfelem, taka manipulantka posunie się do tego, by wmieszać w to sferę uczuciową i na niej zbudować w partnerze poczucie winy. A to jest dno moralności. Niestety w 90% kobiet jest tak, jak opisuję. Za dużo tego się naoglądałem na własne oczy. Możecie ( kobiety ) zaprzeczać, złościć się na mnie, ale ze swojej natury tego nie wydrzecie. I nie piszę tego, bo jestem sfrustrowany moją sytuacją.

28

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

A co znaczy ta "lepsza partia" ?

29

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

A co znaczy ta "lepsza partia" ?

Lepsza partia = więcej $$$, lepszy status społeczny. W oczach starych mojej żony ( i pewnie w oczach samej żony ) zapaliły się złotówki i wyobrażenie, że otworzyła się przed nimi wyższa sfera. Że córeczka będzie się obracać wśród społecznej arystokracji. A takiej okazji nie przepuszczą.

30

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Nie sądzę, by był to jedyny, nagle pojawiający się zapłon. Żona musiała Cię po prostu nie kochać. Wybacz, że to piszę, ale nie ma bata po prostu; kochający swą połówkę człowiek nie odchodzi od niej/go gdy napotka na swej drodze osobą lepiej sytuowaną.

31

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

A co znaczy ta "lepsza partia" ?

Matrycę muszę przepolerować po odczytaniu tego pytania płynącego z ust kobiety.

32

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Nie sądzę, by był to jedyny, nagle pojawiający się zapłon. Żona musiała Cię po prostu nie kochać. Wybacz, że to piszę, ale nie ma bata po prostu; kochający swą połówkę człowiek nie odchodzi od niej/go gdy napotka na swej drodze osobą lepiej sytuowaną.

Zależy jak ta kobieta była wychowywana, w jakim modelu rodziny. Zależy jakie wartości w tej rodzinie się pielęgnowało. Weź pod uwagę, że często kobiety żyją z mężczyzną po to, by mieć ciepło pod tyłkiem, ale w międzyczasie rozglądają się za tą własnie "lepszą partią". A gdy pojawi się możliwość przeskoczenia...no, tu masz mój przypadek.  Jak biorąc świadomie ślub można dojść do wniosku, że się nie kocha? Dla mnie jest tylko jeden wniosek - nie kochała od początku, wchodząc w związek ze mną, a zwracając jedynie uwagę na to, że przy mnie będzie miała dobrze finansowo. Miłość nie znika. nawet po wielu latach. Chyba, że jest skutecznie tłamszona przemocą, znęcaniem się, zdradami i ignorowaniem jej osoby. Innego wytłumaczenia nie ma.

33 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-04-15 12:10:57)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Otóż to: miłość nie znika, a z czasem się pogłębia i wszystkie związane z nią sprawy jak przyjaźń, lojalność, zaufanie również się pogłębiają.

Jest jednak gro kobiet, którymi faktycznie nadal kieruje ten pierwotny model zakładający m.in. że:
- to facet zarabia na rodzinę (= zarabia więcej, zarabia dużo)
- należy szukać faceta dużego, silnego, z dobrym uzębieniem - jako płodziciela najlepszego gatunkowo potomstwa.
- należy szukać faceta, który się zaopiekuje kobietą, jak to robił kiedyś ojciec. Czyli tak jak w czasach dawniejszych, ale nie tak dawnych: kobieta "przechodzi" z rąk ojca, do męża.

34

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Otóż to: miłość nie znika, a z czasem się pogłębia i wszystkie związane z nią sprawy jak przyjaźń, lojalność, zaufanie również się pogłębiają.

Jest jednak gro kobiet, którymi faktycznie nadal kieruje ten pierwotny model zakładający m.in. że:
- to facet zarabia na rodzinę (= zarabia więcej, zarabia dużo)
- należy szukać faceta dużego, silnego, z dobrym uzębieniem - jako płodziciela najlepszego gatunkowo potomstwa.
- należy szukać faceta, który się zaopiekuje kobietą, jak to robił kiedyś ojciec. Czyli tak jak w czasach dawniejszych, ale nie tak dawnych: kobieta "przechodzi" z rąk ojca, do męża.

