netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

14 839 odpowiedzi786 085 wyświetleńzałożony przez hera.1, 24.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Strony Poprzednia 1 … 218 219 220 221 222 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 236 do 14 300 z 14 840 ]

14 236

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
margo86 napisał/a:

Czesc Beatko. Musisz być silna i jak najmniej ulegac stresom ze względu na dzieciaczka którego w sobie nosisz... Choć wiem, że larwiej mówić/pisać a trudniej zrobić...

Jakas straszna tu cisza..

z tym że mam być silna to różnie bywa ... raz jestem i mowie sobie " nie chce być więcej z tobą, będzie nam lepiej bez ciebie"a w drugiej chwili płacze i proszę Boga żeby on znów wrócił do nas ... żeby był ... / sama nie wiem jak by staną w drzwiach co bym zrobiła ... pewnie rzuciła bym mu się na szyje ... na pewno.


Mam pytanie ; długo może utrzymywać się taki stan ?? ile czasu potrzeba żeby nauczyć się z tym bólem życ ?

14 237

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Obawiam się Beatko że nie ma scisle określonego czasu... Każdemu w zależności od charakteru, sytuacji i wielu innych czynników zajmuje dojście do siebie różny okres... U mnie mijajac2 lata jak mieszkam sama... 5 miesięcy praktycznie bez kontaktu a zdarza mi się myśleć czy zatesknic ake coraz mniej,,, coraz rzadziej,, coraz,mniej boli.. Więcej rozumiem więcej wiem...

Zaczęłam chodzić na randki, ale jak to mówią z wiekiem wymagania rosną a szansę maleją... Dziwni Ci faceci wokół, a samotnosc zaczyna mi doskwierac,,,jak sobie z nią radzić?

14 238

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam wszystkich,moja sytuacje opisuje w swoim watku.Ale chcialbym i tu byc z wami,bo po niby moim zwycięstwie,nie odpisywaniu,nie odpowiadaniu,mam parę dni taki dol ze mi sie żyć nie chce.Wszyscy mnie tam na moim watku chwala jaki to ja stanowczy,jaki konsekwentny,a ja jestem slaby,bardzo slaby.Swieta mnie dobijają,nie mogę przestać myśleć o niej,wiem ze jak sie cofne o pól kroku,to polegnę jeszcze bardziej.Co zrobić z ta świadomością,ze to juz koniec,ze jak ulegnę,jak wybaczę,jak kurcze sie z nią spotkam (obiecalem jej to) to będę zalowal.Swieta,byly zyczenia przez sms i tyle.Ale co zrobić jak czlowiek tak strasznie teskni,tak okropnie w glowie ma obraz tej osoby.Myslalem ze najgorsze za mna,ze jestem kozak,a ja po prostu tesknie.Nienawidze i kocham zarazem.Brzydze sie i pozadam,to chore.Myslalem ze najgorszy pierwszy tydzień,ale minal ponad miesiąc,a ja sie cofam.Kurcze co ze mna jest.Jak to zrobić by nie zlamac sie mimo wszystko.Mam tak:jedna myśl,a niech tam wybaczę spotkam sie spróbujemy jescze raz,zaraz potem druga:nie rob tego chlopie niech Cię reka boska broni.Czy będzie kiedyś normalnie?

14 239

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
JoyDivision napisał/a:

Witam wszystkich,moja sytuacje opisuje w swoim watku.Ale chcialbym i tu byc z wami,bo po niby moim zwycięstwie,nie odpisywaniu,nie odpowiadaniu,mam parę dni taki dol ze mi sie żyć nie chce.Wszyscy mnie tam na moim watku chwala jaki to ja stanowczy,jaki konsekwentny,a ja jestem slaby,bardzo slaby.Swieta mnie dobijają,nie mogę przestać myśleć o niej,wiem ze jak sie cofne o pól kroku,to polegnę jeszcze bardziej.Co zrobić z ta świadomością,ze to juz koniec,ze jak ulegnę,jak wybaczę,jak kurcze sie z nią spotkam (obiecalem jej to) to będę zalowal.Swieta,byly zyczenia przez sms i tyle.Ale co zrobić jak czlowiek tak strasznie teskni,tak okropnie w glowie ma obraz tej osoby.Myslalem ze najgorsze za mna,ze jestem kozak,a ja po prostu tesknie.Nienawidze i kocham zarazem.Brzydze sie i pozadam,to chore.Myslalem ze najgorszy pierwszy tydzień,ale minal ponad miesiąc,a ja sie cofam.Kurcze co ze mna jest.Jak to zrobić by nie zlamac sie mimo wszystko.Mam tak:jedna myśl,a niech tam wybaczę spotkam sie spróbujemy jescze raz,zaraz potem druga:nie rob tego chlopie niech Cię reka boska broni.Czy będzie kiedyś normalnie?

Jedyne co Cie może "odstraszyć" od myśli o powrocie - na rozum, a zarazem kompletnie nie przemówi do Twojego serca, to fakt, że w obecnym stanie emocjonalnym jakikolwiek powrót zakończy się na 99% kolejnym rozstaniem, tym razem być może ostatecznym. Jesteś zbyt słaby by stawiać warunki, stawiać granice - zbyt złakniony by "po prostu było znów dobrze", najchętniej zamiótłbyś to co było pod dywan, prawda? wink
Ale nie wyrzucaj sobie tego, to bardzo typowe, klasyczne - ludzkie.
Tyle że łatwo jest doradzać stojąc z boku, a Ty najwidoczniej nie odrobiłeś waszej "lekcji" do końca, potrzebujesz tego powrotu podświadomie by móc do końca zrozumieć co się wydarzyło i przekonać się, sparzyć itd. - ale doświadczyć tego, by móc odejść w 100% pewnym, że to się nie mogło udać.
Chyba że się uda wink

Dlatego ja nie jestem zwolennikiem heroicznej walki ze sobą, ze swoimi emocjami, kiedy nie jest się gotowym. A męki które przeżywasz świadczą, że nie jesteś gotowy by patrzeć na to co było z dystansem, być może potrzebujesz jeszcze raz się sparzyć, być może mocniej by przeskoczyły w mózgu klapki, które uniemożliwią powrót do tego myślenia co teraz- zamkną świat iluzji (choć bardzo boleśnie), a pomogą otworzyć się na racjonalizm.

Pamiętaj, że cokolwiek zrobisz, nie katuj się za to potem - traktuj to jako lekcję, która domaga się odrobienia - inaczej nie czułbyś tego co teraz, bo na zakończone zadania patrzy się już tylko z sentymentem i/lub delikatnym wspomnieniem bólu w sercu, ale nie spala emocjonalnie i nie myśli obsesyjnie o rozwiązaniach.
Powodzenia

14 240

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dzięki,wiecie lapie sie na tym ze jakby czekam aż wrócę z zagranicy i sie z nią spotkam.A jak będzie ze mna tak jak teraz w tej chwili,to polegnę rozloze sie przed nią na łopatki,taki twardy taki nie ustepliwy,a padnę i będę ryczal.Dzieki Bogu ze mam to forum,to mogę tu wszystko napisać.Kurcze tyle roboty na nic,tak sie trzymalem w tym moim uporze i konsekwencji,a jestem rozwalony.Nie nie napisze,nie zadzwonię,nie mogę.Wczoraj bylem u kolezanki z pracy,po śniadaniu świątecznym z rodzina,taki spacer w deszczu,potem w domu na herbatce,naprawdę super laska,ale nie dotknal bym jej,nie potrafilbym.Laska nieziemska,a ja bym jej nie dotknął.Czy kiedyś będę potrafil.Pomyslicie ze sie mazgaje,dobra staralem sie byc twardy,ale nieraz nie umiem,po prostu k..... nie umiem nad tym zapanować,a chcialbym jak niczego na świecie.

14 241

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Tu nikt się nie śmieje i nie ciśnie komus, że ktos cierpi. W końcu ludzie tutaj nie przychodzą pogadać o pierdołach, tylko o bólu i cierpieniu.
Z własnego doświadczenia, a mam już w sumie 3 miesiące od rozstania za sobą, powiem Ci, że dopiero od dwóch tygodni w pełni odżyłem. Fakt, też po miesiącu poznałem super laskę, na siłę chciałem żeby było okej, całowałem się z nią jednoczesnie łzy mi leciały, i ogarniała mnie wściekłość na moją ex, że to nie jest ona. Wtedy uświadomiłem sobie, że nic na siłę, trzeba czasu. Teraz dopiero bez większego oporu flirtuję z dziewczynami, buziaki, te sprawy i nic nie dreczy mnie, jest okej. Teraz czekam tylko, żeby w pełni otworzyć się na nowy związek, a wiem, że niedługo to nastąpi. Ciesz się stary, że tak podchodzisz do sprawy i tak masz w głowie, niż jakbyś ładował się w związki łatwo, po to by mieć plasterek po utraconej miłości. I tylko by niewinne osoby cierpiały przez to. A tak masz jakiś system obronny. Miesiąc to krótko bardzo żeby człowiek się w pełni pozbierał.

14 242

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Życzliwy to najpierw zaczne od ciebie big_smile

Co ty chrzanisz hm?
Ja czytałam rano dzisiaj twój post jak nawalony napisałeś big_smile
Ciągle piszesz to samo, chwilami to zachowujesz sie gorzej niż kobieta w ciąży..
Masz takie jazdy w główce..
Tu niby wszystko ok ale...
Gdyby było tak pieknie i kolorowo to już dawno bys z inną dziewczyną spotykał sie..
Ale tak nie jest i ciągle ale to ciągle ten sam temat Ex Ex Ex..

