netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

14 839 odpowiedzi786 059 wyświetleńzałożony przez hera.1, 24.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Strony Poprzednia 1 … 219 220 221 222 223 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 301 do 14 365 z 14 840 ]

14 301

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

A mieliście jakieś problemy w związku? Kłóciliście się? Wymagałaś od niego deklaracji?
Mam nadzieję, że nie chodzi o inną.

14 302

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Albo kłamał i się w końcu zmęczył, albo był jakiś konkretny powód. Nie ma innego wyjścia. Mam nadzieję, że chociaż Ci powie, dlaczego powziął taką a nie inną decyzję. - szybciej minie żal.
Ah te teksty o pozostaniu przyjaciółmi... hmm

14 303

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

czesc wszytskim.
natykam sie na ten portal i forum przez przypadek.
ona odeszla po 7 miesiacach. zwyczajnie powiedziala, ze juz nie czuje tego co kiedys. nic juz nie czula - jej slowa.
cholernie mi ciezko i nie wiem jak sobie z tym radzic chociaz probuje/lem juz chyba wszytskie trick'i w ksiazce zeby to pokonac. moim problemem sa emocjie i uczucia. jest tego za duzo we mie i chyba nie nadaje sie do funkcjonowania w tym swiecie. wiem, ze nie ja 1wszy i nie ostatni ale jakos nie moge tego zrozumiec. ona raczej byla skryta. nie wiem czy odeszla, bo poznala kogos czy chciala poszalec, a moze z innych powodow. powiedziala mi: przestan sie tym tak przejmowac. to nie koniec swiata. coz, moze i nie ale nie jest to cos co tak sobie moza zwyczajnie przeskoczyc. teraz mam strasznie niskie poczucie wlasnej wartosci, nieto zebym zawsze mial jakies wysokie do tego nic mi sie nie chce. nie ne ma sensu. potrzebuje kogos obok siebie, a nie mam nikogo. rodzina daleko ja na emigracji. nie wiem jak przez to przebrnac sad(

14 304

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam wszystkich. Dominik, Warszawa, 25 lat. Wolny zasadniczo od 5 dni. Trwalem w zwiazku 2,5 roku z czego ostatnie 3 miesiace (byc moze cale, a byc moze momentami) to prawdopodobnie podwojna gra, a wlasciwie chyba wypalanie sie jej milosci. Niestety jako jedyny nie widzialem jej dziwnego zachowania (no coz slepa milosc), a wlasciwie lykalem jej glupie wytlumaczenia jak pelikan, mimo ostrzezen znajomych. Potem zrobila cos po czym zdecydowalem sam, ze to koniec (mysle, ze to bylo celowe, nie potrafila mi tak poprostu powiedziec, ze to koniec). Potem jeszcze przeprosiny i prosba, zebysmy porozmawiali za kilka dni (mimo, ze uwaza sie za singielke). Na koniec dowiedzialem sie, ze z kims sie spotykala, ale on ja olal. Do tego doszly mnie informacje ze cierpi i ze upila sie sama w domu po naszej ostatniej rozmowie. Teraz czekam co mi powie na ostatecznej rozmowie w poniedzialek, jesli nie powoe wprost o co chodzi, to jej wygarne co wiem. Co do mnie to oczywiscie na poczatku wariowalem, szukalem powodow calej sytuacji w sobie, w niej, jej rodzinie, towarzystwie itd., zaczalem rozmawiac ze znajomymi na ten temat i dowiadywac sie i analizowac. Od wczorajszej informacji o tym, ze probowala z kims sie spotykac jest mi jakos troche latwiej. Najwiekszym problemem jest to, ze w stolicy jestem sam jak palec. Rodzina daleko, przyjsciol nie mam, znajomi glownie ograniczeni do studiow, dzialalnosci spolecznej. Takich z ktorymi moge szczerze pogadac to na palcach jednej reki mozna wyliczyc.

14 305

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Tak sobie napiszę, nie oczekuję odpowiedzi. Po prostu są mi potrzebne gorzkie żale na forum.
Dzisiaj mam dobry humor. A może miałam? Nie wiem do końca, co aktualnie czuję. Parę dni temu minęły trzy miesiące od rozstania. Nie jestem jego, ma nową oficjalną dziewczynę, swoją byłą kochankę. Ze mnie próbuje zrobić aktualną kochankę. A przecież byłam narzeczoną. Traktuję to jako osobisty upadek.
Czytam tutaj wątki niektórych mężczyzn. Jak oni się poświęcają, jak wybaczają, jak walczą mimo krzywd. Nie mogę zrozumieć, jak można źle traktować kogoś, kto tak się stara. Jak można z premedytacją wykorzystywać kochającą osobę. Przecież osoby, które źle traktują (ex?) partnerów również mają uczucia, mają rozum. Na pewno mają świadomość, że mówiąc lub robiąc niektóre rzeczy ranią osoby, które kochają ich całym sercem. Dlaczego nie chcą się odciąć, dać im spokoju? Czy czerpią satysfakcją widząc, jak exowi krwawi serce? Wiem, że ex mogą się sami odciąć, ale łatwo mówić, jeśli się nie kocha. I jeśli ta osoba daje jakieś nadzieje...
Piszę o mężczyznach, bo nigdy nie byłam w związku z takim, który by się dla mnie poświęcił przy okazji kryzysu. Może to moja wina, może ja wybieram sobie takich, jestem zbyt uległa i nie wzbudzam szacunku. Nie twierdzę, że jestem czysta jak łza i bez winy, ale nie zasłużyłam na zdradę: byłam zawsze lojalna i na każde zawołanie, mimo wielu wątpliwości zawsze byłam po jego stronie.
Byłam z nim 5,5 roku, ale co mają powiedzieć osoby, którym się rozwalił 20+ letni związek? Mój były rozpływa się nad wszystkim, co ona robi, np. nad tym, że gotuje mu obiady. Zakładając, że robiła mu je od początku każdego dnia, wychodzi ok. 30. Ile ja zdążyłam ich zrobić w ciągu ponad 5 lat? I dlaczego się nade mną nie rozpływał, tylko teraz rozpływa się nad panienką, która dopiero co pojawiła się w jego życiu? Bo to, że ja robiłam, to było oczywiste, a teraz NOWA mu robi i to jest takie oryginalne? Mówi z zachwytem o tym, jak mu pierze gacie. Czy ja tego nie robiłam? Ot takie z dnia codziennego. To boli.
Miałam wiele czasu na przemyślenia, co zrobiłam źle w związku. Chciałam w tym momencie napisać swoje refleksje, ale nie potrafię, bo zdałam sobie sprawę, że pisałabym "Ja X, ale on Y". "Poczułam się zbyt bezpiecznie, ale on też nie podsycał ognia"; "Zaczęłam się odsuwać od niego, co sprawiało mu ból, ale to dlatego, bo mnie wyzywał i bił po pijaku". Zawsze jest przyczyna i skutek. Olać to...

14 306

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

No i stało się... mojemu mężowi tak zależy na szybkim rozwodzie, że złożył pozew o rozwód ale bez orzekania o winie. Oczywiście w pozwie zawarł to co było mu wygodnie a nie to co ustalał ze mną (np. alimenty zdeklarował że będzie płacił 1000zł a oczywiście w pozwie napisał że ja żądam od niego 500zł i on się na to zgadza ;/). Zaczyna pokazywać pazurki. Ciekawe czy na rozprawie przyzna się do jego wyłącznej winy tak jak również obiecywał (jak stwierdził szybciej wtedy rozwód dostanie). Zaczyna wygrażać że ukryje dochody żebym więcej nie dostała itd. Ehh czemu faceci przy rozwodzie są takimi patałachami. Tak jak co najmniej te pieniądze miały być dla mnie?!?! Nie rozumiem... Zawsze rozmawialiśmy o przyszłości naszego synka. Miał chodzić od 9 miesiąca na basen później do szkoły sportowej podstawowej i w ogóle takie plany wspólnie robiliśmy. Teraz dla niego przestało mieć to znaczenie. Już przyszłość dziecka nie ma dla niego znaczenia??? Nagle kazał mi zrezygnować z płatnych szczepionek a rzecz bezpłatnych (dodam że synek od urodzenia przyjmuje wszystkie płatne), a z tego co się dowiedziałam to nie można tak zmienić. Nie potrafię z nim już nawet rozmawiać. Patrzę na niego i widzę obcego człowieka. Już nawet powoli mój mózg wypiera wszystkie miłe wspomnienia z nim związane... Czy to normalne??

14 307

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej, nie wiem czy "coś tu się jeszcze dzieje" bo ostanie posty z maja, ale napiszę... niecałe dwa miesiące po rozstaniu, porzucona po 4 latach narzeczeństwa, rzekomo nie kochana od pół roku... zrobił mętlik w głowie, chciał wmówić że to moja wina, nie podał żadnego konkretnego powodu, i uparcie twierdzi, że nie zostawił mnie dla innej... dodam, że od miesiąca jest już z inną( podejrzewałam to i tą dziewczynę) i jak to stwierdził, że samo wyszło... pocieszycielka się znalazła! pomijam fakt, że przy rozstaniu mówił, że nie chce żadnej dziewczyny... to rozstanie- jego argumenty to jedna wielka parodia, co nie zmienia faktu, że cholernie boli, bo w odróżnieniu od niego ja go kochałam... psychicznie wykończona:/ pozdrawiam

14 308

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej, mam 24 lata, również przeżyłam rozstanie, od 5 tygodni jestem sama, jest bardzo, bardzo ciężko. Chętnie bym poznała kogoś kto również ma takie problemy bądź przeszedł coś takiego zwycięsko. Może jakaś inna forma komunikacji??

