Wypijmy do dna za te serca, złamane i oszukane.
Tak Leksi , pijemy za serca złamane, oszukane, zdradzone.
Widzę, że my na dwa fronty dzisiaj:tu i FB.
A co pijemy?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Strony Poprzednia 1 … 121 122 123 124 125 … 229 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Wypijmy do dna za te serca, złamane i oszukane.
Tak Leksi , pijemy za serca złamane, oszukane, zdradzone.
Widzę, że my na dwa fronty dzisiaj:tu i FB.
A co pijemy?
Podobne tematy
Za facetów- samców, którzy zdobywają a potem szukają nowej ofiary !
Za facetów- samców, którzy zdobywają a potem szukają nowej ofiary !
Za takich facetów to ja nie piję. Wypiję za tych co wiedzą co to znaczy kochać, być lojalnym i wiernym, tylko gdzie tacy są?
Dzenaro napisał/a:lexi260189 napisał/a:Moją winą zbyt duże zaangażowanie w związek.
Bardzo dziwne stwierdzenie. Nie wydaje mi się, by rozmiar zaangażowania byl w jakimkolwiek stopniu realną przyczyną tej wątpliwej przyjemności jaką jest zdrada partnera. Dostrzeglem w wielu wypowiedziach ludzi dzwigających to brzemię, że osoby dopuszczające się zdrady wręcz nagminnie oskarżają za to swych partnerów. Rodzi się więc pytanie, czy jest to forma usprawiedliwienia swego czynu, czy też ukazanie zwyrodnienia i bezczelności w czystej postaci?
Dlaczego dziwne ? widział, że skoczyłabym za nim w ogień i że byłabym w stanie wszystko wybaczyć, więc korzystał z tego maksymalnie póki mnie nie wykończył.
A pytanie odnośnie zdrady nie powinno być kierowane do mnie lecz do ex - to on dopuszczał się tego a nie ja.
Czyli mam rozumieć, że normalność traktujesz jako czynnik prowokujący?? Można wiele wybaczyć, ale wszystko ma swoje granice.
Pytanie dotyczące zdrady mialo na celu kontynuacje ukazania wmówionego poczucia winy u zdradzonych i bynajmniej nie bylo to kierowane pod Twoim adresem.
Wypiję za tych co wiedzą co to znaczy kochać, być lojalnym i wiernym, tylko gdzie tacy są?
Zapewne z poczucia obowiązku glowy rodziny katują się na wlasne życzenie u boku niewiernych żon
lexi260189 napisał/a:Dzenaro napisał/a:Bardzo dziwne stwierdzenie. Nie wydaje mi się, by rozmiar zaangażowania byl w jakimkolwiek stopniu realną przyczyną tej wątpliwej przyjemności jaką jest zdrada partnera. Dostrzeglem w wielu wypowiedziach ludzi dzwigających to brzemię, że osoby dopuszczające się zdrady wręcz nagminnie oskarżają za to swych partnerów. Rodzi się więc pytanie, czy jest to forma usprawiedliwienia swego czynu, czy też ukazanie zwyrodnienia i bezczelności w czystej postaci?
Dlaczego dziwne ? widział, że skoczyłabym za nim w ogień i że byłabym w stanie wszystko wybaczyć, więc korzystał z tego maksymalnie póki mnie nie wykończył.
A pytanie odnośnie zdrady nie powinno być kierowane do mnie lecz do ex - to on dopuszczał się tego a nie ja.
Czyli mam rozumieć, że normalność traktujesz jako czynnik prowokujący?? Można wiele wybaczyć, ale wszystko ma swoje granice.
Pytanie dotyczące zdrady mialo na celu kontynuacje ukazania wmówionego poczucia winy u zdradzonych i bynajmniej nie bylo to kierowane pod Twoim adresem.
Nie, moja postawa odbiegała od normalnej bo pozwoliłam w imię ideii miłości przekroczyć granicę, zatraciłam zdrowy rozsądek. Wybaczyłam zdradę raz, a on zamiast wyciągnąć z tego wnioski i docenić stwierdził, że mogę wybaczyć i kolejne skoki w bok, skoro jestem aż tak zakochana i zaangażowana.
Ja się winna nie czuje.
Dzenaro napisał/a:lexi260189 napisał/a:Dlaczego dziwne ? widział, że skoczyłabym za nim w ogień i że byłabym w stanie wszystko wybaczyć, więc korzystał z tego maksymalnie póki mnie nie wykończył.
A pytanie odnośnie zdrady nie powinno być kierowane do mnie lecz do ex - to on dopuszczał się tego a nie ja.
Czyli mam rozumieć, że normalność traktujesz jako czynnik prowokujący?? Można wiele wybaczyć, ale wszystko ma swoje granice.
Pytanie dotyczące zdrady mialo na celu kontynuacje ukazania wmówionego poczucia winy u zdradzonych i bynajmniej nie bylo to kierowane pod Twoim adresem.
Nie, moja postawa odbiegała od normalnej bo pozwoliłam w imię ideii miłości przekroczyć granicę, zatraciłam zdrowy rozsądek. Wybaczyłam zdradę raz, a on zamiast wyciągnąć z tego wnioski i docenić stwierdził, że mogę wybaczyć i kolejne skoki w bok, skoro jestem aż tak zakochana i zaangażowana.
Ja się winna nie czuje.
Poniekąd Cię rozumię. Co prawda każdy przypadek jest indywidualny, lecz oparty na tym samym mechanizmie. Popelnilem ten sam bląd co Ty, jednak z perspektywy czasu mam żal do samego siebie, zdecydowanie za dużo czasu zajelo mi pojęcie pewnych rzeczy, ale cóż różnie to bywa.
