netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

14 839 odpowiedzi786 954 wyświetleniazałożony przez hera.1, 24.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Strony Poprzednia 1 … 136 137 138 139 140 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 906 do 8 970 z 14 840 ]

8 906

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Tak właśnie postanowiłem, bo wiem jakby się to mogło skończyć. Spotkalibyśmy się, pewnie wylądowalibyśmy w łóżku i później byłoby jeszcze trudniej. Dość!

!!!!!

8 907

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Tak właśnie postanowiłem, bo wiem jakby się to mogło skończyć. Spotkalibyśmy się, pewnie wylądowalibyśmy w łóżku i później byłoby jeszcze trudniej. Dość!

!!!!!

Postanowiłeś tak, bo jesteś zły. Jak Ci to minie, to znów zmienisz zdanie i tak będzie póki nie minie czas, byś trzeźwo spojrzał na plusy rozstania.

8 908

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Być może masz rację. Wszyscy mówią, że to bez sensu zupełnie żebym był przy tej wyprowadzce, ale tak bardzo bym chciał ją zobaczyć, dotknąć i przytulić. Podejrzewam, że rozpłakałaby się, przytulalibyśmy się i w końcu pewnie kochali.

Miałbym na chwilę złudne wrażenie, że jest moja. No i wiem, że jej byłoby też dużo trudniej..

8 909

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Miałem dziś spotkanie przypadkowe z ex ;/  nie widzieliśmy się ani nie gadaliśmy z 3 tygodnie. Czułem się już dobrze hmm nawet bardzo dobrze. Ale jak ja zobaczyłem to ech;/ wyglądała zjawiskowo hmm schudła , zmieniła fryzurę , radosna i uśmiechnięta ;/ i jeszcze na koniec rzuciła mi spojrzenie jak kiedyś sad kochające. Odwróciłem wzrok i nie dałem po sobie nic poznać ale rozjebało mnie to emocjonalnie!

8 910

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Być może masz rację. Wszyscy mówią, że to bez sensu zupełnie żebym był przy tej wyprowadzce, ale tak bardzo bym chciał ją zobaczyć, dotknąć i przytulić. Podejrzewam, że rozpłakałaby się, przytulalibyśmy się i w końcu pewnie kochali.
Miałbym na chwilę złudne wrażenie, że jest moja. No i wiem, że jej byłoby też dużo trudniej..

Chłopie przyjmij za pewnik, że jest ktoś trzeci między Wami a Jej rodzice i rodzina nastawiła ją anty względem Ciebie. Jesteś dla Niej dywanikiem, w który Ona za przeproszeniem wyciera buty. Wie, że cokolwiek powie, to Ciebie rozjuszy emocjonalnie i sprowokuje do walki o Nią. Okazjonalny seks potraktowałaby jako chwilową jej słabość i dodanie Tobie animuszu do dalszych podbojów, z góry skazanych na niepowodzenie. Jesteś przegranym na starcie na każdym froncie i dalej próbujesz usilnie o Nią i Was walczyć. Walczyć o coś, czego nie ma! Po co to robisz??? yikes

8 911

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Właśnie postanowiłem, iż zaprzestałem! ;]
Z całym ogromnym bagażem postanowień i pomysłów na poprawienie samego siebie.
Nie wiem czy nie uderzę jutro z tematem osobnym, z czymś na wzór bloga/pamiętnika/poradnika jak se radzić.

Czuję się silny!

Aha, nie wierzę, żeby ktokolwiek trzeci był. W ogóle nie biorę takiej możliwości pod rozwagę. To jedno, czego pewien jestem.

8 912

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dziękuję M

8 913

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dzień dobry
Nadrabiam zaległości,ależ tutaj się dzieje...Moda na sukces...
Dokąd ten świat zmierza powiedzcie mi nieustanna walka słabeuszy o coś czego nie ma i zatracanie samego siebie...eh
Trzeba wierzyć w siebie,znać swoją wartość. Z chwilą rozstania nie tracimy niczego w sobie...
Niestety większość myśli właśnie na odwrót a to największy błąd.

8 914

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej, kochani, przyszłam się do Was przytulić, bo nawet nie wiem w co ręce włożyć.


jurdin napisał/a:

Witam wszystkich smile

Na początek pochwale się albo pożalę, że byliśmy na terapii małżeńskiej w zeszły piątek. Słuchałam go i nie wierzyłam co faceci mają w tych swoich głowach, miliony lat różnicy miedzy moim rozumieniem a jego. Ale zawsze to jakiś krok do przodu.
Czytam jak radzicie żeby stosować 34 kroki. Moim zdaniem jest to dobre ale tylko dla osób, które nie chcą już na 100% być ze sobą. Ja zastosowałam to dokładnie wszystkie pkt i działają, tylko teraz nie mogę się nauczyć znowu żyć z moim mężem, odseparowałam się od niego i to na dobre.

Też byliśmy na terapii.
Wniosek - brak komunikacji, zaufanie nadszarpnięte. No wielkie mi odkrycie!!!!
Zalecenia - pracować nad poprawą komunikacji i nie zawodzić partnera.

To juz Wy jesteście lepszymi psycjhologami i lepsze rady dajecie, jak ...znachorzy smile dzięki

8 915 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-06-26 11:22:41)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Właśnie postanowiłem, iż zaprzestałem! ;]
Czuję się silny!

Czułem. wulgaryzm! (Przepraszam).

Obudziłem się przed 7 rano dziś i kręciłem się do 9:30 rozmyślając i rozważając.

Źle się czuję, sam nie wiem czemu. Mimo, że zdrowy rozsądek tak bardzo nakazuje mi wręcz "cieszyć się" z tego, co się stało, bo uwolnię się z toksycznego związku, a w efekcie będę miał święty spokój i więcej czasu dla siebie, to i tak fatalnie mi i nie mogę się odnaleźć.

Wiem, że jej też jest fatalnie. Że się męczy. Sama mówiła, że płacze i tęskni. Skąd więc w niej siła i determinacja? Skąd ta opryskliwość i nieuprzejmość, skoro przed kilkoma chwilami mówiła, że nigdy tak nikogo nie kochała, ale musi się uwolnić ode mnie, bo nic z tego nie wyniknie dobrego?

Skąd wreszcie ja mam wziąć tę siłę? Bo nie ukrywam, że dziś od rana telefon mam ciągle w dłoni i ogromną chęć żeby cokolwiek napisać. Choćby to, że ją kocham. Ale mówicie, że to będzie pozbawienie się godności.. Nie napisałem nic, nie chcę pisać (tzn. chcę, ale wszyscy mówią, że nie mogę), ale czuję się słaby i bezbronny.

Jutro ma ktoś przyjechać po jej rzeczy, więc muszę dziś do końca je spakować. To, to już w ogóle mnie rozjeżdża. I choć próbuję sobie wmawiać, że pakuję rzeczy kobiety, która mnie zostawiła, to nadaję temu jednak jakiś sentymentalny ton, na zasadzie "oj jej to, to i to...". Zastanawiałem się czy nie napisać jakiegoś listu i jej w te rzeczy nie wrzucić... Ale po co?

Utwierdźcie mnie w przekonaniu proszę, że mam trzymać gębę na kłódkę i telefon w ryzach. Że to nic dobrego nie da. Bo zaczynam się zastanawiać - a co jeśliby ona chciała sprawdzić, czy będę walczył? W końcu i tutaj na forum pojawiają się historie, gdy kobieta "wybacza" chłopu po jego długich przeprosinach i są znów razem.

Echhhhhh!

8 916 Ostatnio edytowany przez nadziewana czekoladka (2013-06-26 11:27:38)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
calienda napisał/a:

Lakos,
Odnośnie Twoich dylematów, związanych ze słusznością nieodzywania się:
"NIEUFNOŚĆ GORSZA OD NIENAWIŚCI,
I UŚCISK RĘKI GORSZY OD ODMOWY PODANIA RĘKI,
I GRZECZNOŚĆ, KTÓRA MOGŁABY BYĆ PRZYJAŹNIĄ,
I WYNIOSŁOŚĆ OBCA WIELKIM LUDZIOM,
SŁOWA WYSZUKANE, ZAMIAST GŁOSU SUMIENIA,
I PRZEMILCZENIE, BO STRACIŁO GODNOŚĆ MILCZENIA"
Anna Kamieńska "Godność milczenia".