Joy a teraz ty smile

Wiesz o tym że im bardziej próbujesz tym gorzej wychodzi ...
A moze przestan w koncu próbowac i robic dobrą mine do złej gry..

Dajcie sobie chłopaki czas... Nic na siłe... Jak czasami was czytam to tak strasznie próbujecie być twardzi..

14 243

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Napisz mi lopatologicznie,mam sie nie buntować ze tak sie ze mna dzieje?Pytam powaznie.Mam do niej zadzwonić,ja tego nie zrobie,choćbym dnia nie przezyl to tego nie zrobie.

14 244

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ok Joy chcesz sie buntować, no to sie buntuj..
Tylko popatrz co sie z tobą dzieje..
Raz jest na górze, raz na dole...
Jak jest w miare dobrze, masz co robic,duzo zajec to jestes twardy nieugięty..
Super..
Ale przychodzi jeden moment, mała chwilka, coś co ci o niej przypomni i szlak trafia to wszystko..
Wracasz do punktu wyjścia

14 245

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wiesz co Joy, ja myślę, że Monice chodzi o to, żeby przyznać samemu przed sobą, że czasem jest/będzie trudno i beznadziejnie.

Super, że się trzymałeś tak dzielnie, ale może tak się "nakręciłeś" w tym postrzeganiu siebie w tej sytuacji jako silnego, konsekwentnego i dającego radę, że nie dopuściłeś myśli, że może przyjść gorszy moment. Te momenty są normalne i jak najbardziej będą się zdarzać, sama właśnie takowy przechodzę, grunt, to zaakceptować te gorsze chwile jako nieodłączny element "zdrowienia".

Jak pisałam w wątku Icemana, dziś czuję się do niczego, mam załamkę na 200% i co? mam się iść i zbłaźniać przed byłym? Nie, dziś odchoruję, jeszcze nie raz się dziś popłaczę, ale z pomocą osób z forum jakoś ten dzień przetrwam.
Dziś upadłam, jutro wstanę, otrzepię kolanka i pójdę dalej:)
Pamiętaj - siła w słabości się doskonali.

Jutro będzie lepiej...

14 246 Ostatnio edytowany przez JoyDivision (2014-04-21 19:00:52)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Widzisz w takich dniach to ja sie mogę buntować.Tak sie zbuntowalem ze pisze tutaj,taki jestem bezsilny.Tylko czemu to tak cholernie boli.Czy są tacy ludzie po których to splywa?Ale ja im zazdroszczę.Sam sie wpakowalem tak czuje w tej chwili.Pokazalem jej ze nie ustąpię,ze mam lekko na nią wyj....ne i nie mogę sie cofnąć choćby o krok.Jak ja bym wygladal potem,jak bym sobie w lustro spojrzal.Ale w tej chwili,powtarzam w tej chwili,bo mam nadzieje ze będzie lepiej,jakby mi napisala ze juz przemyslala,ze nie ma sensu,to juz po mnie by bylo wtedy.Niby postanowilem ze juz nie chce,ze juz mam to gdzieś,ale przychodzi taki moment ze wymiękam,jestem jak galareta i wszystko bym dal żeby bylo jak dawniej.Kurcze juz pisze jak pijany normalnie,nie chce juz nic od niej,a ja ja dalej kocham.Siebie nie oszukam.Co bym tu nie pisal jaki jestem niesamowity,ale ja dalej tesknie,kocham.To jest silniejsze ode mnie.Wszystko mi sie przypomina,wszystko.Jej gębą,glos,powiedzonka,piosenki,smiech.Nie zycze jej źle,ale chyba by bylo lepiej,jakbym wiedzial ze wyjechala do Australii i nie wróci.Nie proszę abyście mi pomogli w powrocie,pisze tylko i wyłącznie o swoich uczuciach,opisuje stan w którym sie znajduje.

14 247

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Monika7676,

A to gorszej chwili raz na jakiś czas mieć nie można? To ja już super wyleczony byc powinienem? To że przedstawiam wszystko w sposób jak kobieta w ciąży, to jest dla mnie element terapii, wyrzucenia wszystkich myśli jakie aktualnie mam w głowie, przez to zaczyna się porządek w mojej głowie, gdyż "już powiedziałem te złe rzeczy, więc nie muszą już mi dupy zawracać".

Chyba nie czytasz do końca mojego tematu, dziewczyn jest multum wokół mnie, ale od zawsze byłem wybredny. Jak dotąd od rozstania jedna dziewczyna wpadła mi w oko, nie wyszło nam, gdyż ona kocha swojego byłego nadal i nie prędko się odkocha z tego co widzę. Skoro cierpie z powodu rozstania z dziewczyną, na tym forum nie opisuje z czego dzisiaj dostałem piątkę w szkole, tylko o całej sprawie z moją ex, to logicznie że jest, że występuje EX, EX, EX.

14 248

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Pytasz czy są ludzie po których "wszystko spływa", to Ci odpowiem, że są i niewykluczone niestety, że przez dłuższy czas po tym co przeszedłeś staniesz się jednym z nich, wiesz dlaczego?
Tak się dzieje w przypadku osób, które nie chcą przejść żałoby po związku do końca i potrafią całymi latami analizować co się wydarzyło x lat temu, nie potrafiąc pogodzić się z "porażką" - w ich mniemaniu, bo ego rozstanie zawsze traktuje jako porażkę (odrzucenie = bycie nie dość dobrym przecież- z tej perspektywy..ego innych nie dostrzega), dlatego takie osoby zniszczą każdy nowy związek, bo podświadomie będą pragnęły jeszcze raz przejść przez stary, ale tym razem INACZEJ, bo z większa wiedzą, świadomością siebie i doświadczeniem, etc. Ergo: Nigdy nie będą w stanie się zaangażować w nowy związek tak jak w poprzedni, nie ze strachu przed powtórką nawet bo odrzucenie już tak mocno nie zaboli jak za 1 razem bo sobie na to nie pozwolą nie angażując się big_smile (błędne koło), tylko będą wiecznie stwarzać sobie w głowie alibi, że "mają niezamknięty rozdział" , "nie są gotowi do związku", etc. -i różne tego typu wymówki, byleby tylko nie przyznać przed samym sobą, że tak naprawdę NIE CHCĄ uciąć pępowiny z ex (ta pępowina to również nienawiść, żal, wszelkie złe emocje - w końcu to taka sama energia jak te dobre, baa -nawet trzyma mocniej) i wtedy zrywając/kończąc swoje nowe związki nie-związki, będziesz miał wywalone..Tylko czy jest takim osobom czego zazdrościć.
To chodzące kaleki emocjonalne, takie Zombie.. którym wydaje się, że mają wszelkie prawo do takiego zachowania, skoro sami kiedyś zostali zranieni.
Więc ciesz się z tego, że potrafisz przeżywać, że potrafisz COŚ czuć- mimo, że dziś wydaje Ci się to największym przekleństwem, przegrasz dopiero wtedy jak nie będziesz umiał nic czuć raniąc ludzi wokół i odchodząc bez większych emocji..

14 249

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
JoyDivision napisał/a:

Widzisz w takich dniach to ja sie mogę buntować.Tak sie zbuntowalem ze pisze tutaj,taki jestem bezsilny.Tylko czemu to tak cholernie boli.Czy są tacy ludzie po których to splywa?Ale ja im zazdroszczę.Sam sie wpakowalem tak czuje w tej chwili.Pokazalem jej ze nie ustąpię,ze mam lekko na nią wyj....ne i nie mogę sie cofnąć choćby o krok.Jak ja bym wygladal potem,jak bym sobie w lustro spojrzal.Ale w tej chwili,powtarzam w tej chwili,bo mam nadzieje ze będzie lepiej,jakby mi napisala ze juz przemyslala,ze nie ma sensu,to juz po mnie by bylo wtedy.Niby postanowilem ze juz nie chce,ze juz mam to gdzieś,ale przychodzi taki moment ze wymiękam,jestem jak galareta i wszystko bym dal żeby bylo jak dawniej.

Wiesz, że już nigdy nie będzie jak dawniej? Im szybciej zdasz sobie z tego sprawę, tym lepiej. To tylko nasza wyobraźnia podpowiada nam, że to możliwe, a prawda jest taka, że NIE DA SIĘ COFNĄĆ CZASU ANI ZŁA, KTÓRE SIĘ STAŁO NASZYM UDZIAŁEM i nic już nie będzie takie jak było - i tak, jesteś wobec tego bezsilny, zaakceptuj to.

Pewien dobry duszek tego forum napisał mi w prywatnej wiadomości, że trzeba przejść wszystkie etapy żałoby po straconej osobie, nie wolno niczego przyśpieszać, boli, wiem, wszystkich nas boli, ale w tej sytuacji zwróć się do kogoś, wyżal się, wylej ten żal i smutek komuś, albo tu na forum, a zobaczysz ciśnienie trochę Ci spadnie, poczujesz się lepiej. Mi przynajmniej pomaga jak z kimś o tym pogadam.

14 250

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Życzliwy to krótko i na temat..
Po pierwsze zejdz troche z tonu..

A teraz konkretnie, czy to aby nie są twoje słowa ?

"Ja pieprze, jestem słaby, skoro przez rozstanie, sam siebie doprowadziłem do takiego stanu i nie wiem jak z tego wyjść. Niby było już okej, ale stworzył się kolejny problem - imprezy, chlanie, narkotyki. "

Potem dalej piszesz...