14 309

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej, jest tu ktoś? Wracam po półtorej roku i stwierdzam z paniką ze forum, które uratowało mi zycie umiera:((( Wiele się u mnie wydarzyło ale w zasadzie nadal jestem w punkcie wyjścia eh i nadal boli:( a podobno załoba średnio do dwóch lat trwa i potem człowiek jak nowy:], tzn oczywiście nasze doświadczenia zostawiają ślad ale podobno juz się więcej rozumie i inaczej rozstanie odbiera. Ja nadal nic nie rozumiem, miałam romans w międzyczasie:P ale mam wrazenie ze nie przeszłam dp porządku dziennego nad rozstaniem z męzem, ciekawe kiedy mi się to uda. Pozdrawiam wszystkich potrzebujących wsparcia, trzymajcie się dzielnie, to prawda, ze czas leczy rany, tylko jednak trochę blizn zostaje

14 310

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Iwkowa, dobrze znam ...

14 311 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-31 09:19:28)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja osobiście uważam że ogólną przyczyną tylu zdrad,rozwodów w dzisiejszych pokręconych czasach ...jest brak zasad.
Ja rozumiem jak ludzie są dosyć młodzi i sie rozchodzą po roku czy dwóch. Ale jak ktoś godzi sie na 10-15 lat małżenstwa,dzieci itd. to oprócz pożądania,i miłości powinin także spojrzeć na to jak na pewne przyrzeczenie którego sie nie zrywa, bo mam zasady i poswięce swoje zycie dla innych,dla dzieci dla żony,spróbuje odbudować w sobie miłosć nawet jeśli ktoś sie odkochuje...to powinien spróbować to w sobie zmienić..nie tylko wymówka  że ,,serce nie sługa,, tylko spojrzeć inaczej i powiedzieć sobie...mam swoje żelazne zasady i nei pozwolę żeby wszyscy cierpieli wokoło tylko dlatego ze poznałem modszą ..ok miłość jest dla każdego..ale jak sie jest 10 lat w małżenstwie to co? Nie było miłosci?Nie było czasu żeby się ogarnąć emocjonalnie? Ale ludziom się nie chce,nudzą się szybko,chcą żyć szybko i łatwo...
Jak czytam te tematy że mąż olał dzieci,i to małe dzieci..które potzrebują go jak tlenu do rozwoju,i baluje sobie z jakąś kobietą albo idzie się napić to ja się pytam...co to są za ludzie ,co oni maja w tych czerepach,to jest zezwierzęcenie..nawet kukułka podrzuci swoje jaja do wychowania innym ptakom a nie zostawi na zgubę...a tutaj hulaj dusza ,piekła nie ma...masakra.

Naokoło lansowany jest taki model ze jest pełna rozwiązłosć i brak zasad,ludziom ogólnie już nie można ufać,nawet ktoś z rodziny może wbić nóż w plecy....kiedyś słowo dane przez mężczyznę było ważniejsze niż nawet jego śmierć ,dzisiaj nawet umowa majaca moc prawną jest zrywana z tzw. niskich pobudek,zazdrości,chciwości,somolubstwa itd.Kiedyś ludzie tracili fortuny to albo w łeb sobie strzelali albo żyli godnie w biedzie i nawet nie prosili o wsparcie bo honor nie pozwałał,nei mówie ze tak było zawsze ale były to ogólnie funkcjonujące zasady.Jak czytam dzisiaj że ktoś nazywa stare czasy XVIII-XiX wiek że to były czasy ciemnoty ,głupoty i wyzysku..to ja sie pytam co mamy dziś...to jest po prostu niewyobrażalne jak ludzie nisko upadli mentalnie i moralnie...
Ludzie przestali mieć zasady i robią co chcą...to nie jest wolność to jest upadek.
pozdrawiam

14 312

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

31 lat...(dolny Śląsk,)  Krotki ale wspaniały związek. Porzucenie i rozpacz. Świeża sprawa. Totalna rozsypka

14 313

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie. Od kilku dni często tu zaglądam, dzięki czemu chyba jeszcze żyję, pomimo rozpaczy i bólu. Dziś postanowiłam napisać, bo sobie kompletnie nie radzę. Ja zosia, 30 lat, porzucona po prawie 3 latach wydawało mi się wyjątkowego i pięknego, choć burzliwe to w takim zwiazku(były plany ślubu, szukaliśmy mieszkania, wspólne pasje itd, przekonanie ze odnalezlismy swoją drugą połowke itd), oszukiwana i zdradzona jak się okazuje. Zostawiłam dla tego związku wszystko, przyjechałam do niego za granicę (jestem obecnie we Francji), a teraz zostalam z niczym i bez nikogo, w obcym kraju...Do polski nie mam po co wracać. tutaj mam prace, ale tylko dorywcza i nie dam rady się z tego utrzymać, nawet gdybym miała żyć o suchej bagietce...jakimś.cudownym trafem natrafiłam na ogłoszenie ze polka poszukuję niani z zamieszkaniem, odpowiedziałam, poszłam na rozmowę, polubilysmy sie i juz się cieszyłam ze mam jakieś wyjście, ale wczoraj zadzwoniła i powiedziała ze sprawy się pokomplikowaly, ma jakieś problemy z podatkami tutaj i nie wiadomo co będzie...miałam pracować u niej od stycznia...a teraz nic nie wiem i jestem załamana... Jeśli chodzi o moją historie to w srode powiedział mi ze to definitywnie koniec(juz wcześniej coś przebakiwal ze to nie ma sensu, zrobił się oschly, nerwowy, zero czulosci, ale próbowałam ratować nasz zwiazek na chyba wszelkie możliwe sposoby - może opowiem o tym innym razem), , a w czwartek polecial do polski. W dzień wylotu, gdy wyszedł z domu byłam pewna że nie przeżyje tego dnia,  chciałam się zabić, umrzeć, nic nie czuć... Musiałam jednak iść do pracy i okazało się, na szczęście chyba, że kolejne dni t(aż do jego powrotu) tez pracuje... Wracałam do pustego mieszkania i wyłam. A potem stało się coś dziwnego, totalna pustka, zero łez... Nie potrafiłam pojąć, że wiedząc w jakim stanie mnie tu zostawia, przez całe 5 dni nie odezwał się ani słowem...ja tu nikogo nie nam, gdyby się cis stało, nikt by nawet nie wiedział...bałam się jego powrotu, bałam się bólu...bo...to tylko część historii...M pojechał do polski jak się okazało z myślą o powrocie do swojej byłej... To, co jest dla mnie najgorsze i najtrudniejsze, z czym nie potrafię sobie poradzić i dlatego tu jestem, to ze mieszkamy pod jednym dachem i jestem poniekąd na jego łasce finansowej ( w Polsce zawsze byłam niezalezna, ale przeprowadzając się tu musiałam zacząć od zera), mieszkanie jest jego kumpla, a ja pracuje od niedawna i nie dostałam jeszcze pierwszej wypłaty... Tak, kocham go, chciałabym, żeby to był zły sen, z którego się obudze i chciałabym, żeby było tak jak jeszcze przed miesiącem... Chciałabym walczyć o ten związek, ale nie wiem jak... Nie płacze, nie blagam, choć mam momenty, że chciałabym paść na kolana i błagać Boga, żeby sprawił jakiś cud, żeby dal nam szansę... Czytałam o 34 krokach, próbowałam tego wcześniej, ale szczerze mówiąc było tylko gorzej, M się cieszył jak wychodziłam z domu, przynajmniej takie miałam wrażenie, o nic nie pytal...Powiedzcie mi, co mam robić?? Jeszcze nigdy nie byłam w takim potrzasku...

Wybaczcie mi ten chaos w opisie...mam nadzieje, ze następny post będę w stanie napisać w większym składzie i ladzie....póki co emocje biorą górę...poza tym pisze z tel., wiec jest trudniej( na domiar złego mój komputer padł miesiąc temu, więc nie mam nawet własnego kompa tutaj...)

Chciałam na koniec dodać, że ciesze się ze jest takie miejsce jak to i ze dzielicie się swoimi historiami, bo to pozwala uwierzyć, że da się żyć PO. Szczególny podziw mam dla kobiet, które zostały same z dziećmi i dają radę....jak Wy to robicie?? Jak zyc obok kogoś kogo się kocha, a ten ktoś cię olewa i rani i na twoich oczach układa sobie życie z inną...Jak??? Dziś znalazłam jego zdjęcia byłej, które przywiózł z polski...Ból jest nie do wytrzymania...

14 314

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

zosia17 - chcesz wrócić do Polski?

Ja - Magda, 30 lat, 10 lat związku, 5 małżeństwa, zero dzieci. Jestem 2 tygodnie po rozwodzie. Jakimś cudem, pewnie po trosze nawet czytając posty tutaj, już tak nie rozpaczam. Jest nawet ok. Nie wierzę, że to napisałam, ale tak właśnie jest.

14 315

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Nie mogę spać od 5, robię kawę, może ktoś się przyłączy..?

14 316

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

No ja piję swoją smile Na dobry początek dnia smile

14 317

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witaj marmolada1984

Ciesze się, że jest z kim się napić rano kawy smile odnośnie twojego pytania to nie, nie chce wracać do polski, nie wyobrażam sobie tego, bo nie mam ani z czym, ani do czego wracać...

A jak ty dajesz rade, to wszystko przecież bardzo świeże...dwa tygodnie...Znalazłaś jakiś sposób na rozpacz i na wykrzesanie sił do życia?

14 318

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Jest tu ktoś???:-) czy tylko ja mam ciężki wieczór i wiaderka szukam...

14 319

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej, jestem nowa w tym wątku, ale nie wiem, czy jeszcze on istnieje, bo coś mało się dzieje tu ostatnio... Halo halo?