Nieufność gorsza od nienawiści...coś o tym wiem.

Calienda, jesteś bardzo mądrą osóbką i bynajmniej nie mam na myśli kopiowania cytatów, ale Twoje wypowiedzi, czytam z wielkim zainteresowaniem.

Gdzie Wy jesteście? Akurat mam wolne i wenę, a nie ma z kim pogadac....

8 917

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Jestem ja, ale pogrążony w zamulaniu, więc nie wiem czy to dobry materiał na partnera do rozmowy! ;]

8 918

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:
lakos napisał/a:

Właśnie postanowiłem, iż zaprzestałem! ;]
Czuję się silny!

Czułem. wulgaryzm! (Przepraszam).

Utwierdźcie mnie w przekonaniu proszę, że mam trzymać gębę na kłódkę i telefon w ryzach. Że to nic dobrego nie da. Bo zaczynam się zastanawiać - a co jeśliby ona chciała sprawdzić, czy będę walczył? W końcu i tutaj na forum pojawiają się historie, gdy kobieta "wybacza" chłopu po jego długich przeprosinach i są znów razem.

Echhhhhh!

Tak, ja jestem w samym srodku takiej historii i powiem Ci, że szału nie ma, same problemy i wciąż nie wiem czy nie lepiej odejść.

Nie martw się, też jestem w czarnej d...., ale już tak jakby się przyzwyczaiłam czy co?

8 919

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Czemu mamy taką paskudną tendencję do utrudniania sobie życia? Jakby samo w sobie miało być łatwe..

8 920

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ty sobie sam utrudniłeś, bo mnie niestety zostało utrudnione i muszę sobie z tym poradzić.

8 921

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

A co się stało u Ciebie, że tak zostało utrudnione?

8 922

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zdradził mnie.
Ciągle z nim jestem, bo on tego chce, a ja nie wiem czy chcę.
Ot, historia.

8 923

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Oj, to faktycznie trudna sytuacja.

Ale u mnie zdrady nie było. Nic z tych rzeczy. Nigdy bym jej nie zdradził.

8 924

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Ale u mnie zdrady nie było. Nic z tych rzeczy. Nigdy bym jej nie zdradził.
Aha, nie wierzę, żeby ktokolwiek trzeci był. W ogóle nie biorę takiej możliwości pod rozwagę. To jedno, czego pewien jestem.

Lakos... powiem Ci z mojego doświadczenia "stażowego" na tym forum, że przeczysz sam sobie. Bo praktycznie większość z Nas w początkowej fazie była nastawiona na NIE. "NIE ma tej trzeciej osoby a Wy źle gadacie, nie macie racji, bo u mnie jest inaczej" - tak by to można było podsumować jednym zdaniem. Niestety u tej większości w efekcie końcowym paradoksalnie okazało się, że jednak u wszystkich tak było. No wyjątkiem od tej reguły jest Lexpar smile

8 925

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Kurczę, powiem Ci, że wierzę w to jak w nic innego akurat. Po pierwsze spędzaliśmy prawie cały czas razem, więc nawet niespecjalnie miałaby "kiedy". Po drugie często o tym mówiliśmy i to była taka deklaracja mocna, że nigdy się nie wydarzy. I wreszcie po trzecie czuję w głębi ducha, że naprawdę mnie mocno kocha i nie umiałaby mnie zdradzić.

Naprawdę.

Mam nadzieję być wyjątkiem jak Lexpar.

No bo co mam teraz zrobić? Zadzwonić i spytać czy jest ktoś inny? Już to zrobiłem wcześniej.. smile

Wolałbym wiedzieć co robić, a nie być przekonywanym, że zostałem zdradzony...

8 926

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie, postanowiłam się dołączyć i do tego tematu. Przepraszam, ale to moja ogromna potrzeba pomocy, rad, wsparcia, moje rozpaczliwe wołanie o pomoc.
To będzie długi post, ale może ktoś będzie chciał przeczytać. Żeby nie pisać wszystkiego od nowa i nie przeżywać na nowo, przekleiłam część różnych postwó (mam nadzieję, że moderator mnie zrozumie).

W wątku o ciężkim rozstaniu opisałam swoją hostorię. Po krótce: byliśmy 3 lata razem, dwa lata mieszkaliśmy. Zostawił mnie. Tak jak pisałam, zaczęliśmy się spotykac dwa tygodnie po rozstaniu, później moje pytanie czy dajemy sobie szansę i się spotykamy czy nie. Odpowiedź tak. Po dwóch dniach zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, że spotkał się z koleżanką ze studiów (niby wspólny projekt). Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, nie poznałam jej. Jego rekacja na pytanie co robił w weekend wszystko mi powiedziała. Wtedy całą noc przepłakałam, przekrzyczałam, on wychodził wracał, mówił, że to tylko znajoma, która jest 4lata w związku mieszka ze swoim chłopakiem, niedawno przechodzili przez kryzys i teraz rozmowy z nią mu pomagają. Zapewnienia, zapewnienia. Później kilkakrotnie wróciłam do tego tematu, mówiłam, że może z jej powodu powinniśmy sobie darować, on dostawał paniki, mówił, że to nie o to chodzi, to zwykła znajoma która niczego nie oczekuje, znajomość która nie niesie za sobą żadnych konsekwencji, jest zwykłą przyjemną znajomością bez oczekiwań i zobowiązań. On teraz czuje, że może mieć znajomą, bo ja zawsze miałam średni stosunek do jego znajomych (to prawda). Temat tak się przeplatał i przeplatał. Ja pytałam, on mówił, że utrzymują kontakt tylko uczelniany, ona jest szczęsliwa ze swoim mężczyzną itd. Wiedziałam, że ze sobą piszą, ale postanowiłam, że nie będę robić afery z powodu zwykłej koleżanki. Bałam się cały czas o ich relacje ale myślałam, że na takim etapie jestem po prostu nadwrażliwa. Prosiłam, żeby mi po prostu mówił o tym jak mają się gdzieś spotakać większą grupą, żeby też mówił mi jak do niego znowu napisze i poprosi o piwo. Oczywiście wyraziłam swoją niecenzuralną opinię na temat dziewczyny, która mając swojego mężczyzne szuka atrakcji u innych. (Sprawdziłam, faktycznie są tyle lat razem)

Tydzień temu mieliśmy większe spięcie, powiedziałam, że tak nie mogę, że ja się ciągle boję - musi wybrać. Powiedział, że zrezygnuje ze znajomości z nią. Ja niestety w tych emocjach powiedziałam, że nawet już nie chodzi o nią tylko o wszystko co między nami jest a czego nie ma. Rozmowa zeszła z jej tematu.

W ten weekend wszystko super, dzwonił, zapraszał, kolacja, kąpiel, po prostu super. Wczoraj się spotkaliśmy. Zapytałam tak przekornie, jak tam z nią? I znowu jego reakcja....poprosiłam, żeby pokazał mi telefon. Dzwonił do niej w nocy o 1 i o 3, kilkanaście smsów z kilku dni. Nie wytrzymałam. Poczułam się otwartą furtką, jak głupia cieszyłam się z jednego smsa dziennie a on wysyłał jej ich kilkanaście, dzwonił w nocy. Takiego bólu chyba nawet nie czułam podczas gdy się wyprowadził. Wykrzyczałam wszystko (wiem mój błąd). Powiedziałam, że się mną zabawił, że tak naprawdę czekał, aż ona może zostawi swojego faceta a ja pójdę w odstawkę a jeśli nie zostawi to zadowoli się mną. POwiedziałam to wszystko bo tak czułam i czuję nadal. Bardzo się zdenerwował, że wszystko muszę psuć przez swoje paranoje, że nic mi nie mówi bo wie jak ja na takie sprawy reaguję, on mnie zaprasza chce ze mną spędzić czas a ja muszę tak zepsuć miły wieczór po raz kolejny bo znowu wracam do jej tematu. Postawiłam ultimatum albo ona albo ja, niech wybiera (wiem kolejny błąd). Powiedział, ze może w końcu  ja podejmę jakąś decyzję. Więc wyszłam....dla mnie podjął taką decyzję za każdym razem jak do niej dzwonił i pisał w nocy.

koniec histroii.