Tak,życie pod parasolem,ale jak zaczyna przeciekać lub widzi się kolejny bardziej rozległy to"hyc" pod kolejny a lojalność staje się pojęciem albo nie znanym albo względnym.Ja jestem tak wychowany(może wpływ innej kultury) że przenigdy nie opuścił bym Swojej kobiety a im bardziej by mnie potrzebowała tym bardziej mogła by na mnie liczyć.Bo związek dojrzałych ludzi to nie biznes.

35

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Ale my tu piszemy o kobietach, z tego co po tytule wnioskuję.

36

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Tak faktycznie opisałem zachowania gatunku nietypowego,skończyły się banany,lub były za małe na wieloletnim drzewie,wiec szuka się bez skrupułów dorodniejszego.

37

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Tym się jakaś część osób kieruje; zwykle ta...jakby to powiedzieć.... nie do końca 'światła'.

38 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-15 23:27:03)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
mayk222 napisał/a:
Catwoman napisał/a:

A co znaczy ta "lepsza partia" ?

Matrycę muszę przepolerować po odczytaniu tego pytania płynącego z ust kobiety.

No to racja mayk222, bo to samo musialem uczynic ze swoim smartfonem. kiedy to czytalem te watkowe newsy w przerwie na kawe big_smile .
A nawiazujac do tego pytania Catwoman w odniesieniu do tej wypowiedzi Feversa

Fevers napisał/a:

Dlaczego więc mieliby to robić, gdyby nie mieli interesu w jak najszybszym, wręcz desperackim pragnieniu rozwiązania obecnego małżeństwa  i wżenieniu córki w "lepszą partię" zanim ta ucieknie? Wszystko, co moja żona zrobiła od chwili odejścia jest zbudowane na kłamstwie, ukrywaniu faktów, konfabulacji i agresji.

i nie ublizajac Jego godnosci, smiem twierdzic, iz skoro facet stojacy przed obliczem zarowno zony jak i tesciow - w poczatkowej fazie malzenstwa - cytujac tu slowa ks. Piotra Pawlukiewicza "mierny, bierny ale wierny", jest facetem jak slawetny mercedes z najwyzszej polki a w pozniejszych "uzasadnionych" poczynaniach pierworodnej corki na wydaniu - za obopolnym przyzwoleniem - staje sie on zdezelowanym maluchem z pierwszych lat produkcji. I ku sadowej "uciesze" wszystkich obrastajacych w piorka, uzasadniona jest jego wymiana na nowy model mercedesowskiego "bolida F1". No bo "nowy" On jest taki nowoczesny, taki amerykansky... vel filmowy "Och Karol", do ktorego wzdychaja wszyscy zauroczeni inaczej wspoltowarzysze tej jedynej "perelki" w rodzinie spod bandery plci pieknej... rowniez na swoj sposob inaczej postrzegajacej wartosc malzenstwa.

39

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

No ja bym bardzo chciała by na tym wątku wypowiedziały się kobiety, które porzuciły męża wink

40

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Witam:)
Pewnie już tu nikt nie zagląda,ale spróbuje napisać troszkę o sobie i o swoim związku.
Jesteśmy z Pawłem 4 lata.Nasz związek jest kapryśny,konfliktowy,pełen sprzeczności i miłości.
Zaufaliśmy sobie w pełni.On wie wszystko.Zna wszystkie moje tajemnice.Nie wykiwam go.Nie chce zdradzić bo to jest ze mną sprzeczne.Jestem z nim szczera mówimy sobie wszystko ja nie mogę mieć przed nim żadnej tajemnicy, szybko to wychwyci i pojmę w mig że od tego nie da się uciec. Dlaczego chcę?
Po pierwsze trwamy tak bez przyszłości,ja mieszkam u niego, on mi się od około 1,5 roku zaręcza, ja nie mam dokąd wrócić,choćbym bardzo chciała...jestem do tego bez pracy i czuje się bezsilna.Nie wierzę już w naszą miłość.On zaiste wierzy w nas i chce robić wszystko po swojemu.Jemu wystarczy buziak,przytulenie,oglądanie telewizora lub komputera i czasem wycieczki.Najgorzej jest w zimie kiedy nie mamy co ze sobą robić.Wtedy jest nudno.Ale w lecie też nigdzie nie jeździmy,a przynajmniej nie daleko nad morze, w góry czasem chodzimy i na rowerze jeździmy.Czasem mi się to podoba że nie siedzimy jak niektórzy cały czas w domu ale często jeździmy w te same miejsca i chodzimy w te same góry.Nie jest może do końca nudno.Ale myślę że chce czegoś poważniejszego,ślubu,narzeczeństwa.Moi i jego rodzice są bez kasy.My sami sobie radzimy. Teraz można nawet powiedzieć że często to on sam sobie radzi. Odkładamy na ten śłub niby.Ale to już rok czekam na zaręczyny. W tamtym roku pochłonięta pracą zupełnie o tym zapomniałam.Ale przez okres gdy nie pracuje często o tym myślę, że młodsze koleżanki wychodzą za mąż i coś planują a ja nie wiem sama co z naszych planów wyjdzie.POMOCY!

