netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

14 839 odpowiedzi786 955 wyświetleńzałożony przez hera.1, 24.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Strony Poprzednia 1 … 137 138 139 140 141 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 971 do 9 035 z 14 840 ]

8 971 Ostatnio edytowany przez Kwiatuszek100 (2013-06-26 22:17:31)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
geniu napisał/a:

bylbym zapomnial,obce mi rowniez- "nie wiem" , "nie umiem", "nie potrafie" , "nie da sie" tongue

Jeżeli te słowa były kierowane w moim kierunku to może napisz jeszcze raz o co pijesz do mnie!!!!!!!!

8 972

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Kwiatuszek100 napisał/a:
geniu napisał/a:

bylbym zapomnial,obce mi rowniez- "nie wiem" , "nie umiem", "nie potrafie" , "nie da sie" tongue

Jeżeli te słowa były kierowane w moim kierunku to może napisz jeszcze raz o co pijesz do mnie!!!!!!!!

kwiatek na prezydenta ! big_smile

8 973

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ty na mojego doradcę!!!!!!!!!!! big_smile

8 974

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam WSZYTSKICH smile wieczorową porą


niewiem1104 napisał/a:

Co robić? I tak muszę mu jeszcze kilka rzeczy oddać i przede wszystkim chciałabym wiedzieć. Może wtedy przestałbym to wypierać?

niewiem1104 - jestem 7 miesięcy po rozstaniu i dalej walczę, jedno co mogę Ci powiedzieć - nawet jeżeli się dowiesz  czegokolwiek nic nie zmieni, a może nawet pogorszy... jeśli okaże się że ma inną do Twoich myśli dojdzie następna "DLACZEGO?" a z nią kolejne próby nawiązania kontaktu, chęć dowiedzenia się jak to się stało, próby walki, kolejne wyparcie, nadzieja - że może im nie wyjdzie, że może wtedy wróci... jestem już 7 miesięcy po, on jest z nią już ponad 8... ma się dobrze, jest z nią szczęśliwy... słońce nadal świeci (no może nie dzisiaj wink rodzina go nie wydziedziczyła - a wręcz przeciwnie, myślę że zaakceptowali jego nową wybrankę...  Zrobisz jak będziesz czuła (zapewne i tak zapytasz - bo będzie to silniejsze...) jednak ta wiedza do niczego Ci sie nie przyda....
piszesz, że nie masz na nic ochoty, pytasz po co... sama właściwie do końca tego jeszcze nie wiem, jedno co jest pewne - rób wszystko małymi kroczkami...
spotkanie ze znajomymi, rower - tak, wiem będą myśli i chęć zadzwonienia by powiedzieć jak było, jednak powstrzymasz się (a jeśli nawet nie to i tak to będzie już dużo - wyjdziesz i zrobisz coś innego niż powrót z pracy i pójście spać....

Twoje samopoczucie, myśli, nadzieje - miałam to wszystko (niektóre z tych rzeczy mam w sobie nadal, inne tylko mnie nawiedzają ...)  Dobrze wszyscy radzą - idź do psychologa... oddałaś mu cząstkę siebie i nie zdołasz się pozbierać do momentu kiedy tej cząski nie odbierzesz... musisz zebrać i poskładać wszystkie kawałki... tak wiem, znowu tylko rady trudne do zrealizowania.. jednak wierz mi malutkimi kroczkami i powoli - DASZ RADĘ
dla przykładu - ja dziś już wychodzę do ludzi, umawiam się ze znajomymi, czasami brakuje mi czasu dla siebie (fakt, gdzieś tam w głowie nadal kołaczą mi się różne myśli, czasami rodzi się nadzieja, czasami strach innym razem taka straszna chęć by jeszcze raz spróbować to naprawić, jednak mimo to od czasu do czasu mignie (jeszcze niewielka i bardzo bardzo ulotna) nadzieja, że sobie poradzę...

Także walcz!

8 975

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Kwiatuszek nadaje i to z dowcipem,cieszę się.Witam Was wszystkich z kraju tulipanów i lużnych związków,nigdy w życiu nie widziałem tak luzackiego życia,wczytuje się w zaległości,tu nikt prawie nie zna niemieckiego,uruchomienie neta trwało prawie 3 dni.Pozdr.Leje deszcz teraz.

8 976

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
M. napisał/a:

Witam WSZYTSKICH smile wieczorową porą


niewiem1104 napisał/a:

Co robić? I tak muszę mu jeszcze kilka rzeczy oddać i przede wszystkim chciałabym wiedzieć. Może wtedy przestałbym to wypierać?

niewiem1104 - jestem 7 miesięcy po rozstaniu i dalej walczę, jedno co mogę Ci powiedzieć - nawet jeżeli się dowiesz  czegokolwiek nic nie zmieni, a może nawet pogorszy... jeśli okaże się że ma inną do Twoich myśli dojdzie następna "DLACZEGO?" a z nią kolejne próby nawiązania kontaktu, chęć dowiedzenia się jak to się stało, próby walki, kolejne wyparcie, nadzieja - że może im nie wyjdzie, że może wtedy wróci... jestem już 7 miesięcy po, on jest z nią już ponad 8... ma się dobrze, jest z nią szczęśliwy... słońce nadal świeci (no może nie dzisiaj wink rodzina go nie wydziedziczyła - a wręcz przeciwnie, myślę że zaakceptowali jego nową wybrankę...  Zrobisz jak będziesz czuła (zapewne i tak zapytasz - bo będzie to silniejsze...) jednak ta wiedza do niczego Ci sie nie przyda....
piszesz, że nie masz na nic ochoty, pytasz po co... sama właściwie do końca tego jeszcze nie wiem, jedno co jest pewne - rób wszystko małymi kroczkami...
spotkanie ze znajomymi, rower - tak, wiem będą myśli i chęć zadzwonienia by powiedzieć jak było, jednak powstrzymasz się (a jeśli nawet nie to i tak to będzie już dużo - wyjdziesz i zrobisz coś innego niż powrót z pracy i pójście spać....

Twoje samopoczucie, myśli, nadzieje - miałam to wszystko (niektóre z tych rzeczy mam w sobie nadal, inne tylko mnie nawiedzają ...)  Dobrze wszyscy radzą - idź do psychologa... oddałaś mu cząstkę siebie i nie zdołasz się pozbierać do momentu kiedy tej cząski nie odbierzesz... musisz zebrać i poskładać wszystkie kawałki... tak wiem, znowu tylko rady trudne do zrealizowania.. jednak wierz mi malutkimi kroczkami i powoli - DASZ RADĘ
dla przykładu - ja dziś już wychodzę do ludzi, umawiam się ze znajomymi, czasami brakuje mi czasu dla siebie (fakt, gdzieś tam w głowie nadal kołaczą mi się różne myśli, czasami rodzi się nadzieja, czasami strach innym razem taka straszna chęć by jeszcze raz spróbować to naprawić, jednak mimo to od czasu do czasu mignie (jeszcze niewielka i bardzo bardzo ulotna) nadzieja, że sobie poradzę...

Także walcz!

Walcz o siebie nie unicestwiaj się,jest przerąbane,pojawia się myśl czy tory i ekspres czy w łeb sobie strzelić,nie, trzeba pomyśleć o sobie,odbuduj się,poznasz kogoś z czasem i przekonasz się że nawet dobrze się stało,to nie Ty straciłaś,ktoś inny stracił Ciebie,miej to w d.Rozdaj nowe karty.

8 977

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
mayk222 napisał/a:

Kwiatuszek nadaje i to z dowcipem,cieszę się.Witam Was wszystkich z kraju tulipanów i lużnych związków,nigdy w życiu nie widziałem tak luzackiego życia,wczytuje się w zaległości,tu nikt prawie nie zna niemieckiego,uruchomienie neta trwało prawie 3 dni.Pozdr.Leje deszcz teraz.

Kwiatek nadaje i czasami to tak że aż przestać nie może. Mayk proszę tylko nie wracaj w luźnych spodniach jak za wiele luzu zażyjesz big_smile

8 978

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Kwiatuszek100 napisał/a:
mayk222 napisał/a:

Kwiatuszek nadaje i to z dowcipem,cieszę się.Witam Was wszystkich z kraju tulipanów i lużnych związków,nigdy w życiu nie widziałem tak luzackiego życia,wczytuje się w zaległości,tu nikt prawie nie zna niemieckiego,uruchomienie neta trwało prawie 3 dni.Pozdr.Leje deszcz teraz.

Kwiatek nadaje i czasami to tak że aż przestać nie może. Mayk proszę tylko nie wracaj w luźnych spodniach jak za wiele luzu zażyjesz big_smile

HaaaaaaaaaaaaaaHaaaaaaaa.W lużnych spodniach,krokiem marynarza po pomyłce z tranwestytą??????????????????

8 979

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

mayk222 - dobrze widzieć że się trzymasz smile

8 980

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
M. napisał/a:

mayk222 - dobrze widzieć że się trzymasz smile

A trzymam się swietnie,dostałem kopa od życia i znalazłem się z "ręką w nocniku" teraz mam plany nowy świetny związek z super partnerką,Ona zajmuje się domem moim wilkiem a ja wyjechałem zarobić mamone,nie siedzę w czarnej dupie jak kiedyś,mam doskonały nastrój i mimo że mam złe wspomnienia to Jej ufam bo jest naprawdę poukładana.

8 981

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

DZień dobry, jest tu kto?

8 982

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Moi Drodzy,

Staram się czerpać z Waszym wypowiedzi jak najwięcej. Mówię sobie: Wy daliście radę to czemu ja nie dam?Ale to tylko mówienie, czuję się tragicznie. Mówicie: Potrzeba czasu. Na pewno macie rację. Ale czy z tym czasem nie trzeba nic zrobić? Czy ten czas właśnie mnie nie wykończy?Czy człowiek może tak długo tak się czuć, czy w końcu nie łamie się do końca?

