Mam nadzieję że jak już wrócę to na dobre,aby się nie powtórzyło ale myślę że już poradziłabym sobie inaczej z tym http://emotikona.pl/emotikony/pic/34miotacz.gif
![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Strony Poprzednia 1 … 135 136 137 138 139 … 229 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Mam nadzieję że jak już wrócę to na dobre,aby się nie powtórzyło ale myślę że już poradziłabym sobie inaczej z tym http://emotikona.pl/emotikony/pic/34miotacz.gif
![]()
Podobne tematy
Dobry Wszystkim ![]()
Kwiatuszek100 - oby tak dalej ![]()
Iwakowa - to samo pytanie co zadał Kwiatuszek100... w czym oni Wam mogą pomóc?
misiek666 - no to wykrakałeś - pada
smutny24 - poproszę o jakąś miłą fotkę w tych szpilkach ![]()
Witam wszystkich
w tym ponurym deszczowym dniu
. Tak tak M. wykrakałem hah ![]()
Iwkowa ( M. nie Iwakowa
) z doświadczenia wiem a raczej z bliskiego otoczenia to że rodzice nic nie pomogą a tylko mogą popsuć wszystko do potęgi.
Lexpar jak tam u ciebie ?
Lexpar jak tam u ciebie ?
Misiek u mnie wszystko w jak najlepszym porządku.
Rodzinkę wywiozłem na działkę i teraz mogę przez tydzień poszaleć na swobodzie 
To mój pierwszy post tutaj, więc kłaniam się wszystkim grzecznie.
Wiem, że wszyscy tutaj na podobnym wózku jedziemy, czytam o waszych kłopotach, ale ze swoim sobie poradzić nie mogę.
Zostawiła mnie w czwartek. Twierdzi, że strasznie mnie kocha, ale nasz związek w ogóle nie rokuje, z wielu różnych przyczyn i dlatego woli, żebyśmy się rozstali. Szczerze powiedziawszy nie umiem nie przyznać jej racji, faktycznie żyliśmy ostatnio jak pies z kotem, ale było za to między nami tyle namiętności i miłości, że nigdy w życiu czegoś takiego nie uświadczyłem. Jakbym był uzależniony.
Tak czy owak przebrnąłem już fazę "dajmy sobie jeszcze szansę, przecież tak bardzo się kochamy". Ale postanowiłem nie odpuszczać. Pojechałem do niej, bo wyjechała do rodziny (300 km w jedną stronę). Jechałem z nadzieją sam nie wiem na co. Jak byłem na miejscu zadzwoniłem, nie odebrała. Napisałem smsa, że jestem pod domem, żeby odebrała. Zadzwoniłem raz jeszcze, telefon był wyłączony. W drodze powrotnej dostałem smsa, że jej się bateria rozładowała i teraz dopiero odczytała wiadomość, nic ponadto, zero choćby cienia radości, że jechałem za nią, żeby ją zobaczyć.
Postanowiłem w drodze powrotnej, że nie będę się już odzywał.. Nie wiem czy to dobre rozwiązanie. Najgorsze, że nie umiem sobie wyperswadować, że to koniec. Chyba zamęczam się nadzieją, że będziemy jeszcze razem.
Jak się zachować, co robić? Pomóżcie proszę!
Witaj
Przyjąłeś najlepszą metodę. Nie odzywaj się, nie narzucaj, nie dzwoń i nie SMS-uj.
Zastosuj metodę 34 kroków
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe - z tym bym trochę polemizował jeśli ktoś Nas faktycznie i szczerze wspiera.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj jej. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nią (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy Ona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie ona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
Czyli po prostu się wycofać i zniknąć..? Ale do czego to doprowadzi...?
Do uleczenia Twojej duszy i ratowania psychiki. Mnie zostawiła narzeczona, w sierpniu by było 6 lat. Na chwilę obecną wydaję się to trudne i bolesne, ale to jedyne wyjście.
Czyli po prostu się wycofać i zniknąć..? Ale do czego to doprowadzi...?
Wycofać ale nie zniknąć. Daj Jej teraz przestrzeń, odsuń się w cień i zajmij się sobą. W żadnym razie nie proś o powrót, nie zmuszaj Jej do rozmów, nie wyznaczaj czasu na zmiany. Odsuń się, stań się trochę nieosiągalny, tajemniczy, niezależny. OBSERWUJ Z DYSTANSEM a nade wszystko nie daj się prowokować, bo mimo tego, że być może też i Ona była nie w porządku, to teraz bardzo potrzebuje argumentów, że dobrze robi, "bo Ty taki piiiiii byłeś". Z wyczuciem prowadź rozmowy. I nie pozwól sie wpędzać w poczucie winy, bo gdy tylko zaczniesz przepraszać, starać się być lepszym to tak, jakbyś potwierdzał, ze było miedzy Wami źle.
Na takie zachowania będzie czas dopiero po Jej powrocie do związku.Nie ujawniaj się Jej z tą metodą 34 kroków, że ją znasz... bo jak dobrze je poczytasz i zrozumiesz, to one są skierowane na Ciebie i zmiany w Tobie a nie do Niej czy też o Niej. Poza tym te pkt nie są po to, by przełamać niechęć partnerki/partnera do ratowania związku, tylko o pokazanie Twojego szacunku do samego siebie, kreowania nowego, lepszego 'ja'.
"Związek dwojga ludzi to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku."
A nie ciągłe darcie kotów... kocia dyktatura czy co? z Lwem też można mieszkać i być blisko ![]()
Czy jest ktoś trzeci... wygląda i wiele na to wskazuje, ze tak jest ale takiej opcji na teraz nie dopuszczasz do myśli, nie zgadzasz się z tym...
Twierdzi, że strasznie mnie kocha, ale nasz związek w ogóle nie rokuje, z wielu różnych przyczyn i dlatego woli, żebyśmy się rozstali...
tu jest drugie dno a Ty pogoniłeś za nią z uzależnienia jak w toksycznym związku - narkoman za działką, bo paradoksalnie zerwanie uważasz jak odstawienie narkotyku. Zrobiłeś niby błąd, bo zerwałeś z "nałogiem" - psycholog o takim odczuciu mówi tak:
Toksyczne związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie - jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo...
Lakos słuchaj Bagsa, bo on ma głowę nie od parady
PLusem jest to, że nic nie odpisałeś jej na sms, i że też nie zawróciłeś z drogi by tylko ja zobaczyć...
MOże napisz nam coś więcej na temat twojego związku, jeśli oczywiście masz ochotę ![]()
Witaj w rodzinie :*
Olga 20l., woj. podkarpackie. Od rozstania z narzeczonym mija dwa lata a ja nadal w depresji.
Lakos słuchaj Bagsa, bo on ma głowę nie od parady
Od parady też ma, gdy trzeba = D = D
= D
OLGA258 zapraszamy do pokoju zwierzeń ![]()
Opowiedz nam o tym co się dzieje, byśmy mogli postawić CIę na nogi :*
Joł SIS :*
Wwwhhaat'sss uppppp ?