41

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

No ja bym bardzo chciała by na tym wątku wypowiedziały się kobiety, które porzuciły męża wink

Porzuciłam męża a później faceta z którym byłam ponad 4 lata...
Tyle że nie dla innego "dorodniejszego banana" lecz dla samej siebie.
To pewnie się nie liczy co smile

42

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Lucyna_1990 a gdyby on Ci się oświadczył, to uwierzyłabyś na nowo w tę miłość?
Porozmawiajcie. Jedyny lek.

43

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Kwiatuszek100 napisał/a:
Catwoman napisał/a:

No ja bym bardzo chciała by na tym wątku wypowiedziały się kobiety, które porzuciły męża wink

Porzuciłam męża a później faceta z którym byłam ponad 4 lata...
Tyle że nie dla innego "dorodniejszego banana" lecz dla samej siebie.
To pewnie się nie liczy co smile

Ależ liczy się! I to jest dopiero ciekawe!

44

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Ale od czego zacząć...hmm

45

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

W którym momencie wspólnego czasu jako małżeństwo zdecydowałaś: Mam dość, odchodzę.   ?

46

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
bags napisał/a:
mayk222 napisał/a:
Catwoman napisał/a:

A co znaczy ta "lepsza partia" ?

Matrycę muszę przepolerować po odczytaniu tego pytania płynącego z ust kobiety.

No to racja mayk222, bo to samo musialem uczynic ze swoim smartfonem. kiedy to czytalem te watkowe newsy w przerwie na kawe big_smile .
A nawiazujac do tego pytania Catwoman w odniesieniu do tej wypowiedzi Feversa

Fevers napisał/a:

Dlaczego więc mieliby to robić, gdyby nie mieli interesu w jak najszybszym, wręcz desperackim pragnieniu rozwiązania obecnego małżeństwa  i wżenieniu córki w "lepszą partię" zanim ta ucieknie? Wszystko, co moja żona zrobiła od chwili odejścia jest zbudowane na kłamstwie, ukrywaniu faktów, konfabulacji i agresji.

i nie ublizajac Jego godnosci, smiem twierdzic, iz skoro facet stojacy przed obliczem zarowno zony jak i tesciow - w poczatkowej fazie malzenstwa - cytujac tu slowa ks. Piotra Pawlukiewicza "mierny, bierny ale wierny", jest facetem jak slawetny mercedes z najwyzszej polki a w pozniejszych "uzasadnionych" poczynaniach pierworodnej corki na wydaniu - za obopolnym przyzwoleniem - staje sie on zdezelowanym maluchem z pierwszych lat produkcji. I ku sadowej "uciesze" wszystkich obrastajacych w piorka, uzasadniona jest jego wymiana na nowy model mercedesowskiego "bolida F1". No bo "nowy" On jest taki nowoczesny, taki amerykansky... vel filmowy "Och Karol", do ktorego wzdychaja wszyscy zauroczeni inaczej wspoltowarzysze tej jedynej "perelki" w rodzinie spod bandery plci pieknej... rowniez na swoj sposob inaczej postrzegajacej wartosc malzenstwa.

Bags, jak zawsze celnie i konkretnie smile Twoje wypowiedzi potrafią sprawić, że nawet najgorszy dzień staje się radosny smile

47 Ostatnio edytowany przez Kwiatuszek100 (2013-04-16 10:33:25)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Jak dostałam wpier...któryś raz z kolei i nabrałam siły i odwagi że dam sobie radę. Wzrosło moje poczucie wartości i powiedziałam sobie "cholera zasługuję na coś więcej przede wszystkim szacunek i nie pozwolę sobie"...
Ale aspekt fizycznego znęcania się chyba nie był aż tak istotny. Wiem brzmi to śmiesznie ale u mnie słowa i czyny dotkliwiej raniły niż ciosy...
Nadzór,posądzanie o zdrady,zakaz wychodzenia z domu,kupienia sobie czegokolwiek za własne pieniądze,nastawianie dziecka przeciwko mnie...
Spadałam do wartości poniżej zera. Takie było jego zamierzenie aby rozbudzić we mnie takie odczucia i udało mu się to. W porę się opamiętałam.


