Kwiatuszek100 - jakby nie było już trochę czasu minęło ...
![]()
bags - jak to mówią uderz w stół ...???
To sie talerze rozpier... ![]()
A tam czasu...wiesz potem lepiej smakuje...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Strony Poprzednia 1 … 129 130 131 132 133 … 229 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Kwiatuszek100 - jakby nie było już trochę czasu minęło ...
![]()
bags - jak to mówią uderz w stół ...???
To sie talerze rozpier... ![]()
A tam czasu...wiesz potem lepiej smakuje...
Podobne tematy
skoro tak mówisz
ech... tyle że z nikim innym u mnie jak na razie nie wchodzi w grę cokolwiek... ;/
M. napisał/a:Kwiatuszek100 - jakby nie było już trochę czasu minęło ...
![]()
bags - jak to mówią uderz w stół ...???
To sie talerze rozpier...
życie od kuchni vel rewolucje kuchenne
![]()
Tak Bags dokładnie ![]()
Wszystkie załamane kobitki dla was http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=IJ3cdu6Ptjs
Misiek - tak jak napisala juz M. w moim imieniu. on dobrze wie, ze ja nie zgadzam sie z ta decyzja - o skresleniu malnsenstwa, od tak, tak naprawde. i wie ze ja uwazam ze powinnismy sprobowac cos z tym zrobic a nie rozstawac sie tu i teraz. on o tym wie, naprawde. tylko ze on tego nie chce. wiec rozmawiac poki co to nie mam z nim juz o czym, 'nas' dla niego juz nie ma.
a ze chcialabym czegos innego - to druga sprawa. i ze mysle o tym wszystkim i o tym co mogloby jeszcze/ musialo sie stac zeby on sie jakos ogarnal....
Widzę poruszaliście temat toksycznych związków, oj przerabiało się na studiach różnorodne formy psychoterapii z tym związanej, osobiście polecam książkę Pia Mellody- dużo wnosi i daje bardzo dobre rozeznanie w zaistniałym stanie rzeczy. Osobiście polecam również literaturę Susan Forward, bardzo dobre, dosadne i merytoryczne spojrzenie na w/w problem. Zgodzę się z całą stanowczością, że nie ma granicy określającej pojawienie się w/w dysfunkcji. Co ciekawsze przeważnie, chociaż nie zawsze "przypadłość" ta wiąże się również z traumatycznymi przeżyciami, wyniesionymi z domu rodzinnego, godna polecenia i związana poniekąd z tym tematem jest książka "Toksyczni rodzice" tej samej autorki, która jasno obrazuje zarówno małe przyczynki, jak i złożone kompilacje "nowo" tworzących się postaw, generujących powstawanie toksycznych związków. Oto przykład takich "rodzinnych, powinowatych" tworów.
Wielu ludzi uważa, na przykład, że w ramach normalnego wychowania mieści się bicie dziecka pasem, wymierzanie mu policzków, wrzeszczenie na nie, obrzucanie go wyzwiskami, spanie z dzieckiem lub całkowite obnażanie się przed dzieckiem płci przeciwnej, które ma ponad trzy ? cztery lata. Wielu ludzi uważa za całkiem normalne żądanie od małych dzieci, by same odkryły, jak sobie radzić w różnych życiowych sytuacjach i jak rozwiązywać trudne problemy życiowe, zamiast dostarczyć im zestawu konkretnych prawideł zachowania i pewnych podstawowych technik rozwiązywania trudnych problemów. Niektórzy rodzice zaniedbują także nauczenia dzieci podstawowych zasad higieny, takich jak mycie się, używanie dezodorantów, dbanie o zęby, usuwanie brudu, plam i zapachu ciała z ubrań czy ich łatanie i cerowanie, oczekując od dzieci, że w jakiś sposób samodzielnie się tego nauczą.
Niektórzy rodzice sądzą, że jeśli dzieciom nie wpoi się pewnych sztywnych zasad i nie karze surowo za każde ich złamanie, to wyrosną na młodocianych przestępców, narkomanów lub nieletnie samotne matki. Niektórzy rodzice, kiedy popełnią błąd ? na przykład ukarzą dziecko niesłusznie, ponieważ w momencie karania nie znają wszystkich faktów i okoliczności ? nigdy nie przeproszą dziecka za ten błąd. Tacy rodzice uważają, że usprawiedliwianie się przed dzieckiem jest okazywaniem ?słabości? ? może obniżyć ich rodzicielski autorytet.
Niektórzy rodzice wierzą ? czasem może nawet sobie tego nie uświadamiając ? że to, co dzieci myślą i czują, jest niewiele warte, bo przecież dzieci są niedojrzałe i trzeba je wychowywać za pomocą czegoś w rodzaju tresury. Tacy rodzice reagują na myśli i uczucia swoich dzieci powiedzeniami typu: ?Nie powinieneś tego tak odczuwać? lub ?Nie obchodzi mnie, że nie chcesz iść do łóżka ? pójdziesz, bo to jest dla ciebie dobre!?, i są święcie przekonani, że wychowują dzieci w bardzo funkcjonalny sposób.