OLGA258 zapraszamy do pokoju zwierzeń
Opowiedz nam o tym co się dzieje, byśmy mogli postawić CIę na nogi
Big Brother reaktywacja???
![]()
Joł SIS :*
Wwwhhaat'sss uppppp ?
Alles ist Ordnung, aber die Sonne scheint nicht, es is widnig, es regnet usw.
syntia napisał/a:OLGA258 zapraszamy do pokoju zwierzeń
Opowiedz nam o tym co się dzieje, byśmy mogli postawić CIę na nogi
Big Brother reaktywacja???
![]()
PEWNIE, jesteśmy jak reality show online 24/7 ![]()
PLusem jest to, że nic nie odpisałeś jej na sms, i że też nie zawróciłeś z drogi by tylko ja zobaczyć...
MOże napisz nam coś więcej na temat twojego związku, jeśli oczywiście masz ochotę
Czemu myślisz, że to plus? Tak z kobiecej perspektywy - ciekaw jestem jak to wygląda.
Już piszę troszkę o naszej historii.
Poznałem ją pół roku po rozstaniu z żoną. Jak tylko poczułem, że mnie "bierze" obiecałem sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby być jak najlepszym i nie powielać błędów z małżeństwa. Okazało się, że chyba byłem nadgorliwy w tym wszystkim, bo próbowałem ją uszczęśliwiać własnym kosztem. Odstawiłem znajomych, sport itp.
Ona początkowo robiła tak samo. Później zaczęły się zgrzyty. Wydaje mi się, że głównie o to, że chciała wrócić do imprezowego trybu życia sprzed naszego poznania, czyli do czegoś, do czego w ogóle nie byłem z nią przyzwyczajony. O to spory były regularnie, ale obiecałem sobie przepracować zazdrość i ostatnio jakoś nie było z tym problemu.
Wydaje mi się jednak, że mamy tak podobne charaktery, tak uparte, bezkompromisowe i niedopuszczające krytyki, że tę samą sytuację potrafiliśmy oceniać tak odmiennie, jak byśmy mówili o zupełnie czym innym. Kłóciliśmy się o bzdury, a urastało to do rangi awantury o życie i śmierć. Później obrażanie się i czekanie kto pierwszy zmięknie. Rozstawaliśmy się chyba z 15 razy. Za każdym razem tak mnie to wypompowywało, że nie umiałem normalnie funkcjonować.
To samo jest teraz. Ale czuję, że tym razem jest to definitywne rozstanie. Z jej strony oczywiście. Bo ja, nie wiedzieć czemu, chciałbym ją mieć przy sobie. Nie dopuszczam myśli, że ma kogoś, bo chyba by nawet nie miała kiedy go znaleźć. Cały wolny czas spędzaliśmy razem prawie.
Tak reasumując - wydaje mi się, że mój związek wpisuje się w definicję tych toksycznych. Więcej niż uskrzydlenia było nerwów. Ale przy tym było tak mnóstwo żaru i namiętności. Nie potrafiliśmy się nie dotykać. Gdziekolwiek byśmy byli. Do tego ogrom bliskości, akceptacji fizycznej itp., itd. Nigdy się ze sobą nie nudziliśmy i było to wszystko, co być powinno.
I tak na chłodno - dużo awantur było o moje dziecko, którego jak oficjalnie przyznawała - nienawidzi... Z tym miałem ogromny problem.
Strasznie bym chciał ją mieć. Okrutnie. Zrobiłbym wiele, ale nie chcę jej nagabywać, nie chcę płaszczyć się i prosić, aczkolwiek obawiam się, że może to być potraktowane na zasadzie "nawet nie zawalczył, tak mu zależało".
Ach ech och! Takie moje męskie rozterki ;]
Aaaa tak właściwie to chyba największy problem w tej chwili, to obranie jakiejś drogi, czyli w tej sytuacji jednej z dwóch:
1) pogodzić się z rozstaniem i żyć normalnie, nie biorąc już możliwości powrotu do siebie pod rozwagę,
2) mieć nadzieję i czekać, żyjąc normalnie...
Joł SIS :*
Wwwhhaat'sss uppppp ?
Alles ist Ordnung, aber die Sonne scheint nicht, es is widnig, es regnet usw.
OW I see
here crazy things happening, It's raining after that sun is shining
weather's sucks...screw it! LET'S GO SHOPPING.:P:P:P
Rzuć okiem na blog "moje dwie głowy" albo artykuł "apel do Pani ropuchowej". Coś mi się widzi, że wy oboje to toksyki
z jednym ale... dziecko jest kością niezgody między Wami, podniecaną przez nią. Albo tak Cię ona toksycznie nakręciła ![]()
A dopóki nie ma rozejmu i stanu "constans" z dzieckiem... pogoń z drągiem za intercity z Kopydłowa do Koluszek ![]()
Z wielkim trudem biorę na siebie sporą część toksyczności..
LAkos już odpisuje, lecz tego trochę będzie więc cierpliwości ![]()
Bags pewnie mnie wyprzedzi hihi ![]()
NOi słowo się rzekło hihi
Rzuć okiem na blog "moje dwie głowy" albo artykuł "apel do Pani ropuchowej". Coś mi się widzi, że wy oboje to toksyki
z jednym ale... dziecko jest kością niezgody między Wami, podniecaną przez nią. Albo tak Cię ona toksycznie nakręciła
A dopóki nie ma rozejmu i stanu "constans" z dzieckiem... pogoń z drągiem za intercity z Kopydłowa do Koluszek
Przeczytałem apel.. Nie podoba mi się, bo chyba kierowany jakby do mnie. Kurczę..
PLUS- bo, gdybyś zrobił pierwszy krok, ona już by CIĘ miała w garści. możliwe, że nawet wziął byś winę na siebie. MIAŁABY SATYSFAKCJĘ, ŻE CO ZŁEGO TO NIE ONA.
OBSERWUJE TU WYPALANIE SIĘ NAWZAJEM... ŻAR, NAMIĘTNOŚ JEST cudowna ale nie zastąpi CI ZROZUMIENIA, ODDANIA, TROSKI I POSZANOWANIA DRUGIEJ OSOBY.
JEj zachowanie w stosunku do twojego dziecka jest gówniarskie i nawet nie potrafię wyobrazić sobie jak źle musisz się z tym czuć... powinna mieć świadomość sytuacji i zachować się odpowiedzialnie. DZiecko nie jest niczemu winne...
Co do charakterów to myślę że predysponujecie do toksyka. TRzeba kompromisów i ustępstw bo tak działają związki. JEśli się tego nie rozumie to można pomyśleć o terapii bo inaczej wybuchnie, jeśli już się to nie stało; wam wszystko w twarz...
