netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Pytanie do kochanek

175 odpowiedzi32 289 wyświetleńzałożony przez kociamama, 19.11.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pytanie do kochanek

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 176 ]

66

Odp: Pytanie do kochanek

No, no Iguano, prawie o krok od zgody!
W cytacie oczywiscie chodzilo o "dobrze poznac".
Nie chce potepiac w czambul kochanek i rozumie system wypierania i zagluszania wyrzutow sumienia, w sumie to one tez ponosza najczesciej porazke - "mojej kochance" moj maz zmarnowal pare lat zycia (walczyl jak lew o nierozwodzenie), kobita z tgo co wiem zaliczyla pare nieudanych zwiazkow, obecnie sama. On natomiast "kocha" juz nowy obiekt i dalej nie chce rozwodu- pewnie asekuracyjnie. Ciekawa jestem w jakim swietle zostalam przedstawiona, moze groze samobojstwem, moze ganiam go z siekiera, a moze chce wyzuc  z mnajatku. Mniejsza o to- chodzi o dawanie sie faszerowac ochlapami poswiecanego jej czasu,mglistymi obietnicami, ze moze kiedys, olewanie jej problemow . Jest tylko male ale - wiedziala w co wchodzi. Moze wierzyla w milosc dozgonna, moze naczytala sie za duzo romantycznych gniotow, a moze liczyla na tzw. urzadzenie sie.
Byc moze istnieja zgodne trojkaty, czworokaty - kwestia zapotrzebowania i smaku.
Mnie nie odpowiadal wspolny wibrator z jakas pania.
Moze takie forum wlasnie uswiadomi kobitkom co z czym sie je. Zaczem rzucisz sie w ogien namietnosci, wez pod uwage, ze facet w pozadaniu wszystko Ci powie, wszystko obieca, a jak  zapnie rozporeczek to juz niekoniecznie.
Przegladajac forum mozna sie zalamac- dziewczatka 18- 20 letnie pisza jestem kochanka - jaka kochanka!- kaprysem chwilowym i tyle. Status kochanki wymaga wiecej zabiegow i staran niz tylko mlode cialko, ale tez przynosi wiecej frustracji.
No coz, ale jak swiat, swiatem ....i nie mnie walczyc z wiatrakami.
Seks jest zrodlem chwil najmilszych, ale tez narzedziem do wtracenia w otchlanie...

67 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-22 19:18:14)

Odp: Pytanie do kochanek

wiecie ja byłam po jednej stronie( kochająca żona z dzieckiem czekająca na swojego męża z obiadem- zdradzona) i po tej drugiej ( kochanka)
uważam ze do tanga trzeba dwojaga i tak jak jedna z was napisala że pies nie weżmie jak suka nie da to dziala również w drugą stronę....
Nikomu nie właziłam na siłe do łóżka i nie namawiałam do zdrady nie kokietowalam i nie zalecałam się poprostu odrazu od pierwszego spotkania świetnie się dogadywliśmy czuliśmy to samo i wyszło tak że zaczeliśmy się spotykać poprostu byc razem...
nigdy nie bylo mi szkoda jego żony bo uważam że jeśli mężczyzna ma wszystko i jest szcześliwy to nie szuka niczego i chocby jakaś laska kręciła mu dupą przed oczami to jego to nie ruszy. Jedyne kogo było mi szkoda to dzieci chociaż też tylko przez chwile bo jeżeli dzieci wychowywane są w domu w ktorym nie ma uczucia między rodzicami nie mają takiego wzorca to nigdy się tego nie nauczą. jesteśmy razem oboje się rozwiedliśmy i oboje dbamy i kochamy swoje dzieci które zarówno u mamusi jak i u tatusia czują się bezpiecznie chciane i kochane.
reasumując nie wiem jak inne kochanki ale ja nigdy nie miałam wyrzutów sumienia mimo tego ze nie mialam łatwo szczególnie z nią... ale miałam i mam wspaniałego faceta cudowną rodzinę która mnie nie oceniała i niesamowitych przyjaciół którzy stali za mną murem i podtrzymywali na duchu kiedy było ciężko.
i wiecie co to nigdy nie jest tak że to facet taki zły bo mysli wulgaryzm a nie glową i idzie na bok w rozpadzie związku zawsze wina jes po obu stronach. ja ze swoim byłym mężem dogaduje się lepiej niż w trakcie małżeństwa ale do tego trzeba być inteligentnym i dojżałym człowiekiem a nie sierotą losu szukającą winy w innych.
kochanki to kobiety które poprostu w nie odpowiednim czasie ulokowały uczucia w tym konkretnym mężczyżnie i uważam że nie powinny mież z tego powodu jakieś wyrzuty bo nie przywiązały faceta siłą do kaloryfera i nie gwałciły to zawsze jest decyzja dwojga ludzi
a te biedne zdradzone żony coż może też powinny popatrzeć na siebie a nie tylko na tego wulgaryzm co je zostawił NIE MOZNA Z NIKIM BYC NA SILĘ I KOCHAĆ NA SIŁĘ BO DZIECI BO COŚTAM...
Także zdradzone dziewczyne nie dajcie się zwariować życjcie dalej nie wolno podporządkowywać życia człowiekowi który może nie był was wart skoro nie umiał docenić tego co dawałyście z siebie i poszedł do innej. A koleżanki kochanki zastanówcie się czy rzeczywiście warto i czy jesteście na to wszystko gotowe i czy on jest wart waszego zachodu....

68

Odp: Pytanie do kochanek
betina2 napisał/a:

No, no Iguano, prawie o krok od zgody!

Mi tam do pokojowego nastawienia wystarczy, kiedy ktoś jest w stanie przyjąć do wiadomości odmienny punkt widzenia, niekoniecznie natomiast musi się z nim od razu zgadzać smile

Nie chce potepiac w czambul kochanek i rozumie system wypierania i zagluszania wyrzutow sumienia, w sumie to one tez ponosza najczesciej porazke - "mojej kochance" moj maz zmarnowal pare lat zycia (walczyl jak lew o nierozwodzenie), kobita z tgo co wiem zaliczyla pare nieudanych zwiazkow, obecnie sama. On natomiast "kocha" juz nowy obiekt i dalej nie chce rozwodu- pewnie asekuracyjnie. Ciekawa jestem w jakim swietle zostalam przedstawiona, moze groze samobojstwem, moze ganiam go z siekiera, a moze chce wyzuc  z mnajatku.

Nie wiem, czy to kogokolwiek pocieszy, ale usłyszałam kiedyś od żonatego mężczyzny, szukającego kochanki, takie słowa "moja żona jest piękną i mądrą kobietą, ale..." i tutaj nastąpił opis pewnych preferencyjnych rozbieżności w sprawach łóżkowych. Więc może też nie od razu każdy facet robi ze swojej żony Potworzycę. Chociaż pewnie zwalić winę na nieobecną w trakcie dyskusji żonę jest najłatwiej.

Mniejsza o to- chodzi o dawanie sie faszerowac ochlapami poswiecanego jej czasu,mglistymi obietnicami, ze moze kiedys, olewanie jej problemow . Jest tylko male ale - wiedziala w co wchodzi. Moze wierzyla w milosc dozgonna, moze naczytala sie za duzo romantycznych gniotow, a moze liczyla na tzw. urzadzenie sie.

Może... tego pewnie się nie dowiemy.

Byc moze istnieja zgodne trojkaty, czworokaty - kwestia zapotrzebowania i smaku.

Istnieją.

Mnie nie odpowiadal wspolny wibrator z jakas pania.

Wibratorem też się nie dzielę wink

Moze takie forum wlasnie uswiadomi kobitkom co z czym sie je. Zaczem rzucisz sie w ogien namietnosci, wez pod uwage, ze facet w pozadaniu wszystko Ci powie, wszystko obieca, a jak  zapnie rozporeczek to juz niekoniecznie.

Myślę, że stanie na straży czyjejś moralności przynosi odwrotny skutek do zamierzonego, bo większość ludzi i tak woli się przekonać na własnej skórze, że woda jest mokra a ogień parzy.

Przegladajac forum mozna sie zalamac- dziewczatka 18- 20 letnie pisza jestem kochanka - jaka kochanka!- kaprysem chwilowym i tyle. Status kochanki wymaga wiecej zabiegow i staran niz tylko mlode cialko, ale tez przynosi wiecej frustracji.

Jeśli o mnie chodzi, to taka laska może się nawet okrzyknąć Królową Polski, jak ma ochotę. Jej życie, jej błędy i ona za nie odpowie. Każdy ma też prawo do tych błędów i do wiary we własne ideały. A to, że takie dyskusje jak ta, mają miejsce, jest dobre o tyle, że ktoś z brakiem życiowego doświadczenia, może zweryfikować swoje poglądy - ale też nie musi.

Moderowałam swego czasu forum poświęcone praktykom wysokiego ryzyka, z zakresu erotyki. Pojawiały się tam dziewczyny, które ledwo skończyły "naście" lat i były gotowe na wszystko. Nie jestem może o wiele od nich starsza, ale z pewnością mam większą wiedzę i doświadczenie, które nauczyło mnie, że w tych tematach nie ma żartów. Niemalże każdorazowo takie praktyki stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia, i że trzeba być tego świadomym. Nie wytłumaczysz... Myślę, że podobnie jest z takimi niedoświadczonymi (niezależnie od wieku) kochankami. Albo z nastolatkami kosztującymi narkotyków - wydaje im się, że to tylko zabawa... że konsekwencje o ile w ogóle istnieją, to przydarzają się innym.

Tylko moim zdaniem, atakowanie takich postaw przynosi odwrotny skutek do zamierzonego. Powiedzenie komuś "jesteś głupi, zły i niedobry" nie przyniesie żadnego efektu - ponieważ nikt tak o sobie nie uważa. Sztuką moim zdaniem dyskutowanie z takimi ludźmi w racjonalny sposób, rozumiejąc ich popędy i brak pewnego życiowego bagażu.

Seks jest zrodlem chwil najmilszych, ale tez narzedziem do wtracenia w otchlanie...

Zgadza się.

69 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-11-22 19:02:25)

Odp: Pytanie do kochanek

Moim zdaniem wszystko sie rozbija o "to cos prawdziwego', co powinno ludzi laczyc ,a co zostalo zepchniete na dalszy plan naszych czasow...........
Czesto faceci zenia sie z kobietami pieknymi ,ktore ich jedynie kreca fizycznie ,a wiadomo ze to ma krotkie nogi .
Sa zwiazki gdzie niema zdrad ,ani romansow i wlasnie Ci ludzie sie poprostu znalezli ,szukaja CI ktorzy nie czuja w sobie ze znalezli swoja druga polowe. ,Ci zawsze beda gdzies szukac .Bo nie wystarczy ,ani dobry sex,ani dobry wyglad czy madrosc ,ludzi musi polaczyc ta iskra ,ktora przeradza sie w prawdziwe uczucie.
Czesto zdrady sa tam gdzie ludzie biora slub w bardzo mlodym wieku nierozwijaja sie juz razem ,nie ida w ta sama strone ,tylko kuleja .ale to wyzsza szkola jazdy ,i ciezko przyjac to do wiadomosci.
Moje zdanie jest takie ze szuka sie dopuki niepokocha sie duszy i ciala (bo uroda przemija a zycie dalej trwa............dlatego trzeba kochac dusze.
Pomijam oczywiscie rozne uzaleznienia od porno ,czy sexu ,napisalam o normalnych ludziach ,ktorzy niby sa szczesliwi ,a za czyms tesknia...............

70

Odp: Pytanie do kochanek

Hmmm,moim zdaniem romans to adrenalina...-niesie jak na skrzydłach.To wypachniony i ogolony facet,to kobieta zrobiona na bóstwo,to kradzione chwile,urozmaicenie życia...

Tylko,że jak żona oddaje niewiernego kochance,to ta kochanka targa siaty z zakupami,prasuje koszule,pierze,sprząta.Nie zawsze wygląda jak bóstwo.Nagle okazuje się,że także miewa złe humory,PMS.boli ja głowa i najnormalniej w toalecie robi to,co żona,nogi goli,nakłada maseczki...
Facet jest już facetem,który zostawia skarpetki obok kosza na brudy,czasem jest tak zmęczony ,że pada po powrocie z pracy..
Samo życie.

A tu jeszcze są zobowiązania z poprzedniego życia-dzieci chcą widzieć ojca,była zona również ma swoje życie,przychylnym okiem spogląda na wekendy dzieciaków u ojca,są alimenty,wakacje,przedtawienia szkolne...No i urodziny dzieciaków,wspólne urodzinowe obiady z byłą żoną w restauracji...
A jeszcze jak była żona nie odbiera w żaden sposób mozliwości bycia ojcem,dzwoni,że dzieciaki zachorowały,informuje o problemach w szkole,częśc obowiązków rodzicielskich oddaje dobrowolnie ojcu-----to taka kochanka nadal jest tylko dodatkiem.Dodatkiem do byłego życia...

Jakoś mi nie jest żal takich kobiet,rozbijając czyjąś rodzinę powinny się liczyć z takimi konsekwencjami.Nie mam żadnego interesu,żeby jakiejkolwiek kochance współczuć....


Dzięki Dziewczyny za wyrazy zrozumienia,to miłe,jednak juz tak sobie poukładałam swoje prywatne życie,że niewierny nie wywołuje we mnie emocji.

Moja osobista kochanka nauczyła mnie,że nie wolno sie poddawać,za każdy cios oddaje się cios,że to ja i dzieci jestemy najważniejsi,że nic mnie juz nie przygnie do ziemi...

No i w końcu,dzieki niej ,poznałam kogos,na kogo moge liczyć,kogoś ,kto daje mi poczucie bezpieczeństwa,kogoś,kogo moje dzieciaki chcą widywać....

A tak na marginesie;
Chyba kobiety,które rozbijają czyjąś Rodzinę są bardzo niedowartościowane...Wolą być plastrem na kłamliwe problemy jakiegos lowelasa,niż żyć u  boku kogoś,kto ma mocny kręgosłup moralny...

Bo czym różni się kochanka od niewiernego????

Niczym,oboje nie żałują,oboje maja prawo do szczęscia...