A ja nie żałuję, mimo wszystko nie. Kochałam, więc wybaczałam i kierowałam się przekonaniem, że każdy zasługuje na szansę tak samo jak uważałam, że powinno się starać naprawić związek niż go zakończyć. Nie docenił tego - jego strata. Ja nie czuje się winna. Byłam fair wobec niego, pragnęłam go uszczęśliwić-uchylić nieba i sprawić, by uśmiech nie schodził z jego twarzy. Okazywałam miłość i szacunek. Odpłacił się jak odpłacił. Ja mam czyste sumienie, jego nadal robak gryzie ![]()
Skąd ja to znam-naiwna,zapatrzona i rogi mam takie przyprawione,że szkoda słów.
Sporo czasu mineło od tej osobistej klęski,oczywiscie to wszystko moja wina...tak twierdzi były.
Jestem na etapie,ze nie pamiętam jak wyglądał,sposobu bycia itd.czas i szczere chęci zamazują wszystko.
Nie ma co się smucić,życie toczy się dalej.Faceci jak faceci - jednak prawdziwi mężczyzni wygineli razem z dinozaurami.
lexi260189 napisał/a:Dzenaro napisał/a:Bardzo dziwne stwierdzenie. Nie wydaje mi się, by rozmiar zaangażowania byl w jakimkolwiek stopniu realną przyczyną tej wątpliwej przyjemności jaką jest zdrada partnera. Dostrzeglem w wielu wypowiedziach ludzi dzwigających to brzemię, że osoby dopuszczające się zdrady wręcz nagminnie oskarżają za to swych partnerów. Rodzi się więc pytanie, czy jest to forma usprawiedliwienia swego czynu, czy też ukazanie zwyrodnienia i bezczelności w czystej postaci?
Dlaczego dziwne ? widział, że skoczyłabym za nim w ogień i że byłabym w stanie wszystko wybaczyć, więc korzystał z tego maksymalnie póki mnie nie wykończył.
A pytanie odnośnie zdrady nie powinno być kierowane do mnie lecz do ex - to on dopuszczał się tego a nie ja.
Czyli mam rozumieć, że normalność traktujesz jako czynnik prowokujący?? Można wiele wybaczyć, ale wszystko ma swoje granice.
Pytanie dotyczące zdrady mialo na celu kontynuacje ukazania wmówionego poczucia winy u zdradzonych i bynajmniej nie bylo to kierowane pod Twoim adresem.
agnes39 napisał/a:Wypiję za tych co wiedzą co to znaczy kochać, być lojalnym i wiernym, tylko gdzie tacy są?
Zapewne z poczucia obowiązku glowy rodziny katują się na wlasne życzenie u boku niewiernych żon
I tu się z Tobą zgodzę- skąd wiedziałeś?
A ja nie żałuję, mimo wszystko nie. Kochałam, więc wybaczałam i kierowałam się przekonaniem, że każdy zasługuje na szansę tak samo jak uważałam, że powinno się starać naprawić związek niż go zakończyć. Nie docenił tego - jego strata. Ja nie czuje się winna. Byłam fair wobec niego, pragnęłam go uszczęśliwić-uchylić nieba i sprawić, by uśmiech nie schodził z jego twarzy. Okazywałam miłość i szacunek. Odpłacił się jak odpłacił. Ja mam czyste sumienie, jego nadal robak gryzie
Ależ oczywiście, że w przypadku jednorazowego wyskoku powinno się rozważyć następną szansę. Tak jak już wspominalem, każda sytuacja jest jednak inna, każdy czlowiek jest inny i każdy inaczej winduje pewne granice. Każdy ma swoje zdanie i wyobrażenie o życiu, przynajmniej powinien mieć, tak więc skala dzialania jest różnoraka. W gruncie rzeczy istotne jest by dzialać w zgodzie z wlasnym sumieniem i mieć wlasne zdanie, by módz z czystym sumienie spojrzeć w lustro, a tym samym darzyć samego siebie szacunkiem.
Skąd ja to znam-naiwna,zapatrzona i rogi mam takie przyprawione,że szkoda słów.
Sporo czasu mineło od tej osobistej klęski,oczywiscie to wszystko moja wina...tak twierdzi były.
Jestem na etapie,ze nie pamiętam jak wyglądał,sposobu bycia itd.czas i szczere chęci zamazują wszystko.
Nie ma co się smucić,życie toczy się dalej.Faceci jak faceci - jednak prawdziwi mężczyzni wygineli razem z dinozaurami.
Zazdroszczę Ci, ze jestes na takim etapie. Ja jeszcze długo, dłuuugo musze nad tym pracować.
I tu się z Tobą zgodzę- skąd wiedziałeś?
Z autopsji niestety.
Faceci jak faceci - jednak prawdziwi mężczyzni wygineli razem z dinozaurami.
Dziękuję w imieniu mężczyzn, to bardzo budująca sentencja
W ripoście powiem, że są jeszcze przyzwoite kobiety, niestety te niedobre je zaslaniają w gąszczu rzeczywistości.
agnes39
Też byłam na tym etapie co Ty,niestety w życiu tak jest,ze jak się sypie to wszystko.To jest moment taki który stawia na nogi i trzeba myśleć o czymś innym.Myśli gonią za czymś ważniejszym,codziennoscią dnia więc i oddalaja sie stopniowo od tej osoby,aż przyłapuje się człowiek na tym,ze nie mysli juz tyle o nim.
Dodatkowo dokłada się sobie jakieś cele,priorytety i takie są skutki.To indywidualne dla kazdego ile czasu to trwa i jak długi był zwiazek,czy sa dzieci itd.
Recepty na zapomnienie o kimś nie ma,pomagaja rozmowy z kimś kto miał podobna sytuację,ale tak naprawde zostaje się z tym samemu z tymi kłebiącymi się myślami itd.niestety tylko czas czas leczy.
Dzenaro prosze Cię bardzo.
Przyznam,że zdarzy się mężczyzna który nie pozwala kobiecie isc od strony jezdni np.itd itp.ale,ale to niestety nie mój meżczyzna.Czyli jak dla mnie to nie istnieje.
