Jestem z mężem 14 lat.Pół roku temu przyłapałam męża na dziwnych sms-ach z 25-latką (ja mam 40 lat). Kazałam mu zakończyć ten dziwny związek, przy mnie wysłał sms-a do niej że to koniec.Niestety znowu przyłapałam go na kontaktach z nią i przez te pół roku on niby zrywa z nią kontakty a ja znowu go przyłapuje. Oczywiści on twierdzi ,że tylko mnie kocha i ze mną chce być, a tamto to tylko taka zabawa.Nie wiem co robić, bo cała ta sytuacja bardzo mnie męczy.Zrobiłam się zaborcza , nieufna i ciągle urządzam mu awantury.Może ktoś miał podobną sytuację i coś mi doradzi.
Podobne tematy
Niewinne złego początki.
Choć chciałabym się mylić...
Jak czytam takie wątki to się zawsze za głowę łapię ![]()
I się zastanawiam, a co jest strasznego w smsowaniu z koleżankami/kolegami?
Jasne, że to mogą być "złego poczatki", tak jak jedno piwo może być zapowiedzią uzaleznienia, ale bez przesady nie dajmy się zwariować...
Ja też mam kolegów, przyjaciół facetów (także sporo starszych ode mnie, choć co to w sumie ma do rzeczy), z którymi dużo smsuje, w tych smsach często flirtujemy (tzn. są zaczepne, śmieszne, dwuznaczne), ale wiemy, ze to tylko taka zabawa ![]()
Mój mąż o tym wie i nie ma nic przeciwko, a w małżeństwie świetnie nam się układa...
Szarlot, ja napisałam co napisałam. Mam takie jakieś przeświadczenie, że jeśli kobieta coś przeczuwa, intuicja jej coś podpowiada, to prawie zawsze jest coś na rzeczy. Zanim się "otworzy" na forum, wierzę, że ze sto razy sama próbuje rozgryźć, czy ma rację, czy może wyolbrzymia, nie robi tego pochopnie. Oczywiście istnieją wyjątki, przewrażliwione, zazdrosne jednostki - ale jak zawsze - to tylko potwierdza regułę ![]()
5 2013-04-05 14:42:47 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-04-05 14:45:22)
tezkobieta, może masz rację
intuicja kobieca faktycznie często jest niezawodna, ale z drugiej strony mam wrażenie, że czasami te obawy są naprawdę na wyrost i dotyczą ludzi bardzo niepewnych w swoich związkach, którzy by chcieli wszystko kontrolować...
Zresztą tu na forum wiele razy czytałam opinie typu: "jak facet jest żonaty nie może pisać z koleżanką", "nie powinien", "nie może wychodzić na imprezy, bo przecież ma żonę" i inne teksty w tym stylu i tak sobie myślę, że czasami nie dziwię się tym mężom, że jak już się spuszczą ze smyczy to robią głupoty ![]()
My mamy z mężem taki układ, że dajemy sobie sporo zaufania i swobody... często wychodzimy gdzieś bez siebie, np. na imprezy firmowe, tam mogę przetańczyć pół nocy nawet z najprzystojniejszymi kolegami z pracy, ale to nie ma znaczenia.... bo przecież wracam do ukochanego męża, który na mnie czeka w domu i ja wiem, że nie zamieniłabym go na nikogo innego.... i jakieś imprezy, tańce, smsy nie mają na to wpływu.
I mój mąż musi mi ufać (na szczęście tak jest), bo gdyby mi powiedział tak jak autorka to powiedziała meżowi "masz zakończyć ten dziwny związek", to nie wiedziałabym czy sobie jaja robi, czy serio to mówi? ![]()
Po prostu, to że wyszłam za mąż a mój mąż się ze mną ożenił, nie oznacza, że nie mamy swoich osobnych "żyć", osobnych spraw, osobnych znajomych (także innej płci)..... jasne ryzyko zdrady jest zawsze, ale pozostaje mi ufać jemu i sobie przede wszystkim ![]()
Chyba, że są jeszcze jakieś szczegóły tej sprawy, o których nie wiemy....
To, co wyżej napisałam to tak ogólnie w temacie nadwrażliwości smsowej ![]()
ale jak się wczytałam dokładnie w post autorki, to zaniepokoiło mnie faktycznie jedno:
przy mnie wysłał sms-a do niej że to koniec.
Bo skoro nic nie ma na rzeczy, to czemu nie zareagował (jak pewnie ja bym zareagowała) śmiechem i niedowierzaniem, tylko posłusznie wysłał smsa? Skoro sam przyznał, że to koniec, to może był jednak jakiś poczatek?
No nie wiem... za mało danych, żebym mogła jakoś tę sytuację ocenić...
Tu nie chodziło o zwykle koleżeństwo,nie róbcie ze mnie potwora ,mąż ma inne koleżanki i one nie są problemem dla mnie,ale z tą było inaczej chował się w łazience z telefonem,przy ładowaniu telefon był zawsze wyłączony,raz odczytałam sms-a i były tam wyznania miłości. Rozmawiałam z nim o tym i powiedział ,że dla niego nic to nie znaczy.Więc skoro innej kobiecie mówi ,że ją kocha i mi mówi to samo , to powinnam mu wierzyć ,czy nie? Dla mnie to też były niewinne początki ,tylko nadal nie wiem ,czy się one zakończyły.
A próbowaliście usiąść i na spokojnie o tym pogadać? Nie na zasadzie inwigilowania smsów i mówienia "masz to zakończyć", tylko tak na serio, otwarcie?
tezkobieta, może masz rację
intuicja kobieca faktycznie często jest niezawodna, ale z drugiej strony mam wrażenie, że czasami te obawy są naprawdę na wyrost i dotyczą ludzi bardzo niepewnych w swoich związkach, którzy by chcieli wszystko kontrolować...
Zresztą tu na forum wiele razy czytałam opinie typu: "jak facet jest żonaty nie może pisać z koleżanką", "nie powinien", "nie może wychodzić na imprezy, bo przecież ma żonę" i inne teksty w tym stylu i tak sobie myślę, że czasami nie dziwię się tym mężom, że jak już się spuszczą ze smyczy to robią głupoty
My mamy z mężem taki układ, że dajemy sobie sporo zaufania i swobody... często wychodzimy gdzieś bez siebie, np. na imprezy firmowe, tam mogę przetańczyć pół nocy nawet z najprzystojniejszymi kolegami z pracy, ale to nie ma znaczenia.... bo przecież wracam do ukochanego męża, który na mnie czeka w domu i ja wiem, że nie zamieniłabym go na nikogo innego.... i jakieś imprezy, tańce, smsy nie mają na to wpływu.
I mój mąż musi mi ufać (na szczęście tak jest), bo gdyby mi powiedział tak jak autorka to powiedziała meżowi "masz zakończyć ten dziwny związek", to nie wiedziałabym czy sobie jaja robi, czy serio to mówi?Po prostu, to że wyszłam za mąż a mój mąż się ze mną ożenił, nie oznacza, że nie mamy swoich osobnych "żyć", osobnych spraw, osobnych znajomych (także innej płci)..... jasne ryzyko zdrady jest zawsze, ale pozostaje mi ufać jemu i sobie przede wszystkim
Chyba, że są jeszcze jakieś szczegóły tej sprawy, o których nie wiemy....
fajnie masz w sumie.. ale impreza firmowa i pójście na nią bez męża to raczej normalna sytuacja. Koledzy, koleżanki z pracy to tez w sumie normalna i oczywista nawet sytuacja o ile łączą ich faktycznie zdrowe relacje a nie romanse..
Tu nie chodziło o zwykle koleżeństwo,nie róbcie ze mnie potwora ,mąż ma inne koleżanki i one nie są problemem dla mnie,ale z tą było inaczej chował się w łazience z telefonem,przy ładowaniu telefon był zawsze wyłączony,raz odczytałam sms-a i były tam wyznania miłości. Rozmawiałam z nim o tym i powiedział ,że dla niego nic to nie znaczy.Więc skoro innej kobiecie mówi ,że ją kocha i mi mówi to samo , to powinnam mu wierzyć ,czy nie? Dla mnie to też były niewinne początki ,tylko nadal nie wiem ,czy się one zakończyły.
Nie jest normalne zachowanie Twojego męża. Nie sądzę, że mówi Ci prawdę. Ostatecznie został przyłapany więc wymyślił cos co miało Cię co nie co uspokoić. Masz dostęp do jego telefonu? Obserwuj.. po prostu obserwuj.
tezkobieta, może masz rację
intuicja kobieca faktycznie często jest niezawodna, ale z drugiej strony mam wrażenie, że czasami te obawy są naprawdę na wyrost i dotyczą ludzi bardzo niepewnych w swoich związkach, którzy by chcieli wszystko kontrolować...
Zresztą tu na forum wiele razy czytałam opinie typu: "jak facet jest żonaty nie może pisać z koleżanką", "nie powinien", "nie może wychodzić na imprezy, bo przecież ma żonę" i inne teksty w tym stylu i tak sobie myślę, że czasami nie dziwię się tym mężom, że jak już się spuszczą ze smyczy to robią głupoty
My mamy z mężem taki układ, że dajemy sobie sporo zaufania i swobody... często wychodzimy gdzieś bez siebie, np. na imprezy firmowe, tam mogę przetańczyć pół nocy nawet z najprzystojniejszymi kolegami z pracy, ale to nie ma znaczenia.... bo przecież wracam do ukochanego męża, który na mnie czeka w domu i ja wiem, że nie zamieniłabym go na nikogo innego.... i jakieś imprezy, tańce, smsy nie mają na to wpływu.
I mój mąż musi mi ufać (na szczęście tak jest), bo gdyby mi powiedział tak jak autorka to powiedziała meżowi "masz zakończyć ten dziwny związek", to nie wiedziałabym czy sobie jaja robi, czy serio to mówi?Po prostu, to że wyszłam za mąż a mój mąż się ze mną ożenił, nie oznacza, że nie mamy swoich osobnych "żyć", osobnych spraw, osobnych znajomych (także innej płci)..... jasne ryzyko zdrady jest zawsze, ale pozostaje mi ufać jemu i sobie przede wszystkim
Chyba, że są jeszcze jakieś szczegóły tej sprawy, o których nie wiemy....