71

Odp: Pytanie do kochanek

Iguano - tym razem na 100% zgoda, z malutkim tylko wtretem o obiektywizmie w dyskusji.
Pamietam, kiedys ogladalam sztuke w TV z K.Janda pt "Zazdrosc na trzy faxy" Esther Vilar i zalewalam sie lzami, bo bylo to prawie o mnie. Cierpialam na rowni z bohaterka przy kazdej kwestii i maz tak mocno podobny..
Nie tak dawno byla powtorka i odbior zupelnie inny - docenilam ironie i specyficzny humor zaistnialych sytuacji, zrozumialam tez przeslanie koncowej sceny o karmieniu sie  zarliwa zazdroscia celem ozywienia wiednacego zwiazku.
Nie jestem wielbicielka podniety zazdroscia, ale zaskoczyl mnie zupelnie inny odbior tej sztuki.
Nawiazuje do emocji, ktore niestety nie zawsze pozwalaja na obiektywizm w danej sytuacji. Trudno w watku -Rozstanie, zdrada,rozwod . doszukiwac sie "ludzkich  cech" w kochankach, gdzie gros forumowiczek, to kobiety zdradzone, porzucone,czesto gesto poharatane z duzym problemem bytowo-finansowym i z dziecmi zostawionymi w wianie - bo przeciez nie bede okrutny i dzieci ci nie zabiore.

Przy pierwszej "mojej kochance" meza, chcialam wiedziec o niej  wszystko, prawie jakie majtki nosi i ktory numer butow, w 50% ja oskarzalam za rozpad mojego malzenstwa, gotowam byla upiec ja na roznie i rzucic psom na pozarcie- moze nie psom,, bo uwielbiam, raczej hienom.
Z druga panienka  juz spokojnie - 100% odpowiedzialnosci mezus,zero informacji, nawet troche wspolczucia dla niej, bo wiem jaka bedzie koncowka, a ja bede miala klopot gdzie go upchnac, bo on taki bardziej stary synio mamuni, a mamunia juz mocno niedomaga.
O ile dojdzie do trzeciej - to pewnie polece jej lzy ocierac.......a czwarta to chyba juz adoptuje - zart oczyiscie.
Pozdrawiam B.

72

Odp: Pytanie do kochanek
betina2 napisał/a:

Iguano - tym razem na 100% zgoda, z malutkim tylko wtretem o obiektywizmie w dyskusji.
Pamietam, kiedys ogladalam sztuke w TV z K.Janda pt "Zazdrosc na trzy faxy" Esther Vilar i zalewalam sie lzami, bo bylo to prawie o mnie. Cierpialam na rowni z bohaterka przy kazdej kwestii i maz tak mocno podobny..
Nie tak dawno byla powtorka i odbior zupelnie inny - docenilam ironie i specyficzny humor zaistnialych sytuacji, zrozumialam tez przeslanie koncowej sceny o karmieniu sie  zarliwa zazdroscia celem ozywienia wiednacego zwiazku.
Nie jestem wielbicielka podniety zazdroscia, ale zaskoczyl mnie zupelnie inny odbior tej sztuki.
Nawiazuje do emocji, ktore niestety nie zawsze pozwalaja na obiektywizm w danej sytuacji. Trudno w watku -Rozstanie, zdrada,rozwod . doszukiwac sie "ludzkich  cech" w kochankach, gdzie gros forumowiczek, to kobiety zdradzone, porzucone,czesto gesto poharatane z duzym problemem bytowo-finansowym i z dziecmi zostawionymi w wianie - bo przeciez nie bede okrutny i dzieci ci nie zabiore.

Przy pierwszej "mojej kochance" meza, chcialam wiedziec o niej  wszystko, prawie jakie majtki nosi i ktory numer butow, w 50% ja oskarzalam za rozpad mojego malzenstwa, gotowam byla upiec ja na roznie i rzucic psom na pozarcie- moze nie psom,, bo uwielbiam, raczej hienom.
Z druga panienka  juz spokojnie - 100% odpowiedzialnosci mezus,zero informacji, nawet troche wspolczucia dla niej, bo wiem jaka bedzie koncowka, a ja bede miala klopot gdzie go upchnac, bo on taki bardziej stary synio mamuni, a mamunia juz mocno niedomaga.
O ile dojdzie do trzeciej - to pewnie polece jej lzy ocierac.......a czwarta to chyba juz adoptuje - zart oczyiscie.
Pozdrawiam B.

A sa w wieku adopcyjnym?

73

Odp: Pytanie do kochanek
Swanen napisał/a:
betina2 napisał/a:

Iguano - tym razem na 100% zgoda, z malutkim tylko wtretem o obiektywizmie w dyskusji.
Pamietam, kiedys ogladalam sztuke w TV z K.Janda pt "Zazdrosc na trzy faxy" Esther Vilar i zalewalam sie lzami, bo bylo to prawie o mnie. Cierpialam na rowni z bohaterka przy kazdej kwestii i maz tak mocno podobny..
Nie tak dawno byla powtorka i odbior zupelnie inny - docenilam ironie i specyficzny humor zaistnialych sytuacji, zrozumialam tez przeslanie koncowej sceny o karmieniu sie  zarliwa zazdroscia celem ozywienia wiednacego zwiazku.
Nie jestem wielbicielka podniety zazdroscia, ale zaskoczyl mnie zupelnie inny odbior tej sztuki.
Nawiazuje do emocji, ktore niestety nie zawsze pozwalaja na obiektywizm w danej sytuacji. Trudno w watku -Rozstanie, zdrada,rozwod . doszukiwac sie "ludzkich  cech" w kochankach, gdzie gros forumowiczek, to kobiety zdradzone, porzucone,czesto gesto poharatane z duzym problemem bytowo-finansowym i z dziecmi zostawionymi w wianie - bo przeciez nie bede okrutny i dzieci ci nie zabiore.

Przy pierwszej "mojej kochance" meza, chcialam wiedziec o niej  wszystko, prawie jakie majtki nosi i ktory numer butow, w 50% ja oskarzalam za rozpad mojego malzenstwa, gotowam byla upiec ja na roznie i rzucic psom na pozarcie- moze nie psom,, bo uwielbiam, raczej hienom.
Z druga panienka  juz spokojnie - 100% odpowiedzialnosci mezus,zero informacji, nawet troche wspolczucia dla niej, bo wiem jaka bedzie koncowka, a ja bede miala klopot gdzie go upchnac, bo on taki bardziej stary synio mamuni, a mamunia juz mocno niedomaga.
O ile dojdzie do trzeciej - to pewnie polece jej lzy ocierac.......a czwarta to chyba juz adoptuje - zart oczyiscie.
Pozdrawiam B.

A sa w wieku adopcyjnym?

No wiesz - jak juz bedzie ta czwarta , to juz tylko adopcja..

74

Odp: Pytanie do kochanek

Ha,ha,ha---ja (oczywiście jak się dowiedziałam)doliczyłam sie siedmiu Dam,oczy otworzyła mi szczęsliwa siódemka,tak ja nazwałam.Jak zwykle to w zyciu bywa w niczym sie nie połapałam,albo byłam głupia(tu mam watpliwości:)),albo niewierny przebiegły:).Dzis to juz nieważne,było-minęło.Powrót do zycia zajął mi duuuuuuuuuuużo czasu,ale żyję,można życ po zdradzie i byc szczęśliwą.


Ale o adopcji nie pomyśłam.....
A może trzeba było zdecydować się na życie w komunie?Grafik do sypialni,podzielic sie czynnościami domowymi....
Kurcze,może byłam głupia?:)

Hmm,jednak nie,nie lubie się dzielić,póki co mam ten komfort,że nie musze się zastanawiać,czy mój facet zakotwiczył w łóżku jakiejs Damy....

Dziewczyny,
Kochanki były,są i będą.Nasze rogi prędzej czy pózniej odpadają i daję słow,jest na tym świecie wielu facetów ,którzy doceniają KOBIETY takie jak My.Nie wszyscy faceci to świnie,nie wszystkie kobiety to Damy(takie miłe określenie dla kochanek)--są ludzie ,którzy w życiu kierują się uczciwością,honorem,miłośćią...I to własnie Ci ludzie nadają sens naszemu życiu...

75

Odp: Pytanie do kochanek
busiu napisał/a:
Sundari napisał/a:

Mężczyźni tu też są winni, ale jak wiadomo "jak suka nie da - pies nie weźmie". Tym bardziej, że kochanki przecież wiedzą, że biorą udział w zdradzie.

ogień napisał/a:

tak.. a jest całkiem odwrotnie.. wspaniała i dobra w łóżku zamieńmy na Łatwa a inteligentna na Pusta w środku.
nie rozumiem jak można tknąć żonatego, trzeba siebie i innych zupełnie nie szanować. być zerem.

nie byłam i nie jestem kochanką, ale nie mogłam się powstrzymać od komentarza.

Rozwalacie mnie po prostu kobiety! To może pójdziemy w drugą stronę- wszystkie zdradzone żony to zaniedbane, spasłe ogrzycce, w dodatku wredne i zrzędzące. W końcu tak wyrażają się o swoich żonach sami zdradzający mężowie. Prawda to czy nie?

Nigdy nie zrozumiem tego "zwalniania z winy" mężczyzn. To on składa przysięgę, to on ją łamie, i w sumie przestaje być ważne z kim. Jak nie znajdzie kochanki, to zawsze są prostytutki, tylko musi być motywacja. Może Wasi chłopcy są typkami, których trzeba trzymać krótko, bo na widok pary cycków zupełnie tracą rozum, ale większość taka nie jest. Większość facetów zdaje sobie sprawę z tego co robi, jakie są konsekwencje (a raczej ich brak w wielu przypadkach). I jeśli facet zdradza, to nie dlatego, że kochanka użyła jakiejś czarnej magii i biednego misia omamiła, tylko dlatego, że on sam tego chciał.

Po stokroć wolę faceta, który ma okazje do zdrady, ale tego nie robi, niż patałacha który nie zdradza tylko z braku zdrady.

jeżłi  facet traci głowe  dla  pary  cycków jak to okresliłas  to  być moze jestes dla niego  TYLKO  para cycków    Może łatwo Ci pisac mając  tyle  lat   ale przyjdzie czas  gdy ty  bedziesz  zrzędzącą  ogrzycą  i bedzie  ci  pekac "nerw główny "  gdy twój  mąż bedzie się oglądac za  młodzsą wersją  pary cycek
  W takich  sytuacjach nie ma  winy po jednej stronie w relacji  ba  a  nawet  po   trzech stronach Bo nikt nie zdradzi gdy  w związku bedzie miał to czego potrzebuje Inna  sprawa ze tym sięróżnimy od zwierząt  ze potrafimy  zapanowacn na  swoimi naturalnymi popedami

76

Odp: Pytanie do kochanek
betina2 napisał/a:

zalewalam sie lzami, bo bylo to prawie o mnie. Cierpialam na rowni z bohaterka przy kazdej kwestii i maz tak mocno podobny..
Nie tak dawno byla powtorka i odbior zupelnie inny - docenilam ironie i specyficzny humor zaistnialych sytuacji, zrozumialam tez przeslanie koncowej sceny o karmieniu sie  zarliwa zazdroscia celem ozywienia wiednacego zwiazku.
Nie jestem wielbicielka podniety zazdroscia, ale zaskoczyl mnie zupelnie inny odbior tej sztuki.

Właśnie! Emocje dodajemy od siebie! Nie oni są winni. Oni tylko potrącają strunę, która jest w nas napięta. Jeśli my ją rozluźnimy to oni nic nam zrobić nie mogą.

Nie pochwalam tu lekceważenia czyichś uczuć. Pochwalam tu decyzję  pracy nad sobą. Okazywania sobie miłości. W końcu dialog z innymi prowadzić musimy gdy jesteśmy blisko nich. Gdy pójdą mamy siebie i swój dialog wewnętrzny. Możemy być dla siebie dobrzy/dobre lub nie. To znacznie ważniejsze niż ich zachowanie.

77

Odp: Pytanie do kochanek
MIKA123 napisał/a:

Ha,ha,ha---ja (oczywiście jak się dowiedziałam)doliczyłam sie siedmiu Dam,oczy otworzyła mi szczęsliwa siódemka,tak ja nazwałam.Jak zwykle to w zyciu bywa w niczym sie nie połapałam,albo byłam głupia(tu mam watpliwości:)),albo niewierny przebiegły:).Dzis to juz nieważne,było-minęło.Powrót do zycia zajął mi duuuuuuuuuuużo czasu,ale żyję,można życ po zdradzie i byc szczęśliwą.


Ale o adopcji nie pomyśłam.....
A może trzeba było zdecydować się na życie w komunie?Grafik do sypialni,podzielic sie czynnościami domowymi....
Kurcze,może byłam głupia?:)

Hmm,jednak nie,nie lubie się dzielić,póki co mam ten komfort,że nie musze się zastanawiać,czy mój facet zakotwiczył w łóżku jakiejs Damy....

Dziewczyny,
Kochanki były,są i będą.Nasze rogi prędzej czy pózniej odpadają i daję słow,jest na tym świecie wielu facetów ,którzy doceniają KOBIETY takie jak My.Nie wszyscy faceci to świnie,nie wszystkie kobiety to Damy(takie miłe określenie dla kochanek)--są ludzie ,którzy w życiu kierują się uczciwością,honorem,miłośćią...I to własnie Ci ludzie nadają sens naszemu życiu...

Co do grafiku w sprawie czynnosci domowych jak najbardziej (chalupa i ogrod duzy) natomiast lozeczko niekoniecznie - wspolny wibrator? a fe..
Ja milam srednia przyjemosc poznac dwie, ale one raczej takie dalekobiezne, tych krotkobieznych , to zaiste nie wiem ile bylo,

78

Odp: Pytanie do kochanek
betina2 napisał/a:
MIKA123 napisał/a:

Ha,ha,ha---ja (oczywiście jak się dowiedziałam)doliczyłam sie siedmiu Dam,oczy otworzyła mi szczęsliwa siódemka,tak ja nazwałam.Jak zwykle to w zyciu bywa w niczym sie nie połapałam,albo byłam głupia(tu mam watpliwości:)),albo niewierny przebiegły:).Dzis to juz nieważne,było-minęło.Powrót do zycia zajął mi duuuuuuuuuuużo czasu,ale żyję,można życ po zdradzie i byc szczęśliwą.