Rozsadza mnie, wymiotuję kilka razy dziennie pomimo tego, że nic od 4 dni nie zjadłam. Lęcę na lekach uspokajających ale ręce trzesą mi się tak, że w pracy nie mogę podpisać dokumentów. Fizycznie też umieram. Już nawet nie zwracam uwagi na to co mnie boli, łapię się na tym, że boli mnie głowa ale nie wiem od kiedy, boli mnie cały czas. Czuję się tak od 4 miesięcy, ale od nowa od oniedziałku. Najgorsze jest to, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. Nie to, że tak samo - gorzej.

Miałam nadzieję, walczyłam on podobno też. Okazało się, że chodziło o inną. Przez 4 miesiące się mną bawił. Rozmawialiśmy o tym ciągle, ciągle powtarzał, że ona nic nie znaczy, że to znajoma, wręcz się denerwował, że go oskarżam cały czas. W poniedzialek pękłam. I on chyba poczuł ulgę, że to ja niby podjęłam decyzję. Teraz ona pisze na fb jak jej życie się zmienia...wszystko jasne.

To boli jeszcze bardziej. Boli tak, że nie wiem co robić, czuję jakbym wariowała. Jakbym miała wybuchnąć, upaść i nie wstać, jakbym miała zaraz zawału dostać. Nie mam mysli samobójczych nie myślę o tym jak sobie coś zrobić, ale myslę o tym, że nawet jakby mi się coś stało to co z tego? Wiem straszne, okropne, sama na siebie krzyczę, ale tak czuję. Moja przyszłość jakby straciła sens, moje plany, marzenia.

Ja nie chcę teraz być szcześliwa. Ja chcę być spokojna. Marzę o tym spokoju, który miałam. Marzę o tym, żeby móc pomyśleć o czymś innym. Obudzić się i nie myśleć o nim?Czy taki dzień nastąpi? Teraz wydaje mi się, że zawsze będę pamiętała o tym, że byłam szczęśliwa, budziłam się obok niego, zasypiałam obok niego. Miałam wszystko, żyłam normalnie. Teraz nie mam nic, żyję jak wrak człowieka.

Krzyczy na mnie moja mama, nie chce już ze mną rozmawiać, moja Babcia też zaczęła. Rozumiem je, ale jest mi przykro, że one nie rozumieją mnie. Mają prawo być na mnie złe, są doświadczone, wiedzą, że to minie. A ja...ja pierwszy raz coś takiego przeżywam i dalej nie mogę uwierzyć, że to się stało.

Nie mogę uwierzyć, po prostu. Czy to minie?
No i ten strach przed przyszłością, której teraz nie widzę.

8 983

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dziewczyno idź do psychologa czym prędzej!!! Chyba lepsze to niż aby Cię zamknęli w wariatkowie...
Ratuj się i kontakty z bliskimi!!!

P.S. Miłego dnia wszystkim

8 984

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Tak zrobię, chyba powinnam. Ale mam co do tego obawy.

Po prostu mam wrażenie, że teraz tak musi być, to nie jest nic nienormalnego, wręcz naturalne, że człowiek cierpi. Ale faktycznie, czytając Wasze wypowiedzi, widzę, że sama reaguję za bardzo, za mocno i przede wszystkim za długo.

Wszyscy mówią, że to minie...że potrzeba czasu, może faktycznie tak jest.

8 985

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Niewiem jestem przerażony Twoim stanem.
Twoje uzależnienie od niego jest ogromne.
Posłuchaj co mówi Kwiatuszek i idź jak najszybciej do psychologa.
Witam Wszystkich i miłego dnia życzę

8 986

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

newiem1104 - czy minie nie mam pojęcia... wiem jedno - będzie lepiej... pod jednym warunkiem - weź się w garść - a jeżeli sama nie potrafisz i nie masz wokół siebie osoby, która byłaby w stanie Ci pomóc - IDŹ DO PSYCHOLOGA - serio...ja też miałam opory - bo po co? bo przecież go tak naprawdę nic nie obchodzą moje problemy... jednak to nie ważne- można mówić, można o tym rozmawiać... to pomaga...  niszczysz się i sama nie przestaniesz... ja schudłam 10kg - już byłam chuda, a teraz wyglądam jak patyczak, ale to co się z Tobą dzieje to nie do pojęcia (wymioty?)
zrób to dla siebie... skąd jesteś? może ktoś tutaj poleci Ci kogoś dobrego z Twojej okolicy....


mayk222 - jak dobrze coś takiego czytać - może i dla nas (dla mnie) jest jeszcze nadzieja???

8 987

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

i oczywiście również WITAM WSZYSTKICH smile

8 988

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dziękuję, że tak mówicie. Dzięki temu wiem, że faktycznie dzieje się coś złego.Wszyscy mówią weź się w garść a ja nie wiem jak. Konkretnie co zrobić?Próbuję wszystkiego, zająć czymś myśli w pracy, ale prawda jest taka, że wszystko robię mechanicznie. A później te uczucia wracają do mnie ze zdwojoną siłą.

Nie wiem co się ze mną dzieje. Co najgorsze, dwie jego byłe dziewczyny też wylądowały u psychologa. Jednak od 4 lat dalej chodzi, a druga?Zrujnowała sobie życie...nie wiem czy on wybiera podświadomie takie słabiaki emocjonalne, czy tak sam niszczy. Bo tak nprawdę nic złego nie zrobił przez trzy lata. Teraz owszem zabawił się mną, ale tak?Nic.

A ja dalej nie mogę uwierzyć, że jest moją przeszłością. Jakby to się nie mogło stać. Niby o tym wiem, mówię, czuję i przeżywam ale jak zaczynam to do siebie dopuszcać to czuję jakbym miała przekroczyć jakąś granicę rozpaczy, z której nie wyjdę.Wtedy mechanizm obronny - wyparcie.

Co do psychologa. Tak naprawdę nie wiem jak miałby pomóc. Rozmawiam o tym ciągle. Z mamą, babcią, z każym z kim mogę.

Jestem z Warszawy, właśnie nie wie czy jest jakiś dobry psycholog, który się w czymś takim specjalizuje. W dodatku zależy mi na pomocy bezpłatnej. Zostałam sama w mieszkaniu na które mnie średnio stać, więc to jest istotna kwestia.

8 989 Ostatnio edytowany przez eine_gute_ehefrau (2013-06-27 12:03:53)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

niewiem1104
Na to co sie stalo nie masz wplywu ale MASZ WPLYW na swoje mysli.
A Twoje mysli maja bezposredni wplyw na Twoje samopoczucie...
Rozumiesz ?
Ty jestes ich pania, szefowa.
Zapanuj nad nimi swiadomie !
Przychodzi mysl pt. czarna rozpacz- pokieruj ja do smietnika
a w jej miejsce wprowadz inna !
A jaka ? Zaplanuj sobie wczesniej, na spokojnie, wymysl mysl ktora bedziesz wypierac "czarna rozpacz"
I tego sie trzymaj kiedy tylko zauwazysz ze Twoja uwaga idzie w kierunku czarnej doopy.
Konsekwentnie i z uporem maniaka !

Druga rzecz.
Nie powinnas teraz mieszkac sama bo sie zaglodzisz.
Niestety potrzebujesz kogos kto Cie przypilnuje z jedzeniem.
Ale na spokojnie, bez krzykow, malutkie porcje.
Ale musisz miec kolo siebie kogos kto bedzie mial na to oko.

To tyle co mozesz sama dla siebie zrobic od juz.

8 990

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:

Nie wiem co się ze mną dzieje. Co najgorsze, dwie jego byłe dziewczyny też wylądowały u psychologa. Jednak od 4 lat dalej chodzi, a druga?Zrujnowała sobie życie...nie wiem czy on wybiera podświadomie takie słabiaki emocjonalne, czy tak sam niszczy. Bo tak nprawdę nic złego nie zrobił przez trzy lata. Teraz owszem zabawił się mną, ale tak?Nic.

Jak to nic Ci nie zrobił??? Doprowadził do obecnej sytuacji,to mało??? Przykład poprzednich dziewczyn powinien Cię zmotywować jeszcze bardziej do działania,bądź krok przed nimi... Choć im też powodzenia życze w walce o siebie. W ogóle co to za człowiek przez którego kobiety tak kończą...

niewiem1104 napisał/a:

Co do psychologa. Tak naprawdę nie wiem jak miałby pomóc. Rozmawiam o tym ciągle. Z mamą, babcią, z każym z kim mogę.

niewiem1104 napisał/a:

Krzyczy na mnie moja mama, nie chce już ze mną rozmawiać, moja Babcia też zaczęła.

I tu masz odpowiedź na pytanie jak miałby Ci pomóc psycholog i w czym. Ty potrzebujesz profesjonalnej pomocy,bliscy na pewno chcą Ci też pomóc ale gdy ich argumenty nie trafiają do Ciebie to już nie mają na pewno siły do tego,nie wiedzą jak Cię "podejśc" przez to pewnie niepotrzebne nerwy i stres już nawet w Twoim otoczeniu. Psycholog znajdzie rozwiązanie i naprowadzi Cie na dobrą drogę do "wyzdrowienia",być może małymi kroczkami ale byleby do przodu. Musisz sama sobie chciec pomóc bo inaczej to nie da rady...

Jaki psycholog...ja nie wiem ja z wichury big_smile
poszperaj po internecie,poczytaj opinie. I nie wariuj z tego powodu!!!

8 991

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

niewiem1104- Twoje uzależnienie od Jego osoby jest przerażające. Ja byłam uzależniona, ale nie w takim stopniu jak Ty jesteś, choć dla mnie wtedy wydawało sie OGROMNE. Trudno mi zrozumieć (obecnie), że można tak uzależnić swoje życie od kogoś innego (swoją drogą pewnie i On sam to czuł - stąd być może ucieczka). Jak najszybciej wizyta u psychologa, bo inaczej staniesz się kolejną ofiarą następcy. Rozstanie to nie koniec świata, a szkoda życie na smutki i cierpienie. Pomimo tragedii jaka nas spotkała- życie jest CUDNE ;-).