14 320

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam wszystkich.Odeszlam od psychopaty prawie dwa lata temu(z powodu zdrad internetowych,zdrady realnej,odstawiania mnie dla innych,przypadkowych czesto kobiet,stosowania ostrych form przemocy na mojej osobie),niestety bedac kompletnie uzalezniona od tej chorej relacji,dalam szanse kilejny raz po przerwie1,5rocznej..."Powrot" trwal ...az 3dni,po czym wrocil do ostaniej pani,ktora w dpdatku jest z nim w ciazy!Wiec rana otworzyla sie na nowo.rozne mam nastroje-raz go nienawidze,raz tesknie za pieknymi poczatkami.Nie jest mi latwo...pzdr.

14 321

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Mój były narzeczony też miał problemy psychiczne. Nie był psychopatą, ale zmagał się (i zmaga nadal chyba) z wieloma problemami natury psychicznej. Nie zdradzał, ale myślę, że sporo oszukiwał. Szczególnie po rozstaniu, gdy jeszcze była nadzieja na odbudowę. Też mam takie chwile,że tęsknię, wspominam, ale staram się tego nie robić. Odkąd przyznał się, że poznał kogoś, staram się być twarda, czuć złość i być niedostępna...chociaż pewnie jakby przyszedł ze swoimi problemami, to by mi się go żal zrobiło...

Domyślam się, co czujesz i wspieram Cię mentalnie. To podobno trzeba przejść, przepłakać i zapomnieć na tyle, aby funkcjonować.

14 322

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

witam mnie moja zdradziła po 10 latach i poszła do kochanka zostawiając ze mna dzieci   no ale podniosłem się i staram się iść na przód

14 323

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Astral Shadow, bardzo współczuję...nawet nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jestem pełna podziwu, że idziesz do przodu i nie poddajesz się.

14 324

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

To ja też terapeutycznie wyrzucę z siebie moje żale ? też jestem za granicą. Chciałam tu wrócić, głównie dla miłości, ale także dlatego że dobrze mi się tu mieszkało, miałam znajomych, przyjaciół, pasje ? Byliśmy razem 1,5 roku i razem i na odległość. On nie radził sobie z zazdrością o mnie, wspierał mój przyjazd tutaj ? byłam pewna, że mu na mnie zależy (do dziś się zastanawiam czy ktoś potrafi tak grać????). Jestem tu teraz sama, bo on jest z moją przyjaciółką ? Nie miał odwagi mi o tym powiedzieć - nie znalazł odpowiedniego momentu ani właściwego sposobu na poinformowanie mnie. Ona chodziła ze mną na kawę i też ani słowem o nim nie wspomniała. Tysiące razy widywaliśmy się wszyscy razem i on nigdy się nawet za nią nie obejrzał ? nie chcę być wredna, ale obiektywnie ona jest naprawdę średnio atrakcyjna? Nie rozumiem jak mógł mi to zrobić. Czuję się jakby ktoś dał mi w twarz .. i on i ona?. czy to znaczy, że on cały czas kłamał kiedy był ze mną? W takim razie jak mam kiedykolwiek komukolwiek w cokolwiek wierzyć jeśli człowiek, który bedąc ze mną miał łzy w oczach potrafił mnie tak zranić i zostawić mnie dla mojej koleżanki?. i jak mam mieć wiarę w siebie, skoro zostawił mnie akurat dla niej (a nie np dla jakiejś modelki) nie wierzę w jej bogate wnętrze sad mijają 3 tygodnie ? myślałam, że mi będzie lepiej, ale znowu jest gorzej. Siedzę tu i płaczę, z pracą też mi nie wychodzi.. Nie chcę mu dać satysfakcji, chcę mu pokazać jak sobie swietnie radzę bez niego i co stracił ? ale skąd brać siłę ??????

14 325

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
maddie.m napisał/a:

To ja też terapeutycznie wyrzucę z siebie moje żale ? też jestem za granicą. Chciałam tu wrócić, głównie dla miłości, ale także dlatego że dobrze mi się tu mieszkało, miałam znajomych, przyjaciół, pasje ? Byliśmy razem 1,5 roku i razem i na odległość. On nie radził sobie z zazdrością o mnie, wspierał mój przyjazd tutaj ? byłam pewna, że mu na mnie zależy (do dziś się zastanawiam czy ktoś potrafi tak grać????). Jestem tu teraz sama, bo on jest z moją przyjaciółką ? Nie miał odwagi mi o tym powiedzieć - nie znalazł odpowiedniego momentu ani właściwego sposobu na poinformowanie mnie. Ona chodziła ze mną na kawę i też ani słowem o nim nie wspomniała. Tysiące razy widywaliśmy się wszyscy razem i on nigdy się nawet za nią nie obejrzał ? nie chcę być wredna, ale obiektywnie ona jest naprawdę średnio atrakcyjna? Nie rozumiem jak mógł mi to zrobić. Czuję się jakby ktoś dał mi w twarz .. i on i ona?. czy to znaczy, że on cały czas kłamał kiedy był ze mną? W takim razie jak mam kiedykolwiek komukolwiek w cokolwiek wierzyć jeśli człowiek, który bedąc ze mną miał łzy w oczach potrafił mnie tak zranić i zostawić mnie dla mojej koleżanki?. i jak mam mieć wiarę w siebie, skoro zostawił mnie akurat dla niej (a nie np dla jakiejś modelki) nie wierzę w jej bogate wnętrze sad mijają 3 tygodnie ? myślałam, że mi będzie lepiej, ale znowu jest gorzej. Siedzę tu i płaczę, z pracą też mi nie wychodzi.. Nie chcę mu dać satysfakcji, chcę mu pokazać jak sobie swietnie radzę bez niego i co stracił ? ale skąd brać siłę ??????

Maddie

Mogę ci tylko powiedzieć jak dobrze cie rozumiem... Patrzę na faceta, z którym miałam brać ślub w czerwcu i zastanawiam się kim jest ten człowiek i jak mógł tak grać przez ten cały okres "życia na skype", próśb i łez bym tu wróciła. W sobotę będzie równe pół roku odkąd tu jestem a on...właśnie planuje święta z była...

Maddie,
Czy twój facet był z twoją przyjaciółką zanim wrocilas i grał na dwa fronty czy dopiero jak przyjechałas odszedł do niej?

Dobrze, że masz znajomych i prace tam gdzie jesteś bo ja zostałam bez dachu nad głową, bez pieniędzy, z minimalną znajomością języka, którego się miałam tu uczyć, bez godności i ze złamanym sercem.

Jak rozumiem nie mieszkacie juz razem? Jeśli tak to uwierz mi, że jest to ogromny pozytyw tej całej sytuacji. Wyobraź sobie, że ja jestem z nim pod jednym dachem, wiem i czuje, ze mu tu "przeszkadzam" i dzień po dniu widzę jak staje się dla mnie coraz bardziej obcy, zdystansowany....ze nie wspomnę o jego kontaktach z była, bo to wszystko dzieje się na moich oczach...

Maddie, nie wiem czy cie to pocieszy ale moje życie  teraz to próby ratowania siebie pomiędzy atakami rozpaczy, bólu i bezsilności, jakich nigdy nie zaznalam...

Dobrze ze masz w sobie wole walki pomimo wszystko...
A macie kontakt? I powiedz mi, czy wracając za granicę to był jednocześnie wasz powrót do siebie po jakimś czasie, czy ( jeśli tak to dlaczego się rozstaliscie) po prostu kolejny etap związku? Ja wróciłam tu po raz drugi, dając mojemu szansę, bo już raz tez postanowił się rozstac...
Niestety nie odpowiem Ci na pytanie skąd brać siłę,  bo sama bym chciała to wiedzieć... Mogę cię jedynie pocieszyć, że czuje dokładnie to co ty...

14 326

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam wszystkich,

Ja też jestem od kilkunastu dni sama jak palec.
Po 2,5roku związku odeszłam..Ważniejsze było granie w gry.Zawalił wszystko.
Związek,pracę i szkołę..

Szkoda,że tylko ja widziałam w tym problem.Mnóstwo rozmów,mnóstwo moich łez,próśb..nic nie działało..
Najgorsze jest to,że nadal mieszkamy razem,ja mam tej dziwnej relacji dość...bo traktujemy siebie jak powietrze..
A na wyprowadzkę mnie nie stać..nie wiem co zrobić..Jak cieszę się,że jesteście chociaż WY! smile)

14 327 Ostatnio edytowany przez Poziomka79 (2014-12-03 13:59:44)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam

Od 9 lat sama (porzucona, okłamana i zdradzona przez faceta  - twierdził, że umiera na raka a prawda okazała się inna). Miesiąc temu olana przez przyjaciela sad

14 328

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Poziomka79 napisał/a:

Witam

Od 9 lat sama (porzucona, okłamana i zdradzona przez faceta  - twierdził, że umiera na raka a prawda okazała się inna). Miesiąc temu olana przez przyjaciela sad

Jejku..współczuje..Czasami mam wrażenie,że tych facetów trzeba powybijać..

14 329

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

A ja sama od 10 miesięcy...po 7letnim związku, który miał w sierpniu być zapieczętowany ślubem. Też zastanawiam się, czy ja naprawdę znałam tego mojego Byłego, czy tak dobrze umiał udawać? Obecnie zupełnie inny człowiek...w dodatku nałogowy kłamca i kręt. Niby próbował odbudować nasz związek, a po jednym moim smsie odciął się i teraz ma dziewczynkę (bo chyba tak mogę nazwać hot 18stkę, o 7 lat młodszą od Niego). Szkoda słów...