Ale o adopcji nie pomyśłam.....
A może trzeba było zdecydować się na życie w komunie?Grafik do sypialni,podzielic sie czynnościami domowymi....
Kurcze,może byłam głupia?:)

Hmm,jednak nie,nie lubie się dzielić,póki co mam ten komfort,że nie musze się zastanawiać,czy mój facet zakotwiczył w łóżku jakiejs Damy....

Dziewczyny,
Kochanki były,są i będą.Nasze rogi prędzej czy pózniej odpadają i daję słow,jest na tym świecie wielu facetów ,którzy doceniają KOBIETY takie jak My.Nie wszyscy faceci to świnie,nie wszystkie kobiety to Damy(takie miłe określenie dla kochanek)--są ludzie ,którzy w życiu kierują się uczciwością,honorem,miłośćią...I to własnie Ci ludzie nadają sens naszemu życiu...

Co do grafiku w sprawie czynnosci domowych jak najbardziej (chalupa i ogrod duzy) natomiast lozeczko niekoniecznie - wspolny wibrator? a fe..
Ja milam srednia przyjemosc poznac dwie, ale one raczej takie dalekobiezne, tych krotkobieznych , to zaiste nie wiem ile bylo,

To ten twoj to niezly zawodnik. Moze by jaka nagrode wygral i bylaby jakas wymierna korzysc z tego.

79

Odp: Pytanie do kochanek

Dziewczyny,ten niezły zawodnik na szczęście nie jest juz mój.O moim małżeństwie mówię,że nie było złe,było duzo dobrych chwil,a jak byly złe,to ja o nich nie miałam pojęcia.Facet ma swoje życie,ja mu w nim  nie przeszkadzam,nie mam w tym celu,żadnego.Oczywiście bardzo pilnuje swojego życia,na które dziś nie mogę narzekać.


Bardzo pilnuję kontaktów synka z ojcem,bo synek tego potrzebuje,bez skrupułów informuję niewiernego o sukcesach,porażkach,dylematach,chorobach,turniejach sportowych,przedstawieniach szkolnych.Młody tego potrzebuje.
Ojcostwo jest przywilejem,obowiązek to mamy alimentacyjny.

Naprawdę nie interesują mnie odczucia Damy,kiedy ja dzwonie w sprawie syna-wiedziała o jego istnieniu.I na serio nie miałabym nic przeciwko gdyby syn spędzał z nimi np.wakacje,ale syn nie chce.Więc spędza je z ojcem.

Szczęśliwa siódemka trafiła na wyjątkowo podłą byłą żonę,bo nie dośc,że nie zrezygnowała z kasy(sorry,dzieci nie będą cierpieć,tylko dlatego,że ojciec sobie nowe życie układa),to jeszcze nie zabrania kontaktów,wręcz przeciwnie.Dokąd tylko syn będzie chciał spotykać się z ojcem ja zrobię wszystko,żeby miła takie mozliwości.

I wiecie co?KIedy ta szczęśliwa siódemka wścieka się,że niewierny nie spędza z nią czasu,ja sobie idę do teatru,kosmetyczki,robię wszystko to,czego  nie mogę,będąc mamą.



I niech tak zostanie.Zrobiłam wszystko,żeby decyzja niewiernego nie odbiła się na dzieciach i nie widzę powodu,żeby ograniczać mu jakiekolwiek wiadomości o synku.


A Kochanka????
Wiek ten,że dziecka raczej juz niewiernemu nie urodzi....Ale to jej problem.

Idę z synkiem robić pierniczki na święta.To o wiele lepsze zajęcie niż tłumaczenie jakiejś Damie,że postepuje nielojalnie,że krzywdzi kogoś itd.

Dlaczego????
BO DO NIEJ I TAK JUZ NIE DOTRZE.

80

Odp: Pytanie do kochanek

Mika  bardzo dobre podejście reprezentujesz.. big_smile  podoba mi sie..

81

Odp: Pytanie do kochanek
Malwina69 napisał/a:

Mika  bardzo dobre podejście reprezentujesz.. big_smile  podoba mi sie..

Mi tez sie podoba Miki podejscie:-) uwielbiam czytac watek macoch na psychologii jakie to one zaniedbane przez partnerow na rzecz dzieci...i pojac nie moga, ze dzieci widac sa najwazniejsze na swiecie:-) a my matki niedobre bo na cale weekendy dzieci tatusiowi podrzucamy i urlopik tatus tez z dzieckiem chce spedzic...rodzice sie czasem rozstaja ale to nie oznacza przeciez ze ojciec nie moze wciaz byc ojcem tak na 100%...moj gdy nie mieszkal z nami spedzal u nas kazde popoludnie i weekend bo SAM TAK CHCIAL i sie o to prosil...

Mika pozdrawiam! Tak trzymaj szczesliwa kobieto:-)

82

Odp: Pytanie do kochanek

Witam,

dziś pierwszy raz trafiłam na forum i przeczytałam ten akurat temat bo dotyczy mnie w 100%. Piszę bo zwyczajnie muszę się wygadać. Podejrzewam że posypie się na mnie grad krytyki, i to zasłużonej. Nie chce się tu tłumaczyć, wybielać, usprawiedliwiać. Chcę się podzielić swoja historią i odpowiedzieć na pytanie postawione w pierwszym poście. Od tego zacznę.
Jestem kochanką. Jestem kochanką od prawie 3 lat i mam ogromne wyrzuty sumienia. Mam wyrzuty sumienia bo w którymś momencie dotarło do mnie że kocham tego mężczyznę, że chcę z nim być, na stałe, na zawsze. A tym samym chcę żeby odszedł od żony. Chcę żeby zrobił rzecz ktora ją zrani, chce rozbicia rodziny. To podłe i nikczemne. Nigdy nie przypuszczałam że nastąpi coś takiego. Chcę żeby ktoś przezemnie cierpiał. Czuje się z tym fatalnie.
Powiecie - zakończ to. Miej szacunek do siebie. Probowałam. Nie potrafie. Wiem że jestem tą drugą i że najprawdopodobniej nigdy nie będę tą pierwszą, tą najważniejszą, tą jedyna... A mimo wszystko każda proba przerwania tego konczyła się fiaskiem. Konczyła się powrotem, pogodzeniem i chwilą szczęscia, że znów jestem przy nim.
O tym nie jest łatwo pisać będą kochanką. Nawet nie proboje sobie wyobrazic co czuje zdradzona żona. Najgorsza jest świadomość że samemu jest się sobie winnym. Że taką władzę maja nad człowiekiem uczucia. Bo to o uczucia chodzi, nie o rządze. Pomału staję się emocjonalnym wrakiem. To wyniszcza. Na własne zyczenie. Po cichu licze chyba na wasze wsparcie, żebym w koncu mogła postąpić tak jak rozum podpowiada. Od kiedy to trwa z nikim o tym nie rozmawiałam, bo naprawde nie mam z kim. O swoich uczuciach, lękach, niepewności, i tym wszystkim co w takiej sytuacji dzieje się w głowie rozmawiam tylko z nim. Rzadko. Bardzo rzadko.
Mężczyzne tego poznałam w pracy. Nie była to sytuacja zauroczenia od pierwszego wejrzenia. Zanim do czegokolwiek doszło mineły prawie dwa lata. W tym czasie pracując razem dość dobrze się poznaliśmy. Ja oczywiście wiedziałam, że jest żonaty. Wiedziałam że ma dziecko, córeczke. Z czasem, gdy poznalismy się lepiej, gdy bardzo go polubiłam, zaufałam jak wspołpracownikowi i już pomału zaczynałam ufać generalnie zauwazyłam że jest również fizycznie atrakcyjny dla mnie. Nie było to coś co czułam od początku, to przyszło z czasem. I przyznaje, że pierwszy krok uczyniłam ja. Może zachęcona w jakiś sposob przez niego, ale jednak to była moja inicjatywa. Kiedyś po prostu pocałowałam go. To było przy okazji jakiegoś grilla. Każdy coś wypił. Panowie znacznie wiecej. Ja byłam lekko podchmielona ale dodatło mi to odwagi, albo przytępiło hamulce... I pocałowałam go. Jeden krotki pocałunek. Następnego dnia było strasznie wstyd z tego powodu. Miałam nadzieje że on nie pamiętał tego incydentu bo był dość mocno pijany. Zycie toczyło sie jak gdyby nigdy nic. Zwyczajnie. Te grille zdarzały się co jakis czas. Na kilku kolejnych obyło się bez ekscesów. Jasne, rozmawialismy się, mozna powiedziec ze po przyjacielsku, ale w dopuszczalnych granicach. Do czasu. W koncu doszło do tego, że zamiast pojechać po takim grillu do siebie, pojechalismy do mnie. Seksu nie było. Ja odmówiłam. I skonczyło się znów ścianą milczenia, dalszymi przyjacielskimi relacjami. Potem poznałam chłopaka. Przez chwile miałam wrażenie że to w koncu ten jedyny. Okazało się zgoła inaczej. Gość od początku zataił przedmeną wiele. Nie był coprawda żonaty, dzieciaty itp ale za to był przestępcą. Nasza znajomość skonczyła się chwile przed tym jak wsadzono go do aresztu śledczego. I nie dlatego ze miał akurat takie problemy. Ale to nieważne. Efektem tego bardzo się zraziłam i postanowiłam że na jakis czas dam sobie spokoj, przeboleje i może znów zaryzykuje związanie się z kims. Mojemu żonatemu oczywiscie opowiedziałam, bo przyjaciel. Wiedział o moich sercowych rozterkach wszystko. Okres w pracy był wredy akurat taki, że zdarzały się rózne imprezy. Były pewne zawirowania kadrowe, ktoś sie z firmą żegnał to oczywiscie takie pozegnanie było okazja do jakiegos wyjscia wiec zdarzało sie ze bylismy razem na takich imprezach. I oczywiscie rozluznieni alkocholem kilka razy wpadalismy sobie w ramiona. Bez wiekszych zajsc, przytulanie, całowanie. Potem zaczeły się telefony z jego strony. Naprawde cięzko mi powiedziec ile godzin poza pracą przegadalismy na telefonie. O wszystkim, o niczym. I efektem tych rozów było to, że umówilismy się, że on przyjedzie do mnie. Porozmawiamy spokojnie. Sam na sam. I przyjechał ktoregoś popołudnia. Oboje wiedzielismy do czego ten wieczór doprowadzi. Rozmawialismy długo. Naprawde długo. Ale i tak się stało. To był nasz pierwszy raz.
Spotykalismy się wtedy jeszcze jakieś 2-3 miesiące. Potem zycie rzuciło nas w rózne strony kraju. Pozostał jakis kontakt telefoniczny. I tak na jakieś poł roku straciłam go z oczu. Nawet jakoś bardzo za nim nie tęskniłam. Fakt faktem że z nimim się wtedy nie zaczełam spotykać, chyba podswiadomie.
Pozną jesienia scieżki zawodowe znów nas połączyły. Pamiętam dzień kiedy przyjechał. Byłam tak szczęsliwa. Nie rozumiałam czemu. Ale chyba faktycznie promieniałam. Ludzie pytali się mnie co mi sie stało, czy sie zakochałam bo jakaś taka radosna jestem. I to mnie zaczeło zastanawiać. I po jakimś czasie zrozumiałam że czuje zdecydowanie za duzo. Tam moglismy sie widywać naprawde często. Na początku spedzalismy ze sobą 2 wieczory w tygodniu, z czasem widywalismy się kazdego wieczora. I przyznam tutaj szczerze że do pewnego momentu jakoś nie myslałam o tym że jest żonaty. Było mi z nim dobrze, czułam się przy nim dobrze, cieszyło mnie że jest. Przyzwyczaiłam się to tego. Przywykłam. Nie zastanawiałam się co dalej. Cieszyłam się jego obecnością w ciagu tygodnia, tęskniłam za nim w weekendy, które spędzał w domu. Ale cały czas uparcie wmawiałam sobie ze wiem że jestem tą drugą, że w ktorymś momencie się to skonczy, że bede w stanie to po prostu zaakceptować i pojsc dalej, sama. I uparcie nie myslałam o jego żonie. I tak mineło połtora roku. Z biegiem czasu coraz wiecej czułam. I powinnam była zrobić krok wstecz, nie uczyniłam tego. Wiecej. W ktorymś momencie wyznałam mu że go kocham. Odpowiedział że on lubi mnie stanowczo za bardzo. I tak się działo przez jakiś czas. Ja mówiłam że kocham, on że za bardzo lubi. Aż w ktorymś momencie również wyznał miłość. I od tego momentu zaczeło robić się naprawdę źle. Po takim wyznaniu byłam obłędnie szczęsliwa. Czułam że jestem w stanie stawić czoła wszystkiemu, dla ukochanego i z ukochanym przy boku. Ale poza wyznaniem miłości nie zmieniło się nic. Pewnego dnia pokłócilismy się. Pamiętam jak dziś, to był 15 maj tego roku. W skrocie rozmowa wyglądała tak: J: Dlaczego powiedziałes mi że mnie kochasz? On: Bo cię kocham. Ja: Wiec dlaczego nie możesz ze mną być? On: Bo kocham Ciebie, kocham córke, kocham żone. Na te słowa myslałam że sie rozsypie na milion drobnych kawałków. Nie wiem dlaczego zapytałam czy sypia z żona, odpowiedział że tak. Powiedziałam że mi się zygać chce... (kretynizm - tak, kochanka oburzona faktem że facet sypia z żoną...). W kazdym razie jak się troche opanowałam, uznałam że chce odpowiedzi na rózne pytania ktorych nie zadawałam bo się zwyczajnie bałam niezadowalających odpowiedzi. Wiec spotkalismy się wieczorem. Uzyskałam odpowiedzi takie: naprawde cie kocham, nigdy nie zostawie żony, proszę cie wybacz mi. Zostawił klucze z mieszkania. Wyszedł. Mnie nosiło w środku. Poszłam do kolegi, zapłakana, załamana. Oczywiscie nie dałam z siebie wyciągnąć o co poszło. Kolega podleczył mnie - nie pamietam juz jaką ilościa, ale dużo tego było - jasia wędrowniczka. Po pijaku napisałam do żonatego kilka smsów, tresci - nigdy mnie nie kochałes, jesteś chory, nienawidze cię, zniknij z mojego zycia. Następnego dnia do pracy nie poszłam, bo miałam kaca giganta. Komputer równiez zostawiłam w pracy a chciałam mimo wszystko coś pozytecznego zrobić więc zadzwoniłam do kolegi żeby mi kogoś z tym komputerem przysłał. I przysłał, w nieswiadomości, akurat jego....
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam jego strutą twarz. Mogłam wziac komputer i zamknąć drzwi ale jak sie domyślacie nie zrobiłam tego. Po dłuższej chwili niemego patrzenia w oczy zapytałam czy wejdzie i czy napije się kawy. Wiec wypilismy tę kawe. Opowiedzielismy sobie jak kazde odreagowało wczorajszą rozmowe. O mnie juz wiecie. On własciwie podobnie. Dotarł do mieszkania, wział połówke i z gwinta duszkiem. Chwile pozniej padł jak zabity. Zapytał czy naprawde go nienawidze. No oczywiscie ze nie. Kocham... Powiedziałam tylko że nie, ze pisałam w złosci, żalu, bólu... Zapewnił że naprawde kocha. Popłakałam się strasznie znów. Od tego maja bardzo czesto płacze. W kazdym razie przyjechał wieczorem do mnie znów. Jasne że tym razem to nie było radosne spotkanie dwojga kochanków. Były znowu łzy. Głównie moje bo wiadomo że kobietą one jakoś łatwiej przychodzą. Płakałam, on tulił, głaskał. Natępnego dnia również nie poszłam do pracy, wziełam urlop do konca tygodnia. Pojechałam nad morze, pomysleć, ochłonąć. Jechałam zastanawiajac sie co dalej. Chciałam sobie troche pomoc w zebraniu sił na zakonczenie tej znajomosci wiec jeszcze raz zapytałam - Nie ma zadnej szansy zebysmy byli razem? Myslałam że napisze po prostu nie. Ale on napisał że naprawde nie wie jak będzie. I znów gdzies w srodku zaczeła tlić się nadzieja.
Dojechałam na miejsce. Siedziałam na plazy, pustej, chłodno było ale ładnie. Siedziałam i pisałam. Znów w skrócie - że chowam dumę do kieszeni, że chce wziać tyle ile się da, że znajde w sobie siłe zeby jeszcze poczekać....(na co? Az on sie zdecyduje...załosne). Napisałam coś czego się po sobie nie spodziewałam. Nie mam w sobie za grosz dumy...
Po weekendzie wrociłam do pracy, wieczorem przyjechał. Był problem ze wszystkim, z dotykiem, z seksem, zachowywałam się jakby to on mnie zdradził a nie zdradzał ją ze mną... Paranoja. Ale dał rade to przezwyciężyć. I wszystko wrociło do stanu pierwotnego. Pomijajac to ze co jakis czas miałam takie histeryczne napady - pretensje, płacz, pretensje... Zaczał do mnie dzwonic w weekendy. Zapewnia że od tego maja nie spał z żoną, przestalismy się zabezpieczać, chcemy mieć dziecko. Wiem że to nienormalne...
Przyszło znów zmieniac miejsce pracy i znów los nas rodzielił. Wyladowalismy jakies 200km od siebie. Nie na długo bo ja zdecydowałam sie zmienic prace. Poniekad bo zle w tej pracy sie działo, poniekad bo ciezko mi było odnalesc się w niej bez niego... Widzielismy się w miedzyczasie kilka razy. Ja trzy razy pojechałam do niego na 1-2 dni. Raz od do mnie na cały tydzien. Wiem że w tym wszystkim to ja jestem tą złą osobą ale naprawde go kocham. I wykanczam się tym. Ostatnio własnie nerwy mi pusciły, stanowczo naduzyłam alkocholu i narobiłam głupot, wstydu... Psychika mi siada. Wiem,  najlepiej dla wszystkich byłoby to zakonczyć. Ale ja nie chce, nie potrafie. On jest dla mnie wazniejszy od dumy. Gubie się w tym wszystkim. A tak jak każdy, chce sie po prostu czuć szczęsliwa. Zamiast tego są łzy, stres, zal, bol... Na własne życzenie.
Z tego co tu czytałam wyraznie widac ze pkt widzenia zalezy od pkt siedzenia. Wiem że jemu też jest ciężko. Podejrzewam że jego żona czegoś się domysla bo nie jest przecież głupia... Ja...ja sie sypie.