Jeszcze inni rodzice popadają w drugą skrajność i przejawiają nadopiekuńczość, ukrywając w ten sposób przed dziećmi poniżający i dysfunkcjonalny charakter ich własnych zachowań. Tacy rodzice bardzo często są z dziećmi w przesadnie zażyłych stosunkach, czyniąc z nich swoich powierników i dzieląc się z nimi intymnymi sekretami, których charakter wykracza poza poziom dziecięcego rozumienia.
Wielu z nas wychowywało się w domach, gdzie ten rodzaj zachowań uznawany był za coś zupełnie normalnego i właściwego. Nasi opiekunowie nakłaniali nas do uwierzenia, że jeśli mamy jakieś problemy, to tylko dlatego, że my sami nie zareagowaliśmy odpowiednio na to, co się nam przydarzyło. Wielu z nas wkroczyło w okres dojrzałości z zafałszowanym obrazem tego, co działo się w naszych domach rodzinnych. Byliśmy przekonani, że sposób, w jaki odnoszono się do nas w rodzinie, był poprawny, a naszym opiekunom niczego nie można zarzucić. Nie w pełni świadomie zakładamy, że skoro wcale nie byliśmy szczęśliwi lub zadowoleni z pewnych rzeczy, które tam się działy, to widocznie z nami było coś nie w porządku. W każdym razie wydaje się nam oczywiste, że nie mogliśmy zadowolić naszych rodziców, zachowując się w sposób, który dla nas był naturalny. Właśnie to złudzenie, że nadużycie było czymś normalnym, a my sami byliśmy ?nie w porządku?, zamyka nas w potwornym potrzasku choroby współuzależnienia.
jaki esej ![]()
jaki esej
Rzekłabym i tak dość okrojowe, poglądowe podejście do sprawy.
Wyraźny stan rzeczy ludzie widzą na swoich przykładach, zastanawiają się natomiast nad przyczyną takowych postaw u siebie, czy najbliższych.
Dosadniejsza literatura w/w pozycji, pozwoli chociaż na minimalną analizę i refleksję, skłaniającą, do głębszych przemyśleń.
Wiadomo, ile ludzi, tyle charakterów, jednak najważniejsze to umieć szukać, a co lepsze wiedzieć, gdzie szukać, a to wg. mnie najwłaściwsze i najadekwatniejsze źródła, czy chociaż szczątkowe ich namiastki.
Witajcie,
U mnie dzisiaj też słońce - a przynajmniej jeśli chodzi o pogodęRozmowa dała mi znowu trochę do myślenia:
1) najpierw mów, że ma mi do zarzucenia tylko parę rzeczy, a po chwili że było tak źle i tak fatalnie że nigdy nie będziemy już razem - przekaz jasny, ale gdzie logika?
2) ma do mnie żal o wakacje na które pojechałam bez niego (ja i 2 koleżanki) - jeden jedyny mój wyjazd bez niego w ciągu naszego związku - on miał ich mnóstwoi jeszcze parę rzeczy (opisze po pracy być może...)
ale jednocześnie pokazał (kolejny raz) że nie mam na co liczyć... więcej się już nie odezwę
moje samopoczucie - mogło być gorzej, wczoraj po napisaniu do Was kumpel zabrał mnie na piwo - trzęsłam się jakby było -10....i wstawiłam się po 2 piwach!
dzisiaj (oczywiście śnił mi się) ale teraz nie jest tak jakby było jeszcze 3 miesiące temu po kontakcie z nim...ech... będę tu Wam pisała i żaliła się... proszę pomóżcie wytrwać...
Angie001 - zazdroszczę poczucia tego, że pomimo tego że nastąpił koniec to wiesz że byłaś kimś ważnym (świadczy o tym to że utrzymywaliście kontakt po ...) mój R.mnie totalnie odciął...
Ja mam odwrotnie. Po spotkaniu czuje gniew i moc jak mi dopierdala. Niestety to wszystko mija jak dłużej jej nie widzę i znowu tęsknie bo mi się przypominają te dobre chwile
Misiek - tak jak napisala juz M. w moim imieniu. on dobrze wie, ze ja nie zgadzam sie z ta decyzja - o skresleniu malnsenstwa, od tak, tak naprawde. i wie ze ja uwazam ze powinnismy sprobowac cos z tym zrobic a nie rozstawac sie tu i teraz. on o tym wie, naprawde. tylko ze on tego nie chce. wiec rozmawiac poki co to nie mam z nim juz o czym, 'nas' dla niego juz nie ma.
a ze chcialabym czegos innego - to druga sprawa. i ze mysle o tym wszystkim i o tym co mogloby jeszcze/ musialo sie stac zeby on sie jakos ogarnal....
Tez się nad tym zastanawiałem co musiało by się stać żeby się opamiętała. Szpital albo jakaś tragedia ale czy warto? raczej nie
kiedysbylam napisał/a:Misiek - tak jak napisala juz M. w moim imieniu. on dobrze wie, ze ja nie zgadzam sie z ta decyzja - o skresleniu malnsenstwa, od tak, tak naprawde. i wie ze ja uwazam ze powinnismy sprobowac cos z tym zrobic a nie rozstawac sie tu i teraz. on o tym wie, naprawde. tylko ze on tego nie chce. wiec rozmawiac poki co to nie mam z nim juz o czym, 'nas' dla niego juz nie ma.
a ze chcialabym czegos innego - to druga sprawa. i ze mysle o tym wszystkim i o tym co mogloby jeszcze/ musialo sie stac zeby on sie jakos ogarnal....