P.S. no i teściowie którzy wmawiali mi że takie jest życie i tak to ma właśnie wyglądać...

48

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

To cud, że przerwałaś to błędne koło. Kobiety w takich związkach jako współuzależnione potrafią tkwić całe życie.

49

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Dlatego staram się uświadamiać takie osoby że to wcale nie ma sensu i tacy mężczyźni nic nie mogą dać jedynie odebrać.
Drugi związek był totalną klapą pod względem emocjonalnym. Na początku było ok jak zawsze ale zaczęło brakować tego ognia,zainteresowania,spójności...

50

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Mysle, ze historia kwiatuszka to nie jest do konca to o co chodzi autorowi watku smile

51

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Kwiatuszek100 napisał/a:

Dlatego staram się uświadamiać takie osoby że to wcale nie ma sensu i tacy mężczyźni nic nie mogą dać jedynie odebrać.

Kwiatuszek ale uswiadamianie takich osob jest bezcelowe zeby nie powiedziec, ze z gory skazane na porazke. Bo w takim zwiazku na prawde warto trwac, ba nawet trzeba dla mocno wygorowanych ideii wartosci wyzszego rzedu.
Tylko pozostaje zadac sobie pytanie pytanie, na ktore to jedynie My - tylko lub az - doskonale znamy odpowiedz, wroc, dochodzimy do wlasciwych i posiadajacych zelazne uzasadnienie wnioskow, bedacych z "organoleptycznego" doswiadczenia dla drugiej strony krystalicznie czysta abstrakcja. A owe pytanie brzmi: po jaka cholere?
Ale jak sie okazuje, to tylko glupiec oczekuje za kazdym razem uzyskania innych rezultatow, robiac wciaz to samo. I jak by tego nie robil, to za kazdym razem mu to nie wychodzi. No i zanowu rodzi sie w jego glowie pytane, ponownie pozostajace bez sensownej odpowiedzi: dlaczego??? lol

52

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Dokładnie też tak myślę i dlatego napisałam że to się nie liczy smile
Tutaj mowa o kobietach które uciekły do tego "lepszego modelu' u mnie tym modelem byłam ja sama smile

53

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Rozumiem jak Kobieta odchodzi ze związku jak jest ponizana,bita,maż nierób alkoholik ściągą Ja na niziny,lub czuje się nie kochana OK!!!!Ale większość Kobiet( na 100% nie wszystkie) to szczury okrętowe.Jak statek płynie na wakacje na Malediwy to jest zarąbiście,jak przybrał wody bo wtopa w biznesie na banie albo dwie to chyc w długą z tego okretu,na widoku nowocześniejszy amerykańsky ze sztabami złota pod pokładem.Niestety taka jest prawda zycia.

54

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Nie spotkałam jeszcze kobiety, która odeszłaby od męża dla korzyści finansowych. Wręcz przeciwnie; nie wiem, jak to możliwe, ale kobiety często odchodzą do faceta, który ma gorszą pozycję społeczną niż współmałżonek.

55

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Nie spotkałam jeszcze kobiety, która odeszłaby od męża dla korzyści finansowych. Wręcz przeciwnie; nie wiem, jak to możliwe, ale kobiety często odchodzą do faceta, który ma gorszą pozycję społeczną niż współmałżonek.

kociaczku: ja mysle ze dyskutujacy tutaj, uzywaja pojecia "majatkowego" dla lepszego zobrazowania sytuacji

56

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
mayk222 napisał/a:

Rozumiem jak Kobieta odchodzi ze związku jak jest ponizana,bita,maż nierób alkoholik ściągą Ja na niziny,lub czuje się nie kochana OK!!!!Ale większość Kobiet( na 100% nie wszystkie) to szczury okrętowe.Jak statek płynie na wakacje na Malediwy to jest zarąbiście,jak przybrał wody bo wtopa w biznesie na banie albo dwie to chyc w długą z tego okretu,na widoku nowocześniejszy amerykańsky ze sztabami złota pod pokładem.Niestety taka jest prawda zycia.