"Z własnego doświadczenia, a mam już w sumie 3 miesiące od rozstania za sobą, powiem Ci, że dopiero od dwóch tygodni w pełni odżyłem. "

I to miałam na mysli pisząc,ze jestes jak kobieta w ciąży..Nigdzie nie napisałam,że masz być wyleczony od tak juz. I to ze są takie stany jest oczywiste..I wyobraz sobie ze czytam twoj wątek...Czytam jak raz piszesz ze masz na wszystko wyje...a za chwile że jest ciężko..I wiesz co jest najgorsze? Że jak najbardziej ciebie rozumiem i jestem daleka od krytyki.. A wspomnienie porannego wpisu no cóż...przeczytałam i uśmiechnełam sie sama do siebie.. Porównałam was, bo chyba jestescie w podobnym wieku, podobnej sytuacji.. I reagujecie tak samo.. Choć leczycie sie inaczej..

14 251 Ostatnio edytowany przez JoyDivision (2014-04-21 19:28:59)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Tak mam zal,mam ogromny zal,nie tak mialy wygladac te swieta,nic nie mialo tak wyglądać.Mowila nigdy z Ciebie nie zrezygnuje i teraz co zostalo.Ja glupi lykalem wszystko ,pokroić bym sie dal za nią,a ona mi pewnego dnia wyskakuje ze ma innego.Dobrze ze przynajmniej sie nie zatracilem,ze mam znajomych hobby.Jak mam to wszystko przeboleć (wyjscia nie mam).Od paru dni,idę po mieście,patrze o tu w kinie bylismy caly film sie calowalismy,o tutaj ja przez kaluze nioslem,o tutaj pierwszy raz powiedzialem ze ja kocham,to wszystko jest wokól mnie.Gdzie nie pójdę to wszystko wraca szczególnie ostatnio.Patrze na kobiete i jestem zly ze to nie ona,tak sie dluzej nie da.Tak bylo fajnie,co ja zrobilem nie tak?Jest mi tak smutno.Nakrecam sie?Tak,ale ja nie umie przestac.Dobra jestem dzis zalamany,jestem przyznaje sie,ale będę pisal tu bo do niej nie napisze.

14 252

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wiem, jest ch.jowo, ale co możesz zrobić? co zmieni fakt, że się do niej odezwiesz?
Zastanów się... czy jesteś w stanie śmiać się z nią beztrosko jak kiedyś?
byłbyś w stanie na nowo zaufać? otworzyć się tak jak dotychczas?
Chcesz osobie, która się Tobą zabawiła znowu oddać wszystko? paść na kolana przed tą, która Cię pogrążyła?

Wydaje mi się, że do Ciebie dopiero trafia ta smutna prawda:( do tej pory chyba sądziłeś, że metoda zero kontaktu zdziała cud i nadal będziecie żyć jak w bajce...czy nie jest troche tak?

Miej swój żal, wkurw i wszystko inne,  musisz te złe emocje przerobić, bez nich nie pójdziesz dalej. Ale jak już będziesz je mieć chociażby częściowo oswojone..to zobaczysz świat na nowo:)

14 253

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
leni_83 napisał/a:

Wiem, jest ch.jowo, ale co możesz zrobić? co zmieni fakt, że się do niej odezwiesz?
Zastanów się... czy jesteś w stanie śmiać się z nią beztrosko jak kiedyś?
byłbyś w stanie na nowo zaufać? otworzyć się tak jak dotychczas?
Chcesz osobie, która się Tobą zabawiła znowu oddać wszystko? paść na kolana przed tą, która Cię pogrążyła?

Wydaje mi się, że do Ciebie dopiero trafia ta smutna prawda:( do tej pory chyba sądziłeś, że metoda zero kontaktu zdziała cud i nadal będziecie żyć jak w bajce...czy nie jest troche tak?

Miej swój żal, wkurw i wszystko inne,  musisz te złe emocje przerobić, bez nich nie pójdziesz dalej. Ale jak już będziesz je mieć chociażby częściowo oswojone..to zobaczysz świat na nowo:)

Dzięki ze jestescie.

14 254 Ostatnio edytowany przez JoyDivision (2014-04-21 19:50:17)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Tak tak myslalem,zero kontaktu i zadzialalo.Tylko czy mi z tym lepiej?Za czym ja tesknie?To chyba jest tak jak piszesz,nie da sie aby bylo po staremu.Jak napisalem kocham i nienawidze.Chyba tak dociera do mnie to ze juz nigdy nie będzie tak jak bylo,jakby wrocila zawsze bym pamietal tamten dzien,jak beznamiętnym glosem mi oznajmila ze sie z kims spotyka i przeprasza.To tak na logikę,ale czemu mi z takim trudem przychodzi uświadomienie sobie tego,czemu tak tesknie?Aż mi wstyd przed samym sobą.I w końcu czemu to tak dlugo trwa.Bylo juz niezle,potrafilem sie smiac i nie myslec,a tu masz przychodzi chwila i jestem rozlozony przez parę dni.Dzisiaj was zamecze trudno,moze przyjdzie moment ze będę sie z tego smial.Dzisiaj mam wrażenie ,ze jest mi trudniej niż na początku w pierwszych dniach.

14 255 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-04-22 00:27:07)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Monika7676 napisał/a:

Życzliwy to krótko i na temat..
Po pierwsze zejdz troche z tonu..

A teraz konkretnie, czy to aby nie są twoje słowa ?

"Ja pieprze, jestem słaby, skoro przez rozstanie, sam siebie doprowadziłem do takiego stanu i nie wiem jak z tego wyjść. Niby było już okej, ale stworzył się kolejny problem - imprezy, chlanie, narkotyki. "

Potem dalej piszesz...

"Z własnego doświadczenia, a mam już w sumie 3 miesiące od rozstania za sobą, powiem Ci, że dopiero od dwóch tygodni w pełni odżyłem. "

O widzisz, nie do końca dostrzegasz to o czym mówię. Tak, jest mi dzisiaj cholernie ciężko, pierwszy raz od tych dwóch tygodni. Chwila załamania, bo byłem już super uleczony i nagle złapał mnie ten dół, to dno. To, że imprezuje, chlanie, dziewczyny ma dwie strony medalu, pierwsza jest taka, że dostrzegam inne dziewczyny, nie krępuje się, nie hamuje, nic. Minus jest taki, że za dużo tego, nie jestem typem mega imprezowicza, a ostatnio dużo tych imprez było. Źle się z tym czuje, bo z alkoholem miałem przygodę i nie chcę do tego wracać.

JoyDivision dziwie się, że dopiero teraz Cie to złapało, a nie wcześniej. Powiem Ci szczerze, że to łapie i łapac jeszcze będzie, z tą różnicą, że łapie coraz rzadziej i w sumie szybciej schodzi i jest mniej intensywne, ale jednak. To, że teraz tak przeżywasz wydaje mi się efektem tego, że Twoja sprawa nie jest rozstrzygnięta, teraz musisz Ty decyzje podjąć, nie jest to dla Ciebie łatwe, bo z jednej strony rozum z drugiej strony serce walczy, więc jest i będzie ciężko. Na pewno decyzja którą podejmiesz będzie słuszna, ale do tego czasu męczarnia murowana, bo powiedziałeś jej, że potrzebujesz czasu, czasu na co? Na przemyślenie, a więc zobligowany jesteś do myślenia o tym, im więcej myslisz, tym bardziej rozdrapujesz to wszystko, tym więcej emocji, tym więcej wszystkiego. Stąd takie słabości u Ciebie. Podejmiesz decyzję i jak ręką odjął wszystko pójdzie wet.

14 256

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
leni_83 napisał/a:
JoyDivision napisał/a:

Widzisz w takich dniach to ja sie mogę buntować.Tak sie zbuntowalem ze pisze tutaj,taki jestem bezsilny.Tylko czemu to tak cholernie boli.Czy są tacy ludzie po których to splywa?Ale ja im zazdroszczę.Sam sie wpakowalem tak czuje w tej chwili.Pokazalem jej ze nie ustąpię,ze mam lekko na nią wyj....ne i nie mogę sie cofnąć choćby o krok.Jak ja bym wygladal potem,jak bym sobie w lustro spojrzal.Ale w tej chwili,powtarzam w tej chwili,bo mam nadzieje ze będzie lepiej,jakby mi napisala ze juz przemyslala,ze nie ma sensu,to juz po mnie by bylo wtedy.Niby postanowilem ze juz nie chce,ze juz mam to gdzieś,ale przychodzi taki moment ze wymiękam,jestem jak galareta i wszystko bym dal żeby bylo jak dawniej.

Wiesz, że już nigdy nie będzie jak dawniej? Im szybciej zdasz sobie z tego sprawę, tym lepiej. To tylko nasza wyobraźnia podpowiada nam, że to możliwe, a prawda jest taka, że NIE DA SIĘ COFNĄĆ CZASU ANI ZŁA, KTÓRE SIĘ STAŁO NASZYM UDZIAŁEM i nic już nie będzie takie jak było - i tak, jesteś wobec tego bezsilny, zaakceptuj to.

Pewien dobry duszek tego forum napisał mi w prywatnej wiadomości, że trzeba przejść wszystkie etapy żałoby po straconej osobie, nie wolno niczego przyśpieszać, boli, wiem, wszystkich nas boli, ale w tej sytuacji zwróć się do kogoś, wyżal się, wylej ten żal i smutek komuś, albo tu na forum, a zobaczysz ciśnienie trochę Ci spadnie, poczujesz się lepiej. Mi przynajmniej pomaga jak z kimś o tym pogadam.

