witajcie, widzę że świąteczne nastroje dopisują ...ja w tym roku w ogóle nie mam ochoty na świętą ...wróciłam, i wiem że to już koniec, jest ciężko nadzieja umarła
13 066 2013-12-11 12:50:42
Podobne tematy
13 067 2013-12-11 16:58:25 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-12-11 17:00:41)
Witam wszystkich,
Wpadłam,żeby się przywitać...
Tematyka świąteczna się przewija widzę...tylko dlaczego tak bardzo drażni mnie ten czas? Jako dziecko uwielbiałam wszystko co z tym związane, zawieszanie cukierków na choince, przyczepanie wraz z tatem lampek...W tym roku pierwsze święta bez taty... Dlaczego od tamtego czasu tak wiele się zmieniło? Czy były partner może mieć wpływ na postrzeganie atmosfery z tym związanej? Jak widać ma...Najchętniej przespałabym ten czas, budząc się dopiero po nowym roku...."Każdy z Nas nosi dwie sakwy-do tej z przodu wkładamy błędy cudze,-do tej z tyłu swoje własne i dlatego ich nie widzimy"....
Widzisz- dla wielu osób ten nadchodzący czas to jedynie tradycja; choinka, podarki, szał zakupów. Ale dla Ciebie czy mnie to także coś innego. My wierzymy, że ten, na pamiątkę którego narodzin świętujemy owy czas , jest tam gdzieś, razem ze swoim ojcem z nieba i matką z ziemi. Obok nich jest zapewne też Twój tata. Myślę, że to grono chciałoby, abyśmy ten czas spędzili niejako razem z nimi wspólnie ciesząc się i radując. Bo oni patrzą na nas i czuwają. ![]()
13 068 2013-12-11 19:05:41
Sadek nastoju. Chwytam się wszystkiego żeby nie ulec depresji...wiec...
Poszukałam w necie historii kobiet żyjących z seksoholikami. Temat tabu jeszcze u nas w kraju, uważa się za wstydliwy. To co przeczytałam...przeżyłam wstrząs. Nie na treść definicji tego nałogu, mechanizmach i objawach, bo to już mam w paluszku. Wstrząsnęły mnie historie pięknych młodych i starszych kobiet, inteligentnych i błyskotliwych, które stały się chodzącymi zombie, ze skopaną kobiecością, uczuciami, z mętnym wzrokiem...one piszą o mnie! Te same myśli, te same zaprzeczanie swojej własnej intuicji, tłumaczenie, nadzieja, kontrolowanie i jego wpadki...i znowu nadzieja, że już zrozumiał, że już nigdy...Czuły się obleśne dla swojego partnera, który wolał sylikonowe gwiazdy porno, albo "kobiety" z czatów erotycznych i własną rękę...niż miłość z nimi
te huśtawki, tango szarpane, obietnice, deklaracje proszenie o ostatnią szansę
to też się powtarzało...że choroba, że terapia, że już NIGDY WIĘCEJ...Boże dlaczego ja taka głupia byłam???
13 069 2013-12-11 19:56:57
u mnie totalny spadek formy, a juz było tak dobrze, już wychodziłam na zakupy, juz robiłam makijaż, zaczęlam o sobie myślec na nowo inagle bach... wszystko się posypało, od wczoraj dramat, bliska jestem depresji, myslę i myślę, caly czas co robi, gdzie jest, jak spędza czas... jak jakas popieprzona....dlaczego znowu mnie to dopadło....
juz było tak dobrze, juz usmiech zagościł na mojej twarzy, już chciało mi sie cokolwiek, i nagle powrót do poczatku, i płacz, i mysli jak przetrwam ta samotność, jak przetrwam święta z tysiącem pytań wszystkich gdzie on jest, dlaczego nie jesteśmy razem...
staram się nie myślec, zająć sie pracą, ale nic nie pomaga
malowanie stanęło w martwym punkcie...
co robić, jak to przetrwać... kolejny etap, czy powrót do poczatku?
13 070 2013-12-11 20:59:20
No i nam sie kolezanka (czarnaona) zeszla ze swoim bylym... Gratuluje! jesli to to czego naprawde pragniesz to zycze Wam wszystkiego co najlepsze i oczywiscie wielkiej milosci ![]()
tak sobie mysle... Jakby moj byly teraz chcial do mnie wrocic (dobrze wiem ze nie wroci, tylko tak czysto hipotetycznie po przemysleniu sytuacji czarnaona), to... nie ucieszylabym sie. Wygonilabym go, pomyslalabym ze znow sie mna bawi, odszedl zotawiajac mnie na pastwe losu i teraz tak po prostu chce wrocic, smiech na sali. Jesli by chcial wrocic to tylko rozdrapalby moje rany a i tak nic by z tego nie wyszlo. Nie czulabym sie z nim dobrze, nie ufalabym mu za grosz.
Tak wiec, mowie to z pelna swiadomoscia: nie chce GO. Zasluguje na kogos lepszego, kto pokocha mnie miloscia bezwarunkowa, a nie bedzie sie zastanawial czy laskawie chce ze mna byc czy nie. Kropka.
Kolejna sprawa. Tak sobie dzisiaj myslalam o zyciu. Nikt nie powiedzial nam ze bedzie ono uslane rozami. Nikt nie obiecywal wiecznego szczescia. Zycie szykuje dla nas rozne scenariusze, dobre i zle. Jest dobro, szczescie i milosc, ale jest tez cierpienie, smierc, placz. Wszystkie te elementy musza miec miejsce, w roznych postaciach. Co sobie pomysle o swoim zyciu jako staruszka??? Chcialabym powiedziec, ze bylo ono ciekawe, ze wykorzystalam wszystkie nadarzajace sie okazje, szanse. Wiem ze popatrze na moja pierwsza prawdziwa milosc, na NIEGO, i podziekuje Bogu za te wszystkie piekne chwile, za te uczucia, za to ze potrafilam kochac prawdziwie. Cokolwiek sie wydarzy pozniej, nie zmieni tego co przezylam i bede nosic to gleboko w sercu. Ale nie chce jako staruszka pomyslec ze po rozstaniu z NIM zmarnowalam swoje zycie. Nie moge go zmarnowac. Bede wdzieczna Bogu za nowa milosc, ale tez bede wdzieczna za czas ktory mam teraz, czas kiedy podnosze sie z bagna, kiedy o dziwo swiat sie nie skonczyl a ja mam sile zyc dalej, czas na odnalezienie siebie, docenienie tego wszystkiego co mnie spotkalo do tej pory, pokochanie zycia takiego jakie jest, nie zawsze kolorowe. Ale wiem ze zycie nie jest jednostajne, teraz jest źle, ale bedzie lepiej. Trzeba tylko poczekac i miec nadzieje.
13 071 2013-12-11 21:39:45
hej kochane
ja mam w pracy taki dramat ze masakra koniec roku nawet nie mam czasu pomyslec o sobie a już nie wspomne o D. trzymam się dobrze dziś jest miesiac od przeprowadzki.. D. milczy ja tez tesknie tylko za psem
ale wiem ze kazde spotkanie bolało by bardziej
13 072 2013-12-12 08:58:01
Bubble, nie miej sobie za złe nawrotów. 15 lat to długi staż i być może Tobie trzeba więcej czasu na otrząśnięcie się. Mocno jeszcze trzymasz się wspomnień i podejrzewam, że tak naprawdę tęsknota, którą odczuwasz jest w dużej mierze podszyta obrazkiem tych dobrych momentów, a to właśnie potęguje uczucie tęsknoty. Nakładasz to na świąteczny klimat i spadek formy gotowy...
