netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

14 odpowiedzi6 210 wyświetleńzałożony przez monia8547, 16.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

1

Temat: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Witam,

Przejrzałam sporo wątków, ale nie znalazłam najbardziej podobnego do mojej sytuacji.

A więc do rzeczy: Mam niecałe 27 lata, mąż 28. Po ślubie jesteśmy niecałe 3 lata. Przed ślubem chodziliśmy ze sobą ponad 5 lat (poznaliśmy się, gdy ja miałam 18, on 19). Zdecydowanie nie była to (przynajmniej dla mnie) miłość od pierwszego wejrzenia. Poznałam go na imprezie u kolegi i zaprosiłam na studniówkę, bo akurat nie miałam z kim iść (ostatecznie na nią nie poszedł, ale tu akurat nie ma to znaczenia). Po studniówce zaczął pisać do mnie smsy i w dość śmieszny sposób "wymusił" nasze spotkanie. Zaczęliśmy się spotykać, mniej więcej co tydzień - dwa. Może się wydawać, że rzadko, ale uczyłam się wtedy do matury i zależało mi, żeby ją dobrze zdać. On w tym czasie uczył się weekendowo w szkole policealnej, a w tygodniu spotykał się z przyjaciółmi i generalnie cieszył się w wolności i młodości. Z czasem zaczęłam darzyć go coraz większym uczuciem (jak pisałam, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia).

Kiedy wyjechałam na studia, on zaczął pracę w tym samym mieście co ja studia. Przez pierwsze 2 lata on mieszkał kątem u siostry i jej chłopaka (potem męża), a ja pomieszkiwałam na różnych stancjach. W tym czasie on zaczął na mnie wymuszać, że nie mieszkamy razem - że on ma stresującą pracę (akurat tak było), nie mamy kiedy się spotykać (odległość między nami była spora, no i te wieczne korki), że jak pary myślą o sobie na poważnie to też mieszkają razem. Po takich awanturach potrafiłam się popłakać z żalu. Po moim pierwszym ataku płaczu nawet mnie przeprosił (był to jednak pierwszy i ostatni raz, kiedy tak zrobił, później moim płaczem się już nie przejmował). Ja wtedy do wspólnego mieszkania razem jeszcze nie byłam gotowa, chciałam się nacieszyć wolnością i wyrwaniem się z domu. Inna sprawa to taka, że moi rodzice byli małomiasteczkowi (tradycyjni), z perspektywy czasu widzę, że też taka byłam. No ale "przetarłam szlaki" w rodzinie w tej sprawie i na 3. roku zamieszkaliśmy razem (wtedy też chyba do tego już dojrzałam).

Skończyłam studia (on cały czas miał tę stresującą pracę).  Miałam problemy ze znalezieniem pracy. 3 miesiące w jednej firmie, 6 miesięcy w drugiej. 2 praktyki na studiach za bardzo nic nie dały. W międzyczasie (rok po mojej obronie) wzięliśmy ślub. Była to moja inicjatywa - miałam dość życia na kocią łapę (fakt faktem, że pochodzę z dość tradycyjnej rodziny, on - wręcz przeciwnie). On twierdził, że związek traktuje poważnie i tyle. Przed ślubem zgotował mi horror. Potrafił wałkować do upadłego temat, czy 5-osobowy zespół zmieści się na podeście w restauracji albo że zaproszenia nie są jeszcze wybrane. Z nerwów potrafiłam dostać potwornych ataków płaczu, które kończyły się wymiotowaniem. On twierdził, ze tylko on się przejmuje całą organizacją wesela (no i jego rodzina, a zwłaszcza mama - ta potrafiła się nakręcać jeszcze bardziej niż on). Twierdził, że ja i moja rodzina zostawiamy wszystko na ostatnią chwilę, chociaż tak nie było. Spytałam go wprost, czy chce ślubu - powiedział, że tak, ale że nie chce wesela (przerasta go). W mojej tradycyjnej rodzinie brak wesela by nie przeszedł, z resztą ja też sobie nie wyobrażałam samego ślubu bez wesela albo tylko z obiadem weselnym. Wesele mieliśmy na 70 osób, on strasznie bał się publicznie tańczyć (specjalnie dla niego poszliśmy na przedślubny kurs tańca) i że zespół zrobi konkurs, gdzie trzeba będzie coś przeczytać (jest dyslektykiem i boi się ośmieszenia). Ustaliliśmy z zespołem, że żadnych takich zabaw nie będzie. Po ślubie odczułam ulgę, że już po wszystkim.