Szarlot. to jakbyś opisywała mój związek z meżem
fajnie nam się układało
w pewnym momencie zapomniałam mu chyba przypomnieć, że jest wolny, swobodny, może mieć swoje życie i sprawy jak ja zresztą, ale bzykanie koleżanek już wykracza poza ten układ.
nie zmieniaj się
nie zmieniaj relacji z nim
ale kiedys przy okazji powiedz, wiesz, znam taką dziewczynę, któa miała taki ukłąd w małżeństwie jak my. i jej mąz ją zdradził, wpakował się w romans z koleżanką z pracy, ale jak tłumaczył, jej(zony) to niedotyczyło, bo się emocjonalnie nie zaangazował, nie zabiegał o nią (koleżankę) i to się stało tak mimochodem
ich związek przeżył straszny kryzys. są razem, ale ona jak mówi, nie kocha go już tak jak kiedyś, nie wierzy w miłośc, przestałą ufać. boi się teraz jego kolacyjek firmowych, wyjazdów..
wiesz co kochanie?
chce żebyś wiedział... że jest pewna granica
i ja nie mam zamiaru jej przekraczac i mam nadzieję, że ty też.
bo ty oznaczało koniec naszej rodziny
powiedz mu to szarlot..
bo może ja popełniłam w pewnym momencie błąd i nie powiedziałam? może uznałam to za oczywistośc, a on nie?
więc powiedz mu
przypomnij;)
dla nas ten etap otwartości, zaufania.. już się skończył
i czym innym są esemesy z kimkolwiek
a czym inny esemes od koleżanki - pragnę cię, nie moge się doczekać tego, co się wydarzy/.. prawda??
nigdy nie sprawdzałam jego telefonów, nigdy nie kontrolowałam jego zycia
dostałam po dupie, od niego
nie oznacza to, że robiłabym teraz inaczej, żyłabym inaczej, gdybym cofnęła czas
ale może o zasadach w związku trzeba częsciej mówić?/
artykułować?/
określać??
12 2013-04-08 17:13:13 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-04-08 17:41:13)
fajnie masz w sumie.. ale impreza firmowa i pójście na nią bez męża to raczej normalna sytuacja. Koledzy, koleżanki z pracy to tez w sumie normalna i oczywista nawet sytuacja o ile łączą ich faktycznie zdrowe relacje a nie romanse..
Malwina, niby normalne, ale chyba nie dla wszystkich.
Mamy w kręgu znajomych z pracy jednego kumpla, który ma "żonę-bluszcza"
która zawsze wszędzie musi chodzić z nim. Nudzi się jak mops na tych naszych imprezach, bo wiadomo głównie gadamy o pracy, ale ona musi mieć go pod kontrolą. Wszyscy mają z niej ubaw, ale tak sobie z drugiej strony myślę........ jakbym miała za męża tego kolegę, to może też bym miała do niego ograniczone zaufanie...? bo kolega rzeczywiście inaczej się zachowuje, kiedy oplata go żona, a inaczej kiedy jej nie ma - i nie chodzi o romanse, tylko przy niej jest taki "grzeczny misiek", a bez niej w pracy, to niekoniecznie
.... więc może ona ma rację, że specjalnie mu nie ufa, nie wiem?
Myślę też, że ona ma bardzo dużo kompleksów i jakieś takie "poczucie niższości" wobec nas - jego koleżanek w pracy... nie wiem czemu... i dlatego chce mieć go ciągle na oku... nie wiem, czy byłby zdolny żeby ją zdradzić, ale może ona jako jego żona wyczuwa to lepiej niż osoby z boku.
A może na odwrót - może on taki jest, bo ona tak go kontroluje? Nie wiadomo....
W każdym razie ja bym nie wytrzymała w takim związku, gdybym czuła, że muszę męża kontrolować i wszędzie za nim łazić...
Przypomina mi to relacje rodzic-dziecko (i to małe dziecko), a nie partner-partner.
Szarlot. to jakbyś opisywała mój związek z meżem (...)
End_aluzja, dzięki za Twojego posta.... rzeczywiście daje sporo do myślenia....
Rozmawiamy o tym z Mężem często, "co by było gdyby...", zresztą narastająca fala rozwodów wśród naszych znajomych też często jest pretekstem do takich rozmów...
Może dla wielu "starych mężatek" wyjadaczek zabrzmię jak naiwniara
, ale mam takie głębokie poczucie, że mój Mąż jest najbardziej godnym zaufania człowiekiem jakiego znam. Chyba bardziej jestem pewna jego niż samej siebie...
I nie ma to wiele wspólnego z idealizacją, tylko z tym, że znam różnych ludzi, różnych facetów, i jakoś tak mam dobre przeczucia co do mojego Męża ![]()
To jest taki typ człowieka, który nie potrafiłby nie być fair nawet w sprawie kupna droższego płynu do spryskiwaczy, a co dopiero w sprawach fundamentalnych takich jak wierność...
... no ale wiem, nie zarzekam się.... gdybym tak jak autorka wątku miała jakieś złe przeczucia, to pewnie i mi włączyła by się inwigilacja i wzmożona czujność.....
A może czujności w ogóle, nawet jak jest dobrze, nigdy za wiele.... ![]()
End_aluzja, a jak potoczyły się Twoje losy? To znaczy trochę opisałaś, wiem. Ale jak się żyje w takim związku po zdradzie?
Można zacząć wszystko od nowa z "czystą" kartą? czy zawsze ma się to w tyle głowy i czerwone lampki się częściej zapalają?
ale może o zasadach w związku trzeba częsciej mówić?/
artykułować?/
określać??
ja podczas juz trwania romansu mojego narzeczonego, o ktorym nie wiedzialam, a przeczuwalam, okreslalam te zasady.. zadawalam pytania:
-czy uwazasz ze to byloby w porzadku, gdybys pisal z innymi dziewczynami? jego odpowiedz -nie, i kamienna twarz, nie znalam tej twarzy, juz teraz wiem dlaczego
-przeciez znasz zasady w naszym zwiazku, nie mozesz mnie oklamywac ze gdzies idziesz lub inne sprawy, jego odpowiedz -znam, i kamienna twarz, zero emocji, zero komentarza.
dziewczyny, jesli jakas podejdzie siksa, to nawet jakby mial wytatuowane na czole ze kocham swoja zone, to i tak jak ona sie mu spodoba to do niej pojdzie,
nie wiem dlaczego tak jest.
oni znaja zasady, wrecz sa przed soba nawet dumni z nich, bo nikt nie lubi jak jest za latwo.
jednak nie stosuja sie do nich, bo cos jest silniejsze.
chcialabym wierzyc, ze niektorzy naprawde potrafia zrozumiec swoj blad i nie popelnic go wiecej...
Zdradzana, rozumiem że jesteś rozgoryczona, ale nie wrzucaj wszystkich facetów do jednego wora ![]()
Naprawdę znam takich co nie zdradzają... kilku tylko co prawda, ale jednak ![]()
Zdradzana, rozumiem że jesteś rozgoryczona, ale nie wrzucaj wszystkich facetów do jednego wora
Naprawdę znam takich co nie zdradzają... kilku tylko co prawda, ale jednak
ja bron Boze nie twierdze, ze wszyscy zdradzaja.
chodzilo mi o te zasady, o ktorych wczesniej mowilyscie. ze ci zdradzajacy je znaja doskonale. sa trzezwi i przytomni i wiedza co robia.
wiem, ze jest wiele udanych malzenstw czy zwiazkow bez nawet jednej rysy.
Szarlot
W związku z tym co napisałaś o swoim układzie w małżeństwie mam pytanie
Czy kiedykolwiek zostałaś zdradzona i czy Ty kiedykolwiek kogoś zdradziłaś?.
Chodzi mi o zdradę fizyczną a także tą mentalną-emocjonalną.
17 2013-04-09 01:57:00 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-04-09 02:26:53)
Szarlot
W związku z tym co napisałaś o swoim układzie w małżeństwie mam pytanie
Czy kiedykolwiek zostałaś zdradzona i czy Ty kiedykolwiek kogoś zdradziłaś?.
Nie i nie.
I mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie (ani do jednego ani do drugiego), choć nie zarzekam się, że "na pewno nigdy się to nie zdarzy bla bla bla"... nie jestem naiwniarą, choć może tak brzmię...
Widzę co się dzieje dookoła mnie, wśród znajomych... ile w ludziach jest nieszczerości, ile rozstań, rozwodów, ile zawiedzionego zaufania...
W moim bardzo bliskim otoczeniu przez wiele lat był ktoś, kto zdradzał, a także ktoś, kto w zdradzie brał udział jako osoba trzecia (czyli ta, z którą się zdradza), więc mimo że sama nie zostałam zdradzona ani nie zdradzałam, to miałam okazję przyjrzeć się zjawisku zdrady z bliska i z różnych stron... czasami myślę, że mogłabym jakąś książkę o tym napisać ![]()
Staram się więc uczyć na błędach innych, obserwować i wyciągać wnioski... i generalnie aspiruję w życiu do bycia wierną i niezdradzaną.
Wydaje mi się, że póki co dbam o to, żeby się to udało.
Ja też jestem koleżanka z pracy...
mam kolegów.. żonatych..wolnych.. ale Ja wiem co jest ok a co nie.. Jak wiele z nas kobiet. ALE są też koleżanki z pracy nie mające żadnych hamulców, zasad.. znam takie.. postępujących na zasadzie" Misiek jest NASZ".. mój mąż miał właśnie ten typ w swojej byłej pracy... to co się działo na imprezach....szkoda słów.. serio.. i nie jest to akurat jedynie moja opinia... W kolejnej pracy miał jeszcze" fajniej" łatwiej...gówniara się w nim zadurzyła... a ja miałam piekło...I ja też jestem koleżanką z pracy...................ostatecznie...
19 2013-04-09 10:09:42 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-04-09 10:20:12)
gówniara się w nim zadurzyła... a ja miałam piekło...