8 992

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

CZeść KWiatuszek :*

Hej NIewiem !

ZApetlasz się a to CI źle wróży. Psycholog CIę ratuje, bo inaczej to kwestia czasu kiedy skończysz odwodniona w szpitalu z kroplówka i psychotropami...
ZA nic masz swoje zdrowie?

MY sądzę już wszystko CI powiedzieliśmy, reszta zależy tylko i wyłącznie od CIebie!

8 993

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Jak to nic Ci nie zrobił??? Doprowadził do obecnej sytuacji,to mało??? Przykład poprzednich dziewczyn powinien Cię zmotywować jeszcze bardziej do działania,bądź krok przed nimi... Choć im też powodzenia życze w walce o siebie. W ogóle co to za człowiek przez którego kobiety tak kończą...

Kończą tak, bo na to pozwalają, mają to na własne życzenie.

8 994

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

GDzie  moje maniery?

Witam wszystkich, i buziaki dla tatusia :*

8 995

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
syntia napisał/a:

GDzie  moje maniery?

Witam wszystkich, i buziaki dla tatusia :*

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

8 996

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Moi Drodzy,

Przepraszam, że tak zamęczam, ale czy możecie powiedzieć jak u Was to wyglądało, jakie przechodziliście etapy i ile one trwały? Ile jesteście po rozstaniu i czy już sobie poradziliście tak, że nic nie czujecie?

U mnie tęsknota przeplata się z samotnością i lękiem, panicznym lękiem....to wszystko nie powinno postępować jakoś po sobie?
No i to wyparcie i nadzieja...

8 997

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Pacjent LAkos proszony o zgłoszenie się wraz ze sprawozdaniem z przebiegu wywozu "pewnego" bagażu ....

8 998

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

niewiem - ja uwazam ze nadzieja jest w tym wszystkim najgorsza. bo dopoki ona jest, ta glupia nadzieja na powrot tego co odszedl - nie ruszamy do przodu, nie zaczynamy zdrowiec tak naprawde. wszystkich innych odczuc mozna sie pozbyc, one mina z czasem - strach, lek, tesknota. ale poki jest nadzieje nic nie rusza do przodu. ja tez sie balam jej wyzbyc. ale to zroblam. wytlumaczylam sobie ze jesli kiedys by sie mialo cos zmienic z jeg ostrony - no to super, wtedy bede myslec co z tym zrobic. ale nie mozna zyc czekajac na cos co sie moze nigdy nie wydarzyc. wiec poki co nadziei nie mam. mam na to, ze bedzie jakos.... ale nie na to ze on nagle pozaluje i bedzie chcial wrocic....

8 999

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Melduję się!

Rzeczy wyjechały. Nawet gość od przeprowadzek spytał - "coś pan taki smutny?". Dalej jestem przygnębiony.


Ale o czymś będę musiał powiedzieć, ale to później, bo wiem, że mnie ciężko opieprzycie! :]

9 000

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Melduję się!
Rzeczy wyjechały. "coś pan taki smutny?". Dalej jestem przygnębiony.
Ale o czymś będę musiał powiedzieć, ale to później, bo wiem, że mnie ciężko opieprzycie! :]

Się spakował i pojechał z rzeczami. big_smile

9 001

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
kiedysbylam napisał/a:

niewiem - ja uwazam ze nadzieja jest w tym wszystkim najgorsza. bo dopoki ona jest, ta glupia nadzieja na powrot tego co odszedl - nie ruszamy do przodu, nie zaczynamy zdrowiec tak naprawde. wszystkich innych odczuc mozna sie pozbyc, one mina z czasem - strach, lek, tesknota. ale poki jest nadzieje nic nie rusza do przodu. ja tez sie balam jej wyzbyc. ale to zroblam. wytlumaczylam sobie ze jesli kiedys by sie mialo cos zmienic z jeg ostrony - no to super, wtedy bede myslec co z tym zrobic. ale nie mozna zyc czekajac na cos co sie moze nigdy nie wydarzyc. wiec poki co nadziei nie mam. mam na to, ze bedzie jakos.... ale nie na to ze on nagle pozaluje i bedzie chcial wrocic....

Kiedysbylam,

Ślędzę Twój wątek. Bardzo mi pomaga bo widać, że jesteś bardzo silna i racjonalna. Ja gdzieś po drodze to zgubiłam, stałam się taka jaka nigdy nie chiałam być. Nigdy przez myśl by mi nie przeszło, że ja tak to przeżyję, a jest ze mną naprawdę źle. Jestem zła na siebie, że facet potrafił mnie tak złamać. Nie jestem zła na niego, ale na siebie. To bardzo źle wiem.

Czytając Wasze wypowiedzi uświadamiam sobie, że to ja przeżywam za bardzo. Wy możecie tęsknić, czuć pustkę, ale we mnie jest lęk, taki lęk, który mnie paraliżuje. Nie umiem poprowadzić swoich uczuć i myśli. Stało się to czego zawsze się bałam. Odkąd pamiętam przerażała mnie utrata czegoś/kogoś i samotność. Teraz dzieje się to czego się bałam. Wasze doświadczenia pokazują mi, że kiedyś przestanę tęsknić (u mnie pewnie zajmie to bardzo długo, jestem nadwrazliwcem) ale boję się samotności i pozniania kogoś. Kogoś na jego miejsce, bo przecież to miałbyć on.

Zaczęłam się bać przyszłości (bo jej nie widzę) i boję się życia, zwykłego życia i tego co się wydarzy. Zawsze się bałam, ale wiedząc, że on jest po prostu mniej. Bo miałam coś stałego, miałam to co zawsze wydawało mi się najważniejsze - miałam miłość. Jestem typem romantyka, który lubi robić coś dla kogoś, który miłość zawsze stawia na pierwszym miejscu. Praca, edukacja nic nie jest tak ważne jak miłość. A ona mnie już nie dotyczy. BYłam taka szczęśliwa, że kocham i jestem kochana. Nic mi życiu nie brakowało. Tak się cieszyłam, że mam kogoś z kim jest mi tak dobrze i wiem, że jemu też kiedyś było.

Nadziei mam coraz mniej, bardzij wyparcie i niemoc zaakceptowania tego co się stało. Jakby to się po prostu nie mogło stać! Przecież to byliśmy MY, a teraz?
Nie umiem zaakceptować tego, że teraz to jest przeszłość, że jego nie ma, już nigdy go nie zobaczę, nie przytulę, nie porozmawiam z nim...rozwala mnie, więc wtedy myślę tak jak myślę.

Czeka mnie przeprowadzka, dla mnie to ból okropny, będę musiała spakować nasze rzeczy, to co razem kupowaliśmy, resztki jego rzeczy....i jego nie będzie w nowym mieszkaniu. To tak boli. Nie wierzę, że to co stworzyliśmy mogło się tak skończyć.

9 002

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
lakos napisał/a:

Melduję się!
Rzeczy wyjechały. "coś pan taki smutny?". Dalej jestem przygnębiony.
Ale o czymś będę musiał powiedzieć, ale to później, bo wiem, że mnie ciężko opieprzycie! :]

Się spakował i pojechał z rzeczami. big_smile

rzeczy zostaly
sam wlazl do pudla z rozowa kokarda i krzyczy SURPRISE smile)

9 003

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Aleście dowcipni! big_smile

Jestem u siebie, nigdzie nie pojechałem, klamotki pojechały.

Ale i tak jestem doopa (pozdro bags). Tylko co gorsza, czuję się o niebo lepiej!

9 004

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Rozsadza mnie, wymiotuję kilka razy dziennie pomimo tego, że nic od 4 dni nie zjadłam. Lęcę na lekach uspokajających ale ręce trzesą mi się tak, że w pracy nie mogę podpisać dokumentów. Fizycznie też umieram. Już nawet nie zwracam uwagi na to co mnie boli, łapię się na tym, że boli mnie głowa ale nie wiem od kiedy, boli mnie cały czas. Czuję się tak od 4 miesięcy, ale od nowa od oniedziałku. Najgorsze jest to, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. Nie to, że tak samo - gorzej.
Boli tak, że nie wiem co robić, czuję jakbym wariowała.

Klasyczne objawy psychosomatyczne, zarówno ze strony organizmu, jak i psychiki.
To na razie tylko sygnały, które ciało wysyła w Twoim kierunku w postaci komunikatów "Jest źle, zrób coś z tym".
To reakcja obronna organizmu, na czynniki adaptacyjne, z którymi nie może sobie poradzić.
To problemy typowo "przystosowawcze'' do nowej sytuacji, w której się obecnie znajdujesz, widoczna niemożność pogodzenia się z nią.
Na co dzień mam do czynienia z psychologią i współpracuję z ludźmi się nią trudniącą, no i z Twojego opisu wyraźnie widać, że jesteś na najlepszej drodze, do załamania nerwowego, wystarczy jeden silniejszy bodziec, by cały twój system legł w gruzach.
I nie chcę Cię tutaj straszyć, ale objawy, jakie wymieniłaś to dopiero początek, zaledwie przesłanki, wskazujące na właściwą, niezbyt optymistyczną diagnozę.
Niezbędna i błyskawiczna pozostaje w Twoim przypadku terapia, pytanie tylko, czy zechcesz się jej poddać?
Interwencja kryzysowa to najlepsza forma pomocy, z jakiej możesz teraz skorzystać.
Skierowana jest ona do osób, znajdujących się w kryzysie, które znalazły się w najbardziej newralgicznym momencie swojego życia.
Psychoterapia, czy to indywidualna, czy zbiorowa, jak również grupy wsparcia, o profilu problemu, zbliżonemu do Twojego, cieszą się bardzo dobrymi wynikami w leczeniu.
Ja jedynie podpowiadam co mogłabyś zrobić, wachlarz ofert pomocy jest naprawdę bogaty, natomiast czy Ty skorzystasz z którejkolwiek formy pomocy to już zależy od Ciebie.
I już abstrahując od tych przyczyn ze strony Twojej fizjonomii, generującej problemu natury i emocjonalnej i fizycznej, w postaci tzw. fiksacji na punkcie jednej osoby, pora zrobić coś dla własnego zdrowia psychicznego dziewczyno, bo kolokwialnie mówiąc po prostu "zgłupiejesz', jeżeli zostawisz to tak, jak jest, bez szukania jakiejkolwiek pomocy, a tego bym Ci nie życzyła!