14 330

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zosia17 napisał/a:
maddie.m napisał/a:

To ja też terapeutycznie wyrzucę z siebie moje żale ? też jestem za granicą. Chciałam tu wrócić, głównie dla miłości, ale także dlatego że dobrze mi się tu mieszkało, miałam znajomych, przyjaciół, pasje ? Byliśmy razem 1,5 roku i razem i na odległość. On nie radził sobie z zazdrością o mnie, wspierał mój przyjazd tutaj ? byłam pewna, że mu na mnie zależy (do dziś się zastanawiam czy ktoś potrafi tak grać????). Jestem tu teraz sama, bo on jest z moją przyjaciółką ? Nie miał odwagi mi o tym powiedzieć - nie znalazł odpowiedniego momentu ani właściwego sposobu na poinformowanie mnie. Ona chodziła ze mną na kawę i też ani słowem o nim nie wspomniała. Tysiące razy widywaliśmy się wszyscy razem i on nigdy się nawet za nią nie obejrzał ? nie chcę być wredna, ale obiektywnie ona jest naprawdę średnio atrakcyjna? Nie rozumiem jak mógł mi to zrobić. Czuję się jakby ktoś dał mi w twarz .. i on i ona?. czy to znaczy, że on cały czas kłamał kiedy był ze mną? W takim razie jak mam kiedykolwiek komukolwiek w cokolwiek wierzyć jeśli człowiek, który bedąc ze mną miał łzy w oczach potrafił mnie tak zranić i zostawić mnie dla mojej koleżanki?. i jak mam mieć wiarę w siebie, skoro zostawił mnie akurat dla niej (a nie np dla jakiejś modelki) nie wierzę w jej bogate wnętrze sad mijają 3 tygodnie ? myślałam, że mi będzie lepiej, ale znowu jest gorzej. Siedzę tu i płaczę, z pracą też mi nie wychodzi.. Nie chcę mu dać satysfakcji, chcę mu pokazać jak sobie swietnie radzę bez niego i co stracił ? ale skąd brać siłę ??????

Maddie

Mogę ci tylko powiedzieć jak dobrze cie rozumiem... Patrzę na faceta, z którym miałam brać ślub w czerwcu i zastanawiam się kim jest ten człowiek i jak mógł tak grać przez ten cały okres "życia na skype", próśb i łez bym tu wróciła. W sobotę będzie równe pół roku odkąd tu jestem a on...właśnie planuje święta z była...

Maddie,
Czy twój facet był z twoją przyjaciółką zanim wrocilas i grał na dwa fronty czy dopiero jak przyjechałas odszedł do niej?

Dobrze, że masz znajomych i prace tam gdzie jesteś bo ja zostałam bez dachu nad głową, bez pieniędzy, z minimalną znajomością języka, którego się miałam tu uczyć, bez godności i ze złamanym sercem.

Jak rozumiem nie mieszkacie juz razem? Jeśli tak to uwierz mi, że jest to ogromny pozytyw tej całej sytuacji. Wyobraź sobie, że ja jestem z nim pod jednym dachem, wiem i czuje, ze mu tu "przeszkadzam" i dzień po dniu widzę jak staje się dla mnie coraz bardziej obcy, zdystansowany....ze nie wspomnę o jego kontaktach z była, bo to wszystko dzieje się na moich oczach...

Maddie, nie wiem czy cie to pocieszy ale moje życie  teraz to próby ratowania siebie pomiędzy atakami rozpaczy, bólu i bezsilności, jakich nigdy nie zaznalam...

Dobrze ze masz w sobie wole walki pomimo wszystko...
A macie kontakt? I powiedz mi, czy wracając za granicę to był jednocześnie wasz powrót do siebie po jakimś czasie, czy ( jeśli tak to dlaczego się rozstaliscie) po prostu kolejny etap związku? Ja wróciłam tu po raz drugi, dając mojemu szansę, bo już raz tez postanowił się rozstac...
Niestety nie odpowiem Ci na pytanie skąd brać siłę,  bo sama bym chciała to wiedzieć... Mogę cię jedynie pocieszyć, że czuje dokładnie to co ty...

Dzięki Zosiu! Domyślam się tylko co możesz czuć. Może jednak rozważ powrót do Polski - zawsze chyba łatwiej tam zaczynać od zera?
Wiesz, jakkolwiek to zabrzmi paradoksalnie to mój były jest osobą bardzo uczciwą stąd myślę, że na dwa fronty raczej nie grał. Zwyczajnie zaczął się z nią spotykać - to zerwał ze mną. Stąd się domyślam kiedy to się mogło wydarzyć .. A to, że jest tchórzem i nie miał odwagi mi o tym powiedzieć - to już co innego. Przecież jak zobaczę to się sama domyślę - proste prawda! Ja wróciłam, bo tego chciałam, ale nie spodziewałam się tego co on mi zrobi ? nie wiem czy to wytrzymam psychicznie, żeby tu być i obawiać się spotkania z nim. Póki co kontaktu nie mamy (napisałam mu, że ma zniknąć z mojego życia i nie chcę go nigdy więcej widzieć). Ale niestety, to się objawia tym, że stracę niedługo wszystkich wspólnych przyjaciół sad(( Już myślałam, że mi lepiej - a tu kolejne 2 dni przepłakane w piżamie. I kolejna praca do tego nie wypaliła ? ech!

14 331

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bu55 napisał/a:

Mój były narzeczony też miał problemy psychiczne. Nie był psychopatą, ale zmagał się (i zmaga nadal chyba) z wieloma problemami natury psychicznej. Nie zdradzał, ale myślę, że sporo oszukiwał. Szczególnie po rozstaniu, gdy jeszcze była nadzieja na odbudowę. Też mam takie chwile,że tęsknię, wspominam, ale staram się tego nie robić. Odkąd przyznał się, że poznał kogoś, staram się być twarda, czuć złość i być niedostępna...chociaż pewnie jakby przyszedł ze swoimi problemami, to by mi się go żal zrobiło...

Domyślam się, co czujesz i wspieram Cię mentalnie. To podobno trzeba przejść, przepłakać i zapomnieć na tyle, aby funkcjonować.

Moj byly w ciagu 1,5 roku ma 3-cia babe-i ja te zwiazki bardzo przezywalam.A teraz to sie zalamalam kompletnie,bo ta ostatnia jest w ciazy.i zadreczam sie myslami,ze moze ja lepiej traktuje,ze ze mna sie staral o dziecko ,a nic z tego.Boli mnie urazona duma najbardziej.Troche wyobraznia tez pracuje,ze dla niej sie stara itd.

14 332

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Ismena1976 napisał/a:
Bu55 napisał/a:

Mój były narzeczony też miał problemy psychiczne. Nie był psychopatą, ale zmagał się (i zmaga nadal chyba) z wieloma problemami natury psychicznej. Nie zdradzał, ale myślę, że sporo oszukiwał. Szczególnie po rozstaniu, gdy jeszcze była nadzieja na odbudowę. Też mam takie chwile,że tęsknię, wspominam, ale staram się tego nie robić. Odkąd przyznał się, że poznał kogoś, staram się być twarda, czuć złość i być niedostępna...chociaż pewnie jakby przyszedł ze swoimi problemami, to by mi się go żal zrobiło...

Domyślam się, co czujesz i wspieram Cię mentalnie. To podobno trzeba przejść, przepłakać i zapomnieć na tyle, aby funkcjonować.

Moj byly w ciagu 1,5 roku ma 3-cia babe-i ja te zwiazki bardzo przezywalam.A teraz to sie zalamalam kompletnie,bo ta ostatnia jest w ciazy.i zadreczam sie myslami,ze moze ja lepiej traktuje,ze ze mna sie staral o dziecko ,a nic z tego.Boli mnie urazona duma najbardziej.Troche wyobraznia tez pracuje,ze dla niej sie stara itd.

Myślę,że nie masz czego żałować,a dlaczego?Bo skoro ten facet zmienia partnerki tak często to raczej nie należy do osób poważnych i stałych w uczuciach.To,że ona jest w ciązy raczej nie gwarantuje tego,że on np. za pare miesięcy nie znajdzie sobie kolejnej bo ta była "nie taka" jak trzeba..

14 333

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
mifikowa napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:
Bu55 napisał/a:

Mój były narzeczony też miał problemy psychiczne. Nie był psychopatą, ale zmagał się (i zmaga nadal chyba) z wieloma problemami natury psychicznej. Nie zdradzał, ale myślę, że sporo oszukiwał. Szczególnie po rozstaniu, gdy jeszcze była nadzieja na odbudowę. Też mam takie chwile,że tęsknię, wspominam, ale staram się tego nie robić. Odkąd przyznał się, że poznał kogoś, staram się być twarda, czuć złość i być niedostępna...chociaż pewnie jakby przyszedł ze swoimi problemami, to by mi się go żal zrobiło...

Domyślam się, co czujesz i wspieram Cię mentalnie. To podobno trzeba przejść, przepłakać i zapomnieć na tyle, aby funkcjonować.

Moj byly w ciagu 1,5 roku ma 3-cia babe-i ja te zwiazki bardzo przezywalam.A teraz to sie zalamalam kompletnie,bo ta ostatnia jest w ciazy.i zadreczam sie myslami,ze moze ja lepiej traktuje,ze ze mna sie staral o dziecko ,a nic z tego.Boli mnie urazona duma najbardziej.Troche wyobraznia tez pracuje,ze dla niej sie stara itd.

Myślę,że nie masz czego żałować,a dlaczego?Bo skoro ten facet zmienia partnerki tak często to raczej nie należy do osób poważnych i stałych w uczuciach.To,że ona jest w ciązy raczej nie gwarantuje tego,że on np. za pare miesięcy nie znajdzie sobie kolejnej bo ta była "nie taka" jak trzeba..

u niego kobieta zawsze jest na piedestale...pod warunkiem,ze jest nowa!musi byc nastepna i tyle.Potem mu sie nudzi ,zaczyna warczec,dokuczac.Ogolnie charakterek ma z piekla rodemPzdr.