Skłaniam się ku przyznaniu Ci racji smile
Bo dużo prawdy jest w tym co napisałeś,są takie kobiety które mają jedyny cel życiowy...dobrze się ustawić,leżeć i pachnieć. Tylko znaleźć jelenia który na wszystkie wygody będzie pracował. I nie przeszkadza im to wcale skakać z kwiatka na kwiatem (może trafniejsze określenie będzie z badyla na badyl...) bo po co tkwić w czymś co może i jest dobre ale w zasięgu reki jest lepsze??? Skoro priorytetem jest "udoskonalenie" swojego życia.
Spotkałam się z dwoma takimi przypadkami w życiu i o dziwo kobiety te wylewnie opowiadały o swoich oczekiwaniach i wymaganiach,jakoś je to nie krępowało. Nie wiem może to zaczyna się robić "normalne" w dzisiejszych czasach. W każdym razie mnie to delikatnie mówiąc zdziwiło (nie stwierdzę że zszokowało bo wyjdę jeszcze na zacofaną,nie idącą z duchem czasu...) zostałam inaczej wychowana do postrzegania innych wartości w życiu. Ale widać czasy się zmieniają...

57

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
woytek napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Nie spotkałam jeszcze kobiety, która odeszłaby od męża dla korzyści finansowych. Wręcz przeciwnie; nie wiem, jak to możliwe, ale kobiety często odchodzą do faceta, który ma gorszą pozycję społeczną niż współmałżonek.

kociaczku: ja mysle ze dyskutujacy tutaj, uzywaja pojecia "majatkowego" dla lepszego zobrazowania sytuacji

Witaj woytek.A moze szerzej napisz,interpretacje mogą być różne tak skrótowego zapisu.

58 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-16 11:35:13)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Nie spotkałam jeszcze kobiety, która odeszłaby od męża dla korzyści finansowych. Wręcz przeciwnie; nie wiem, jak to możliwe, ale kobiety często odchodzą do faceta, który ma gorszą pozycję społeczną niż współmałżonek.

Bo widzisz jak to mawia bardzo wymowny tytul komedii z M. Kondratem "piniadze to nie wszystko". Jest "cos" jeszcze, czyzby to ta... chuc? big_smile

59

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Kwiatuszek100 napisał/a:
mayk222 napisał/a:

Rozumiem jak Kobieta odchodzi ze związku jak jest ponizana,bita,maż nierób alkoholik ściągą Ja na niziny,lub czuje się nie kochana OK!!!!Ale większość Kobiet( na 100% nie wszystkie) to szczury okrętowe.Jak statek płynie na wakacje na Malediwy to jest zarąbiście,jak przybrał wody bo wtopa w biznesie na banie albo dwie to chyc w długą z tego okretu,na widoku nowocześniejszy amerykańsky ze sztabami złota pod pokładem.Niestety taka jest prawda zycia.

Skłaniam się ku przyznaniu Ci racji smile
Bo dużo prawdy jest w tym co napisałeś,są takie kobiety które mają jedyny cel życiowy...dobrze się ustawić,leżeć i pachnieć. Tylko znaleźć jelenia który na wszystkie wygody będzie pracował. I nie przeszkadza im to wcale skakać z kwiatka na kwiatem (może trafniejsze określenie będzie z badyla na badyl...) bo po co tkwić w czymś co może i jest dobre ale w zasięgu reki jest lepsze??? Skoro priorytetem jest "udoskonalenie" swojego życia.
Spotkałam się z dwoma takimi przypadkami w życiu i o dziwo kobiety te wylewnie opowiadały o swoich oczekiwaniach i wymaganiach,jakoś je to nie krępowało. Nie wiem może to zaczyna się robić "normalne" w dzisiejszych czasach. W każdym razie mnie to delikatnie mówiąc zdziwiło (nie stwierdzę że zszokowało bo wyjdę jeszcze na zacofaną,nie idącą z duchem czasu...) zostałam inaczej wychowana do postrzegania innych wartości w życiu. Ale widać czasy się zmieniają...

Wysyłam bukiet przepięknych dorodnych,wysokich róż.

60

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Nie spotkałam jeszcze kobiety, która odeszłaby od męża dla korzyści finansowych. Wręcz przeciwnie; nie wiem, jak to możliwe, ale kobiety często odchodzą do faceta, który ma gorszą pozycję społeczną niż współmałżonek.