Daj sobie czas, przemyśl czy masz ochotę dalej tkwić w czymś takim, do czego to doprowadzi, ile jeszcze możesz znieść? Czy takiego życia zawsze chciałeś?
Masz czas, by złapać dystans i poukładać sobie priorytety. Czego pragniesz? JAk chcesz by wyglądało twoje życie?
Ile macie lat? JAk długo byliście razem?
Ja 30, ona 23. 15 miesięcy razem.
Nigdy w życiu nie czułem się tak zafascynowany, owładnięty, zakochany, oddany, wierny, życzliwy, dobry, pomocny (...).
Ale zdrowy rozsądek podpowiada mi, że powinienem odpuścić. Że mamy bardzo rozbieżne priorytety, że ona nie jest chętna do kompromisów, że więcej daję niż biorę. I wreszcie kwestia dziecka - coś okropnego. To organizowanie czasu, żeby się nie widywali i wysłuchiwanie później, że jestem fatalnym ojcem itp.
Tyle tytułem zdrowego rozsądku. Teraz emocje - nie umiem przestać o niej myśleć, idealizuję ją. Chciałbym ją słyszeć, czuć, smakować. Mieć tu przy sobie. Walczę, żeby nie pisać i nie dzwonić. Na każdego smsa podryguję jak z procy. A potem rozczarowanie, bo to nie od niej.
Nie umiem przestać sobie wizualizować, że wszystko się ułoży. Czytam różne poradniki w internecie - "usuń zdjęcia, nie kontaktuj się, spotykaj się z innymi kobietami". Ale ja kur..a nie chcę innych kobiet. Na samą myśl, że miałbym dotykać inną dziwnie się czuję. Nie muszę mówić jak się czuję na myśl, że ktoś inny dotyka ją.. ![]()
Tak czy owak... milczenie z mojej strony w takiej sytuacji jest złotem..?
Lakos też mam poobny problem tylko z moją byłą zoną niby chce sie pogodzic ale ciągle wszystko wypomina jestesmy w stanie godzenia po ,,separacji'' dwómiesiecznej , tylko jest taka sprawa nie umie okreslic sie jasno czy da mi szanse kaze czekac tylko nei wie ile rok dwa a jak wogóle to jej słowa , pisząc jest nawet spoko miłe sms żarty wspomnienia tych dobrych chwil porpostu pieknie , nagle buum dogryski ze onan ie potrafi ze nie chce ze nie umie zapomniec tylko czego tego ze mnie spakowała ?? pokazuje jej z całych sił ze ją kocham nawet jak mi dogryza czy napisze ze to nei ma sensu pisze dalej ze ją kocham i chce o nią walczyc tylko nie wiem czy to cos da ;/
z była ale jeszcze nie mamy rozwodu ale sprawe o alimenty juz złozyła ;/
A zrobiłeś jej jakoś krzywdę?
Własnie nie przed slubem starałem sie o nią cały czas robiłem wszystko zeby było pieknie i było chodź nie mieszkalismy razem cały czas tylko weekendy i czasem na tygodniu niej spałem , po słubie zamieszkalismy razem znaczy ujej rodziców heh i sie zaczeło ze sie nei staram chodź byłem taki sam jak kiedys , mielismy małe dziecko teraz ma 14 miesiedzy chodź ,,harowałem'' dosłownie po 12 godzin na budowie pomagałem jej przy wszystkim w domu zmywałem sprzatałem wstawałem do dziecka nie zawsze wiadomo człowiek nie robot ;/ było źle bo sie dzieckiem nie zajmuje bo ona wszystko sama tylko ze ona miała na głowie opieke nad dzieckiem nic wiecej chodź wieczorami po pracy to ja go kapałem usypiałem i robiłem wszystko mleko picie zeby miała an rano gotowe , z życiem erotycznym było tez super dlamnie jak i dla niej
ale przyszła zima zaczeło sie mniej zarabiac to zaczeła mi wypominac ze nie mam pieniedzy ze jeje rodzice nas utrzymują a moi nie chodź tamtym na gospodarstwie we wszystkim pomagałem heh i tak mineło 5mieszedzy przyjechał brat zaproponował mi prace wiec pojechałem a jak wróciłem ciuchy były spakowane powód bo wybrałem moich rodziców co jest chore i nie prawdziwe ;/
Ja 30, ona 23. 15 miesięcy razem.
Nigdy w życiu nie czułem się tak zafascynowany, owładnięty, zakochany, oddany, wierny, życzliwy, dobry, pomocny (...).
Ale zdrowy rozsądek podpowiada mi, że powinienem odpuścić. Że mamy bardzo rozbieżne priorytety, że ona nie jest chętna do kompromisów, że więcej daję niż biorę. I wreszcie kwestia dziecka - coś okropnego. To organizowanie czasu, żeby się nie widywali i wysłuchiwanie później, że jestem fatalnym ojcem itp.
Tyle tytułem zdrowego rozsądku. Teraz emocje - nie umiem przestać o niej myśleć, idealizuję ją. Chciałbym ją słyszeć, czuć, smakować. Mieć tu przy sobie. Walczę, żeby nie pisać i nie dzwonić. Na każdego smsa podryguję jak z procy. A potem rozczarowanie, bo to nie od niej.
Nie umiem przestać sobie wizualizować, że wszystko się ułoży. Czytam różne poradniki w internecie - "usuń zdjęcia, nie kontaktuj się, spotykaj się z innymi kobietami". Ale ja kur..a nie chcę innych kobiet. Na samą myśl, że miałbym dotykać inną dziwnie się czuję. Nie muszę mówić jak się czuję na myśl, że ktoś inny dotyka ją..
Tak czy owak... milczenie z mojej strony w takiej sytuacji jest złotem..?
JEst złotem, nie pisz, nie dzwoń, nie odpisuj...
Różnica wiekowa fakt jest trochę duża, ale raczej dojrzałość emocjonalna jest jeszcze większa z jej strony, robiąc przepaść między WAmi...
Im bardziej będziesz się starał dla niej tym bardziej ona tego nie doceni. OBawiam się że potrzebuje uteperowania i utarcia trochę nosa...
Jedynie rozsądek i opanowanie może CIę uratować!
BLednie żyjesz jeżeli sądzisz, że tylko ona jest najważniejsza...
TAk szczerze, chciałbyś dalej zawsze słuchać o tym że syna nienawidzi, że jesteś złym ojcem, że jesteś zazdrośnikiem, że zawsze twoja wina a nie jej, zawsze przyjmiesz prawdę która ona mówi jak np. gówno pachnie?
Pozwolisz siebie tak traktować? MNiej szacunek dla siebie.
ŻEby w związku było dobrze trzeba chęci dwóch osób do dialogu u CIebie to NIE ma miejsca...
Ja to wszystko rozumiem...