Tez się nad tym zastanawiałem co musiało by się stać żeby się opamiętała. Szpital albo jakaś tragedia ale czy warto? raczej nie
Gratuluję domniemanej odwagi, współczuję głupoty w myśleniu. W/w desperackie próby zwrócenia na siebie uwagi w taki sposób to najlepsza droga do "miejscówki" w pomieszczeniu o miękkich ścianach, bez klamek i w białym kaftaniku, nie wspominając już o odrazie u osoby, u której chciało się wywołać zupełnie odwrotny skutek. Zupełnie niedawno pisałam o szacunku do siebie samego i o tym, by nie robić priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją jedną z wielu. Oczywiście każdy ma swój rozum wmontowany w tzw. procesorek, który w newralgicznych sytuacjach powinien się uruchomić automatycznie, a na pewno nie podpowiadać w/w desperackie, co by nie powiedzieć chore pomysły zwrócenia na siebie uwagi kogoś, komu już dawno przestało zależeć. Bo z pustego to i nawet Salomon nie naleje....
Tez się nad tym zastanawiałem co musiało by się stać żeby się opamiętała. Szpital albo jakaś tragedia ale czy warto? raczej nie
To i tak nic nie da. Tylko sobie zdrowie stracisz a ona i tak zrobi swoje. Poczytaj poprzednie posty jak to koleżanka napisała że mąż od koachni się nawet zabił i co zmieniła podejście? Nie! Na bank się cieszyła bo jeden kłopot mniej.
Masz racje ale w pierwszych dniach miałem takie pomysły ze aż się siebie boje... teraz tez mam w sumie tylko hmm bardziej nad tym panuje
Widzę poruszaliście temat toksycznych związków, oj przerabiało się na studiach różnorodne formy psychoterapii z tym związanej, osobiście polecam książkę Pia Mellody- dużo wnosi i daje bardzo dobre rozeznanie w zaistniałym stanie rzeczy. Osobiście polecam również literaturę Susan Forward, bardzo dobre, dosadne i merytoryczne spojrzenie na w/w problem. Zgodzę się z całą stanowczością, że nie ma granicy określającej pojawienie się w/w dysfunkcji. Co ciekawsze przeważnie, chociaż nie zawsze "przypadłość" ta wiąże się również z traumatycznymi przeżyciami, wyniesionymi z domu rodzinnego, godna polecenia i związana poniekąd z tym tematem jest książka "Toksyczni rodzice" tej samej autorki, która jasno obrazuje zarówno małe przyczynki, jak i złożone kompilacje "nowo" tworzących się postaw, generujących powstawanie toksycznych związków. Oto przykład takich "rodzinnych, powinowatych" tworów.
Wielu ludzi uważa, na przykład, że w ramach normalnego wychowania mieści się bicie dziecka pasem, wymierzanie mu policzków, wrzeszczenie na nie, obrzucanie go wyzwiskami, spanie z dzieckiem lub całkowite obnażanie się przed dzieckiem płci przeciwnej, które ma ponad trzy ? cztery lata. Wielu ludzi uważa za całkiem normalne żądanie od małych dzieci, by same odkryły, jak sobie radzić w różnych życiowych sytuacjach i jak rozwiązywać trudne problemy życiowe, zamiast dostarczyć im zestawu konkretnych prawideł zachowania i pewnych podstawowych technik rozwiązywania trudnych problemów. Niektórzy rodzice zaniedbują także nauczenia dzieci podstawowych zasad higieny, takich jak mycie się, używanie dezodorantów, dbanie o zęby, usuwanie brudu, plam i zapachu ciała z ubrań czy ich łatanie i cerowanie, oczekując od dzieci, że w jakiś sposób samodzielnie się tego nauczą.
Niektórzy rodzice sądzą, że jeśli dzieciom nie wpoi się pewnych sztywnych zasad i nie karze surowo za każde ich złamanie, to wyrosną na młodocianych przestępców, narkomanów lub nieletnie samotne matki. Niektórzy rodzice, kiedy popełnią błąd ? na przykład ukarzą dziecko niesłusznie, ponieważ w momencie karania nie znają wszystkich faktów i okoliczności ? nigdy nie przeproszą dziecka za ten błąd. Tacy rodzice uważają, że usprawiedliwianie się przed dzieckiem jest okazywaniem ?słabości? ? może obniżyć ich rodzicielski autorytet.
Niektórzy rodzice wierzą ? czasem może nawet sobie tego nie uświadamiając ? że to, co dzieci myślą i czują, jest niewiele warte, bo przecież dzieci są niedojrzałe i trzeba je wychowywać za pomocą czegoś w rodzaju tresury. Tacy rodzice reagują na myśli i uczucia swoich dzieci powiedzeniami typu: ?Nie powinieneś tego tak odczuwać? lub ?Nie obchodzi mnie, że nie chcesz iść do łóżka ? pójdziesz, bo to jest dla ciebie dobre!?, i są święcie przekonani, że wychowują dzieci w bardzo funkcjonalny sposób.