Jesli chodzi o kobiety to fakt są jeszcze prawdziwe lojalne,troskilwe itd.tylko po doswiadczeniach życiowych albo się zamykają na nowe znajomosci,albo wycofują z braku zaufania do mężczyzn.
Jak mówi przysłowie
"chcesz być szcześliwy jeden dzień-upiecz sobie prosie,
chcesz być szczęśliwy rok-ożeń się/wyjdz za mąż
chcesz być szczęśliwy całe życie-uprawiaj ogród"
Witam wszystkich, stalych bywalcow oraz nowych.
Cos widze, ze nastroje dzisiaj niezbyt??
Trzeba bylo wczoraj zabalowac to by sie wam geby smialy tak jak mi dzisiaj! ![]()
pozdrowka!
dawidj90 jest lepiej i to i wiele
. Z resztą jak czytam to co napisałeś powiem tylko tyle. Uciekaj gdzie pieprz rośnie. Przeczytaj to sam i zobacz co ona z Ciebie robi. Nie odbieraj i nie kontaktuj się w cale i nie proś o to aby wróciła to tylko potęguje. Najlepiej jak się da zmień numer tel. Odetnij się od niej grubą krechą. Tak czy siak będziesz cierpieć a przy takiej osobie nie zaznasz spokoju. Ona wie że ma cię w garści.
k.iness a prawdziwe kobiety wymarły dawno dawno temu...
Dzenaro Ależ oczywiście, że w przypadku jednorazowego wyskoku powinno się rozważyć następną szansę.
Ja bym pogonił ino szum. Wyskok hah jak to brzmi. Niezależnie od sytuacji jak zdrada była to była. Koniec tematu. Nie rozumiem tego jak inni dają szansę a potem się męczą z tym. To już lepiej wziąć żyletkę i się ciąć ale nie w poprzek tylko wzdłuż żyły. Ja stąpam zbyt twardo na ziemi aby wybaczyć zdradę. Choćbym kochał najmocniej jak się da to zdrada jest zdradą. Jakim prawem oni mają nas zdradzać a my mamy nie zdradzać i im wybaczać? Niezależnie od sytuacji nie był bym z taką osobą nigdy więcej.
Nie rozumiem tego jak inni dają szansę a potem się męczą z tym. To już lepiej wziąć żyletkę i się ciąć ale nie w poprzek tylko wzdłuż żyły. Ja stąpam zbyt twardo na ziemi aby wybaczyć zdradę. Choćbym kochał najmocniej jak się da to zdrada jest zdradą. Jakim prawem oni mają nas zdradzać a my mamy nie zdradzać i im wybaczać? Niezależnie od sytuacji nie był bym z taką osobą nigdy więcej.
Jest sporo racji w tym co piszesz, ale nie do końca. Zbyt pochopne decyzje podjęte pod wplywem emocji świadczą (bez urazy) w pewnym stopniu o niedojrzalości. Zalużmy, że jest malżeństwo bezdzietne z kilku letnim stażem mieszkające na wynajętym itp. W takim przypadku można jeszcze się sklonić ku Twojemu tokowi rozumowania. Ale co w przypadku, kiedy malżeństwo ma już za sobą powiedzmy 20-to letni staż, dzieci, wspólny majątek?? Wówczas to nie jest takie chop siup jak by to się moglo wydawać. O ile w pierwszym przypadku para rozchodzi się bez większych zgrzytów, o tyle w drugim przypadku sprawa się nieco komplikuje. Zalożenie Rodziny to nie tylko przyjemności, ale i również obowiązki.
Tak zrobię... dziękuje Ci za pomoc misiek666. Kocham ją bardzo ale ona z dawnych lat już nie wróci. Nadal nie mogę w to uwierzyć że odeszła ale muszę z tym żyć. Mam nadzieje, że dziura w sercu szybko się zagoi. Dopóki nie odpaliłem neta to mogłem ją na kolanach błagać żeby wróciła i wyć po nocach. Po prostu szkoda mi tych lat spędzonych razem; myślałem, że będziemy razem już do końca. Teraz już wiem, że nie jestem odosobniony. Gdybyś kiedyś przejeżdżał przez Ostrów Wielkopolski, to daj znać, pójdziemy na piwo.
Pozdrawiam i dziękuje za pomoc.
Dużo prościejsze w związku z 20 letnim stazem gdzie dzieci sa pełnoletnie.Majątek to nie problem da się podzielić,a jeśli jest zdrada jako podstawowy aspekt rozpadu zwiazku to nie ma co się zastanawiać,bo w tym przypadku to wiele więcej juz dzieli niz łączy.
Dużo prościejsze w związku z 20 letnim stazem gdzie dzieci sa pełnoletnie.Majątek to nie problem da się podzielić,a jeśli jest zdrada jako podstawowy aspekt rozpadu zwiazku to nie ma co się zastanawiać,bo w tym przypadku to wiele więcej juz dzieli niz łączy.
Nie w każdym 20- letnim związku dzieci są pelnoletnie, poza tym pozwolę się nie zgodzić, że więcej dzieli niż laczy. Tych kilkanaście wspólnych lat, a co za tym idzie "dotarcie się" wiele znaczy i mamy tu również do czynienia z pojęciem przyzwyczajenia, które jest nie bagatelne. To nie tylko dzieci, wspólny majątek, tego nie da się od tak przekreślić pstryknięciem palcami.
Tobie nie,ale partnerce,partnerowi tak.Niestety nie da się przewidzieć czego partner w pewnym momencie życia zechce,może nie być szczery,nie powie czego oczekuje od partnerki,poczuje się zaniedbany itd.i losy toczą się dalej.
Nikt nie jest do końca przekonany i nie bierze odpowiedzialnosci za słowa przysięgi ślubnej partnera.