83 Ostatnio edytowany przez batszeba (2012-11-25 18:02:29)

Odp: Pytanie do kochanek

Ktoś kiedyś doradzał kochankom wizualizację, czyli: zwizualizuj sobie, że jakimś cudem jesteście razem. On po rozwodzie, alimenty, widzenia z dzieckiem itp. Żyjecie sobie w spokoju. I on spotyka jakąś panią w pracy, na początku współpracują, potem ona zaczyna go postrzegać jako mężczyznę, potem lekko podchmielona całuje go na grillu, potem sytuacja się rozwija.... On zaczyna ją "trochę więcej" niż lubić...

Wyobraź sobie to wszystko. I rusz głową.

BTW: wiedziałaś w co wchodzisz, Wasza sytuacja jest banalna do bólu.


Zapomniałam jeszcze o jednym: podobno miłość ma uszczęśliwiać, kochana osoba ma w nas wyzwalać do co dobre, a nie to, co złe.
Jeśli Twoim zdaniem emocjonalne dręczenie się i huśtawka, ryki w poduszkę i toksyczna pipa grochowa w roli faceta ma być szczęściem...............

84

Odp: Pytanie do kochanek

No tak.... Mile zlego poczatki, lecz koniec zalosny...
Nie alfa , z tego co piszesz uczucie nie zwalilo Ci sie na glowe jak grom z jasnego nieba, byla to "polityka drobnych kroczkow", w miedzyczasie zwiazek z innym facetem, jak nie wypalilo wzielas sie nazad za zonatego.
Nie ma zmiluj - robilas sobie bagienko rozmyslnie i z pelna premedytacja. Troche odbieram ten romans stulecia , wybacz za okreslenie, ze z braku laku.....
Co za pomysl z fundowaniem sobie dziecka kiedy facet nie zrobil porzadku w swoim poprzednim zwiazku. A nie przyszlo Ci do glowy, ze on nigdy nie zrobi porzadku? I co - samotna mamusia i tatus z doskoku - generalnie - syf w jednej i drugiej pseudorodzinie. Czy na prawde chcesz miec dziecko, czy tylko chcesz cos przez to uzyskac. Facet juz dziecko ma , nie bedzie to wiec dla niego taki znowu "cud narodzin", on to juz przezywal.
Twierdzi, ze z zona nie sypia. I co , glupawa zona uznaje ten stan rzeczy za norme. Jezeli nie sypia - to albo chory, albo ma romans. Jezeli ma romans, to mozesz sie spodziewac za czas jakis zdrowej awantury, badz tez ukochanego z walizami na progu z wizja rozwodu, alimentow i temu podobnych atrakcji. Podejrzewam jednak, ze ona jednak o niczym nie wie.
Za materac w ich domu nie robisz - wiesz tyle co Ci najmilszy przekaze, a przekazac moze to co mu akurat w duszy gra.
W najlepszym nawet przypadku, gdyby facet sie zachowal po Twojej mysli, no to masz jeszcze perspektywe, ze bedziesz miala go tak nie do konca. Chyba nie chcesz faceta swini, co to nie bedzie interesowal sie swoim dzieckiem , nie bedzie uczestniczyl w jego zyciu typu urodziny, komunie, wigilie, wakacje itp.
No i  , jeszcze leki, jak on znowu uda sie na grilla, badz inne spotkanie bez Ciebie i jakas zablakana zlozy pocalunek na ustach korali.
Sorry, ale jakos trudno mi wejsc w sytuacje kobiety, ktora z wdziekiem nosorozca prze do tego co teraz ma, czyli emocjonalne bagno,lzy i zgrzytanie zebow.
Mojego jszcze meza lzy kochanki tez wzruszaly, ale tylko czas jakis, potem juz raczej nudzily, a z czasem zrobily sie nieznosne.

A swoja droga sceny zazdrosci o sypianie z zona to faktycznie paradne.

85 Ostatnio edytowany przez nie_alfa_nie_omega (2012-11-25 18:42:41)

Odp: Pytanie do kochanek

Wszystko prawda, wszystko racja. Ja to wiem. Rozumiem. Widze. Chyba nie przypuszczałam że to zajdzie tak daleko. Skąd mam znaleść w sobie siłe zeby zrobić z tym porządek, zapanować nad uczuciami? Bo jak w jednym momencie postanowie to przerwać to jestem słusznie pewna że robie dobrze. Mija dzien czy dwa i wszystko krzyczy we mnie - nie!!!!! Ja wiem jak absurdalnie to wszystko brzmi, sama sobie milion razy przytaczałam argumenty ktorych uzywacie. Sęk w tym że to nie dociera. Mimo że to mądre słowa. Wiem że historia banalna, historia jak ich wiele. Ja to wszystko wiem. I cóż z tego... Co mam zrobić? Porozmawiać z nim tak do bólu szczerze? Zerwać kontakt? Teraz kiedy nie pracujemy razem to będzie dość łatwe... Dlaczego tak ciężko jest odpuścic?...

Sproboje jeszcze raz, moze tym razem się uda...

86

Odp: Pytanie do kochanek
nie_alfa_nie_omega napisał/a:

Wszystko prawda, wszystko racja. Ja to wiem. Rozumiem. Widze. Chyba nie przypuszczałam że to zajdzie tak daleko. Skąd mam znaleść w sobie siłe zeby zrobić z tym porządek, zapanować nad uczuciami? Bo jak w jednym momencie postanowie to przerwać to jestem słusznie pewna że robie dobrze. Mija dzien czy dwa i wszystko krzyczy we mnie - nie!!!!! Ja wiem jak absurdalnie to wszystko brzmi, sama sobie milion razy przytaczałam argumenty ktorych uzywacie. Sęk w tym że to nie dociera. Mimo że to mądre słowa. Wiem że historia banalna, historia jak ich wiele. Ja to wszystko wiem. I cóż z tego... Co mam zrobić? Porozmawiać z nim tak do bólu szczerze? Zerwać kontakt? Teraz kiedy nie pracujemy razem to będzie dość łatwe... Dlaczego tak ciężko jest odpuścic?...

Sproboje jeszcze raz, moze tym razem się uda...

Zalezy co rozumiesz przez "moze tym razem sie uda"
Jedno jest pewne, nie oszczedzisz sobie lez, placzow i rozterek. Trzeba to przezyc i koniec Jak sie wklada lapke w ognisko, to nie ma zmiluj - parzy.
Rozwiazan jest trzy:
-kontynuujesz stan rzeczy - okradasz sie z normalnego zycia, zyjesz ochlapami z panskiego stolu,
-wywalczysz rozwod - zwyciestwo mocno podszyte watpliwosciami, balaganem (jw pisalam), facet jak nie jest swinia skonczona, moze
miec   z  czasem pretensje,
-rozstanie - tesknota, bol,lzy - z czasem do przezycia, z czasem bledna.

Nic madrzejszego w tym temacie nie da sie powiedziec.

87

Odp: Pytanie do kochanek

Kompletnie nie rozumiem, jak mozesz starac sie z nim o dziecko. To jest zupelnie poza moja zdolnoscia pojmowania.
Dziwia mnie tez kobiety, ktore chca sie wiazac na powaznie z takimi facetami, ktorzy jest w stanie zdradzic swoje zony i swoja rodzine.
Co z niego za czlowiek? Czym Ci imponuje, skoro nie ma kregoslupa moralnego, jaki da przyklad Twojemu dziecku? Jestes pewna, ze mozesz sie na nim oprzec, ze nie zrobi Ci w przyszlosci tego samego numeru? Bedziesz w stanie mu zaufac, skoro wiesz, jak zachowuje sie na imprezach firmowych?

88

Odp: Pytanie do kochanek

Nie alfa, wiesz jak to przeczytałam to prawie się popłakałam.
Pomyslałam, ze tak własciwie może wygłądać miedzy moim mężem i jego kochanką.
Wiesz, mnie się czasem nie chce żyć.  Tęsknię, jestem zazdrosna. Chociaż nie, zazdrosna już chyba nie.
Chyba rozumiesz co to jest miłość. Żony też mają uczucia. Uwierz, jakby cię ktoś dusił.
Na poczatku  kiedy byłam jeszcze w ciąży czułam na sobie jak jest z nią. Myślałam , że tego nie przeżyję.
Nie wiem , dlaczego tak jest że żony tak się męzom nie wypłakują, nie pisną o swoim bólu.
Dlaczego kochanki mówią im wprost jak cierpią, jak nie mogą bez nich życ, a żony tłumią to w sobie.
Kochanki mówią o wyrzutach sumienia a biorą na wielką miłość i litość.

89

Odp: Pytanie do kochanek
bet napisał/a:

Nie alfa, wiesz jak to przeczytałam to prawie się popłakałam.
Pomyslałam, ze tak własciwie może wygłądać miedzy moim mężem i jego kochanką.
Wiesz, mnie się czasem nie chce żyć.  Tęsknię, jestem zazdrosna. Chociaż nie, zazdrosna już chyba nie.
Chyba rozumiesz co to jest miłość. Żony też mają uczucia. Uwierz, jakby cię ktoś dusił.
Na poczatku  kiedy byłam jeszcze w ciąży czułam na sobie jak jest z nią. Myślałam , że tego nie przeżyję.
Nie wiem , dlaczego tak jest że żony tak się męzom nie wypłakują, nie pisną o swoim bólu.
Dlaczego kochanki mówią im wprost jak cierpią, jak nie mogą bez nich życ, a żony tłumią to w sobie.
Kochanki mówią o wyrzutach sumienia a biorą na wielką miłość i litość.

Mi sie Bet wydaje, ze zony czesto mowia i chca przekazac, jak cierpia, tylko ze ci faceci w ogole nie sa w stanie tego poczuc. Sa tylko wrazliwi na emocje swoich kochanek, bo one sa takie biedne. Do zon z reguly wtedy nie sa w stanie do jakiejs empatii.
Tylko wtedy, gdy sie pokloca z kochanka, wtedy maja jakies przeblyski w stosunku do zon.

90

Odp: Pytanie do kochanek

Ja się nie odważyłam.
Nie potrafię powiedzieć, że kocham i chcę żeby się poukładało.
Ona się wypłakuje, robi sceny. A ja nie umiem się przyznać do swoich uczuć.