Jeszcze inni rodzice popadają w drugą skrajność i przejawiają nadopiekuńczość, ukrywając w ten sposób przed dziećmi poniżający i dysfunkcjonalny charakter ich własnych zachowań. Tacy rodzice bardzo często są z dziećmi w przesadnie zażyłych stosunkach, czyniąc z nich swoich powierników i dzieląc się z nimi intymnymi sekretami, których charakter wykracza poza poziom dziecięcego rozumienia.
Wielu z nas wychowywało się w domach, gdzie ten rodzaj zachowań uznawany był za coś zupełnie normalnego i właściwego. Nasi opiekunowie nakłaniali nas do uwierzenia, że jeśli mamy jakieś problemy, to tylko dlatego, że my sami nie zareagowaliśmy odpowiednio na to, co się nam przydarzyło. Wielu z nas wkroczyło w okres dojrzałości z zafałszowanym obrazem tego, co działo się w naszych domach rodzinnych. Byliśmy przekonani, że sposób, w jaki odnoszono się do nas w rodzinie, był poprawny, a naszym opiekunom niczego nie można zarzucić. Nie w pełni świadomie zakładamy, że skoro wcale nie byliśmy szczęśliwi lub zadowoleni z pewnych rzeczy, które tam się działy, to widocznie z nami było coś nie w porządku. W każdym razie wydaje się nam oczywiste, że nie mogliśmy zadowolić naszych rodziców, zachowując się w sposób, który dla nas był naturalny. Właśnie to złudzenie, że nadużycie było czymś normalnym, a my sami byliśmy ?nie w porządku?, zamyka nas w potwornym potrzasku choroby współuzależnienia.
Moim skromnym zdaniem ..dziecie nie da się wychować wg. zasad , norm itd..Trzeba mądzre i z miłóścia podejśc do tego małego człowiek a,żeby owoce zbierać w przyszłości. Miłość , i zdrowo rozsadkowe myslenie to podstawa w wychowaniu dziecka. Kazdy taki mały człowiek to indywidualność. Jak widzę na przykładach profesjonalistów czyli psychologów i pedagogów to Oni maja najabardziej porąbane dzieci..nie da sie dzieci wsadzić w schemat...Zdrowe relacje , zdrowa psyche...
Masz racje ale w pierwszych dniach miałem takie pomysły ze aż się siebie boje... teraz tez mam w sumie tylko hmm bardziej nad tym panuje
Ten słaby musi znaleźć dość siły, by odejść, jeśli ten silny jest za słaby, by umieć skrzywdzić słabego.
calienda napisał/a:Widzę poruszaliście temat toksycznych związków, oj przerabiało się na studiach różnorodne formy psychoterapii z tym związanej, osobiście polecam książkę Pia Mellody- dużo wnosi i daje bardzo dobre rozeznanie w zaistniałym stanie rzeczy. Osobiście polecam również literaturę Susan Forward, bardzo dobre, dosadne i merytoryczne spojrzenie na w/w problem. Zgodzę się z całą stanowczością, że nie ma granicy określającej pojawienie się w/w dysfunkcji. Co ciekawsze przeważnie, chociaż nie zawsze "przypadłość" ta wiąże się również z traumatycznymi przeżyciami, wyniesionymi z domu rodzinnego, godna polecenia i związana poniekąd z tym tematem jest książka "Toksyczni rodzice" tej samej autorki, która jasno obrazuje zarówno małe przyczynki, jak i złożone kompilacje "nowo" tworzących się postaw, generujących powstawanie toksycznych związków. Oto przykład takich "rodzinnych, powinowatych" tworów.
Wielu ludzi uważa, na przykład, że w ramach normalnego wychowania mieści się bicie dziecka pasem, wymierzanie mu policzków, wrzeszczenie na nie, obrzucanie go wyzwiskami, spanie z dzieckiem lub całkowite obnażanie się przed dzieckiem płci przeciwnej, które ma ponad trzy ? cztery lata. Wielu ludzi uważa za całkiem normalne żądanie od małych dzieci, by same odkryły, jak sobie radzić w różnych życiowych sytuacjach i jak rozwiązywać trudne problemy życiowe, zamiast dostarczyć im zestawu konkretnych prawideł zachowania i pewnych podstawowych technik rozwiązywania trudnych problemów. Niektórzy rodzice zaniedbują także nauczenia dzieci podstawowych zasad higieny, takich jak mycie się, używanie dezodorantów, dbanie o zęby, usuwanie brudu, plam i zapachu ciała z ubrań czy ich łatanie i cerowanie, oczekując od dzieci, że w jakiś sposób samodzielnie się tego nauczą.
Niektórzy rodzice sądzą, że jeśli dzieciom nie wpoi się pewnych sztywnych zasad i nie karze surowo za każde ich złamanie, to wyrosną na młodocianych przestępców, narkomanów lub nieletnie samotne matki. Niektórzy rodzice, kiedy popełnią błąd ? na przykład ukarzą dziecko niesłusznie, ponieważ w momencie karania nie znają wszystkich faktów i okoliczności ? nigdy nie przeproszą dziecka za ten błąd. Tacy rodzice uważają, że usprawiedliwianie się przed dzieckiem jest okazywaniem ?słabości? ? może obniżyć ich rodzicielski autorytet.
