To fakt bags.
Kurde, podzielam w pewnym sensie Twoje zdanie i też mi nie wszystko odpowiada.
Nie mniej jednak dziwię się, że ktoś taki jak Ty w tej chwili bije taką pianę - poważnie.
Naprawdę odnoszę wrażenie, że Ci się spodobało.
Że czerpiesz perwersyjną przyjemność z kulturalnego wrzucania innym. Tak bo kulturalnie też można komuś nawrzucać.
To na tej samej zasadzie jak nazwać kobietę panną lekkich obyczajów, zamiast po prostu dziwką, czy kurwą prawda?
Ten sam mechanizm. Niby kultura jest, ale jednak każdy wie o co chodzi.
Myślę, że naprawdę bags, trochę Cię poniosło. Bo choć rzeczywiście zgadzam się z Tobą do pewnego stopnia, to nie rozumiem w tej chwili co chcesz osiągnąć takim, a nie innym postępowaniem.
EDIT.
Ja Cię poniekąd staram się zrozumieć. Problem polega na tym, że tak się uczepiłeś tego zamiatania pod dywan, że aż do przesady.
Ja też mam taką niefajną cechę, że nie lubię zostawiać spraw niewyjaśnionych, też lubię drążyć i drążyć... i drążyć. I powiem Ci, że do niczego dobrego mnie to nigdy nie zaprowadziło. Wielokrotnie z byłą tak miałem, że nie potrafiłem dać na wstrzymanie, wykłócałem się do końca. I cel swój osiągałem, ale jakim kosztem się pytam? Do dziś zachodzę w głowę, że może słusznie mnie rzuciła? Bo może rzeczywiście jestem nieznośnym człowiekiem? Właśnie przez takie coś, że nie potrafię dać sobie siana, kiedy atmosfera robi się napięta.
I Ty robisz teraz to samo. Drążysz temat, którym już wszyscy rzygają. I może osiągniesz swój cel, ale kosztem tego, że nikt więcej nie będzie chciał z Tobą gadać.
Ja jak się wykłócałem z byłą to też teoretycznie osiągałem cel, ale do diabła jakim kosztem. Kosztem tego, że czasem przyznawała mi rację ze zmęczenia.
Bo jednak ileż można wałkować jedno i to samo nie sądzisz?
Ja to teraz w sobie dostrzegam i pluje sobie w brodę.