91

Odp: Pytanie do kochanek

I moze w Twoim przypadku to jest blad. Bo widzisz, ich mozgi (nie obrazajac nikogo) sa czasami strasznie pokrecone i widza zupelnie inne rzeczy niz to, co jest w rzeczywistosci. Nie pytalas nigdy meza co on wlasciwie o Tobie mysli w tej calej pokreconej sytuacji, jak Cie ocenia? Moglabys sie zdziwic.

Moj na to, ze nic nie mowilam, to potem twierdzil, ze to znaczy, ze go nie kocham, ze mi nie zalezy, ze jest mi obojetne to co sie dzieje (teraz wiem, ze to gadanie to tylko taka jego wymowka byla, ale z Twoim mezem moze byc inaczej)
A na to, jak zaczelam komunikowac co czuje, to zareagowal, ze mam go nie dolowac, bo przeszkadzam mu w obecnym zwiazku.

92

Odp: Pytanie do kochanek

wiem co to znaczy byc kochanka i wiem co to znaczy byc zdradzona zona,niestety,kochanki maja wyrzuty sumienia to normalne kobiety jak kazde,kochaja i pragna byc kochane,czasami tylko ta milosc pojawia sie w inny sposob.Zawsze szkoda tych zdradzonych,ale takie jest poprostu zycie,nic sie na to nie poradzi,kazda z nas tak moze skonczyc,mysle ze wieksza wine ponosi ta osoba ktora zdradza ale jezeli nie jest szczesliwa,do niczego nie mozna jej zmuszac,to jej wybor i nalezy to uszanowac,nawet jezeli rani druga osobe.Pamietajcie kochanka moze zostac kazda z nas i nie oznacza to ze jest zlym czlowiekiem.

93

Odp: Pytanie do kochanek
lara29 napisał/a:

wiem co to znaczy byc kochanka i wiem co to znaczy byc zdradzona zona,niestety,kochanki maja wyrzuty sumienia to normalne kobiety jak kazde,kochaja i pragna byc kochane,czasami tylko ta milosc pojawia sie w inny sposob.Zawsze szkoda tych zdradzonych,ale takie jest poprostu zycie,nic sie na to nie poradzi,kazda z nas tak moze skonczyc,mysle ze wieksza wine ponosi ta osoba ktora zdradza ale jezeli nie jest szczesliwa,do niczego nie mozna jej zmuszac,to jej wybor i nalezy to uszanowac,nawet jezeli rani druga osobe.Pamietajcie kochanka moze zostac kazda z nas i nie oznacza to ze jest zlym czlowiekiem.

nie zgodze sie
a juz najbardziej dziwia mnie wlasnie takie opinie, jak ktos przezyl na wlasnej skorze, moze robic to samo innej kobiecie
ja bym nie mogla, wiec nie wmawiaj ku zlagodzeniu swoich wyrzutow sumienia, ze kazda z nas moze to robic
gwarantuje Ci, ze sa kobiety, ktore maja pewne zasady i sie ich trzymaja

94

Odp: Pytanie do kochanek

tutaj nie ma zadnych zasad,jezeli jest uczucie z dwoch stron,to dlaczego mu sie nie poddac,nie mowie tu o jakis wyrafinowanych sposobach ale o tym ze ludzie sie w sobie zakochuja i pragna byc razem.Czy to tez zle?

95 Ostatnio edytowany przez jensena (2012-11-25 21:26:10)

Odp: Pytanie do kochanek

wlasnie ten hedonizm, egoizm, brak odpowiedzialnosci i empatii w dzisiejszych czasach mnie zadziwia

zasada jest prosta, nie tykam zajetego faceta, a juz w ogole, gdy ma zone, ze o dzieciach juz nie wspomne
zadna wielka filozofia to to nie jest
jak ktos tyka, to tak, to jest zle i zadne niewiadomo jak "wzniosle" uczucia tego nie usprawiedliwiaja
nie rozumiem, dlaczego ludzie sie wzajemnie nie szanuja

96

Odp: Pytanie do kochanek

Staram się nie oceniać, bo też nie wiem jak bedę żyć.
Czasem wydaje mi się, ze lepiej jest samemu zdradzić. To tak jakby oznaczało: było mi źle.
Więc strona zdradzona cierpi podwójnie. Wini siebie i opłakuje stratę.
A małżeństw idealnych nie ma. Bywają trudne chwile. Żony się zadręczają.

Co mąż tak naprawdę o mnie myśli to nie wiem, bo nie wiem czy powinnam wierzyć w jego słowa.
Powiedział, kiedyś że mnie podziwia, że jestem bardzo silna.
Kiedy z nią zerwał mówił też i pisał miłe rzeczy.
Że on mnei prosi, że nasza miłośc jest jdyna prawdziwa i musi przetwwać, że nic jej nie zniszczy, ze on się starsznie cieszy że to koniec. Że gdzieś tam cały czas mnei kochał i nie może się rowieźc, ze brakuje mu tego naszego życia. Chce żyć normalnie, że nie wiedził jak to jest, ze to jest dla niego nauczka na całe życie. Że miał już dosyć.
Był załany, mówił o seksie, że nie czuł prawdziwej miłości, że to się zrobio pustym bzykaniem, że brakije mu tego co było między nami, tej prawdziwej miłości.  Zreszta nieważne.
I im więcej czasu upływa jest gorzej. Jest jej walka.

To co mi pomogło, to że powidział mi kiedyś, że miał małżeńswto idealne.
Że nie rozumie co mu się stało, jakie bielmo na oczy. Że mnie kochał i było mu dobrze.

Podchodzę do jego słów z dystansem.

I sory, odbiegłąm do tematu.
Pytanie jest do kochanek.

Tak się tylko zastanawiam, czy nie jest raczej tak , że pomimo pojawainia się wyrzutów sumienia u kochanek one w większości przypadków nie rezygnują. Odpuszczają dopiero kiedy nie widzą przyszłości, kiedy do nich dociera że on jednak od żony nie odejdzie.

97

Odp: Pytanie do kochanek

Bet, masz racje, wierzyc to mu nie powinnas, tym bardziej, ze juz sama wiesz, to, co mowi, zalezy od wielu czynnikow zewnetrznych.
Ale jestem przekonana, ze to, co Ci mowil, te pozytywne rzeczy podczas swoich przeblyskow, to prawda.
Z drugiej strony mysle, ze to wlasnie Ciebie oslabia, to jego miotanie sie, to jego jakby zagubienie, to jego raz tak, raz tak.
Przynajmniej mnie to strasznie oslabialo.

Co do kochanek, to ja nie wierze w jakies szczegolne wyrzuty sumienia. Jak juz to proba usprawiedliwiania sie, proba wybielenia we wlasnych oczach. I bardzo odchodza dopiero, gdy nie tyle przekonuja sie, ze on od zony nie odejdzie, a gdy on sie nimi nudzi badz stwierdza, ze jednak rodzina sie dla niego liczy bardziej i sie chce na niej skupic, odsuwajac jednoczesnie kochanke, lub tez, gdy on znajdzie sobie po prostu kolejna kochanke.
Lub tez (mimo tych "wyrzutow sumienia") po prostu doprowadzaja do rozpadu rodziny, do rozwodu i wiaza sie z takim delikwentem na dluzej, nierzadko bardzo szybko po rozwodzie wychodza za niego za maz.

Mysle, ze wlasnie jest tak,jak wiele odpowiedzi w tym watku, gdy kochanki sie szczerze przyznaly (ktora to szczerosc szanuje), ze w momencie, gdy maja romans, to co mysli i czuje zona ma najmniejsze znaczenie.

98

Odp: Pytanie do kochanek

Zgadzam się z Jenseną, że kiedy unika się romansu to go nie będzie.
Wyszłam młodo za mąż. Miałam duże powodzenie. O romas jest łatwo. Unikałam sytuacji, nawet spojrzeń kiedy czułam , że mogę mieć problemy.
Ale trzeba bardzo uważać.

Ciekawe czy istnieją kochanki, które tylko i wyłącznei z powodu wyrzutów sumienia się wycofują kiedy romans jest już rozbuchany.
I nie tłumaczyłabym wszystkiego uczuciem. Z miłości powinni się ludzie cieszyć.
Nie zazdroszczę miłości kradzionej, myślę że jest ona niezmiernie ekscytująca ale też uciążliwa, doskwiera, obciąża. Może to też czyni ją jakąś magiczną.
Zdradzający podkręcają się, ze to takie namiętne, wielkie uczucie, żeby zagłuszyć sumienie. Nakręcają się.

Nawet ludzie jak się pobierają to jakby tak zdrowiej do siebie podchodzą, bez takiego rozdmuchania jak u kochanków.
Kochanki gloryfikują uczucie. Czy to przez ukryte poczucie winy?
Tak jakby bezwstydnie chełpią się swoją " miłością".
No właśnie... moze to jest to:  miłośc jest skromna, nie szuka poklasku.

99

Odp: Pytanie do kochanek
bet napisał/a:

Zgadzam się z Jenseną, że kiedy unika się romansu to go nie będzie.
Wyszłam młodo za mąż. Miałam duże powodzenie. O romas jest łatwo. Unikałam sytuacji, nawet spojrzeń kiedy czułam , że mogę mieć problemy.
Ale trzeba bardzo uważać.

Ciekawe czy istnieją kochanki, które tylko i wyłącznei z powodu wyrzutów sumienia się wycofują kiedy romans jest już rozbuchany.

Kiedy romans jest juz rozdmuchany to raczej sie nie wycofaja. Jak juz to tak jak piszesz na poczatku, ucina sie po prostu cos, co grozi romansem i wtedy jeszcze sie nie jest kochanka. A jak juz wchodzi sie w taka relacje, to po prostu juz sie na nic nie patrzy.
Paradoksalnie pewnie dlatego staja sie kochankami, bo to podnosi ich ego, ich poczucie wlasnej wartosci, te motylki w brzuchu, ze to na mnie zwrocil uwage i o mnie mysli... Bo (znowu paradoksalnie) ten facet sprawia, ze one czuja sie kobietami w pelni tego slowa znaczeniu, ktos o nie zabiega, troszczy sie, a czesto i imponuje (chociaz ja nie rozumiem, jak ktos w takiej sytuacji moze imponowac, no chyba ze kasą, ale to swiadczy o pustostanie danej kochanki), i to przyslania wszelkie wyrzuty sumienia czy jak to nazwac. A uzylam slowa paradoksalnie, bo czesto wlasnej zonie ten sam facet nie potrafi tego zapewnic, tego poczucia kobiecosci. Pewnie zapewnic kochance jest latwiej, bo go nie zna, jego slabosci itp., ma jakby z nia czyste konto.

Ale powiem Ci Bet, nie jestesmy tak naprawde w stanie tego zrozumiec, bo jestesmy z innej gliny, trudno nam sie w sumie wczuc w takie myslenie. Dla nas rodzina jest najwazniejsza i czas z nia spedzany, wlacznie z tym pateflonem, bo wlasnie do najblizszej rodziny go zaliczamy. A nie jakies niewiadomo jakie romanse, motylki, czy inne takie podniety z innymi facetami.
Ale zaczynam sie o Ciebie martwic, ze za bardzo o tym myslisz, nie zastanawiaj juz sie co mysla i czuja kochanki, nie warto.

100

Odp: Pytanie do kochanek

Faktycznie to nie mój problem:)

101

Odp: Pytanie do kochanek

Miłością się nie da w takiej sytuacji chełpić bo niby jak? Ukrywając się z tym przed swiatem? Będąc dla wszystkich wokół singlem? To nie jest miłość o której się mówi. Ją się przezywa w samotności przerywanej jedynie w momencie spotkania z nim.
I zdecydowanie nie jest to sytuacja podnosząca poczucie własnej wartości, wręcz przeciwnie. Przynajmniej w moim przypadku.

102

Odp: Pytanie do kochanek

Moja droga trudno Ci tutaj cokolwiek doradzic,uwiklalas sie w bardzo trudny zwiazek
trudny ,bo jest milosc ,bo sa uczucia i to z dwoch stron ale nie ma przyszlosci
ty wiesz o tym bardzo dobrze NIE MA PRZYSZLOSCI..on ciebie kocha ty kochasz jego ALE CO CI TO DA ..??
Nic zupelnie nic ,on chce zyc tu i teraz  ,ty oczekujesz chocby malenkiej iskierki nadzei na przyszlosc z nim ,,ale jej nie masz i nie bedziesz miec
on zony nie zostawi,powiedzial ci to kocha ja i corke i ciebie tez
mozesz czekac tylko na co???
jezeli sprobujesz sie zwiazac z kims innym ,to jeszcze nie teraz bo zawsze go bedziesz porownywac do Niego..
miec z Nim dziecko,dobrze  ale pamietaj bedziesz miec jego dziecko nie bedziesz miec jego..
i tak zle i tak niedobrze..
mozesz to zostawic tak jak jest ale na pewno jestes swiadoma z czym sie to wiaze..samotnosc,czekanie ,lzy
i te chwile szczescia kiedy on jest  ale to sa tylko chwile...
a moze tak poprostu przemysl to na chlodno i uswiadom sobie ,ze ON NIGDY NIE BEDZIE TYLKO TWOJ..
pozdrawiam ..i trzymaj sie cieplutko..

103

Odp: Pytanie do kochanek

Przepraszam bardzo,co prawda wzruszająca historia,taka romantyczna,w sam raz na wyciskający łzy scenariusz filmowy...

Kochanki,kochankowie,są dorośli,wiedzą w co się ładują,wiedza na co decydują,widzą,że gdzieś tam jest Rodzina,która najczęściej nawet nie przypuszcza ,że jest ktoś trzeci...

Dawno temu,kiedy sie dowiedziałam o zdradzie o mojego osobistego niewiernego ,miałam kazje rozmawiać z tą Damą...
Nie miała żadnych wyrzutów,nie ukrywałą,że wiedziała o Rodzinie,nie interesowało jej nic ,co dotyczy mnie albo dzieci,miał gdzies nasze uczucia,naszą rozpacz,naszą tęsknotę i niedowierzanie...Mówiła tylko o swoich uczuciach...O szczęściu itd...

Nauczyłam się w życiu nigdy nie mówić nigdy,jednak jednego jestem pewna---facet w związku,to dla mnie facet ,który nie istnieje.Nie potrafiłabym zrobić krzywdy nikomu,wiedząc ,co ja przeżyłam.Dodam jeszcze tylko,że owa Dama,wiele lat temu,została potraktowana tak,jak mnie potem potraktowała.To nieludzkie.Czysty egoizm.