Niektórzy rodzice wierzą ? czasem może nawet sobie tego nie uświadamiając ? że to, co dzieci myślą i czują, jest niewiele warte, bo przecież dzieci są niedojrzałe i trzeba je wychowywać za pomocą czegoś w rodzaju tresury. Tacy rodzice reagują na myśli i uczucia swoich dzieci powiedzeniami typu: ?Nie powinieneś tego tak odczuwać? lub ?Nie obchodzi mnie, że nie chcesz iść do łóżka ? pójdziesz, bo to jest dla ciebie dobre!?, i są święcie przekonani, że wychowują dzieci w bardzo funkcjonalny sposób.
Jeszcze inni rodzice popadają w drugą skrajność i przejawiają nadopiekuńczość, ukrywając w ten sposób przed dziećmi poniżający i dysfunkcjonalny charakter ich własnych zachowań. Tacy rodzice bardzo często są z dziećmi w przesadnie zażyłych stosunkach, czyniąc z nich swoich powierników i dzieląc się z nimi intymnymi sekretami, których charakter wykracza poza poziom dziecięcego rozumienia.
Wielu z nas wychowywało się w domach, gdzie ten rodzaj zachowań uznawany był za coś zupełnie normalnego i właściwego. Nasi opiekunowie nakłaniali nas do uwierzenia, że jeśli mamy jakieś problemy, to tylko dlatego, że my sami nie zareagowaliśmy odpowiednio na to, co się nam przydarzyło. Wielu z nas wkroczyło w okres dojrzałości z zafałszowanym obrazem tego, co działo się w naszych domach rodzinnych. Byliśmy przekonani, że sposób, w jaki odnoszono się do nas w rodzinie, był poprawny, a naszym opiekunom niczego nie można zarzucić. Nie w pełni świadomie zakładamy, że skoro wcale nie byliśmy szczęśliwi lub zadowoleni z pewnych rzeczy, które tam się działy, to widocznie z nami było coś nie w porządku. W każdym razie wydaje się nam oczywiste, że nie mogliśmy zadowolić naszych rodziców, zachowując się w sposób, który dla nas był naturalny. Właśnie to złudzenie, że nadużycie było czymś normalnym, a my sami byliśmy ?nie w porządku?, zamyka nas w potwornym potrzasku choroby współuzależnienia.Moim skromnym zdaniem ..dziecie nie da się wychować wg. zasad , norm itd..Trzeba mądzre i z miłóścia podejśc do tego małego człowiek a,żeby owoce zbierać w przyszłości. Miłość , i zdrowo rozsadkowe myslenie to podstawa w wychowaniu dziecka. Kazdy taki mały człowiek to indywidualność. Jak widzę na przykładach profesjonalistów czyli psychologów i pedagogów to Oni maja najabardziej porąbane dzieci..nie da sie dzieci wsadzić w schemat...Zdrowe relacje , zdrowa psyche...
Doczytaj, a zauważysz,że nadmieniłam, iż wyżej wymienione powiązania toksycznych związków i toksycznych rodziców mogą, ale nie muszą występować ze sobą jednako. Oparłam się tutaj na twierdzeniach zaczerpniętych z w/w książek, u których schemat ten występuje i jest powiązany. Oczywiście każdy wychowuje dzieci jak chce, to tylko dygresje wywiązane z przestudiowanej literatury.
wy nie mieliście głupich pomysłów? np żeby się zemścić trochę ewentualnie jakieś myśli samobójcze?
wy nie mieliście głupich pomysłów? np żeby się zemścić trochę ewentualnie jakieś myśli samobójcze?
Mielismy..w każdym razie ja miałam..robiłam mu na złośc tropiłam , dopisywałam głupie komentarze , sms wredne i obrazliwe ..Ale z zcasem zaczęłąm się tego wstydzić ..to gówniarskie.. Jak zamilkłam bardziej Go to bolało..sam zaczął zagadywać , ale mnie to juz wisiało.. A i mysli samobójcze miałam, ale tez minęły, bo tak naprawde NIKT nie jest wart Naszych cierpień..
wy nie mieliście głupich pomysłów? np żeby się zemścić trochę ewentualnie jakieś myśli samobójcze?
Nie.
czasem miałem ciężkie pomysły jak zrobić jej na złość ewentualnie jej chłopakowi bo podrywając wiedział ze ona kogoś ma ale w sumie nie napisałem chyba nawet jednego przykrego esa i chyba tak pozostanie. Chciałbym żeby mogla mnie milo wspominać a będzie bo bylem pierwszy. Uczyłem jeździć na rowerze , pływać , zaszczepiłem pasje do swojej ulubionej muzyki ech to były czasy.. nawet pocałunek był pierwszy ![]()
jak bardzo ja kochales,czules ,ze to ta do konca zycia to bedziesz cierpial,bardzo.ale pociesz sie faktem ,ze ona gdzies tam jest,ze jest szczesliwa. i nie ma sensu robic swinstw bo to nie milosc.nic to nie da ,a jedynie naruszysz swoj wizerunek. nie da sie nikogo do niczego zmusic,choc nosisz ja w sercu ona nie musi tego wiedziec.
czasami trzeba przywyknac i isc przez zycie czujac bol,duzo bolu.niestety.