Poza tym:
Różnica wiekowa fakt jest trochę duża, ale raczej dojrzałość emocjonalna jest jeszcze większa z jej strony, robiąc przepaść między WAmi...
Nie wiem co tutaj miałaś na myśli.
Czyli wypada mi teraz zadać inne pytanie chyba - jak się odkochać i iść dalej?
lakos napisał/a:Czyli po prostu się wycofać i zniknąć..? Ale do czego to doprowadzi...?
Wycofać ale nie zniknąć. Daj Jej teraz przestrzeń, odsuń się w cień i zajmij się sobą. W żadnym razie nie proś o powrót, nie zmuszaj Jej do rozmów, nie wyznaczaj czasu na zmiany. Odsuń się, stań się trochę nieosiągalny, tajemniczy, niezależny. OBSERWUJ Z DYSTANSEM a nade wszystko nie daj się prowokować, bo mimo tego, że być może też i Ona była nie w porządku, to teraz bardzo potrzebuje argumentów, że dobrze robi, "bo Ty taki piiiiii byłeś". Z wyczuciem prowadź rozmowy. I nie pozwól sie wpędzać w poczucie winy, bo gdy tylko zaczniesz przepraszać, starać się być lepszym to tak, jakbyś potwierdzał, ze było miedzy Wami źle.
Na takie zachowania będzie czas dopiero po Jej powrocie do związku.Nie ujawniaj się Jej z tą metodą 34 kroków, że ją znasz... bo jak dobrze je poczytasz i zrozumiesz, to one są skierowane na Ciebie i zmiany w Tobie a nie do Niej czy też o Niej. Poza tym te pkt nie są po to, by przełamać niechęć partnerki/partnera do ratowania związku, tylko o pokazanie Twojego szacunku do samego siebie, kreowania nowego, lepszego 'ja'."Związek dwojga ludzi to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku."A nie ciągłe darcie kotów... kocia dyktatura czy co? z Lwem też można mieszkać i być blisko
Czy jest ktoś trzeci... wygląda i wiele na to wskazuje, ze tak jest ale takiej opcji na teraz nie dopuszczasz do myśli, nie zgadzasz się z tym...Twierdzi, że strasznie mnie kocha, ale nasz związek w ogóle nie rokuje, z wielu różnych przyczyn i dlatego woli, żebyśmy się rozstali...
tu jest drugie dno a Ty pogoniłeś za nią z uzależnienia jak w toksycznym związku - narkoman za działką, bo paradoksalnie zerwanie uważasz jak odstawienie narkotyku. Zrobiłeś niby błąd, bo zerwałeś z "nałogiem" - psycholog o takim odczuciu mówi tak:
Toksyczne związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie - jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo...
Bags jak zwykle wielkie
.
Jesteś wielki 
Ja to wszystko rozumiem...
Poza tym:
syntia napisał/a:Różnica wiekowa fakt jest trochę duża, ale raczej dojrzałość emocjonalna jest jeszcze większa z jej strony, robiąc przepaść między WAmi...
Nie wiem co tutaj miałaś na myśli.
Czyli wypada mi teraz zadać inne pytanie chyba - jak się odkochać i iść dalej?
MAm na myśli to, że ma 23 lata ale emocjonalnie może 20... Wiele rzeczy czy spraw nie rozumie i nie jest w stanie postawić się w twojej sytuacji...
POtrzebujesz czasu dla siebie-------------> 34 kroki plus nasze forumowe wsparcie
Dzięki! To wiele dla mnie znaczy. Zwłaszcza, że nie mam w obwodzie specjalnie wielu ludzi, których chciałbym swoimi problemami zamęczać.
34 kroki w maksymalnym skróceniu do jednego kroku właściwie - NIE ODZYWAĆ SIĘ!
;]
Dzięki! To wiele dla mnie znaczy. Zwłaszcza, że nie mam w obwodzie specjalnie wielu ludzi, których chciałbym swoimi problemami zamęczać.
34 kroki w maksymalnym skróceniu do jednego kroku właściwie - NIE ODZYWAĆ SIĘ!
;]
No nie tylko.
Przeczytaj uważnie wszystkie 34 kroki.
Dzięki! To wiele dla mnie znaczy. 34 kroki w maksymalnym skróceniu do jednego kroku właściwie - NIE ODZYWAĆ SIĘ!
;]
Nie wyrywać się przed orkiestrę, gdy dyrygent w spódnicy jest do bani.
Błednie żyjesz jeżeli sądzisz, że tylko ona jest najważniejsza...
TAk szczerze, chciałbyś dalej zawsze słuchać o tym że syna nienawidzi, że jesteś złym ojcem, że jesteś zazdrośnikiem, że zawsze twoja wina a nie jej, zawsze przyjmiesz prawdę która ona mówi jak np. gówno pachnie?
Pozwolisz siebie tak traktować? Miej szacunek dla siebie.
Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś jedynie opcją - i pretekstem "na dzieciaka" do awantur -, czasami jedną z wielu. O miłość się nie błaga, o fałszywą nei warto a o prawdziwą nie trzeba.
Kto sobą pogardza ten żywi do siebie szacunek tym, że sobą pogardza...
23 latka??? Ja bym zszedł emocjonalnie jeszcze o jakieś 5 - 10 w dół. Sorry stary, ale to toksyczna siksa, która wie, że chce być w zwiazku, ale nie wie jak to ugryźć, by było dobrze. Więc podcina gałąź na której siedzi poprzez wojnę, w której kartą przetargową jest dziecko.
Daj jej piłę spalinową by szybciej urżnęła gałąź swoich mądrości i nie pomagaj jak pierdyknie baranka z przytupem o glebę. Taki upadek poprzez solidną wstrząsoterapię stawia na nogi.
Przy jej 30 na karku miałbym inne obawy, ale tu... ![]()
Dzięki! To wiele dla mnie znaczy. Zwłaszcza, że nie mam w obwodzie specjalnie wielu ludzi, których chciałbym swoimi problemami zamęczać.
34 kroki w maksymalnym skróceniu do jednego kroku właściwie - NIE ODZYWAĆ SIĘ!
;]
PROszę ![]()
Przed TObą wiele pracy a 34 kroki nie bez przyczyny zostały wypunktowane w takiej ilości. DOwiesz się i przekonasz kiedy będziesz je przerabiał ![]()
WIerzę, że dasz radę. KAżdy bez wyjątku zasługuje na miłość i szczęście. TY już jedną masz, bezwarunkowa syna ![]()
PAmiętaj tutaj piszemy w najlepszych i najgorszych momentach naszego życia...
Nie wyrywać się przed orkiestrę, gdy dyrygent w spódnicy jest do bani.
Syntia napisał/a:Błednie żyjesz jeżeli sądzisz, że tylko ona jest najważniejsza...