Powoli nabieram wiatru w żagle. Przez 5 lat K. wmawiał mi, że jestem sierotą, którą trzeba ciągnąć. Tak długo mnie tym karmił, że sama zaczęłam w to wierzyć. Miał nieprawdopodobną umiejętność sprawienia, że czułam się gorsza, głupsza, poryta.Teraz czuję, jak moje siły wracają. Pomyśl chwilę, Bubble. Może w Waszym wspólnym życiu też były jakieś toksyny, które Ciebie blokowały, a teraz masz wreszcie szansę być sobą. To tylko jeden z wielu aspektów odzyskiwania siebie i zbierania się po rozstaniu. Smutek zawsze o czymś informuje. Po to spowalnia ruchy, by umożliwić przyjrzenie się z bliska temu, co go wywołało. I wyciągnięcie wniosków jest niezbędne, by smutek był produktywny i spełnił swoje rzeczywiste zadanie. Zajrzyj głębiej. Żal Ci dawnej atmosfery świąt? Tak, to norma. Mi też... ale to jest zaledwie czubek góry lodowej. Będzie dobrze, Bubble...
13 073 2013-12-12 09:06:19
Sadek nastoju. Chwytam się wszystkiego żeby nie ulec depresji...wiec...
Poszukałam w necie historii kobiet żyjących z seksoholikami. Temat tabu jeszcze u nas w kraju, uważa się za wstydliwy. To co przeczytałam...przeżyłam wstrząs. Nie na treść definicji tego nałogu, mechanizmach i objawach, bo to już mam w paluszku. Wstrząsnęły mnie historie pięknych młodych i starszych kobiet, inteligentnych i błyskotliwych, które stały się chodzącymi zombie, ze skopaną kobiecością, uczuciami, z mętnym wzrokiem...one piszą o mnie! Te same myśli, te same zaprzeczanie swojej własnej intuicji, tłumaczenie, nadzieja, kontrolowanie i jego wpadki...i znowu nadzieja, że już zrozumiał, że już nigdy...Czuły się obleśne dla swojego partnera, który wolał sylikonowe gwiazdy porno, albo "kobiety" z czatów erotycznych i własną rękę...niż miłość z nimite huśtawki, tango szarpane, obietnice, deklaracje proszenie o ostatnią szansę
to też się powtarzało...że choroba, że terapia, że już NIGDY WIĘCEJ...Boże dlaczego ja taka głupia byłam???
Lukrecjo, BYŁAŚ...
i może nawet wcale nie głupia, tylko kochająca, walcząca o związek. A teraz widzisz, że to było bezsensowne poświęcenie samej siebie i teraz możesz odbudowywać wiarę w swoją kobiecość. Z takich przejść, jeśli się je przejdzie, wychodzi się mimo wszystko odrobinę lub dużo mądrzejszą. Swoją drogą, niesamowite jest, że dokonujemy takich odkryć. Że tak naprawdę od dawna wiedziałyśmy, ale nie dopuszczałyśmy do siebie prawdy. A potem przychodzi krach, wreszcie zaczynamy się kontaktować z tym bólem, który nosiłyśmy od dawna i następuje 'eureka' i pytanie 'dlaczego ja taka głupia byłam???'... Spadek nastroju chyba w takich chwilach wynika z uświadomienia sobie własnej naiwności, skądinąd podyktowanej uczuciami...
13 074 2013-12-12 11:06:48 Ostatnio edytowany przez Mychanka (2013-12-12 11:09:25)
Hej Dziewczyny, mama wczoraj wyciągnęła mnie do kina na Last Vegas
Ale fajnie było. Troszkę się rozerwałam, a dziś dzień jakby lepszy ![]()
Postanowiłam, w niedzielę idę na zakupy świąteczne i będę się dobrze bawić ![]()
Optymistyczne pozdrowienia ![]()
Jedynie co mnie trochę dobija to to, że córa znów chora. Już prawie miesiąc z małymi przerwami
Siedzenie w domu całymi dniami, nie mówiąc o tym, że przy niej ciężko pracować, wcale mi nie pomaga...
13 075 2013-12-12 16:09:56
Czarna.2dni temu maz poeiedzial mi ze mam sie wyprowadzic,bo musi odpoczac od mojej osoby,mimo tego ze od dobrego miesiaca przychodzil do domu po nocach podpity,siedzial w swoim warsztacie z kolegami i pili.dla niego licza sie tylko kumple i piwko.siedze teraz u rodzicow ale strasznie tesknie.mam klucze od naszej dzialki ale nie mam odwagi by tam pojechac i nawet swoje ubrania wziac
13 076 2013-12-12 16:27:39
Czarna.2dni temu maz poeiedzial mi ze mam sie wyprowadzic,bo musi odpoczac od mojej osoby,mimo tego ze od dobrego miesiaca przychodzil do domu po nocach podpity,siedzial w swoim warsztacie z kolegami i pili.dla niego licza sie tylko kumple i piwko.siedze teraz u rodzicow ale strasznie tesknie.mam klucze od naszej dzialki ale nie mam odwagi by tam pojechac i nawet swoje ubrania wziac
Hej...
Niech odpoczywa. Tylko dlaczego to Ty się musisz wyprowadzić? Czyż to nie on potrzebuje odpoczynku? Czyż to nie on zaczyna robić jakieś dziwne ruchy? Na 'dzień dobry' to brzmi jak nadużycie... Jesteśmy z Tobą.
13 077 2013-12-12 16:39:27
AKEME jesteś dziś lekiem dla mnie, dla nas.
I to właśnie magiczne działanie forum-wsparcie. Jak wszystkie są zdołowane, to choć jedna daje nadzieje dźwignie problem i tłumaczy tej chorej głowie. Dziękuję Ci serdeczne ![]()
13 078 2013-12-12 16:46:13
AKEME jesteś dziś lekiem dla mnie, dla nas.
I to właśnie magiczne działanie forum-wsparcie. Jak wszystkie są zdołowane, to choć jedna daje nadzieje dźwignie problem i tłumaczy tej chorej głowie. Dziękuję Ci serdeczne
Dzięki ![]()
pewnie jeszcze nie raz to Wy będziecie mnie pocieszać. A póki sama jestem na fali wznoszącej, to chciałabym móc tym obdzielić innych ![]()
13 079 2013-12-12 17:15:17
Odpoczynku to on potrzebuje od picia i kumpli,ale jestem teraz u rodzicow i jest mi dobrze,bo przynajmniej nie widze znow go podpitego.tylko jak sie klade do lozka to brakuje mi meza,jego dotyku,nie nawidze spac bez niego.jeszcze tak niedawno byl to zloty czlowiek.czy koledzy,ktorzy nie maja rodzin,nawet dziewczyn i robia co chca moga na niego taki zly wplyw miec?jeden to siedzi u niego w pracy od rana do nocy i ciagle tylko piwka i glupoty,nieraz slyszalam jak meza na mnie buntuje.a inni wpadaja pod wieczor i kazdy tylko piwo w lapie przynosi
13 080 2013-12-12 17:35:22
Eh, znów miałam rozmowę z teściową. I znów usłyszałam jaki to nasz związek był toksyczny od lat
Ona i jej teorie, znów mnie zdołowała.