Moja ,wówczas nastoletnia córka,powiedziała o niej jedno mądre zdanie;
-Jeżeli szukała ojca dla swoich dzieci,to dlaczego była tak okrutna,że ojca odebrała jej...

Nie umiałam na to odpowiedzieć.Dziś wiem,po czasie,długim,że facet kocha dzieci kobiety,którą kocha.Strasznie to niesprawiedliwe,wiem.

Kiedys miałam taki etap w życiu,że bardzo zle się wyrażałam o kochankach,dziś mogę tylko się nad nimi ulitować,a litośc to najgorsze z ludzkich uczuć....Nawet niż obojętnośc...

Jak określić może kochankę,która świadomie ładuje się w związek z żonatym facetem?
Pewnie różnie,wiele epitetów byłoby na miejcsu,mnie ciśnie się na usta tylko jedno;

Taka kobieta jest żałosna.


Jasne,nie jest łatwo walczyć z uczuciem,ale chyba troszeczkę zapomnieliśmy w tym wątku,o uczuciach Rodzin,które te kochanki rozbijają...Te Rodziny tez walczą z uczuciem...Robia wszystko,żeby przestać kochac...

Znam każdą fakturę podłogowych płytek w łazience,wiem dokładnie ile ich jest,policzyłąm wielokrotnie wszystkie,godzinami,nocami lezłam na zimnej podłodze,bo tylko tam mogłam płakac,tylko tam dzieci nie słyszały...
Kilka miesięcy zasypiałam z koszulą niewiernego w objęciach,wdychałam resztki jego zapachu,głaskałam filiżnke ,z której pił co rano kawę,wpatrywałąm się w zdjęcia,każde miejsce ,w którym bywaliśmy razem,przyprawiało mnie o walenie(nie szybkie bicie)serca....
Moja tęsknota była tak wielka,że właściwie nie żyłam,wegetowałam,byłam jak robot...
Moja miłość do niewiernego umierała powoli,długo i boleśnie,z miłości przestałam jeść i spać...
Żyłam,a jednak nie żyłam...Nie pamiętam lata,jesieni,zimy,wiosny,lata,jesieni....

Tak długo umierało moje uczucie...Bolało jak cholera,nikt nie mógł mi pomóc,nie ma takiego leku na świecie ,który ukoi taki ból...Nie ma.Jest tylko czas.

Dlatego nie pojmuję zupełnie mówieniu o uczuciach kochanek...Jasne,kochają....

Ale skoro Ja,jako żona,MUSIAŁAM pogrzebać swoje uczucie,to kochanka też może....

Tylko te kochanki nie chcą,bo nie liczą się kompletnie z uczuciami Rodzin.

Nie chciałąm nikogo urazić,dziś jestem szczęśliwa,bez niewiernego,ale szczęsliwa,moje dzieci też...
Tylko gdzieś w głebi serca,w głebi poharatanej duszy,zawsze będę ból ,który towarzyszył pogrzebywaniu mojego uczucia...

Serce można pozszywać,duszę posklejać,ale blizny i pamięć traumy nie da się wyrzuć z głowy.To taki wentyl.wentyl Człowieczeństwa,żeby wiedzieć,że za nic w świecie,nie wolno nikomu rujnować życia,nie wolno krzywdzić Rodzin...To nieludzkie.

A kochanki?Są szczęsliwe,to prawda,niech będą,ja nie umiem nikomu życzyć zle,ale dla mnie są po prostu ŻAŁOSNE....

104

Odp: Pytanie do kochanek

Ni alfa ni omega...przeczyytaj post Miki...moze on Ci pomoze podjac decyzje..
nie zastanawiaj sie wiecej....skoncz to

105

Odp: Pytanie do kochanek

Mika - obawiam sie ,ze rzucasz perly miedzy..........!
Nie sadze, zeby dotarlo - przeciez osoba, ktora swiadomie(podkreslam swiadomie) laduje sie w trojkat nie bedzie przejmowac sie uczuciami zony. Gdyby sie przejmowala to by sie nie pchala.
Nie ma nic bardziej zaklamanego niz pieprzenie o uczuciu ktore powalilo. To nie jest tak, ze ujrzala i juz na drugi dzien nie mogla wstac z lozka bo nie dawala sobie rady z rozkwitajaca miloscia.
Okres tokowania trwa czas jakis - w miedzyczasie ma juz swiadomosc ze facet zonaty, dzieciaty ze zobowiazaniami, jeszcze ma mozliwosc sie wycofac bez wiekszych bolesci.
Ale nic to, dalej przemy jak taran - a co mi tam - przeciez ja tez mam prawo do szczescia, a ze na trupie jego rodziny, no przeciez moje serduszko pikajace wazniejsze.
A jak nie daj Bog za facetem stoi pozycja, forsa, to serduszko bije jak oszalale.
Czasu troche mija i coz, zaczynaja sie schody - "mielosc rozkwitla na celego", a ukochany zaczyna chlodnac nieco w zapale i ani mysli legalizowac pobyty w domu kochanki. I tak do czasu poki nie dostanie kopa z jednej albo drugiej strony.
No a potem kwiki - nie radze sobie z zalem, bolem, oszukiwal, tra, la,la,la.....
Czasem odnosze wrazenie, ze sa to kobiety - desperatki, ktore tylko czekaja kto im poda "pomocnego ch...a", obojetnie, zonaty,dzieciaty,rozwiedziony 10 razy itp.
Oczywiscie jest w tym wszystkim nieposlednia rola niewiernego, ale to inny temat....
Gdzies czytalam badania, ze jak facet nie pozalatwia spraw rozwodowych w pierwszym roku pobytu z kochanka, to jej szanse na zalozenie szczesliwego stadla z najmilejszym spadaja do 10%.

106

Odp: Pytanie do kochanek

Kochanki chyba nie mają wyrzutów sumienia... Albo są tak zadufane w sobie, że nic nie dostrzegają... Albo sam znam tylko jedną taką Kobietę...
Jestem zakochany w mężatce (niestety...). Poznałem Ją prawie 3 lata temu, zaangażowałem się, ponieważ mówiła, że jest w trakcie rozwodu... Mała, śliczna Blondyneczka, duże niebieskie oczy, córka to mała kopia mamy...
Wiele rozmawialiśmy o naszym związku, o naszej przyszłości... Do dziś do Niej nie dociera, że oboje byliśmy kochankami, Jej i mój słownik zupełnie inaczej wyjaśnia termin "kochanek", nigdy nie miała wyrzutów sumienia wobec męża, choć często poruszałem tę sprawę, wobec mnie też nie ma... Mnie okłamywała, że odejdzie od męża, męża okłamywała, że nie ma już kochanka...
Dzięki Niej wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej... Potem rozmawiałem z Nią wielokrotnie, nie stwierdziłem u Niej żadnych wyrzutów sumienia wobec męża czy mnie... Ale nadal twierdzi, że chce odejść od męża... i że nadal mnie kocha...
Kocham Ją nadal, ale nie chcę już z Nią być, nie chcę rozbijać małżeństwa, rodziny... Od początku było wiele słów powiedzianych o rozwodzie, który jest w trakcie, ale wiele słów padło o "dobru córki"... Dlatego dla "dobra córki" podjąłem decyzję o zerwaniu...
Ale stu procentowej pewności nie mam, że kochanki nie mają wyrzutów sumienia...
Proszę wybaczyć, odbiegłem nieco od tematu, mam nadzieję, że te sprawy kiedyś przestaną mnie interesować...
Pozdrawiam Wszystkich

107

Odp: Pytanie do kochanek

"Gdzies czytalam badania, ze jak facet nie pozalatwia spraw rozwodowych w pierwszym roku pobytu z kochanka, to jej szanse na zalozenie szczesliwego stadla z najmilejszym spadaja do 10%."
Betina, to chyba wszystkich dotyczy... Z autopsji wiem, że tak robią obie płcie, z tym, że faceci są większymi świniami...
Ja też jestem świnią, bo odrzuciłem miłość mężatki "rozwodzącej się" od prawie trzech lat...

108

Odp: Pytanie do kochanek

Jak można nie mieć wyrzutów sumienia? ja miałam jeden wybryk nie uprawiałam seksu były pieszczoty a mam wyrzuty sumieniai chciałam przez to popełnić samobójstwo i musze iśc do psychologa sie leczyc. Nie jestem kochanką to była jedna przygoda i nie wyobrazam sobie w swoim zyciu całym gdyby coś takiego miało jeszcze miejsce.

109

Odp: Pytanie do kochanek

Nie potępiajcie kochanek i kochanków w czambuł... Często zdarza się tak, że mąż czy żona na początku obiecuje, że jest w trakcie rozwodu czy planuje rozwód...
Mojej Znajomej facet obiecywał, że odejdzie od żony, pokazywał Jej jakieś papiery rozwodowe, które miał złożyć w sądzie, w międzyczasie zrobił Jej dziecko, po czym okazało się, że ŻADNEGO ROZWODU NIE BĘDZIE, a jego żona jeszcze robiła awantury mojej Znajomej, że za cudzego chłopa się zabiera... a moim zdaniem powinna tego "chłopa" glanami w tyłek kopnąć i pognać na cztery wiatry...
Sam byłem też mamiony od początku, "papiery i rozprawa rozwodowa gotowa na wrzesień", potem przesunięte na listopad... Po nowym roku wyszła nagle sprawa z "kredytem na samochód"... Wiem, nie powinienem w ogóle zaczynać znajomości z tą Panią, ale na "dzień dobry" wiedziałem, że się rozwodzi... Jest młoda, atrakcyjna, cieszyłem się na przyszłe życie z tą Kobietą, zdążyłem się zaangażować. Kiedy prawda wyszła na jaw, zacząłem chorować na depresję, potem próby samobójcze...
Nie wiem, czy komukolwiek jeszcze zaufam... Najgorsze, że wciąż Ją kocham, nie wiem dlaczego...

110

Odp: Pytanie do kochanek

lilkaaa!!!
Ale dlaczego to zrobiłaś???
Po wyjściu ze szpitala poznałem Dziewczynę, która po miesiącu zrobiła to, co Ty, zrobiła to z moim kolegą... On sam przyznał się do tego, przez jakiś czas unikał mnie, potem wyznał prawdę, ta Kobieta wtedy także musiała to zrobić... Dlaczego Kobieta, która wyznaje swoje uczucie, na drugi dzień siada mojemu koledze (żonatemu...) na kolanach, tuli się do niego, pieści i całuje...
lilkaaa, pomóż mi! Jesteś w takiej sytuacji jak Ona...
Nie wiem, czy mam zapomnieć o wszystkim i próbować być z Nią?
Zresztą, czy wolno mi zaczynać związek z drugą Kobieta, jeśli ciągle myślę o tej pierwszej... I czy sam nie jestem tutaj najbardziej winny?

111 Ostatnio edytowany przez jensena (2012-11-26 17:44:20)

Odp: Pytanie do kochanek
MIKA123 napisał/a:

(...)
Dawno temu (...)

Dziekuje Ci bardzo za Twoje swiadectwo. Juz wczesniej czytalam Twoje posty i podziwialam Twoja droge, to co osiagnelas. Owszem, zawsze gdzies to w nas zostanie, ale to, jak potoczylo sie potem Twoje zycie, to, ze z pozycji "lezacej na kafelkach" mozna przejsc do tego, ze odzyskalas radosc, ba, cieszysz sie na nadchodzace Swieta, to daje ogromna nadzieje. Ze jednak mozna. Mimo traumy.
Moge zapytac (jako ze nie masz mozliwosci priva, pytam w watku) jak to sie stalo, w sensie w jakich okolicznosciach poznalas tego Dobrego Mezczyzne, ktory jest teraz obecny w Twoim zyciu i na jakim wtedy bylas etapie emocjonalnym?
Pozdrawiam serdecznie.

szutruknahhunte napisał/a:

Kochanki chyba nie mają wyrzutów sumienia... Albo są tak zadufane w sobie, że nic nie dostrzegają... Albo sam znam tylko jedną taką Kobietę...
Jestem zakochany w mężatce (niestety...). Poznałem Ją prawie 3 lata temu, zaangażowałem się, ponieważ mówiła, że jest w trakcie rozwodu... Mała, śliczna Blondyneczka, duże niebieskie oczy, córka to mała kopia mamy...

taa, oni (czy one) zawsze tak mowia
ze sa w trakcie rozwodu
a wy sie zawsze na to lapiecie...
bo to faktycznie jest wystarczajace

lilkaaa napisał/a:

Jak można nie mieć wyrzutów sumienia? ja miałam jeden wybryk nie uprawiałam seksu były pieszczoty a mam wyrzuty sumieniai chciałam przez to popełnić samobójstwo i musze iśc do psychologa sie leczyc. Nie jestem kochanką to była jedna przygoda i nie wyobrazam sobie w swoim zyciu całym gdyby coś takiego miało jeszcze miejsce.