Parę miesięcy po ślubie straciłam kolejną pracę, otarłam się o depresję i załamanie nerwowe. Mimo wszystko podjęłam decyzję, że sama pozyskam mężowi dotację na otwarcie jego własnej firmy. On cały czas tkwił w tym, co zaczął na 1. roku moich studiów. Kiedy kazałam szukać mu innej pracy, dostawał ataków paniki i twierdził, że ze swoim wykształceniem może być najwyżej ochroniarzem w Tesco i że obecna praca to jedyne, na co zasługuje. Podpuściłam teściową, żeby dowiedzieć się, o co chodzi z tym wykształceniem - okazało się, że tuż przed swoją maturą dostał ataku paniki, nie wstał z łóżka i zwyczajnie nie podszedł do matury. Teściowa była w szoku, że mi o tym wcześniej nie powiedział. Mąż do tej pory nie wie, że ja o tym wiem, widzę, że traktuje to jako dużą porażkę życiową. Inna sprawa, że z nieznanych mi powodów nie próbował już później zdawać matury.

Pół roku byłam na bezrobociu i starałam się o dotację dla niego. On miał fach w ręku, ja po studiach humanistycznych - stwierdziłam, że to może się udać. Od początku był do tego pomysłu bardzo sceptycznie nastawiony - raz mi powiedział wprost, że właściwie to by się ucieszył, gdyby mi nie przyznano tej dotacji. Kiedy w szoku spytałam, dlaczego, on powiedział, że to na niego spadnie cały ciężar prowadzenia firmy. Ustaliliśmy, że firma przecież będzie na mnie, będę załatwiać wszystkie formalności (on panicznie boi się załatwiania spraw urzędowych), ja się zajmę reklamą i kontaktem z klientami. Do końca był sceptycznie nastawiony, ale coraz bardziej męczył się w swojej starej pracy. Dotację dostałam, firmę zarejestrowałam. On był na skraju załamania nerwowego, napisałam mu wypowiedzenie z dotychczasowej pracy, zwolnił się. Zanim nasza firma się rozkręciła, wykończony dosłownie przespał parę miesięcy. Ja w tym czasie znalazłam spokojny i pewny etat, który można było pogodzić z prowadzeniem własnej firmy. Na mnie spadł ciężar utrzymania naszej dwójki (dzieci nie mamy).

Na dzień dzisiejszy firma coraz bardziej się rozwija, mi nie grozi zwolnienie, ale coraz bardziej jestem przerażona zachowaniem męża. Ostatnio zrobił mi awanturę w "swoim" stylu (czyli trucie do upadłego), że klientowi dałam upust. Powiedział mi wprost, że ja chyba naprawę nie chcę zarobić żadnych pieniędzy. Tego samego dnia wkurzył się na parkingu, że ktoś mu zwrócił uwagę o to, że źle zaparkował - jak wyjeżdżał potwornie przygazował, aż zaśmierdziało spalenizną. Kiedy po dłuższym czasie spytałam, co zepsuł w samochodzie, zaczął się na mnie drzeć, że mam się nie pytać, bo ja też w atakach złości potrafiłam kiedyś rzucić komórką i laptopem (to akurat był efekt jego awantury - trucia do upadłego, kiedy kompletnie nie wytrzymałam już psychicznie). Powiedziałam ze spokojem, że owszem, ale szkody naprawiałam z własnej kieszeni, a koszty naprawy i utrzymania samochodu muszę teraz pokrywać tylko ja (mamy mały przestój w firmie i znowu utrzymanie wszystkiego spoczywa na mnie). Zaczął się wtedy na mnie drzeć jak w amoku, że mam wyp******** z samochodu, że nie może patrzeć na mój ryj i że mi go zaraz rozwali.