Niby go potępia, ale jakoś zawsze mi dowali ![]()
A on tak łatwo przejął jej teorie i się nimi usprawiedliwia. Przecież gdyby tak było jak mówi to bym coś od niego wcześniej na ten temat usłyszała, choćby drobne insynuacje. A tu nic nie było. Dla mnie to znaczy, że teraz jedynie przejął jej wersję aby usprawiedliwić swoje czyny i się wybielić.
A już myślałam, że będzie lepiej dziś...
13 081 2013-12-12 18:16:43
witajcie kobietki, a ja wrociłam i mam taki mętlik w głowie ze sama nie wiem co sie dzieje, nawet nie mam doła nie powiem czasami mnie dopada ale teraz to poprostu nie wiem co myslec albo ze mną jest cos nie tak albo to on jest tak pokręcony że zupełnie nie rozumie o co chodzi w tym wszystkim ...pewne rzeczy mnie cieszą co sie wydarzyły bo pozwoliły mi na niego spojrzec inaczej pewne rzeczy bolą jak diabli bo jak on mógł, najgorsze jest to że ja nadal go kocham ...ale dobre jest też to że zaczyna widziec jego wady moze bedzie teraz łatwiej ...narazie jest totalny mętlik i zaskoczenie nim ![]()
13 082 2013-12-12 19:49:28
Odpoczynku to on potrzebuje od picia i kumpli,ale jestem teraz u rodzicow i jest mi dobrze,bo przynajmniej nie widze znow go podpitego.tylko jak sie klade do lozka to brakuje mi meza,jego dotyku,nie nawidze spac bez niego.jeszcze tak niedawno byl to zloty czlowiek.czy koledzy,ktorzy nie maja rodzin,nawet dziewczyn i robia co chca moga na niego taki zly wplyw miec?jeden to siedzi u niego w pracy od rana do nocy i ciagle tylko piwka i glupoty,nieraz slyszalam jak meza na mnie buntuje.a inni wpadaja pod wieczor i kazdy tylko piwo w lapie przynosi
Czarna, odpowiedz sobie na pytania:
-czy koledzy przywiązują Twojego męża za nogę żeby z nimi siedział?
-czy koledzy wlewają mu siłą alkohol?
-czy tęsknisz w łóżku za smrodem..............czy to wszystko iluzja???
13 083 2013-12-12 19:51:01
Eh, znów miałam rozmowę z teściową. I znów usłyszałam jaki to nasz związek był toksyczny od lat
Ona i jej teorie, znów mnie zdołowała.
Niby go potępia, ale jakoś zawsze mi dowali
A on tak łatwo przejął jej teorie i się nimi usprawiedliwia. Przecież gdyby tak było jak mówi to bym coś od niego wcześniej na ten temat usłyszała, choćby drobne insynuacje. A tu nic nie było. Dla mnie to znaczy, że teraz jedynie przejął jej wersję aby usprawiedliwić swoje czyny i się wybielić.
A już myślałam, że będzie lepiej dziś...
Ech te teściowe...(ciekawe jaką ja będę
)
Mychanka, odetnij się, bo zwariujesz-totalny odwyk od niego i od jego rodzinki. Pomaga.
13 084 2013-12-12 20:02:54
Lukrecja - tak, tak, może odwyk pomaga ale w moim przypadku jest niemożliwy.
Mamy dwójkę dzieci i siłą rzeczy widujemy się codziennie (przynajmniej na razie tak jest). Teściowa też pomaga i trzeba przyznać, że dużo robi dla dzieci. Widujemy się z dwa razy w tygodniu. Ale jest cholernie trudną osobą, nigdy za nią nie przepadałam ale tolerowałam. Nie chcę dzieci odcinać od babci, bliskie więzi z nią mają...
Muszę się z nimi jakoś ułożyć, trudno...
13 085 2013-12-12 20:53:38
Mam jeszcze pytanko.razem z mezem mamy trzy auta,jedno kupil jak jeszcze nie bylismy malzenstwem,wiec powiedzmy ze wspolnie mamy dwa,tyle ze zawsze byly kupowane rozbite auta,ktore jako blacharz sam robil.jedno jest w dobrym stanie a ro drugie ma rozwalony bok o przednia lampe wybita,jak na szybko sie wyprowadzalam powiedzialam by mi dal to dobre albo choc to stare ktore kupil kak byl kawalerem.oczywiscie dostalam kluczyki od tego rozbitego,nie dosyc ze strach tym jed
13 086 2013-12-12 20:55:49
jezdzic to wstyd.czy mam jakies prawo by wziac tamto auto.dodam ze on ma prace na miejscu a ja po wyprowadzce musze dojezdzac 15km plus dxiecko do szkoly
13 087 2013-12-12 23:30:51
Właśnie zauważyłam podobny scenariusz, kiedy to nadajemy panu i władcy nadludzkich cech i kluczy do swojego szczęścia...
Jest facet i nie ma nas...nie ma naszych dzieci...i nie ważne, czy te dzieci są jego czy nie, jest tylko nasz PAN.
Dlaczego nie skupiamy się na tym biednym niczego nie rozumiejącym i zdezorientowanym dziecku? Odtrącamy...bo pan ważniejszy. Straszne...ale to jedna z wielu objawów choroby... A zdając sobie z niej sprawę, odzyskując zdrowie i jasność obrazu z kolei wprowadza we mnie wyrzuty sumienia
Jak mogłam być do cholery taka głupia???
13 088 2013-12-13 09:26:29
ja się cofam cały czas, zbyt wiele sygnałów do mnie dociera, zbyt wiele informacji o nim, o tym jak doskonale opracował plan odejścia ode mnie, jak wiele osób uprzedził, jak wiele osób wiedziało wcześniej niż ja o jego planach, to tak bardzo boli, czuje się tak, jakbym wszystko co złe wydarzyło się wczoraj......
13 089 2013-12-13 09:28:13
Boże, ulecz mnie z tej miłości....
13 090 2013-12-13 09:48:27
Teraz coraz więcej będzie takich facetów co nie chcą się wiązać z jedną kobietą bo i po co, skoro w necie taki łatwy dostęp do prostytutek, pornusów, seks kamerki. Zazdroszczę naszym babciom, że wychowywały się jeszcze w normalnych czasach, gdy nie było pornusów i faceci rozwijali się jakoś np. czytając książki. A teraz tylko internet, porno, gołe baby. Mnie np. bardzo szokuje popularność takich serwisów jak show up, gdzie kobiety się rozbierają i faceci im za to płacą grube pieniądze. A niby Polska taki biedny kraj, ale żeby dać dziwkom to kasę mają, nie rozumiem tego. To już lepiej chorym biednym dzieciom by dali pieniądze, skoro mają ich za dużo. Teraz dla większości facetów to liczy się tylko seks, seks i seks, i nic więcej. Znaleźć w tych czasach normalnego faceta to ciężko, a za 10 lat będzie jeszcze gorzej, gdy obecne pokolenie dzieci wychowane na pornolach dorośnie i zacznie tworzyć związki. Bo rodzice nie kontrolują tego co dziecko ogląda. A teraz każdy gimnazjalista ma w pokoju komputer i łatwy dostęp do porno. A co tam dziecko robi na tym komputerze to już rodziców mało obchodzi.
Po co facet ma latać za jedną kobietą, starać się o nią, skoro w necie łatwych dziwek na pęczki? No same pomyślcie. Kobieta nie jest już tajemnicą niestety. W necie pokazała już wszystko.