TAk szczerze, chciałbyś dalej zawsze słuchać o tym że syna nienawidzi, że jesteś złym ojcem, że jesteś zazdrośnikiem, że zawsze twoja wina a nie jej, zawsze przyjmiesz prawdę która ona mówi jak np. gówno pachnie?
Pozwolisz siebie tak traktować? Miej szacunek dla siebie.Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś jedynie opcją - i pretekstem "na dzieciaka" do awantur -, czasami jedną z wielu. O miłość się nie błaga, o fałszywą nei warto a o prawdziwą nie trzeba.
Kto sobą pogardza ten żywi do siebie szacunek tym, że sobą pogardza...
23 latka??? Ja bym zszedł emocjonalnie jeszcze o jakieś 5 - 10 w dół. Sorry stary, ale to toksyczna siksa, która wie, że chce być w zwiazku, ale nie wie jak to ugryźć, by było dobrze. Więc podcina gałąź na której siedzi poprzez wojnę, w której kartą przetargową jest dziecko.
Daj jej piłę spalinową by szybciej urżnęła gałąź swoich mądrości i nie pomagaj jak pierdyknie baranka z przytupem o glebę. Taki upadek poprzez solidną wstrząsoterapię stawia na nogi.
Przy jej 30 na karku miałbym inne obawy, ale tu...
Ło matko 
bags napisał/a:Nie wyrywać się przed orkiestrę, gdy dyrygent w spódnicy jest do bani.
Syntia napisał/a:Błednie żyjesz jeżeli sądzisz, że tylko ona jest najważniejsza...
TAk szczerze, chciałbyś dalej zawsze słuchać o tym że syna nienawidzi, że jesteś złym ojcem, że jesteś zazdrośnikiem, że zawsze twoja wina a nie jej, zawsze przyjmiesz prawdę która ona mówi jak np. gówno pachnie?
Pozwolisz siebie tak traktować? Miej szacunek dla siebie.Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś jedynie opcją - i pretekstem "na dzieciaka" do awantur -, czasami jedną z wielu. O miłość się nie błaga, o fałszywą nei warto a o prawdziwą nie trzeba.
Kto sobą pogardza ten żywi do siebie szacunek tym, że sobą pogardza...
23 latka??? Ja bym zszedł emocjonalnie jeszcze o jakieś 5 - 10 w dół. Sorry stary, ale to toksyczna siksa, która wie, że chce być w zwiazku, ale nie wie jak to ugryźć, by było dobrze. Więc podcina gałąź na której siedzi poprzez wojnę, w której kartą przetargową jest dziecko.
Daj jej piłę spalinową by szybciej urżnęła gałąź swoich mądrości i nie pomagaj jak pierdyknie baranka z przytupem o glebę. Taki upadek poprzez solidną wstrząsoterapię stawia na nogi.
Przy jej 30 na karku miałbym inne obawy, ale tu...Ło matko http://emotikona.pl/emotikony/pic/zdziwko.gif
Spokojnie, to tylko taka sesja zapobiegawczo - wstrząsowa, co by Nam pacjent nogami nie wyszedł do przodu ![]()
Lexpar napisał/a:bags napisał/a:Nie wyrywać się przed orkiestrę, gdy dyrygent w spódnicy jest do bani.
Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś jedynie opcją - i pretekstem "na dzieciaka" do awantur -, czasami jedną z wielu. O miłość się nie błaga, o fałszywą nei warto a o prawdziwą nie trzeba.
Kto sobą pogardza ten żywi do siebie szacunek tym, że sobą pogardza...
23 latka??? Ja bym zszedł emocjonalnie jeszcze o jakieś 5 - 10 w dół. Sorry stary, ale to toksyczna siksa, która wie, że chce być w zwiazku, ale nie wie jak to ugryźć, by było dobrze. Więc podcina gałąź na której siedzi poprzez wojnę, w której kartą przetargową jest dziecko.
Daj jej piłę spalinową by szybciej urżnęła gałąź swoich mądrości i nie pomagaj jak pierdyknie baranka z przytupem o glebę. Taki upadek poprzez solidną wstrząsoterapię stawia na nogi.
Przy jej 30 na karku miałbym inne obawy, ale tu...Ło matko http://emotikona.pl/emotikony/pic/zdziwko.gif
Spokojnie, to tylko taka sesja zapobiegawczo - wstrząsowa, co by Nam pacjent nogami nie wyszedł do przodu
Bagsiu ja to rozumiem, ale tutaj trafiają takie jednostki, że brak jest narzędzi do ich reformowania.
CHyba pacjent DR Bags się wylogował po takim zastrzyku płynnych słów samoocalenia ...
MOże wyzdrowieje za jakiś czas...
a mi ktos doradzic co robic pisac naciskac czy naazie ochłonąć ?? pare postów wyzej
a mi ktos doradzic co robic pisac naciskac czy naazie ochłonąć ?? pare postów wyzej
U Lakosa było dziecko u Ciebie kasa i rodzice... schemat podobny ale skladniki inne. Kroki to podstawa. Toksyka masz jak nic za żonę.
czyli co robic zeby było dobrze ?? teraz sie czepia za syn skonczył 14 miesiedzy a mnie przy nich nie ma tylko jak mam byc jak ona nie hce heh
Jestem, jestem! Nie uciekłem, czytam i myślę!
Trudno się pogodzić z myślą, że się tkwi w toksycznym (dla obojga, bądźmy sprawiedliwi) związku, skoro serce tak mocno ciągnie do tej siksy! ;]
Tzn. inaczej, bo w związku tkwiłem, przecież już ze mną zerwała!
Chyba tego trochę oczekiwałem, takiego kubła zimnej wody, żebym pamiętał, że nie złapałem wcale Pana Boga za nogi. Chociaż mogę się założyć, że gdyby miała tutaj moja ex swoją perspektywę wyłożyć, to wyglądałoby to zgoła odmiennie. W sensie, że ona to wszystko postrzega zupełnie inaczej.
Ale ja chyba jestem mocno toksyczny też, jestem zaborczy i podejrzliwy. Słabo u mnie z zaufaniem.. Wina po obu stronach..
Jak nabrać sił, żeby iść już w inną stronę, nie razem? Żeby nie łudzić się nadzieją, że zaraz zadzwoni i powie, że chce żebyśmy jeszcze spróbowali? Żeby zaakceptować stan rzeczy, cieszyć się innymi sprawami, a uczucia przelać gdzie indziej? I żeby wreszcie nabrać takiej siły, że nawet gdyby zadzwoniła i spytała, czy możemy być razem, to żebym mógł powiedzieć, że już tego nie widzę. I żeby nie mówić tego wbrew sobie, tylko tak naprawdę czuć. Żeby wyzbyć się wrażenia, że już nic lepszego mnie nie spotka?