Od tego momentu nie jestem w stanie się do niego odezwać, jestem na lekach przeciwlękowych. Parę miesięcy temu zrobił podobną akcję, ale poszło o to, że zrobił jakiś niezrozumiały dla mnie manewr na drodze i przerażona spytałam, co on wyprawia. Zaczął się wtedy drzeć jak w amoku, że nie mam prawa go szkolić i że mam zaraz wyp******** z auta. Dojechaliśmy do domu, przerażona wzięłam leki przeciwlękowe (on też, ale dlatego że mi je po prostu podkrada). Po 2 dniach zachowywał się jakby nic się nie stało i był miły jak przytulanka. Stwierdziłam wtedy, że to jednorazowy incydent i że o tym zapomnę. Ale to, co było 2 dni temu, przerosło mnie. Leczę się, neurolog stwierdził u mnie fobię społeczną, zaburzenia depresyjne i nerwicowe, biorę leki antydepresyjne i doraźnie psychotropy. Wiele razy mówiłam mężowi, że ma iść do psychiatry albo neurologa - nie reagował, jakby nie słyszał. Uważa, że to ja jestem wariatką, ale psychotropy mi w swoich atakach regularnie podjada.

Chciałabym, żeby ktoś mi szczerze i obiektywnie napisał, co by zrobił na moim miejscu. Ze swoim tradycyjnym podejściem do życia, ostatnio zaczęłam nawet myśleć o rozwodzie. Mam dość takiego życia, chcę żyć normalnie i w mniejszym stresie hmm

2

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

witaj Monia, ja na twoim miejscu bym jednak odeszla, moge ci tu pisac ze terapia malzenska czy psycholog, ale to bedzie dluga i bolesna droga. najpierw zastanow sie czy go kochasz i czy widzisz jakis sens w ratowaniu tego, jak to postanowisz to wtedy dzialaj, ale na sile go nie zmienisz. Moj mąż byl identyko jak twoj tez ma niska samoocene, a z tego glownie bierze sie przemoc. Ja postanowilam zawalczc o mojego meza, i uwoerz mi 2 lata nic nie daly wrecz przeciwnie, doszlo do rekoczynow, mąż stal sie bardziej agresywny, zaluje ze wtedy nie spakowalam go i nie zlozylam pozwu o rozwod, moje dzieci przezyly pieklo, a ja od dwoch lat chodze na terapie. Tobie proponuje pojsc do psychologa zrob to dla samej siebie, mi takie spotkania bardzo pomogly przejsc przez to pieklo. sama raczej niedasz rady. oczywiscie pogadaj zmezem zaprponuj mu terapie, ale watpie czy to cos pomoze. nie daj tylko sie dalej w to wciagac

3

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Mąż nie powinien Ci podkradać środków uspokajających, a zacząć się samemu leczyć. Chyba tak w ogóle to by Wam się terapia małżeńska przydała, bo w widoczny sposób nie radzicie sobie z komunikacją w związku, i oboje reagujecie histerią albo wybuchami agresji werbalnej, zamiast usiłować się wzajemnie wysłuchać i zrozumieć.

4

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

jesteś zaradna samodzielna poradzisz sobie bez niego o wiele lepiej tylko odwaz się pomyslec o sobie

5

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Zachowanie męża Autorki jest nie do przyjęcia, ale się nie dziwię, że sytuacja jest niesamowicie napięta, bo ona dokłada do tego własną histerię. Powiem tak, żeby tą sytuację zmienić, oboje powinni szukać pomocy terapeutycznej. Nawet jeżeli Autorka zdecyduje się na rozwód, powinna poważnie pomyśleć o wizycie u psychologa.

6

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Moja droga. Z tego, co piszesz mąż zachowuje się coraz gorzej, a co najważniejsze nie widzi w tym nic nie stosownego. Co więcej cała winę przenosi na Ciebie,a ty jesteś tym coraz bardziej załamana. Obawiam się, że jeśli nie podejmiesz odpowiednich kroków może dojść do przemocy fizycznej, a ty zanim się obejrzysz zaczniesz tłumaczyć wszystko tak jak on, czyli- to ze mną jest coś nie w porządku. Wydaje mi się, że jedynym wyjściem będzie rozstanie. Pomyśl sobie- pewnego dnia być może będziecie mieli dzieci- chcesz dla nich takiego ojca? Proces rozstania z takim człowiekiem na pewno będzie nie łatwy- nie wiadomo, jak on to przyjmie, ale na pewno nie ze spokojem i zrumienieniem. Czy masz kogoś, kto będzie mógł okazać Ci wsparcie w przypadku rozstania? Trzymam za Ciebie kciuki. Jesteś zaradną, mądrą kobietą i na pewno dasz sobie radę.

