bags napisał/a:hera.1 napisał/a:ze względu na skargi dziewczat na zachowanie pewnego naszego jakby sie wydawało "przyjaciela " po konsultacjach postanowiłam usunąć Go z Naszej Ekipy.Przykro mi ,ale takie zachowanie nie znajdzie akceptacji i jesteśmy rozczarowani zachowaniem tej osoby.
A te konsultacje to jakies takie okrojone mocno... solidarnosc kobiet...
Bags, a czytałeś lub widziałeś co było zawarte w tych wiadomościach ? jeśli nie to nie krytykuj, bo nie masz pojęcia o wielu "akcjach" owej osoby. Nie raz psuł nerwy ludziom pisząc dziwne historie, które były bez ładu i składu. Dostał wsparcie, pomoc, przyjaźń. Zawsze był wysłuchany i pocieszony ale skoro odwięczył się kłamstami, bajkami z mchu i paproci, rozpowiadaniem bzdur i ubliżaniem to jest przepraszam nasza wina ? jak to sam napisałeś jesteśmy dorośli, nas porównałeś do przedszkola to jego chyba do żłoba ? uważasz, że żartowanie życia - pisanie o sobie jestem żywym trupem, wywoływanie w nas strachu o niego ( sytuacja z karetką i caliendą) , teksty o niechęci do życia itp itd są na miejscu ? ja rozumiem żal po stracie ale to nie daje powodu by zamęczać tym innych, dopisując xxx sytuacji które nie miały miejsca. Jak mam szanować i być fair w stosunku do kogoś, kogo co chwilę przyłapuje na kłamstwie i wypiera mi się w oczy choć ja wiem, że to ściema ?? to co ja mam się otwierać, pisać mu o sobie, rozmawiać z nim itp a on odwięczy mi się kolejną bajką ? sorry, ale dla mnie to nie jest przyjaźn. Szacunek za szacunek, szerość za szerość.
Witam wszystkich nowych, w naszych skromnych progach. Cieszę się, że do nas dołączyliście i liczę, że dłużej z nami pobędziecie 
Jeśli chodzi o częstotliwość spotkań- z ojcem Agaty codziennie. Mieszkamy 3 min od siebie, potem on mieszkał u mnie, następnie ja u niego więc przez 4 lata ciągle byliśmy razem. Z ex inaczej, dzieliło nas 200 km i ciągłe awantury.
Zresztą wg mnie częstotliwośc spotkań nie ma wpływu na związek, można widywać się codziennie i się ciągle awanturować/niedogadywać a można widzieć się raz na miesiąc i trwać w pięknym, szczerym związku opartym na mocnych fundamentach. To wszystko zależy od ludzi, siły ich uczucia i zaangażowania w związek.
Nie ukrywam, że miło jest mieć ukochaną osobę przy sobie ale czasem los stawia nam poprzeczkę w postaci odległości, a może to taka próba dla związku ? silny przetrwa, słaby polegnie. Zresztą Polska to nie USA więc spotkania nawet przy znacznej odległości są możliwie.
Jak się chce znajdzie się sposób, jak się nie chce znajdzie się powód ot takie moje zdanie.
A i mam pytanie do nowych na jakim etapie jesteście rozpaczy czy złości ?