Jak jeszcze łaziłam do psychologa na terapię,żeby własnego eksa kochać jakoś przestać(łatwe to nie jest,ale da się:)),jakoś pod koniec terapii Pan Psycholog zapytał,czy jest coś,czego w życiu bym nie chciała.
Biorąc pod uwagę fakt,jak odejście mojego osobistego larwistycznego gada poharatało mnie okrutnie,psycholog pewnie spodziewał się,że coś powiem o samotności.
Moja odpowiedz byłą taka:
-Nie chcę juz mojego męża.Nie chcę faceta,który potraktował mnie jak zużytą ścierkę.
Bo JA zasługuję na wszystko,co najlepsze,a nie na emocjonalnego popaprańca,który nie umiał utrzymać majtek na tyłku.
I trzymam się tego.
Można pozbierać się po zdradzie,można przeżyć porzucenie,odrzucenie,można stać po pas w gównie i twarzy sobie nie ubrudzić.Można.
Potem można i TRZEBA żyć tak,żeby Ci,którzy nie dali NAM wyboru,którzy podjęli decyzję za Naszymi plecami,starając się mówić o prawie do szczęścia,nagłym uczuciu do kogoś trzeciego,któzy próbowali na Nas zrzucać winę,fundując Nam huśtawki emocjonalne---widzieli,że [potrafimy bez nich być szczęśliwi.
To najlepsze ,co można dla Siebie zrobić.Być szczęśliwym.