7

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Drogie dziewczyny, dziękuję za wszystkie wypowiedzi, nawet nie wiecie, jakie to dla mnie ważne.

Jutro zorientuję się, jakie mam możliwości pójścia do psychologa. Co do wpadania w histerię, laptopem i komórką rzuciłam jakieś 2 lata temu - nie wiedziałam jeszcze, że własny mąż może mnie doprowadzić do takiej szewskiej pasji. Teraz też to robi, ale staram się bardziej panować nad sobą (zwyczajnie szkoda mi tych rozwalonych sprzętów).

Myślę, że w razie rozstania, miałabym wsparcie u rodziców - są oni normalnymi ludźmi, niedawno świętowali 30. rocznicę ślubu, mama zawsze pokazywała mi i rodzeństwu, jakim są z ojcem dobrym małżeństwem. Lubią mojego męża ("na zewnątrz" sprawia on raczej dobre i grzeczne wrażenie). Podejrzewam, że gdybym im powiedziała, jaki cyrki mi on funduje, stanęliby po mojej stronie. Teściowie też są raczej normalni, chociaż są strasznymi materialistami. Odkąd pamiętam, nie było z nimi rozmowy, w której nie przewinąłby się temat pieniędzy.
Wydaje mi się, że stąd też frustracja i agresja mojego męża. Wszyscy dookoła biorą kredyty na mieszkanie, on jest dodatkowo nakręcany przez matkę, "jacy my jesteśmy biedni, nie mamy swojego mieszkania (żyjemy na wynajmie) a ona nie może nam pomóc".

Ostatnio zdałam sobie sprawę, w jakiej jestem komfortowej sytuacji, że nie mam z nim wielkiego kredytu (czyli opatrzność jednak nade mną czuwa) ani dziecka. Na co dzień jestem raczej dzielna (rodzice mi od zawsze powtarzali, że dam sobie radę), ale po kolejnej awanturze męża wyobraziłam sobie, co by było, gdybym była w ciąży. Mam wrażenie, że ciągnę go za rękę przez życie, ale są sytuacje, kiedy oczekuje się po prostu wsparcia od własnego faceta. On mnie wspiera bardzo rzadko.

Regularnie słyszę "k**** mać" jak nie udaje mu się czegoś zrobić, potrafi siedzieć nad czymś bezsensownym całą noc, żeby udowodnić, że on to potrafi. Parę razy nazwał się życiowym nieudacznikiem. Bywały takie okresy, że chodziłam do pracy, żeby tam odpocząć - nie patrzeć na niego, nie słuchać wiecznego czepiania się, mruczenia pod nosem (doprowadza mnie to do furii), jego samonakręcania się, wielogodzinnego czepiania się szczegółów i gadania, że do niczego się nie nadaje. O wielu rzeczach przestałam mu po prostu mówić, bo wiem, że znajdzie coś, czego przyczepi się jak rzep psiego ogona - będzie truł i wałkował temat dopóki mi nie puszczą ostatecznie nerwy, nie pierd***ę drzwiami, nie rozwalę czegoś albo nie naćpam się psychotropów, żeby się uspokoić. Mam wrażenie, że on nie ma granic i nie wie, kiedy przestać (albo zwyczajnie tego nie chce).

Co do psychotropów, zaczęłam je przed nim chować. Robił się wtedy potulny jak aniołek i mówił, że nie da bez nich rady, że one mu pomagają. Jednak z tego co widzę, on musi być cały czas na lekach. Według niego oczywiście, psychiatra nie jest mu potrzebny.

Dziewczyny, napiszcie mi, w którym momencie popełniłam błąd, tracę kontrolę nad własnym życiem...

8

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić
monia8547 napisał/a:

Skończyłam studia (on cały czas miał tę stresującą pracę).  Miałam problemy ze znalezieniem pracy. 3 miesiące w jednej firmie, 6 miesięcy w drugiej. 2 praktyki na studiach za bardzo nic nie dały. W międzyczasie (rok po mojej obronie) wzięliśmy ślub. Była to moja inicjatywa - miałam dość życia na kocią łapę (fakt faktem, że pochodzę z dość tradycyjnej rodziny, on - wręcz przeciwnie). On twierdził, że związek traktuje poważnie i tyle. Przed ślubem zgotował mi horror. Potrafił wałkować do upadłego temat, czy 5-osobowy zespół zmieści się na podeście w restauracji albo że zaproszenia nie są jeszcze wybrane. Z nerwów potrafiłam dostać potwornych ataków płaczu, które kończyły się wymiotowaniem. On twierdził, ze tylko on się przejmuje całą organizacją wesela (no i jego rodzina, a zwłaszcza mama - ta potrafiła się nakręcać jeszcze bardziej niż on). Twierdził, że ja i moja rodzina zostawiamy wszystko na ostatnią chwilę, chociaż tak nie było. Spytałam go wprost, czy chce ślubu - powiedział, że tak, ale że nie chce wesela (przerasta go). W mojej tradycyjnej rodzinie brak wesela by nie przeszedł, z resztą ja też sobie nie wyobrażałam samego ślubu bez wesela albo tylko z obiadem weselnym. Wesele mieliśmy na 70 osób, on strasznie bał się publicznie tańczyć (specjalnie dla niego poszliśmy na przedślubny kurs tańca) i że zespół zrobi konkurs, gdzie trzeba będzie coś przeczytać (jest dyslektykiem i boi się ośmieszenia). Ustaliliśmy z zespołem, że żadnych takich zabaw nie będzie. Po ślubie odczułam ulgę, że już po wszystkim.

.
hmm

Pytasz kiedy popelnilas blad? Moim zdaniem mniej wiecej wtedy.

9 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-03-16 21:53:18)

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Odpowiedź jest prosta. Jeżeli tak Ci życie z mężem nie odpowiada, rozwiedź się z nim.

Co mnie intryguje jednak w Twoich wypowiedziach to takie pozytywne porównywanie się z mężem- "on jest awanturnikiem, furiatem, nieudacznikiem, a ja to stoicko znoszę, bo jestem taka silna i wspaniała". Podkopuje to moją wiarę w to, że sytuacja faktycznie jest taka jak ją opisujesz. Trochę to tak wygląda jakbyś potrzebowała swojego męża do upewnienia się w swojej wartości, bo projektujesz na niego wszystko co jest negatywne także w Tobie samej.

10

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić
Beyondblackie napisał/a:

Odpowiedź jest prosta. Jeżeli tak Ci życie z mężem nie odpowiada, rozwiedź się z nim.

Co mnie intryguje jednak w Twoich wypowiedziach to takie pozytywne porównywanie się z mężem- on jest awanturnikiem, furiatem, nieudacznikiem, a ja to stoicko znoszę, bo jestem taka silna i wspaniała. Podkopuje to moją wiarę w to, że sytuacja faktycznie wygląda tak jak ją opisujesz. Trochę to tak wygląda jakbyś potrzebowała swojego męża do upewnienia się w swojej wartości, bo projektujesz na niego wszystko co jest negatywne także w Tobie samej.

Mogłabyś konkretniej napisać, co masz na myśli? Nie potrafię obiektywnie spojrzeć na sytuację, a krytyka osób postronnych by się przydała.

11 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-03-17 11:57:08)

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

No, takie odnoszę wrażenie.

Nie wątpię w to, że Twój mąż ma problemy, ani w to, że jego zachowanie jest poza wszelką krytyką (nie wyobrażam sobie, żeby mój partner na mnie podnosił głos, a tym bardziej obrzucał inwektywami). Bardziej mnie właśnie zastanawia, dlaczego, pomimo, iż nic- ani dzieci ani kredyty- was nie wiąże , Ty zamiast po prostu odejść, skupiasz się na tym jak męża ZMIENIC, przy tym zaznaczając, że jest on odpowiedzialny za Twoją nerwicę. Nie jest to właśnie tak, że wygodnie Ci z niego zrobić takiego kozła ofiarnego na swoje własne problemy, bo tak w porównaniu z nim, możesz się czuć lepiej? Ze właśnie dlatego, że on taki "nerwowy", możesz zawsze zwalić swoją stagnację, wybuchy, złe samopoczucie na niego?

Jeszcze coś innego mnie niepokoi w Twoim poście: piszesz, że mąż "wymusił" na Tobie spotkania, a potem mieszkanie razem. Przepraszam, jak to, pistolet Ci do głowy przystawił? Nie jest bardziej prawdą, że takie ujęcie sprawy zwalnia Cię z odpowiedzialności w tym związku?