Teraz aktualizacja:

Chyba są razem...tak sądze po tym co napisała na fb. Albo to moje paranoje. Akurat dzień po tym jak między nami wynikła ta sytuacja, napisała, że w jej życiu zachodzą zmiany. Dla mnie to jasne....

Tak bardzo chciałabym wiedzieć na czym stoję, dlatego ciągle mam wręcz paniczną potrzebę spotkania się z nim, żeby mi powiedział jak jest. Nie zrobię tego, nie dam mu tej satysfakcji. Przez 4 miesiące nie odezwałam się pierwsza (tylko dwa razy) więc nie zrobię tego teraz.Nie prosiłam, nie błagałam, ale też mówiła, o tym, że chcę to naprawić.

Słuchajcie ja jestem załamana, dzieje się coś takiego czego nie umiem opisać. Jest we mnie tyle lęku, rozpaczy, samotności.

Jestem sama przerażona tym co czuję i jakie myśli mi się pojawiają. To cierpienie, które mnie od środka rozrywa, wręcz fizyczny ból, taki przez który mam ochotę wyć, krzyczeć, położyć się na ziemi i nie wstać. Jednocześnie nie umiem zakceptować tego, że to się dzieje, że to koniec. Już nigdy go nie zobaczę, nie przytulę, nic już razem nie przeżyjemy. Jest to dla mnie tak absurdalne, tak nie wyobrażalne, że nie umiem o tym myśleć. Wyparcie. Wtedy, żeby się obronić przed tym bólem, cierpieniem przychodzi ta nadzieja, że to nie może po prostu nie może być koniec. Przecież przez 4 miesiące się spotykaliśmy, nie rozstaliśmy się do końca. Było już coraz lepiej.

Właśnie, jak poradzić sobie z tą nadzieją. Nie układać scenariuszy w głowie, które same przychodzą. Przestać sobie wyobrażać, nie łudzić się już?Jak?Z jednej strony nie umiem zaakceptować tej myśli, że to koniec (pomimo tego, że jestem jej świadoma) a z drugiej strony wiem, że inaczej nie ruszę do przodu. Ale to właśnie śmierć nadzieji boli najbarzdiej.

Moje myśli są straszne. To podzieliło moje życie na przed i po. Za każdym razem jak coś robię np. wychodzę z pracy myślę, że kiedyś wracałam do domu, robiłam dla nas obiad, siadaliśmy rozmawialiśmy, oglądaliśmy film. Byłam taka szczęśliwa, miałam wszystko. Pojawiały się jakieś problemy - to nic, był on, był wsparciem, coś się nie udawało ale się cieszyłam, że przynajmniej mam w życiu to co najważniejsze - mam miłość, jestem z człowiekiem którego kocham i z którym jestem szczęśliwa. Teraz?Teraz nie mam nic. Wszystkie problemy są jeszcze gorsze a jednocześnie tak nic nieznaczące w porównaniu do jego braku.To jest dopiero problem.

Głupota ale wszystko mi się kojarzy. Zobaczyłam w pracy na stole męski włos. Płakałam jak głupia, że już nigdy nie zobaczę jego włosów w łazience i nie będziemy się tak słodko o to sprzeczać.
Kojarzy mi się wszystko!Robię w pracy coś, jakiś projekt który się ciągnie i od razu myślę "wtedy jeszcze byliśmy razem, wtedy jeszcze to czy to" To jest straszne. Mam bardzo rozwiniętą pamięć autobiograficzną. To nie pomaga.

Wszyscy mówią, że jestem młoda, mam 24 lata i całe życie przede mną ale właśnie....całe życie bez niego. A on w mojej przyszłości miał być. Jakby ktoś zabrał mi 90% planów życiowych. Jak myślałam o sobie za kilka lat, to zawsze on był obok, nic nie było tak przerażające jak teraz. Teraz widzę siebie wracającą do pustego mieszkania (paskudnej kawalerki, na inną mnie nie stać), myślącą, że kiedyś on był. Tęskniącą i samotną. Przyszłość jest czarną pustką, to mnie napawa takim lekiem, przez który ledwo funkcjonuję.

Wszyscy mówią poznasz kogoś, kogoś lepszego. A ja?Ja znowu panika. Zaczynam się trząść, to jest atak paniki. Jak będzie wyglądał ten ktoś, co teraz robi, kim jest, jak będzie miał na imię?To jest straszny lęk. Bo to przecież miał być on, więc nie może być nikt inny. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym się przytulić do kogoś innego, z kimś innym zrobić to co robiłam i miałam robić z nim. To po prostu nie może być nikt inny. Ja się boję.Poza tym nie oszukumy się, nie jest tak łatwo poznać kogoś kogo się pokocha i ktoś pokocha nas. Gdyby tak było to nie byłoby tylu samotnych ludzi. A Ci najfajniejsi, najbardziej wartościowi są już zajęci albo dosłownie, albo mają zajęte serducha.

Wiem, to chore. Moja mam już nie chce ze mną rozmawiać, mówi, że robię tragedię z niczego. Ale dla mnie to jest tragedia. Zawsze się zastanawiałam jak ludzie sobie radzą po rozstniu, jak to możliwe, że żyją normalnie. Zawsze myślałam o osobach, które nikgo nie mają i było mi ich tak szkoda. A teraz sama taka jestem. I owszem był moim pierwszym mężczyzną, przed nim całe swoje życie byłam sama. I wtedy też chciałam poznać kogoś, tęskniłam za uczuciem wcale go nie znając, teraz je znam więc tęsknie za konkretną osobą i uczuciem.Wiem jak to jest kochać, być kochanym, być szczęśliwym, brakuje mi czegoś co znałam i miałam przez 3 lata.


Teraz jeszcze tak naprawdę nie wiem czy są razem, ale wiem, że dopiero najgorsze przede mną jak już się upewnię. Myślenie o tym, że jest z nią, z nią robi to co ze mną, jej daje szczęście, które dawał mi. Do niej mówi tak jak do mnie, z nią planuje to co mieliśmy przeżyć razem.

Mam momenty, w których patrzę na ludzi w tramwajach/autobusach i myślę sobie: nie ja pierwsza i nie ostatnia, każdy pewnie coś takiego przeżył. Ale wydaje mi się, że jedni przeżywają mniej inni gorzej. Jedni sobie radzą, inni nie.

Wszyscy mówią: skup się na sobie. Ale jak? Po co przeżywać coś czego nie można z nikim dzielić?Po co mam zacząć robić coś (np wyjść na rower) skoro mu o tym nie opowiem. Wiem, to głupie ale jakby wszystko straciło sens. W życiu miałam tyle spraw z nim przeżyć: obronę magisterki, zmiana pracy. Teraz nic już razem nie przezyjemy. Jak to boli. Zroić obiad?Po co?Zawsze jedliśmy razem. Wyjść gdzieś?Po co?Ani mu tego nie powiem, a poza tym zawsze robiliśmy to razem. Jakby nic mnie nie czekało. Nic nie jeste dla mnie ważne, nic nie jest znaczące.


