Dzień dobry wszystkim.
Parę przemyśleń przy kawie.
Brak kontaktu bardzo ale to bardzo pomógł. Zmieniłem nr tydzień temu. Nie budzę się już z przerażającą myślą "ona nigdy nie wróci". Zaczynam słuchać rozumu i myśleć obiektywnie. Wspomnienia o niej robią się wyblakłe i tak, jakby te 6 lat nigdy nie miało miejsca. Poza tym wspomnienia i idealizowanie jej straciły moc. Zaczynam widzieć i rozumieć, że żyłem w toksycznym związku. Zdarzało jej się krzyczeć na mnie w miejscach publicznych, specjalnie. Moja eks miała wybuchowy i niepewny charakter. Poza tym cięła się, raz przez to trafiła do psychiatryka. Nigdy nie chciała mi powiedzieć dlaczego to robi, czemu jej smutno. Wiem tylko, że jej ojciec pił i miał z tym problem. Zawsze się spóźniała, ostatecznie zawsze wyjeżdżał trochę później niż to było zaplanowane, zawsze. Potrafiłem przyjść do niej i czekać 1,5h aż skończy rozmawiać przez telefon z siostrą. Dodatkowo zauważyłem, że potrafiłem przy niej i na jej życzenie rozhulać niejedną wypłatę. Trochę tego całego syfu było a nie mam zamiaru jej zbytnio oczerniać; krótko mówiąc: zaczynam dostrzegać wady w związku i rozumieć, że po części wegetowałem przez te 6 lat, nie widząc świata poza nią. Myślę nawet, że dobrze się stało. Ona miała skończone tylko gimnazjum (dopiero teraz robi LO) i w każdej pracy, w której na krótki okres pracowała, była traktowana jak popychadło, co zawsze mnie strasznie bolało i też powodowała cierpienia. Poza tym musiałem to ukrywać przed rodziną i znajomymi, ogólnie nic przyjemnego.
Ech, jaki ja byłem głupi i ślepy, że dałem się tak zakochać... Poza tym wiem, że zdradziła już wcześniej i nie wiem czy nie robiła tego jeszcze wcześniej. Nie dość że głupi, ślepy to i naiwny...
Staram się skupić na moim obecnym problemie. Wczoraj miałem biopsję węzła chłonnego i czekam na wyniki. Boję się, że mam raka.
Jeszcze niedawno miałem myśl "nawet jeśli będę miał to trudno, nie chcę żyć bez niej" ale teraz chcę żyć mocno i długo. Zobaczymy co to będzie, na pewno coś mi dolega a czy to nowotwór to się dowiem niedługo.
Tak czy inaczej... czuję się powoli nowym człowiekiem i jest coraz lepiej. Pozdrawiam.