9 005

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

lakos, to straszne ze sie czujesz lepiej
szybko zrob cos z tym  yikes i yikes

9 006

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Tak, chcę udać się do specjalisty, tylko boję się, że jak to już nie pomoże, to będę czuła się skreślona, już starcę nadzieję na coś lepszego. To jest ostatnia deska ratunku, która jak nie pomoże to będzie jeszcze gorzej.

Najgorsze jest to, że nikt nie może mi powiedzieć, że będzie dobrze, bo nikt tego nie wie. Nie zna mojej przyszłości, nie wie czy sobie poradzę. Powinnam ro wiedzieć ja, ale czuję, że nie dam rady, że to dla mnie za dużo.

Jetem pełna podziwu dla Was, wręcz zazdroszczę, że tak sobie poradziliście. A ja chcę ale nie wiem jak. Wszystko czego próbuję nie pomaga. Odsuwam myśli to później wracają ze zdwojoną siłą. Zajmuję się czymś to i tak podświadomie czuję ten smutek.

Nie chcę panikować, histeryzować, dramatyzować bo facet mnie rzucił, nie mnie pierwszą i nie ostatnią, ale ja nie mogę się z tym jakoś pogodzić, z tym, że jego nie ma. I może to wyparcie jest normalne?

Może powinnam się skatować tymi myślami, wspomnieniami, przeżyć raz ale tak mocno, że bardziej się nie da. Bo ja ciągle skubię tych wspomnień tego bólu, na chwilę osdsuwam i potem znowu.

9 007

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

LAkos, no mów tu nam wszystko jak na spowiedzi smile
Troszkę łaciny się boisz? HIhi
JAk coś możesz śmiało na priv

9 008

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Aleście dowcipni! big_smile
Jestem u siebie, nigdzie nie pojechałem, klamotki pojechały.
Ale i tak jestem doopa (pozdro bags). Tylko co gorsza, czuję się o niebo lepiej!

Tendencja wychodzenia z dołka... na odwyku.
A skoro Ci lepiej a nie gorzej to znak że... zdrowiejesz hmm lol

9 009

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:

Tak, chcę udać się do specjalisty, tylko boję się, że jak to już nie pomoże, to będę czuła się skreślona, już starcę nadzieję na coś lepszego. To jest ostatnia deska ratunku, która jak nie pomoże to będzie jeszcze gorzej.

Najgorsze jest to, że nikt nie może mi powiedzieć, że będzie dobrze, bo nikt tego nie wie. Nie zna mojej przyszłości, nie wie czy sobie poradzę. Powinnam ro wiedzieć ja, ale czuję, że nie dam rady, że to dla mnie za dużo.

Jetem pełna podziwu dla Was, wręcz zazdroszczę, że tak sobie poradziliście. A ja chcę ale nie wiem jak. Wszystko czego próbuję nie pomaga. Odsuwam myśli to później wracają ze zdwojoną siłą. Zajmuję się czymś to i tak podświadomie czuję ten smutek.

Nie chcę panikować, histeryzować, dramatyzować bo facet mnie rzucił, nie mnie pierwszą i nie ostatnią, ale ja nie mogę się z tym jakoś pogodzić, z tym, że jego nie ma. I może to wyparcie jest normalne?

Może powinnam się skatować tymi myślami, wspomnieniami, przeżyć raz ale tak mocno, że bardziej się nie da. Bo ja ciągle skubię tych wspomnień tego bólu, na chwilę osdsuwam i potem znowu.

Chyba emocje, które przez Ciebie przemawiają, zyskują przewagę nad trzeźwością Twojego umysłu.
(...) "Boję, się, że jak to nie pomoże"...- A skąd możesz wiedzieć, że nie pomoże?
Próbowałaś? Nie! Więc nie możesz zakładać, że się nie uda.
Sama zakładasz czarne scenariusze i po co?
Nie masz pojęcia jakimi metodami i środkami posługują się specjaliści i z jakich "ciemnych dup" big_smile za przeproszeniem wyciągali niejednego zdawałoby się straconego.
Twoje słowa powyżej brzmią, jak samospełniająca się przepowiednia, nie uda się itd.
Wtf w ogóle???
Przepraszam bardzo, a czy Ty masz na imię Nostradamus i wiesz,co czeka Cię w przyszłości????
No jak tak, to zajefajnie, to przepowiedz mi trafne liczby w totolotka!!!!
W Twoim przypadku niezbędna chyba będzie terapia wstrząsowa, tak byś zrozumiała i nie negowała wszystkich przychylnych wskazówek i porad, skierowanych w Twoją stronę!!!

Pytasz o wyparcia.
Są normalne owszem, do momentu skorzystania z pomocy fachowca, bo to jedynie forma "zastępcza" poradzenia sobie z taką sytuacją, długo tak nie pociągniesz, na stałe tego się nie pozbędziesz, nie wyprzesz tego całkowicie, bo po prostu nie da się.
Umysł ludzki ma to do siebie, że co jakiś czas "odświeża" swoje bazy danych, no i siłą rzeczy temat twojego partnera, chcąc, czy nie chcąc, zostanie wyciągnięty na światło dzienne, wbrew Twojej woli, bądź za jej cichym przyzwoleniem.
Zapewne będziesz ratowała się jeszcze przeniesieniem, zaprzeczeniem, projekcją itd.

Niepokoi mnie  w Twoim zachowaniu ciągłe przywiązanie i wracanie do wspomnień związanych z byłym.
Jest ich od groma w Twoich wypowiedziach np. (...) " Co dzień budziłam się obok niego itd."
To klasyczny przykład Syndromu Sztokholmskiego, pomimo tego, iż wiesz, że Cię skrzywdził, zostawił, potrzebujesz jego, chociaż "wyobrażeniowej" obecności.

TERAPIA!!!!!

9 010

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Otóż kochani..

Moja luba napisała do mnie wczoraj smsa. Z zapytaniem o jakiś drobiazg, nieważne. Pisaliśmy do w pół do drugiej w nocy. Było z jej strony dużo wylewności. Że bardzo kocha, że nie może przestać o mnie myśleć. Żeee nie chciałaby klinować, ale nie umie, bo nikt nie jest w stanie mnie zastąpić. Że to wielka miłość. Itp. itd.

Dziś troszkę od rana też było pisania.

Ja z dystansem, nie narzucam się, pierwszy kończę rozmowę, nie mówię o uczuciach, bardziej jak kumpel - wysłucham itd.

Wiem co powiecie - że pewnie chce se teraz ze mnie zrobić kumpla. Ale na to sobie nie pozwolę. Że szuka se kogoś innego, a mnie chce mieć w obwodzie. Nie zgodzę się.

A może faktycznie kurewsko kocha, jak deklaruje? Tylko być ze mną nie potrafi?

Hmmmmmmmmmmmmmmm....

Obra! Możecie po mnie cisnąć teraz! big_smile

9 011

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:

Tak, chcę udać się do specjalisty, tylko boję się, że jak to już nie pomoże, to będę czuła się skreślona, już starcę nadzieję na coś lepszego. To jest ostatnia deska ratunku, która jak nie pomoże to będzie jeszcze gorzej.
Najgorsze jest to, że nikt nie może mi powiedzieć, że będzie dobrze, bo nikt tego nie wie. Nie zna mojej przyszłości, nie wie czy sobie poradzę. Powinnam ro wiedzieć ja, ale czuję, że nie dam rady, że to dla mnie za dużo.
Jetem pełna podziwu dla Was, wręcz zazdroszczę, że tak sobie poradziliście. A ja chcę ale nie wiem jak. Wszystko czego próbuję nie pomaga. Odsuwam myśli to później wracają ze zdwojoną siłą. Zajmuję się czymś to i tak podświadomie czuję ten smutek.
Nie chcę panikować, histeryzować, dramatyzować bo facet mnie rzucił, nie mnie pierwszą i nie ostatnią, ale ja nie mogę się z tym jakoś pogodzić, z tym, że jego nie ma. I może to wyparcie jest normalne?
Może powinnam się skatować tymi myślami, wspomnieniami, przeżyć raz ale tak mocno, że bardziej się nie da. Bo ja ciągle skubię tych wspomnień tego bólu, na chwilę osdsuwam i potem znowu.

Kochana...
Nie będę mówił adekwatnie do Twojego nicku, że nie wiem co Ci dolega, bo doskonale - z autopsji i nie tylko - to wiem. Choć sam przerobiłem lżejsze tego stadium.
Jesteś teraz jak narkoman na odwyku a toksyczne związki -nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał, to schemat jest identico - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczęła swoje życie na nowo... BEZ NIEGO i z dala od uzależnienia!!!
Ale co Ty robisz???
Przez x lat okazywałaś radość, smutek, gniew, podniecenie. ciekawość, zadumę - byłaś sobą. Nic nie udawałaś, oddawałaś partnerowi siebie i robiłaś wsio, by on się czuł wspaniale - syndrom współuzależnienia - a Ty żyłaś jak nieświadomy potencjalnego zagrożenia kotek. Są ludzie, którym tego zwyczajnie dawać w nadmiarze nie wolno. Którzy patrzą z zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach - bo słyszysz to co na daną chwilę chcesz usłyszeć - dają Ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że Ci zależy na "rozwiązaniu", "wyjaśnieniu".
Z tego bycia sobą paradoksalnie tak się uzależniłaś od partnera, że teraz gubisz się co jest nim fizycznie a co wyobrażeniem jego w Twojej głowie. Wyparcia, zaprzeczenia patologiczne, chore by nie powiedzieć urojone wizualizacje to krok od depresji, po której  polecisz błyskawicznie na dno. Jeśli tego nie zastopujesz teraz sama przy wsparciu psychologa, to wykończysz się psychicznie i skończysz w odosobnieniu bez klamek.
Byłaś sobą przed związkiem i jesteś teraz też sobą, tyle że na teraz to samej siebie dopatrujesz się w jego wyobrażeniu.