13 091 2013-12-13 10:16:31
Teraz coraz więcej będzie takich facetów co nie chcą się wiązać z jedną kobietą bo i po co, skoro w necie taki łatwy dostęp do prostytutek, pornusów, seks kamerki. Zazdroszczę naszym babciom, że wychowywały się jeszcze w normalnych czasach, gdy nie było pornusów i faceci rozwijali się jakoś np. czytając książki. A teraz tylko internet, porno, gołe baby. Mnie np. bardzo szokuje popularność takich serwisów jak show up, gdzie kobiety się rozbierają i faceci im za to płacą grube pieniądze. A niby Polska taki biedny kraj, ale żeby dać dziwkom to kasę mają, nie rozumiem tego. To już lepiej chorym biednym dzieciom by dali pieniądze, skoro mają ich za dużo. Teraz dla większości facetów to liczy się tylko seks, seks i seks, i nic więcej. Znaleźć w tych czasach normalnego faceta to ciężko, a za 10 lat będzie jeszcze gorzej, gdy obecne pokolenie dzieci wychowane na pornolach dorośnie i zacznie tworzyć związki. Bo rodzice nie kontrolują tego co dziecko ogląda. A teraz każdy gimnazjalista ma w pokoju komputer i łatwy dostęp do porno. A co tam dziecko robi na tym komputerze to już rodziców mało obchodzi.
Po co facet ma latać za jedną kobietą, starać się o nią, skoro w necie łatwych dziwek na pęczki? No same pomyślcie. Kobieta nie jest już tajemnicą niestety. W necie pokazała już wszystko.
Prawda to, trudno teraz o zobowiązania na całe życie
Mój jak odchodził mi właśnie powiedział, że przestał w takie wierzyć ...
13 092 2013-12-13 10:18:24
o tym jak doskonale opracował plan odejścia ode mnie, jak wiele osób uprzedził, jak wiele osób wiedziało wcześniej niż ja o jego planach, to tak bardzo boli, czuje się tak, jakbym wszystko co złe wydarzyło się wczoraj......
Bubble, współczuję Ci, to musi rzeczywiści bardzo boleć. Trzymaj się!!
13 093 2013-12-13 10:31:25
Witam,
Obserwuje tą grupe od jakiegoś miesiąca, teraz przyszedł czas na mnie, bo powoli zaczyna brakować mi sił. Wspomnienia wydają mi sie teraz takie fałszywe, nieprawdziwe. Myślisz, że kogoś znasz, a tu BUM, a cały Twój świat zaczyna być zminy, szary.
Mój wątek Koniec = Rutyna. Zapraszam ![]()
13 094 2013-12-13 10:41:44
Kleks, witaj. Trzymaj się!
Pozdrawiam ciepło ![]()
13 095 2013-12-13 11:13:50
Boże, ulecz mnie z tej miłości....
Bubble, wyleczysz się sama... jeszcze trochę prawdy o Twoim byłym się dowiesz i zobaczysz, że gdy przeleje się kieliszek, to spadnie z Ciebie ta skorupa. Złość powolutku, niepostrzeżenie dojdzie do głosu. Książe na białym koniu okaże się trolem, a Ty, podobnie jak Lukrecja, będziesz sobie zadawać pytanie jak mogłaś tego wcześniej nie dostrzegać. Będzie dobrze...
13 096 2013-12-13 11:40:08 Ostatnio edytowany przez Kleks91 (2013-12-13 12:15:20)
bubble13 rozumiem Cie bardzo dobrze.
Moja była ze swoją przyjaciółką też dokładnie planowały jak odemnie odejść, żeby nie sprawić mi bólu, jak odejść do innego faceta w którym jest zauroczona.
Mały flirt na moich oczach, okazywanie braku zainteresowania, informowanie znajomych, że jestem tylko kolegą.
Dowiaduje się tego od osób trzcich. Serce pęka mi na pół.
Musze jeszcze wyrzucić coś z siebie.
Cały czas słysze od moich najbliższych "Jesteś facet. Co Ty się babą martwisz." , "Bądź mężczyzna. Tego kwiatu pół światu.".
Nie lamentuje, nie płacze, ale do jasnej cholery jestem CZŁOWIEKIEM! Płeć tu nie ma nic do rzeczy. MAM PRAWO ODCZUWAĆ BÓL!
13 097 2013-12-13 12:50:41
bubble13 rozumiem Cie bardzo dobrze.
Moja była ze swoją przyjaciółką też dokładnie planowały jak odemnie odejść, żeby nie sprawić mi bólu, jak odejść do innego faceta w którym jest zauroczona.
Mały flirt na moich oczach, okazywanie braku zainteresowania, informowanie znajomych, że jestem tylko kolegą.
Dowiaduje się tego od osób trzcich. Serce pęka mi na pół.Musze jeszcze wyrzucić coś z siebie.
Cały czas słysze od moich najbliższych "Jesteś facet. Co Ty się babą martwisz." , "Bądź mężczyzna. Tego kwiatu pół światu.".
Nie lamentuje, nie płacze, ale do jasnej cholery jestem CZŁOWIEKIEM! Płeć tu nie ma nic do rzeczy. MAM PRAWO ODCZUWAĆ BÓL!
Kleks, a co mają powiedzieć... podejrzewam, że każdy z nich gdyby w podobnej sytuacji był, to wyglądałby jak Ty teraz.
Jedyne, co można, to powoli dopuszczać do siebie myśl, że patner/ka był/a nieidealna, że pokazał/a gorszą stronę. Tak to teraz będzie. Najpierw tylko koledzy będą to mówić do Ciebie, potem Ty sam sobie, aż w końcu pogodzisz się z jej odejściem. A gadania w stylu 'chłopaki nie płaczą' nie słuchaj. Facet który ma 'dupę', po dupie płakał nie będzie. Facet, który miał dziewczynę/kobietę potrzebuje trochę popłakać.
13 098 2013-12-13 13:12:51
bubble13 rozumiem Cie bardzo dobrze.
Cały czas słysze od moich najbliższych "Jesteś facet. Co Ty się babą martwisz." , "Bądź mężczyzna. Tego kwiatu pół światu.".
Nie lamentuje, nie płacze, ale do jasnej cholery jestem CZŁOWIEKIEM! Płeć tu nie ma nic do rzeczy. MAM PRAWO ODCZUWAĆ BÓL!
Chłopaki też płaczą i mają do tego prawo! Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Musisz przeżyć swój ból i go przepracować, żeby wyjść z tego mocniejszym. Ból też trzeba dopuszczać, a nie udawać, że jest OK. W ten sposób człowiek by się tylko wykończył.
13 099 2013-12-13 13:21:55
Właśnie płacz na początku dawał ukojenie, ale teraz nie ma już takiego smutku, została tylko złość, która wyniszcza mnie od środka. straszne uczucie.
13 100 2013-12-13 13:31:51
Wiecie co, czuje się tak, jakbym straciła 15 lat swojego życia. Wiem, że nie do końca tak jest, bo wiele cudownych chwil przeżyłam, ale najbardziej boli fakt, że przez ostatni rok, za dużo było pustych obietnic o wspólnym życiu, przeprowadzce, nie rozumiem tego jak można tak oszukiwać i kłamać druga osobę, wiedząc jak bardzo się cieszyłam z tego powodu, że po tylu latach w końcu razem w jednym miejscu, a nie cały czas na walizkach.