Mówią: masz pracę, rodzinnę, znajomych. Ale praca mnie nie przytuli, nie porozmawia ze mną, nie zastąpi bliskiej osoby. Znajomi?Od czterech miesięcy się z nikim nie widziałam, każdy ma swoje życie. Wychodzę z pracy i jadę do babci. Dawno nie spałam sama bo się boję. Moja mama nie chce ze mną rozmawiać, a Babcia sama straciła Dziadka półtora miesiąca temu. I ona mi mówi, że przeżywam to barzdiej niż ona. (choroba Dziadka też przyczyniła się do naszego kryzysu, wpadłam w stany depresyjne, miał mi to za złe)

Jestem bardzo zła na siebie, że tak to przeżywam, że jestem taka słaba. Nie chcę już tak czuć, tak myśleć. Ale nie umiem. Tak bardzo bym chciała. Nie ma minuty, żebym o tym nie myślała. Nie mogę się na niczym skupić, nie wiem co ludzie do mnie mówią.

Wiem, że sama się zatracam, spadam coraz niżej, ale nie wiem co zrobić, żeby było inaczej. Nigdy nie umiałam radzić sobie z problemami, a teraz to już jest tragedia. Ja nie wierzę, że to się dzieje, to nie może być koniec.


Najgorsze jest jeszcze poczucie fizyczne: nie jem, nie śpię, nie umiem dokumetów w pracy podpisac bo trzesą mi się ręcę. Rano serce wyskakuje mi z piersi. Nie zliczę ile razy wymiotowałam.  Przez te 4 miesiące schudłam ponad 7 kilo a przy mojej wadze niedługo zniknę. Przez te 4 miesiące byłam w takiej hustawce nastrojów. Spotkanie, dwa dni przerwy, jego milczenie, spotkanie, dwa dni milecznia i tak ciągle. Cierpiałam i dalej cierpię.
W ogóle nie poszłam na przód a to już tyle trwa.

Nie wiem jak przestać to wypierać, ale ja nie umiem tego zaakcetować, jakby to się nie mogło stać.

8 927

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

lakos - wiesz jak często postępują kobiety? Są jak małpy, nie puszczą jednej gałęzi jeżeli drugiej nie ma ...

To, że kocha, to, że tęskni- to tylko dla Twojej wiadomości i Twoich uszy - mówi Ci to co chcesz usłyszeć. Jeżeli by Cię kochała, tęskniła - dziś byłaby z Tobą a nie układała życie bez Ciebie. Ot co cała filozofia.

8 928

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
nadziewana czekoladka napisał/a:

Zdradził mnie.
Ciągle z nim jestem, bo on tego chce, a ja nie wiem czy chcę.
Ot, historia.

Ręce opadają. Tu juz  pisały dziewczyny o podobnych przejściach i tkwieniu w takich chorych układach. Swoją słabość - tak, tak  to jest słabość nazywały siłą (śmiechu warte). Robiły z siebie bohaterki...bo wybaczyły. Tylko te bohaterki codziennie  biadoliły jakie sa nieszczęśliwe, nieufne, wystraszone perspektywą następnej zdrady, ale wciąż u boku drania, którego nazywają dumnie ukochanym. Może poczytaj wstecz parę historii w tym wątku i wyciągnij jakieś wnioski...np. czy warto.

8 929

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
smallangel napisał/a:

lakos - wiesz jak często postępują kobiety? Są jak małpy, nie puszczą jednej gałęzi jeżeli drugiej nie ma ...

To, że kocha, to, że tęskni- to tylko dla Twojej wiadomości i Twoich uszy - mówi Ci to co chcesz usłyszeć. Jeżeli by Cię kochała, tęskniła - dziś byłaby z Tobą a nie układała życie bez Ciebie. Ot co cała filozofia.

AAA! Nie chcę o tym tak myśleć! Nie zawsze tak jest, że jak kobieta rezygnuje to od razu dla innego! Co mam zrobić? Zadzwonić i spytać? Szpiegować?


@niewiem - strasznie Ci współczuję, strasznie! Bo o dziwo wiele z tego bardzo dobrze rozumiem, mam podobnie. Ja, mężczyzna, na życie nieugięty, z zasadami, jajami i charyzmą - tutaj czuję się jak hmm glut. Rozmemłany glut.

8 930

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:
smallangel napisał/a:

lakos - wiesz jak często postępują kobiety? Są jak małpy, nie puszczą jednej gałęzi jeżeli drugiej nie ma ...

To, że kocha, to, że tęskni- to tylko dla Twojej wiadomości i Twoich uszy - mówi Ci to co chcesz usłyszeć. Jeżeli by Cię kochała, tęskniła - dziś byłaby z Tobą a nie układała życie bez Ciebie. Ot co cała filozofia.

AAA! Nie chcę o tym tak myśleć! Nie zawsze tak jest, że jak kobieta rezygnuje to od razu dla innego! Co mam zrobić? Zadzwonić i spytać? Szpiegować?

A co Ci to da? Zacznij żyć swoim życiem, nie jej.

8 931

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
smallangel napisał/a:
lakos napisał/a:
smallangel napisał/a:

lakos - wiesz jak często postępują kobiety? Są jak małpy, nie puszczą jednej gałęzi jeżeli drugiej nie ma ...

To, że kocha, to, że tęskni- to tylko dla Twojej wiadomości i Twoich uszy - mówi Ci to co chcesz usłyszeć. Jeżeli by Cię kochała, tęskniła - dziś byłaby z Tobą a nie układała życie bez Ciebie. Ot co cała filozofia.

AAA! Nie chcę o tym tak myśleć! Nie zawsze tak jest, że jak kobieta rezygnuje to od razu dla innego! Co mam zrobić? Zadzwonić i spytać? Szpiegować?

A co Ci to da? Zacznij żyć swoim życiem, nie jej.

smallangel o tym się każdy musi przekonać samemu i boleśnie pierdyknąć o glebę. Innej rady nie ma, bo My mu to wbijamy już kilka dni z rzędu do głowy, by dał na luz. Innego wyjścia chyba nie ma.

8 932

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Moi Drodzy,

Wszyscy mówią, zacznij żyć swoim życiem....ale ja nie wiem jak?Moje życie teraz jest tragiczne, trudno żyć swoim zyciem jak się czuje taki smutek, nieszczęście które rozwala człowieka od środka. Strach o przyszłość...nie można normalnie funkcjonować. Ten smutek, rozpacz stała się częścią mnie, wrosła we mnie.

Tęsknota, samotność, strach - to jest teraz moje życie. Więc jak nim żyć?

8 933

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

True! True!

Potrzebuję chyba po prostu ciągłego przypominania, że mam się nie odzywać i nie pisać. Nic!

8 934

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:

Moi Drodzy,

Wszyscy mówią, zacznij żyć swoim życiem....ale ja nie wiem jak?Moje życie teraz jest tragiczne, trudno żyć swoim zyciem jak się czuje taki smutek, nieszczęście które rozwala człowieka od środka. Strach o przyszłość...nie można normalnie funkcjonować. Ten smutek, rozpacz stała się częścią mnie, wrosła we mnie.
Tęsknota, samotność, strach - to jest teraz moje życie. Więc jak nim żyć?

Nie robiąc priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś opcją - jedną z wielu. O miłość się nie błaga, o fałszywą nie warto a o prawdziwą nie trzeba.
To co Ty piszesz jest zatraceniem siebie wobec niego, by on raczył zwrócić na Ciebie uwagę. Ale nie interesujesz go Ty a kochanka.
Pora wykorzenić to z siebie i zacząć myśleć o sobie, ale o sobie najpierw!!
jesteś na progu depresji a to nic dobrego nie wróży. Psycholog Ci się kłania jak nic, bo sama z tego się z trudem wygrzebiesz.
Partner jest drogą a nie celem w życiu. Nie ten to będzie następny.

8 935

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:

Moi Drodzy,

Wszyscy mówią, zacznij żyć swoim życiem....ale ja nie wiem jak?Moje życie teraz jest tragiczne, trudno żyć swoim zyciem jak się czuje taki smutek, nieszczęście które rozwala człowieka od środka. Strach o przyszłość...nie można normalnie funkcjonować. Ten smutek, rozpacz stała się częścią mnie, wrosła we mnie.

Tęsknota, samotność, strach - to jest teraz moje życie. Więc jak nim żyć?