14 334

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Ismena1976 napisał/a:
Bu55 napisał/a:

Mój były narzeczony też miał problemy psychiczne. Nie był psychopatą, ale zmagał się (i zmaga nadal chyba) z wieloma problemami natury psychicznej. Nie zdradzał, ale myślę, że sporo oszukiwał. Szczególnie po rozstaniu, gdy jeszcze była nadzieja na odbudowę. Też mam takie chwile,że tęsknię, wspominam, ale staram się tego nie robić. Odkąd przyznał się, że poznał kogoś, staram się być twarda, czuć złość i być niedostępna...chociaż pewnie jakby przyszedł ze swoimi problemami, to by mi się go żal zrobiło...

Domyślam się, co czujesz i wspieram Cię mentalnie. To podobno trzeba przejść, przepłakać i zapomnieć na tyle, aby funkcjonować.

Moj byly w ciagu 1,5 roku ma 3-cia babe-i ja te zwiazki bardzo przezywalam.A teraz to sie zalamalam kompletnie,bo ta ostatnia jest w ciazy.i zadreczam sie myslami,ze moze ja lepiej traktuje,ze ze mna sie staral o dziecko ,a nic z tego.Boli mnie urazona duma najbardziej.Troche wyobraznia tez pracuje,ze dla niej sie stara itd.

Ismena, znam to...mój ma tą młodą od sierpnia (chyba) i mimo tego,że wszyscy nasi znajomi pukają się w głowę i długiej przyszłości im nie wróżą, to i tak mnie krew zalewa, jak pomyślę że z nią gdzieś jeździ itd. Mnie też boli urażona duma, a najbardziej zabolało,że chciałam mu pomóc, ale zawsze mówił, że on sam musi sobie pomóc a nagle może mu pomóc jakaś dziewczyna, dla której to pierwszy związek. Dodatkowo dostało mi się, gdy stwierdził,że przy niej uczy się wszystkiego od nowa..ciekawe, naprawdę. No i jest mi też źle z tym, że wszystko, co mu mówiłam, co robił źle, teraz może naprawiać przy niej...
Ale wierzę w to, że zła karma zawsze wraca i tego się trzymam. Staram się nie zadręczać i nie rozpamiętywać. I Ty też zacznij tego się trzymać smile

14 335

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Moj byly jest najbardziej zaburzonym czlowiekiem,jakiego znam.On mial ze 20 zwiazkow!Nie wierze,ze taki psychol moze sie zmienic.Zachowanie...katastrofa.Ale jezeli zmienil sie dla tej ciezarnej,to moja ambicja tego nie zniesie.Nasz zwiazek zmasakrowal i powinien za to zaplacic,a nie ukladac sobie sielanke.

14 336

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Jak to możliwe, żeby tyle mieć partnerek?? Współczuję Ci, naprawdę... on powinien się leczyć. Jak sobie radzisz w ogóle ?
Ja od swojego już słyszałam, że jest DDA, ma depresję, załamanie nerwowe i czego to jeszcze nie ma. Nawet raka. Byłam jego pierwszą poważną dziewczyną i zawsze myślał poważnie związku, a tu taka niespodzianka. Widocznie pozmieniały mu się priorytety.

14 337

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bu55 napisał/a:

Jak to możliwe, żeby tyle mieć partnerek?? Współczuję Ci, naprawdę... on powinien się leczyć. Jak sobie radzisz w ogóle ?
Ja od swojego już słyszałam, że jest DDA, ma depresję, załamanie nerwowe i czego to jeszcze nie ma. Nawet raka. Byłam jego pierwszą poważną dziewczyną i zawsze myślał poważnie związku, a tu taka niespodzianka. Widocznie pozmieniały mu się priorytety.

Wlasnie sobie nie radze...Sa nieraz lepsze dni,ale wracaja zle emocje-czuje nienawisc do niego za stracony czas,za zniszczenie zwiazku,za zdrady itd.Czasem wraca tesknota za poczatkami,kyore byly jak w bajce.Jedynym pocieszeniem dla mnie jest to,ze jako przemocowiec nigdy sie nie zmieni.Nadal jest mi bliski,boli mnie potwornie fakt,ze z jakas kobieta sobie cios tworzy.pzdr.

14 338

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Bardzo mi przykro i jednocześnie wiem, co czujesz... też mam takie huśtawki nastrojów - z jednej strony te głupie wspomnienia, z drugiej chęć mordu...cały czas pracuję nad zupełnym odcięciem się, ale jeszcze są pewne niepozałatwiane sprawy i pewnie jeszcze długo tak zostanie. Ja już nawet zablokowałam wszystko, co z nim i z nią związane - strony internetowe, profile społecznościowe, nawet poświęciłam się i znalazłam jakiś program do blokady numeru telefonu, żebym nawet smsów nie dostawała. W jakimś sensie to pomaga. No ale niestety wspomnień i uczuć się nie zablokuje.

Życzę Ci, żebyś się uspokoiła i otrząsnęła z tego. I żeby tych lepszych dni było coraz więcej.

14 339

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bu55 napisał/a:

Bardzo mi przykro i jednocześnie wiem, co czujesz... też mam takie huśtawki nastrojów - z jednej strony te głupie wspomnienia, z drugiej chęć mordu...cały czas pracuję nad zupełnym odcięciem się, ale jeszcze są pewne niepozałatwiane sprawy i pewnie jeszcze długo tak zostanie. Ja już nawet zablokowałam wszystko, co z nim i z nią związane - strony internetowe, profile społecznościowe, nawet poświęciłam się i znalazłam jakiś program do blokady numeru telefonu, żebym nawet smsów nie dostawała. W jakimś sensie to pomaga. No ale niestety wspomnień i uczuć się nie zablokuje.

Życzę Ci, żebyś się uspokoiła i otrząsnęła z tego. I żeby tych lepszych dni było coraz więcej.

A dlugo juz jestes bez niego?

14 340

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Około 11 miesięcy, ale po rozstaniu próbowaliśmy naprawiać związek i to trwało do połowy lipca, więc tak naprawdę to bez niego jestem od 4 miesięcy.

14 341

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bu55 napisał/a:

Około 11 miesięcy, ale po rozstaniu próbowaliśmy naprawiać związek i to trwało do połowy lipca, więc tak naprawdę to bez niego jestem od 4 miesięcy.

I jakie emocje przez ten czas sie u Ciebie pojawiaja?

14 342

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Różne...gdy jeszcze się nie przyznał,że ma kogoś, to się głównie obwiniałam,że to przeze mnie nam się kontakt urwał. Później, gdy zaczął się do mnie odzywać z pretensjami, to pojawiała się złość, ale nie rozumiałam dlaczego, tak się odzywa. Jak już się przyznał,że ma tą młodą i zaczął wykręcać kota ogonem, to miałam/mam takie myśli, że i tak im się nie uda plus dochodzi złość i taka zaciętość. No ale czasami mam tak, że pojawiają się wspomnienia, czuję że go kocham i czuję też niedowierzanie. A dlatego, bo był u mnie po swoje rzeczy i wtedy było po nim widać, że jest niezdecydowany, że żałuje. Tylko że widzisz, na tyle kłamstw ile naopowiadał, to mimo tej jego skruchy, to pojawiła się u mnie myśl, że może tylko udaje takiego przygnębionego tym wszystkim, a za plecami się śmieje. Moim problemem jest to,że mam w głowie obraz jego dawnego, a nie tego człowieka, jakim się stał prawie rok temu. Myślę, że prawdziwym dla mnie testem będzie moment, gdy go gdzieś spotkam. Wtedy się okaże, jak zareaguję i co będę czuła.

14 343

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bu55 napisał/a:

Różne...gdy jeszcze się nie przyznał,że ma kogoś, to się głównie obwiniałam,że to przeze mnie nam się kontakt urwał. Później, gdy zaczął się do mnie odzywać z pretensjami, to pojawiała się złość, ale nie rozumiałam dlaczego, tak się odzywa. Jak już się przyznał,że ma tą młodą i zaczął wykręcać kota ogonem, to miałam/mam takie myśli, że i tak im się nie uda plus dochodzi złość i taka zaciętość. No ale czasami mam tak, że pojawiają się wspomnienia, czuję że go kocham i czuję też niedowierzanie. A dlatego, bo był u mnie po swoje rzeczy i wtedy było po nim widać, że jest niezdecydowany, że żałuje. Tylko że widzisz, na tyle kłamstw ile naopowiadał, to mimo tej jego skruchy, to pojawiła się u mnie myśl, że może tylko udaje takiego przygnębionego tym wszystkim, a za plecami się śmieje. Moim problemem jest to,że mam w głowie obraz jego dawnego, a nie tego człowieka, jakim się stał prawie rok temu. Myślę, że prawdziwym dla mnie testem będzie moment, gdy go gdzieś spotkam. Wtedy się okaże, jak zareaguję i co będę czuła.

Tez mam podobnie,ze wsponinam obraz jego ,jaki byl na poczatku,a nie wtedy kiedy mnie wyzywal,manipulowal mna,zdradzal.Na poczatku dziala chemia,wiec ten obraz nie jest prawdziwy.Wszysko jest wtedy takie piekne,cudowne,kolorowe...Ciagle mam w pamieci nasze podroze,spacery,seks w lesie itd.Ale kto mi to dal???Tyran,potwor,despota i niereformowalny lowelas!

14 344

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Może właśnie powinnyśmy nie wspominać dobrych chwil, ale te złe? Żeby wiedzieć, dlaczego tak się stało i gdyby ewentualnie zjawili się w naszym życiu, to pokazać im gdzie są drzwi?

14 345

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej
A może gdzieś pójdziemy na sylwestra razem.

Zamiast siedzieć w domu.

14 346

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bu55 napisał/a:

Może właśnie powinnyśmy nie wspominać dobrych chwil, ale te złe? Żeby wiedzieć, dlaczego tak się stało i gdyby ewentualnie zjawili się w naszym życiu, to pokazać im gdzie są drzwi?