Cóż za ruch na forum - nareszcie

Jak w zacytowanej wiadomości napisano- nie da się cofnąć czasu... JA też przeżywam od 2 dni totalny dół... I tyke razy miałam ochite się do niego odezwać, ale czy można kogoś zmusić do bycianz nami? Mam wrażenie że jestem ofiarą własnej wyobraźni, wydaje mi się ze ueszcze mogłoby być jak dawniej.., pamiętam te najlepsze chwilę, ale przecież nie chce być krytykowana na każdym kroku... Więc o co mi chodzi? Czemu wydaje mi siemze on jest mi tak potrzebny?..

14 257

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

To chyba jest efekt tego, że oddajemy w pełni swoje życie drugiej osobie. Tak jak pies, całe swoje życie oddaje właścicielowi. Jak właściciel go wyrzuca z domu to taki pies nie wie jak się zachować, jak funkcjonować. Tak samo jest z nami, bo trzeba żyć na nowo, bez wsparcia tej drugiej osoby, to jest ten mankament. Dlatego silnie dążymy do znalezienia błedu, bo z jakiegoś powodu tak się stało a nie inaczej, próbujemy wrócić, błagamy, prosimy, później dochodzą te wspomnienia, które zadają dodatkowy cios i ot co, taka historyjka. Szkoda, że tak bardzo jak kochamy tę drugą osobę, nie potrafimy zgodzić się z ich decyzją - nie chcesz mnie, okej, szanuje Ciebie i Twoją decyzję i niechaj tak się stanie i puff. tongue

14 258

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Trzeba powolutku uczyć się żyć bez tego drugiego człowieka. Ja dopiero zaczynam się do tego przyzwyczajać. Jeszcze ciągle mówię o nim mój mąż. Jeszcze ciągle bardzo mnie boli, wszystko co zrobił i nadal robi. Ale dzień po dniu próbuję składać to moje życie od nowa. Jak wielkie puzzle. Staram się uśmiechać mimo wszystko. Muszę być silna i jestem. Mam dzieci, mam dla kogo żyć. Kiedyś znowu będę żyć też dla siebie. Teraz każda motywacja jest dobra, żeby rano wstać, umyć zęby i pójść do pracy. Jest bardzo ciężko, ale z każdym dniem lepiej. Jeśli wpadam do czarnego doła, biorę psa i idę z nim na spacer do lasu. Drzewom można wykrzyczeć swój gniew i ból, one nikomu nie powiedzą o mojej słabości. Potem wracam do domu, a moi chłopcy, o nic nie pytają, tylko robią mi kubek gorącej herbaty i wszystko mija.

14 259

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Elle88 napisał/a:

Pytasz czy są ludzie po których "wszystko spływa", to Ci odpowiem, że są i niewykluczone niestety, że przez dłuższy czas po tym co przeszedłeś staniesz się jednym z nich, wiesz dlaczego?
Tak się dzieje w przypadku osób, które nie chcą przejść żałoby po związku do końca i potrafią całymi latami analizować co się wydarzyło x lat temu, nie potrafiąc pogodzić się z "porażką" - w ich mniemaniu, bo ego rozstanie zawsze traktuje jako porażkę (odrzucenie = bycie nie dość dobrym przecież- z tej perspektywy..ego innych nie dostrzega), dlatego takie osoby zniszczą każdy nowy związek, bo podświadomie będą pragnęły jeszcze raz przejść przez stary, ale tym razem INACZEJ, bo z większa wiedzą, świadomością siebie i doświadczeniem, etc. Ergo: Nigdy nie będą w stanie się zaangażować w nowy związek tak jak w poprzedni, nie ze strachu przed powtórką nawet bo odrzucenie już tak mocno nie zaboli jak za 1 razem bo sobie na to nie pozwolą nie angażując się big_smile (błędne koło), tylko będą wiecznie stwarzać sobie w głowie alibi, że "mają niezamknięty rozdział" , "nie są gotowi do związku", etc. -i różne tego typu wymówki, byleby tylko nie przyznać przed samym sobą, że tak naprawdę NIE CHCĄ uciąć pępowiny z ex (ta pępowina to również nienawiść, żal, wszelkie złe emocje - w końcu to taka sama energia jak te dobre, baa -nawet trzyma mocniej) i wtedy zrywając/kończąc swoje nowe związki nie-związki, będziesz miał wywalone..Tylko czy jest takim osobom czego zazdrościć.
To chodzące kaleki emocjonalne, takie Zombie.. którym wydaje się, że mają wszelkie prawo do takiego zachowania, skoro sami kiedyś zostali zranieni.
Więc ciesz się z tego, że potrafisz przeżywać, że potrafisz COŚ czuć- mimo, że dziś wydaje Ci się to największym przekleństwem, przegrasz dopiero wtedy jak nie będziesz umiał nic czuć raniąc ludzi wokół i odchodząc bez większych emocji..

Przeczytałem x2 bardzo mądre i trafne. Pół roku temu mnie zostawiła, a miałem wtedy nadzieje ze będzie już tą ostatnią do końca. Teraz mogę się tylko cieszyć ze nic z tego nie wyszło.  Parę tygodni później trafiłem tutaj do tego "szpitala złamanych serc". Pomogło, pomogli ludzie tutaj przetrwać. Tym co właśnie przechodzą te ciężkie chwile mogę powiedzieć że nie ma innego sposobu jak wytrzymać. Też dałbym sobie wtedy rękę odciąć żeby ona chciała wrócić tylko teraz jak na to patrzę to bardzo wątpię że na dobre by mi to wyszło no chyba ze ona by zmieniła swoje egoistyczne podejście. Najważniejsze nie prosić ex o powrót, nie błagać i się poniżać  bo raz nie da to spodziewanego efektu, dwa działamy na swoja niekorzyść. Zacisnąć zęby i czekać inaczej się nie da. Czy jestem gotowy na nowy związek ? Tak, teraz już z całą pewnością, problem że w tym wieku nie jest już tak łatwo kogoś poznać i to jest gorsze niż rozpad byłego związku bo tak właściwie to żałować nie mam czego.

14 260

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie!
Jestem tutaj nowa. Siedzę od kilku dni... a nawet tygodni i czytam, szukam sposobu by ukoić ból. W końcu postanowiłam opowiedzieć moją historię - mam nadzieję, że będzie mi choć trochę lepiej.

Z moim mężem znamy się od 10 lat od 5 lat jesteśmy małżeństwem. 1,5 miesiąca temu odkryłam że ma kochankę w pracy. Że mnie zdradza domyśliłam się po różnych jego zachowaniach i wprost zapytałam. I stało się!!! Usłyszałam to czego tak bardzo się obawiałam - ma romans od (uwaga!!!) 3 tygodni. Pomyślałam - świeża sprawa, więc może da się to naprawić dla naszego 9 miesięcznego dziecka. To co działo się później to istna tragikomedia. Po zdemaskowaniu mieszkał z nami jeszcze 2 tygodnie i wieczorami wychodził do niej. Pytał jak to możliwe że tak szybko odkryłam jego romans... Oboje nie potrafili tego zrozumieć. Na Boga! jeżeli mąż zabrał mnie na wspólny wyjazd ze swoją kochanką i znajomymi to trudno było się nie domyśleć! Mniejsza o szczegóły. Mam wspaniałą pamiątkę z tego wyjazdu... zdjęcie : ja, mój mąż i jego kochanka w objęciach hahaha. Żenada! Po tym wszystkim zapytał czy może obrączkę zatrzymać żeby w pracy się nie domyślili bo mu się PR w pracy zepsuje. Wyprowadził się do siostry bo jak widać kochanka nie chce w domu żonatego i teraz strasznie naciska na rozwód. Oczywiście chce sprawiedliwości i będę walczyć o rozwód z orzekaniem o jego winie. Kiedy ja siedziałam w domu z dzieckiem (jestem na macierzyńskim) on dobrze się bawił naszym kosztem. Na końcu dowiedziałam się że wcale tego dziecka nie chciał... żałuję że w gębę mu nie dałam za synka sad (co niby niepokalane poczęcie??)

Nie potrafię zrozumieć jak w 4 tyg można przekreślić 10 wspólnych lat i zrujnować życie swoje moje i dziecka. Najgorsze są wieczory gdy mały już śpi... ta cisza, pustka. Nie wiem co ze sobą zrobić...
Jak poradzić sobie z tym bólem, łzy same lecą pomimo że się uśmiecham do dziecka. Wszyscy mówią że jestem silna, młoda, inteligenta i na pewno dam radę. A ja po prosu boję się jutra... nie wiem gdzie wyląduję z dzieckiem (mieszkanie na kredyt musimy sprzedać), co mu powiem gdy zapyta "dlaczego był mniej ważny od innej kobiety?" Całe zaufanie, wiara w ludzi, poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości legło w gruzach. Czuję się jakbym oglądała kiepski film, jakbym patrzyła na czyjeś życie...
Parę dni bez jego osoby, beż tel, bez smsów i staję na nogi, jakoś funkcjonuję i wtedy przychodzi po synka i wszystko wraca!! To jak ciągle rozdrapywanie rany!! Czasami wołałabym żeby zniknął na jakiś czas... żebym mogła stanąć na nogi dla synka.
Powiedzcie jak to wszystko przeżyć bo czasami już nie daję rady, powoli zaczyna brakować mi sił sad(((

14 261

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Pytasz jak to możliwe po wspólnych latach? A ja ciągle pytam jak to możliwe, że 19 lat byliśmy małżeństwem, a dla niego to nic nie znaczy?  Jego kochanka jest niewiele starsza od naszego syna. Dlaczego to zrobił? Dlaczego ciągle to robi?  Nie ma odpowiedzi na takie pytania, więc nigdy jej nie poznasz. Zdrada boli niezależnie od płci, wieku i przeżytych ze sobą lat. Jeśli masz rodzinę,przyjaciół, proś o pomoc. Nie próbuj radzić sobie sama, bo nie dasz rady z maleństwem. Może twój były facet ma w sobie odrobinę przyzwoitości i będzie chociaż alimenty sumiennie płacił. Mój mąż nie płaci, przestał nas dostrzegać jakbyśmy zniknęli. A my żyjemy. I chociaż jest bardzo ,bardzo ciężko to coraz lepiej nam bez niego. Nie powiem ci ,że wszystko się od razu poukłada,bo tak nie jest. Już 5 miesięcy jesteśmy sami, a ja dopiero zaczynam oddychać.