Oj Panowie...ból ból ból
Bul bul to można w wodzie zrobić a tu wystarczy zacisnąć lub rozluźnić pośladki (adekwatnie do sytuacji) i do przodu!!!
Dobranoc Robaczki
wy nie mieliście głupich pomysłów? np żeby się zemścić trochę ewentualnie jakieś myśli samobójcze?
Jesli masz takie mysli i checi ich realizacji w dobrej wierze, by wstrząsnąć partnerką to jestes bez urazy kretynem. Masz poczucie tym sposobem swoje siły, męskości i etc., bo to niby cenią kobiety, a w efekcie robisz z siebie idiotę desperata w jej oczach. Uzyskujesz skutek odwrotny od zamierzonego. Mowi się, że nie ważne jest jak facet zaczyna, ale ważne jest jak kończy. A sądze iż ważne jest też to, jak zostanie zapamiętany w całokształcie swojego istnienia w związku. Wspomnienia po Nas są więcej warte, niż desperacki "pomnik na Powązkach". Jesli przyjdzie jej żałować decyzji, to oprze ją na Tobie, że nie "spoczywasz" tu, tylko jestes gdzies tammm z extra laską u swego boku. Żal jej będzie pośladki spinał, że ową laską nie jest ona... Napisałem z ironią, ale pomysl nad tym w ten sposob.
ale mi jedziecie ;/ nie chce nikim wstrząsać ani zwracać uwagi. Świat mi się trochę zawalił i takie myśli miałem i po to zarejestrowałem na forum żeby się z takich rzeczy wygadać komuś kto przechodzi podobny etap w życiu i powinien zrozumieć
Różne głupie mysli przychodzą w pierwszych dniach po rozstaniu, I dnia też takowe miałam ale szybko wypędziłam je ze swojej głowy. Jutro mija 3 tydzień po...apetyt na słodycze wrócił to chyba dobry znak
, kolejna noc bez tabletek na sen, uspokojenie, melisa została ale piję jej mniej. Pozatym on ciagle dzwoni, wie że odrzucam to pisze smsy chcąc nie chcąc czytam jego wypociny i zapewne kolejne kłamstwa. Uczucie dalej jest, tęsknota dalej jest. Ciesze się, że byłam na tyle silna żeby odejść choć długo się bałam to zrobić. Staram się sobie zajmować wolny czas, wczoraj siadłam i skończyłam pracę licencjacką a zbierałam się do marca, jak widac jest pare powodów do uśmiechu
Co u was ? Jak radzicie sobie ?
Dzień dobry komu kawy???
Ale piękny dzień dzisiaj oby emocjonalnie taki stan ducha utrzymać do końca...
smutny24 - ja Cie rozumiem...
Jesteśmy po prostu słabi.... nasze niegdyś drugie połówki były dla nas całym życiem, więc gdy ich zabrakło odechciewa się żyć...
tak mówicie o tych toksykach...
ja jestem DDA i boję się,że ja również popełniałam takie błędy....
((( ale już nie chce... robiłam to nieświadomie - 6 lat temu zostawił mnie z dnia na dzień, przerwa trwała krótko, ale mnie to tak zabolało że nie potrafiłam się podnieść z wesołej osoby przeistoczyłam się w kogoś kto ciągle szuka drugiego dna, dopytuje czy aby na pewno jest mile widzianym, traci całkowicie poczucie własnej wartości itd...:( dlatego zamyka się w sobie i jeśli zauważy najmniejszą chociażby oznakę do zmartwień, czy też możliwość że może zostać skrzywdzonym - wystawia kolce
(on się starał na swój sposób,ale jednocześnie popełniał np. po pijaku takie rzeczy, że nie potrafiłam uwierzyć ![]()
STRASZNIE tego żałuje... wiem, że to było złe i fatalne...
tak strasznie chciałabym dostać szansę na pokazanie tego, że zrozumiałam... nie mówiłam"kocham" - bo się bałam (gdy zostawił mnie wtedy dzień wcześniej wyznawaliśmy sobie miłość -wiem, to mnie nie usprawiedliwia
)
nic już nie mogę zrobić?? ![]()
Nikt Ci nie jedzie jeśli spodziewałeś się głaskania po główce i przytakiwania to się pomyliłeś. Z resztą twoje myśli nie są poprawne. "Terapia" wstrząsowa daje zazwyczaj lepsze efekty
. Co do problemów. Sam chciałem popełnić samobójstwo ale jak widać jestem. Rozpisywać się nie ma nad czym ale to błędny tok myślenia.
M. piszesz ze nie chcesz popelniac juz takich bledow - toksycznego myslenia, zachowania. No to wlasnie tego nie rob. Sama piszesz ze masz zbyt niskie poczucie wlasnej wartosci, ze to powodowalo wiele zlych zachowan Twoich. no i nadal teraz tak jest. Teraz przez to zamiast wziasc sie w garsc i zobaczyc przede wszystkim krzywdy ktore on Tobie wyrzadzil, ciagle siebie obwiniasz.