Nie tylko dlatego...Ja mam np taki sposob-jak mi sie cos zaczyna majaczyc,ze zrywl mi kwiatuszki na lace albo pojechal ze mna w podroz,a podczas podrozy sluchalismy Doorsow etc...to natychmiast robie kontre!Kwiatuszki zrywal-i owszem,ale wczesniej mnie pobil a ja wezwalam policje.Albo podroz byla i Doorsi byli-ale pozniej wykrzyczal mi kase na paliwo.I takie racjonalizowanie naprawde pomaga.pzdr.

14 347

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

To jest też dobra metoda, wypróbuję ją smile Ja myślę, że najgorsza jest ta zazdrość. W moim przypadku było tak, że On bardzo to rozstanie przeżywał. Opowiadał do naszych znajomych, że byłam kobietą jego życia i żadnej tak już nie pokocha itd. I jak się dowiedziałam,że ma kogoś, to właśnie mnie uderzyło taka myśl - jak to?? Przecież miał nie pokochać tak jak mnie?? Teraz do mnie dociera, że wcale nie musi kochać, a nawet jak pokocha to wcale nie musi tak pokochać jak kochał mnie. Jakby nie było, to i tak boli.

Ismena, patrząc po nicku, jesteś chyba ode mnie starsza trochę. Ja mam 24 lata a czuję się, jakbym była już uczuciowym emerytem. TO okropne.

14 348

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bu55 napisał/a:

To jest też dobra metoda, wypróbuję ją smile Ja myślę, że najgorsza jest ta zazdrość. W moim przypadku było tak, że On bardzo to rozstanie przeżywał. Opowiadał do naszych znajomych, że byłam kobietą jego życia i żadnej tak już nie pokocha itd. I jak się dowiedziałam,że ma kogoś, to właśnie mnie uderzyło taka myśl - jak to?? Przecież miał nie pokochać tak jak mnie?? Teraz do mnie dociera, że wcale nie musi kochać, a nawet jak pokocha to wcale nie musi tak pokochać jak kochał mnie. Jakby nie było, to i tak boli.

Ismena, patrząc po nicku, jesteś chyba ode mnie starsza trochę. Ja mam 24 lata a czuję się, jakbym była już uczuciowym emerytem. TO okropne.

Nick nie jest moim rocznikiem,ale jestem od Ciebie ponad 10llat starsza.Tez sie czuje wypalona,mialam az 6zwiazkow.Nie jestem osoba kochliwa,nie musze byc z kims zeby kogos tylko miec.W ten ostatni zwiazek weszlam,bo po raz pierwszy w zyciu czulam sie kochana.To bylo naprawde silne,inaczej bym sie nie zwiazala.Nie mam ochoty ani sily juz sie wiazac-po za tym,serce nie sluga.Milosci nie dostaje sie na zawolanie.pzdr.

14 349

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja też nie muszę mieć kogoś, żeby tylko był. To bez sensu. Przykro mi,że nie możesz trafić na tego jedynego, odpowiedniego. U mnie jest z tym źle, że to był mój pierwszy poważny związek i jego też. Wiesz, planowanie wspólnej przyszłości itd. No cóż, życie to zweryfikowało, tylko teraz trudno tak po prostu zacząć żyć. Myślę, że po każdym długim związku się nie da ot tak zamknąć drzwi.

14 350

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bu55 napisał/a:

Ja też nie muszę mieć kogoś, żeby tylko był. To bez sensu. Przykro mi,że nie możesz trafić na tego jedynego, odpowiedniego. U mnie jest z tym źle, że to był mój pierwszy poważny związek i jego też. Wiesz, planowanie wspólnej przyszłości itd. No cóż, życie to zweryfikowało, tylko teraz trudno tak po prostu zacząć żyć. Myślę, że po każdym długim związku się nie da ot tak zamknąć drzwi.

Nie ma czegos takiego jak ten "jeden","jedyny"-tak jest tylko w basniach.Wszystko ma swoj czas-mozesz czuc niesamowita chemie,wiez,ze to Twoje lustrzane odbicie etc,etc...ale na jakis czas.Nikt Ci nie da gwarancji,ze zawsze z Toba bedzie.Ty tez jej nikomu nie dasz.pzdr