14 262

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Pustka na zawsze - witaj.

Twoja historia jest kolejna tutaj, jakich wiele. Tez nie napisze ze od razu bedzie lepeij, bo tak nie bedzie. Bedzie ciezko, mysle ze najgorsze dopiero przed Toba, u Ciebie to wszystko jeszcze strasznie swieze i sadze ze po czesci nawet jeszcze do Ciebie do wszystko nie dociera (choc wydaje Ci sie ze dociera, ze wiesz o tym ze nie jestescie razem itd). Ale nasze mozgi sa bardzo sprytne, czesto bronia sie przed traumatycznymi faktami przez jakis czas, az sa gotowe do przyajc do swiadomosci.

Jestesmy w podobnym wieku, ja trafilam tutaj dokladnie rok temu, tez mialam meza..... tez zdradzil, tez odszedl, a wszystko bylo naprawde bardzo dobrze. No ale, odkochal sie, widac tak bywa. Dzis, po roku od rozstania (rozwodu jeszcze nie ma) powoli staje na nogi, w sensie ze naprawde jakos sie z tym wszystkim godze. Jesli chcesz, zapraszam do mojego watku, jak i wiele innych, gdzie zobaczysz ze nie jestes sama. Powodzenia i pisz jak potrzebujesz bo to pomaga !!

14 263

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dziś dostałam projekt pozwu rozwodowego. Jak go czytałam to aż płakać mi się chciało. Ale z drugiej strony nie mogę się doczekać tego rozwodu. Mam takie wrażenie że gdy wyjdę z sali z wyrokiem to odetnę z ulgą. Bo jakiś rozdział w życiu zostanie zamknięty. Ale najpierw rozwód dłuuugi i bolesny z orzekaniem o jego winie. Dlaczego długi?? bo mój mąż kilka dni temu wyparł się romansu i stwierdził ze to tylko koleżanka z pracy i sobie coś uroiłam. A winę za rozpad naszego małżeństwa ponoszę ja!! No debil po prostu... najpierw wszystkim się chwalił że ma kogoś innego a teraz się wypiera. Ciekawe czy w sądzie też będzie kłamał...

14 264

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Pustka na zawsze życzę Ci dużo siły i pomyślnego zakończenia całej tej trudnej i ciężkiej sytuacji. Ja już przez to przeszłam. Po tym jak mój ex mnie zostawił sama napisałam pozew, z tym że bez orzekania o winie bo chciałam szybko to zakończyć. Udało się nie żałuję. Jedynie tego iż tak długo pozwoliłam sobie na to wszystko.

14 265

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

będzie kłamał,nawet nie wiesz na co ich stać więc przygotuj się na najgorsze.Oni nie mają za grosz szacunku do nikogo i niczego.Wiele przed Tobą i to nie jest tak,że wychodzisz z sądu i masz
zamknięty rozdział życia.To się ciągnie latami.Małżeństwo jak są dzieci to układ na całe życie.

14 266

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Martta11 napisał/a:

będzie kłamał,nawet nie wiesz na co ich stać więc przygotuj się na najgorsze.Oni nie mają za grosz szacunku do nikogo i niczego.Wiele przed Tobą i to nie jest tak,że wychodzisz z sądu i masz
zamknięty rozdział życia.To się ciągnie latami.Małżeństwo jak są dzieci to układ na całe życie.

Martta11 wiem że to układ na całe życie i powiedziałam mojemu mężowi że może małżeństwem nie będziemy w świetle prawa ale rodziną będziemy do końca życia... Jednak po tym wszystkim co mi wygadywał na temat dziecka, że go nie chciał, że sytuacja finansowa się zmieniła wiec mam kupować najtańsze pieluchy, bezpłatne szczepionki i używane ubranka z allegro, czuje że dla niego dziecko jest przeszkodą, zbędnym balastem. Teraz walczy o niego żeby mi dowalić bo wie jakie to dla mnie trudne... zabierając synka zabiera mi chwile z jego życia. Ale jak wszystko się uspokoi po rozwodzie po prostu zniknie z naszego życia. Nie będzie już mu się chciało co drugi dzień gnać przez całe miasto by zobaczyć dziecko - przecież szkoda czasu, który mógłby poświęcić na przyjemniejsze sprawy - kochankę

14 267

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie. Jestem Michalina, zostałam porzucona miesiąc temu, ale teraz moje zycie towarzyskie zaczęło rozkwitać. Można pogodzić się z rozstaniem z kimś dla Ciebie najwazniejszym smile Pozdrawiam!

14 268

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja mam wrażenie,że to ludzie ulepieni z innej gliny.Nawet mi się nie chce wspominać co mój wygadywał na dzieci.To jest schemat.
Wiesz,że on do Ciebie zechce potem wrócić.Wszyscy tak mają.Minie euforia i sobie przypomni o rodzinie.Zobaczysz,ze tak będzie.

14 269

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Co innego jak porzuci chłopak a zupełnie co innego jak mąż rzuca swoją żonę i dzieci.Także porównanie dla mnie wydaje się co najmniej dziwne.My mieliśmy i mamy trochę inne priorytety niż  życie towarzyskie.

14 270

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Martta11 napisał/a:

Ja mam wrażenie,że to ludzie ulepieni z innej gliny.Nawet mi się nie chce wspominać co mój wygadywał na dzieci.To jest schemat.
Wiesz,że on do Ciebie zechce potem wrócić.Wszyscy tak mają.Minie euforia i sobie przypomni o rodzinie.Zobaczysz,ze tak będzie.

Może i zechce naprawdę poczułabym się o niebo lepiej wiedząc że choć trochę żałuje. Ale pomimo iż wyrządził nam ogromną krzywdę nadal go kocham. Wiem że nawet jak będzie chciał wrócić to choć będzie mnie to bolało nie zamierzam wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Jaką będę miała pewność że za 5 lat znów mu się znudzi ustatkowane i odpowiedzialne życie i sie znów zakocha. Nie byłabym w stanie jeszcze raz przez to przechodzić. I tak już ostatni miesiąc przypłacę zdrowiem bo w 4 tyg schudłam 8,5kg sad(( dieta cud... a jeszcze 2 miesiące temu zastanawiałam się jak wrócić do formy sprzed ciąży tongue

W każdym razie pozew już prawie gotowy... boję się tylko że gdy go dostanie to wpadnie w szał!!! Bo dalece odbiega od jego oczekiwań! a do tego jeszcze na świadka wzywam jego kochankę smile

14 271

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Martta11 napisał/a:

Co innego jak porzuci chłopak a zupełnie co innego jak mąż rzuca swoją żonę i dzieci.Także porównanie dla mnie wydaje się co najmniej dziwne.My mieliśmy i mamy trochę inne priorytety niż  życie towarzyskie.

choć bardzo bym chciała to z 9 miesięcznym niemowlakiem w domu trudno prowadzić bogate życie towarzyskie... big_smile

14 272

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Biedne te kobiety,tyle muszą przejść w życiu.Ty sobie poradzisz,jesteś młodą kobietą ale dziecka bardzo szkoda.Będzie żałował ale z drugiej strony,zdrada to brak szacunku dla żony.Może i masz rację,że zamkniesz ten rozdział wspólnego życia rozwodem.Skoro nie szanuje Ciebie i dziecka to po co Ci taki ktoś w Twoim życiu?

14 273

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Martta11 napisał/a:

Biedne te kobiety,tyle muszą przejść w życiu.Ty sobie poradzisz,jesteś młodą kobietą ale dziecka bardzo szkoda.Będzie żałował ale z drugiej strony,zdrada to brak szacunku dla żony.Może i masz rację,że zamkniesz ten rozdział wspólnego życia rozwodem.Skoro nie szanuje Ciebie i dziecka to po co Ci taki ktoś w Twoim życiu?

Widzisz powiedziałam mu na początku (chociaż sama się sobie dziwię) że tą zdradę jestem w stanie wybaczyć jak wróciłby. Ja to ja! Zacisnę zęby i idę dalej... ale tego że odszedł i skrzywdził dziecko nie jestem w stanie mu tego wybaczyć nigdy! Oczywiście stwierdził jak to każdy facet że przecież nie krzywdzi bo nie on (synek) pierwszy i nie ostatni będzie żył w takiej rozbitej rodzinie... Takie płytkie myślenie. A na pytanie jak będą wyglądać pierwsze urodziny naszego synka powiedział że zrobimy każde z osobna hehehe. Ja zamierzam zrobić jedne dla wszystkich... w końcu wszyscy przychodzą dla dziecka a nie dla mnie czy męża. Komunie też zrobimy dwie???