To już się zadurzyć nie wolno? ![]()
Piekło?
czemu? nie rozumiem?
Ja też jako małolata kochałam się w starszych kolegach. Na szczęście oni byli mądrzy (zresztą ja też
) i potrafili stawiać granice.
Mądrzy faceci to potrafią.
Zresztą w takim co by nie potrafił, chyba podświadomie bym się nie zadurzyła.
Nie mam nic przeciwko, żeby się ktoś kiedyś zadurzył w moim mężu... nawet z radością bym to obserwowała jak on daje sobie z tym radę ![]()
Poza tym, myślę że każdy facet w pewnym wieku lubi jak młodsze koleżanki się w nim podkochują (dla mnie to nic złego), ale to nie znaczy że musi zdradzać.
Jakoś mam takie poczucie, że ja jako żona, matka jego dzieci, po iluś latach bycia razem jestem/będę dla mojego Męża bardziej atrakcyjna niż jakaś "gówniara" (jak ją ładnie nazwałaś, co sugeruje, że może masz z taką akceptacją jakiś problem?).
Po prostu czasem fajnie jest wiedzieć, że się jest dla kogoś atrakcyjnym. Ja też lubię czuć, że się podobam kolegom, z pracy czy innym.
Ale to nie zmienia relacji jaką mam z własnym Mężem.... tzn. czasem może zmieniać... na lepsze ![]()
Świat składa się z facetów i kobiet. Różnych. Nie mam wpływu na żadne małolaty, kobiety w stylu wiecznych uwodzicielek. A niech sobie żyją
Ja wiem za kogo wyszłam za mąż i mu ufam ![]()
.
Mądrzy faceci to potrafią.
.
przepraszam, ze sie wtrazalam :-))
Szarlot,to chyba najmadrzejsze podsumowanie , jakie na tym forum czytalam.
I w tym cala filozofia tych roznych tysiecy wypowiedzianych slow i opinii.
To samo tyczy sie kobiet
Ja też jako małolata kochałam się w starszych kolegach. Na szczęście oni byli mądrzy (zresztą ja też
) i potrafili stawiać granice. Mądrzy faceci to potrafią.
Małolata tzn. ile lat miałaś - 16? Bo dla Malwiny małolatą może być taka, która ma lat 26 i której nie przeszkadza wsadzenie facetowi ręki w rozporek na imprezie integracyjnej. A także przespanie się z nim na kolejnej. I podlewanie wszystkiego sosikiem wielkiego uczucia... I koleżeńskie smsiki o 24... I to wszystko z żonatym i dzieciatym - przecież jakoś trzeba sobie ego podbudować, a że żonatego łatwiej poderwać niż wolnego... wiesz, te problemy związane z codziennością i takie tam...
"Nie mam nic przeciwko, żeby się ktoś zadurzył w moim mężu... nawet z radością bym to obserwowała jak on daje sobie z tym radę
"
Dobrze Ci radzę, uważaj czego sobie życzysz bo pewnego dnia może się to spełnić, tylko scenariusz może być nieco inny.
"Na szczęście oni byli mądrzy (zresztą ja też
)" - Aaaa i w tych sprawach nie polegaj na mądrości panien z pracy...
22 2013-04-09 10:24:18 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-09 10:33:41)
Malwina69 napisał/a:gówniara się w nim zadurzyła... a ja miałam piekło...
To już się zadurzyć nie wolno?
Piekło?czemu? nie rozumiem?
Ja też jako małolata kochałam się w starszych kolegach. Na szczęście oni byli mądrzy (zresztą ja też) i potrafili stawiać granice.
Mądrzy faceci to potrafią.
Zresztą w takim co by nie potrafił, chyba podświadomie bym się nie zadurzyła.
Nie mam nic przeciwko, żeby się ktoś kiedyś zadurzył w moim mężu... nawet z radością bym to obserwowała jak on daje sobie z tym radę
Poza tym, myślę że każdy facet w pewnym wieku lubi jak młodsze koleżanki się w nim podkochują (dla mnie to nic złego), ale to nie znaczy że musi zdradzać.
Jakoś mam takie poczucie, że ja jako żona, matka jego dzieci, po iluś latach bycia razem jestem/będę dla mojego Męża bardziej atrakcyjna niż jakaś "gówniara" (jak ją ładnie nazwałaś, co sugeruje, że może masz z taką akceptacją jakiś problem?).
Po prostu czasem fajnie jest wiedzieć, że się jest dla kogoś atrakcyjnym. Ja też lubię czuć, że się podobam kolegom, z pracy czy innym.
Ale to nie zmienia relacji jaką mam z własnym Mężem.... tzn. czasem może zmieniać... na lepszeŚwiat składa się z facetów i kobiet. Różnych. Nie mam wpływu na żadne małolaty, kobiety w stylu wiecznych uwodzicielek. A niech sobie żyją
Ja wiem za kogo wyszłam za mąż i mu ufam
Hm.Tylko wiesz.Balansowanie na granicy zwykłej przyjaźni może doprowadzić do czegoś więcej.
Tak jak napisałaś ktoś kto zna granice nidy nie doprowadzi do jej przekroczenia mając świadomość konsekwencji tego czynu.
Z drugiej strony ktoś kto jest szczęśliwy w swoim związku nie potrzebuje akceptacji ze strony osób trzecich.
To co różni kobiety od mężczyzn w kwestii tzw.flirtu to to że,kobietom wydaje się źe,to naturalne i potrafią w odpowiedniej chwili powiedzieć stop a mężczyźni wiedzą od początku do czego to doprowadza.Mam na myśli sex.
Subtelna różnica aczkolwiek bardzo znacząca i przykra w konsekwencjach
23 2013-04-09 10:27:26 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-04-09 11:17:06)
batszeba, wybacz ale takie "groźby" jakoś średnio do mnie przemawiają ![]()
Pracowałam w różnych miejscach i w życiu nie byłam świadkiem takiego zachowania, jakie opisujesz.
Ale zakładając, że takie rzeczy się naprawdę gdzieś dzieją, to co to facet nie ma wpływu na to, kto mu co w rozporek wsadza i z kim idzie do łóżka??? Bieeeduuulek ten facet
No plis ![]()
Jak zwykle wszystkiemu winne te wstrętne małolaty, a faceci nie wiedzą co czynią ![]()
Skoro facet pozwala sobie na takie zachowania jakie opisałaś, to znaczy, że nie umie stawiać granic i chyba w ogóle nie powinien mieć żony.
Współczuję jeśli ktoś ma takie doświadczenia z własnym mężem i jego koleżankami z pracy. Ale ja widocznie przede wszystkim mam innego męża i z innymi ludźmi pracowałam, na trochę innym "poziomie". (oczywiście bez urazy dla czyjegoś miejsca pracy, wnioskuję to z powyższego opisu).
Może dla wielu "starych mężatek" wyjadaczek zabrzmię jak naiwniara
, ale mam takie głębokie poczucie, że mój Mąż jest najbardziej godnym zaufania człowiekiem jakiego znam. Chyba bardziej jestem pewna jego niż samej siebie...
I nie ma to wiele wspólnego z idealizacją, tylko z tym, że znam różnych ludzi, różnych facetów, i jakoś tak mam dobre przeczucia co do mojego Męża
To jest taki typ człowieka, który nie potrafiłby nie być fair nawet w sprawie kupna droższego płynu do spryskiwaczy, a co dopiero w sprawach fundamentalnych takich jak wierność...
To dobrze, że ufasz. Dzięki temu nie jesteś podejrzliwa, zazdrosna, doszukująca się dziury w całym (a to nie służy małżeństwu).
Z tym, że:
... no ale wiem, nie zarzekam się....
o tym nie zapominaj. Znam facetów "z zasadami" i "chodzące ideały", którzy jednak mieli w swoim życiu "wpadki". Jedni większe, inni mniejsze (tym może te zasady jednak nieco dopomogły?). I to byli ci, których nikt, absolutnie nikt nie podejrzewałby o to, co zrobili. A jednak...
Szarlot tez tak ufałam i wierzyłam...ba...nawet w rozmowach dawałam sobie uciac prawa reke,ze maz nigdy mnie nie zdradzi...i co...zdradził mnie i to z zona mojego brata...rozwiodłam sie...jak sie ktos juz zakocha to nic nie zrobisz...a nigdy nie wiesz czy ktos Cie nie zauroczy...to jest chwila...moment...sytuacja...zycze Ci jak najlepiej,ale takie zycie do niczego dobrego nie prowadzi...w małzenstwie zawsze przychodzi w koncu kryzys czy znuzenie, a dajac całkowita wolnosc zezwalamy na cos wiecej nie zdajac sobie z tego sprawy...i wiem,ze takich osob jak ja,ktorzy ufali i sie zawiedli jest tu pełno
Aaaa i w tych sprawach nie polegaj na mądrości panien z pracy...
Jakbyś mnie ze zrozumieniem przeczytała, to wiedziałabyś, że właśnie na pannach nie polegam, bo panny jak wspomniałam są różne i szczerze, w ogóle mi to nie przeszkadza.
Polegam na własnym Mężu.
Podkreślam jeszcze raz - mądrzy faceci potrafią stawiać granice. Znam takich. Wtedy żadne, nawet najbardziej namolne, koleżanki z pracy im nie straszne.
No ale wiedziałam, że w takim wątku ktoś prędzej czy później da mi do zrozumienia, że jestem, młoda i naiwna i nic o życiu nie wiem
spoko, przyzwyczajona jestem ![]()
Nie wiem, czemu innym - najczęściej skrzywdzonym, zdradzonym - tak trudno przyjąć do wiadomości, że ktoś może być szczęśliwy i jednak nie zdradzać ![]()
Szarlot
Chyba trochę źle odebrałaś słowa dziewczyn.
Myślę że,im chodziło o to by ufać ale nie naiwnie.Mieć świadomość że,każdy nawet ten/ta który się zarzeka może zdradzić bo coś tam zaskoczy,zaiskrzy z koleżanką lub kolegą.
Chodzi też o to by nie doprowadzać do sytuacji które mogą być odbierane przez partnera/partnerkę jako dwuznaczne.