Dobrej nocy Robaczki wy moje ![]()
Dziś nie pijemy nie nie nie bleeeeeeeeeeee...
poczucie zlosci,smutku spowodowanego odrzuceniem.
czesto zastanawiam sie dlaczego tak sie stalo.dlaczego nie wyszlo.moglem powiedziec w danym momencie cos innego,moglem zachowac sie/postapic inaczej.lecz czasu sie nie cofnie.choc czegos nie chcemy to tak sie dzieje w jakims celu.
zlosc na osobe ,ktora obiecywala,zarzekala sie jak bardzo kocha ,a odchodzi.wszyscy popelniamy bledy bo jestesmy tylko ludzmi i wciaz sie uczymy. zawsze da sie porozumiec,ludzie ktorzy nie pasuja do siebie potrafia sie dopasowac lecz tego musza chciec oboje. do milosci nie da sie zmusic. wciaz nie przestaje wierzyc w prawdziwa milosc ,ktora jest wstanie przetrwac wszystkie trudnosci zycia codziennego.jezeli partner odchodzi dla kogos trzeba to uszanowac i mu na to pozwolic.jezeli sie kogos kocha to tak trzeba. to nie znaczy ,ze jestesmy gorsi.po prostu ta osoba z jakichs wzgledow nie chce byc z nami.czasami to zwyczajnie fascynacja ,zaciekawienie 2-ga osoba bo to swiezynka. jakkolwiek uczucia sa jak szklo na ktorym z kazdym cierpieniem pojawia sie rysa.jezeli ktos sie bawi naszymi uczuciami nie zasluguje na nas. lecz zwiazek to nie biznes w ,ktory sie daje wklad i oczekuje zyskow. obdarowujac miloscia nie powinno sie oczekiwac nic w zamian gdyz robimy to z wlasnej woli, bo kochamy.
dawidj90 hmm chyba zrobię tournee Wrocław>Ostrów>Kalisz>Żary na zachodzie Polski pełno nieszczęśliwych ludzi. Zaglądaj tutaj i pisz co na sercu leży po to ten wątek jest. Każdego dnia walczymy a lekko nie będzie.
Geniu kurde jakie przemyślenia
no no. Drugi Bags nam się robi. Tylko jeszcze walnij z 5 cytatów pod drodze hi hi.
"obdarowujac miloscia nie powinno sie oczekiwac nic w zamian gdyz robimy to z wlasnej woli, bo kochamy" Tylko klopsik taki jest niekiedy że jedna strona kocha a druga nie. Sądzę że jeśli obdarowujemy kogoś miłością możemy oczekiwać od niej miłości. W zasadzie tak to powinno wyglądać ![]()
Dobranoc disco robaczki ![]()
Miłego dnia życzę u mnie deszczowego
.
Dzień dobry Kochani!
Dawid- widzę znowu nie mogłeś spać, to jest nas dwoje. Jak pojedziesz w tournee to zachacz też o moje miasto, będziesz miał po drodze.
k.iness napisał/a:Dużo prościejsze w związku z 20 letnim stazem gdzie dzieci sa pełnoletnie.Majątek to nie problem da się podzielić,a jeśli jest zdrada jako podstawowy aspekt rozpadu zwiazku to nie ma co się zastanawiać,bo w tym przypadku to wiele więcej juz dzieli niz łączy.
Nie w każdym 20- letnim związku dzieci są pelnoletnie, poza tym pozwolę się nie zgodzić, że więcej dzieli niż laczy. Tych kilkanaście wspólnych lat, a co za tym idzie "dotarcie się" wiele znaczy i mamy tu również do czynienia z pojęciem przyzwyczajenia, które jest nie bagatelne. To nie tylko dzieci, wspólny majątek, tego nie da się od tak przekreślić pstryknięciem palcami.
Dzenaro- ja tez się nie zgadzam, że więcej nas dzieli niż łączy. Tu nawet nie chodzi o dzieci czy majątek, ale tak jak mówisz o te lata, które dzieliło się z druga osobą, dzień w dzień i nie mówię tu o przyzwyczajeniu. Ja mówię o tym, że jeżeli było się z tą osobą tak długo to tez dlatego -tak było w moim przypadku- ponieważ lubiło się ją jako człowieka, przez te wszystkie lata on stał się dla mnie przyjacielem , powiernikiem, to taki ktoś, kto wystarczy , że na nas spojrzy albo ty na niego i bez słów się rozumiecie. To najbardziej boli nas- osoby zdradzone, utrata tego właśnie.
A tak ogólnie to zacznę uprawić ten ogród i będę już szczęśliwa do końca życia.
Życzę Wam miłego dnia- słonecznego, bo wtedy wszystko ma inny wymiar!
Dzień dobry Robaczki ![]()
U mnie też deszczowo...chyba trzeba się wybrać na jakieś Bora Bora złapać troche słońca na klatę hehe kto jedzie ze mną??? Kleks obowiązkowo!!! Pakuj się już.
poczucie zlosci,smutku spowodowanego odrzuceniem.
czesto zastanawiam sie dlaczego tak sie stalo.dlaczego nie wyszlo.moglem powiedziec w danym momencie cos innego,moglem zachowac sie/postapic inaczej.lecz czasu sie nie cofnie.choc czegos nie chcemy to tak sie dzieje w jakims celu.
zlosc na osobe ,ktora obiecywala,zarzekala sie jak bardzo kocha ,a odchodzi.wszyscy popelniamy bledy bo jestesmy tylko ludzmi i wciaz sie uczymy. zawsze da sie porozumiec,ludzie ktorzy nie pasuja do siebie potrafia sie dopasowac lecz tego musza chciec oboje. do milosci nie da sie zmusic. wciaz nie przestaje wierzyc w prawdziwa milosc ,ktora jest wstanie przetrwac wszystkie trudnosci zycia codziennego.jezeli partner odchodzi dla kogos trzeba to uszanowac i mu na to pozwolic.jezeli sie kogos kocha to tak trzeba. to nie znaczy ,ze jestesmy gorsi.po prostu ta osoba z jakichs wzgledow nie chce byc z nami.czasami to zwyczajnie fascynacja ,zaciekawienie 2-ga osoba bo to swiezynka. jakkolwiek uczucia sa jak szklo na ktorym z kazdym cierpieniem pojawia sie rysa.jezeli ktos sie bawi naszymi uczuciami nie zasluguje na nas. lecz zwiazek to nie biznes w ,ktory sie daje wklad i oczekuje zyskow. obdarowujac miloscia nie powinno sie oczekiwac nic w zamian gdyz robimy to z wlasnej woli, bo kochamy.