14 274

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ta cała sytuacja zaczyna mnie męczyć i przerastać. Postanowiłam że wyjeżdżam za granice do rodziny na jakiś czas będzie nas dzieliło kielkadziesiąt tys km to mam pewność że nie będzie mnie nachodził. Nabiorę do tego wszystkiego dystansu, naładuję baterię przed rozwodem, stanę na nogi i trochę się wygrzeję smile A on niech tu sobie się bawi i szaleje. Jeżeli on nie chce zniknąć z naszego życia na jakiś czas to my znikniemy z jego życia. Dowie się dzień przed wyjazdem i niech robi z tym co chce...

14 275

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wyjedź, jeśli tylko masz taką możliwość. Też bym tak chciała, ale niestety w moim przypadku nie jest to możliwe.Ja mam pracę , dzieci szkołę. Ani moi chłopcy, ani ja nie musielibyśmy go oglądać niemal codziennie. Ja zdaję sobie sprawę, że ich rani obojętność ich ojca. Wstydzą się jak chodzi pijany. Starszy nim gardzi, ale młodszy nie bardzo to wszystko ogarnia.Sama nie rozumiem takiego postępowania, więc jak ma to wszystko zrozumieć 12 latek. Jak mam mu wytłumaczyć,dlaczego ojciec udaje,że nas nie zna, odwraca głowę na nasz widok, albo wręcz ucieka albo chowa się przed nami. Z jednej strony wolałabym,żeby byli maleńcy, bo wtedy wystarczy dzieciątko przytulić i już mu dobrze, z drugiej dobrze,że są już samodzielni, bo mogę pracować, a przecież musimy z czegoś żyć. Pokręcone to wszystko okropnie sad

14 276

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Odwraca głowę ponieważ się wstydzi.Wstyd przed dziećmi i ludźmi.Tak nie zachowuje się dojrzały mężczyzna,po prostu teraz okazało się,że nie dorósł do roli ojca i już nigdy nie dorośnie.Zatęskni jak będzie sam i chory,wtedy zobaczysz Andziu,że sobie przypomni o dzieciach.
Nam kobietom jest wstyd za naszych mężów i ojców naszych dzieci.Trudno to ogarnąć ale w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe jak się okazuje.
Jak masz taką możliwość to wyjedź,pobądź sobie z najbliższymi.Piszesz,że wybaczyłabyś zdradę byle tylko wrócił,wiesz to jest bardzo trudne i nie wiem czy możliwe.Kto szanuje swoją żonę i dzieci to nigdy nie zdradzi,nie skompromituje swoich najbliższych.Małżeństwo do czegoś zobowiązuje.Przykre ale on też nie dorósł do roli męża i ojca.

14 277

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie... dawno mnie tutaj nie było...

nie mam nic szczególnego do napisania, może tylko - jestem, żyję (chociaż ktoś - tak jak i Was - mnie już pogrzebał, odtrącił, zakochał się w koleżance z pracy...)

czy żyję to właściwe słowo? hmmm... sama nie wiem

w każdym razie pozdrawiam i ściskam mocno...

14 278

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

No proszę kolejny raz koleżanka z pracy... jaki banał. U mnie też zaczęło się od koleżanki z pracy... Czasami myślę sobie że monogamia jest sprzeczna z naturą facetów. A jeżeli są wyjątki to tylko potwierdzają regułę!

Praca mojego męża to moje przekleństwo. Tam każdy z każdym (w dosłownym słowa znaczeniu). Jako jedyny miał poukładane, normalne życie i widocznie zaczął odstawać od reszty szczególnie na imprezach integracyjnych.

14 279

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Te wyjątki najczęściej są porzucanymi, bo sie nie nadają. Bo są właśnie monogamiczni big_smile

14 280

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

hej ja też jestem :)u mnie 9 miesięcy i 3 bez kontaktu,chyba że gdzieś tam z dala go widzę.Dziś od dobrych 4 miesięcy dostałam takiego doła jadąc na dyżur do pracy minęłam go,i od razu masa wspomnień że on zawsze ze mną był jak dyżurowałam ehhh.Dopiero rano mogłam sie porządnie wyryczeć.U mnie też koleżanka z pracy,a zaczęło się od pomocy koleżeńskiej a wiadomo jak skończyło.Najgorsze że wiem jaka jestem żałosna myśląc o nim,masakra.

14 281

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
paprotka85 napisał/a:

hej ja też jestem :)u mnie 9 miesięcy i 3 bez kontaktu,chyba że gdzieś tam z dala go widzę.Dziś od dobrych 4 miesięcy dostałam takiego doła jadąc na dyżur do pracy minęłam go,i od razu masa wspomnień że on zawsze ze mną był jak dyżurowałam ehhh.Dopiero rano mogłam sie porządnie wyryczeć.U mnie też koleżanka z pracy,a zaczęło się od pomocy koleżeńskiej a wiadomo jak skończyło.Najgorsze że wiem jaka jestem żałosna myśląc o nim,masakra.

Nie jesteś żałosna!! TO naturalne! nie da się przecież odkochać zapomnieć w kilka dni/tygodni. Ale z czasem będziesz pewnie myśleć coraz rzadziej... Ja mam nadzieje też big_smile

14 282

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Pustka na zawsze napisał/a:
paprotka85 napisał/a:

hej ja też jestem :)u mnie 9 miesięcy i 3 bez kontaktu,chyba że gdzieś tam z dala go widzę.Dziś od dobrych 4 miesięcy dostałam takiego doła jadąc na dyżur do pracy minęłam go,i od razu masa wspomnień że on zawsze ze mną był jak dyżurowałam ehhh.Dopiero rano mogłam sie porządnie wyryczeć.U mnie też koleżanka z pracy,a zaczęło się od pomocy koleżeńskiej a wiadomo jak skończyło.Najgorsze że wiem jaka jestem żałosna myśląc o nim,masakra.

Nie jesteś żałosna!! TO naturalne! nie da się przecież odkochać zapomnieć w kilka dni/tygodni. Ale z czasem będziesz pewnie myśleć coraz rzadziej... Ja mam nadzieje też big_smile

skoro on mógł tak przestać mnie kochać to dlaczego ja nie mogę?Chociaż nie,jak miałam z nim kontakt to pisał że tęskni za mną i że nie wiedział że będzie tak trudno.Wiecie co jest najgorsze dla mnie teraz?moze zabrzmi to egoistycznie,ale boli mnie najbardziej fakt że on jest szczęśliwy z nią a ja nie.On układa sobie życie praca,imprezki a ja praca-dom-spotkanie ze znajomymi.On żyje dniem dzisiejszym bez wniku co będzie jutro a ja ryczę w poduszkę bo nie mam już domu który razem urządzaliśmy i mieszkam na wynajmowanej stancji sama.9 miesięcy normalnie urodziłabym już dziecko a nie mogę zapomnieć o nim przez tyle miesięcy.Nie jest ze mną dobrze:/

14 283

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam Bogusia
Po raz kolejny, znajomość mojego męża z panienkami z czatów...., zraniła moja duszę....całe cało

14 284

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
hera.1 napisał/a:

Moi Drodzy co Wy na to ,żeby sie poznać ? takie krotkie streszczenie ..hera czyli Barbara ze Slaska ...rozstałam sie z psychofagiem uzaleznionym od netowych znajomości ..mija 3 miesiac..

Witam Bogusia
Po raz kolejny, znajomość mojego męża z panienkami z czatów...., zraniła moja duszę....całe cało

14 285

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
paprotka85 napisał/a:
Pustka na zawsze napisał/a:
paprotka85 napisał/a:

hej ja też jestem :)u mnie 9 miesięcy i 3 bez kontaktu,chyba że gdzieś tam z dala go widzę.Dziś od dobrych 4 miesięcy dostałam takiego doła jadąc na dyżur do pracy minęłam go,i od razu masa wspomnień że on zawsze ze mną był jak dyżurowałam ehhh.Dopiero rano mogłam sie porządnie wyryczeć.U mnie też koleżanka z pracy,a zaczęło się od pomocy koleżeńskiej a wiadomo jak skończyło.Najgorsze że wiem jaka jestem żałosna myśląc o nim,masakra.

Nie jesteś żałosna!! TO naturalne! nie da się przecież odkochać zapomnieć w kilka dni/tygodni. Ale z czasem będziesz pewnie myśleć coraz rzadziej... Ja mam nadzieje też big_smile

skoro on mógł tak przestać mnie kochać to dlaczego ja nie mogę?Chociaż nie,jak miałam z nim kontakt to pisał że tęskni za mną i że nie wiedział że będzie tak trudno.Wiecie co jest najgorsze dla mnie teraz?moze zabrzmi to egoistycznie,ale boli mnie najbardziej fakt że on jest szczęśliwy z nią a ja nie.On układa sobie życie praca,imprezki a ja praca-dom-spotkanie ze znajomymi.On żyje dniem dzisiejszym bez wniku co będzie jutro a ja ryczę w poduszkę bo nie mam już domu który razem urządzaliśmy i mieszkam na wynajmowanej stancji sama.9 miesięcy normalnie urodziłabym już dziecko a nie mogę zapomnieć o nim przez tyle miesięcy.Nie jest ze mną dobrze:/

Wiem co czujesz ja siedzę na macierzyńskim w domu z dzieckiem i cały czas myślę... Może łatwiej byłoby mi gdybym do pracy chodziła, choć przez moment bym zapomniała. Jemu odkochanie przyszło tak łatwo bo jest inna. Mój mąż też mi powiedział że jestem mu obojętna że nie kocha mnie tylko ją. Myślę że ten ból przestanie być tak intensywny gdy w przyszłości znajdziemy nowych partnerów.
Mnie też bardzo boli to że ma w nosie dziecko ząbkujące i chodzi na imprezy, bawi się podczas gdy ja siedzę w domu w dresach z płaczliwym dzieckiem. Mnie bolało najbardziej to że jak mu jest ciężko to ma w niej wsparcie, mógł się przytulić i pogadać z najbliższą mu osobą, ja tego nie miałam. Rodzina, przyjaciele, synuś to nie to samo... Ale czas nam to wszystko wynagrodzi... Wierzę że dobre uczynki i zła karma wraca. Więc kiedyś on zapłacze a ty będziesz szczęśliwa. Ja bynajmniej tego się trzymam!! Chcę być szczęśliwa big_smile i to mnie podtrzymuje na duchu choć łatwo nie jest.