Ja rozumiem, bo ja tez jeszcze jakos walcze, chcialabym zeby on zmienil zdanie, ale przy tym wszystkim nie zapominam o tym co zrobil, to jego wina, to on nie chce, a gdyby do tego mieszkal sobie od 5 miesiecy z nowa dziewczyna no to juz naprawde bym tego nie widziala jako nic innego jak to ze to on jest ten zly, bo tak wybral. A nie zeby siebie owiniac za nieporozumienia w zwiazku. Zobacz, ja tez to przepracowalam, napisalam jeden post, powiedzialam jemu ze zrozumialam pewne rzeczy. Swoje zachowania i bledy, kropka. nie pisze o tym w kazdym poscie ze bylam taka zla, ze to moja wina, ze chcialabym to naprawic, Ale co Kochana? Ty nie mozesz naprawic tego ze Cie zdradzil i wybral inna poki co.
Daj sobie powietrza, naprawde, zacznij oddychac bo zaslugujesz na to!!!!
No i dzień już jest tragiczny weźcie dobijcie mnie...
Nie mam już do niczego sił,nie daję rady... I naszedł mnie żal do niego po tak długim czasie że zostawił mnie tak na prawdę z tym wszystkim samą,najpierw zamieszkajmy razem itp a gdy źle to się rozchodzimy. Ok ale co ze mną,zastanowił się choć chwilę czy ja dam sobie radę?????????
Do dupy z tym wszystkim mam dość
M. , Kwiatuszek100 bądźcie silne, są dni lepsze i gorsze, trzeba sobie jak najwiecej zajmowac wolny czas, myślenie i rozpamiętywanie nie jest dobre...damy rade ![]()
Różne głupie mysli przychodzą w pierwszych dniach po rozstaniu, I dnia też takowe miałam ale szybko wypędziłam je ze swojej głowy. Jutro mija 3 tydzień po...apetyt na słodycze wrócił to chyba dobry znak
, kolejna noc bez tabletek na sen, uspokojenie, melisa została ale piję jej mniej. Pozatym on ciagle dzwoni, wie że odrzucam to pisze smsy chcąc nie chcąc czytam jego wypociny i zapewne kolejne kłamstwa. Uczucie dalej jest, tęsknota dalej jest. Ciesze się, że byłam na tyle silna żeby odejść choć długo się bałam to zrobić. Staram się sobie zajmować wolny czas, wczoraj siadłam i skończyłam pracę licencjacką a zbierałam się do marca, jak widac jest pare powodów do uśmiechu
Co u was ? Jak radzicie sobie ?
Ja bym chciał żeby moja wróciła bo albo było by ok albo sam bym doszedł do winsoku ze to nie ma sensu. A tak zostałem z dnia na dzień sam z masa wspólnych planów i pięknych wspomnień. Mówią żyj dla siebie rób coś dla siebie ale je przez 6 lat zapomniałem jak to jest robić coś dla siebie. Wszystko robiłem dla nas ;/
smutny24 ja też przez prawie 5 lat zyłam dla nas czyli związku, olałam znajomych, zrezygnowałam z marzeń, wspierałam, zawsze byłam..po prostu..i w imię czego ? Co dostałam w zamian ? Wiem, że cięzko jest zaakceptować nową rzeczywistość bez tej drugiej osoby...tyle lat codziennych rozmów, wspomnień tych dobrych i złych, i nagle co zostaje ? pustka. Ale trzeba iść dalej, nie można szukać w sobie winy, nie możemy zmusić drugiej osoby do miłości. Wszystko wymaga czasu niestety a ja chciałabym tyle rzeczy już przeskoczyć...szczególnie ból i tesknote..
smutny24 ja też przez prawie 5 lat zyłam dla nas czyli związku, olałam znajomych, zrezygnowałam z marzeń, wspierałam, zawsze byłam..po prostu..i w imię czego ? Co dostałam w zamian ? Wiem, że cięzko jest zaakceptować nową rzeczywistość bez tej drugiej osoby...tyle lat codziennych rozmów, wspomnień tych dobrych i złych, i nagle co zostaje ? pustka. Ale trzeba iść dalej, nie można szukać w sobie winy, nie możemy zmusić drugiej osoby do miłości. Wszystko wymaga czasu niestety a ja chciałabym tyle rzeczy już przeskoczyć...szczególnie ból i tesknote..
dokładnie tez bym przeskoczył ból i tęsknotę potem może jakoś by to było. Najbardziej się boje ze była to jedyna i już do końca życia będę sam ewentualnie będę z kimś takim jak ja po to żeby kogoś mieć
ok ja uciekam na uczelnie bo mam dziś poprawkę
mam nadzieje ze się z nią nie spotkam bo jesteśmy na tym samym wydziale ;/
Nie myśl tak nawet, jesteś młody na pewno znajdziesz pokrewną duszę ![]()
Czasem mnie też nachodzi takie myślenie, ale tłumacze to sobie skoro wyszło jak wyszło to pewnie z kimś innym przyszłość moja jest pisana, widocznie tak musiało być, na pewno nie można siebie obwiniać i szukać w sobie winy, wierze, że czas leczy rany i z dnia na dzień będzie coraz lepiej, choć początku są naprawde ciężkie
Ja też uciekam na uczelnie na zajęcia. Powodzenia ![]()
Jestesmy mlodzi i tez staram sie wierzyc ze kogos znajdziemy za jakisczas. Tylko momentami ciezko jest nie wracac do wspomnien i tych codziennych rozmow...po czasie jak emocje opadna to tesknotai tak zostaje niestety. Ja zadecydowalam ze na razie nie bedziemy sie widywac z moim bylym jako przyjaciele. Ale sama nie wiem bo i tak mysle co u niego jak mu sie uklada w pracy itd. A najgorsze jjest to ze pacajqce o nim mysli powoduja ze nie moge sie skupic ani na pracy ani na studiach co rodzi duze problemy. Tak zle , z drugiej strony jeszcze gorzej..