9 012

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Otóż kochani..

Moja luba napisała do mnie wczoraj smsa. Z zapytaniem o jakiś drobiazg, nieważne. Pisaliśmy do w pół do drugiej w nocy. Było z jej strony dużo wylewności. Że bardzo kocha, że nie może przestać o mnie myśleć. Żeee nie chciałaby klinować, ale nie umie, bo nikt nie jest w stanie mnie zastąpić. Że to wielka miłość. Itp. itd.

Dziś troszkę od rana też było pisania.

Ja z dystansem, nie narzucam się, pierwszy kończę rozmowę, nie mówię o uczuciach, bardziej jak kumpel - wysłucham itd.

Wiem co powiecie - że pewnie chce se teraz ze mnie zrobić kumpla. Ale na to sobie nie pozwolę. Że szuka se kogoś innego, a mnie chce mieć w obwodzie. Nie zgodzę się.

A może faktycznie kurewsko kocha, jak deklaruje? Tylko być ze mną nie potrafi?

Hmmmmmmmmmmmmmmm....

Obra! Możecie po mnie cisnąć teraz! big_smile

Pierdzielenie o szopenie...
Gdyby to było prawdą co gada, to nie byłoby firmy transportowej u Ciebie i Waszej rozłąki. Ona by chciała mieć i zjeść ciastko. NIe potrafi przyznać się do swoich błędów i szczerze z Tobą porozmawiać, na co po wyprowadzce już jest za późno.
Zbiła dzban i teraz chce go niby posklejać... przelewanie z pustego w próżne.

9 013

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Mimo wszystko miło, że się stara. Miło, że jest wylewna. Czuję, że chciałaby, żebym ja proponował powrót. Ale nie, 34 kroki - nie rozmawiaj o związku. Teraz znów kilka godzin cisza, ale ja nie będę pisał pierwszy. 34 kroki. Świadomość tego, że jest jej równie źle co mnie, jakoś dziwnie mnie uspokaja. big_smile

Co to będzie, co to będzie!!

9 014

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

LAkos dumnam z CIebia bo: zachowujesz się jak kumpel i pierwszy kończysz "konwersacje", to już postęp. TEż brawo za nie robienie za "przyjaciela" i w życiu warszawy nie wierz, że to możliwe, kiedykolwiek...

Tera czas na zje*ę!

Jaka ku**a wylewośc przez smsy? NO śmiech na sali! TO co kłótnie też przez smsy były?
Gdyby cokolwiek rozumiała to by zadzwoniła lub się spotkała...
Tylko zbytnio się nie rozświetlaj na widok wyświetlacza z napisem KOcham CIę...

9 015

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

niewiem1104 napisala:   nie umiem zakceptować tego, że to się dzieje, że to koniec. Już nigdy go nie zobaczę, nie przytulę, nic już razem nie przeżyjemy. Jest to dla mnie tak absurdalne, tak nie wyobrażalne, że nie umiem o tym myśleć. Wyparcie. Wtedy, żeby się obronić przed tym bólem, cierpieniem przychodzi ta nadzieja, że to nie może po prostu nie może być koniec.

Moje myśli są straszne. To podzieliło moje życie na przed i po. Za każdym razem jak coś robię np. wychodzę z pracy myślę, że kiedyś wracałam do domu, robiłam dla nas obiad, siadaliśmy rozmawialiśmy, oglądaliśmy film. Byłam taka szczęśliwa, miałam wszystko. Pojawiały się jakieś problemy - to nic, był on, był wsparciem, coś się nie udawało ale się cieszyłam, że przynajmniej mam w życiu to co najważniejsze - mam miłość, jestem z człowiekiem którego kocham i z którym jestem szczęśliwa. Teraz?Teraz nie mam nic. Wszystkie problemy są jeszcze gorsze a jednocześnie tak nic nieznaczące w porównaniu do jego braku.To jest dopiero problem.

Mam bardzo rozwiniętą pamięć autobiograficzną. To nie pomaga.

Zawsze myślałam o osobach, które nikgo nie mają i było mi ich tak szkoda.


Wszyscy mówią: skup się na sobie. Ale jak? Po co przeżywać coś czego nie można z nikim dzielić?Po co mam zacząć robić coś (np wyjść na rower) skoro mu o tym nie opowiem. Wiem, to głupie ale jakby wszystko straciło sens. W życiu miałam tyle spraw z nim przeżyć: obronę magisterki, zmiana pracy. Teraz nic już razem nie przezyjemy. Jak to boli. Zroić obiad?Po co?Zawsze jedliśmy razem. Wyjść gdzieś?Po co?Ani mu tego nie powiem, a poza tym zawsze robiliśmy to razem. Jakby nic mnie nie czekało. Nic nie jeste dla mnie ważne, nic nie jest znaczące.


troche sie przerazilam po komentarzach inny na temat Twoich wypowiedzi, bo bardzo wiele z nich, jest po prostu wyjetych z moich ust albo glowy. moze nie jest ze mna tak zle jakby fizycznie czy psychicznie, ale sposob rozumawania, myslenia, odbierania tego jest identyczny po prostu. to powyzej to po prostu jakbym siebie czytala. i wlasnie ja tak jak Ty- nie uwazam mojego zwiazku za tolsyczny, tak ja kTy po prostu bylam w nim naprawde szczesliwa i teraz mi tego brakuje, po prostu.

9 016

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

niewiem napisala:    Marzę o tym spokoju, który miałam. Marzę o tym, żeby móc pomyśleć o czymś innym. Obudzić się i nie myśleć o nim?Czy taki dzień nastąpi? Teraz wydaje mi się, że zawsze będę pamiętała o tym, że byłam szczęśliwa, budziłam się obok niego, zasypiałam obok niego. Miałam wszystko, żyłam normalnie.

A ja dalej nie mogę uwierzyć, że jest moją przeszłością. Jakby to się nie mogło stać. Niby o tym wiem, mówię, czuję i przeżywam ale jak zaczynam to do siebie dopuszcać to czuję jakbym miała przekroczyć jakąś granicę rozpaczy, z której nie wyjdę.Wtedy mechanizm obronny - wyparcie.


to znowu jakby wyjete z mojej glowy. co prawda teraz jest juz troche lepiej, lepiej funkcjonuje chyba ogolnie, ale w glowie...... masakra. Niewiem - mysle ze jedynym sposobem jest naprawde dopuscic do siebie to, ze wcale nie bylo az tak cudownie, my po prostu zylysmy zwiazkeim z drugim czlowiekiem - u mnie to taki sndrom wicia gniazda. bylam szczesliwa mezatka i to bylo dla mnie najwazniejsze. tak jak piszesz. wazniejsze od pracy, nauki. tzn to wszystko tez bylo wazne. ale priorytetem zawsze bylismy MY - z mojej wlasnej woli tak bylo. druga sprawa  tak jak juz pisalam - pozbadz sie tej nadziei - ja juz jej nie mam. wiaodmo - nigdy nie mow nigdy. wszystk osie moze zdarzyc, ale na ta chwile nadzei nie ma zadnej. a wyparcie? to chyba samo ustepuje z czasem, kiedy psychika jest juz gotowa zeby przyjac ten fakt tak naprawde.....

9 017

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Przeczytałam wasze posty i sama się zdołowałam, jakoś się z wami w tym smutku i żalu złaczylam i w dołka popadłam !

9 018

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Niewiem-przeczytalem Twoja historie i wnioskuje z niej ,ze naprawde kochalas.bardzo Ci wspolczuje stanu w jakim jestes.jest to taka Twoja pierwsza powazna milosc i powazny zwiazek.piszesz ,ze po 4 miesiacach wciaz masz wymioty.to na tle nerwowym.jezeli nie potrafisz dogadac sie z mama,ktora probuje Ci pomoc terapia "wstrzasowa" to po prostu staraj sie z nia nie rozmawiac na temat tego problemu gdyz nie ma w niej chyba oparcia ,a jedynie pogarsza Twoje samopoczucie.ciezko znalesc rowniez zrozumienie wsrod znajomych bo malo kto chce na dluzsza mete sluchac "jedno i to samo w kolko".moze sprobuj skorzystac z pomocy psychoterapeuty ,ktory poprzez terapie nauczy Cie zyc bez tej osoby.to calkiem normalne ,ze przezywasz rozstanie tak ciezko.kwestia Twojej wrazliwosci psychicznej na taka sytuacje i intensywnosc zaangazowania.nie doradze Ci -znajdz sobie hobby,rzuc sie w wir pracy,kup sobie patyczaki bo to bezsensu,abys sie zmuszala do czegos czego nie czujesz.jesli potrzebujesz byc sama to badz.bardziej zrozumiesz siebie i z czasem nauczysz sie spedzac czas sama ze soba co jest bardzo istotne.

kiedys bylem z kobieta ,ktora kochalem lecz zwiazek sie rozpadl.przez jakies 7 miesiecy intensywnie o niej myslalem,a w sumie 2 lata tak zylem bez celu z dnia na dzien,az zaczalem akceptowac swoja sytuacje jaka jest i znow wrocilem "do zycia",odnalazlem jego kolory bo przez dlugi czas bylo szare,a ja juz nie bylem tak radosna osoba jak wczesniej.nie angazowalem sie w zwiazki ,ale robilem w zyciu to co sprawialo mi przyjemnosc.po rozpadzie owego zwiazku w kolko powtarzalem ,ze juz nie spotkam kobiety ,ktora bedzie mi sie tak bardzo podobac,ze juz nigdy tak nie pokocham,juz mi sie nie trafi takie szczescie.dokladnie myslalem jak Ty.a jestem z natury osoba ,ktora bardzo powoli angazuje sie emocjonalnie w zwiazek.
i choc trwalo to 3 lata(jakkolwiek odstepy czasu sa malo istotne) znow bardzo sie zakochalem.ponownie stalo sie cos w co nie wierzylem,ze bede potrafil kogos jeszcze bardzo pokochac. lecz i ten zwiazek sie skonczyl.otrzymalem szczescie ,ktorym nie dlugo sie cieszylem.ale to sprawilo iz zaczalem wierzyc ,ze to jeszcze mi sie moze jednak przytrafic.