Nikt Ci w tym nie pomoże jeżeli sama sobie nie pomożesz. Im szybciej tym lepiej, bo życie ucieka.
I dziś być może Wasze życie nie ma sensu, to za jakiś czas znowu nabierze kolorów. Musicie chcieć coś zmienić.
I nie ma tak, że się nie da - DA. Wystarczy obrać sobie drogę i podążać w jej kierunku.

Sama byłam uzależniona od Męża - zdrada Jego uświadomiła mi jak bardzo. I moja praca spowodowała to, że uzależnienie minęło. Nikt za mnie tego nie zrobił- musiałam wszystko zrobić sama. Zrobiłam, bo chciałam.

8 936

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
smallangel napisał/a:
niewiem1104 napisał/a:

Moi Drodzy,

Wszyscy mówią, zacznij żyć swoim życiem....ale ja nie wiem jak?Moje życie teraz jest tragiczne, trudno żyć swoim zyciem jak się czuje taki smutek, nieszczęście które rozwala człowieka od środka. Strach o przyszłość...nie można normalnie funkcjonować. Ten smutek, rozpacz stała się częścią mnie, wrosła we mnie.

Tęsknota, samotność, strach - to jest teraz moje życie. Więc jak nim żyć?

Nikt Ci w tym nie pomoże jeżeli sama sobie nie pomożesz. Im szybciej tym lepiej, bo życie ucieka.
I dziś być może Wasze życie nie ma sensu, to za jakiś czas znowu nabierze kolorów. Musicie chcieć coś zmienić.
I nie ma tak, że się nie da - DA. Wystarczy obrać sobie drogę i podążać w jej kierunku.

Sama byłam uzależniona od Męża - zdrada Jego uświadomiła mi jak bardzo. I moja praca spowodowała to, że uzależnienie minęło. Nikt za mnie tego nie zrobił- musiałam wszystko zrobić sama. Zrobiłam, bo chciałam.

Smallangel,

Ale jak samej sobie pomóc?Nie wiem jak zapanować nad swoimi myślami....budzę się i pierwsza myśl - ON, zderzenie z rzeczywistością, że jego nie ma. Jakby nagle spadła na mnie tona, rozsadza moją pierś. I taka tęsknota, tak straszna, że nie możesz oddychać, nie możesz nic.
Skoro byłam z nim szczęśliwa - logicznie myśląc jestem nieszczęśliwa bez niego.
Wiem, że moje reakcje są straszne, za duże. Mam tego świadomość ale nie wiem jak przestać. Chciałabym być silna. Ludzie się rozstają po wielu latach, które są niekiedy połową życia i wychodzą z tego. A ja? Nie wierzę, że jego nie ma. Jakby to się nie mogło stać, nie mogę w to uwierzyć. Wypieram. Może to mnie tak blokuje? No i może ten czas? W sumie cztery miesiące, a ponownie od dwóch dni. Ale przez te 4 miesiące z dnia na dzień było gorzej. I ta myśl, że tak będzie zawsze. Przecież zawsze będę pamiętać, że ktoś taki był.

Teraz nabawiłam się jakieś depersonalizacji, derealizacji. Jakbym to nie była ja i nie było moje życie. Nie płaczę, nie krzyczę, chociaż bardzo chcę. Ale nie umiem - znowu wyparcie.

Tak bardzo się boję życia bez niego, samotnego albo z kimś innym.

8 937

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:
smallangel napisał/a:
niewiem1104 napisał/a:

Moi Drodzy,

Wszyscy mówią, zacznij żyć swoim życiem....ale ja nie wiem jak?Moje życie teraz jest tragiczne, trudno żyć swoim zyciem jak się czuje taki smutek, nieszczęście które rozwala człowieka od środka. Strach o przyszłość...nie można normalnie funkcjonować. Ten smutek, rozpacz stała się częścią mnie, wrosła we mnie.

Tęsknota, samotność, strach - to jest teraz moje życie. Więc jak nim żyć?

Nikt Ci w tym nie pomoże jeżeli sama sobie nie pomożesz. Im szybciej tym lepiej, bo życie ucieka.
I dziś być może Wasze życie nie ma sensu, to za jakiś czas znowu nabierze kolorów. Musicie chcieć coś zmienić.
I nie ma tak, że się nie da - DA. Wystarczy obrać sobie drogę i podążać w jej kierunku.

Sama byłam uzależniona od Męża - zdrada Jego uświadomiła mi jak bardzo. I moja praca spowodowała to, że uzależnienie minęło. Nikt za mnie tego nie zrobił- musiałam wszystko zrobić sama. Zrobiłam, bo chciałam.

Smallangel,

Ale jak samej sobie pomóc?Nie wiem jak zapanować nad swoimi myślami....budzę się i pierwsza myśl - ON, zderzenie z rzeczywistością, że jego nie ma. Jakby nagle spadła na mnie tona, rozsadza moją pierś. I taka tęsknota, tak straszna, że nie możesz oddychać, nie możesz nic.
Skoro byłam z nim szczęśliwa - logicznie myśląc jestem nieszczęśliwa bez niego.
Wiem, że moje reakcje są straszne, za duże. Mam tego świadomość ale nie wiem jak przestać. Chciałabym być silna. Ludzie się rozstają po wielu latach, które są niekiedy połową życia i wychodzą z tego. A ja? Nie wierzę, że jego nie ma. Jakby to się nie mogło stać, nie mogę w to uwierzyć. Wypieram. Może to mnie tak blokuje? No i może ten czas? W sumie cztery miesiące, a ponownie od dwóch dni. Ale przez te 4 miesiące z dnia na dzień było gorzej. I ta myśl, że tak będzie zawsze. Przecież zawsze będę pamiętać, że ktoś taki był.

Teraz nabawiłam się jakieś depersonalizacji, derealizacji. Jakbym to nie była ja i nie było moje życie. Nie płaczę, nie krzyczę, chociaż bardzo chcę. Ale nie umiem - znowu wyparcie.

Tak bardzo się boję życia bez niego, samotnego albo z kimś innym.

Może za dużo masz czasu na myślenie? Gdzie są przyjaciele? znajomi? Pasje?
Zajmij się czymś, co nie pozwoli Ci myśleć. Czas, czas, czas - wiem, że chciałoby się szybciej, ale niestety musi minąć troszkę czasu by znów zacząć żyć. Ja dużo sama ze sobą rozmawiałam. Aż pewnego dnia powiedziałam DOŚĆ. Szkoda życia na smutki - trzeba żyć tak jakby mijający dzień był ostatnim dniem życia. I mimo iż u mnie Mąż pozostał blisko mnie- jednak chwilę jakie przeżyłam, były naprawdę bardzo ciężkie.

8 938

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

witam, nie umiem jeszcze napisac co obecnie czuje ale postaram sie pozbierac i moze juz .....

8 939

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

teraz mam ochote wyc !!! skad biore te siłe juz sama nie wiem,

8 940

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:
smallangel napisał/a:
niewiem1104 napisał/a:

Moi Drodzy,

Wszyscy mówią, zacznij żyć swoim życiem....ale ja nie wiem jak?Moje życie teraz jest tragiczne, trudno żyć swoim zyciem jak się czuje taki smutek, nieszczęście które rozwala człowieka od środka. Strach o przyszłość...nie można normalnie funkcjonować. Ten smutek, rozpacz stała się częścią mnie, wrosła we mnie.

Tęsknota, samotność, strach - to jest teraz moje życie. Więc jak nim żyć?

Nikt Ci w tym nie pomoże jeżeli sama sobie nie pomożesz. Im szybciej tym lepiej, bo życie ucieka.
I dziś być może Wasze życie nie ma sensu, to za jakiś czas znowu nabierze kolorów. Musicie chcieć coś zmienić.
I nie ma tak, że się nie da - DA. Wystarczy obrać sobie drogę i podążać w jej kierunku.

Sama byłam uzależniona od Męża - zdrada Jego uświadomiła mi jak bardzo. I moja praca spowodowała to, że uzależnienie minęło. Nikt za mnie tego nie zrobił- musiałam wszystko zrobić sama. Zrobiłam, bo chciałam.