Szarlot tez tak ufałam i wierzyłam...ba...nawet w rozmowach dawałam sobie uciac prawa reke,ze maz nigdy mnie nie zdradzi...
[...]
w małzenstwie zawsze przychodzi w koncu kryzys czy znuzenie, a dajac całkowita wolnosc zezwalamy na cos wiecej nie zdajac sobie z tego sprawy...i wiem,ze takich osob jak ja,ktorzy ufali i sie zawiedli jest tu pełno
Nie wiem, czemu innym - najczęściej skrzywdzonym, zdradzonym - tak trudno przyjąć do wiadomości, że ktoś może być szczęśliwy i jednak nie zdradzać
Nie, że trudno. Tylko człowiek zbiera różne doświadczenia życiowe i z czasem widzi, że może (nie musi) zdarzyć się i poukładać inaczej niż zakładaliśmy, niż nam się wydawało - nabiera innej perspektywy, inaczej zaczyna oceniać niektóre sprawy. Życzę Ci, abyś nie musiała przekonać się o tym na własnej skórze, bo sporo jeszcze lat przed Tobą/Wami.
Szarlot tez tak ufałam i wierzyłam...ba...nawet w rozmowach dawałam sobie uciac prawa reke,ze maz nigdy mnie nie zdradzi
Dlatego właśnie ja na wszelki wypadek niczego nie dam sobie uciąć
i napisałam wyżej, że właśnie dlatego się nie zarzekam wcale a wcale, bo wiem, że różne sytuacje się zdarzyć mogę...
jak sie ktos juz zakocha to nic nie zrobisz...a nigdy nie wiesz czy ktos Cie nie zauroczy...to jest chwila...moment...
Ja do tego podchodzę inaczej.
Nie wykluczam, że kiedyś mogę zauroczyć się w kimś innym niż mój mąż, i że mój mąż też może.
Ale są sposoby, żeby od tego uciec, przerwać, nie brnąć w to dalej i to jest właśnie ta granica o której pisałam.
Nawet ojciec dominikanin na naukach przedmałżeńskich kiedyś nam powiedział: "myślicie, że już nigdy się w nikim innym nie zakochacie? zakochacie się i to jeszcze może nie raz".
Tylko że między chwilowym zauroczeniem się inną osobą, a decyzją o zdradzie, wdaniu się w romans, odejściu czy rozwodzie jest przepaść według mnie i wcale nie musimy w nią wpaść.
Oczywiscie Szarlot,ze mozesz byc tym 1% czego Tobie zycze... ale powinnas wiedziec,ze ufac w zyciu mozna tylko sobie...i czy jestes naiwna czy nie to tylko czas pokaze...
31 2013-04-09 10:46:20 Ostatnio edytowany przez tezkobieta (2013-04-09 10:47:11)
Heh, neeli, samemu sobie też do końca nie można ![]()
neeli napisał/a:Szarlot tez tak ufałam i wierzyłam...ba...nawet w rozmowach dawałam sobie uciac prawa reke,ze maz nigdy mnie nie zdradzi
Dlatego właśnie ja na wszelki wypadek niczego nie dam sobie uciąć
i napisałam wyżej, że właśnie dlatego się nie zarzekam wcale a wcale, bo wiem, że różne sytuacje się zdarzyć mogę...
neeli napisał/a:jak sie ktos juz zakocha to nic nie zrobisz...a nigdy nie wiesz czy ktos Cie nie zauroczy...to jest chwila...moment...
Ja do tego podchodzę inaczej.
Nie wykluczam, że kiedyś mogę zauroczyć się w kimś innym niż mój mąż, i że mój mąż też może.
Ale są sposoby, żeby od tego uciec, przerwać, nie brnąć w to dalej i to jest właśnie ta granica o której pisałam.Nawet ojciec dominikanin na naukach przedmałżeńskich kiedyś nam powiedział: "myślicie, że już nigdy się w nikim innym nie zakochacie? zakochacie się i to jeszcze może nie raz".
Tylko że między chwilowym zauroczeniem się inną osobą, a decyzją o zdradzie, wdaniu się w romans, odejściu czy rozwodzie jest przepaść według mnie i wcale nie musimy w nią wpaść.
Nie,nie.To nie przepaść.To bardzo ale to bardzo cienka granica.Tak jak między miłością a nienawiścią.
Zanim się obejrzysz już jesteś po tej drugiej stronie.
I co wtedy?
Nie,nie.To nie przepaść.To bardzo ale to bardzo cienka granica.Tak jak między miłością a nienawiścią.
Zanim się obejrzysz już jesteś po tej drugiej stronie.
I co wtedy?
Bardzo słuszna uwaga. Bardzo.
Bo przepaść każdy głupi zauważy. A tę cieniutką nitkę, którą tak łatwo przeoczyć, tak łatwo przekroczyć i dokładnie tak jest - nawet się nie obejrzysz...
Tylko człowiek zbiera różne doświadczenia życiowe i z czasem widzi, że może (nie musi) zdarzyć się i poukładać inaczej niż zakładaliśmy, niż nam się wydawało - nabiera innej perspektywy, inaczej zaczyna oceniać niektóre sprawy. Życzę Ci, abyś nie musiała przekonać się o tym na własnej skórze, bo sporo jeszcze lat przed Tobą/Wami.
Ja też sobie tego życzę i wierzę, że tak będzie ![]()
Ale wierzę i chcę wierzyć, że to jednak nie jest loteria - zdradzę, albo nie zdradzę, zdradzi mnie mąż albo nie zdradzi....
Wierzę, że i ja i mój mąż sami mamy na to największy wpływ.... a nie ten, kogo spotykamy na swojej drodze - wstrętna koleżanka z pracy, czy czarujący kolega z kawiarni...
Ja chcę dbać o to, żeby w moim małżeństwie ryzyko zdrady zminimalizować do minimum.
I nie mówię, że jestem nieomylna, mam jakiś patent i jestem najmądrzejsza na świecie. Wiem, że nie jestem ![]()
Ale jakiś tam pomysł na to mam i u mnie w związku są nimi przede wszystkim szczerość, dobra komunikacja bez ściem i ta swoboda, w której wielu widzi zagrożenie..... Ja jednak większe widzę w permanentnym kontrolingu....
Jak już pisałam, miałam okazję napatrzeć się na różne zdrady w rodzinie i wśród znajomych, od różnych stron i staram się wyciągać wnioski.
Wolę się uczyć na cudzych błędach, niż na swoich.
Dlatego też cenie sobie takie fora i Wasze różne historie....
To co różni kobiety od mężczyzn w kwestii tzw.flirtu to to że,kobietom wydaje się źe,to naturalne i potrafią w odpowiedniej chwili powiedzieć stop a mężczyźni wiedzą od początku do czego to doprowadza.Mam na myśli sex.
Subtelna różnica aczkolwiek bardzo znacząca i przykra w konsekwencjach
A to mnie zafrapowało ![]()
To znaczy, że inaczej flirtujemy? My kobiety i Wy faceci?
W sensie, że dla kobiet jest to bardziej niewinne i łatwiej stawiają tę granicę?
Bo ja obserwuje raczej odwrotne przypadki - kobiety uwodzą, a to faceci wiedzą kiedy je zastopować....
Trochę inaczej.
Chodzi o to jak podchodzimy do flirtu.
U kobiet głównym czynnikiem są emocje a u mężczyzn w większości chodzi o chęć rozładowania napięcia sexualnego.
37 2013-04-09 11:12:54 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2013-04-09 11:15:00)
batszeba, wybacz ale takie "groźby" jakoś średnio do mnie przemawiają
Pracowałam w różnych miejscach i w życiu nie byłam świadkiem takiego zachowania, jakie opisujesz.
Ale zakładając, że takie rzeczy się naprawdę gdzieś dzieją, to co to facet nie ma wpływu na to, kto mu co w rozporek wsadza? Plis
Jak zwykle wszystkiemu winne te wstrętne małolaty
Współczuję jeśli ktoś ma takie doświadczenia z własnym mężem i jego koleżankami z pracy. Ale ja chyba w innych miejscach po prostu pracowałam, na trochę innym poziomie. (oczywiście bez urazy dla czyjegoś miejsca pracy, wnioskuję to z powyższego opisu).
Wiesz .. różnie bywa.. ja też ( tak jak Ty ) nie spodziewam się czegoś takiego...:D.. chyba oddałabym rękę za niego... no cóż.. to o czym piszesz to rodzaj igrania z ogniem..
Dopóki nie staniesz w obliczu takiej sytuacji.. to tak naprawdę nie wiesz o czym piszesz.. ![]()
I CZASAMI sa winne małolaty( moja pisala do mnie smsy, rozmawiala ze mną bezczelnie)..CZASAMI są winni tylko faceci, którzy okazali się chujoplatamui z Nienacka wręcz.. a czasami obie strony...
A Ty to wszytsko strasznie upraszczasz...strasznie..
to rodzaj igrania z ogniem..
Dopóki nie staniesz w obliczu takiej sytuacji.. to tak naprawdę nie wiesz o czym piszesz..
Samo sedno!
Często czyta się wypowiedzi osób, które "teoretycznie" rozpatrują daną sytuację, wszystko pięknie, ładnie. Doskonale wiedzą co i jak należy zrobić itd. itp.
Ja jednak zawsze mam w głowie myśl, że dopóki na własnej skórze tego nie doświadczymy, nigdy nie możemy powiedzieć jak postąpimy/zachowamy się w danym momencie. Przekonania, zasady, własne zdanie, nawet najbardziej słuszne, rozsypują się w zderzeniu z rzeczywistością...
I CZASAMI sa winne małolaty( moja pisala do mnie smsy, rozmawiala ze mną bezczelnie)..CZASAMI są winni tylko faceci, którzy okazali się chujoplatamui z Nienacka wręcz.. a czasami obie strony...
A Ty to wszytsko strasznie upraszczasz...strasznie..
Ja upraszczam?
hm, może trochę, czasami celowo
ale według mnie przesłanie "pilnuj faceta, bo prędzej czy później pewnie Cię zdradzi" to jednak nieco większe uproszczenie ![]()
A co do winy. Jasne, że zwykle winne są obie strony a raczej trzy - ten kto zdradził, ten z kim zdradził i strona zdradzona też.