14 351

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Cześć, wiem że pewnie wiele tu takich postów ale to naprawdę dla mnie ważne zostawiła mnie moja dziewczyna która bardzo kocham i nikt nie potrafi mi tego wytłumaczyc i pomóc z tym. Trochę się rozpisałem za co przepraszam na wstepie ale chciałem jak najdokładniej wszystko opisac. Sytuacja wyglada tak poznaliśmy sie ponad 2 lata temu we wrzesniu powedziala mi ze już wtedy jej sie spodobałem z wyglądu i charkteru. Pisaliśmy dużo ale nie traktowałem tego jak podrywanie. Bardzo miło mi sie z nia pisało, nie spotykalismy sie bo ja studiowalem w innym miescie. Powiedziała że w grudniu jak pisaliśmy ze soba to myślała o tym że fajnie by było pójść ze mną na sylwestra kiedys. W lutym była już z chłopakiem który chciał z nią byc a ona traktowala go jak przyjaciela i myślala że tak musi być i chciała spróbowac cos do niego poczuc. Też byli z innych miast i spotykali sie rzadko. Po pól roku z nim uprawiala pierwszy raz seks jak pierwszy raz do niej przyjechal. Powiedziała że zrobiła to bo myślała ze wtedy cos do niego poczuje i cos to zmieni nic nie czula i poplakala sie po tym wszystkim bo to nic nie zmienilo. W sumie zdziwiło mnie to że tak odrazu przeszli do sedna jak nic nie czula do niego ale mniejsza o to bolało mnie to jak już bylismy i mi o tym powiedziała ale kocham ja tak ze poradzilem sobie z tym. Jak wiedzialem ze kogos ma to jakos tak przestalem z nia pisac a na treningach jak wracalem do siebie do miasta jakos tak staralem sie podswiadomie ja omijac. Powiedziala mi ze jak z nim byla to tesknila za mna i czasem chciala napisac. Byli juz prawie 2 lata ja napisalem ze wracam do sportu i kiedy maja trening ona byla akurat u niego, jak mi pozniej powiedziala to najchetniej odrazu by przyjechala do mnie. Jak spala z nim to nigdy nie bylo jej dobrze i jak wtdy napisalem do niej i jak spala z nim wtedy to myślala o mnie. Wrocila spotykalismy sie na treningach rozmawialismy juz normalnie duzo zartowalismy. Zaczelismy sie spotykac w gronie znajomych z klubu na piwku ale ona nie pila. Ktoregos razu nie wyszlo nam spotkanie w wiekszym gronie to napisalem co z nim to zaproponowala piwo ja chetnie poszedlem wtedy wlasnie pocałowalismy sie pierwszy raz i odprowadzilem ja do domu przed pocalunkiem powiedziala zebym tak nie robil bo bardzo tego chce a nie moze. Powiedziala mi pozniej ze ten pocalunek byl tym pierwszym wyjatkowym ze byl inny niz cala reszta. Spotykalismy sie od tego momentu tak czesto jak było to możliwe bo studiuje mniej wiecej co 2 tyg. Bardzo długo rozmawialiśmy ze soba przez telefon bywało po 6-8h. W tym okresie raz pocałowałem sie z dziewczyna na studiach i raz spotkałem sie z jedna u mnie w miescie ale nic nie było. Po tych długich rozmowach i spotkaniach stwierdziłem że coś do niej czuje i że jest wyjatkowa i że ja kocham. Wróciłem zapytałem ja czy chciała by ze mna byc to zatkało ja i odpowiedziała ze tak. Wszystko było idealne dzwoniliśmy do siebie na dobranoc na dzien dobry. Jak przyjeżdzałem to spotykaliśmy sie codziennie. Zaczeliśmy ze sobą sypiać ja sie nie spieszyłem z tym bo uważałem że mamy na to czas ale sama można powiedziec zaprosiła mnie do siebie pierwszy raz. Było jej ze mna cudownie mowiła ze z nim nigdy nie było jej nawet dobrze ze sie zamykała a ze mna dochodziła i tak naprawde to ja jestem jej pierwszym. Spedziliśmy razm sylwestra upiła sie opiekowałem sie nia zawsze gdy mnie potrzebowala byłem z nia widziałem ze jest ze mna szczesliwa i jest jej dobrze mi tez było, byłem szcześliwy. Mówiła mi że jestem jej ideałem i wiem że tak było. Ona dla mnie też była najlepsza na świecie i nie chciałbym nikogo innego. Pewnego dnia dowiedziala sie ze jak sie spotykalismy spotkalem sie z inna i sie strasznie wkurzyla ze chciala sobie zrobic krzywde ja bylem wtedy wlasnie na studiach, juz powiedziala mi ze z nami koniec ale porozmawialem z nia i nastepnego dnia wrocilem powiedzialem jej o wszystkim o tamtej co sie calowalem na studiach i innych moich sekretach. Pierwsze dni były ciezkie płakała ale jak sie jej pytałem czy bedziesz szczesliwsza beze mnie i jezeli tak to Cie zostawie to mowila ze mnie kocha i chce bysmy byli razem. Wszystko juz sie ułozylo było bardzo dobrze pozniej po 2 tyg musialem pojechac na miesac na zgrupowanie bardzo tesknilem za nia ona za mna tez pisala ze nie chce mnie stracic ze jestem jej marzeniem. Wczesniej juz obiecalismy sobie ze jezeli cos kiedys by sie psulo to mamy sobie to mowic bo to co miedzy nami jest jest zbyt piekne zeby to mielibysmy popsuc. Mielismy mnóstwo planow razem i marzen. Przy niej stalem sie lepszym czlowiekiem zaczolem sie lepiej uczyc, trenowac zaczolem szukac pracy, dawala mi mnostwo szczescia. Bardzo mnie motywowała i dawała wiele energii. Nie imprezowałem nie piłem jak kiedyś ale nie że mi zabraniała ale poprostu chciałem być lepszy żeby było nam lepiej razem. Wrocilem byla bardzo szczesliwa nie moglismy sie od siebie oderwac specjalnie zostalem 2 tyg chociaz powinienem wrocic na uczelnie. W sumie prze te 4 miesiace bycia razem czesto byla chora zapalenie pluc grypa. Pojechalem na uczelnie znowu zachorowala, nie było mnie niecałe 2 tygodnie chodziłem na szkolenie do pracy, nie mieliśmy juz tak dużo czsu na rozmowe bo miała szkole ja te szkolenia i uczelnie ale zawsze porozmawialismy i wymienilismy kilka smsow w ciagu dnia. Wszystko było dobrze pewnego dnia nie chciala rozmawiac ale i tak zadzwonilem chwilke pogadalismy i poszla spac balem sie ze chodzi o nas ale to nie chodzilo o nas jak mi powiedziala nastepnego dnia. Naszło mnie coś w nocy jak zobaczyłem że polubiła 2 smutne utwory i słuchałem w nocy jakiejś zamulajacej muzyki o rozstaniach itp i myślałem o tym że nie możemy sie rozstać że to byłoby straszne. Następnego dnia normalnie pisaliśmy ze sobą wróciem wieczorem ze szkolenia rozmawialiśmy przez telefon jak zwykle co tam ciekawego w ciagu dnia itp. Powiedziałem jej że mam dla mniej niespodziankę i że będę jutro u niej powiedziała że sie cieszy ale nie wie ile bedzie miała dla mnie czasu bo szkoła prawo jazdy treningi powiedziałem że to rozumiem i będzie dobrze. Była smutna zapytałem czemu i czy nie myślała ostatnio o rozstaniu bo nie zachowuje sie jak zwykle. powiedziała mi że dalej mysli o tym że całowałem sie z ta jedna i spotkałem z ta drugą jak sie spotykaliśmy i że ją to dalej mocno boli i że jest coraz gorzej a było już lepiej i że rozmawiała z przyjaciółką i ona jej powiedziała że moze musimy sie rozstać. Powiedziała mi że wtedy to chciała ja zabic ale teraz myśli że przydałaby nam sie przerważeby mogła to spokojnie ułożyć. Na poczatku pytała sie mnie czy możemy zrobić ta przerwe mówiłem jej że bede jutro i porozmawiamy i wszystko bedzie dobrze zeby dała nam czas do jutra, później już nie pytała tylko powiedziała że zrobimy sobie przerwe i że nic tego nie zmieni a na koniec owiedziała mi że nie może być ze mną i już nigdy razem nie będziemy że jest jej bardzo przykro bo mnie kocha jestem najważniejszy ale nie możemy być razem. Nasza rozmowa trwała z 1,5h. Nie sałem praktycznie całą noc. Rano pojechałem do niej spotkaliśmy sie wieczorem przytuliliśmy sie tak jak zawsze i staliśmy tak chyba z 2 minuty mocno mnie przytuliła później poszliśmy objeci jak zawsze na ławke w parku porozmawiać płakaliśmy oboje pytałem dlaczego tak sie stało i że mieliśmy razem o wszystkim sobie mówić i walczyć o to wszystko. Powiedziała mi że nie mówiła mi że dalej ja to boli bo nie chciała mnie smucic a nie lubi jak jestem smutny (a teraz co mi zrobiła?). Powiedziała że za wszelką cene walczyła z tym bo bardzo pragneła byc ze mną ale już nie może i boi sie że kiedys jak bysmy byli razem bałaby sie i martwiła nawet gdybym na 30 min poszedł do pracy. A tak zawsze mówiła mi żebyśmy nie patrzyli co bedzie kiedys. Powiedziała mi że nadal mnie kocha i jestem dla niej najważniejszy ale musi to zmienić i że zawsze bede dla niej ważny i że zawsze będe jej niespełnioną miłościa.. dziwne bardzo dla mnie to. Na koniec siedzieliśmy jeszcze przytuleni na ławce chwile sie pośmialiśmy a raczej ona se starała ta sytuacje poprawic przytulilismy sie, próbowałem ja jeszcze pocałowac ale nie pozwoliła i powiedziała zebym takich zagrywek nie robił, zapytałem czy nie chciała by tego to powiedziała ze tak ale to nie byłoby dobre. Rozstaliśmy sie nie mogłem stamtad odejsc to jeszcze pobiegłem za nia i jeszcze raz przytulilem i pocalowalem w policzek i musialem odejsc. 2 dni później padał deszcz a ja pojechałem rowerem do niej z różami żeby ostatni raz sie spotkać porozmawiać i postarac sie to zmienic powiedziala ze to slodkie ale to nic nie zmieni bo nie chce byc ze mna i mamy inne charaktery i i tak wczesniej czy pozniej bysmy sie rozstali. Tylko własnie takiego mnie pokochała a ja ja i nigdy sie nie kłuciliśmy a ona zawsze sama mówiła żeby cieszyc sie teraz a nie patrzec za daleko a teraz takie argumenty. Pytałem dlaczego tak sie stało ze przecież wie że jest dla mnie najważniejsza i że tylko ja kocham powiedziała że nie chce poprostu już ze mną byc podjeła decyzje i tego nie zmieni. Trzymaliśmy sie za rece nawet pocałowała mnie w dłoń. Próbowała nie płakać mówiąc mi że naprawdę nie chciała mnie skrzywdzić specjalnie. Na koniec przytuliliśmy sie ostatni raz u niej w domu pocałowała mnie w policzek i wyszedłem. Dwa tygodnie później jej były wrzucił na fb stare zdjecie że "zawsze zgrani" z nią które polubła i skomentowała póżniej ona wstawiła mu miłosną piosenkę i podpisała  " i dobrze wiesz gdzie pójdę, a ja wiem że pójdziesz za mną" kilka dni później wstawiła swoje zdjęcie on napisał moja śliczna i wysłał jej buziaka  a ona mu. Nie musze mówić że każda z tych rzeczy mnie wkórwiła a ja jeszcze wszystko sobie tłumaczyłem że robi to specjlnie żebym sie nie zamartwiał i przestał o tym szybciej myśleć. Nie wiem może że chodzi jej o to żebym przez to ja znienawidził i byłoby mi lepiej. Ostatnio rozmawiała z moim kolegą i powiedziała mu że też jest jej źle a jak zapytał o to wszystko to powiedziała że to pozerka. Jej były coś mowił że wrócił do niej ale jak moj kolega jej to powiedział to powiedziała że jest durny i głupi i tak nie jest. Ja tego wszystkiego nie rozumiem bo powiedziała mi że dalej jestem ważny i nie chce żebym cieriał był smutny a robi mi teraz takie rzeczy. Kilka dni temu widzałem sie z nia to tylko podaliśmy sobie ręke i spojrzeli w oczy. Teraz na weekend dowiedziałem się że pojechała do niego na urodziny kolegi, nie moge w to uwierzyć że po miesiącu jak nie jesteśmy już razem ona tak się zachowuje jak nigdy nic a tak było dobrze mnie kochała i wszystko było dla niej najlepsze i wyjątkowe. Jeszcze powiedziała mi że chce żeby wszystko było normalnie miedzy nami, chyba coś ma z głową mówiąc tak a jeźdżac do byłego jej "przyjaciela". Ona mówi że to jej przyjaciel i że nic wiecej a sama mi mówiła że gdyby miał szanse na coś wiecej to by skorzystał a przeciez przyjaciel by nie zrobił wiec nie o to mu chodzi a jeszcze ona wiedzac to wysyła mu piosenki o miłości buziaczki jakby dajac mu znak i nadzieje na cos wiecej a mowi że to tylko przyjaciel i nic wiecej. Jak planowaliśmy żeby przyjechała do mnie to martwiła się ze trener bedzie zły bo na treningu jej nie bedzie a teraz pojechała jakby nic. Wiem że zrobiłem źle ale wtedy jeszcze jej nie kochałem i nie wiedziałem że pokocham,od momentu kiedy ja pokochałem byłem dla niej najlepsza wersja siebie kochała mnie i mówiła że wszystko jest jak w bajce. Wiem że mnie kochała ale było kilka rzeczy które mnie wkurzały i ona o tym wiedziała ale byłem w stanie to wszystko zrozumiec i sobie wytłumaczyc, np to że pisze i rozmawia z byłym że jest jej przyjacielem i że dalej ma z nim zdjecia na fb. Np gdybym ja mial zdjecia z była to bym to usunol i z nia nie rozmawial mimo wszystko. Wiedziała że mnie to denerwuje i wkurza ale nic z tym nie zrobiła. Ja ją na tyle kochałem że byłem w stanie to zrozumiec nie chcialem jej ograniczac i zeby byla szczesliwa bo to co było miedzy nami było ważniejsze od wszystkiego. Mówiła że mnie kocha a ja to wiedziałem ona też wiedziała że ja ja kocham i na koniec jeszcze mi powiedziała że zawsze będzie mnie pamiętać i ze będę dla niej ważny, że mnie kocha ale nie możemy być razem i będę jej niespelniona miłością. Nie rozumiem jak można kogos kochac i zostawic go z takich powodow mówiąc ze się kogos kocha. I że tak po miesiącu się tak zachowuje jadac do jej byłego przyjaciela. Powiedziałem jej ze chyba żeby mi było lepiej musiałbym ja znienawidzic ale nie chcem tak, może ona to robi specjalnie żeby mi ulżyło ale to i tak byłoby okrutne dla drugiej osoby, pewnie tylko mam taka nadzieje a tak naprawde to nie tęskni za mna a ja nie mam dnia żebym o niej nie myślał. Nie rozumiem jak można tak się zmienić i co jest prawdą a co tylko sie wydawało prawdą być. Czemu ona tak się teraz zachowuje, mówi jedno a robi co innego i po co to wszystko miedzy nami było?? Proszę napiszcie co mam o tym myśleć i co zrobić by było jeszcze  między nami dobrze. Dziękuję bardzo za kazda rade .