Ale jakos kochankom trudno sobie wyobrazic, ze sa kobiety, ktore potrafilyby zachowac sie inaczej w ich sytuacji...
Co nie znaczy, ze pochwalam Twoje przekroczenie granicy, ale super (rowniez i dla Ciebie), ze sie opamietalas i ze odrozniasz dobro od zla

szutruknahhunte napisał/a:

Nie potępiajcie kochanek i kochanków w czambuł... Często zdarza się tak, że mąż czy żona na początku obiecuje, że jest w trakcie rozwodu czy planuje rozwód...
Mojej Znajomej facet obiecywał, że odejdzie od żony, pokazywał Jej jakieś papiery rozwodowe, które miał złożyć w sądzie, w międzyczasie zrobił Jej dziecko, po czym okazało się, że ŻADNEGO ROZWODU NIE BĘDZIE, a jego żona jeszcze robiła awantury mojej Znajomej, że za cudzego chłopa się zabiera... a moim zdaniem powinna tego "chłopa" glanami w tyłek kopnąć i pognać na cztery wiatry...
Sam byłem też mamiony od początku, "papiery i rozprawa rozwodowa gotowa na wrzesień", potem przesunięte na listopad... Po nowym roku wyszła nagle sprawa z "kredytem na samochód"... Wiem, nie powinienem w ogóle zaczynać znajomości z tą Panią, ale na "dzień dobry" wiedziałem, że się rozwodzi... Jest młoda, atrakcyjna, cieszyłem się na przyszłe życie z tą Kobietą, zdążyłem się zaangażować. Kiedy prawda wyszła na jaw, zacząłem chorować na depresję, potem próby samobójcze...
Nie wiem, czy komukolwiek jeszcze zaufam... Najgorsze, że wciąż Ją kocham, nie wiem dlaczego...

no wybacz moj drogi, ale co to za usprawiedliwienie, ze jest w trakcie rozwodu
co to za zacheta do romansu?
nawet gdyby faktycznie to byla prawda, to zawsze jeszcze taka rodzina ma szanse sie poskladac, dopoki nie ma wyroku wszystko sie moze zdarzyc
a tacy jak Ty mieszaja w glowach i przekreslaja szanse wspolmalzonkow
dopoki nie ma rozwodu, to ten facet czy kobieta sa czyims mezem i czyjas zona
niech Ci pokaze pozew rozwodowy, to ze faktycznie jest wolna i wtedy dopiero hulaj dusza

MIKA123 napisał/a:

Nauczyłam się w życiu nigdy nie mówić nigdy,jednak jednego jestem pewna---facet w związku,to dla mnie facet ,który nie istnieje.Nie potrafiłabym zrobić krzywdy nikomu,wiedząc ,co ja przeżyłam.Dodam jeszcze tylko,że owa Dama,wiele lat temu,została potraktowana tak,jak mnie potem potraktowała.To nieludzkie.Czysty egoizm.

dokladnie
niech ci bez moralnosci wiedza, ze sa kobiety, ktore nie wchodza do lozka zajetemu facetowi
i ja tez tego nie rozumiem, jak mozna sie tak zachowac, wiedzac samemu jakie to cierpienie

szutruknahhunte napisał/a:

lilkaaa!!!
Ale dlaczego to zrobiłaś???
Po wyjściu ze szpitala poznałem Dziewczynę, która po miesiącu zrobiła to, co Ty, zrobiła to z moim kolegą... On sam przyznał się do tego, przez jakiś czas unikał mnie, potem wyznał prawdę, ta Kobieta wtedy także musiała to zrobić... Dlaczego Kobieta, która wyznaje swoje uczucie, na drugi dzień siada mojemu koledze (żonatemu...) na kolanach, tuli się do niego, pieści i całuje...
lilkaaa, pomóż mi! Jesteś w takiej sytuacji jak Ona...
Nie wiem, czy mam zapomnieć o wszystkim i próbować być z Nią?
Zresztą, czy wolno mi zaczynać związek z drugą Kobieta, jeśli ciągle myślę o tej pierwszej... I czy sam nie jestem tutaj najbardziej winny?

dlaczego piszesz post pod postem? raz za razem...
jest taka opcja jak edytuj posta
co do Twojego pytania to moim zdaniem Ty nie jestes obecnie gotowy na zaden zwiazek
powinienes najpierw wyleczyc sie z tamtego chorego ukladu, a dopiero nastepnie myslec o czyms innym

112

Odp: Pytanie do kochanek

Sorry,wiem,że kochanek,albo kochanka wie o żonie albo męzu tylko tyle ile ,powie im niewierny.
Jednak po własnych doświadczeniach,nic po za litością nie czuję..

Facet,przepraszam,czytałeś co ja napisałam????
MNIE zmuszono,by przestać kochać,nie dano mi wyboru,ktoś zdecydował za mnie,żyłam w trójkącie nic o tym wiedząc...Napisałam jak  bolało,antydepresanty tez nie sa mi obce.

TY MIMO WSZYSTKO,MIAŁEŚ WYBÓR,mogłeś sprawdzić informacje uroczej blondynki,nie zrobiłeś tego...Nie mnie oceniać z jakich powodów...

Ale moje uczucie ,moja miłośc do niewiernego niczym się nie różniła od Twojej,no,może tylko tym,że nie mogłam sobie pozwolić na użalanie nad sobą,zostałam sama z dziećmi...-i jeszcze różnica to to to,że ja kochałam męża ,TY cudzą żonę.

Chciałam kiedyś zasnąc i obudzić się,jak będzie p wszystkim,jak przstanę kochać,ale nikt nie znalazł jeszcze tak długiego znieczulenia...
Musiałam pozwolić umrzeć uczuciu,Ty tez to zrób.

Miałeś wybór,Ja nie miałam.Prosta życiowa zasada;

Nie tyka się Ludzi,któzy sa w związku,najpierw trzeba coś zakonczyć,żeby zacząc coś innego.

Masz nauczkę na przyszłosć,świat jest pełen cudownych,pieknych,mądrych kobiet,szkoda się skupiać na jednej wyrachowanej damie,która ludzi traktuje jak zabawki...

113

Odp: Pytanie do kochanek
MIKA123 napisał/a:

Ale moje uczucie ,moja miłośc do niewiernego niczym się nie różniła od Twojej,no,może tylko tym,że nie mogłam sobie pozwolić na użalanie nad sobą,zostałam sama z dziećmi...-i jeszcze różnica to to to,że ja kochałam męża ,TY cudzą żonę.

pozwole sie nie zgodzic z tym zdaniem
oczywiscie ze sie roznila
Ty mialas wspolna historie, powiazania rodzinne, dzieci, znalas go od podszewki, mieszkalas na co dzien, kochalas liczac w latach
dla Ciebie to byla milosc, zycie,  a nie jakies emocjonalne uniesienie, amok, motylki w brzuchu i to "cudowne drzenie", buzujace hormony
mysle, ze jest pewna roznica

114

Odp: Pytanie do kochanek

Jensena,nie mam tajemnic,mogę odpowiedzieć w tym wątku na Twoje pytanie.

Nauczyłam się przede wszystkim żyć tym co mam ,nie planuję nic daleko,nic na całe życie,czerpię radośc z tego,co przynosi mi każdy dzien...

A mojego Iksa,poznałam ,jak to zwykle w życiu bywa,przypadkowo.Miałam szczęscie,bo moje uczucie do niewiernego już nie żyło.Pozbierałam się,wiedziałam,że mogę zacząc coś nowego....

Nie jest łatwo...Zadra zostaje...Tylko ten Człowiek pokazał mi,że potrafię kochac raz jeszcze ,dziś już nie pwoiedziałabym,że niewierny to miłośc mojego życia....

Teraz mam coś,paradoksalnie jest to prezent od mojej Damy:)--mam poczucie,że cokolwiek się w moim życiu nie wydarzy,Iks stoi za mną murem ...

Nie wiem co przyniesie los,nie wiem co będzie za miesiąc,rok,albo dalej,raz już przecież zaplanowałam swoje życie aż do śmierci,aż do póznej starości....Teraz cieszę ,że dane mi jest jest jeszcze raz w życiu kochac i byc kochaną...

Najpierw należy chyba się uporać z demonami przeszłości,potem próbować budować nowe życie.
Może to jest recepta????

115

Odp: Pytanie do kochanek
MIKA123 napisał/a:

Jensena,nie mam tajemnic,mogę odpowiedzieć w tym wątku na Twoje pytanie.

Nauczyłam się przede wszystkim żyć tym co mam ,nie planuję nic daleko,nic na całe życie,czerpię radośc z tego,co przynosi mi każdy dzien...

A mojego Iksa,poznałam ,jak to zwykle w życiu bywa,przypadkowo.Miałam szczęscie,bo moje uczucie do niewiernego już nie żyło.Pozbierałam się,wiedziałam,że mogę zacząc coś nowego....

Nie jest łatwo...Zadra zostaje...Tylko ten Człowiek pokazał mi,że potrafię kochac raz jeszcze ,dziś już nie pwoiedziałabym,że niewierny to miłośc mojego życia....

Teraz mam coś,paradoksalnie jest to prezent od mojej Damy:)--mam poczucie,że cokolwiek się w moim życiu nie wydarzy,Iks stoi za mną murem ...

Nie wiem co przyniesie los,nie wiem co będzie za miesiąc,rok,albo dalej,raz już przecież zaplanowałam swoje życie aż do śmierci,aż do póznej starości....Teraz cieszę ,że dane mi jest jest jeszcze raz w życiu kochac i byc kochaną...

Najpierw należy chyba się uporać z demonami przeszłości,potem próbować budować nowe życie.
Może to jest recepta????

Wlasnie to chyba bylo najwiekszym bledem, wbicie sobie do glowy, jak bedzie wygladala moja blizsza i dalsza przyszlosc, starosc, cale zycie...
Teraz czlowiek musi sie zmierzyc tym, ze to wszystko runelo w gruzach, ze tego nie ma i nie bedzie, ze trzeba bedzie zyc inaczej.
Dziekuje Ci za odp i z calego serca zycze Ci cieszenia sie juz zawsze z kazdego dnia. Wiadomo, raz jest lepiej raz gorzej, nie ma zycia bez problemow, ale tak generalnie.

116 Ostatnio edytowany przez zdradzona76 (2012-11-28 16:20:42)

Odp: Pytanie do kochanek

Kochanka mojego męża od początku wiedziała że ma żonę i małe dzieci , ale nic sobie z tego nie robiła. Powiedziała że ona była wolna miała prawo się zakochać a rodzina to tylko zbędny balast , którego trzeba się pozbyć.Do tego uganiała się za wszystkimi kolegami mojego męża , próbowała ładować im się do pokoju do łóżka.Wszyscy koledzy męża są w stanie to potwierdzić a on powiedział że to nie prawda bo mu zazdroszczą i dlatego tak mówią.Tym bardziej że ona jest starsza od niego o 8 lat. W przeszłości tez mąż ją zostawił dla kochanki i kobieta po takich przejściach potrafiła zrobić to drugiej kobiecie. Chce ograniczyć kontakty taty z dziećmi , nie pozwala za często dzieci odwiedzać bo po co niech nauczą się żyć bez taty. Ona i jej dzieci są teraz ważne , to ich ma utrzymywać. I jeszcze jedno , kochanka napisała do mnie że nie ma żadnych wyrzutów sumienia, liczy się tylko ona, dzieci nie są ważne , bo popłaczą i zapomną , najważniejsza jest ona i jej szczęście. Ale czego można spodziewać się po kobiecie która porzuciła własne dzieci (7 i 14 lat) i wyjechała do pracy za granicę.I tak żyła 6 lat bez dzieci.  Dopiero w tym roku jak mój mąż odszedł do niej ściągnęła swoje syna z Polski i mieszka razem z nimi. Tak na prawdę miała straszną biedę, nie miała mebli , spała na materacu , dopiero mój mąż kupił meble , łóżko. Koledzy męża powiedzieli że tak na prawdę to szukała sponsora , a że był żonaty to dla niej się nie liczyło , najważniejsze że ma kasę.

117

Odp: Pytanie do kochanek

1. Sytuacja, ponownie, jak ich milion... Mąż i żona, dwoje dzieci, małych jeszcze, 6 i 8 lat. Mąż zdradza...romans...kochanka się zakochuje, niewierny też. Po jakimś czasie mąż postanawia, że zostanie z rodziną, dla dobra synów. Mija 15 lat. Po tych 15 latach nadal są razem. Z pozoru, w pierwszym odbiorze, są szczęśliwą rodziną. Wielkim szokiem jest usłyszeć od starszego z synów, że jego ojciec jest życiowym głupcem. Ale jeszcze większym szokiem jest usłyszeć, że nienawidzi matki. Za co... to już pominę.
Nie będąc szczęśliwym bardzo ciężko dać szczęście innym. To nie usprawiedliwienie dla kogokolwiek. To przestroga. Nie dla kogoś. Dla samego siebie.
2. Nic nie dzieje się bez przyczyny, absolutnie nic.
3. Świat czarno-biały to iluzja, utopia. W zyciu zawsze jest milion odcieni szarości.
4. Jak to było... nigdy nie mów nigdy. I nie odnoszę tego do swojej osoby.
5. Czy siła = złość?
6. Mogłabym jeszcze pisac, ale po co? Co człowiek to teoria, co życie to historia.
A życiowe rany i blizny - każdy je ma. Każdy inne, każdy swoje.
Wydaje się że prawdziwą sztuką i tak naprawde przejściem do porządku dziennego nad wydarzeniami w omawianej kwestii jest potrafić wybaczyć sobie, jemu, jej. Niezależnie jak to życie się potoczyło. Niezależnie kim w danej sytuacji się było.
I proszę nie pisać żę słowa moje wynikają z faktu że stoje po tej "podłej" stronie barykady. Jeśli stanę kiedyś po tej światłej moje zdanie nie zmieni się. Może jest też tak, że popełniając błędy stajemy się bardziej wyrozumiali. Może...
Pozdrawiam wszystkich i...szczęścia, po prostu.

118

Odp: Pytanie do kochanek

Nie alfa...
A jednak to sa tylko slowa-
Uczucie nie powalilo Cie z dnia na dzien, to nie" byl piorun sycylijski", to bylo swiadome i bezwzgledne podrywanie zonatego.
Wybacz, ale nie znajduje tu specjalnego romantyzmu, byly to zwykle zabawy biurowo-grillowe.
Pchalas sie w to jak pisalam z "wdziekiem nosorozca", a teraz uzywasz wielkoslowia - nigdy nie mow nigdy,swiat czarno-bialy, sila=zlosc.......
A zebys wiedziala, ze w koncu zlosc dala mi sile, zeby mojego delikwenta pt.pseudomaz ustawic do pionu. Kiedy skonczyly sie moje placze i lamenty, a przyszedl zdrowy gniew zostaly wytyczone granice na co moge mu pozwolic. I pomimo, ze dostal jasny i wyrazny sygnal, ze moze spadac na szczaw i cieszyc sie nowym uczuciem - jakos nie chce z tego korzystac i trzyma sie domu jak wesz, chociaz wcale mu nie uprzyjemniam pobytu.
Nie rozmawiamy tu o sytuacji kiedy ludzie zyja w piekle malzenskim - wtedy jak najbardziej- zegnamy sie.
Mowimy tu o lekkomyslnym zabawianiu sie "na dzien dobry", a potem gdy sprawy ida za dalego KWIK.

Dajesz przyklad nieszczesliwego pozycia po rezygnacji z *wielkiej milosci", ja Ci moge dac przyklady kiedy maz/zona nie zrezygnowali z nowej zabawki i wyszlo dupajewo.
Gdyby to bylo takie proste  nie byloby Cie tutaj na forum, mnie zreszta tez.
I nie zamieniajmy swojego zycia w swiat celebrytow, bo ani nie te mozliwosci, ani pieniadze.
Nic nie dzieje sie bez przyczyny - oczywiscie przyczyna jest slaby charakter, znudzenie, niechec dbania o swoj zwiazek, chec przygod, chetna panienka/facet , seksoholizm itp.