Lakos,
Odnośnie Twoich dylematów, związanych ze słusznością nieodzywania się:
"NIEUFNOŚĆ GORSZA OD NIENAWIŚCI,
I UŚCISK RĘKI GORSZY OD ODMOWY PODANIA RĘKI,
I GRZECZNOŚĆ, KTÓRA MOGŁABY BYĆ PRZYJAŹNIĄ,
I WYNIOSŁOŚĆ OBCA WIELKIM LUDZIOM,
SŁOWA WYSZUKANE, ZAMIAST GŁOSU SUMIENIA,
I PRZEMILCZENIE, BO STRACIŁO GODNOŚĆ MILCZENIA"
Anna Kamieńska "Godność milczenia".
Uff czytam i czytam, zeby nadrobić zaległości, jadę za chwilkę do kolezanki na 2 dni a ona nie ma internetu, ale moze znajdę jakąś jadłodajnie z dostępem:)
Deer Kwiatuszku, M i M: po rodzicach spodziewam się chęci pomocy, która przerodzi się w batalię a nawet jeśli nie - wiem, ze nie mogą pomóc, kiedys oni tez to zrozumieją i pojada a ja zostanę znowu sama. Rozumiem ich ból i szok, dla wszystkich, którzy nas znali to jest szok ale oni mnie bedą "wspierali" do "niepoddawania się" ale nie będą widzieli tego, co ja - ze on juz patrzy na mnie inaczej, ze współczuciem ale chłodem i to strasznie boli. Co ja mogę zrobić ?
Nie chcę tez zeby to tak się skończyło - stało tak nagle, bez ostrzezenia i szansy zeby nad tym popracować i muszę się Wam przyznać, ze nie pogodziłam się z tym tak naprawdę, nawet jeśli boję się zaufać uczuciom to rozsądek mówi mi, ze ta dziewczyna, którą on ledwie zna, nie moze być bardziej pewna, ze to, co ich łączy jest miłością niz ja, ze to,co było między nami nia było, chociaz on to poddaje pod wątpliwość. Ale co ja mogę zrobić, co mam robić?
Olga 20l., woj. podkarpackie. Od rozstania z narzeczonym mija dwa lata a ja nadal w depresji.
WOW przepraszam ze wyskakuję jak Filip z konopii ale wreszcie ktoś z moich stron a ja już myślałam że podkarpackie na forum to wymarło...
Jestem, jestem! Nie uciekłem, czytam i myślę!
Trudno się pogodzić z myślą, że się tkwi w toksycznym (dla obojga, bądźmy sprawiedliwi) związku, skoro serce tak mocno ciągnie do tej siksy! ;]
Tzn. inaczej, bo w związku tkwiłem, przecież już ze mną zerwała!
Chyba tego trochę oczekiwałem, takiego kubła zimnej wody, żebym pamiętał, że nie złapałem wcale Pana Boga za nogi. Chociaż mogę się założyć, że gdyby miała tutaj moja ex swoją perspektywę wyłożyć, to wyglądałoby to zgoła odmiennie. W sensie, że ona to wszystko postrzega zupełnie inaczej.
Ale ja chyba jestem mocno toksyczny też, jestem zaborczy i podejrzliwy. Słabo u mnie z zaufaniem.. Wina po obu stronach..
Jak nabrać sił, żeby iść już w inną stronę, nie razem? Żeby nie łudzić się nadzieją, że zaraz zadzwoni i powie, że chce żebyśmy jeszcze spróbowali? Żeby zaakceptować stan rzeczy, cieszyć się innymi sprawami, a uczucia przelać gdzie indziej? I żeby wreszcie nabrać takiej siły, że nawet gdyby zadzwoniła i spytała, czy możemy być razem, to żebym mógł powiedzieć, że już tego nie widzę. I żeby nie mówić tego wbrew sobie, tylko tak naprawdę czuć. Żeby wyzbyć się wrażenia, że już nic lepszego mnie nie spotka?
Oboje macie trudne charaktery, lecz każdy może się zmienić i stać lepszym.
Dlaczego słabo z zaufaniem? Zawiodłeś się na niej kiedyś? Klamała? Czy to wynika z przebytych doświadczeń?
Żeby naprzód iść, trzeba planować swoje zycie dalej!
Siadaj i weź kartkę spisz pomysły które przychodzą Ci do głowy, jakie masz marzenia, cele, pomysły na siebie? Inwestycja w siebie zawsze sie zwraca, i procentuje na przyszłość. Odnów znajomości, wybierz się na drinka lub browca ![]()
Nie da się ot tak nie gapić na telefon i nie wzdrygać na każdy sygnał telefonu czy to przypadkiem nie ona... To trudne ale nie nie mozliwe do zobojętnienia. Potrzebujesz by ktoś zaakceptował całego Ciebie a nie wybrane "podzespoły" i to w te lepsze dni.
Ty już bardzo dużo rozumiesz, i podswiadomie to wiedziałeś, lecz my wszyscy potwierdziliśmy iż lepiej nie męczyć się w takim układzie. Spokój przyjdzie stopniowo, z każdym dniem coraz wiecej ...
Tymczasem
34 Kroki zacznij działać!
Uff czytam i czytam, zeby nadrobić zaległości, jadę za chwilkę do kolezanki na 2 dni a ona nie ma internetu, ale moze znajdę jakąś jadłodajnie z dostępem:)
Deer Kwiatuszku, M i M: po rodzicach spodziewam się chęci pomocy, która przerodzi się w batalię a nawet jeśli nie - wiem, ze nie mogą pomóc, kiedys oni tez to zrozumieją i pojada a ja zostanę znowu sama. Rozumiem ich ból i szok, dla wszystkich, którzy nas znali to jest szok ale oni mnie bedą "wspierali" do "niepoddawania się" ale nie będą widzieli tego, co ja - ze on juz patrzy na mnie inaczej, ze współczuciem ale chłodem i to strasznie boli. Co ja mogę zrobić ?
Nie chcę tez zeby to tak się skończyło - stało tak nagle, bez ostrzezenia i szansy zeby nad tym popracować i muszę się Wam przyznać, ze nie pogodziłam się z tym tak naprawdę, nawet jeśli boję się zaufać uczuciom to rozsądek mówi mi, ze ta dziewczyna, którą on ledwie zna, nie moze być bardziej pewna, ze to, co ich łączy jest miłością niz ja, ze to,co było między nami nia było, chociaz on to poddaje pod wątpliwość. Ale co ja mogę zrobić, co mam robić?
Czytam Twojego posta i jest tak jakbym czytała o sobie (...)ze on juz patrzy na mnie inaczej, ze współczuciem ale chłodem i to strasznie boli. Co ja mogę zrobić ?(...)...
Jednak do tej pory nauczyłam się jednego - NIC NIE MOŻESZ już zrobić... Ja robiłam dużo - choć i tak wiem że stać mnie byłoby na więcej, jednak w takich okolicznościach ciężko zrobić coś więcej - przyznam się nawet, że zaraz po rozstaniu wysłałam mu zaproszenie z winem na kolację (bo jeszcze wtedy miałam nadzieję że ta 3 to tylko dlatego że nie mieliśmy czasu dla siebie...