Wszystko zależy od tego czy same coś mają czy też są gołe i wesołe.

61

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
bags napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Nie spotkałam jeszcze kobiety, która odeszłaby od męża dla korzyści finansowych. Wręcz przeciwnie; nie wiem, jak to możliwe, ale kobiety często odchodzą do faceta, który ma gorszą pozycję społeczną niż współmałżonek.

Bo widzisz jak to mawia bardzo wymowny tytul komedii z M. Kondratem "piniadze to nie wszystko". Jest "cos" jeszcze, czyzby to ta... chuc? big_smile

baks witaj.Chuć do czego do badyla czy do badylarza??????????????????????????????????????

62 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-16 12:37:46)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
mayk222 napisał/a:

Rozumiem jak Kobieta odchodzi ze związku jak jest ponizana,bita,maż nierób alkoholik ściągą Ja na niziny,lub czuje się nie kochana OK!!!!Ale większość Kobiet( na 100% nie wszystkie) to szczury okrętowe.Jak statek płynie na wakacje na Malediwy to jest zarąbiście,jak przybrał wody bo wtopa w biznesie na banie albo dwie to chyc w długą z tego okretu,na widoku nowocześniejszy amerykańsky ze sztabami złota pod pokładem.Niestety taka jest prawda zycia.

Tu się z Maykiem zgadzam w pełni. Catwoman, a może ( nie obrażając Ciebie ) Ty nie chcesz widzieć prawdziwych przyczyn odchodzenia, przepraszam, ucieczek kobiet z "wypalonych " związków, bo sama jesteś kobietą i zaakceptowanie tego faktu jest trudne do przełknięcia? Naprawdę dziwię się, że nie spotkałaś się z tą przyczyną ucieczki kobiet z relacji. Ja do tej pory spotkałem się niemal wyłącznie z tego typu schematem. W tym kobiety są naprawde cwane, że prawdziwy powód ukryją i zamaskują niczym gajowy czarnego malucha wśród jeżyn, a swojego partnera skutecznie obciążą winą na wiele, wiele lat. I jeżeli ten partner ma w głowie olej, jeżeli przeanalizuje całość, to sam rozwiąże tą zagadkę i dojdzie do odpowiednich wniosków. W miarę czasu elementy układanki same wskakują na miejsce. Do dziś w głowie mi dudni fałszywy ton teściowej, która przy każdej możliwej okazji pytała mnie, nad jakim projektem i dla jakiego klienta obecnie pracuję. Wiadomo o co chodzi. $$$$$

63

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Ja znam raczej kobiety niezależne finansowo, które- gdy odchodzą- naprawdę nie szukają kogoś, kto by im dawał na kupowanie szmat i wizyty w SPA.

64

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Ja znam raczej kobiety niezależne finansowo, które- gdy odchodzą- naprawdę nie szukają kogoś, kto by im dawał na kupowanie szmat i wizyty w SPA.

To nie jest tak oczywisty sponsoring, jak opisujesz. Chodzi o własnościowe lokum, którego same z partnerem nie chcą się dorabiać, tylko wolą na gotowca, do tego wycieczki itd. Niezależne finansowo kobiety o których piszesz to raczej typy businesswoman, które mają zaplecze finansowe, ale pogoń za kasą sprawia, że traktują mężczyzn czysto rozrywkowo, jako umilenie sobie czasu, do chwili, kiedy nie dochodzi do takiego etapu w ich metryce, że zaczynają czuć prawdziwy brak stałego partnera i tych prawdziwych uczuć. tylko na tym etapie te kobiety są juz tak wykrzywione emocjonalnie, że choc bardzo tego pragną, to nie umieją trwać w stałym związku

65

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Nie Fevers, nie popadajmy w kolejną skrajność wink Kobiety, które przychodzą mi na myśl, a które odeszły od życiowego partnera nie zarabiają nie wiadomo ile; miewają swoje firmy, ale też pracują na etacie u kogoś. Myślę, że z mężem zaczęli się od siebie odsuwać (a nierzadko problemem jest tu zbytnie umiłowanie pracy przez męża) i tak więź zanikła, aż pozostało rozstanie. A że są zaradne, potrafią się same utrzymać, to odeszły: najczęściej z mężczyzną, który jest mniej majętny- skoro tego określenia mamy używać.

Posty [ 1 do 65 z 136 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026