jezeli partner od Ciebie odszedl z powodow sobie blizej znanych mial do tego prawo. kazdy robi co chce. okazalo sie ,ze slowa zapewniajace o milosci byly tylko slowami.ludzie potrafia duzo mowic,bo jezyk nie ma kosci i sie nie zlamie,a nie kazdy potrafi wziasc odpowiedzialnosc za to co mowi,jednak czyny sie licza bo one ukazuja rzeczywista sytuacje.nie staraj sie w to wnikac bo bedzie Cie to bardziej trapilo wewnetrznie,zaczniesz doszukiwac sie w sobbie bledow.a to nie Twoja wina, to ,ze odszedl nie znaczy ,ze jestes gorsza,tak nie jest!po prostu moze nie byl dla Ciebie,a Twoja milosc gdzies tam jest i kiedys ja spotkasz.nie mozna nikogo zmusic do milosci ,a chyba nie chcialabys zyc w zwiazku z osoba ,ktora jest z Toba z litosci i w obawie ,ze moze nadejsc znow ten ferelny dzien i ponownie bol rozstania.pamietaj ,ze jezeli oboje ludzi chce to zawsze sie dogadaja.
postaraj sie calkowicie odciasc od informacji zwiazanych z nim,zrob to dla siebie.nie staraj sie zyc w nadziei na powrot bo takowy moze nigdy nie nastapic.zycie w zludzeniu bedzie przedluzac Twoje trwanie w obecnym stanie.choc nie bedzie Ci latwo to powinnas zaakceptowac sytuacje taka jaka jest na chwile obecna.zycze Ci abys odnalazla w sobie na tyle sily ,aby przetrwac ten ciezki okres.

9 019 Ostatnio edytowany przez lexi260189 (2013-06-27 21:07:32)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
geniu napisał/a:

Niewiem-przeczytalem Twoja historie i wnioskuje z niej ,ze naprawde kochalas.bardzo Ci wspolczuje stanu w jakim jestes.jest to taka Twoja pierwsza powazna milosc i powazny zwiazek.piszesz ,ze po 4 miesiacach wciaz masz wymioty.to na tle nerwowym.jezeli nie potrafisz dogadac sie z mama,ktora probuje Ci pomoc terapia "wstrzasowa" to po prostu staraj sie z nia nie rozmawiac na temat tego problemu gdyz nie ma w niej chyba oparcia ,a jedynie pogarsza Twoje samopoczucie.ciezko znalesc rowniez zrozumienie wsrod znajomych bo malo kto chce na dluzsza mete sluchac "jedno i to samo w kolko".moze sprobuj skorzystac z pomocy psychoterapeuty ,ktory poprzez terapie nauczy Cie zyc bez tej osoby.to calkiem normalne ,ze przezywasz rozstanie tak ciezko.kwestia Twojej wrazliwosci psychicznej na taka sytuacje i intensywnosc zaangazowania.nie doradze Ci -znajdz sobie hobby,rzuc sie w wir pracy,kup sobie patyczaki bo to bezsensu,abys sie zmuszala do czegos czego nie czujesz.jesli potrzebujesz byc sama to badz.bardziej zrozumiesz siebie i z czasem nauczysz sie spedzac czas sama ze soba co jest bardzo istotne.

kiedys bylem z kobieta ,ktora kochalem lecz zwiazek sie rozpadl.przez jakies 7 miesiecy intensywnie o niej myslalem,a w sumie 2 lata tak zylem bez celu z dnia na dzien,az zaczalem akceptowac swoja sytuacje jaka jest i znow wrocilem "do zycia",odnalazlem jego kolory bo przez dlugi czas bylo szare,a ja juz nie bylem tak radosna osoba jak wczesniej.nie angazowalem sie w zwiazki ,ale robilem w zyciu to co sprawialo mi przyjemnosc.po rozpadzie owego zwiazku w kolko powtarzalem ,ze juz nie spotkam kobiety ,ktora bedzie mi sie tak bardzo podobac,ze juz nigdy tak nie pokocham,juz mi sie nie trafi takie szczescie.dokladnie myslalem jak Ty.a jestem z natury osoba ,ktora bardzo powoli angazuje sie emocjonalnie w zwiazek.
i choc trwalo to 3 lata(jakkolwiek odstepy czasu sa malo istotne) znow bardzo sie zakochalem.ponownie stalo sie cos w co nie wierzylem,ze bede potrafil kogos jeszcze bardzo pokochac. lecz i ten zwiazek sie skonczyl.otrzymalem szczescie ,ktorym nie dlugo sie cieszylem.ale to sprawilo iz zaczalem wierzyc ,ze to jeszcze mi sie moze jednak przytrafic.

jezeli partner od Ciebie odszedl z powodow sobie blizej znanych mial do tego prawo. kazdy robi co chce. okazalo sie ,ze slowa zapewniajace o milosci byly tylko slowami.ludzie potrafia duzo mowic,bo jezyk nie ma kosci i sie nie zlamie,a nie kazdy potrafi wziasc odpowiedzialnosc za to co mowi,jednak czyny sie licza bo one ukazuja rzeczywista sytuacje.nie staraj sie w to wnikac bo bedzie Cie to bardziej trapilo wewnetrznie,zaczniesz doszukiwac sie w sobbie bledow.a to nie Twoja wina, to ,ze odszedl nie znaczy ,ze jestes gorsza,tak nie jest!po prostu moze nie byl dla Ciebie,a Twoja milosc gdzies tam jest i kiedys ja spotkasz.nie mozna nikogo zmusic do milosci ,a chyba nie chcialabys zyc w zwiazku z osoba ,ktora jest z Toba z litosci i w obawie ,ze moze nadejsc znow ten ferelny dzien i ponownie bol rozstania.pamietaj ,ze jezeli oboje ludzi chce to zawsze sie dogadaja.
postaraj sie calkowicie odciasc od informacji zwiazanych z nim,zrob to dla siebie.nie staraj sie zyc w nadziei na powrot bo takowy moze nigdy nie nastapic.zycie w zludzeniu bedzie przedluzac Twoje trwanie w obecnym stanie.choc nie bedzie Ci latwo to powinnas zaakceptowac sytuacje taka jaka jest na chwile obecna.zycze Ci abys odnalazla w sobie na tyle sily ,aby przetrwac ten ciezki okres.

niedługo zostaniesz zastępcą bagsa.

bags to komplement, żeby nie było.

9 020

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
M. napisał/a:

newiem1104 - czy minie nie mam pojęcia... wiem jedno - będzie lepiej... pod jednym warunkiem - weź się w garść - a jeżeli sama nie potrafisz i nie masz wokół siebie osoby, która byłaby w stanie Ci pomóc - IDŹ DO PSYCHOLOGA - serio...ja też miałam opory - bo po co? bo przecież go tak naprawdę nic nie obchodzą moje problemy... jednak to nie ważne- można mówić, można o tym rozmawiać... to pomaga...  niszczysz się i sama nie przestaniesz... ja schudłam 10kg - już byłam chuda, a teraz wyglądam jak patyczak, ale to co się z Tobą dzieje to nie do pojęcia (wymioty?)
zrób to dla siebie... skąd jesteś? może ktoś tutaj poleci Ci kogoś dobrego z Twojej okolicy....


mayk222 - jak dobrze coś takiego czytać - może i dla nas (dla mnie) jest jeszcze nadzieja???

Odpisze prostymi słowami bez filozofowania.Najpierw jest nieznośnie po stracie,następnie pojawia się tęsknota,żal obwinianie się siebie,dopatrywanie swoich błędów,biczowanie siebie,doszukujemy się ich na siłę bo nie rozumiemy DLACZEGO?Nadchodzi druga fala,mocniejsza bo moze to nasza wina,pogrążamy się coraz bardziej.Trzecie uderzenie jest jak tornado zdajemy sobie sprawę że jesteśmy bezsilni i nic nie zmienimy bo to"se ne wrati" choćby skały srały i płakały i nasza psycha jest rozwalona,jest pozamiatane.Odcinamy się od świata,nie odbieramy tel,nie wychodzimy z domu,nie jemy,nie śpimy,nic nie robimy,nie mamy na nic ochoty bo przegraliśmy całe swoje życie i wszystkie marzenia h.strzelił.Metoda wyjścia z dna jest chyba jedna,wyjść z siebie w przenośni jak duch i popatrzeć na siebie,co widzimy wrak człowieka o złamanej psychice!!!!!!!!!!!!PRZYPOMNIEĆ sobie jak kiedyś wyglądaliśmy co sobą reprezentowaliśmy i dojść do wniosku że daliśmy się zniszczyć komuś kto tak naprawdę nic nie był wart a na pewno nie nas,oszukał nas więc niech sp. na drzewo banany zrywać a my bierzemy się za siebie.Najpierw wygląd,praca,życie towarzyskie,wracamy do przyjaciół.Wracamy do normy i nie myślimy o tym co było bo wulgarnie mamy na to w.Życie jest takie że spotkamy kogoś,spodoba nam się,poznamy go bliżej i sami dojdziemy do wniosku że zachowywaliśmy się kiedyś wręcz debilnie.Pozdrawiam wszystkich.Trzymajcie się i oprzytomnijcie.Pozdrawiam z krainy tulipanów.

