Widać mrbart że nie masz najmniejszego pojęcia o tym co to jest "zakochanie się" i poważnie mylisz to z miłością.
Tzw. zakochanie się to nie jest miłość - to jest odmienny, patologiczny stan psychoemocjonalny będącym skutkiem odmiennej wzmocnionej reakcji chemicznej w mózgu człowieka. Stąd potocznie nazywane jest "chemią". Jest to stan bardzo podobny do odurzenia się narkotycznego a dokładniej kokainą i ekstazy. Zakochany człowiek znajduje się wtedy na tzw. haju emocjonalnym, któremu towarzyszy nieustanne myślenie o swoim obiekcie uczuć jak i uczucie szczęścia kiedy go widzi. Jednocześnie czuje ogromny spadek nastroju podobny do tego podczas żałoby, w przypadku jeśli zostanie odrzucony. To tak w wielkim skrócie, nie ma sensu opisywać tego dokładniej bo to byłaby ogromna ściana tekstu.
Piszesz że
A po drugie - jak można zakochać się w osobie, o której nic nie wiemy i nic nas z nią nie łączy?
... i znowu mylisz zakochanie się z miłością. Całkiem możliwe że w miłości trzeba już tę osobę dobrze znać i żeby coś z nią łączyło. Ale niestety, zakochanie się(choć powinno to się nazywać obłąkaniem psychoemocjonalnym) działa zupełnie inaczej. A nawet paradoksalnie, im mniej znasz tą osobę, tym większe prawdopodobieństwo że się w niej zakochasz. Dzieje się pewnie tak dlatego, że mamy o wiele większe pole dla naszej skażonej chemią wyobraźni która kreuje tą osobę jako kogoś pozbawionego wad i mającej wiele dodatkowych zalet. A to, że nic z tą osobą nie łączy też nie ma to żadnego znaczenia - a nawet więcej: zakochany (pod)świadomie dąży do tego by coś z tą osobą zaczęło go łączyć.
Oczywiście nie ryzykowałbym ze stwierdzeniem że da się zakochać w tym samym dniu, w danej osobie którą dopiero co pierwszy raz widzimy na oczy, ale wystarczy ją pobieżnie poznać z widzenia, mieć z nią choćby umiarkowany/sporadyczny kontakt przez kilka tygodni/miesięcy i już nieszczęście gotowe!
IMO nie ma czegoś takiego jak niekontrolowane zaangażowanie - ludzie angażują się w jakieś miraże na własne życzenie.
A najgorsze jest to, że tego cholerstwa się NIE DA kontrolować. Można co najwyżej w początkowym etapie próbować podjąć środki ostrożności by nie dopuścić do zakochania się. Niestety, zakochania się nie da kontrolować. Gdyby się tak dało to nie byłoby na świecie tylu cierpiących nieszczęśliwie zakochanych, nie byłoby tylu rozwalonych związków, małżeństw, nie byłoby aż tylu rozbitych rodzin, nie byłoby tyle tematów, wątków na forach zakładanych przez osoby ze złamanym sercem. Zamiast tego, byłoby wiele długotrwałych, szczęśliwych związków, rodzin itp.
No jeśli propozycja zaproszenia na spotkanie we dwoje jest niszczeniem godności i poczucia własnej wartości to problem leży wyłącznie w osobie pytającego. Pompować ego? Ja nie widzę by ktoś w takiej sytuacji (odmowy) cokolwiek zyskiwał, a drugi cokolwiek tracił.
W razie odmowy/odrzucenia to ten zakochany który startował do danej np. dziewczyny, podświadomie otrzymuje przekaz: "Co ja zrobiłem?! Zbłaźniłem się niepotrzebnie przed nią, przecież ona ma chłopaka. I teraz ma mnie za frajera." A takie odrzucenie bardzo boli i obniża samoocenę.
Natomiast jednocześnie dziewczyna w takim przekazie dostaje jasno do zrozumienia że jest rozchwytywana, że szczególnie w niej faceci mogą się zakochiwać itp. A jednocześnie może śmiać się w duch z kolejnego "frajera" który do niej startował.
Nadal nie rozumiem co to za przykre i okropne konsekwencje, które mogłyby mnie spotkać ze strony osoby, której w ogóle nie znam? Gdybym znał to zakładam, że wiedziałbym o jej statusie związkowym.
Wiedząc o tej osobie od samego początku i o jej statusie związkowym, to łatwiej jest się przed nią bronić, w sensie zaangażowania się, (podświadomego) robienia sobie nadziei itp. O wiele łatwiej bądź w ogóle możliwe jest uchronić się przed zakochaniem się w osobie co do której wiemy że jest już zajęta i że nas po prostu nie chce.
Co innego jeśli mamy nadzieję że oto ona dla nas rzuci swojego długoletniego partnera z którym jest w szczęśliwym związku i nagle nas zechce - wówczas rzeczywiście możemy mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie.
Żal i pretensje to osoby, której nie znamy? Znowu to napiszę - co najwyżej do siebie i swoich nieprawdziwych wizualizacji, gonitwy myśli, kompulsywnego myślenia i kto wie czego jeszcze. No ale niektórzy lubią żyć w bezpiecznym świecie własnych marzeń (albo wręcz urojeń).
Znowu to napiszę - nie masz pojęcia na temat zakochania się i braku możliwości pełnej kontroli nad tym.
A żal i pretensje do takiej osoby to jak najbardziej można mieć, tak jak w każdej innej sytuacji gdy nas okłamuje.
Bo skoro świadomie/celowo ustawia sobie fałszywe statusy "Wolny" na FB to równie dobrze można w tej samej sprawie przecież słownie okłamać drugą osobę w żywe oczy.
A wiadomo że nie brakuje kobiet które uwielbiają być adorowane przez innych, nie licząc się z czyimiś uczuciami, jak i też nie brak facetów którzy mając partnerkę/żonę, lubią sobie poużywać na boku.