Smallangel,

Ale jak samej sobie pomóc?Nie wiem jak zapanować nad swoimi myślami....budzę się i pierwsza myśl - ON, zderzenie z rzeczywistością, że jego nie ma. Jakby nagle spadła na mnie tona, rozsadza moją pierś. I taka tęsknota, tak straszna, że nie możesz oddychać, nie możesz nic.


juz dawno nie czytałam, nic tak fantastycznego- chodzi o obraz siebie samego, czuje to samo co Ty








Skoro byłam z nim szczęśliwa - logicznie myśląc jestem nieszczęśliwa bez niego.
Wiem, że moje reakcje są straszne, za duże. Mam tego świadomość ale nie wiem jak przestać. Chciałabym być silna. Ludzie się rozstają po wielu latach, które są niekiedy połową życia i wychodzą z tego. A ja? Nie wierzę, że jego nie ma. Jakby to się nie mogło stać, nie mogę w to uwierzyć. Wypieram. Może to mnie tak blokuje? No i może ten czas? W sumie cztery miesiące, a ponownie od dwóch dni. Ale przez te 4 miesiące z dnia na dzień było gorzej. I ta myśl, że tak będzie zawsze. Przecież zawsze będę pamiętać, że ktoś taki był.

Teraz nabawiłam się jakieś depersonalizacji, derealizacji. Jakbym to nie była ja i nie było moje życie. Nie płaczę, nie krzyczę, chociaż bardzo chcę. Ale nie umiem - znowu wyparcie.

Tak bardzo się boję życia bez niego, samotnego albo z kimś innym.

8 941

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Hibernacja napisał/a:
nadziewana czekoladka napisał/a:

Zdradził mnie.
Ciągle z nim jestem, bo on tego chce, a ja nie wiem czy chcę.
Ot, historia.

Ręce opadają. Tu juz  pisały dziewczyny o podobnych przejściach i tkwieniu w takich chorych układach. Swoją słabość - tak, tak  to jest słabość nazywały siłą (śmiechu warte). Robiły z siebie bohaterki...bo wybaczyły. Tylko te bohaterki codziennie  biadoliły jakie sa nieszczęśliwe, nieufne, wystraszone perspektywą następnej zdrady, ale wciąż u boku drania, którego nazywają dumnie ukochanym. Może poczytaj wstecz parę historii w tym wątku i wyciągnij jakieś wnioski...np. czy warto.

Nigdy nie powiedziałam, ze czuję się silna, bo...jestem słaba i nijaka...
Nigdy nie powiedziałam, że jestem bohaterką, bo...jestem przegrana...
Nigdy nie nazwałam go ukochanym, bo...nie wiem kim teraz jest dla mnie...

Nigdy nie zaznam juz tej beztroski i ciągle nie wiem co zrobić, czy z nim dalej byc, czy nie, może to dla ciebie "śmiechu warte", ale mnie nie jest do śmiechu...

8 942

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:

Ale jak samej sobie pomóc?Nie wiem jak zapanować nad swoimi myślami....budzę się i pierwsza myśl - ON, zderzenie z rzeczywistością, że jego nie ma. Jakby nagle spadła na mnie tona, rozsadza moją pierś. I taka tęsknota, tak straszna, że nie możesz oddychać, nie możesz nic.
Skoro byłam z nim szczęśliwa - logicznie myśląc jestem nieszczęśliwa bez niego.
Wiem, że moje reakcje są straszne, za duże. Mam tego świadomość ale nie wiem jak przestać. Chciałabym być silna. Ludzie się rozstają po wielu latach, które są niekiedy połową życia i wychodzą z tego. A ja? Nie wierzę, że jego nie ma. Jakby to się nie mogło stać, nie mogę w to uwierzyć. Wypieram. Może to mnie tak blokuje? No i może ten czas? W sumie cztery miesiące, a ponownie od dwóch dni. Ale przez te 4 miesiące z dnia na dzień było gorzej. I ta myśl, że tak będzie zawsze. Przecież zawsze będę pamiętać, że ktoś taki był.
Teraz nabawiłam się jakieś depersonalizacji, derealizacji. Jakbym to nie była ja i nie było moje życie. Nie płaczę, nie krzyczę, chociaż bardzo chcę. Ale nie umiem - znowu wyparcie.
Tak bardzo się boję życia bez niego, samotnego albo z kimś innym.

Toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
    Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
            Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg nie rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
           Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Jesteś teraz jak narkoman na odwyku a toksyczne związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczęła swoje życie na nowo... BEZ NIEGO i z dala od uzależnienia!!!

8 943 Ostatnio edytowany przez niewiem1104 (2013-06-26 15:58:41)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Niby toksyczny, niby uzależnienie ale czy tak naprawdę to nie są normalne uczucia po rozstaniu?Ta tęsknota, ból, cierpienie. We mnie istenieje jakieś takie przekonanie, że to normalne, gdybym to przeżyła inaczej to znaczyłoby, że ten związek nic dla mnie nie znaczył. Nie byłam od niego uzależniona podczas trwania związku, zyłam swoim życiem. Dopiero rozstanie doprowadziło mnie do tego, dopiero po rozstaniu zaczęłam się tak czuć.

Czy to nie jest tak, że do tej osoby zawsze będzie się wracać?Nie wiem, nigdy tego nie przeżyłam, nigdy wcześniej nie kochałam, dlatego wydaje mi się, że tak można kochać tylko raz. Ta pierwsza miłość jest najważniejsza, kształtuje człowieka. A ja po prostu nie widzę nikogo innego obok mnie, nawet nie umiem o tym pomyśleć. Przecież on był mój. Nie pokocham nikogo na siłę, nie zapomnę na siłę. To musi się stać chyba samo....tak bardzo się boję przyszłości.
Myślę o tym kogo miałabym poznać, o tym kim jest, jak wygląda, co robi i strach, panika...myśli mnie dobijają.

Chodzi o to, że ja się boję i nie umiem dopuścić do siebie tej myśli, że to koniec, że ja już go nigdy więcej nie zobaczę. Przez 4 miesiące ciągle dawał mi nadzieję, tyle rzeczy mówił i robił i aż nie umiem uwoerzyć, że okazało się, że kłamał, że się zabawił. Tyle razy o tym rozmawialiśmy, mówiłam, że się boję a on za każdym razem zaprzeczał... i właśnie przez tę nadzięję jest mi teraz najgorzej.

Stałam się takim dzieckiem emocjonalnym, zagubionym. Nie potrafię udźwignąć ciężaru tego bólu.
Mówicie, że będzie lepiej, ale tak naprawdę nikt nie może mi dać tej gwarancji, nikt nie wie jak będzie wyglądała moja przyszłość.

Słuchajcie, podziwiam Was, wyszliście z tego, a jeśli nawet nie do końca to jesteście na kolejnym etapie. A ja nie wiem jak?Zająć się sobą, ale ja nie wiem tak naprawdę po co? Na siłeś starać się być szczęśliwym skoro się nie jest? Jak odnaleźć szczęście skoro tej osoby nie ma?



No i przede wszystkim jak się zachować?Nie wiem czy są razem...a może ta wiedza by mi pomogła?To jest takie dziwne, nie odzywałam się do niego nigdy pierwsza. W ten weekend dzwonił pytał się czemu zawsze on musi się odzywać pierwszy, czemu on musi proponować spotkania. A w poniedziałek? Dowiedziałam się, że dzwonił do niej w nocy. Wczoraj zobaczyłam jak ona napisała na fb, że w jej życiu zachodzą zmiany.

Co robić? I tak muszę mu jeszcze kilka rzeczy oddać i przede wszystkim chciałabym wiedzieć. Może wtedy przestałbym to wypierać?