9 021

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
mayk222 napisał/a:
M. napisał/a:

newiem1104 - czy minie nie mam pojęcia... wiem jedno - będzie lepiej... pod jednym warunkiem - weź się w garść - a jeżeli sama nie potrafisz i nie masz wokół siebie osoby, która byłaby w stanie Ci pomóc - IDŹ DO PSYCHOLOGA - serio...ja też miałam opory - bo po co? bo przecież go tak naprawdę nic nie obchodzą moje problemy... jednak to nie ważne- można mówić, można o tym rozmawiać... to pomaga...  niszczysz się i sama nie przestaniesz... ja schudłam 10kg - już byłam chuda, a teraz wyglądam jak patyczak, ale to co się z Tobą dzieje to nie do pojęcia (wymioty?)
zrób to dla siebie... skąd jesteś? może ktoś tutaj poleci Ci kogoś dobrego z Twojej okolicy....


mayk222 - jak dobrze coś takiego czytać - może i dla nas (dla mnie) jest jeszcze nadzieja???

Odpisze prostymi słowami bez filozofowania.Najpierw jest nieznośnie po stracie,następnie pojawia się tęsknota,żal obwinianie się siebie,dopatrywanie swoich błędów,biczowanie siebie,doszukujemy się ich na siłę bo nie rozumiemy DLACZEGO?Nadchodzi druga fala,mocniejsza bo moze to nasza wina,pogrążamy się coraz bardziej.Trzecie uderzenie jest jak tornado zdajemy sobie sprawę że jesteśmy bezsilni i nic nie zmienimy bo to"se ne wrati" choćby skały srały i płakały i nasza psycha jest rozwalona,jest pozamiatane.Odcinamy się od świata,nie odbieramy tel,nie wychodzimy z domu,nie jemy,nie śpimy,nic nie robimy,nie mamy na nic ochoty bo przegraliśmy całe swoje życie i wszystkie marzenia h.strzelił.Metoda wyjścia z dna jest chyba jedna,wyjść z siebie w przenośni jak duch i popatrzeć na siebie,co widzimy wrak człowieka o złamanej psychice!!!!!!!!!!!!PRZYPOMNIEĆ sobie jak kiedyś wyglądaliśmy co sobą reprezentowaliśmy i dojść do wniosku że daliśmy się zniszczyć komuś kto tak naprawdę nic nie był wart a na pewno nie nas,oszukał nas więc niech sp. na drzewo banany zrywać a my bierzemy się za siebie.Najpierw wygląd,praca,życie towarzyskie,wracamy do przyjaciół.Wracamy do normy i nie myślimy o tym co było bo wulgarnie mamy na to w.Życie jest takie że spotkamy kogoś,spodoba nam się,poznamy go bliżej i sami dojdziemy do wniosku że zachowywaliśmy się kiedyś wręcz debilnie.Pozdrawiam wszystkich.Trzymajcie się i oprzytomnijcie.Pozdrawiam z krainy tulipanów.

ale żeby to wszystko mogło mieć miejsce potrzeba duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuzzzzooooooooo czasu, morza łez, mocnego kopa, a czasami czegoś zupełnie innego...

9 022

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Syntia, bags - bardzo wam dziękuję za wszystkie uwagi i przede wszystkim zainteresowanie. Niech wam Bóg, czy inny absolut, wynagradza w czymkolwiek byście sobie tylko życzyli! smile

Glupio mi przy tym trochę, bo moje problemy, przy problemach powyżej bledną bardzo. A co najgorsze... wydaje mi się, że do podobnego stanu doprowadziłem jedną kobietę. I szczerze zastanawiam się co mogłaby zrobić w takiej sytuacji ta druga strona, żeby jakkolwiek pomóc...

P.S. Syntia, czy ten Twój wiek, czyli 23, to aktualny jest?

9 023

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Kto się śmieje kto się śmieje smile smile smile smile smile
Przesyłam miliony ton pozytywnej energii....kto chce???? smile

9 024

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja chcę, przesyłaj smile:):)

9 025

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
M. napisał/a:
mayk222 napisał/a:
M. napisał/a:

newiem1104 - czy minie nie mam pojęcia... wiem jedno - będzie lepiej... pod jednym warunkiem - weź się w garść - a jeżeli sama nie potrafisz i nie masz wokół siebie osoby, która byłaby w stanie Ci pomóc - IDŹ DO PSYCHOLOGA - serio...ja też miałam opory - bo po co? bo przecież go tak naprawdę nic nie obchodzą moje problemy... jednak to nie ważne- można mówić, można o tym rozmawiać... to pomaga...  niszczysz się i sama nie przestaniesz... ja schudłam 10kg - już byłam chuda, a teraz wyglądam jak patyczak, ale to co się z Tobą dzieje to nie do pojęcia (wymioty?)
zrób to dla siebie... skąd jesteś? może ktoś tutaj poleci Ci kogoś dobrego z Twojej okolicy....


mayk222 - jak dobrze coś takiego czytać - może i dla nas (dla mnie) jest jeszcze nadzieja???

Odpisze prostymi słowami bez filozofowania.Najpierw jest nieznośnie po stracie,następnie pojawia się tęsknota,żal obwinianie się siebie,dopatrywanie swoich błędów,biczowanie siebie,doszukujemy się ich na siłę bo nie rozumiemy DLACZEGO?Nadchodzi druga fala,mocniejsza bo moze to nasza wina,pogrążamy się coraz bardziej.Trzecie uderzenie jest jak tornado zdajemy sobie sprawę że jesteśmy bezsilni i nic nie zmienimy bo to"se ne wrati" choćby skały srały i płakały i nasza psycha jest rozwalona,jest pozamiatane.Odcinamy się od świata,nie odbieramy tel,nie wychodzimy z domu,nie jemy,nie śpimy,nic nie robimy,nie mamy na nic ochoty bo przegraliśmy całe swoje życie i wszystkie marzenia h.strzelił.Metoda wyjścia z dna jest chyba jedna,wyjść z siebie w przenośni jak duch i popatrzeć na siebie,co widzimy wrak człowieka o złamanej psychice!!!!!!!!!!!!PRZYPOMNIEĆ sobie jak kiedyś wyglądaliśmy co sobą reprezentowaliśmy i dojść do wniosku że daliśmy się zniszczyć komuś kto tak naprawdę nic nie był wart a na pewno nie nas,oszukał nas więc niech sp. na drzewo banany zrywać a my bierzemy się za siebie.Najpierw wygląd,praca,życie towarzyskie,wracamy do przyjaciół.Wracamy do normy i nie myślimy o tym co było bo wulgarnie mamy na to w.Życie jest takie że spotkamy kogoś,spodoba nam się,poznamy go bliżej i sami dojdziemy do wniosku że zachowywaliśmy się kiedyś wręcz debilnie.Pozdrawiam wszystkich.Trzymajcie się i oprzytomnijcie.Pozdrawiam z krainy tulipanów.

ale żeby to wszystko mogło mieć miejsce potrzeba duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuzzzzooooooooo czasu, morza łez, mocnego kopa, a czasami czegoś zupełnie innego...

Ja potrzebowałem prawie rok,ale można to skrócić wiedząc że to stracony czas bez żadnego sensu.Tak czegoś innego też potrzeba,ale najistotniejsze jest przywrócenie sobie wiary w siebie.

9 026

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Kwiatuszek100 napisał/a:

Kto się śmieje kto się śmieje smile smile smile smile smile
Przesyłam miliony ton pozytywnej energii....kto chce???? smile

Mogę przesłać megatony.

9 027

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
dawidj90 napisał/a:

Ja chcę, przesyłaj smile:):)

Szuuuuu..........poszło smile Dawid Ty niedaleko mnie mieszkasz to zaraz doleci akurat

Ale mam banana hihi chciałam napisać że się ciesze straszecznie z pewnego powodu ale nie mogę jeszcze napisać z jakiego smile

9 028

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dziękuje smile Cieszę się, że Ty się cieszysz. smile Dobre samopoczucie to podstawa.

9 029

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
mayk222 napisał/a:

Odpisze prostymi słowami bez filozofowania.Najpierw jest nieznośnie po stracie,następnie pojawia się tęsknota,żal obwinianie się siebie,dopatrywanie swoich błędów,biczowanie siebie,doszukujemy się ich na siłę bo nie rozumiemy DLACZEGO?Nadchodzi druga fala,mocniejsza bo moze to nasza wina,pogrążamy się coraz bardziej.Trzecie uderzenie jest jak tornado zdajemy sobie sprawę że jesteśmy bezsilni i nic nie zmienimy bo to"se ne wrati" choćby skały srały i płakały i nasza psycha jest rozwalona,jest pozamiatane.Odcinamy się od świata,nie odbieramy tel,nie wychodzimy z domu,nie jemy,nie śpimy,nic nie robimy,nie mamy na nic ochoty bo przegraliśmy całe swoje życie i wszystkie marzenia h.strzelił.Metoda wyjścia z dna jest chyba jedna,wyjść z siebie w przenośni jak duch i popatrzeć na siebie,co widzimy wrak człowieka o złamanej psychice!!!!!!!!!!!!PRZYPOMNIEĆ sobie jak kiedyś wyglądaliśmy co sobą reprezentowaliśmy i dojść do wniosku że daliśmy się zniszczyć komuś kto tak naprawdę nic nie był wart a na pewno nie nas,oszukał nas więc niech sp. na drzewo banany zrywać a my bierzemy się za siebie.Najpierw wygląd,praca,życie towarzyskie,wracamy do przyjaciół.Wracamy do normy i nie myślimy o tym co było bo wulgarnie mamy na to w.Życie jest takie że spotkamy kogoś,spodoba nam się,poznamy go bliżej i sami dojdziemy do wniosku że zachowywaliśmy się kiedyś wręcz debilnie.Pozdrawiam wszystkich.Trzymajcie się i oprzytomnijcie.Pozdrawiam z krainy tulipanów.