A może to go przestraszyło, ta stabilizacja, chęć posiadania potomka, może on nie byłby w stanie tak żyć, opiekować się własnym dzieckiem, czy to by go przerosło???
a może tak jest, że większość z nas żyje w zakłamaniu, tylko o tym nie myśli i po prostu żyje...
i jak tu zacząć na nowo życie, nie mówię o nowym związku, nie wiem czy uda mi się jeszcze ułożyć z kimś życie, czy będę potrafiła zaufać, mając tyle doświadczeń na plecach.....
jedno wiem, jest cholernie mi ciężko...
13 101 2013-12-13 13:32:13
Właśnie płacz na początku dawał ukojenie, ale teraz nie ma już takiego smutku, została tylko złość, która wyniszcza mnie od środka. straszne uczucie.
To są po prostu kolejne etapy przeżywania straty. Dla pocieszenia ostatni to pogodzenie sie ze stratą, ukojenie ![]()
Znalezione w necie (o stracie przez śmierć, ale rozpad związku przeżywa się bardzo podobnie):
I. Faza szoku i zaprzeczenia. Z tym etapem spotykamy się tuż po dowiedzeniu się, że bliska nam osoba nie żyje. Siła oraz długość wstrząsu będzie zależeć od tego, jak bardzo byliśmy zżyci z osobą, w jakim wieku była ona była, czy umarła naturalnie czy też w nagłym wypadku. Często mamy poczucie odrealnienia, jakby to nie działo się naprawdę. Rzadko w tej fazie towarzyszy nam płacz i rozpacz. Raczej znajdujemy się w stanie otępienia. Często powinności pogrzebowe załatwiamy jak ?maszyny?, wszystko robimy jakby automatycznie. Tak jakby ta sytuacja nie dotyczyła nas samych. Niektórzy potrzebują kilku minut, inni kilku dni, a jeszcze inni tygodni lub nawet miesięcy, by dotarła do nich informacja, że strata jest autentyczna
II. Dezorganizacja zachowania. Tu najczęściej pojawiają się trudności w sprostaniu codziennym obowiązkom. Sytuacje, które wcześniej były dla nas naturalne, obecnie potrafią nas wprawić w strach, w przerażenie. Często czujemy się nieporadni. Nasza aktywność zawodowa wyraźnie spada (i nie tylko zawodowa). Czujemy się bez energii. Często dochodzi do zaburzeń snu. Jedni mogliby spać na okrągło, inni mają problemy z zasypianiem. Dodatkowo mogą pojawić się zaburzenia łaknienia. Nasze myśli i emocje skoncentrowane są głównie na zmarłym. Czasami nawet budzimy w sobie nadzieje, że spotkamy zmarłego, że jego śmierć to tylko głupie nieporozumienie. Tej fazie często towarzyszy uczucie poczucia winy, poczucia krzywdy, izolowanie się od innych.
III. Złość/ bunt. Tutaj najczęściej odczuwamy różne rodzaje złości: na Boga, na los, na osobę zmarłą, na wszystkich i na wszystko. Swoja złość kierujemy na siebie bądź na innych. Często też odczuwamy zazdrość, że inni mogą się cieszyć szczęściem rodzinnym, a my już nie możemy. Zawiść również jest uczuciem, które może się w tej fazie pojawić.
IV. Smutek/ depresja. W tej fazie czujemy się dotknięci ogromnym smutkiem. Przepełnia nas żal i rozpacz. Nic nas nie cieszy. Czujemy się apatyczni i niezdolni do podejmowania wysiłku. Mamy ciągłe uczucie zmęczenia i wyczerpania. Nieraz mamy nieprzemożoną potrzebę snu. Zaniedbujemy siebie i rodzinę. Unikamy znajomych. Potrafimy większość wolnego czasu spędzać w łóżku. Tracimy apetyt. Zamykamy się w sobie. Często płaczemy. Czujemy się osamotnieni i niezrozumiani przez innych. Przyszłość widzimy w czarnych barwach. Nasze myśli skoncentrowane są głównie na zmarłym i na bezsensie życia.
V. Akceptacja/ pogodzenie się ze stratą. Powoli odzyskujemy aktywność oraz zainteresowanie życiem towarzyskim, rodzinnym, zawodowym. Nie rzadko podejmujemy nowe role i zadania życiowe. Temat straty nie wywołuje już w nas bólu. Czujemy się pogodzeni ze śmiercią bliskiej osoby.
13 102 2013-12-13 13:48:46
Z tego co tu czytam to jestem na etapie III.
Wczoraj jak uslyszałem, że zamierzają zamieszkać ze sobą to w nocy przeszedłem chyba 3 pierwsze etapy ![]()
Zobaczymy co dalej mnie czeka. Byle do przodu.
13 103 2013-12-13 13:56:43
ja tez na II etapie, czyli sporo jeszcze przede mną.... ;-(
13 104 2013-12-13 14:17:30
Najgorsze już za nami. Teraz może być tylko lepiej.
13 105 2013-12-13 14:25:17
Ja chyba jestem gdzieś między II a III etapem.
Wydaje mi się, że one mogą się też trochę mieszać i przeplatać.
13 106 2013-12-13 14:38:40
myślę, że na pewno, bo mnie czasami ogarnia smutek i depresja, czyli IV etap, złości jako takiej nie czuje i nie czułam, chyba, że na początku, jak się dowiedziałam, trwała chwilę, chyba bardziej z tego, że po raz kolejny dałam się oszukać.....
13 107 2013-12-13 14:51:10
Ponieważ kończyliśmy ten związek nie raz...i nie dwa jestem na etapie III IV...
Ale też użalam się nad sobą II. Jaka to ja nieszczęśliwa, pokrzywdzona, samotna buuuu....
Wstałam rano w wisielczym nastroju i wyżyłam się na córce ![]()
Teraz mam się uczyć, jutro egzamin...i nici nie chce mi się, nie interesuje mnie, mam to gdzieś...ech...
13 108 2013-12-13 15:05:45 Ostatnio edytowany przez Mychanka (2013-12-13 15:07:13)
SYLA - wygląda na to, że to dzieciak bojący się odpowiedzialności.
Obawiam się, że jak tak szybko poszedł w tany to ciężko będzie go odzyskać...
EDIT - chyba SYLA usunęła swój post...?
13 109 2013-12-13 15:08:45
najbardziej boli fakt, że przez ostatni rok, za dużo było pustych obietnic o wspólnym życiu, przeprowadzce
My mieliśmy mieszkanie kupować, dom budować... Wszystko o dupę rozbić
13 110 2013-12-13 15:12:06
Hej pisze bo chciałabym opowiedzieć o swojej sytuacji i podyskutować na ten temat.
A więc byłam z chłopakiem dwa lata a on gdy wyjechał na studia zostawił mnie z dnia na dzień dla jakiejś dziewczyny z akademika. Poznaliśmy się w 1 klasie liceum przyjaźniliśmy się i w połowie 2 klasie postanowiliśmy spróbować. Było nam razem bardzo dobrze, zakochaliśmy się w sobie przeszliśmy razem przez wiele przeszkód stojacych nam na drodze. I dla mnie i dla niego był to pierwszy taki poważniejszy związek. Mówił ze mnie kocha że zrobiłby dla mnie wszystko i ze na pewno przetrwamy rozłąkę na studiach. Po dwóch tygodniach pobytu w akademiku zostawił mnie mówiąc że mnie nie kocha że chce się bawić. BArdzo mnie to zabolało, ze woli imprezy ode mnie ale gdy się rozstaliśmy dowiedziałam się że kręci z inną i obecnie już z nią jest ( znaja się dwa miesiace). Wierzyłam mu gdy mówił że chce się bawić a on tak naprawdę zostawił mnie dla innej która jest na miejscu. Poczułam się gorsza i wykorzystana. On jest teraz szczęśliwy nie zaluje swojego wyboru bo się w niej zakochał. Co ja mam robić ? I czy on bedzie tego załował?