Geniu no no a co Cię tak na rozmyslania i analizy wzięło...???
dawidj90 hmm chyba zrobię tournee Wrocław>Ostrów>Kalisz>Żary na zachodzie Polski pełno nieszczęśliwych ludzi.
Klesika odwiedzisz ? z calienda ? super, oddam wam Omena na trochę ![]()
A południe to co???
Kleks spakowałaś się już bo ja już czekam na Ciebie...
Już jadę do Ciebie ! kup zapas %% ![]()
Bagażnik pełny full opcja do wyboru do koloru drinkersa hehe
A gumki masz ![]()
Do włosów...zawsze ![]()
misiek666 zapraszam
U mnie też deszczowo, mam nadzieje, że kolejne lato nie upłynie pod znakiem parasola ![]()
Witam wszystkich, mimo, że poniedziałek to dziś mam wolne. Nie mogłem dziś szybko zasnąć, mimo, że o niej nie myślałem. Dziś znów mnie męczy smsami, że jeśli oddałem jej rzeczy, to mam jej też oddać chomika i portfel, który kiedyś mi kupiła. Wczoraj pisała że wyjeżdża do Włoch na stałe, wszystkie jej wiadomości nie trzymają się kupy. Cały czas mnie prowokuje. Przed chwilą napisała, że mnie kocha a opis ma, że kocham tamtego. Nie wiem czy się śmiać czy płakać... oczywiście nie odpisuję. Może jestem prosty facet ale uważam, że albo się kocha albo nie. i to tylko jedną osobę jednocześnie. Trudno mi uwierzyć że to ta sama osoba, za którą skoczyłbym w ogień.
Oj dziewczyny ![]()
dawid sam widzisz co ona za cyrki odwala. Widać że chce Cię sprowokować do tego abyś odp. ale nie odp. Szkoda czasu kasy a przede wszystkim nerwów.
Edit:
Chomika ? Dobra nie mam słów ona zachowuje się jak hot 14-16 ^^
Wypiję za tych co wiedzą co to znaczy kochać, być lojalnym i wiernym, tylko gdzie tacy są?
To nie trzeba daleko szukać, bo ja jestem w zasięgu ręki 
Witam wszystkich bardzo ciepło.
Widzę, że wiele się tu działo, choć mam poważne objawy, czy towarzystwo nie wpadnie w alkoholizm zapijając smutki
.
Misiek nie mogę się z Tobą zgodzić, że nie ma sytuacji gdzie rozpada się związek z winy obu partnerów.
U mnie co prawda związek się nie rozpadł i nie było zdrady, ale wszystko się waliło na łeb.
Uważam, że po jakimś czasie w związku następuje rutyna i przyzwyczajenie. Myślimy o codziennych kłopotach, problemach i załatwianiu niezbędnych spraw. Nie myślimy o dorzucaniu opału do ognia aby cały czas grzał nasze uczucie do siebie. Nawet tematy rozmów są inne niż przed związkiem lub na jego początku. My potrafiliśmy nie rozmawiać ze sobą przez kilka dni. A jak była rozmowa to taka niezbędna.
U mnie tak było i to nie miesiąc czy dwa, ale kilkanaście lat. Nie wiem co by było gdybym nie znalazł tego forum. Pewnie nie byłoby już nas.
Właśnie brak rozmowy, brak komunikacji prowadzi do zagłady związku.
Popełniamy istotny błąd nie mówiąc o swoich uczuciach, swoich oczekiwaniach, swoich problemach etc.
Nikt z nas nie jest wróżką czy wróżem i nie potrafi czytać w myślach partnera i nie będzie wiedział/a o co chodzi drugiej stronie.
Mnie forum zmieniło i to bardzo. Jestem teraz innym facetem i moja żona to widzi.
To ja podjąłem próbę walki o nasz związek. Całe szczęście, że moja ż również. Walka trwa od października zeszłego roku. Mówię wam, jest cholernie ciężko. Często łapię doła i mam wszystkiego szczerze dość. Chętnie machnąłbym na to wszystko ręką, spakował walizkę i zamknął drzwi za sobą. Ale następnie przychodzi lepszy czas a dół mija i chce się żyć, żyć właśnie z tym partnerem. Bo wiem, że zawsze pomoże, poradzi, przytuli czy poda przysłowiową szklankę herbaty. Czy to jest miłość, tak to jest miłość, miłość od wielu lat, ale miłość dojrzała.
Dlatego nie mówcie, że nie ma miłości. Miłość była, jest i będzie. Trzeba tylko w nią wierzyć. Nie wolno zamykać się przed miłością, ale wyjść jej na przeciw. Wiara czyni cuda.
Sorry za długi post ale kto przebrnął przez niego ta dla niego duże 
Faceci jak faceci - jednak prawdziwi mężczyzni wygineli razem z dinozaurami.
No tutaj to bym polemizował 
Dlaczego wszystkich facetów wrzucacie do jednego worka ![]()
k.iness napisał/a:Faceci jak faceci - jednak prawdziwi mężczyzni wygineli razem z dinozaurami.
No tutaj to bym polemizował http://emotikona.pl/emotikony/pic/0zlosc.gif
Dlaczego wszystkich facetów wrzucacie do jednego worka
łoj tam, łoj tam.
A Tys to facet czy menzczyzna??? ![]()
Lexpar napisał/a:k.iness napisał/a:Faceci jak faceci - jednak prawdziwi mężczyzni wygineli razem z dinozaurami.
No tutaj to bym polemizował http://emotikona.pl/emotikony/pic/0zlosc.gif
Dlaczego wszystkich facetów wrzucacie do jednego workałoj tam, łoj tam.