I na koniec, do czego ty właściwie go potrzebujesz? Z boku to wygląda tak: zupełnie "wykastrowałaś" faceta i się dziwisz, że mu źle, nie liczysz się z jego zdaniem i dziwisz się, że on zaczyna wariować, zmuszasz go do decyzji (w sensie, że je ciągniesz bez żadnej konsultacji z nim, za jego plecami niejako) i dziwisz się, że on jest pełen złości.

12

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Tez sie zaczelam zastanawiac, co mnie przy nim trzyma. Powiem tak - zakochalam sie w zupelnie innym czlowieku (przede wszystkim w miare spokojnym i wyluzowanym). Kiedy urzadzal mi horror przed slubem, tlumaczylam sobie, ze to wszystko go przerasta i stad taka reakcja - zawsze byl przewrazliwiony. Do tej pory nie rozumiem jednak, skad u niego az takie nerwy i samonakrecanie sie przed slubem - jak juz pisalam, pare razy doprowadzil mnie do panicznych atakow placzu i histerii. Zdecydowalam sie na slub, poniewaz chcialam, zebysmy wspolnie przeszli przez zycie - wierzylam, ze razem przeniesiemy gory, a kiedy pojawia sie problemy, zawsze lepiej zniesc je razem. Nie sadze, zebym po slubie az tak go "wykastrowala" - miesiacami i latami sam sie o to prosil. Kazda sprawe formalna mu zalatwialam (nalegal, zebym np. poszla z nim zglosic stluczke do OC - wydawalo mi sie to troche smieszne, ale szlam z nim). Przez wiele miesiecy wysluchiwalam, jak to on nie cierpi swojej pracy. Kiedy kazalam szukac mu innej, nic nie mowil przerazony az do nastepnego narzekania. Kiedy zakladalam mu firme, przerazony patrzyl, co z tego wyniknie (w miedzyczasie oczywiscie sie awanturowal). Doskonale wiem, ze faceci sa przewrazliwieni na punkcie pieniedzy (a zwlaszcza on). Zzera go od srodka fakt, ze nie zarabia pieniedzy (a jak zarabia, to nic z tego nie ma - wszystko idzie na dlugi - mamy tez kredyt na auto i jego niesplacona karte kredytowa). Pomijam fakt, ze to ja musze stawac na glowie, aby wszystko oplacic (jak pisalam, firma ma teraz przestoj). Mnie tez obecna sytuacja wykancza masakrycznie, a dochodzi do tego, ze mam martwic sie o nasze finanse, regulowac wszystko w terminie i pocieszac go, ze jest dobry w tym co robi, ze kiedys sie odbijemy od dna, ze tez jak inni bedziemy miec swoje mieszkanie itd.
Nie chce go zmienic, chce tylko, zeby sie troche usamodzielnil - czy wymagam az tak duzo?

Najsmieszniejsze jest to, ze na zewnatrz (wsrod rodziny i znajomych) powoli kreuje sie na czlowieka sukcesu. Ma wlasna firme, pozyskana na nia dotacje i coraz wiecej zlecen od klientow. Oficjalnie sprawia zadowolonego z takiego stanu rzeczy, a wobec mnie jest coraz bardziej agresywny.

W sprawie "wymuszenia" pierwszej randki - to akurat byly smieszne smsy i niezwiazane z obecna sytuacja. Wymuszal na mnie pare razy na studiach zamieszkanie razem - nie przystawial pistoletu do glowy, ale stosowal zagrywki psychiczne, jakies mini-szantaze emocjonalne, ze nie traktuje go powaznie itd. Traktowalam go wtedy powaznie, ale nie na tyle, zeby z nim na tym etapie zamieszkac (dojrzalam do tego troche pozniej niz on). Zapalilo mi sie wtedy w glowie swiatlo ostrzegawcze, ale je zbagatelizowalam. Do tej pory nie wiem, czy slusznie czy nieslusznie.

Naprawde myslalam, ze razem damy rade ze wszystkimi przeciwnosciami losu. Niestety, powoli sie wypalam.

Za jedno Wam dziekuje - uswiadomilyscie mi, ze ze mna tez jest zle i ze rowniez musze sie leczyc.

Jesli ktoras chcialaby mi wylac na glowe kubel zimnej wody, zrobcie to, potrzebuje tego jak nigdy dotad.