34 kroki - tego nie zrobiłam, tego się nie trzymałam... a może właśnie powinnam?
jeżeli chodzi o rodziców - dobrze, że masz w nich wsparcie, ale niestety tak jak napisałaś nie są w stanie nic zrobić... ![]()
lakos - niestety ze wzg. na to że ciągle zmagam się ze swoimi demonami to mogę Ci tylko doradzić co zrobić a propo tego tel... Zmień dzwonek - nadaj tylko jej specjalny sygnał - to wyeliminuje myśli "a może to ona dzwoni" i nerwowe szukanie tel - mi pomogło...
p.s.
Iwkowa - przepraszam za pomyłkę w nicku ![]()
Z tego wszystkiego zapomniałam się przywitać, także już się poprawiam:
WITAM WSZYSTKICH ![]()
Dzień dobry i miłego dnia ![]()
Witam wszystkich ![]()
Na początek pochwale się albo pożalę, że byliśmy na terapii małżeńskiej w zeszły piątek. Słuchałam go i nie wierzyłam co faceci mają w tych swoich głowach, miliony lat różnicy miedzy moim rozumieniem a jego. Ale zawsze to jakiś krok do przodu.
Czytam jak radzicie żeby stosować 34 kroki. Moim zdaniem jest to dobre ale tylko dla osób, które nie chcą już na 100% być ze sobą. Ja zastosowałam to dokładnie wszystkie pkt i działają, tylko teraz nie mogę się nauczyć znowu żyć z moim mężem, odseparowałam się od niego i to na dobre.
Dobry!
A właściwie wcale niekoniecznie.
Potrzebuję doraźnej pomocy. W trybie ekspresowym. Bo zrobiłem zupełnie na odwrót niż miało być. ;/
Już streszczam historię. Poszedłem do psychologa z nadzieją na pomoc w tych chwilach (nie chcę pisać, że to trudne chwile, żeby nie nadawać im takiego wydźwięku. Są to chwile na refleksje - tak sobie wmawiam). W momencie jak rozmawiałem z psychologiem dostałem od niej smsa o treści, że chce w tym tygodniu przysłać firmę po swoje rzeczy. I spytała w smsie czy wolałbym żeby też przyjechała, czy np. wolałbym żeby przyjechał ktoś postronny. Sms jasno dający do zrozumienia, że jej decyzja jest niepodważalna.
Psycholog powiedziała mi natomiast, że najważniejsze dla mnie jest to, żebym w perspektywie nie żałował niczego co zrobiłem, bądź co mogłem zrobić, a zrezygnowałem. Spytała mnie czy więcej we mnie jest złości czy tęsknoty w kierunku byłej. Powiedziałem, że tęsknoty, na co ona zasugerowała, że w takim razie powinienem się uspokoić i zadzwonić, jeśli taka chęć mnie męczy.
No i zadzwoniłem (ku..a mać - a propos 34 kroków). Spokojnie najpierw zaczęliśmy rozmawiać tak o, powiedziała, że jak wtedy byłem u niej to naprawdę jej się telefon wyładował, a że nie odpisałem na smsa, to już nic więcej nie pisała. No i zaczęliśmy o uczuciach - że ona jest pewna, że przy mnie jej dobrze nie będzie, bo wysysam jej energię, że chyba faktycznie woli życie singla, bo może chodzić na imprezy, pić, jeździć na wyjazdy sama, że wreszcie nie widzi szans żebyśmy się kiedykolwiek ułożyli i dogadali.
Później pogadaliśmy o miłości. Że nigdy nikogo tak mocno nie kochała, ale że jest to miłość toksyczna. Że strasznie tęskni, że nie może spać po nocach i płacze ciągle. Powiedziałem, żebyśmy się spotkali, że mogę nawet pojechać znów to 300 km. W końcu powiedziała, że już nie może dłużej rozmawiać o tym, bo nie daje rady. I się rozłączyła. Oddzwoniłem i nie odebrała.
Kurde!
Aha, no i napisałem jej smsa, ze skoro oczekuje uprzejmości, to niech też uprzejmości daje. I żeby odwołała tę firmę od przeprowadzek z czwartku.
No bo w imię czego mam się sam z tym męczyć? Przecież to będzie kurewsko bolesne - pakowanie jej rzeczy i patrzenie jak odjeżdżają..
HELP! What to do???
Ale takie what to do, żeby nigdy później nie żałować, że się nie spróbowało. Wiecie...
Dobry!
A właściwie wcale niekoniecznie.
Potrzebuję doraźnej pomocy. W trybie ekspresowym. Bo zrobiłem zupełnie na odwrót niż miało być. ;/
Już streszczam historię. Poszedłem do psychologa z nadzieją na pomoc w tych chwilach (nie chcę pisać, że to trudne chwile, żeby nie nadawać im takiego wydźwięku. Są to chwile na refleksje - tak sobie wmawiam). W momencie jak rozmawiałem z psychologiem dostałem od niej smsa o treści, że chce w tym tygodniu przysłać firmę po swoje rzeczy. I spytała w smsie czy wolałbym żeby też przyjechała, czy np. wolałbym żeby przyjechał ktoś postronny. Sms jasno dający do zrozumienia, że jej decyzja jest niepodważalna.
Psycholog powiedziała mi natomiast, że najważniejsze dla mnie jest to, żebym w perspektywie nie żałował niczego co zrobiłem, bądź co mogłem zrobić, a zrezygnowałem. Spytała mnie czy więcej we mnie jest złości czy tęsknoty w kierunku byłej. Powiedziałem, że tęsknoty, na co ona zasugerowała, że w takim razie powinienem się uspokoić i zadzwonić, jeśli taka chęć mnie męczy.
No i zadzwoniłem (ku..a mać - a propos 34 kroków). Spokojnie najpierw zaczęliśmy rozmawiać tak o, powiedziała, że jak wtedy byłem u niej to naprawdę jej się telefon wyładował, a że nie odpisałem na smsa, to już nic więcej nie pisała. No i zaczęliśmy o uczuciach - że ona jest pewna, że przy mnie jej dobrze nie będzie, bo wysysam jej energię, że chyba faktycznie woli życie singla, bo może chodzić na imprezy, pić, jeździć na wyjazdy sama, że wreszcie nie widzi szans żebyśmy się kiedykolwiek ułożyli i dogadali.
Później pogadaliśmy o miłości. Że nigdy nikogo tak mocno nie kochała, ale że jest to miłość toksyczna. Że strasznie tęskni, że nie może spać po nocach i płacze ciągle. Powiedziałem, żebyśmy się spotkali, że mogę nawet pojechać znów to 300 km. W końcu powiedziała, że już nie może dłużej rozmawiać o tym, bo nie daje rady. I się rozłączyła. Oddzwoniłem i nie odebrała.