Angie001, a ja mam dokładnie odwrotnie niż Ty...mieszkam dalej ze zdrajcą, a coraz mniej o nim myślę.
Choć zastanawiam się, czy gdybym odeszła to dręczyły by mnie myśli o nim...
Poprawiłem się a nawet nie mam komu się pochwalić
kiedyś telefon i wspólna radość teraz wracam do domu i siedzę sam
Ja przeczytałam gratuluję, a jaki przedmiot poprawiałeś?
Cześć ogólna prawa administracyjnego. Jeszcze dwa egzaminy i wakacje
może wtedy coś pożyje bo teraz nie mam na nic czasu
Cześć ogólna prawa administracyjnego
Zdolniacha
Przyszły Pan urzędnik?
Takie były plany a co będzie to nie wiem
Takie były plany a co będzie to nie wiem
Czyli możemy spodziewać się ewentualnych ulg i załatwienia spraw "po znajomości"
w Urzędzie Skarbowym bądź ZUS-ie hi hi? ![]()
oczywiście tylko najpierw muszę się dopchać do jakiegoś stołka
a po stażu i masie prób wiem ze nie jest łatwo bez dobrych znajomości. Najlepsze wyjście to zapisać się do partii która wygrywa w danym mieście złapać trochę kontaktów i wtedy coś ktoś ogarnie. Bo tak prace zdobyli znajomi
czas teraz mam to się chyba zapisze :F
oczywiście tylko najpierw muszę się dopchać do jakiegoś stołka
a po stażu i masie prób wiem ze nie jest łatwo bez dobrych znajomości. Najlepsze wyjście to zapisać się do partii która wygrywa w danym mieście złapać trochę kontaktów i wtedy coś ktoś ogarnie. Bo tak prace zdobyli znajomi
czas teraz mam to się chyba zapisze :F
Wystrzegaj się wszelkich koneksji, protekcji i układzików, no chyba,że chcesz mieć dłużników do końca życia, najlepsze i nie do porównania z niczym uczucie to te, gdy dojdziesz do czegoś własną, mozolną pracą. Owoce zbierane z zasadzonego przez siebie drzewa smakują najlepiej...
taki kraj
hmm jak wylądowałaś na tym forum?
Witam Wszystkich i życzę miłego dnia. ![]()
W taki sam sposób co My wszyscy ![]()
hmm jak będą mi chcieli mandat wlepić to mogę się powołać na Ciebie? ![]()
hmm jak będą mi chcieli mandat wlepić to mogę się powołać na Ciebie?
Nie.
Służbistka ![]()
smutny24 napisał/a:hmm jak będą mi chcieli mandat wlepić to mogę się powołać na Ciebie?
Nie.
Proszę taki młody a już znajomości szuka.
Chyba daleko zajdzie 
Służbistka
Nie służbistka lecz uczciwa
smutny24 napisał/a:Służbistka
Nie służbistka lecz uczciwa
Młody jest, głupi jest
jeszcze nieraz się przekona,że układy są dobre, ale na chwilę, dopóki będziesz tańczył tak, jak Ci zagrają, potem bądź mimowolnym, przymusowym dłużnikiem swoich dobroczyńców. Czy z takim podejściem daleko zajdzie, szczerze wątpię.
W tych czasach to normalka. Łapówki nigdy nie dałem chociaż i tak większość bierze. Ale fajna posada po znajomości bym nie pogardził
Nadziewana czekoladka, mysle, ze mogloby byc tak, ze mysli dreczace by sie pojawily i wtedy ernie ciezkie.
trzrba niestety uczyc nad nimi panowac k je kontrolowac, co moim zdaniem jest chol
Az mi post urwalo:) chcialam napisac, ze to cholernie ciezkie nad tym panowac.
W tych czasach to normalka. Łapówki nigdy nie dałem chociaż i tak większość bierze. Ale fajna posada po znajomości bym nie pogardził
Tak nisko się cenisz?
Możesz dojść daleko sam.
masz troszeczkę inne podejście do tematu ale skoro tak uważasz to tak ![]()
smutny24 ja też przez prawie 5 lat zyłam dla nas czyli związku, olałam znajomych, ..
skąd ja to znam.... ;/
kiedysbylam... - wiem, muszę pracować, pracować i jeszcze raz pracować nad sobą...
ktoś zna jakiś dobry trening na poprawę charakteru?
smutny24 - gratuluję! ![]()
dzięki :*
Ja za miesiac bronie licencjat z fizjoterapi
dla wszystkich Was zniżki na masaż !
![]()
czesć Kochani, co u WAs?? jak tam przeciwstawianie się problemom?
Strony Poprzednia 1 … 129 130 131 132 133 … 229 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026