119

Odp: Pytanie do kochanek

Nie Alfa, rozwalasz małżeńswto. Namawiasz mężczyznę do pozostawienia żony, dziecka - to się nazywa wyrzuty sumienia?
Ludzie popełniają błedy. Ten mężczyzna być może właśnie taki popełnił spotykając się z Tobą.
Ale ty nie dajesz mu szansy tego naprawić.
Czy Twoje wyrzuty sumienia poolegają na braku perspektyw na wspólną przyszłość - odpowiedz sobie sama przed sobą. Nie jestem do oceny.
Cudzy męzczyzna to dla mnie " zakazany owoc".
To ty każdego dnia podejmujesz decyzję. I łatwo jest zasłaniać się miłoscią, pisać o  wyrzutach sumienia.
Co tymcasem robisz?
Czy jeśli napiszesz o wyrzutach sumienia cokolwiek się zmienia?
Czekasz i liczysz , ze jednak wybierze Ciebie - czyli czekasz kiedy czyjeś małżeńwstwo zostanie rozwiązane.

To nie jest tak ,ze jesteś po tej "podłej" stronie barykady.
Czy sama o sobie tak myslisz "podła".  Użyłaś tego słowa.

Dla mnie kochać to chcieć szczęścia drugiej osoby. Dać jej wolny wybór, bez manipulacji i nacisków.
Czasem to dla nas bolesne, ale taka jest miłość - nie egoistyczna, nie samolubna.
Sama wiem jakie to trudne. Musiałam się z tym uporać. I to nie oznacza, żeby przestać kochać.
Miłośc jest jedna, nie ma stron.

Wolno Ci tak żyć, masz do tego prawo, ale postaraj się nie mylić chęci zaspokojenia własnych potrzeb z miłością do drugiego człowieka.

Życze Ci abyś poczuła kiedyś co to prawdziwa miłość.

120 Ostatnio edytowany przez kociamama (2012-11-29 16:36:56)

Odp: Pytanie do kochanek

Ja też o mały włos nie wdepnęłam w romans.Pracowałam z żonatym mężczyzną przez trzy lata.Podrywał mnie .Na początku starałam się to ignorować.Facet była bardzo przystojny, uroczy( tak mi się wtedy wydawało)no i zakochałam się.Nigdy nie doszło do romansu w pełni tego słowa znaczeniu.Postanowiłam odejść z pracy.Kompletnie sobie nie poradziłam.Wpadłam w depresje.Facet okazał się świnią.Powiedział żonie , że to ja latałam za nim i go podrywałam.Nasłał swoją żonę na mnie.Przyszła do mojej nowej pracy i zrobiła mi awanturę- on o tym wiedział sam ją przysłał.To chyba była taka zemsta za to że odeszłam z pracy.
Byłam strasznie głupia .Za długo z nim pracowałam .Teraz żałuję  ,że nie odeszłam wcześniej.

Rok leczenia depresji, masa leków,wizyt u psychologów.
Mój mąż o niczym nie wiedział ale mu powiedziałam .Nasze małżeństwo jest teraz super.Mój mąż zachował się jak mężczyzna na poziomie nigdy mi tego nie wypomniał chociaż minęło już parę ładnych lat.
Wiem też ,że porozmawiał sobie z tamtym gościem i powiedział mu co myśli o jego zachowaniu.
Wiem jedno .Żaden żonaty mężczyzna , który będzie mnie podrywał nie wzbudzi we mnie zainteresowania,Już na starcie jest przegrany bo jest nieuczciwy .
Dzięki całej tej historii bardziej kocham mojego męża i tylko jemu będę ufać.

121

Odp: Pytanie do kochanek
kociamama napisał/a:

Wiem jedno .Żaden żonaty mężczyzna , który będzie mnie podrywał nie wzbudzi we mnie zainteresowania,Już na starcie jest przegrany bo jest nieuczciwy .
.

mam dokładnie taki sam pogląd.. facet nawet jesli jest jak ósmy cud świata to traci jak będąc w związku leci na inną kobiete... poprostu szmatławiec i tyle..

122

Odp: Pytanie do kochanek
Malwina69 napisał/a:
kociamama napisał/a:

Wiem jedno .Żaden żonaty mężczyzna , który będzie mnie podrywał nie wzbudzi we mnie zainteresowania,Już na starcie jest przegrany bo jest nieuczciwy .
.

mam dokładnie taki sam pogląd.. facet nawet jesli jest jak ósmy cud świata to traci jak będąc w związku leci na inną kobiete... poprostu szmatławiec i tyle..

Dokladnie .

123

Odp: Pytanie do kochanek

Alfa,ja staram sie nie krytykować,po co?Każdy ma swój rozum...Jednak po tym,co przeżyłam,jestem pewna,ze nigdy czegos takiego nie zrobiłabym innej rodzinie bo....To nieludzkie,a jestem Człowiekiem

124

Odp: Pytanie do kochanek
pati31 napisał/a:
Malwina69 napisał/a:
kociamama napisał/a:

Wiem jedno .Żaden żonaty mężczyzna , który będzie mnie podrywał nie wzbudzi we mnie zainteresowania,Już na starcie jest przegrany bo jest nieuczciwy .
.

mam dokładnie taki sam pogląd.. facet nawet jesli jest jak ósmy cud świata to traci jak będąc w związku leci na inną kobiete... poprostu szmatławiec i tyle..

Dokladnie .

Podpisuje się obydwoma rekami pod tym, co więcej nawet niewinne klikanie lub rozmowa na tematy inne niż neutralne jest niedopuszczalna. To jest okradanie innej kobiety z czasu jej mężczyzny no i nie ma ryzyka, że .... "jakoś tak wyszło i się do siebie zbliżyliśmy" smile

125 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-11-29 17:30:10)

Odp: Pytanie do kochanek

tym bardziej, że większośc opisów na tym forum jest.. na początku byliśmy kolegami, potem zbliżylismy się do siebie i nie wiem kiedy to się stało.. a teraz jestem taka biedna bo kocham..
a jak kocham to mam prawo do miłości, bo miłośc to takie wielkie uczucie...

i takie czyste.. i takie prawdziwe...

on mnie kocha, on jest taki wspaniały, jestesmy jak dwie połowki, niestety nie może odejśc od zony bo....
i tu się zaczyna litania kłamstw i oszustw.

i powiem jeszcze jedno -nie jestem jakąś chodzącą raszplą. Ale stawiam jasne granice.
i raczej nie zdarza mi się, żeby mnie ktoś przechodząć muskał, czy strzelał oczami... a co ja jestem?/ tarcza strzelnicza?
przecież MOWA CIAŁA jest oczywista..

jak nie jestem zainteresowana, to nie jestem zainteresowana
to proste

126

Odp: Pytanie do kochanek
End_aluzja napisał/a:

tym bardziej, że większośc opisów na tym forum jest.. na początku byliśmy kolegami, potem zbliżylismy się do siebie i nie wiem kiedy to się stało.. a teraz jestem taka biedna bo kocham..
a jak kocham to mam prawo do miłości, bo miłośc to takie wielkie uczucie...

i takie czyste.. i takie prawdziwe...

on mnie kocha, on jest taki wspaniały, jestesmy jak dwie połowki, niestety nie może odejśc od zony bo....
i tu się zaczyna litania kłamstw i oszustw.

i powiem jeszcze jedno -nie jestem jakąś chodzącą raszplą. Ale stawiam jasne granice.
i raczej nie zdarza mi się, żeby mnie ktoś przechodząć muskał, czy strzelał oczami... a co ja jestem?/ tarcza strzelnicza?
przecież MOWA CIAŁA jest oczywista..

jak nie jestem zainteresowana, to nie jestem zainteresowana
to proste

Dokładnie tak, dlatego to napisałam. Dodatkowo faceci zazwyczaj odpuszczają, przepraszając jeżeli jasno określisz swoje stanowisko. Oni tez nie chcą "marnować" czasu.

127

Odp: Pytanie do kochanek

A´propos tych nieszczesliwych malzenstw.
A wiec ten nieszczesliwy zonkos byl wleczon do oltarza na sile, z pistoletem przy skroni zlozyl przysiege i nagle po nocy poslubnej spostrzegl z jakaz to okropna raszpla sie byl ozenil.
Dzieciny przychodzily na swiat bardziej przez zwiastowanie niz z powodu lozkowych uniesien. I tak bidula dzwigal ten swoj krzyz poki na drodze nie stanela ONA, ktora sklonna go byla pocieszyc, pokazac jakiz on dzielny, jakze dokazuje wspaniale w poscieli - Casanova moze sie uczyc.
Niestety raszpla zawzieta nie chce go tak latwo z pazurow wypuscic, on bojac sie o swe zycie i zycie wybranki wraca dzwigac krzyz.
Czasami raszpla wypuszcza bidule,a on wracajac do tej wybranej, juz cos nie taki jak onegdaj - pewnie wampirzyca jedna(znaczy sie raszpla)  wyssala z niego na odchodne wszystkie nalezne mu apanaze.
Sytuacje mozna oczywiscie odwrocic mowiac o wkladanym na sile welonie itd.... lecz mowa tutaj w tym watku o kochankach.
Jakze w takiej sytuacji kochanki moga miec wyrzuty sumienia skoro ratuja czlowieka ?

128

Odp: Pytanie do kochanek

No tak bo oni to tacy biedni , nie rozumiani przez swoje żony, bo im się należy odpoczynek a nie chodzenie na wywiadówki i zajmowanie się dziećmi. Bo u kochanki znajdują zrozumienie , bo kochanka wysłucha, pocieszy , rozłoży nogi. Ja mojego po zdradzie wyrzuciłam z domu, nic nigdy nie musiał robić a teraz u kochanki musi gotować sprzątać. jestem ciekawa jak długo będzie mu to odpowiadać , bo jak rozmawia z córką na skypie to jest wiecznie zmęczony i śpiący. Nikt mi nie powie że kochanka ma wyrzuty sumienia , mojego męża nie ma żadnych. i otwarcie o tym mówi i piszę , bo ona miała prawo się zakochać i miała prawo rozbić czyjąś rodzinę.

129

Odp: Pytanie do kochanek

Dziewczyny,taka reakcja jak Wasza teraz,czyli obarczanie wina kochanek-jest całkowicie normalna.To pierwszy etap po zdradzie.szuka sie winnych,jest się rozżalonym,świat sie zawalił...

Przez wszystko trzeba przejść,jednak może warto zadac sobie pytanie;
---KTO ZDRADZIŁ?

Zdradził człowiek,ktorego kochacie,z którym wiązałyście przyszłośc,macie domy,dzieci,rodzine...
To ten człowiek Was oszukał,nie kochanka.

Przepraszam,że tak brutalnie,macie prawo do swojego żalu i rozczarowania,ja tez obwiniałam Damę...
Potem oczywiście siebie.Na siłę szukałam odpowiedzi dlaczego ona nie ja.Takie myslenie prowadzi tylko na kozetke do psychologa,pozbawia własnego poczucia wartości...
Jesteście mądrymi i wartościowymi kobietami...Nie dajcie się zwariować.

Nie bronie kochanek,nie jestem jedna z nich,wiem dziś,że nie umiałabym zrobić krzywdy Rodzinie,takiej jak mnie wyrządzono.

Tylko tak szczerze;Nigdy nie mówi się NIGDY.
Wiem,może dla Was to brednie,ale w życiu nie ma nic na banka,życie nie daje niczego za darmo,za wszystko trzeba zapłacic,ja mówie,że życie pożycza szczęscie..

To tylko moja interpretacja,ale daję słowo,pomimo mojego przekonania,że nie tknę żonatego faceta,nie wiem,jak bym się zachowała jakby mnie strzelił piorun.
Nie wiem.

To tylko czysta hipotetycznie sytuacja.Jestem na zupełnie innym etapie niż Wy,ale może czas zacząć grzebać miłośc do niewiernego i sróbować po prostu zyć?

Nie mówię o wybaczeniu zdrady,moim zdaniem mozna ją wybaczyc jak się  nie kocha,mówie tylko o pozbyciu się żalu,po to,żeby tym żalem w przyszłości nie zatruwac siebie i innych.

Dziewczyny,makijaż,dryzjer,zero porozciąganych dresów,bieganie,pływanie,zmęczenie,cokolwiek,żeby nie mysleć o tęsknocie,żeby zmęczoną padac spać...

Myśle,że tak naprawdę kochanki wiedza o Nas tylko tyle ile powie im niewierny.
Czyli wszystko to,co już zostało napisane,Jasne,że można zweryfikowac te wiadomości,tylko czy MY ,będąc zakochane,weryfikowałyśmy wiadomości o naszych mężach?
Nie.

Zdrada była ,jest i będzie,to paskudztwo,dotknęła Was i mnie,ale uwierzcie na słowo,wirtualne,mozna się pozbierać.

Pamiętam,że jak chodziłam do psychologa,to za zadanie miałam opisac swoje uczucie,żal,tęsknotę,wsciekłośc,miłośc...
No to pisałam....
Nie dawno czytałam to znowu.
I jakie wrażenia?

Okropne.Rozbita,wrak,żebrająca nawet u Boga o uczucie...O uczucie ,któe już było tylko u mnie.

To była dobra terapia,wywalałąm z siebie,ale dziś bym nic takiego juz nie napisałą.
Było we mnie zbyt duzo złości,chcęci zemsty...

Każdy ma prawo się zakochać,każdy ma prawo do szczęścia,macie rację tak mówiąc,ale nikt nie ma prawa rozwalać Rodziny.

Tylko to są rzeczy na które nie mamy wpływu.Może lepiej sróbowac zawalczyć o siebie,czasu żadna z nas nie cofnie,stało się,teraz trzeba zawalczyć o siebie,po walka po zdradzie,to przede wszystkim walka o siebie...

Powodzenia Dziewczyny

130

Odp: Pytanie do kochanek

Mika masz rację to facet zdradził i on jest temu winny. My tu tak trochę ironicznie podsumowujemy posty kochanek, które usprawiedliwiają swoje zachowanie.

Posty [ 66 do 130 z 176 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pytanie do kochanek

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026