Zaczepił go ostatnio po jego zajęciach. Był zaskoczony ze mnie widzi, nie spodziewał się mnie, bo zajęcia z nim mi się już skończyły parę miesięcy temu. Spytał się czy moge zaczekać, ale pary raz się poprawiał kiedy kończy zajęcia. Niedawno na uczelni mieliśmy duże sympozjum Pochwaliłam je, prowadził sympozjum ze swoim kołem i pochwaliłam jego wsytąpienie. Było mu głupio, bo stwierdził ze sympozjum to nie jego zasługa. Zaproponował mi uczestniczenie w kole zawołał studentkę która miała z nim zajęcia, akurat była przewodniczącą koła. Objał mnie mocno, był naprawdę blisko, odruchowo uciekłam a później wtuliłam w jego rekę, czyli odchyliłam do tyłu i tak przez pare minut (rękę miał na mojej tali) Polecał mnie i przedstawił. Bardzo mu zalezało, żebym juz przyszła na spotkanie koła mimo że rok się kończy, mimo że ta studentka mówiła ze już nie da rady i ja również. Porozmawialiśmy troche, gdy studentka odeszła. Wysłąłąm mu maila, że to bez sensu żeby iść teraz na koło.
po paru dniach znowu mnie zaczepił. Przeczytał maila, żałował że tak zdecydowałam, ale przyjał tę decyzję do wiadomości.
Powiedziałam mu "dzień dobry" odpowiedział, poszedł 2 kroki dalej i się wrócił do mnie, czekał aż coś powiem, więc zapytałam o maila porozmawialiśmy trochę mimo że mówił że teraz nie może rozmawiać, bo idzie na zajęcia i że później z chęcią pogawędzi. Przy mnie wszystko mu się myli, myli, godziny, dni tygodnie, zajęcia, ale pamieta jak się nazywam, olewa uczniów każąc im czekać aż ze mną porozmawia, spóźniając się na zajęcia mocno. 20 min później znowu się widzieliśmy pędził gdzieś ale zatrzymał się i uśmiechnął