Tylko jak mnie mąż kiedyś zdradzi, to co mi z tej "winy" jakiejś małolaty czy koleżanki z pracy? Czemu mam mieć do niej żal? Przecież ona mi przed ołtarzem nie przysięgała wierności, tylko MÓJ MĄŻ.
Ona jest obca, nie mam na nią wpływu. Jej nie obowiązuje lojalność wobec mnie. A mojego Męża owszem.
Więc dlatego nie rozumiem tego zwalania na kochanki czy kochanków całej winy za uwiedzenie. Nikt nikogo na siłę nie uwiedzie jak ktoś się uwieść nie da
Może też uznasz to za uproszczenie
, ale widze wokół, że tak to właśnie na ogół działa.
Dla mnie jest o wiele większą wartością wiedzieć, że mąż mnie nie zdradza, bo nie chce (mimo że miałby okazje), niż że mnie nie zdradza, bo nie ma akurat żadnej koleżanki pod ręką.
Dlatego koleżanki nie są w moich oczach wielkim zagrożeniem.
Zagrożeniem byłby kryzys w małżeństwie.
Ja jednak zawsze mam w głowie myśl, że dopóki na własnej skórze tego nie doświadczymy, nigdy nie możemy powiedzieć jak postąpimy/zachowamy się w danym momencie. Przekonania, zasady, własne zdanie, nawet najbardziej słuszne, rozsypują się w zderzeniu z rzeczywistością...
Oczywiście. W pełni się zgadzam i mam świadomość, że głównie teoretyzuje, bo na własnej skórze zdrady nie doświadczyłam... więc zawsze jestem w takich dyskusjach trochę "poszkodowana", bo mogę tylko mówić, co obserwuje i co mi się wydaje...
Wpadnę tu za 15 lat i wtedy może napiszę coś innego ![]()
Póki co mam jedynie przeczucie i wiarę, że znam siebie, znam mojego męża i że będzie dobrze ![]()
Malwina69 napisał/a:I CZASAMI sa winne małolaty( moja pisala do mnie smsy, rozmawiala ze mną bezczelnie)..CZASAMI są winni tylko faceci, którzy okazali się chujoplatamui z Nienacka wręcz.. a czasami obie strony...
A Ty to wszytsko strasznie upraszczasz...strasznie..
Ja upraszczam?
hm, może trochę, czasami celowo
ale według mnie przesłanie "pilnuj faceta, bo prędzej czy później pewnie Cię zdradzi" to jednak nieco większe uproszczenie
A co do winy. Jasne, że zwykle winne są obie strony a raczej trzy - ten kto zdradził, ten z kim zdradził i strona zdradzona też.
Tylko jak mnie mąż kiedyś zdradzi, to co mi z tej "winy" jakiejś małolaty czy koleżanki z pracy? Czemu mam mieć do niej żal? Przecież ona mi przed ołtarzem nie przysięgała wierności, tylko MÓJ MĄŻ.
Ona jest obca, nie mam na nią wpływu. Jej nie obowiązuje lojalność wobec mnie. A mojego Męża owszem.Więc dlatego nie rozumiem tego zwalania na kochanki czy kochanków całej winy za uwiedzenie. Nikt nikogo na siłę nie uwiedzie jak ktoś się uwieść nie da
Może też uznasz to za uproszczenie
, ale widze wokół, że tak to właśnie na ogół działa.
Dla mnie jest o wiele większą wartością wiedzieć, że mąż mnie nie zdradza, bo nie chce (mimo że miałby okazje), niż że mnie nie zdradza, bo nie ma akurat żadnej koleżanki pod ręką.
Dlatego koleżanki nie są w moich oczach wielkim zagrożeniem.
Zagrożeniem byłby kryzys w małżeństwie.
Od kiedy to osoba zdradzona jest współwinna zdrady?.
Tylko jak mnie mąż kiedyś zdradzi, to co mi z tej "winy" jakiejś małolaty czy koleżanki z pracy? Czemu mam mieć do niej żal? Przecież ona mi przed ołtarzem nie przysięgała wierności, tylko MÓJ MĄŻ.
Ona jest obca, nie mam na nią wpływu. Jej nie obowiązuje lojalność wobec mnie. A mojego Męża owszem.Więc dlatego nie rozumiem tego zwalania na kochanki czy kochanków całej winy za uwiedzenie. Nikt nikogo na siłę nie uwiedzie jak ktoś się uwieść nie da
Może też uznasz to za uproszczenie
, ale widze wokół, że tak to właśnie na ogół działa.
W pełni podzielam Twoje zdanie.
Wpadnę tu za 15 lat i wtedy może napiszę coś innego
Póki co mam jedynie przeczucie i wiarę, że znam siebie, znam mojego męża i że będzie dobrze
Lepiej żebyś za 15 lat mogła napisać dokładnie to samo. Z dopiskiem: tak właśnie wygląda mój przykład ![]()
Od kiedy to osoba zdradzona jest współwinna zdrady?.
Może to zbyt duże uproszczenie, ale poniekąd to prawda. W większości przypadków zaczyna się coś takiego dziać (lub wręcz przeciwnie - przestaje się dziać) w związku, czemu winne są obydwie strony, a co powoduje nawarstwianie różnych problemów, sytuacji - w dużym skrócie w efekcie może dojść np. do zdrady właśnie. Nie jest to powód, ani usprawiedliwienie, ale taka często jest przyczyna. Nic nie dzieje się bez powodu...
43 2013-04-09 12:02:32 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-04-09 12:15:41)
"No ale wiedziałam, że w takim wątku ktoś prędzej czy później da mi do zrozumienia, że jestem, młoda i naiwna i nic o życiu nie wiem wink spoko, przyzwyczajona jestem smile
Nie wiem, czemu innym - najczęściej skrzywdzonym, zdradzonym - tak trudno przyjąć do wiadomości, że ktoś może być szczęśliwy i jednak nie zdradzać smile"
Zabawne, że nikt niczego o Twoim wieku nie napisał - to Twoje wnioski i Twoje odczucia, ciekawe dlaczego opinie rzucające nawet niewielki cień na Twoją wyidealizowaną wizję świata odbierasz jako protekcjonalne traktowanie Twojej osoby...
Nikt Ci nie zazdrości tego, że ślepo mężowi ufasz - po prostu zwracamy uwagę, że na beczce prochu można np. siedzieć, ale siedzieć i bawić się zapałkami to już lepiej nie, bo można przeżyć duże bum i boleśnie na pupie wylądować.
Do izabela40:
Sądzę, że Twój mąż ma typowy kryzys wieku średniego - być może nie jest to jeszcze romans, ale motylki w brzuchu i mięta, którą poczuł do młodego ciała - musi chłopak sprawdzić, czy 15 lat młodsza na niego poleci - to taki powrót do młodości, podchody, spojrzenia itd. Natomiast jego ukrywanie się jasno świadczy o tym, że czystego sumienia to on tak do końca nie ma.
Szarlot napisał/a:Tylko jak mnie mąż kiedyś zdradzi, to co mi z tej "winy" jakiejś małolaty czy koleżanki z pracy? Czemu mam mieć do niej żal? Przecież ona mi przed ołtarzem nie przysięgała wierności, tylko MÓJ MĄŻ.
Ona jest obca, nie mam na nią wpływu. Jej nie obowiązuje lojalność wobec mnie. A mojego Męża owszem.Więc dlatego nie rozumiem tego zwalania na kochanki czy kochanków całej winy za uwiedzenie. Nikt nikogo na siłę nie uwiedzie jak ktoś się uwieść nie da
Może też uznasz to za uproszczenie
, ale widze wokół, że tak to właśnie na ogół działa.
W pełni podzielam Twoje zdanie.
Szarlot napisał/a:Wpadnę tu za 15 lat i wtedy może napiszę coś innego
Póki co mam jedynie przeczucie i wiarę, że znam siebie, znam mojego męża i że będzie dobrzeLepiej żebyś za 15 lat mogła napisać dokładnie to samo. Z dopiskiem: tak właśnie wygląda mój przykład
Alterego1 napisał/a:Od kiedy to osoba zdradzona jest współwinna zdrady?.
Może to zbyt duże uproszczenie, ale poniekąd to prawda. W większości przypadków zaczyna się coś takiego dziać (lub wręcz przeciwnie - przestaje się dziać) w związku, czemu winne są obydwie strony, a co powoduje nawarstwianie różnych problemów, sytuacji - w dużym skrócie w efekcie może dojść np. do zdrady właśnie. Nie jest to powód, ani usprawiedliwienie, ale taka często jest przyczyna. Nic nie dzieje się bez powodu...
Nie,nie i jeszcze raz nie.
Zdrada to wyłącznie wolny wybór tej osoby która doprowadza do tego.
Nie dorabiajmy ideologii do zdrady.
Przyczyną jest charakter a nie okoliczności.
No i brak zasad u danej osoby.
A właściwie brak konsekwencji w trzymaniu się tych zasad.
Nie,nie i jeszcze raz nie.
Zdrada to wyłącznie wolny wybór tej osoby która doprowadza do tego.
Nie dorabiajmy ideologii do zdrady.
Przyczyną jest charakter a nie okoliczności.
No i brak zasad u danej osoby.
A właściwie brak konsekwencji w trzymaniu się tych zasad.
Zgadzam się w 100% z Alterego - na kryzys pracują obydwie strony związku, ale decyzję o zdradzie podejmuje świadomie jedna z nich i jest to kwestia wolnego wyboru. Można mieć kryzys wieku średniego, problemy w łóżku/finansowe itd. ale to w niczym nie upoważnia do rzucania się w cudze ramiona - zawsze można najpierw uporządkować swoje sprawy, rozstać się, a potem szukać przygód.
Częstym tłumaczeniem zdrady jest np.to że,było nudno,brak czasu dla siebie,mijanie się w drzwiach itp.
To Ja wtedy pytam
Co Ty zrobiłeś/aś by to zmienić na lepsze?
Częstym tłumaczeniem zdrady jest np.to że,było nudno,brak czasu dla siebie,mijanie się w drzwiach itp.