13 111 2013-12-13 15:22:36
SYLA - wygląda na to, że to dzieciak bojący się odpowiedzialności.
Obawiam się, że jak tak szybko poszedł w tany to ciężko będzie go odzyskać...EDIT - chyba SYLA usunęła swój post...?
Ja nie chce już go odzyskać bo to nie ma sensu po tym jak mnie potraktował chce tylko zeby żałował. On nawet nie widzi nic złego w tym co zrobił i w dodatku sciemnia tej nowej dziewczynie ze ze mną nie jest od kwietnia.
Ja czuje się poprostu wykorzystana, czuje ze się bawił mną przez tyle czasu bo gdy wyjechał od razu wymienił mnie na inną . Mam też wrażenie że jestem od niej gorsza skoro nawet się nie zastanawiał czy dobrze robi zostawiając mnie dla tej dziewczyny z akademika.I też słyszałam o niej dobre rzeczy że jest mądrą dziewczyną i dobrą do tego na miejscu więc pewnie uznał ze po co mu taka dziewczyna jak ja na odległość.
13 112 2013-12-13 15:25:29
Jak go ta nowa kobitka za przeproszeniem w dupe kopnie to będzie żałował, o ile coś jeszcze do Ciebie czuje.
13 113 2013-12-13 15:26:48
Nie czuj się winna, to on jest dupkiem i zrobił Ci wielką krzywdę.
Nie jest Ciebie wart!
13 114 2013-12-13 15:29:08
Jak go ta nowa kobitka za przeproszeniem w dupe kopnie to będzie żałował, o ile coś jeszcze do Ciebie czuje.
Wątpię że coś czuje skoro już tak bardzo jest zakochany w tej nowej której w ogóle nie zna. Mam nadzieję że los odegra się na nim i będzie cierpiał tak jak ja.
13 115 2013-12-13 15:33:35 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-12-13 21:33:35)
(...)Niedojrzałość lub deficyty rodzicielskiej miłości powodują, że w dorosłe życie wchodzimy z niską samooceną, brakiem akceptacji siebie i niewykształconą kobiecością. I usilnie poszukujemy tej ?drugiej połówki? ? mężczyzny, który nada naszemu życiu sens. Tylko w związku czujemy się wartościowe, czujemy się prawdziwymi kobietami. A gdy jesteśmy same, gdy nie ma przy nas ukochanego mężczyzny, ogarnia nas pustka i bezsens istnienia.
Kiedy mężczyzna staje się dla kobiety potrzebą, a nie wyborem, kobieta próbuje maksymalnie silnie go ze sobą związać. Na ołtarzu miłości składa siebie, a ze swojego poświęcenia chciałaby zbudować partnerowi złotą klatkę, by jej nigdy nie opuścił. Wytrzyma wszystko, aby tylko związek trwał ? zaniedbywanie, kłótnie, upokorzenia, przemoc psychiczną, bicie.
Mówi się, że zdrowo kochającą kobietę partner może zranić tylko raz. Kobieta, która ?kocha za bardzo? jest raniona bez przerwy. Z lęku przed samotnością trwa w swoim cierpieniu, a żeby jakoś wytłumaczyć je przed sobą, wciąż wierzy, że partner się zmieni. Wreszcie zrozumie swoje złe postępowanie i będzie dla niej tak czuły, jak na początku związku. W pełni uzależniona od mężczyzny nie potrafi już spojrzeć prawdzie w oczy ? żyje w stworzonej przez siebie iluzji.
Zwykle prędzej czy później kobieta, która ?kocha za bardzo? staje się w związku ofiarą, a jej ukochany ? oprawcą. On też jest od niej uzależniony, bo przyzwyczaił się do wygodnej roli ?biorcy?. Taki związek, choć toksyczny, potrafi trwać latami, bo symbioza ofiary z oprawcą jest wyjątkowo trwała.
Często kobieta, która ?kocha za bardzo? wybiera sobie partnera słabego, nie dającego sobie rady w życiu, uciekającego w nałogi. W roli opiekunki czuje się świetnie, ale jej pomoc nie jest bezinteresowna, bo w zamian oczekuje miłości, opartej na wdzięczności. W życie dorosłe przenosi dokładnie znany jej schemat z dzieciństwa ? że na miłość musi zasłużyć. Przez innych uważana za silną, radzącą sobie z problemami, tak naprawdę w życiu osobistym jest wieczną żebraczką miłości. Gdy jej partner odkryje jej słabość ? paniczny lęk przed samotnością, gdy kobieta kolejny raz wybaczy mu złe traktowanie ? staje się panem sytuacji. To on zaczyna dyktować warunki. Jest też inna możliwość. Mając dość ciągłej dominacji kobiety nad nim, mężczyzna otwiera drzwiczki złotej klatki i ucieka na wolność. A ona pogrąża się w rozpaczy, nie rozumiejąc, jak można być takim okrutnym niewdzięcznikiem...
To fragment książki mówiący o mnie...:( jestem beznadziejna, nigdy nie nauczę się z nikim normalnie zyć...mam takie deficyty jak stąd na księżyc ![]()
13 116 2013-12-13 15:35:14
To jest moim zdaniem tylko zauroczenie. Ten typ ludzi tak ma, że nie potrafią żyć bez tych motylków w brzuchu, przyśpieszonego tętna itp.
Dla nich nie są ważne głębsze uczucia, tylko przypływ adrenaliny, gdy wchodzą w coś nowego. Wielu się na tym przejedzie, chociaż znam przypadki, że ludzie po latach rozchodzili się, za chwile nowy partner, ślub, dzieci i dalej są razem. Miłość przychodzi znienacka.
13 117 2013-12-13 15:43:13
On widocznie nie wie co to jest miłość zauroczył się we mnie było mu ze mną dobrze gdy byłam na miejscu a gdy się przeprowadził to musiał też zmienić dziewczynę żeby mu było wygodniej i łatwiej. Nie spodziewałabym się tego po nim bo wierzyłam w jego słowa że chce być ze mną.
13 118 2013-12-13 15:48:11
On widocznie nie wie co to jest miłość zauroczył się we mnie było mu ze mną dobrze gdy byłam na miejscu a gdy się przeprowadził to musiał też zmienić dziewczynę żeby mu było wygodniej i łatwiej. Nie spodziewałabym się tego po nim bo wierzyłam w jego słowa że chce być ze mną.
Być może tak jest. Wiem co czujesz, mój mąż odszedł ode mnie po 8 latach małżeństwa i 15 latach związku do dziewczyny 10 lat młodszej, którą znał ok miesiąc. Masakra.
13 119 2013-12-13 16:09:38 Ostatnio edytowany przez Viggo (2013-12-13 16:12:54)
Niedojrzałość lub deficyty rodzicielskiej miłości powodują, że w dorosłe życie wchodzimy z niską samooceną, brakiem akceptacji siebie i niewykształconą kobiecością. I usilnie poszukujemy tej ?drugiej połówki? ? mężczyzny, który nada naszemu życiu sens. Tylko w związku czujemy się wartościowe, czujemy się prawdziwymi kobietami. A gdy jesteśmy same, gdy nie ma przy nas ukochanego mężczyzny, ogarnia nas pustka i bezsens istnienia.