A Tys to facet czy menzczyzna???
Sam już nie wiem 
Lexpar a no widzisz ja też nie do końca się zgadzam
. Dobra tak serio ja biorę wszystko z własnego punktu widzenia i ja osobiście nie mam problemów z mówieniem o uczuciach, komunikacją itd. wręcz przeciwnie. Więc dla mnie tego problemu nie było. W byłym związku zasadniczo do grudnia zeszłego roki dziennie rozmawialiśmy dość często i o tym czego pragniemy itd. a jak widać i tak wszystko szlag trafił
więc uważam że nie ma winy po środku. Twój przykład natomiast jest taki że masz szczęście i chęć na naprawę tego jak i twoja żona i to się liczy.
Ja to aż za nadto gadam ![]()
Lexpar a no widzisz ja też nie do końca się zgadzam
. Dobra tak serio ja biorę wszystko z własnego punktu widzenia i ja osobiście nie mam problemów z mówieniem o uczuciach, komunikacją itd. wręcz przeciwnie. Więc dla mnie tego problemu nie było. W byłym związku zasadniczo do grudnia zeszłego roki dziennie rozmawialiśmy dość często i o tym czego pragniemy itd. a jak widać i tak wszystko szlag trafił
więc uważam że nie ma winy po środku. Twój przykład natomiast jest taki że masz szczęście i chęć na naprawę tego jak i twoja żona i to się liczy.
Misiek To prawda, że mam szczęście. Tylko po tylu latach bycia obok siebie naprawa jest niezmiernie trudna. Najgorsze są bzdetne nawyki jakie posiadło się przez tyle lat związku. Moja ż mówi często, że ludzie się nie zmieniają. Uważam, że można się zmienić. Oczywiście, że nie da się zmienić o 180°, ale w jakimś procencie zmiana jest możliwa. Jeżeli się kocha to dla kochanej osoby można zrobić wiele. Wystarczy wiedzieć czego druga strona oczekuje w związku, co ją denerwuje etc.
Tylko musi być spełniony i to koniecznie jeden warunek. Trzeba wiedzieć, że jest się kochanym, chcianym, że tej drugiej stronie na nas zależy. To jest nie wiele ale zarówno tak dużo.
Ja to aż za nadto gadam
O rany gadająca za dużo kobieta to lepiej się 
Człowiek się zmienia i zmieniać będzie.
No Lexpar widzę humor mamy dobry ![]()
lexi260189 napisał/a:Ja to aż za nadto gadam
O rany gadająca za dużo kobieta to lepiej się http://emotikona.pl/emotikony/pic/0suicide.gif
Dobra, dobra...zapamiętam to sobie ![]()
Nie chcecie mnie słuchać to nie, idę na kawę do koleżanki.
Człowiek się zmienia i zmieniać będzie.
No Lexpar widzę humor mamy dobry
Misiek pewnie, że mam dobry humor.
Wiesz dlaczego, a no dlatego, że ja jestem już innym człowiekiem
i ta moja ż chyba to widzi.
Tylko nie wie o jednym, że jak rejestrowałem się na tym forum, to byłem zrozpaczonym facetem któremu rozsypywał się związek.
Facetem który za wszelką cenę chciał go ratować.
Teraz dojrzałem i już nie ma za wszelką cenę.
Teraz mówię sobie, że co ma być to będzie.
Oczywiście, że mi zależy, ale jej też musi co jej przypomniałem w ten długi weekend.
Przypomniałem jej, że naprawiać musimy razem i razem musimy starać się zmieniać.
Lexpar napisał/a:lexi260189 napisał/a:Ja to aż za nadto gadam
O rany gadająca za dużo kobieta to lepiej się http://emotikona.pl/emotikony/pic/0suicide.gif
Dobra, dobra...zapamiętam to sobie
Nie chcecie mnie słuchać to nie, idę na kawę do koleżanki.
Nie dość, że gaduła to jeszcze na dodatek obrażalska gaduła
.
Ale przy kawce z koleżanką to można się nagadać do woli 
Dzenaro- ja tez się nie zgadzam, że więcej nas dzieli niż łączy. Tu nawet nie chodzi o dzieci czy majątek, ale tak jak mówisz o te lata, które dzieliło się z druga osobą, dzień w dzień i nie mówię tu o przyzwyczajeniu. Ja mówię o tym, że jeżeli było się z tą osobą tak długo to tez dlatego -tak było w moim przypadku- ponieważ lubiło się ją jako człowieka, przez te wszystkie lata on stał się dla mnie przyjacielem , powiernikiem, to taki ktoś, kto wystarczy , że na nas spojrzy albo ty na niego i bez słów się rozumiecie. To najbardziej boli nas- osoby zdradzone, utrata tego właśnie.
Bardzo trafnie to ujelaś. To jest również bardzo często niejako przyczyna również naszej naiwności i przeszkoda w racjonalnym podjęciu decyzji, jak i wlaściwej ocenie sytuacji. No bo jakże moglo by być inaczej, że nasza milość, zarazem przyjaciel, powiernik na cale życie, z którym spędzilo się masę wspólnie spędzonych lat, którego jak by się moglo wydawać znamy na wylot mógl by coś takiego nam zrobić. Z perspektywy czasu mogę śmialo powiedzieć, że wlaśnie dzięki takiemu nastawieniu czlowiek nie zauważal symptomów, które na pewno w jakimś stopniu byly widczne, lecz czlowiek jest zaślepiony, ufa bez granic, kocha, szanuje i nawet nie przypuszcza takiego zdarzenia. A tu nagle zderzenie z okropną rzeczywistością spada jak grom z jasnego nieba i szok. W ulamku sekundy świat wali się na glowę i jedynie od nas samych zależy czy się z tego pozbieramy i w jaki sposób. W zależności od danego przypadku wyjść jest kilka, ale NIGDY już nie będzie tak jak bylo, czy to w istniejącym, czy też w kolejnym związku.