To Ja wtedy pytam
Co Ty zrobiłeś/aś by to zmienić na lepsze?
No właśnie. To pytanie należałoby postawić obydwu stronom...
Alterego1 napisał/a:Częstym tłumaczeniem zdrady jest np.to że,było nudno,brak czasu dla siebie,mijanie się w drzwiach itp.
To Ja wtedy pytam
Co Ty zrobiłeś/aś by to zmienić na lepsze?No właśnie. To pytanie należałoby postawić obydwu stronom...
No tak, tylko czasami strona zdradzająca zapomina wspomnieć o tym, że jakieś problemy ma... a potem opowiada biednej i zakochanej "drugiej stronie medalu" że żona zła i do kosmetyczki chodzi albo mąż bee bo w firmie mu gorzej idzie...
Alterego1 napisał/a:Częstym tłumaczeniem zdrady jest np.to że,było nudno,brak czasu dla siebie,mijanie się w drzwiach itp.
To Ja wtedy pytam
Co Ty zrobiłeś/aś by to zmienić na lepsze?No właśnie. To pytanie należałoby postawić obydwu stronom...
Nie doczytałaś
Cyt. Co Ty zrobiłeś/aś by to zmienić na lepsze?
Zwróć uwagę na "zrobiłeś/aś"
To tak pro forma.
50 2013-04-09 12:59:43 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-09 13:01:21)
tezkobieta napisał/a:Alterego1 napisał/a:Częstym tłumaczeniem zdrady jest np.to że,było nudno,brak czasu dla siebie,mijanie się w drzwiach itp.
To Ja wtedy pytam
Co Ty zrobiłeś/aś by to zmienić na lepsze?No właśnie. To pytanie należałoby postawić obydwu stronom...
No tak, tylko czasami strona zdradzająca zapomina wspomnieć o tym, że jakieś problemy ma... a potem opowiada biednej i zakochanej "drugiej stronie medalu" że żona zła i do kosmetyczki chodzi albo mąż bee bo w firmie mu gorzej idzie...
Ależ to właśnie zawarłem w moim pytaniu.Co zrobiłeś/aś?
Jeśli odpowiedź brzmi Nic to pytam dlaczego obwiniasz partnera za własny wybór czyli zdradę?.Obwiniaj siebie bo miałeś/aś wolny wybór a partnera tego wyboru pozbawiłeś/aś nie mówiąc mu/jej o problemach.
Brak właściwej komunikacji i egoizm doprawadza do tragedii.
Cyt. Co Ty zrobiłeś/aś by to zmienić na lepsze?
Zwróć uwagę na "zrobiłeś/aś"
To tak pro forma.
Myślałam, że doczytałam.
Forma: ...eś/aś nie oznacza dwóch stron. To skrót zastępujący określenie płci, czyli zwrotu: "kobieta lub mężczyzna" i oznacza jednostkę - na pewno nie więcej osób. Tak dla formalności.
Alterego1 napisał/a:Cyt. Co Ty zrobiłeś/aś by to zmienić na lepsze?
Zwróć uwagę na "zrobiłeś/aś"
To tak pro forma.Myślałam, że doczytałam.
Forma: ...eś/aś nie oznacza dwóch stron. To skrót zastępujący określenie płci, czyli zwrotu: "kobieta lub mężczyzna" i oznacza jednostkę - na pewno nie więcej osób. Tak dla formalności.
Napisałem tak by nie sugerować czytającemu że,skupiam się tylko na jednej płci a pomijam drugą.
Szarlot. Witaj siostro.
Moze jestes nawet nie moja siostra? Moze jestes moim duchowym sobowtorem???
Wszystkie poglądy które wyrażasz to moje poglądy. Twój opis życia z twoim mężem to mój opis życia. Ogromne zaufanie. Uczucia. Porozumienie. Dbanie o siebie. Zabieganie. Codzienny flirt. Podrywanie sie ciagle od nowa. Wszyscy mówili ze to jak traktuje mnie mój mąż sie nie zdarza. Wszyscy widzieli jaka jestem zakochana w mężu. Przez 13 lat małżeństwa i 19 lat związku. Obydwoje wolni. Odpowiedzialni. Wiedziałam ze on Zrobi zawsze co chce. Ma wybór. Wierzyłam ze jestem ważna i jego wybory bedą wynikiem myślenia o mnie.
SZarlot. Byłam przekonana ze jeśli mój mąż mnie zdradzi. To zdobi to tylko wtedy gdy spotka kogoś kogo pokocha tak jak kochał mnie. Bo w innym przypadku by mnie nie skrzywdził...
Pomyślał by o mnie.
SZarlot. Zdradził mnie. Dziewczyna nic dla niego nie znaczyła. Od dnia w którym sie dowiedziałam nie skontaktował sie z nią i nie zamienił słowa. Sprawdzalam go moja droga. Odrzucił wszystko co sie z nią wiązało.
Czemu zdradził?
Bo to było nieważne
Bo niczego nie obiecywał
Bo nie planował. Zdarzyło sie raz. Nie planował wiecej. Po tygodniu pierwszy esemes od niej. Nakręcenie atmosfery. Kolejne. Po pierwszym razie grom z jasnego nieba nie pierduknal.... Więc wiesz.
Zdradził mnie. Tak sobie. Mimochodem.
Nie chciał mnie zranic to mnie nie dotyczyło.
Powtarzał wielokrotnie. To nie było nic warte. To nie było warte nawet cząstki twoich uczuć bólu emocji.
A ja powtarzałam. Dla mnie jest warte tyle ile teraz czuje.
Od trzech lat. Codziennie udowadnia mi ze mnie kocha. Walczy o moja uwagę. Walczy o moja milosc. Uczestniczy we wszystkich moich złych chwilach i słabościach. Jest przy mnie.
Nie znalazłam przez te trzy lata żadnych dowodów na to ze nie dotrzymał zasad.
SZarlot. A teraz druga strona medalu. Jak sądzisz? Jak wyglada mój związek. ?? Potrafisz sobie wyobrazić ze zdradził cie twój mąż?
Przychodzi do ciebie i mówi. Popełniłem błąd to nie było ważne przepraszam.
Kochalam miłością ufna. Wierzyłam ze te tysiąc lat razem to wystarczający kapitał zeby poradzić sobie ze zdrada....
Dzisiaj tak nie kocham. Nie potrafie. Jest obcy.
Kiedyś oddalabym mu nerkę. Teraz nie. Nie dałabym mu niczego co w jakikolwiek sposób ograniczyloby mnie.... Juz nie Taka jest zmiana po zdradzie.
Zgadzam się w 100% z Alterego - na kryzys pracują obydwie strony związku, ale decyzję o zdradzie podejmuje świadomie jedna z nich i jest to kwestia wolnego wyboru. Można mieć kryzys wieku średniego, problemy w łóżku/finansowe itd. ale to w niczym nie upoważnia do rzucania się w cudze ramiona - zawsze można najpierw uporządkować swoje sprawy, rozstać się, a potem szukać przygód.
Dokładnie tak...
Szarlot///Ja upraszczam? smile hm, może trochę, czasami celowo ale według mnie przesłanie "pilnuj faceta, bo prędzej czy później pewnie Cię zdradzi" to jednak nieco większe uproszczenie
A co do winy. Jasne, że zwykle winne są obie strony a raczej trzy - ten kto zdradził, ten z kim zdradził i strona zdradzona też.
Tylko jak mnie mąż kiedyś zdradzi, to co mi z tej "winy" jakiejś małolaty czy koleżanki z pracy? Czemu mam mieć do niej żal? Przecież ona mi przed ołtarzem nie przysięgała wierności, tylko MÓJ MĄŻ.
Ona jest obca, nie mam na nią wpływu. Jej nie obowiązuje lojalność wobec mnie. A mojego Męża owszem.
Więc dlatego nie rozumiem tego zwalania na kochanki czy kochanków całej winy za uwiedzenie. Nikt nikogo na siłę nie uwiedzie jak ktoś się uwieść nie da Może też uznasz to za uproszczenie , ale widze wokół, że tak to właśnie na ogół działa.
Dla mnie jest o wiele większą wartością wiedzieć, że mąż mnie nie zdradza, bo nie chce (mimo że miałby okazje), niż że mnie nie zdradza, bo nie ma akurat żadnej koleżanki pod ręką.
Dlatego koleżanki nie są w moich oczach wielkim zagrożeniem.
Zagrożeniem byłby kryzys w małżeństwie.///
1. Ja nie miałam na myśli pilnowania faceta. To głupota.
2. Kompletna bzdura a pro po ilości osób winnych zdrady..sorry...
3.Jakbyś ( nie życzę Ci tego" doświadczyła zdrady męża zapewniam Cię,że nie byłaby Ci obojętna gówniarą z którą by to zrobił.
4.Nikt nie zwala jedynie winy na kochanki/ków..obie strony sa winne.
5.Twoje przeświadczenie o lojalności i wierności twojego męża jest jak najbardziej pozytywnym objawem..życze Ci aby tak było zawsze.Ja tez za każdym razem w to wierzyłam ![]()
6.Nigdy nie wiadomo JAKA okazja i JAKA koleżanka może się przytrafić na drodze Twojego męża.
7. Koleżanki nie sa dla mnie zagrożeniem. Te normalne, mądre a nie sucze bez zasad. Masz szczęście,że nie miałaś z kims takim do czynienia.
Szarlot. Witaj siostro.
Moze jestes nawet nie moja siostra? Moze jestes moim duchowym sobowtorem???
Wszystkie poglądy które wyrażasz to moje poglądy. Twój opis życia z twoim mężem to mój opis życia. Ogromne zaufanie. Uczucia. Porozumienie. Dbanie o siebie. Zabieganie. Codzienny flirt. Podrywanie sie ciagle od nowa. Wszyscy mówili ze to jak traktuje mnie mój mąż sie nie zdarza. Wszyscy widzieli jaka jestem zakochana w mężu. Przez 13 lat małżeństwa i 19 lat związku. Obydwoje wolni. Odpowiedzialni. Wiedziałam ze on Zrobi zawsze co chce. Ma wybór. Wierzyłam ze jestem ważna i jego wybory bedą wynikiem myślenia o mnie.