8 944

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Lakos,
Odnośnie Twoich dylematów, związanych ze słusznością nieodzywania się:
"NIEUFNOŚĆ GORSZA OD NIENAWIŚCI,
I UŚCISK RĘKI GORSZY OD ODMOWY PODANIA RĘKI,
I GRZECZNOŚĆ, KTÓRA MOGŁABY BYĆ PRZYJAŹNIĄ,
I WYNIOSŁOŚĆ OBCA WIELKIM LUDZIOM,
SŁOWA WYSZUKANE, ZAMIAST GŁOSU SUMIENIA,
I PRZEMILCZENIE, BO STRACIŁO GODNOŚĆ MILCZENIA"
Anna Kamieńska "Godność milczenia".
Nieufność gorsza od nienawiści...coś o tym wiem.

Calienda, jesteś bardzo mądrą osóbką i bynajmniej nie mam na myśli kopiowania cytatów, ale Twoje wypowiedzi, czytam z wielkim zainteresowaniem.

Dziękuję, ale nie przesadzajmy, jestem normalna, a nie mądra, przynajmniej mi się tak wydaje big_smile big_smile big_smile
Nie ścigają mnie listem gończym za malwersacje finansowe big_smile, nie jestem nałogowym hazardzistą big_smile, za to lubię Czesia i Pieska Leszka big_smile big_smile, ale to chyba nie czyni ze mnie wyjątku od normy, tej normalnej oczywiście big_smile. Mam jedynie malutkiego chopla na punkcie szpilek big_smile tylko tyle, no w końcu kobietką jestem.
Cieszę się, że ktoś docenia myśli, zawarte w moich postach, bo pisane są one na podstawie mojego życia.
Pozdrawiam.

8 945

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
niewiem1104 napisał/a:

Moi Drodzy,

Wszyscy mówią, zacznij żyć swoim życiem....ale ja nie wiem jak?Moje życie teraz jest tragiczne, trudno żyć swoim zyciem jak się czuje taki smutek, nieszczęście które rozwala człowieka od środka. Strach o przyszłość...nie można normalnie funkcjonować. Ten smutek, rozpacz stała się częścią mnie, wrosła we mnie.

Tęsknota, samotność, strach - to jest teraz moje życie. Więc jak nim żyć?

"SĄ ŁZY, KTÓRE JAK OGIEŃ PALĄ,
SĄ USTA, KTÓRE SIĘ NIGDY NIE ŻALĄ,
SĄ KRZYWDY, NA KTÓRE NIE MA SĘDZIEGO,
WIĘC JEŚLI KTOŚ PŁACZE NIE PYTAJ DLACZEGO?.....

Właśnie nie pytać, tylko działać, z całą stanowczością, z pełną determinacją w imię dobra pokrzywdzonych (w jakikolwiek sposób).
I ja nie pytam, nawet nie zamierzam, bo wszystko co czujesz, opisałaś kilka linijek wyżej.
Ja tak osobiście-prywatnie od siebie, mogę napisać, że to forum to miejsce, gdzie znajdziesz pocieszenie-może nie "spokój duszy", bo do tego jeszcze długa i żmudna droga, ale "jednostki" big_smile pokrewne Tobie, czyli My, to osoby, z których większość, jest żywym dowodem na to, że z tego stanu, jakim jest ból po rozstaniu-porównywany często niczym żałoba po stracie- o dziwo udaje się wyjść!!!!
I napiszę dodatkowo, że najzwyczajniej w świecie szkoda i Nas i Ciebie, bo większość z Nas, to jeszcze młodzi ludzie....
A młodość ta przecieka nam przez palce właśnie o takie cierpienie związane z bólem, a niepotrzebnie!
I tak nawiązując.....

"NA MARMUROWEJ WYRYŁ PŁYCIE CZAS, ODWIECZNE PRAWA DLA LUDZKOŚCI,
NIC PIĘKNIEJSZEGO PONAD ŻYCIE, W ŻYCIU NIC, POZA CZAS MŁODOŚCI"........

I tego wszyscy się trzymajmy! big_smile

8 946

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Napisala smsa, z pytaniem, o której może ktoś przyjechać po rzeczy jutro. Kurde. Roztrząsło mnie. Co mam jej pisać...

8 947

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej Wszystkim!

LAkos - tak, będziemy tłuc do głowy że cisza jak makiem zasiał musi być! Zero kontaktu, bo inaczej CIę to zniszczy psychicznie! A TY musisz zdrowieć i trzymać się naszych zaleceń i recept wink

SPakowałeś już wszystko?

NIewiem- jak nic zgadzam się z Bagsem, że psycholog CI się kłania! JA bym już go szukała i zgłosiła się... Wiem co to napady lękowe i radzę się pośpieszyć z wizytą jeśli zdrowie Ci drogie!

ODwróciłaś proporcje swojego szczęścia robiąc 90% to praca włożona by on był szczęśliwy a 10% to praca w twoje własne... NIc dziwnego, że nagle jesteś mizerna istotą skoro ktoś zabrał CI 90% powera ...
Swoje szczęście TY sama sobie generujesz i to aż 90%, a 10% jest ofiarowane i potrzebne od drugiej osoby dobrowolnie.


Gdy przypomnę sobie własne rozstanie to śmiałam się, i nie czułam niczego co mogłabym nazwać bólem, a to znaczy że KAżdy indywidualnie to przeżywa...

8 948

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Napisala smsa, z pytaniem, o której może ktoś przyjechać po rzeczy jutro. Kurde. Roztrząsło mnie. Co mam jej pisać...

Jak to co, podaj godzinę i sprawa zakończona.
Decyzję już podjąłeś, więc nad czym tu się jeszcze zastanawiać?
Po co te dodatkowe analizy?
No chyba, że się wahasz nad jej słusznością.

8 949

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Napisala smsa, z pytaniem, o której może ktoś przyjechać po rzeczy jutro. Kurde. Roztrząsło mnie. Co mam jej pisać...

JEżeli ma klucze to niech odbierze wtedy gdy CIę nie będzie, wyznacz godzinę. Klucze niech zostawi pod wycieraczką lub u sąsiada!

PAMiętaj ma CIę nie być!

8 950 Ostatnio edytowany przez lakos (2013-06-26 18:44:34)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Jej nie będzie, przyjeżdża firma od przeprowadzek. Dzięki dziewczyny! Jesteście uroczo przyjazne smile

P.S.
@calienda - oczywiście, że się waham nad słusznością. Niestety. Jestem miękka klucha w tej kwestii. Strasznie mi się to nie podoba w sobie.

8 951

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Jej nie będzie, przyjeżdża firma od przeprowadzek. Dzięki dziewczyny! Jesteście uroczo przyjazne smile

W kupie siła!
Na nasze wsparcie bądź opieprz zawsze możesz liczyć smile

8 952

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Jej nie będzie, przyjeżdża firma od przeprowadzek. Dzięki dziewczyny! Jesteście uroczo przyjazne smile
W kupie siła!
Na nasze wsparcie bądź opieprz zawsze możesz liczyć smile

Ha ha co dwie blondynki, to nie jedna, prawda siostra?
No jak ja opierrr.... to nie ma hu..... we wsi big_smile big_smile
Co złego to nie ja big_smile
Trzym się!

8 953

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

witam. po 30 latach od roku sam caly czas czegos brak ale czeba zyc

8 954

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Opierdalajta mnie bo miękne jak galareta z kurczakiem!

8 955

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

NO Ba SIS! :*:*:*

My to wielozadaniowe jesteśmy tongue

Witamy Mich zapraszamy do zwierzeń wink

8 956

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

zwierzenia nic nie dadza przypadek beznadziejny brak dialogu

8 957

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Opierdalajta mnie bo miękne jak galareta z kurczakiem!