Złoci ludzie przypadkiem natrafiłem na odcinek Rozmów w toku http://vod.pl/rozmowy-w-toku-moj-chlopak-jest-gwiazda-czy-zdradz,128450,w.html
Ten pierwszy koleś to normalnie bym zgniótł jak robaka. Nóż się otwiera w kieszeni jak widzę takich cwaniaków ah
Witam was wszystkich,
WRACAM DO ŻYWYCH po długiej nieobecności.
Tęskniłam za Wami Kochani!!!!!
W końcu moje kochanie ![]()
lexi260189 napisał/a:Lexpar napisał/a:O rany gadająca za dużo kobieta to lepiej się http://emotikona.pl/emotikony/pic/0suicide.gif
Dobra, dobra...zapamiętam to sobie
Nie chcecie mnie słuchać to nie, idę na kawę do koleżanki.
Nie dość, że gaduła to jeszcze na dodatek obrażalska gaduła http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech2.gif.
Ale przy kawce z koleżanką to można się nagadać do woli http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
foch z przytupem haah
Witam moi Kochani..witam wszystkich...Nowo przybyłych i stare wygi tego watku...Powiedzcie czy można i trzeba zaufac po raz kolejny ?? Nie moge sie otworzyc , wciąż węsze podstęp i manipulację...
Temu samemu ?
Temu samemu ?
Nie innemu , spotykamy sie 5 miesiecy...ja nie wierzę ..kurcze ..jestem pokrecona..a niewiara i jej pochodne to scheda po tamtym...
Jak to mówi mój Daniel - ja nie odpowiadam za winy Twojego byłego. To on kłamał, oszukiwał i zdradzał - nie ja. Do niego straciłaś zaufanie, nie do mnie. Nie wymierzaj mi kary za błędy, których nie popełniłem.
Jak to mówi mój Daniel - ja nie odpowiadam za winy Twojego byłego. To on kłamał, oszukiwał i zdradzał - nie ja. Do niego straciłaś zaufanie, nie do mnie. Nie wymierzaj mi kary za błędy, których nie popełniłem.
Święta racja...Nic dodac nic ująć..
hej wszystkim:*
trochę znowu się wygadać muszę....ehh
w weekend idę na wesele i co się okazuje, że mój były teraźniejszy nie idzie, bo nie da rady zwolnić się urwać...mam ochotę go udusić...wrrr
ale cóż będę bawić się sama
) z jednej strony dobrze z drugiej jestem wściekła...
jak u WAS Kochani??
Dobry wieczór. Aneta, lat 33, dwoje dzieci, mąż, zdradzona maj 2009 - wrzesień 2010. Dalej jesteśmy wszyscy razem, razem jako rodzina, jako małżeństwo - obok. Bardzo bolało, nic nie rozumiałam. Jednak czas leczy rany, ale pamięci nie da się wymazać. Pozdrawiam wszystkich ![]()
Witam moi Kochani..witam wszystkich...Nowo przybyłych i stare wygi tego watku...Powiedzcie czy można i trzeba zaufac po raz kolejny ?? Nie moge sie otworzyc , wciąż węsze podstęp i manipulację...
Sęk w tym, że po takich przeżyciach nigdy nie otworzymy się już tak, jak by należalo. Jednak należy próbować, by nie ranić innych, tych którzy salugują na szczęście.
Dobry wieczór. Aneta, lat 33, dwoje dzieci, mąż, zdradzona maj 2009 - wrzesień 2010. Dalej jesteśmy wszyscy razem, razem jako rodzina, jako małżeństwo - obok. Bardzo bolało, nic nie rozumiałam. Jednak czas leczy rany, ale pamięci nie da się wymazać. Pozdrawiam wszystkich
Witam
Widzę, że podjelaś również tą samą, ciężką drogę co ja. Co Tobą kierowalo w wyborze?, jak się w tym odnajdujesz?
hera.1 napisał/a:Witam moi Kochani..witam wszystkich...Nowo przybyłych i stare wygi tego watku...Powiedzcie czy można i trzeba zaufac po raz kolejny ?? Nie moge sie otworzyc , wciąż węsze podstęp i manipulację...
Sęk w tym, że po takich przeżyciach nigdy nie otworzymy się już tak, jak by należalo. Jednak należy próbować, by nie ranić innych, tych którzy salugują na szczęście.
z czasem "pekniemy", ale juz nie bedzie tej wolnej amerykanki, pustej pewności siebie i wiary, ze partner/ka sie domysli "o co kaman". Ta sytuacja zmienia diametralnie podejscie do zwiazku; nie ma zwłoki i grania głupa na dwa fronty, tylko wszystko jest tu i teraz.
hera.1 napisał/a:Witam moi Kochani..witam wszystkich...Nowo przybyłych i stare wygi tego watku...Powiedzcie czy można i trzeba zaufac po raz kolejny ?? Nie moge sie otworzyc , wciąż węsze podstęp i manipulację...
Sęk w tym, że po takich przeżyciach nigdy nie otworzymy się już tak, jak by należalo. Jednak należy próbować, by nie ranić innych, tych którzy salugują na szczęście.
jurdin napisał/a:Dobry wieczór. Aneta, lat 33, dwoje dzieci, mąż, zdradzona maj 2009 - wrzesień 2010. Dalej jesteśmy wszyscy razem, razem jako rodzina, jako małżeństwo - obok. Bardzo bolało, nic nie rozumiałam. Jednak czas leczy rany, ale pamięci nie da się wymazać. Pozdrawiam wszystkich
Witam
Widzę, że podjelaś również tą samą, ciężką drogę co ja. Co Tobą kierowalo w wyborze?, jak się w tym odnajdujesz?