SZarlot. Byłam przekonana ze jeśli mój mąż mnie zdradzi. To zdobi to tylko wtedy gdy spotka kogoś kogo pokocha tak jak kochał mnie. Bo w innym przypadku by mnie nie skrzywdził...
Pomyślał by o mnie.SZarlot. Zdradził mnie. Dziewczyna nic dla niego nie znaczyła. Od dnia w którym sie dowiedziałam nie skontaktował sie z nią i nie zamienił słowa. Sprawdzalam go moja droga. Odrzucił wszystko co sie z nią wiązało.
Czemu zdradził?
Bo to było nieważne
Bo niczego nie obiecywał
Bo nie planował. Zdarzyło sie raz. Nie planował wiecej. Po tygodniu pierwszy esemes od niej. Nakręcenie atmosfery. Kolejne. Po pierwszym razie grom z jasnego nieba nie pierduknal.... Więc wiesz.Zdradził mnie. Tak sobie. Mimochodem.
Nie chciał mnie zranic to mnie nie dotyczyło.Powtarzał wielokrotnie. To nie było nic warte. To nie było warte nawet cząstki twoich uczuć bólu emocji.
A ja powtarzałam. Dla mnie jest warte tyle ile teraz czuje.Od trzech lat. Codziennie udowadnia mi ze mnie kocha. Walczy o moja uwagę. Walczy o moja milosc. Uczestniczy we wszystkich moich złych chwilach i słabościach. Jest przy mnie.
Nie znalazłam przez te trzy lata żadnych dowodów na to ze nie dotrzymał zasad.SZarlot. A teraz druga strona medalu. Jak sądzisz? Jak wyglada mój związek. ?? Potrafisz sobie wyobrazić ze zdradził cie twój mąż?
Przychodzi do ciebie i mówi. Popełniłem błąd to nie było ważne przepraszam.Kochalam miłością ufna. Wierzyłam ze te tysiąc lat razem to wystarczający kapitał zeby poradzić sobie ze zdrada....
Dzisiaj tak nie kocham. Nie potrafie. Jest obcy.
Kiedyś oddalabym mu nerkę. Teraz nie. Nie dałabym mu niczego co w jakikolwiek sposób ograniczyloby mnie.... Juz nie Taka jest zmiana po zdradzie.
End_aluzja, Siostro, Duszko
chciałabym Cię uściskać... szkoda, że nie mogę, więc robię to tylko wirtualnie... ![]()
Lubię Cię czytać, masz w sobie dużo ciepła, mądrości i daje mi to dużo do myślenia...
Rzeczywiście to wszystko nie jest proste.
Dzisiaj faktycznie też tak myślę, jak Ty wtedy, że dzięki miłości, wyrozumiałości, z czasem mogłabym wybaczyć zdradę... ale może tak mi się tylko wydaje...
Witam drogie dziewczyny. Nie wiedziałam , że z tego tematu aż taka dyskusja wyniknie. Wiecie ja kiedyś też mężowi ufałam, teraz już nie.Próbowałam z nim na ten temat porozmawiać, ale jak można rozmawiać z kimś poważnie, kto kłamie ci prosto w oczy. Straciłam już rachubę ile razy przyłapałam go na kłamstwie.Na razie czekam i obserwuję.Jednak nasz związek nie wygląda już tak samo.Głównie ja się zmieniłam i nie patrzę na niego przez różowe okulary.
Witam drogie dziewczyny. Nie wiedziałam , że z tego tematu aż taka dyskusja wyniknie. Wiecie ja kiedyś też mężowi ufałam, teraz już nie.Próbowałam z nim na ten temat porozmawiać, ale jak można rozmawiać z kimś poważnie, kto kłamie ci prosto w oczy. Straciłam już rachubę ile razy przyłapałam go na kłamstwie.Na razie czekam i obserwuję.Jednak nasz związek nie wygląda już tak samo.Głównie ja się zmieniłam i nie patrzę na niego przez różowe okulary.
No tak, ale co Cię w takim razie przy nim trzyma - miłość? Pamięć o wspólnych latach? Dzieci? Pieniądze? Jeśli on notorycznie kłamie oznacza to, że literalnie nie liczy się z Twoimi uczuciami, nie szanuje Cię... Chcesz przeżyć resztę swojego życia w ten sposób?
58 2013-04-09 16:11:54 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-04-09 16:17:18)
End_aluzja napisał/a:Szarlot. Witaj siostro.
Moze jestes nawet nie moja siostra? Moze jestes moim duchowym sobowtorem???
Wszystkie poglądy które wyrażasz to moje poglądy. Twój opis życia z twoim mężem to mój opis życia. Ogromne zaufanie. Uczucia. Porozumienie. Dbanie o siebie. Zabieganie. Codzienny flirt. Podrywanie sie ciagle od nowa. Wszyscy mówili ze to jak traktuje mnie mój mąż sie nie zdarza. Wszyscy widzieli jaka jestem zakochana w mężu. Przez 13 lat małżeństwa i 19 lat związku. Obydwoje wolni. Odpowiedzialni. Wiedziałam ze on Zrobi zawsze co chce. Ma wybór. Wierzyłam ze jestem ważna i jego wybory bedą wynikiem myślenia o mnie.
SZarlot. Byłam przekonana ze jeśli mój mąż mnie zdradzi. To zdobi to tylko wtedy gdy spotka kogoś kogo pokocha tak jak kochał mnie. Bo w innym przypadku by mnie nie skrzywdził...
Pomyślał by o mnie.SZarlot. Zdradził mnie. Dziewczyna nic dla niego nie znaczyła. Od dnia w którym sie dowiedziałam nie skontaktował sie z nią i nie zamienił słowa. Sprawdzalam go moja droga. Odrzucił wszystko co sie z nią wiązało.
Czemu zdradził?
Bo to było nieważne
Bo niczego nie obiecywał
Bo nie planował. Zdarzyło sie raz. Nie planował wiecej. Po tygodniu pierwszy esemes od niej. Nakręcenie atmosfery. Kolejne. Po pierwszym razie grom z jasnego nieba nie pierduknal.... Więc wiesz.Zdradził mnie. Tak sobie. Mimochodem.
Nie chciał mnie zranic to mnie nie dotyczyło.Powtarzał wielokrotnie. To nie było nic warte. To nie było warte nawet cząstki twoich uczuć bólu emocji.
A ja powtarzałam. Dla mnie jest warte tyle ile teraz czuje.Od trzech lat. Codziennie udowadnia mi ze mnie kocha. Walczy o moja uwagę. Walczy o moja milosc. Uczestniczy we wszystkich moich złych chwilach i słabościach. Jest przy mnie.
Nie znalazłam przez te trzy lata żadnych dowodów na to ze nie dotrzymał zasad.SZarlot. A teraz druga strona medalu. Jak sądzisz? Jak wyglada mój związek. ?? Potrafisz sobie wyobrazić ze zdradził cie twój mąż?
Przychodzi do ciebie i mówi. Popełniłem błąd to nie było ważne przepraszam.Kochalam miłością ufna. Wierzyłam ze te tysiąc lat razem to wystarczający kapitał zeby poradzić sobie ze zdrada....
Dzisiaj tak nie kocham. Nie potrafie. Jest obcy.
Kiedyś oddalabym mu nerkę. Teraz nie. Nie dałabym mu niczego co w jakikolwiek sposób ograniczyloby mnie.... Juz nie Taka jest zmiana po zdradzie.End_aluzja, Siostro, Duszko
chciałabym Cię uściskać... szkoda, że nie mogę, więc robię to tylko wirtualnie...
Lubię Cię czytać, masz w sobie dużo ciepła, mądrości i daje mi to dużo do myślenia...
Rzeczywiście to wszystko nie jest proste.
Dzisiaj faktycznie też tak myślę, jak Ty wtedy, że dzięki miłości, wyrozumiałości, z czasem mogłabym wybaczyć zdradę... ale może tak mi się tylko wydaje...
to nie jest kwestia wybaczenia
widzisz, na początku jest tak, że myslisz.. kurcze popełniłam błąd. widze realnie świat dookoła, oceniam włąsciwie wszystko co sie dzieje, a jemu postawiłam poprzeczkę tak bardzo wysoko, bo postawiłąm go na piedestale
pomyslałam - jesli go kocham musze nauczyć się akceptować jego słabości, również to , że popełnił taki okrutny błąd.że przecież jeśli go kocham, to kocham także w łsabości, chorobie, bo przecież taki związek to wyjątkowa rzecz....
sposób, w jaki opisujesz swój związek to mój sposób opisu, jego też. to poczucie wyjątkowości, to, że świat może się walić, palić, ale jesli jutro ma być koniec świata, a on będzie gdzieś daleko - to na pewno wyruszymy do siebie, żeby na koniec świata być razem - to było najwazniejsze
inni się kłocili, byli zazdrośni, ograniczali się - ale nie my - my jestesmy inni, my się kochamy, ufamy sobie, my jesteś połączeni niewidoczną, dobrą, złotą nicią.. i świat nam nie zagraża
parę miesięcy temu powiedział mi: (jest o tym gdzies mój post) wiesz, czuję, jakbyśmy zyli w takiej bańce -my i nasza miłośc, a cały świat jest dookoła
a ja odpowiedziałąm - tylko, że widzisz....
to ja zawsze tak nas traktowałam i tak o nas myslałam, ale twoja zdrada, fakt, że mnie zdradziłeś, że o mnie zapomniałeś, że przestałam dla ciebie istnieć sprawił, że teraz uważam, że jesteśmy jak wszyscy, a nasza miłośc taka sama, słaba, nieuwazna, niewazna, niewyjątkowa
popełniamy błędy jak wszyscy i nie wyrożnia nas nic
wiesz czemu tak uważam?? że o mnie zapomniał, że przestałam istnieć, że zniknełam z jego życia?? bo nie wyobrażam sobie, ŻE ZRANIŁ MNIE ŚWIADOMIE I Z PREMEDYTACJĄ
zdradził świadomie, zdradził decydując się na to - ale zdaję sobie sprawę z tego, że stworzył sobie w głupim łbie tysiące mechanizmów obronnych i projekcji, które miały sprawić, żeby on sam nie czuł się xle sam z kurestwem jaki nam uczynił
w efekcie, on chciałby cofnąć czas, on chciałby tego nie zrobić, ale nie może
przyjał na siebie wszystkie konsekwencje tego, wykazał się odpowiedzialnością, obecnością, cierpliwością i zaufaniem do tego, co przezywałam, zaufaniem do mojego prawa do przezywania tego wszystkiego....