Jak to Kwicoł w Janosiku mawiał: Boś doopa nie facet ino słoninę żrysz. big_smile

8 958

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Oj tam, oj tam. Nawet herosi miękną przy kobietach. smile

8 959

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Oj tam, oj tam. Nawet herosi miękną przy kobietach. smile

Jak ktoś ma opanowana wierność i asertywność do perfekcji, nawet tą brutalnie ubraną w słowa, to nie zmięknie, tym bardziej będąc tym kochającym i kochanym partnerem w związku.
To, że masz złudzenia, że Ona do Ciebie wróci i coś czuje to normalka, ale takie dalsze wegetowanie to już skrajny odpał, lobotomia lub padaczka umysłowa. Siądź na krześle elektrycznym i daj czadu na full, to może zaqmasz, że tego i Was już nie ma. Bo póki co masz oczy szeroko otwarte, niczym 5 zł, tyle że z profilu. Zbyteczne jest tez szukanie jej - miłości - z lupą czy mikroskopem. Przerobiłem brutalnego toksyka to wiem, co mówię. Tak nie chwalący się tongue

8 960

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Racja, mam takiego czuja. Nie umiem się go wyzbyć, choć próbuję. Z pomocą Anthonego Robbinsa (Obudź w sobie olbrzyma).

Jak stracę, a raczej wytracę tę resztkę nadziei, która gdzieś głęboko w środku musi się tlić mocno tak, że rezonuje na całe samopoczucie, to wtedy będę wolny. Wolny od niej i wolny dla siebie.

Takie jest założenie. A na razie cierpię katusze. I pewnie będę. Trudno, taka kolej rzeczy, ale mam przynajmniej nadzieję, że zarówno ze związku, jak i tego co się dzieje teraz, wyniosę w perspektywie cenną lekcję dla samego siebie. Ostrzeżenie przed powielaniem niektórych schematów, wreszcie dogłębną autoanalizę i wypunktowanie zachowań do zmiany.

Cierpię też, bo zadzwoniła w sprawie tej przeprowadzki. Powiedziałem, że okej, że będzie gotowe. Nie umiałem się powstrzymać i spytałem, czy oby na pewno nie ma nikogo. Powiedziała, że nie ma i nie było. Potem spytała jaką mi to robi właściwie różnicę, więc spytałem czy na pewno nie chce mi czegoś powiedzieć. Znów potwierdziła, że nic takiego nie było, i że w dalszym ciągu mnie kocha. Zaśmialiśmy się i się pożegnałem. Myślę, że mogło ją to trochę ukłuć, że nie pociągnąłem rozmowy.

Tak czy owak - tak wiem! To jest miejsce, żeby mnie zjebać! 34 kroki, wiem!

Ale co najgorsze - ja jestem jak na głodzie kokainowym. Wiem, że szkodzi, ale jak już teraz troszkę tej kokainy dostałem, to od razu mi lepiej! Długi odwyk przede mną kurde...

8 961

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Na pewno to Kościuszko nie żyje big_smile
Wyjdziesz z tego jak z czołówki z rozpędzonym tirem na atostradzie... normalka.

Verba "zobacz co straciłaś" posłuchaj na youtube tongue

8 962

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Bags widze ,ze spodobalo Ci sie moje powiedzonko tongue

8 963

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
geniu napisał/a:

Bags widze ,ze spodobalo Ci sie moje powiedzonko tongue

Sorry za naruszenie praw autorskich lol

8 964 Ostatnio edytowany przez lexi260189 (2013-06-26 21:04:25)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Nie wiem czemu  lakos tak przeżywasz oddanie rzeczy. Trzeba mieć swój honor, dumę i ambicję. Ja nie dość, że sama oddawałam rzeczy panu P. to nim je odebrał, spakowałam  je w worek po śmieciach i wyniosłam do piwnicy. Gdy się zjawił dumnie zeszłam do piwnicy, podałam mu worek z uśmiechem na twarzy i życzyłam powodzenia. A te, które on mi zwraccał nawet nie wzięłam do ręki tylko powiedziałam "wyrzuć do śmieci, bo boje się zarażenia jakąś chorobą - nie wiem co z nimi robiłeś" big_smile

8 965

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
geniu napisał/a:

Bags widze ,ze spodobalo Ci sie moje powiedzonko tongue

Sorry za naruszenie praw autorskich lol

spoko loko,hehe, to w sumie powiedzonko mojej siostry, ale jakze prawdziwe. zycie oduczylo mnie uzywac 2 wyrazow - "na pewno" i "nigdy"

8 966

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Lakos - zajeb***ś jak dzik w sosnę tym pytaniem o innego faceta a o odbieraniu telefonu to nie wspomnę (trzymaj mnie matka bo jak wezmę pasa...)

ONa nie kocha tylko mówi słowa, które znaczą tyle co jesteś cenny jak papier toaletowy ...

Brać się w garść ! I to już smile

8 967

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

bylbym zapomnial,obce mi rowniez- "nie wiem" , "nie umiem", "nie potrafie" , "nie da sie" tongue

8 968

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
lakos napisał/a:

Racja, mam takiego czuja. Nie umiem się go wyzbyć, choć próbuję. Z pomocą Anthonego Robbinsa (Obudź w sobie olbrzyma).

Jak stracę, a raczej wytracę tę resztkę nadziei, która gdzieś głęboko w środku musi się tlić mocno tak, że rezonuje na całe samopoczucie, to wtedy będę wolny. Wolny od niej i wolny dla siebie.

Takie jest założenie. A na razie cierpię katusze. I pewnie będę. Trudno, taka kolej rzeczy, ale mam przynajmniej nadzieję, że zarówno ze związku, jak i tego co się dzieje teraz, wyniosę w perspektywie cenną lekcję dla samego siebie. Ostrzeżenie przed powielaniem niektórych schematów, wreszcie dogłębną autoanalizę i wypunktowanie zachowań do zmiany.

Cierpię też, bo zadzwoniła w sprawie tej przeprowadzki. Powiedziałem, że okej, że będzie gotowe. Nie umiałem się powstrzymać i spytałem, czy oby na pewno nie ma nikogo. Powiedziała, że nie ma i nie było. Potem spytała jaką mi to robi właściwie różnicę, więc spytałem czy na pewno nie chce mi czegoś powiedzieć. Znów potwierdziła, że nic takiego nie było, i że w dalszym ciągu mnie kocha. Zaśmialiśmy się i się pożegnałem. Myślę, że mogło ją to trochę ukłuć, że nie pociągnąłem rozmowy.

Tak czy owak - tak wiem! To jest miejsce, żeby mnie zjebać! 34 kroki, wiem!

Ale co najgorsze - ja jestem jak na głodzie kokainowym. Wiem, że szkodzi, ale jak już teraz troszkę tej kokainy dostałem, to od razu mi lepiej! Długi odwyk przede mną kurde...

A jak zapytasz oskarżonego czy jest winny dokonanego przestępstwa to Ci powie, ze tak ? czy nawet po prawomocnym wyroku będzie utrzymywał, ze niewinny....

8 969

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Poradźcie co mam robić.15 lat po ślubie a mąż to niedojrzały gówniarz.Pisze na portalach randkowych,umawia się,znika na całe dnie nie mówiąc nic,ubliża ,popycha mówi spier...Chcę odejsć ale nie mam pracy,hipoteka i inne kredyty.Mogę się wyprowadzić do rodziców ale boję się bo po rozwodzie kredyty na pół a ja nie mam pracy,nawet jak teraz nie będe płacić a potem znajdę pracę do on będzie żądał żebym spłaciła a jak się nazbiera to do końca życia będe spłacać.Ale jak z nim będe mieszkać dalej to się wykończę.A po rozwodzie mieszkając w tym mieszkaniu to oprócz kredytów to pół czynszu itp.Może mnie ktoś dobrze pokierować ,żeby nie popełnić błędöw.On powiedzial że po rozwodzie wypad...Rodzice schorowani i biedni.Nie mam siły by dalej żyć....

8 970

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Skoro nie pracujesz, to na pewno należą Ci się od niego alimenty, mieszkając u rodziców z głodu nie umrzesz, miej szacunek do samej siebie i się wyprowadź. Jeśli znajdziesz pracę to choćbyś miała do końca życia spłacać długi, będziesz wiedziała ze robisz to za swoje.  Wolałabym klepać biedę, ale mieć spokój niż pozwolić traktować się jak....- sama dokończ.

Posty [ 8 906 do 8 970 z 14 840 ]

Strony Poprzednia 1 … 136 137 138 139 140 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026