14 352

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie,

postanowiłam i ja do Was dołączyć i się wyżalić.

3 dni temu zostawił mnie facet po ponad rocznym związku.. do tej pory nie mogę w to uwierzyć, jeszcze chwilę przed jego decyzją wszystko było ok, cały weekend był wspaniały.. pełny blioskości, wyznań miłości.. bez kłótni, bez żadnych oznak..

potem nagle zrzucił na mnie bombe mówiąc, że on mnie kocha mocno, wszystko w naszym związku układa się dobrze, ja jestem wyjątkową kobietą.. ale chce być wolny, chce mieć poczucie wolności w głowie, że nie jest na to gotowy, że kocha mnie, ale bardziej kocha siebie..

Najgorsze jest to, że robiliśmy wspólne plany, on jakiś czas temu zaproponował wspólne mieszkanie (miał się do mnie wprowadzić za miesiąc), snulismy wspólne plany na kolejny tydzień, miesiąc..

Zapytałam czemu nic nie pokazywał? Czemu był blisko, mówił że kocha, powoli zwoził do mnie swoje  rzeczy.. usłyszałam tylko, że nie chciał mnie niepotrzebnie martwić dopóki nie podjął finalniej decyzji i udawał, że wszystko jest ok..

powiedział, że był bardzo szczęśliwy przez ten rok, ale nie lubi siebie w związku.. że może gdybyśmy spotkali się w innym czasie.. to pewnie bylibyśmy ze sobą już na zawsze.


Ja nie rozumiem jak można kochać, można tworzyć dobry związek i nie chcieć być z drugą osobą. Nikt tego nie rozumie, jego znajomi są w szoku, jego mama była ogromnie zdziwiona.. mówiła, że jest gówniarzem i stchórzył, ale że to zrozumie i wróci.. że ona widzi jaki był szczęśliwy i jest pewna że mocno mnie kocha.


Czuje się okropnie, staram się zająć pracą, nie mysleć.. ale oczywiście myśli krażą tylko wokół niego.

Najgorszy jest też ten brak kontaktu.. nie był tylko moim partnerem/kochankiem, był też moim przyjacielem.. był osobą, którą uważałam za strasznie ciekawą, inteligentną.. brakuje mi rozmów z nim.. najgorsze jest uczucie, że byliśmy świetną parą, że było nam dobrze.. i nagle przestało.


Pomóżcie zrozumieć i jakos sobie z tym poradzić..

narazie żyję jedynie nadzieją, że wróci.. chociaż powiedział podczas rozstania, że to finalna decyzja.

14 353 Ostatnio edytowany przez Bolid (2015-05-25 19:26:30)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

czesc wam

jakies 3 i pol tygodnia po rozstaniu, ona odeszła, juz jakos zaczynalem sie składać powoli i zabijac w sobie nadzieje ze do siebie wrocimy, a wczoraj jak nożem w plecy - juz z kimś kręci ... i to mnie zabolało cholernie. Nachlałem się, czego efektem ejst to ze musialem brac urlop na żądanie dzis ... zyc sie nie chce wink

i cały czas staram sie na niej wymusić spotkanie wtarzą w twarz i rozstanie w ten sposób. bo od momentu jak ona zerwała przez SMS to nie moge sie o to dobić ... a wiem ze bez tego sie nie pogodze

14 354

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bolid napisał/a:

czesc wam

jakies 3 i pol tygodnia po rozstaniu, ona odeszła, juz jakos zaczynalem sie składać powoli i zabijac w sobie nadzieje ze do siebie wrocimy, a wczoraj jak nożem w plecy - juz z kimś kręci ... i to mnie zabolało cholernie. Nachlałem się, czego efektem ejst to ze musialem brac urlop na żądanie dzis ... zyc sie nie chce wink

i cały czas staram sie na niej wymusić spotkanie wtarzą w twarz i rozstanie w ten sposób. bo od momentu jak ona zerwała przez SMS to nie moge sie o to dobić ... a wiem ze bez tego sie nie pogodze

Ale po co chcesz się poniżać do spotkania z kimś, kto nawet nie miał odwagi powiedzieć Ci o zerwaniu twarzą w twarz?
Jest tu wątek dla porzuconych. Bardzo dobry materiał na nadmiar czasu i natłok myśli. Czytaj, rób notatki, układaj plan dla siebie i działaj. Czytaj ze szczególną uwagę wypowiedzi Elle88, thepas, zyczliwego... http://www.netkobiety.pl/t67911.html

14 355

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Nie wiem czy to poniżenie. Dla mnie poniżeniem jest raczej zerwanie przez SMS i takie zachowanie.

14 356

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bolid napisał/a:

Nie wiem czy to poniżenie. Dla mnie poniżeniem jest raczej zerwanie przez SMS i takie zachowanie.

Skoro nie miała odwagi powiedzieć Ci tego prosto w twarz, to na ewnentualnym spotkaniu będzie tylko kłamać i kręcić. Po co Masz słuchać i rozkminiać coś, co prawdą nie jest. Najprawdopodobniej kręciłą już boki, kiedy byliście ze sobą, a teraz chowa głowę w piasek i udaje, że jej nie ma.

14 357 Ostatnio edytowany przez Bolid (2015-05-26 10:52:41)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Nie wiem kurde, mam takie wrażenie, że nie dam rady się z tym pogodzić po takim rozstaniu i cały czas będę mieć jakąś pieprzona nadzieje że wróci, chociaż ja wiem i rozum mi mówi że nie mógłbym z nią być po tym wszystkim. Ciężka sprawa wink.

I sporo już się naczytałem przez te 3 czy 4 tygodnie (nawet nie wiem ile, czas mi się sprasował przez to wszystko...). Czytanie forum mi pomaga i te same lub podobne schematy w przeżyciach innych ludzi.

Czekam aż to zdrowy rozsądek i mózg przejmie władzę nad tym, bo póki serce i emocje trzymają lejce to nie ukrywam że jest ciężko.

14 358

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bolid napisał/a:

Nie wiem kurde, mam takie wrażenie, że nie dam rady się z tym pogodzić po takim rozstaniu i cały czas będę mieć jakąś pieprzona nadzieje że wróci, chociaż ja wiem i rozum mi mówi że nie mógłbym z nią być po tym wszystkim. Ciężka sprawa wink.

I sporo już się naczytałem przez te 3 czy 4 tygodnie (nawet nie wiem ile, czas mi się sprasował przez to wszystko...). Czytanie forum mi pomaga i te same lub podobne schematy w przeżyciach innych ludzi.

Czekam aż to zdrowy rozsądek i mózg przejmie władzę nad tym, bo póki serce i emocje trzymają lejce to nie ukrywam że jest ciężko.

Zawsze mamy takie wrażenie, że pewnie już do końca swoich dni bedziemy kochać te osoby a taka perspektywa jeszcze bardziej Nas dołuje i przeraża... znam to big_smile

3-4 tyg to malutko tongue Niestety złamane serce jest jak złamana kość i zrasta się powoli.. nawet czasami baaaardzo powoli big_smile hehe

Widzisz każdy przeżywa to bardzo podobnie tongue szkoda, że nikt jeszcze nie wynalazł cudownego lekarstwa na taki stan, ja chyba byłabym pierwszą klientką tongue

Pozdrawiam i powodzenia big_smile

14 359

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Mam nadzieje że u mnie pójdzie to dość szybko, bo ta dziewczyna naprawdę wiele złego mi wyrządziła i nigdy nawet jak z nią byłem jej nie idealizowałem, a tym bardziej teraz. I w głębi zakamarków serce ciesze się chyba że nie spieprzy mi reszty życia swoją "niedobrą" osobą.

14 360

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Bolid napisał/a:

Nie wiem kurde, mam takie wrażenie, że nie dam rady się z tym pogodzić po takim rozstaniu i cały czas będę mieć jakąś pieprzona nadzieje że wróci, chociaż ja wiem i rozum mi mówi że nie mógłbym z nią być po tym wszystkim. Ciężka sprawa wink.

Dasz radę... inni dali, to i Ty dasz sobie radę z tymi emocjami. Najważniejsze to uzmysłowić sobie jakie emocje w Tobie są i się od nich oddzielić. Pozwolić im swobodnie przepływać i nie kontrolować ich, nie wchodzić w nie. Wtedy szybciej one osłabną na tyle, że możliwe będzie normalne funkcjonowanie.

Bolid napisał/a:

I sporo już się naczytałem przez te 3 czy 4 tygodnie (nawet nie wiem ile, czas mi się sprasował przez to wszystko...). Czytanie forum mi pomaga i te same lub podobne schematy w przeżyciach innych ludzi.

Podałem Ci dobrą lekturę z przykładami. Zacznij od tamtego wątku...

Bolid napisał/a:

Czekam aż to zdrowy rozsądek i mózg przejmie władzę nad tym, bo póki serce i emocje trzymają lejce to nie ukrywam że jest ciężko.

Jeżeli nie zaczniesz działać, to jeszcze Masz czekania jakieś siedem miesięcy. Nie szkoda Ci czasu? 

Bolid napisał/a:

Mam nadzieje że u mnie pójdzie to dość szybko, bo ta dziewczyna naprawdę wiele złego mi wyrządziła i nigdy nawet jak z nią byłem jej nie idealizowałem, a tym bardziej teraz. I w głębi zakamarków serce ciesze się chyba że nie spieprzy mi reszty życia swoją "niedobrą" osobą.

Przywiązała Ciebie tym, że wyrządziła Ci wiele złego? To jest z tobą gorzej niż przypuszczałem. Weź się za czytanie tamtego wątku...

Posty [ 14 301 do 14 365 z 14 840 ]

Strony Poprzednia 1 … 219 220 221 222 223 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026