dzisiaj nie mówię juz o tej zdradzie
czasami mi się przypomina
czasami sprawdzam jego telefon... ostatnio mówi, wiem, że wziełas mój telefon.. powiedziałam, czasami musze się upewnić... ale nie martw się tym. dzięki temu chociaż ty wiesz, że jak ci odwali jeszcze kiedyś, to ja będe o tym wiedzieć. a zatem wiesz, że jesli kiedykolwiek ci odwali to od razxu szykuj sobie plan b, bo to koniec naszej rodziny
szarlot ja też sądziłam, że taka miłośc wystarczy, żeby zyć po zdradzie
ale ta "taka miłość" wypaliła się we łzach, złości, nienawiści, bółu, żalu
została.. taka sobie miłośc
większe zaufanie do siebie i swoich sił
ale tez przekonanie, że juz nigdy, nigdy nigdy nie podjełabym decyzji o ratowaniu związku po zdradzie
bo to nowy związek i nowe relacje
i ja zakłądam, że one nie mają nic wspólnego z faktem, że jestem akurat z moim meżem, a nie z kimkolwiek innym
ale chodzi o to, że kobieta, która kochała tak ufnie i z wiarą jak ja... przez zdradę oduczyła się tak kochac
i jakkolwiek moge wybaczyć zdradę
to nigdy nie wybacze mu, że oduczył mnie tak kochać...
Witam drogie dziewczyny. Nie wiedziałam , że z tego tematu aż taka dyskusja wyniknie. Wiecie ja kiedyś też mężowi ufałam, teraz już nie.Próbowałam z nim na ten temat porozmawiać, ale jak można rozmawiać z kimś poważnie, kto kłamie ci prosto w oczy. Straciłam już rachubę ile razy przyłapałam go na kłamstwie.Na razie czekam i obserwuję.Jednak nasz związek nie wygląda już tak samo.Głównie ja się zmieniłam i nie patrzę na niego przez różowe okulary.
izabela - dałam mezowi szansę, ale dla mnie oczywiste było i jest do teraz
gdyby kiedykolwiek mnie okłamał, gdyby utrzymywał kontakty z koleżanką, gdyby... w jakikolwiek sposób zawiódł moje zaufanie - ten nasz wspólny czas się kończy
pisałam to dawno dawno i wiekolrotnie
tak cholernie cięzko jest odbudowac swoją godność i poczucie włąsnej wartości po zdradzie, że dla mnie informacja, że druga strona nie szanuje moich potrzeb i warunków bycia ze mna byłaby jawnymk sygnałem, że ten facet nie zasługuje na nic z mojej strony
izabela - pamiętaj o tym
TY nie decydujesz o tym, czy twój maz chce być z tobą
ALE TY I TYLKO TY DECYDUJESZ CZY TY ZECHCESZ Z NIM BYĆ
uświadom to pateflonowi
szarlot - a teraz co do winy, co do (nie zgadzam się z tym) opcji nic nie dzieje się bez przyczyny..
chce ci napisac z całą mocą i za to dam sobie obciąć dwie ręce i głowę
W CZASIE< GDY ZDRADZAŁ MNIE MAŻ BYLISMY W TAK PEŁNYM< MOCNYCH RELACJACH< O JAKICH PISZESZ TY
nie musisz w to wierzyć.. ale ja poświęce za to moje ręce głowę.. niech na raka złośliwego zachoruję, jesli to nie prawda -nasz związek był szczęśliwy i spełniony...
tamta była jak sport
wiesz co powiedział?? przeciez kochamy się tak bardzo, przeciez jestes dla mnie taka ważna, że to oczywisyte, że tamta nie mogłaby ci w niczym zagrożić, że przecież ja jej nie porównuję z tobą, ja nie chce jej, ja chce ciebie
taki układ zaufania, otwartości sprawił, że pewne rzeczy były dla niego funsamentalner i niezmienne - ON BYŁ PEWIEN rozumiesz?? swojej miłości do mnie... i mojej miłości dla niego
i NA TYM SIĘ ZAWIÓDŁ - na mojej miłości
tak sądzę
ja tez go zdradziłam.. zdradziłam nasza miłość. odarłam ją ze złotka wyjątkowsci, [przestała byc miłością, która przenosi góry, i jest łąskawa, cierpliwa i ponad wszystko...
zdradziłam ten związek szarlot. rozumiesz, co chcę ci napisać??
ale wiesz co??
pisz do mnie
przypominaj mi, jak było, i napełniaj wiarą, że jeszcze może tak być? że jeszcze będę tak kochać?
End_aluzja
Popraw mnie jeśli mylnie wyciągam wniosek
Czy to prawda że,Twój mąż obarczył Ciebie winą za swoją zdradę,co w konsekwencji doprowadziło do Twojej?
Nie to nie ja. Mnie zdradził mąż. A ja weszlam tu po roku szukając kobiet i mężczyzn którzy daliby mi nadzieje ze da sie żyć pO zdradzie.
63 2013-04-09 18:32:53 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-04-09 18:35:21)
End_aluzja, rozumiem Cię....
Widzisz, jesteśmy chyba bardziej podobne niż mi się na początku wydawało...
Bo ja właśnie mam takie poczucie wyjątkowości w naszym małżeństwie....
I to nie ze względu na mnie, tylko ze względu na to, jaki jest mój mąż i jak duże mi daje poczucie bezpieczeństwa... jest jak taka tarcza, taka opoka, ktoś komu mogę ufać bezgranicznie (prawie) i kto póki co nigdy mnie nie zawiódł.
Jak patrzę wokół, co sobie ludzie robią, jak się ranią, tak bez żenady czasami, z totalnej głupoty i egoizmu...
Jak czytam te historie na forum o zdradach...
Codziennie powstaje chyba kilka takich wątków, łącznie z takimi jak dziś, gdzie zdesperowana, sfrustrowana dziewczyna podaje nr telefonu kochanki męża...
A często są to zdrady takie totalnie bezczelne... i z jakimiś wyzwiskami, kłótniami...
To sobie myślę "dżizys!, nieee, przecież to jest niemożliwe, że tak się mogą zachowywać wobec siebie ludzie, którzy są ze sobą w związkach".
I też, jak Ty, uważam, że taka zdrada, która "nie ma znaczenia", bo była jednorazowa i ktoś się nie zaangażował, może być sto razy gorsza....
Kiedyś mój kumpel, naprawdę mądry i zacny człowiek, wyjątkowo dobry mąż i ojciec, na jednej z imprez po alkoholu, o mało brakowało nie popełniłby właśnie takiej typowej "przypadkowej zdrady", z kimś, z kim wiem, że NIC go szczególnego nie łączy(!).... na szczęście w porę się otrząsnął i wyszedł z imprezy.
Wkurzyłam się na niego, zjechałam na maksa....
Potem po jakimś czasie przegadywaliśmy to już na spokojnie, tłumaczył... a ja nadal do dziś nie mogę tego ogarnąć....
Ja już bym chyba wolała (albo tylko tak mi się wydaje), żeby mąż zdradził mnie z kimś, w kim się zakocha, kogo pokocha, bo miałabym wtedy jakiś taki "szacunek" do niego, wiem, głupio to brzmi i zaraz mnie ktoś zjedzie, że wcale bym nie wolała
, ale jakieś by to było takie "ludzkie" zdradzić z wyjątkową kobietą, którą poznał, zdradzić z wielkiego uczucia niż taka zdrada z kim popadnie, która "nie miała znaczenia"....
Choć dla ratowania związku pewnie jest lepsza taka zdrada "przypadkowa", bo to daje wydaje mi się, większe szanse na odbudowanie więzi między małżonkami. Tak myślę, ale jak czytam o Twoich doświadczeniach, to chyba jednak wcale nie koniecznie...
Ale wiesz co End_aluzja, z drugiej strony zazdroszczę ludziom, którzy potrafią zapomnieć i potraktować zdradę jako taki "wyskok" i żyć dalej jak przed zdradą. Bo wiem, że to się zdarza (podobno, przynajmniej tak niektórzy deklarują).
Miałam taką rozmowę z kimś kiedyś kto powiedział, że jeśliby go żona zdradziła, to on potraktowałby to jako ułomność duszy ludzkiej, słabość, element jej człowieczeństwa i szedłby z nią przez życie dalej.... nawet był przekonujący, w tym co mówi, ale ciekawe jakby było naprawdę.
End_aluzja, a czy patrząc na swój związek i na tę zdradę z perspektywy czasu wolałabyś się nie dowiedzieć?
I inne pytanie, czy przez to wszystko, przez to że czujesz się z tym źle, że nie potrafisz zapomnieć i kochać jak kiedyś, myślisz o odejściu od męża? albo o tym, że skoro on Cię zdradził to sama sobie dajesz większe przyzwolenie na ewentualną zdradę?
Wolałabym nie wiedzieć. Popełnił błąd. Powinien to zrozumieć i szubciutko zakończyć. A nie ciągnąć i czekać.... Aż sie dowiem.
Nie wiem czy będę z nim. Dzisiaj jest ok. Jutro moze sie zdarzyć wszystko.
Zdrady nie dopuszczam. Nie móglabym pomyśleć o sobie tego wszystkiego co myślałam o nim. Moja milosc własna by tego nie wytrzymała....W takim gooofnie sie tarzac nie będę.
Nie to nie ja. Mnie zdradził mąż. A ja weszlam tu po roku szukając kobiet i mężczyzn którzy daliby mi nadzieje ze da sie żyć pO zdradzie.
Ok.Nie zdradziłaś ale chyba widzę że,obarczasz siebie winą.Dlaczego?