Kurde!
Aha, no i napisałem jej smsa, ze skoro oczekuje uprzejmości, to niech też uprzejmości daje. I żeby odwołała tę firmę od przeprowadzek z czwartku.No bo w imię czego mam się sam z tym męczyć? Przecież to będzie kurewsko bolesne - pakowanie jej rzeczy i patrzenie jak odjeżdżają..
HELP! What to do???
Ale takie what to do, żeby nigdy później nie żałować, że się nie spróbowało. Wiecie...
Ale co Ty chcesz jeszcze próbować.
Skoro piszesz że tak bardzo Cię kocha a Twojego dziecka nienawidzi????!!! To coś tu jest nie halo. Jak ktoś kogoś kocha to kocha również wszystko co lub kto jest dla Ciebie ważny, albo przynajmniej szanuje. Nie wyobrażam sobie być z kim kto nienawidziłby moich dzieci.
Oj gdyby to było takie proste. Ludzie zakochani potrafią tak wiele "wybaczyć" różnych i dziwnych rzeczy..
Czy masz pewność, że pokocha Twoje dzieci? Czy jej stosunek do nich jest czymś spowodowany (np. strachem)???
Jeżeli widzisz cień szansy na to, że zmieni swoje podejście to może faktycznie niech przyjedzie i sama spakuje rzeczy - może jak się zobaczycie, jak sama będzie się pakować - może (ale takie wielkie MOŻE) coś w niej się jeszcze ruszy...
Jednak to jest tylko rada w momencie kiedy chcesz szukać jakiejś szansy...
Ale to nie jest tak, że mój syn jest powodem rozstania. To wg niej jeden z czynników, z którym poradzić sobie nie może.
Ja czuję złudną nadzieję, że mogłoby się jeszcze ułożyć. Strasznie mam rozjechanie emocje oraz zdrowy rozsądek. W sensie w dwa różne kierunki. Dziś mnie psycholog spytała czym z reguły się w życiu kierowałem - powiedziałem, że rozsądkiem, więc spytała dalej, czy nie warto czasem dać sercu poprowadzić.
Tak czy siak, bo zamulam i zamulam, nie chciałbym się "obudzić" za kilka miesięcy i powiedzieć sobie - "aleś chłopie zapieprzył sprawę, trzeba było zrobić to, to i to". Gdybym miał tkwić w poczuciu straty, to chyba mimo wszystko lepiej stracić ze świadomością, że zrobiło się wszystko, żeby było inaczej.
Lakos...
1. Co Ty wiesz tak konkretnie o toksycznych osobowościach???
2. Wiesz co jest najlepszą metodą na obronę??? Jeśli tak, to ona to stosuje na Tobie szantażem emocjonalnym...
3. Wygląda na to, że ona jest ważniejsza dla Ciebie od Twojego dziecka i odwrotnie proporcjonalne dziecko jest do niej "przysposobione"
4. Metoda 34 kroków jest stworzona przez psychologów... więc skopałeś to, że dałeś się ponieść emocjom a nie logice umysłu.
Daj jej spokój i niech przybywa razem z transportem po swoje zabawki a Ty wybywaj jak najdalej z domu i od niej. Jesteś jak za przeproszeniem naćpany albo masz zjazd narkotyczny.
bags..
ad. 1) bardzo niewiele, tyle co udało mi się wyczytać w Internecie, bez specjalnego wgłębiania się w szczegóły,
ad. 2) niespecjalnie rozumiem - w sensie, że wg Ciebie atakuje mnie szantażem?
ad. 3) oj nie! Nie ma tutaj podziału kto jest mniej lub bardziej ważny,
ad. 4) by to krew zalała!
Czyli sugerujesz, żeby nie być obecnym przy zabieraniu klamotów?
Tak bags, jestem jak naćpany. Świadomość tego zupełnie mi nie pomaga.
Hello all ! ![]()
bags..
ad. 1) bardzo niewiele, tyle co udało mi się wyczytać w Internecie, bez specjalnego wgłębiania się w szczegóły,
pogadaj z psychologiem na ten temat, ewentualnie poszukaj sobie wątku "piotruś pan i jego nianka" na tym forum. Bo Ona to taka Piotrusiowa.
ad. 2) niespecjalnie rozumiem - w sensie, że wg Ciebie atakuje mnie szantażem?
próbuje wyprzeć winę z siebie na Ciebie, uderzając w Twoje czułe punkty. Przy Tobie "jest wrakiem, wysysasz z niej energię" ale "kocha" na zabój i jeden dzień dłużej.
ad. 3) oj nie! Nie ma tutaj podziału kto jest mniej lub bardziej ważny,
ad. 4) by to krew zalała!Czyli sugerujesz, żeby nie być obecnym przy zabieraniu klamotów?
Zabraknie jej pretekstu to się o spinkę do włosów będzie droczyć.
Tak bags, jestem jak naćpany. Świadomość tego zupełnie mi nie pomaga.
DETOKS!!!!
Detoks działa jedynie wtedy, gdy uzależniony zdaje sobie sprawę że ma problem i musi go wyleczyć, inaczej nic z tego...wróci do nałogu w tempie ekspresowym.
bags..
Czyli sugerujesz, żeby nie być obecnym przy zabieraniu klamotów?
Tak bags, jestem jak naćpany. Świadomość tego zupełnie mi nie pomaga.
A czy wtedy nie będziesz zastanawiał się "co by było gdyby?" pytam bo ja jak i wszyscy na tym forum mieliśmy różne rozterki i z własnego doświadczenia wiem, że w takiej sytuacji żadne wyjście nie wydaje się być dobre...
a to pytanie "co by było gdyby" zawsze wisi w powietrzu... ![]()
Asz kurde!!!
Rozmawiałem z nią. Dowiedziałem się "nie męcz mnie", "nie chcę się widzieć" itp. Jak spytałem gdzie jest w takim razie ta miłość, to się dowiedziałem, że "w dupie".
Tak się wkurwiłem, że o rany Boskie! Najchętniej bym te klamoty teraz wyjebał na śmietnik. I ją o tym poinformował.
Asz kurde!!!
Rozmawiałem z nią. Dowiedziałem się "nie męcz mnie", "nie chcę się widzieć" itp. Jak spytałem gdzie jest w takim razie ta miłość, to się dowiedziałem, że "w dupie".
Tak się wkurwiłem, że o rany Boskie! Najchętniej bym te klamoty teraz wyjebał na śmietnik. I ją o tym poinformował.
ŻEś nasrał do własnego gniazda!
34,34,34,34,34,34,34,34 KRoki!
JA bym osobiście wyszła na czas wprowadzki lub sam spakuj i wyslij kurierem
OCal resztki godności które masz!
WŁaśnie teatralnie wypieła się na CIebie ...
Nie ma czego ratować...
Strony Poprzednia 1 … 135 136 137 138 139 … 229 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026