Śledziłam wątek z dużą ciekawością przez kilka dni, aż postanowiłam się zarejestrować żeby się tu wypowiedzieć.
Nie chcę oceniać autora wątku, wszak go nie znam, ale mam pewne obserwacje
. Po pierwsze - nie rozumiem jak możesz zakładać, że nie zaangażujesz się w taki układ emocjonalnie. Sam piszesz, że weźmiesz pod uwagę emocjonalne potrzeby partnerki (i też rozumiem, że ona powinna rozważać Twoje).
Po drugie piszesz, że 'nie boisz się że się zakochasz bo jesteś specyficzną osobą'. Co to znaczy? Trochę mi to zajeżdża socjopatią
, mam wrażenie, że jesteś osobą bardzo asekuracyjną i mało odważną, i do tego nieco leniwą. Nikt nie da Ci tutaj algorytmu co zrobić jeśli stanie się to albo tamto, życie toczy się w czasie rzeczywistym, w żaden sposób nie jesteś w stanie uniknąć trudnych socjalnie i emocjonalnie sytuacji. Żadne 'przed-wolno-związkowego' negocjacje Ci nie zagwarantują, że nie wydarzy się coś niespodziewanego. Jestem też niemal na 100% pewna, że zaangażowanie emocjonalne przyjdzie od Twojej strony, bo Ty właśnie bliskości i kontaktu z drugim człowiekiem szukasz, bo jak sam twierdzisz, nie seksu.
Ale ja nie o tym chciałam, przypuszczam że to co napiszę poniżej da Ci trochę do myślenia.
Otóż tkwię w dokładnie takim układzie jaki opisałeś w swoim pierwszym poście. Tkwię, bo nie do końca wiem co to jest i o co chodzi drugiej stronie. Poza tym jestem te w dość specyficznej sytuacji, ponieważ mieszkam na końcu świata i społeczność wśród której mogę szukać jakichkolwiek bliskich relacji jest względnie niewielka, a w dodatku nie do końca mnie pociąga to co się między moimi znajomymi dzieje, więc 'tkwię' w tym 'czymś' głównie dlatego, że nie mogę liczyć na nic lepszego.
Jestem właśnie w takim układzie, kiedy druga strona 'wymaga' wyłączności (mnie naprawdę nie obchodzi co on robi) i do tego robi mi na ten temat może nie wyrzuty, ale raczej aluzje. Twierdzi, że nie jesteśmy razem, ale jesteśmy takimi właśnie przyjaciółmi (co jest nieprawdą w moich oczach). Twierdzi, że nie zależy mu tylko na seksie, że właśnie lubi się ze mną spotykać, spędzamy fajnie czas, dużo rozmawiamy, TV, kolacje, kawki, wspólne gotowanie, imprezy.
Ja jestem sfrustrowana, bo czuję że moje potrzeby emocjonalne nie są spełniane (czuję się na ostatnim miejscu), kiedy ja go wspieram i właśnie troszczę się jak o przyjaciela (oboje mamy dość ciężkie życie, jesteśmy w dużej mierze samotni i daleko od domu). on się czuje się sfrustrowany że ja nie jestem zadowolona z tego układu i próbuje mi pokazać, że jestem dla niego istotna, ale moim zdaniem robi to w zły sposób. Powiedziałam mu też, że nie jesteśmy w związku i nie zamierzam mu się tłumaczyć z innych znajomości z facetami (mam dużo kolegów i spędzam z nimi czas, ale nie są to żadne intymne relacje na chwilę obecną), co dodatkowo frustruje nas oboje. Nie mam w stosunku do niego uczuc ani duzych oczekiwan, w zasadzie mam coraz mniejsze i wlasnie staram się ukrócić to 'emocjonalne' zaangażowanie, bo to nie prowadzi do niczego tylko do obustronnej frustracji.
Jaki z tego wniosek: jeśli chcesz przyjaźni z dodatkami, to musisz zaakceptować że to przyjaźń (chociaż moim zdaniem to raczej koleżeństwo) i ma swoje limity. Jeśli chcesz niezobowiązujących relacji nie mieszaj do tego emocji i nie łudź się co do przyjaźni. Jeśli chcesz spędzać miło czas i zaangażować się trochę emocjonalnie szukaj przelotnych znajomości z namiętnością. Jeśli chcesz i przyjaźni, i seksu, i aspektu emocjonalnego, a do tego wyłączności - to znaczy, że chcesz korzystać ze wszystkich przywilejów związku, żadne ' wolne układy' Ci tego nie dadzą.
A co ja zrobię z moim 'układem' - nie wiem, myślę że długo on już nie potrwa i skończy się wielką awanturą i wybuchem frustracji obu stron.