Kiedy mężczyzna staje się dla kobiety potrzebą, a nie wyborem, kobieta próbuje maksymalnie silnie go ze sobą związać. Na ołtarzu miłości składa siebie, a ze swojego poświęcenia chciałaby zbudować partnerowi złotą klatkę, by jej nigdy nie opuścił. Wytrzyma wszystko, aby tylko związek trwał ? zaniedbywanie, kłótnie, upokorzenia, przemoc psychiczną, bicie.
Mówi się, że zdrowo kochającą kobietę partner może zranić tylko raz. Kobieta, która ?kocha za bardzo? jest raniona bez przerwy. Z lęku przed samotnością trwa w swoim cierpieniu, a żeby jakoś wytłumaczyć je przed sobą, wciąż wierzy, że partner się zmieni. Wreszcie zrozumie swoje złe postępowanie i będzie dla niej tak czuły, jak na początku związku. W pełni uzależniona od mężczyzny nie potrafi już spojrzeć prawdzie w oczy ? żyje w stworzonej przez siebie iluzji.
Zwykle prędzej czy później kobieta, która ?kocha za bardzo? staje się w związku ofiarą, a jej ukochany ? oprawcą. On też jest od niej uzależniony, bo przyzwyczaił się do wygodnej roli ?biorcy?. Taki związek, choć toksyczny, potrafi trwać latami, bo symbioza ofiary z oprawcą jest wyjątkowo trwała.
Często kobieta, która ?kocha za bardzo? wybiera sobie partnera słabego, nie dającego sobie rady w życiu, uciekającego w nałogi. W roli opiekunki czuje się świetnie, ale jej pomoc nie jest bezinteresowna, bo w zamian oczekuje miłości, opartej na wdzięczności. W życie dorosłe przenosi dokładnie znany jej schemat z dzieciństwa ? że na miłość musi zasłużyć. Przez innych uważana za silną, radzącą sobie z problemami, tak naprawdę w życiu osobistym jest wieczną żebraczką miłości. Gdy jej partner odkryje jej słabość ? paniczny lęk przed samotnością, gdy kobieta kolejny raz wybaczy mu złe traktowanie ? staje się panem sytuacji. To on zaczyna dyktować warunki. Jest też inna możliwość. Mając dość ciągłej dominacji kobiety nad nim, mężczyzna otwiera drzwiczki złotej klatki i ucieka na wolność. A ona pogrąża się w rozpaczy, nie rozumiejąc, jak można być takim okrutnym niewdzięcznikiem...
To fragment książki mówiący o mnie...:( jestem beznadziejna, nigdy nie nauczę się z nikim normalnie zyć...mam takie deficyty jak stąd na księżyc
Cytując książkę, a konkretnie słowa z niej, powinnaś chociażby ująć je w cudzysłów, albo używać wersji BBCODE W ten sposób nikt nie będzie miał wątpliwości czyjego autorstwa to odnośnik.
13 120 2013-12-13 16:23:14
To fragment książki mówiący o mnie...:( jestem beznadziejna, nigdy nie nauczę się z nikim normalnie zyć...mam takie deficyty jak stąd na księżyc
Nie jesteś beznadziejna, jesteś silną i mądrą kobietą. Tyle innym pomagasz i podnosisz na duchu ![]()
Głowa do góry ![]()
A nawet jak są jakieś problemy to najważniejsze jest sobie z nich zdać sprawę, a ty masz już to za sobą ![]()
13 121 2013-12-13 17:08:45
l_ukrecja napisał/a:To fragment książki mówiący o mnie...:( jestem beznadziejna, nigdy nie nauczę się z nikim normalnie zyć...mam takie deficyty jak stąd na księżyc
Nie jesteś beznadziejna, jesteś silną i mądrą kobietą. Tyle innym pomagasz i podnosisz na duchu
Głowa do góry
A nawet jak są jakieś problemy to najważniejsze jest sobie z nich zdać sprawę, a ty masz już to za sobą
Dziękuję Mychanko ![]()
Wiem, że tęsknie za iluzją...
Ale sama sie na siebie wkurzam, bo już tak dobrze się czułam, a teraz ten cholerny nawrót!!! buuuu....
13 122 2013-12-13 17:48:12 Ostatnio edytowany przez AKEME (2013-12-13 17:50:23)
Niedojrzałość lub deficyty rodzicielskiej miłości powodują, że w dorosłe życie wchodzimy z niską samooceną, brakiem akceptacji siebie i niewykształconą kobiecością. I usilnie poszukujemy tej ?drugiej połówki? ? mężczyzny, który nada naszemu życiu sens. Tylko w związku czujemy się wartościowe, czujemy się prawdziwymi kobietami. A gdy jesteśmy same, gdy nie ma przy nas ukochanego mężczyzny, ogarnia nas pustka i bezsens istnienia.
Kiedy mężczyzna staje się dla kobiety potrzebą, a nie wyborem, kobieta próbuje maksymalnie silnie go ze sobą związać. Na ołtarzu miłości składa siebie, a ze swojego poświęcenia chciałaby zbudować partnerowi złotą klatkę, by jej nigdy nie opuścił. Wytrzyma wszystko, aby tylko związek trwał ? zaniedbywanie, kłótnie, upokorzenia, przemoc psychiczną, bicie.
Mówi się, że zdrowo kochającą kobietę partner może zranić tylko raz. Kobieta, która ?kocha za bardzo? jest raniona bez przerwy. Z lęku przed samotnością trwa w swoim cierpieniu, a żeby jakoś wytłumaczyć je przed sobą, wciąż wierzy, że partner się zmieni. Wreszcie zrozumie swoje złe postępowanie i będzie dla niej tak czuły, jak na początku związku. W pełni uzależniona od mężczyzny nie potrafi już spojrzeć prawdzie w oczy ? żyje w stworzonej przez siebie iluzji.
Zwykle prędzej czy później kobieta, która ?kocha za bardzo? staje się w związku ofiarą, a jej ukochany ? oprawcą. On też jest od niej uzależniony, bo przyzwyczaił się do wygodnej roli ?biorcy?. Taki związek, choć toksyczny, potrafi trwać latami, bo symbioza ofiary z oprawcą jest wyjątkowo trwała.
Często kobieta, która ?kocha za bardzo? wybiera sobie partnera słabego, nie dającego sobie rady w życiu, uciekającego w nałogi. W roli opiekunki czuje się świetnie, ale jej pomoc nie jest bezinteresowna, bo w zamian oczekuje miłości, opartej na wdzięczności. W życie dorosłe przenosi dokładnie znany jej schemat z dzieciństwa ? że na miłość musi zasłużyć. Przez innych uważana za silną, radzącą sobie z problemami, tak naprawdę w życiu osobistym jest wieczną żebraczką miłości. Gdy jej partner odkryje jej słabość ? paniczny lęk przed samotnością, gdy kobieta kolejny raz wybaczy mu złe traktowanie ? staje się panem sytuacji. To on zaczyna dyktować warunki. Jest też inna możliwość. Mając dość ciągłej dominacji kobiety nad nim, mężczyzna otwiera drzwiczki złotej klatki i ucieka na wolność. A ona pogrąża się w rozpaczy, nie rozumiejąc, jak można być takim okrutnym niewdzięcznikiem...