13

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Napiszę w kilku słowach:
1) Nie on Cię doprowadzał do "panicznych ataków płaczu i histerii", ale sama w sposób nieadekwatny, szantażowy reagowałaś na sytuację. Dorosły człowiek to nie dziecko, które wszystko na innych wymusza poprzez ryk i tarzanie się po podłodze.
2) Jeżeli wiedziałaś PRZED ślubem, że jest osobą nakręcającą się, nerwową, to jak z tego logicznie mogłaś wywnioskować, że nagle zmieni się w Schwarzeneggera o stalowych nerwach?
3) Po części reakcje Twojego męża wydają mi się zupełnie zrozumiałe. On codziennie jest utwierdzany w tym, że jest nieudacznikiem, że wszystko robisz lepiej, znasz się na wszystkim lepiej, i naprawdę nie musisz tego mówić na głos, by taki komunikat do niego dotarł. Jesteś niezadowolona z tego, że nie jest osobą ambitną, zdecydowaną i na siłę starasz się go zmieniać, ale, że TAKA ZMIANA JEST NIEMOZLIWA, to jedyne co osiągasz, to jego poczucie odrzucenia, narastający gniew i frustracja z jego strony. Bo to tak jakbyś kaczkę chciała na zająca przerobić.

Przestań się bawić w matkę swojego męża, bo jest to męczące zarówno dla Ciebie (żeby nie dodać, kompletnie bezproduktywne) ale frustrujące dla niego. Masz wizję jaki powinien być Twój mąż, to znajdź mężczyznę, który takiemu obrazowi odpowiada.

14

Odp: Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Odkopuję temat, ponieważ nie wytrzymałam i poszłam do psychiatry. Stwierdził u mnie zaburzenia lękowo - depresyjne mieszane. Dostałam nowe leki, po których czuję się, jakby ktoś tchnął we mnie nowe życie. Już pierwszego dnia po wizycie poczułam się jak torpeda (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) i wzięłam się za rzeczy, których nie mogłam zrobić od miesięcy. Mam potrzebę działania i poczucie straconych lat, że do TEGO psychiatry trafiłam o parę lat za późno. Serce mi nie kołacze, nie trzęsę się, nie nakręcam się, a ludzie na chodniku i w sklepach nie wywołują we mnie agresji. Po lekach nie jestem przymulona i czuję się bardzo bezpiecznie, jak niemowlę ululane w kołysce.
Mąż patrzył na mnie z niedowierzaniem jak powiedziałam, że idę do psychiatry. W jego mniemaniu psychiatra to chyba diabeł, który chce otumanić lekami i zamknąć w wariatkowie. Z portalu zdrowotnego przeczytałam mężowi o objawach m.in. natrętnych myśli, które do niego pasują (za portalem zdrowotnym: "uporczywie doznawane przez chorego wątpliwości, czy aby jego wypowiedzi są dobrze rozumiane przez otoczenie, czy podjętą czynność doprowadził do końca, czy właściwie uchwycił sens wyjaśnień lekarza, czy nie zaniedbał swoich obowiązków, czy nikłe z pozoru objawy nie świadczą o rozwijającej się poważnej chorobie itp. Należą tu również długotrwałe poszukiwania zapomnianego nazwiska czy nazwy miejscowości lub liczenie w myśli do określonej liczby przed podjęciem jakiejś ważniejszej czynności: ?Wiem, że to nie ma sensu, ale już policzę i będę miał spokój ??") Pisałam w pierwszym poście, że potrafił wałkować różne tematy do upadłego, dopóki się nie popłaczę, nie pożremy albo nie wpadnę w histerię.
Stwierdziłam też, że moje problemy ze znalezieniem pracy to efekt postawy lękowej, a mąż swoim zachowaniem te lęki tylko pogłębiał.
Tak czy siak, czuję się teraz na tyle silna, że jego ataki mnie śmieszą albo nudzą. Powiedziałam mu, że jego zachowanie to ostra patologia i jak nie pójdzie do tego samego psychiatry (bardzo dobry lekarz), to go zostawię. Zareagował milczeniem. Tak samo milczał albo próbował zmienić temat / obrócić w żart, jak czytałam jemu z internetu o tych obsesjach i natręctwach. Dałam mu na razie czas, żeby to przetrawił.
Dziękuję Wam za zainteresowanie i radę, żeby zacząć jednak od siebie :-)

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Agresywny mąż - jestem coraz bardziej przerażona - co robić

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026