Skąd ja tą "psychoanalizę" znam??? hmm
Aaaaa już wiem... 7 miesięcy ją rozkminiałem smile. Da się z tego marazmu wyjść o własnych siłach i spojrzeć na świat z innej perspektywy "powybuchowej" lol

9 030

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
mayk222 napisał/a:

Odpisze prostymi słowami bez filozofowania.Najpierw jest nieznośnie po stracie,następnie pojawia się tęsknota,żal obwinianie się siebie,dopatrywanie swoich błędów,biczowanie siebie,doszukujemy się ich na siłę bo nie rozumiemy DLACZEGO?Nadchodzi druga fala,mocniejsza bo moze to nasza wina,pogrążamy się coraz bardziej.Trzecie uderzenie jest jak tornado zdajemy sobie sprawę że jesteśmy bezsilni i nic nie zmienimy bo to"se ne wrati" choćby skały srały i płakały i nasza psycha jest rozwalona,jest pozamiatane.Odcinamy się od świata,nie odbieramy tel,nie wychodzimy z domu,nie jemy,nie śpimy,nic nie robimy,nie mamy na nic ochoty bo przegraliśmy całe swoje życie i wszystkie marzenia h.strzelił.Metoda wyjścia z dna jest chyba jedna,wyjść z siebie w przenośni jak duch i popatrzeć na siebie,co widzimy wrak człowieka o złamanej psychice!!!!!!!!!!!!PRZYPOMNIEĆ sobie jak kiedyś wyglądaliśmy co sobą reprezentowaliśmy i dojść do wniosku że daliśmy się zniszczyć komuś kto tak naprawdę nic nie był wart a na pewno nie nas,oszukał nas więc niech sp. na drzewo banany zrywać a my bierzemy się za siebie.Najpierw wygląd,praca,życie towarzyskie,wracamy do przyjaciół.Wracamy do normy i nie myślimy o tym co było bo wulgarnie mamy na to w.Życie jest takie że spotkamy kogoś,spodoba nam się,poznamy go bliżej i sami dojdziemy do wniosku że zachowywaliśmy się kiedyś wręcz debilnie.Pozdrawiam wszystkich.Trzymajcie się i oprzytomnijcie.Pozdrawiam z krainy tulipanów.

Skąd ja tą "psychoanalizę" znam??? hmm
Aaaaa już wiem... 7 miesięcy ją rozkminiałem smile. Da się z tego marazmu wyjść o własnych siłach i spojrzeć na świat z innej perspektywy "powybuchowej" lol

Witaj bags.Tak wyklepałem klawiatury na tym forum,załamany zalewająć się drinkami,ale naprawdę można się z tego otrzepać i stanąć twardo na nogi.Jestem dziś silniejszy niż kiedyś byłem,twardo stąpam po ziemi.Wracam na to forum aby dać przykład że należy się poskładać i żyć ponownie normalnie.Może komuś się to przyda.Pozdrawiam.

9 031

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Syntia, bags - bardzo wam dziękuję za wszystkie uwagi i przede wszystkim zainteresowanie. Niech wam Bóg, czy inny absolut, wynagradza w czymkolwiek byście sobie tylko życzyli! smile

Glupio mi przy tym trochę, bo moje problemy, przy problemach powyżej bledną bardzo. A co najgorsze... wydaje mi się, że do podobnego stanu doprowadziłem jedną kobietę. I szczerze zastanawiam się co mogłaby zrobić w takiej sytuacji ta druga strona, żeby jakkolwiek pomóc...

P.S. Syntia, czy ten Twój wiek, czyli 23, to aktualny jest?

Lakos jesteśmy by pomagać i chętnie to robimy. smile Dla nas najlepszym podziękowaniem jest to, gdy widzimy, że nasz pacjent zdrowieje i ma się coraz lepiej smile Każdy najmniejszy krok naprzód utwierdza nas w przekonaniu, że ta osoba odkrywa siebie na nowo i poznaje swoją wartość, która czyni ją mocniejszą na działanie "czynników zewnętrznych" smile

Nie ma stopniowania spraw na bardziej lub mniej ważne, dotkliwe, głupie czy mądre... Każdy opisywany dramat życia, jest dla danej osoby najważniejszy i najbardziej nieznośny do przejścia. Lecz dzięki takiej różnorodności problemów czasem łatwiej nam się odnaleźć i pozbierać...

Poza tym wierzę, że każdy w tym krótkim i przelatującym przez palce życie, ma prawo do życia w szczęściu i spełnieniu. Szukajmy go w najmniejszych szczegółach dnia smile



Jestem z 89', więc rocznikowo 24 (ale dopiero w październiku, jak połowa użytkowników tego tematu [wiadomo o kim mowa])
Czemu pytasz? (Choć chyba się domyślam)

9 032

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Moi Drodzy,

Jak się cieszę, że tutaj jestem. Swoich doświadczeń nie mam, więc bazuję na Waszych. Wasze przemyślenia staram się uznać za swoje, wmawiam sobie pewne myślenie.

Włączam racjonalnośc jak tylko mogę. Wiem, że wspomnienia, tęsknota będzie (to chyba naturalne i przejściowe - tak mówicie) ale u siebie najbardziej niepokoję się o ten lęk. Boję się przyszłości....ludzie po rozstaniach cierpią ale mówią poznam kogoś nowego. A ja się boję, nie wyobrażam sobie tego. Tak mi się wydaje, że jak ktoś będzie (kto?kim będzie?jaki to będzie człowiek?) to zawsze będę myślała, że to ten teraz tak robił, to on mnie przytulał, on ze mną rozmawiał, on mnie dotykał. Nawet może dla niektórych taka głupota, ale jak można z kimś innym się kochać? Dotykać kogoś innego i ktoś mnie?Może to wszystko jest za świeże i dlatego tak czuję. Ale to chodzi o ten lęk.
Po za tym nie oszukujmy, nie jest tak łatwo znaleźć kogoś kogo pokochamy i kto pokocha nas - inaczej nie byłoby tylu samotnych osób. A jeszcze ciężej jak się ma w serduchu kogoś innego. Podobno 85% ludzi samotnych jest samych dlatego, że kochają kogoś z kim nie mogą być.

Czy to nie będzie tak, że budząc się, zasypiając będę myślała, że kiedyś robiłam to przy nim? Przecież nie da się zapomnieć, ale znowu myślę, czas, czas, czas. Bo przecież za 10 lat nie będę nawet pamiętać tej osoby tak realnie i mocno jak teraz. Podobno co z oczu to serca. Jednocześnie zawsze będę pamiętać, że przecież ktoś taki był.

Boję się tych pierwszych rzeczy bez niego. Pierwszy raz gdzieś wyjść, zrobić zakupy, pójść na imprezę, cokolwiek, wszystko co będę musiała zrobić pierwszy raz. Ale zarz sobie myślę, że perspektywa jest gorsza niż sam fakt. Czegoś się boimy, to się staje i okazuje się, że jakoś poszło. Jednocześnie myślę sobie, że już przeżywam coś bez niego, już przeżywam te pierwsze razy bez niego. Już dzieje się coś czego nie mogę mu powiedzieć.
Boję się wracania do pustego mieszkania i myślenia, że kiedyś wracałam i on był - ta tęsknota i samotność.
Jednocześnie mam jakieś dziwne uczucie abstrakcji tego związku. Wspomnienia są żywe, napadają, ale jednocześnie ten związek wydaje mi się abstrakcja, jakby moim wymysłem.

Jak widzicie we mnie ciągle jest odbijanie piłeczki, walka wewnętrzna, samouspokajanie się na siłę. Coś poczuję i od razu racjonalizacja ale taka wymuszona. Walka.

Wiecie to jest utrata osoby, planów, szczęścia. Tęsknie za nim, za tym co planowaliśmy i za tym szczęściem i spokojem, które miałam. Moje życie jakby podzieliło się na przed i po. Myślę o czymś z przeszłości - wtedy byliśmy razem, myślę o przyszłości - mieliśmy być razem.

Najgorzej jest rano. To jest taki stan depersonalizacji i derealizacji. Muszę sobie przypomnieć kim jestem, co się wydarzyło i to się wydaje takie nierealne jakby to nie było moje życie...dziwne uczucie którego nie umiem opisać.

9 033

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dzień doberek Wszystkim smile


Robię kawę, komu, komu, bo inaczej idę do domu?

9 034

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

niewiem1104 - Ty lepiej pisz tu zaraz co na śniadanie jadlaś? Żebyś nam całkowicie nie zniknęła i by wiatr Cie nie porwał?

Spróbuj właśnie zrobić pierwsze kroki, takie najprostsze, jak zakupy spożywcze. Z każdym dniem coraz więcej dodawaj do listy rzeczy, które robisz. Napisz w kalendarzu, rozplanuj co należy zrobić; wiem to głupie najprostsze rzeczy, ale może łatwiej Ci będzie... Przecież o mieszkanie tez trzeba zadbać...

Co Ci pomagało kiedy miałaś problemy lub się stresowałaś?

Nie wierz w statystyki, bo to jakby powiedzieć, że przeciętny Kowalski zarabia średnią krajową w wysokości chyba 4 czy 5 tysiecy ...
Wiesz ile przypadków jest małżeństw wraz z dziećmi, którym lepiej byłoby żyć osobno aniżeli razem? Jaką krzywdę wyrządzają dzieciom? I nie sądzę, że spoiwem tego związku jest miłość...
Życie jest bardziej poje**ne niż się może wydawać.
Musisz się w nim jakoś odnaleźć, a to forum jest dowodem, że każdy może wyjść na prosta i prędzej czy później to się dzieje smile Ciebie tez to czeka, tylko dopuść do siebie myśl, że będziesz jeszcze szczęśliwa i z dotychczasowych problemów i rozterek będziesz się śmiać smile

9 035

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Proszę o poradę.Mąż oszukuje,pisze na portalach,znika na całe dnie.Chce się rozwieźć ale jest hipoteka i inne kredyty i nie mam pracy.Nie chce tam mieszkać,nie mogę patrzeć jak mnie lekceważy.Ale boję się bo po rozwodzie pół kredytów na pół.Jak zostanę to psychicznie się wykończe i też po rozwodzie płacić będe musiała pół czynszu itp.Jestem w więzieniu...Nie mam siły tak dalej żyć...

Posty [ 8 971 do 9 035 z 14 840 ]

Strony Poprzednia 1 … 137 138 139 140 141 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026