14 286

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie kochani mam 38 lat i właśnie w kwietniu tego roku zostawił mnie facet po 3 letnim związku, najgorsze jest to że jego przyjaciółka która bardzo mnie lubi i mam z nią dobry kontakt zapytała dlaczego tak postąpił napisał jej że od roku to już nie miało sensu i mnie nie kochał tylko było mu żal ze względu na to że mam bardzo chorego syna ale żałuje że nie zakończył tego wcześniej bo tylko zmarnował se życie a teraz spotkał inną kobietę i nie miało sensu ciągnąc dalej tego co nie miało już od dawna sensu.Strasznie mnie zabolały te słowa bo wiedział wcześniej że mam nieuleczalnie chorego syna który leży a mimo to twierdził że nas kocha i będzie nas wspierał to okrutne i strasznie boli.

14 287

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Miesiąc temu zostawił mnie facet, jak twierdzi wypalił się. Byliśmy ze sobą 5 lat, a ja nawet nie widziałam, że on ma wątpliwości.. Czas od rozstania staram się spędzać najbardziej produktywnie jak się da, wciskam się wszędzie byle tylko myśli mnie nie dogoniły... jednak zaczyna brakować mi paliwa, myślę coraz więcej i coraz bardziej tęsknię.

14 288

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Swanie wiem jak jest ci ciężko ja też byłam w 5 letnim związku.U mnie to już 9 miesięcy a jeszcze nadal boli.Co prawda już nie aż tak jak na początku ale jeszcze serce mi wali na jego widok ale już nie tak mocno.Więc mam nadzieję że pewnego dnia nic nie poczuję na jego widok.Mogę Ci napisać czego masz nie robić bazując na swoich błędach:po pierwsze nie pisz do niego choćby nie wiem jak bardzo Cię kusiło,on nie odpisze a Ty uwierz mi poczujesz się gorzej,po drugie nie daj wciągnąć się w rozmowę z nim przez smsy,gg itp.to tylko rozdrapie Twoje rany,po trzecie nie śledż jego nowej laluni na fb lub nk,widok ich razem wcale nie zrobi Ci dobrze,zdołujesz się jeszcze bardziej,po czwarte jeśli masz ochotę to płacz ale tylko jak będziesz sama dla reszty pokazuj uśmiechniętą twarz,niech nie myśli że był tak cudowny i że nadal go opłakujesz i po piąte:zajmij się sobą,nie ''zapuszczaj się'':)paznokcie,fryzjer,siłownia lub inna forma ćwiczeń fizycznych dobrze Ci zrobi.

Pustka na zawsze mogę się tylko domyślić jak Tobie jest ciężko samej z małym dzieckiem.Ehhh czasem musi być bardzo ciężko żeby potem było lepiej prawda?poza tym ktoś kiedyś na tym forum napisał mi że płacz oczyszcza i duszę i ciało i nie należy się go wstydzić.Tak więc ja dzisiaj porządnie oczyściłam i ciało i duszę wink Mam tylko nadzieję że pewnego dnia obudzę się i będzie mi on całkowicie obojętny.I to czy się stoczy pijąc nic już mnie nie obejdzie.

14 289

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

dla wszystkich zdradzonych smile

https://www.youtube.com/watch?v=hjUtDjcej2s&feature=youtube_gdata_player

14 290

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam. Niedlugo skoncze 42 lata. Po 21 latach maz oswiadczyl, ze juz mnie nie kocha i nie chce byc ze mna. Poznal mlodsza i zaimponowalo mu, ze ma powodzenie u mlodych kobiet, ze sie jeszcze podoba. Zdradzal mnie wczesniej, ale to byly jednorazowe wyskoki a ja zakochana wszystko przebaczalam. Nigdy mnie nie szanowal, wedlug niego nic nie umialam, ani sprzatac, ani gotowac, po prostu do niczego sie nie nadawalam. Nigdy nie dostalam od niego zadnego prezentu, ni to na imieniny, urodziny, rocznice czy swieta. Zadnego dowodu milosci czy przywiazania. Ja natomiast pamietalam o kazdym jego swiecie.Dlugo to znosilam, az jakies dwa lata temu cos we mnie peklo. Nie nadskakiwalam mu, nie czekalam z oobiadkami.Chcialam, aby zobaczyl jak to jest, byc zaniedbywanym. Moze to bylo tez przyczyna jego zdrady, ale tak kazdy niewierny moze tlumaczyc swoja zdrade. Najgorsze jednak jest to, ze ja jjestem zla zona, a on nadal ze mna mieszka. Mial sie wyprowadzic dwa miesiace temu i nic. Znalazlam mu kilka ogloszen z tanimi mieszkaniami i nawet nie zadzwonil. Kocham go i nienawidze, ale teraz ja tez nie chce juz z nim byc!!! Nie moge na niego patrzec, boli mnie gdy tylko pomysle o nim i jego"kochanicy". Wiem jednak, ze nie ma juz czego ratowac. Poza dziecmi, mama i bratem nie mam nikogo, z kim moglabym porozmawiac, wyjsc gdzies, aby nie siedziec w w domu i nie zadreczac sie. Czuje sie brzydka, gruba, stara i nikomu nie potrzebna. Zawalil mi sie caly swiat.

14 291

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
paprotka85 napisał/a:

Swanie wiem jak jest ci ciężko ja też byłam w 5 letnim związku.U mnie to już 9 miesięcy a jeszcze nadal boli.Co prawda już nie aż tak jak na początku ale jeszcze serce mi wali na jego widok ale już nie tak mocno.Więc mam nadzieję że pewnego dnia nic nie poczuję na jego widok.Mogę Ci napisać czego masz nie robić bazując na swoich błędach:po pierwsze nie pisz do niego choćby nie wiem jak bardzo Cię kusiło,on nie odpisze a Ty uwierz mi poczujesz się gorzej,po drugie nie daj wciągnąć się w rozmowę z nim przez smsy,gg itp.to tylko rozdrapie Twoje rany,po trzecie nie śledż jego nowej laluni na fb lub nk,widok ich razem wcale nie zrobi Ci dobrze,zdołujesz się jeszcze bardziej,po czwarte jeśli masz ochotę to płacz ale tylko jak będziesz sama dla reszty pokazuj uśmiechniętą twarz,niech nie myśli że był tak cudowny i że nadal go opłakujesz i po piąte:zajmij się sobą,nie ''zapuszczaj się'':)paznokcie,fryzjer,siłownia lub inna forma ćwiczeń fizycznych dobrze Ci zrobi.

Pustka na zawsze mogę się tylko domyślić jak Tobie jest ciężko samej z małym dzieckiem.Ehhh czasem musi być bardzo ciężko żeby potem było lepiej prawda?poza tym ktoś kiedyś na tym forum napisał mi że płacz oczyszcza i duszę i ciało i nie należy się go wstydzić.Tak więc ja dzisiaj porządnie oczyściłam i ciało i duszę wink Mam tylko nadzieję że pewnego dnia obudzę się i będzie mi on całkowicie obojętny.I to czy się stoczy pijąc nic już mnie nie obejdzie.

Dziękuję serdecznie za odpowiedź:)
Niestety w zeszłym tygodniu dałam się delikatnie wciągnąć w rozmowę i dlatego właśnie tutaj się znalazłam.
Zasugerowałam się nieco jego zainteresowaniem, może nawet narobiłam jakiś głupich nadziei przez co wyszłam z inicjatywą spotkania na piwo. Zgodził się, ale zapytał czy aby na pewno jestem na to gotowa i czy po takim spotkaniu nie będzie mnie bardziej tylko serduszko bolało... więc podziękowałam jednak za spotkanie i się pożegnałam.
Przeryczałam przez to 2 dni- bo okazałam się na tyle głupia, że pomimo, że to on mnie rzucił to ja wyszłam z inicjatywą, nie umiałam się powstrzymać. Jest mi głupio przed samą sobą, ale teraz już wiem, że choćby się waliło i paliło to się do niego nie odezwę, a gdyby to on przypadkiem zatęsknił to odeślę go z kwitkiem.
Nie zmienia to faktu, że jest mi źle i ciężko, brakuje mi bliskości drugiej osoby...
Ogólnie radzę sobie całkiem nieźle z rozstaniem, dbam o siebie, wychodzę do ludzi, staram się nie pozwolić sobie na bezczynność... ale czasami jednak myśli mnie doganiają.
Mam cichą nadzieję, że pomożecie mi je trochę odegnać smile