Jejku jak dobrze, jest z kimś pogadać, kto wie o czym mówię
Minęło już trzy lata a ja dopiero teraz mogę o tym spokojnie z kimś pogadać do tej pory czułam wstyd, lęk przed współczuciem innych, nie wiem jak to nazwać. Bałam się okazać tą słabą pokrzywdzoną przez los kobietką
Teraz już nawet potrafię z tego żartować ![]()
Odnajduję się w tym nijak niestety, na początku się starałam. Uwierzyłam, że to rzeczywiście moja wina, że mnie zdradził. Dopiero z czasem zrozumiałam... Co mną kierowało? Mój mąż wybrał sobie dość dziwny moment na zdradę, byłam wtedy już w ciąży, termin porodu luty 2010, kobieta w takim stanie potrzebuje drugiej osoby jak w żadnym innym momencie swojego życia i jakoś tak wyszło. Teraz jak o tym myślę to okazał się niezłym draniem, powiedział wtedy do mnie ( pamiętam to jak dziś) " już Cię nie kocham, kocham tamtą kobietę, ale nie chcę się wyprowadzać, bo chcę poznać i pokochać naszą nową córkę" zagrał na moich uczuciach i to nieźle. Pozwoliłam, co miałam robić, potrzebowałam kogoś obok siebie. A teraz? Teraz z każdym dniem jest coraz gorzej, są oczywiście i te dobre chwile, że myślę może to dobrze, że jesteśmy razem, ale we mnie coś pękło w pewnym momencie, już nie potrafię cieszyć się z nim życiem jak kiedyś. W sumie stał mi się obojętny, co robi, jest w domu, czy go nie ma? Żadna różnica dla mnie. Dlatego postanowiłam do Was dołączyć może będzie mi lżej ![]()
A Ty jak sobie poradziłaś?
A Ty jak sobie poradziłaś?
Mnie ta wątpliwa przyjemność spotkala 4 lata temu i niestety nie mogę jeszcze powiedzieć, abym dziś mógl z tego żartować. Być może jest to wynikiem wielkiego zawodu, który zafundowala mi z nienacka malżonka, który zdusilem w sobie i walczylem z nim sam, tlumacząc sobie taki obrót sprawy na milion sposobów. Doszukiwalem się w tym wszystkim swej winy, odnalazlem jedynie smutek, żąl, nieufność, samotność, ból etc. Nie szukalem pocieszenia gdzie indziej, bo zdawalem sobie sprawę, że to nie jest dobre wyjście, co najwyżej może mnie pchnąć to podobnego, haniebnego czynu. Mam stare wychowanie, toteż wpojone pewne zasady, wartości i wzorce modelu Rodziny, tak więc staram się wedle nich żyć, ale jest ciężko, jest bardzo ciężko. Są dzieci i tylko dla nich robię dobrą minę do zlej gry, ale czy starczy mi sil, tego nie wiem. Zapewne wielu powie, że nie ma sensu poświęcać się dla dzieci, ale z mojego punktu widzenia tak nie jest, jako odpowiedzialny ojciec mam obowiązek zapewnić im pelną Rodzinę, one nie są niczemu winne. Zakladając pelną Rodzinę bylem świadomy tej decyzji, wiedzialem że sielanka się skończyla, nastal czas obowiązków, kompromisów i w pewnym stopniu i wyrzeczeń dla dobra ogólu ,więc do puki malżonka chce być razem, tak więc będzie, jeżeli będzie chciala odejść droga wolna, ale gdy dzieci odejdą w świat, sam odejdę, o czym uczciwie jej oznajmilem.
jurdin napisał/a:A Ty jak sobie poradziłaś?
Mnie ta wątpliwa przyjemność spotkala 4 lata temu i niestety nie mogę jeszcze powiedzieć, abym dziś mógl z tego żartować. Być może jest to wynikiem wielkiego zawodu, który zafundowala mi z nienacka malżonka, który zdusilem w sobie i walczylem z nim sam, tlumacząc sobie taki obrót sprawy na milion sposobów. Doszukiwalem się w tym wszystkim swej winy, odnalazlem jedynie smutek, żąl, nieufność, samotność, ból etc. Nie szukalem pocieszenia gdzie indziej, bo zdawalem sobie sprawę, że to nie jest dobre wyjście, co najwyżej może mnie pchnąć to podobnego, haniebnego czynu. Mam stare wychowanie, toteż wpojone pewne zasady, wartości i wzorce modelu Rodziny, tak więc staram się wedle nich żyć, ale jest ciężko, jest bardzo ciężko. Są dzieci i tylko dla nich robię dobrą minę do zlej gry, ale czy starczy mi sil, tego nie wiem. Zapewne wielu powie, że nie ma sensu poświęcać się dla dzieci, ale z mojego punktu widzenia tak nie jest, jako odpowiedzialny ojciec mam obowiązek zapewnić im pelną Rodzinę, one nie są niczemu winne. Zakladając pelną Rodzinę bylem świadomy tej decyzji, wiedzialem że sielanka się skończyla, nastal czas obowiązków, kompromisów i w pewnym stopniu i wyrzeczeń dla dobra ogólu ,więc do puki malżonka chce być razem, tak więc będzie, jeżeli będzie chciala odejść droga wolna, ale gdy dzieci odejdą w świat, sam odejdę, o czym uczciwie jej oznajmilem.
Czyli rozumiesz mnie doskonale, dlaczego pozwoliłam mu dalej zostać jak już dotarło do niego co zrobił. Czytając to co piszesz to jakbyś opowiadał o moich uczuciach. Czuję i myślę dokładnie to samo, dzieci to coś najwspanialszego co pozostało mi, nam z naszego związku. Damy radę
jestem tego pewna. I dla dzieci jest sens się poświęcać, nawet nie myśl inaczej. Też sobie obiecałam, że nigdy nie zafunduje mojemu mężowi tego co on mi zafundował. Szanuje go jako człowieka i ojca moich dzieci i dokładnie tak jak Ty nie zostawię rodziny. Głowa do góry i zacznij się znowu uśmiechać
mi jest lżej jak się uśmiecham ![]()
Strony Poprzednia 1 … 121 122 123 124 125 … 229 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026