To fragment książki mówiący o mnie...:( jestem beznadziejna, nigdy nie nauczę się z nikim normalnie zyć...mam takie deficyty jak stąd na księżyc
Lukrecjo... ale może jednak powiedz temu NIE
powiem Ci coś. psycholożka, do której swego czasu chodziłam powiedziała mi kiedyś, że nie lubi, gdy jej pacjenci przychodzą z gotową diagnozą, np 'jestem DDA, proszę mi pomóc.' Nie lubi tego tylko z tego powodu, że najczęściej ci pacjenci patrzą na to swoje zaburzenie jak na wyrocznie: 'jestem DDA, dlatego mam takie a nie inne cechy, dlatego mi w życiu nie wychodzi, etc'. To, co sobie na dzień dobry robią, to utwierdzają się w swoich deficytach, potem robią z tego swoje fatum, na koniec taki trochę [paradoksalnie] cel zastępczy. łatwe wytłumaczenie swych niepowodzeń, zamiast podjęcia walki. piszę o tym tylko dlatego, że - owszem - diagnoza jest istotna. dotarcie do samego początku również. ale to jest zaledwie początek zadania. uświadomienie sobie. potem trzeba z tą wiedzą dalej coś zrobić. zacząć zmieniać. nie pisz o sobie, że jesteś beznadziejna, nie powtarzaj sobie mantry, że zawsze już będziesz kochająca za bardzo. to już wiesz, że taką masz tendencję. teraz czas na zmiany. wyobraź sobie siebie jako tę małą niedocenioną dziewczynkę i zaopiekuj się nią, doceń ją, przytul. gdybyś widziała zaniedbane cudze dziecko, to pewnie chciałabyś mu pomóc. a teraz zacznij to robić dla samej siebie sprzed lat. pewnie, że to się może odbywać tylko w Twojej głowie. ale właśnie to musimy zrobić. swoje deficyty wypełnić, zaopiekować się sobą i poczuć, że to potrafimy, że wcale nie musi to być ktoś inny.
13 123 2013-12-13 18:44:38
macie tak, że nawet wzięcie prysznica staje się wyczynem.. ?
jak sobie z tym wszystkim radzicie..? jak się wyciszacie..? bo ja już nie daję rady.. ![]()
13 124 2013-12-13 18:45:11
AKEME,
ja zawsze myślałam, że jestem silna, tak mówili mi wszyscy dookoła. Ale tym razem ta cała moja sytuacja życiowa mnie załamała, skad Ty masz w sobie tyle siły????
Doradzcie mi co mam zrobić, mój eks chce sie ze mna spotkać w przyszłym tygodniu, niby w sprawie naszy spraw, które chce załatwić. Ja sie tego spotkania obawiam, tym bartdziej, że mam za soba fatalny tydzień wspomnień, beznadziejności i bezsilności. Boje się, że się na tym spotkaniu rozkleję, ze zaczne go pytac czy wróci, czy spędzimy razem święta... chcialabym tego uniknąć, ale spotkac sie musze, bo też mi zalezy na załatwieniu spraw.
Jak mam sobie z tym poradzić, jak sie przy nim zachowac, być stanowcza i skupić sie tylko na uzgodnieniu naszych spraw, nie poruszać innych tematów, nie pytac o święta, nie pytać o nią.... co mam zrobić.
Jego telefon mnie zaskoczył, ja siebie też, bo w rozmowie odpowiadałam bardzo krótko o nic nie pytalam dodatkowo, tak jak zazwyczaj on ze mną rozmawiał ostatnimi czasy.
Doradzcie, jaka postawe mam przyjąć?
13 125 2013-12-13 19:03:00
Bubble, powiem Ci z mojego krótkiego doświadczenia. Rozmawiaj TYLKO o sprawach, które musicie wyprostować. Schodzenie na temat związku Waszego i jego nowego Cie tylko rozwali. Parę razy, gdy miałam z K gadać o zorganizowaniu opieki nad synkiem, a wychodził temat rozwodu, to wychodziłam z tego zmaltretowana i miałam ochotę się unieszkodliwić. A gdy z czasem byłam już w stanie dać sobie 'szlaban' na rozmowę o rozstaniu, to ustalenia nowego 'porządku' przebiegały na tyle spokojnie, że przynajmniej dało się w miarę normalnie funkcjonować. Bubble, to musi być mocne postanowienie. Da się nie rozpłakać, da się nie poruszać tych bolesnych kwestii. Tylko trzeba maksymalnie się spiąć w sobie. Będzie dobrze...
13 126 2013-12-13 19:07:05
macie tak, że nawet wzięcie prysznica staje się wyczynem.. ?
jak sobie z tym wszystkim radzicie..? jak się wyciszacie..? bo ja już nie daję rady..
Wbrew pozorom dość dobrze działa próba wyciągania innych do góry, pomimo że się jest w czarnejdupie. Autosugestia? Może.
13 127 2013-12-13 20:22:37
AKEME,
chodzisz na zajęcia?
widzę, że zmienilaś podpis u siebie, brawo!!!
mam weekend na ćwiczenie wytrwalości i powtarzanie sobie że jestem cudowną kobietą, bo nie ukrywam moja pewnośc siebie ostatnio podupadła, a dzisiaj na to wszystko dostałam kartke na święta od bardzo bliskich znajomych z Belgii i zaaadresowana jest naszymi imionami i jego nazwiskiem, tak jak małżeństwo ;-((
13 128 2013-12-13 20:54:02
eh zrobiłam chyba najwieksza głupote jaka mogłam zrobic
przegladałam fotki ...:( ale tak bardzo brakowało mi jego twarzy
teraz mam za swoje
wczoraj wieczorem tez zebrało mi sie na jakies wspomnienia
jakies gorszcze dni czy co
:(:(
13 129 2013-12-13 20:58:01
AKEME,
chodzisz na zajęcia?
widzę, że zmienilaś podpis u siebie, brawo!!!
mam weekend na ćwiczenie wytrwalości i powtarzanie sobie że jestem cudowną kobietą, bo nie ukrywam moja pewnośc siebie ostatnio podupadła, a dzisiaj na to wszystko dostałam kartke na święta od bardzo bliskich znajomych z Belgii i zaaadresowana jest naszymi imionami i jego nazwiskiem, tak jak małżeństwo ;-((
Tak, prowadzę zajęcia, mam je w poniedziałki i środy. Zmieniłam opis, by nie nastawiać się negatywnie. Potrzebuję jednak trochę sobie wybijać gumowym młotkiem głupotę z głowy. A najlepiej to robić wzbudzając optymistyczne nastawienie. Chyba. Dzisiaj też mi się trochę smutno zrobiło, ale nie z powodu K. Po prostu, jakoś tak nijak dzisiaj. I naszła mnie ochota poprzytulać się do kogoś. Bubble, a tą kartką się aż tak nie przejmuj. Wiem, że wszystko przypomina, ale trzeba się trochę znieczulić...
13 130 2013-12-13 21:21:03
Barbarko,
ostatnio rzeczywiście ciężkie dni, chyba nastał ten czas, że zaczynamy wspominać, a poza tym ten okres świąteczny robi swoje.
ja fotki kiedyś zaczęłam przeglądać, ale odłożyłam po kilku przeglądniętych, nie dalam rady.
dawno Cie barbarko nie bylo, zaganiana jesteś, a jak znajomość?