14 292

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Raz na wozie raz pod wozem... znowu łapię doła i siedzę i myślę co takiego zrobiłam źle, że odszedł do innej, młodszej. Byłoby mi łatwiej to wszystko zrozumieć gdybym była zołzą. Nasze życie było naprawdę fajne. Czasem się pokłóciliśmy ale nie potrafiliśmy się długo gniewać i po kilku godzinach się godziliśmy. Nigdy nie dawałam mu powodów do zazdrości (może to po części błąd?), jak chciał to wychodził z kumplami na piwo (wręcz ja go namawiałam żeby wyszedł z domu), mieliśmy wspólne zainteresowania, ogrom rzeczy robiliśmy razem (nawet w silniku samochodowym potrafiłam z nim grzebać i sprawiało mi to przyjemność bo robiliśmy to razem), dbałam by zawsze dobrze wyglądał, uprane, wyprasowane, nawet obiad robiłam taki jak on chciał. Zawsze byłam lojalna wobec niego i stałam murem za nim. Po tym wszystkim nawet jego kuzyn powiedział "gdzie on taką drugą znajdzie?" ehhh
Jedyne co przychodzi mi do głowy... życie dało nam trochę w du... zanim na świecie pojawił się synek (de facto z ciąży zagrożonej) pierwszą ciąże poroniłam - to był cios dla nas obojga. Jednak on nie dawał po sobie poznać jak mu ciężko. Gdy synek pojawił się na świecie myślałam, że już wszystko będzie dobrze. Myliłam się sad Nie potrafię zrozumieć jak mógł nas zostawić... i do tego powiedzieć że nie chciał dziecka?!?! Pamiętam jak dziś jaki dumny był na porodówce, dzwonił gdzie tylko mógł by się pochwalić że został ojcem i że ma SYNA. Więc co się stało??? Swojej mamie powiedział że głupi był i zmądrzał, mi powiedział że się wypaliło i za dużo wziął na siebie ( wychodzenie z psem, rachunki i wynoszenie śmieci - resztę robiłam ja lub wspólnie)?!?!?
10 lat związku, 2 lata przed ślubem mieszkaliśmy razem, 2 śluby w odstępie roku (cywilny i kościelny), 5 lat małżeństwa (widziały gały co brały) czy mógł się aż tak pomylić??? Skoro tak to dlaczego nie zostawił mnie przed ciążą, przed ślubem... tylko teraz krzywdząc dziecko. Boli mnie jeszcze to że wyjechał sobie na majówkę z niunią i nawet jednego tel. ani jednego smsa jak się dziecko czuje sad
Jak to wszystko ogarnąć??? Czy kiedyś przestanę o tym myśleć?? To mnie męczy sad

14 293

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Doły są paskudne, głębokie i czarne. Trudno się z nich wykaraskać, jak już się wpadnie. Ja też tak mam. Czasami są takie dni,że najlepiej byłoby nie wstawać z łóżka. A trzeba się podnieść, umyć głowę i uśmiechać się nawet przez łzy. Muszę przecież chodzić do pracy, iść do sklepu, na wywiadówkę do szkoły, wszędzie spotykam naszych wspólnych znajomych, którzy mi mówią, że widzieli go to tu to tam, trzeźwego albo pijanego,pytają co się stało i co się z nim dzieje.A ja nie wiem, co mam odpowiadać. Zazwyczaj próbuję coś odpowiedzieć żartem, a potem płaczę, płaczę, płaczę... Nie, już za nim nie tęsknię. Tylko ciągle usiłuję to wszystko zrozumieć.

14 294

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
dorota7241 napisał/a:

Witam. Niedlugo skoncze 42 lata. Po 21 latach maz oswiadczyl, ze juz mnie nie kocha i nie chce byc ze mna. Poznal mlodsza i zaimponowalo mu, ze ma powodzenie u mlodych kobiet, ze sie jeszcze podoba. Zdradzal mnie wczesniej, ale to byly jednorazowe wyskoki a ja zakochana wszystko przebaczalam. Nigdy mnie nie szanowal, wedlug niego nic nie umialam, ani sprzatac, ani gotowac, po prostu do niczego sie nie nadawalam. Nigdy nie dostalam od niego zadnego prezentu, ni to na imieniny, urodziny, rocznice czy swieta. Zadnego dowodu milosci czy przywiazania. Ja natomiast pamietalam o kazdym jego swiecie.Dlugo to znosilam, az jakies dwa lata temu cos we mnie peklo. Nie nadskakiwalam mu, nie czekalam z oobiadkami.Chcialam, aby zobaczyl jak to jest, byc zaniedbywanym. Moze to bylo tez przyczyna jego zdrady, ale tak kazdy niewierny moze tlumaczyc swoja zdrade. Najgorsze jednak jest to, ze ja jjestem zla zona, a on nadal ze mna mieszka. Mial sie wyprowadzic dwa miesiace temu i nic. Znalazlam mu kilka ogloszen z tanimi mieszkaniami i nawet nie zadzwonil. Kocham go i nienawidze, ale teraz ja tez nie chce juz z nim byc!!! Nie moge na niego patrzec, boli mnie gdy tylko pomysle o nim i jego"kochanicy". Wiem jednak, ze nie ma juz czego ratowac. Poza dziecmi, mama i bratem nie mam nikogo, z kim moglabym porozmawiac, wyjsc gdzies, aby nie siedziec w w domu i nie zadreczac sie. Czuje sie brzydka, gruba, stara i nikomu nie potrzebna. Zawalil mi sie caly swiat.

tylko ty możesz ten świat sobie uratować...
stanąć przed lustrem uśmiechnąć się do siebie i powiedzieć - ok, jest do dupy ale mam zamiar to zmienić...

załóż swój wątek i pogadaj z nami o sobie

14 295

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Niedługo miną 3 miesiące od odkrycia jego zdrady i wywaleniu go z mieszkania. Tuż po rozstaniu byłam przekonana, że za kilka miesięcy mi przejdzie na tyle, bym umiała normalnie funkcjonować. Niestety tak nie jest.
Tuż po rozstaniu oczywiście był wielki ból (nie do porównania z tym z dnia dzisiejszego), przez ponad tydzień nie potrafiłam nawet zmyć głupiej szklanki, z której on ostatnio pił. Jak głupia tuliłam ją do siebie wyjąc na całe mieszkanie, oglądając odcisk jego ust na niej... koszmar. Nie życzę takich jazd najgorszemu wrogowi. Nie mówiąc już o atakach histerii, gdy wracając po pracy do domu odruchowo patrzyłam się w okno, czy jest zapalone światło, bo może wrócił z pracy przede mną. Nie, nie wrócił i nie wróci już nigdy...
Potem on się odezwał, spotykaliśmy się. Dopóki odczuwałam satysfakcję, że i on nie potrafi się w pewien sposób z tym pogodzić i teraz zdradza swoją kochankę (w sumie powinnam napisać, że swoją nową dziewczynę), było jeszcze znośnie. Ból nie minął, ale przestałam płakać, spokojnie wszystkie jego pozostałe drobiazgi schowałam do szuflady. Niedługo potem on wyjechał na 2 miesiące. Kontaktowaliśmy się nadal, rozmawialiśmy długie godziny. Ale, że był bardzo daleko i nie miałam na nic wpływu, to byłam spokojniejsza. Opowiadał mi, jak tu czy tam wyrwał jakąś pannę, ale już kompletnie to po mnie spływało. Moja cała złość, a może i nienawiść, skumulowała się na jego "nowej oficjalnej". O innych mi mógł opowiadać do woli, o niej nie chciałam słyszeć.
Gdy on tam był, czułam się coraz szczęśliwsza. Kochałam go nadal, ale uświadamiałam sobie powoli, że jestem wolna, że nic mnie już nie trzyma, mogę powrócić do mojego hobby, spotykać się z innymi ludźmi. Zacząć żyć własnym życiem.
Parę dni przed jego powrotem do Polski nagle do mnie dotarło, że on już nie będzie daleko, będzie blisko, "na wyciągnięcie ręki", ale nie mojej "ręki". Że to ona go powita we łzach radości na lotnisku, później pojadą do niej jak normalna para... I cały koszmarek powrócił. Dzień jego powrotu w skali cierpienia oceniam na tyle samo, co w dniu rozstania. Już na szczęście nie mam "szklankowych jazd", ale jest ciężko. Nie wiem dlaczego od jakiegoś tygodnia mam nawrót pewnego przyzwyczajenia - sprawdzania przed wyjściem, czy na pewno nie zapomniałam założyć pierścionka zaręczynowego. Łatwo się domyślić, jaka następuje reakcja po odkryciu, że tego pierścionka nie mam i nigdy go nie założę.
Zawalam pracę, bo nie chce mi się wstać z łóżka i notorycznie się spóźniam, na co szefostwo już uwagę zwróciło. Nie spotykam się z nikim z braku ochoty, męczą mnie rozmowy o głupotach. Zainteresowanie ze strony innych mężczyzn tylko mnie drażni. Gdy już jakiś mi się spodoba, to różnica jest jedynie taka, że porozmawiam z nim chwilę dłużej, niż z innymi, ale też szybko ucinam kontakt. Nie chcę żadnych "plastrów", boję się, że mogłabym skrzywdzić tę drugą osobę. Hobby? Nie, dziękuję. Siłownia? Nie. Wszystko, kurde, "nie".
Czuję się jak żywy trup.

14 296

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Mi mój również powiedział, że nie kocha od dawna. Teraz twierdzi, że jednak kocha. Ale jest z tamtą. Jednego dnia prawie płacze, gdy mu mówię, że w końcu sobie kogoś znajdę i wtedy on się nie będzie liczyć, a drugiego sam mi doradza, bym się z kimś umówiła i się od niego uwolniła. Komedia po prostu. I tak sobie w tym tkwię.
Asiu pisz ile wlezie, wyrzucaj cały swój smutek. Nawet, jeśli nikt Ci niczego nie doradzi, to zrobi Ci się lepiej, ulży Ci. To forum i mi bardzo pomaga w chwilach załamania.

Posty [ 14 236 do 14 300 z 14 840 ]

Strony Poprzednia 1 … 218 219 220 221 222 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026